Jump to content

Czlowieksniegu

Moderators
  • Content Count

    20210
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czlowieksniegu

  1. Musi być stare, skoro ma koszernie odtwarzać... Walcząc samodzielnie ze Szkodnikami, staram się pomóc :-)
  2. Czyli zostaje ylko" bitwa pancerna... Dla naszych odwiecznych przyjaciół zza Odry- sprzęt na załączonym obrazku.
  3. Okejos- a gdyby tak, strzelać do tych co biegają, to może brak pięciu ( np ) ludzi z obsługi, ukryła by prędkość tych, do których się celuje? Im szybciej strzelasz, tym szybciej biegają- takie złudzenie optyczne, że ich więcej jest, bo cały czas biegiem?
  4. Leoś- 2013-12-02 16:59:22 Poprawność polityczna, poprawnością polityczną, ale ja bym nie chciał... Za wysokie dla mnie progi a i nie ogolony łażę, tak że dyskomfort obustronny...
  5. Wrak amerykańskiego bombowca Douglas A-20 to istna kopalnia skarbów. Przekonali się o tym gdańscy archeolodzy, którzy podczas prac przy wraku wydobyli z niego ok. 50 różnych zabytków". Są wśród nich magazynki do karabinów, a nawet czarny pasek od zegarka. Samolot wciąż leży na dnie Bałtyku. Wrak próbowano wydobyć tydzień temu, przeszkodziła w tym jednak martwa fala". Drugą próbę wydobycia zapowiedziano na przełomie maja i czerwca 2014 r. Prace przy wraku samolotu trwały blisko dwa tygodnie. Podczas nich nurkowie wydobyli na powierzchnię m.in. magazynki do karabinów maszynowych kaliber 15 mm, fragment oprzyrządowania tlenowego pilota, wskaźniki lotnicze oraz zestaw manometrów z rosyjskimi napisami zakryto-odkryto. To ostatnie potwierdza wcześniejsze przypuszczenia, że odnaleziony w Bałtyku bombowiec, był używany przez lotnictwo sowieckie. Z rzeczy osobistych odnaleziono czarny pasek od zegarka. Większość rzeczy wciąż trzymana jest w wodzie, by nie zardzewiały i nie rozpadły się. Iwona Pomian, kierownik Działu Badań Podwodnych Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku podkreśla, że gdy archeolodzy zaczęli odkopywać wrak, byli zdziwieni, że nikt go wcześniej nie znał. - Na dole nie było pickerów (rodzaj przynęty na ryby - red.), nie było żadnego śladu po wędkarzach - mówiła we wtorek dziennikarzom. Wrak wciąż na dnie Bałtyku Do pierwszego nieudanego wydobycia z Bałtyku amerykańskiego bombowca doszło w ubiegłym tygodniu. Wyposażony w dźwig statek Instytutu Morskiego w Gdańsku nie był w stanie utrzymać stabilnej pozycji z powodu tzw. martwej fali na morzu. Pomian zapowiedziała we wtorek, że kolejna próba wyciągnięcia wraku z wody odbędzie pod koniec maja lub na początku czerwca 2014 r. Zarówno wrak, jak i wydobyte z niego zabytki, będą przekazane Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Zachowany w dobrym stanie Jak zauważyła Pomian, wydobycie wraku bombowca nie było głównym celem akcji. - Wydobycie samolotu miało być zwieńczeniem prac. Głównym celem było przeprowadzenie bezpośredniego, podwodnego rekonesansu, rozpoznania stanu zachowania tego wraka, gdyż do tej pory dysponowaliśmy wyłącznie materiałami wykonanymi z pojazdu Morskiego Instytutu Morskiego - tłumaczyła. Zaznaczyła jednocześnie, że wrak samolotu jest dobrze zachowany. - Nie posiada wprawdzie przedniego stanowiska strzelca i części ogonowej, ale ma praktycznie całe skrzydła. Są też dwa silniki, zachowało się również w dużym stopniu wyposażenie kabiny pilota - wyjaśniła Pomian. Wydobycie samolotu miało być zwieńczeniem prac. Głównym celem było przeprowadzenie bezpośredniego, podwodnego rekonesansu, rozpoznania stanu zachowania tego wraka, gdyż do tej pory dysponowaliśmy wyłącznie materiałami wykonanymi z pojazdu Morskiego Instytutu Morskiego. - Samolot zrzucił prawdopodobnie bombę, w komorze bombowej nie znaleźliśmy żadnych ładunków. Można przypuszczać, że klapy komory bombowej były otwarte i zostały urwane, kiedy osiadł na dnie morza - dodała. Lekki bombowiec z czasów II wojny światowej Bombowiec leży na głębokości 15 metrów, ok. czterech kilometrów od Rozewia. Na maszynę natrafił na początku lipca podczas prac pomiarowych Instytut Morski w Gdańsku. Lekki bombowiec Douglas A-20 jest unikalnym zabytkiem w skali światowej. Łącznie zbudowano 7478 sztuk tych samolotów, ale na świecie zachowało się ich do dziś jedynie 11, w tym trzy w Europie: dwa w Wielkiej Brytanii i jeden w Moskwie. Lekki bombowiec Douglas A-20, produkcji Douglas Aircraft Company, był w początkowej fazie II wojny światowej podstawowym bombowcem armii USA, zamawianym także przez siły zbrojne Wielkiej Brytanii oraz Francji. W 1942 r. został zastąpiony przez nowsze konstrukcje. Od 1942 r. był wykorzystywany także przez lotnictwo sowieckie. Rosjanie otrzymali od Amerykanów ponad 2,7 tys. sztuk tego samolotu. I to właśnie najprawdopodobniej bombowiec używany przez Armię Czerwoną spoczywa na dnie Bałtyku. Przedsięwzięcie wydobycia wraku bombowca z dna Bałtyku jest finansowane głównie z budżetu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. http://www.tvn24.pl/pomorze,42/skarby-we-wraku-amerykanskiego-bombowca,367191.html
  6. Niedźwiedź Wojtek był maskotką armii gen. Andersa. Teraz część sopocian chce go uhonorować. I zbierają pieniądze na pomnik, który miałby stanąć w okolicach Monciaka. Nie wszystkim ten pomysł przypadł do gustu. - Ten miś nie miał nic wspólnego z Sopotem - wytykają mieszkańcy. W 1942 r. polscy żołnierze za parę puszek konserw odkupili w Iranie trzymiesięcznego niedźwiadka brunatnego od napotkanego chłopca. Misia nazwano Wojtek i oficjalnie wciągnięto na stan ewidencyjny 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Zwierzę otrzymało książeczkę wojskową, stopień szeregowego (później awansowano go na kaprala) oraz żołd w postaci pożywienia. Wojtek razem z Polakami przeszedł cały szlak bojowy od Iranu, Iraku, przez Syrię, Palestynę i Egipt - aż do Włoch. Brał udział w bitwie pod Monte Cassino, gdzie ponoć pomagał transportować ciężkie skrzynie z amunicją. Po wojnie został przetransportowany do Wielkiej Brytanii, skąd przewieziono go do edynburskiego zoo, gdzie przebywał aż do śmierci w 1963 r. Pomnik Misia stanie w Sopocie? Pierwszy w Polsce pomnik Wojtka stanął we wrześniu tego roku w Szymbarku. Figurę odsłonięto podczas obchodów Światowego Dnia Sybiraka. Niezwykłego misia chciałaby uhonorować u siebie także część mieszkańców Sopotu. W tym celu powołali do życia Fundację Na Rzecz Budowy Pomnika Misia Wojtka w Sopocie. Pomnik miałby stanąć w okolicach Małego Monciaka. Pomysłodawcy projektu chcą, by został odsłonięty w 70. rocznicę bitwy o Monte Cassino, która przypada w maju przyszłego roku. - Mimo że pracuję jako międzynarodowy przewodnik turystyczny i żywo interesuje się historią II wojny światowej, nigdy przedtem nie słyszałam o tym niezwykłym niedźwiedziu. Zafascynowana postacią Wojtka postanowiłam dołożyć wszelkich starań, aby rozsławić jego imię. I tak powstał pomysł stworzenia w Sopocie pomnika misia żołnierza - wyjaśnia Ewa Rakowska-Eggar, założycielka fundacji. Dlaczego akurat Sopot? - Bo przecież tutaj mamy najsłynniejszy deptak nazwany imieniem Bohaterów Monte Cassino, tutaj przyjeżdżają tłumy turystów z kraju i zagranicy; tutaj będąc na wakacjach, ludzie mają czas przystanąć zaintrygowani niedźwiedziem dźwigającym pocisk, dotknąć go, zrobić zdjęcie, opowiedzieć dzieciom i gościom jego niezwykłą historię - wyjaśniają pomysłodawcy. Mieszkańcy podzieleni Misia ma wyrzeźbić Wojciech Gryniewicz, autor m.in. Ławeczki Tuwima" i fontanny płaskorzeźby poświęconej Agnieszce Osieckiej Kochankowie z ulicy Kamiennej". Pomnik przedstawiający Wojtka trzymającego w łapach ogromny pocisk ma kosztować ok. 200 tys. zł. Część pieniędzy wyłożą pomysłodawcy, reszta ma pochodzić z publicznych zbiórek. Nie wszyscy jednak są przekonani co do tego pomysłu. - Monciak to nie jest dobre miejsce na tego typu pomnik - ocenia pani Oliwia, studentka UG mieszkająca w Sopocie. - Poza tym z tego co wiem ten miś nie miał nic wspólnego z Sopotem. - To fanaberia. Choć do samego misia nic nie mam, to jednak uważam, że naprawdę mamy już w Sopocie tak dużo pomników, że wystarczy - mówi z kolei sopocianin Jerzy Wojtkowski. Są też jednak i tacy, którzy chcieliby Wojtka w Sopocie. - To bardzo pozytywny bohater, a jednak niewiele osób o nim pamięta - mówi pan Kazimierz Rachoń z Sopotu. - Przecież w Krakowie jest pomnik wiernego psa Dżoka, dlaczego w Sopocie nie mógłby stanąć Wojtek? A co na to władze Sopotu? - Postawienie nowego pomnika to zawsze bardzo ważne wydarzenie w mieście. Rada Miasta Sopotu, w której kompetencjach są takie decyzje, powinna bardzo wnikliwie przeanalizować tę sytuację, szczególnie, że ostatnio pomnik Misia Wojtka stanął w Szymbarku. Ten zaproponowany w Sopocie, według inicjatorów, miałby być niemal identyczny - mówi prezydent Sopotu Jacek Karnowski. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14698262,Nietypowy_pomnik_ma_stanac_w_Sopocie__Mis_Wojtek_budzi.html?lokale=wroclaw#BoxWiadTxt
  7. Sobie dziś parę Osprey'ów" z interesujących mnie działań kupiłem... Po 4,99 zł/szt i się zastanawiam- czy oryginalna cena była zbyt wysoka, czy aż takie małe zainteresowanie? W zasadzie mogłem całą Wojnę na Pacyfiku" skompletować i spory kawałek Frontu Zachodniego...
  8. POGRZEB wg wszelkich informacji odbędzie się w najbliższą sobotę o godz. 12 na tzw Cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu.
  9. ... Panie i Panowie ze Stolycy zDolnego Śląska, organizujemy się na pogrzeb?
  10. Fakt- na stronie www o niebo lepiej wyglądają...
  11. To...są te pomalowane eksponaty? Z ciekawości pytam, nie byłem w MOB...
  12. Zakończył się kolejny etap poszukiwania szczątków ofiar terroru komunistycznego na Powązkach. Nazwiska zidentyfikowanych IPN poda w czwartek podczas konferencji prasowej. - Mogę zapewnić, że będą to nazwiska, które znamy - podaje w rozmowie z tvnwarszawa.pl historyk IPN, dr hab. Krzysztof Szwagrzyk. Środowa Rzeczpospolita" informuje, że wśród odnalezionych ofiar nie ma znanych dowódców podziemia m.in. rotmistrza Witold Pilecki oraz gen. Emila Fieldorfa, ps. Nil. - Wszelkie informacje, które pojawiają się w mediach na temat odnalezienia rotm. Pileckiego i gen. Fieldorfa, to zwykła dziennikarska zgadywanka - komentuje w rozmowie z tvnwarszawa.pl historyk IPN, dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, kierujący poszukiwaniami miejsc pochówku ofiar komunizmu. InformacjeWyklęci odzyskali tożsamość. IPN ogłosił nazwiska kolejnych ofiar Jak dodaje, tożsamość kolejnych ofiar, których Instytut Pamięci Narodowej poszukiwał na cmentarzu na Powązkach poznamy w czwartek podczas konferencji prasowej. – Mogę zapewnić, że będą to nazwiska, które znamy, ale nic więcej nie powiem – ucina. Szczątki 200 ofiar Drugi etap prac ekshumacyjnych rozpoczął się 13 maja. - Chcemy odnaleźć pozostałe szczątki około 200 ofiar komunizmu – zapowiadał wówczas Szwagrzyk. W ciągu mniej więcej czterech tygodni przeszukany został obszar, który nie był badany latem ubiegłego roku. Chodzi o dawne pole więzienne, na którym w latach 1948-1956 pochowano kilkuset więźniów z okresu stalinowskiego. IPN prowadzi identyfikację we współpracy z Pomorskim Uniwersytetem Medycznym, a także z Zakładem Medycyny Sądowej we Wrocławiu i Instytutem Ekspertyz Sądowych z Krakowa. Ekspertom udało się ustalić tożsamość m.in. ppłk. Stanisława Kasznicy, ostatniego dowódcy Narodowych Sił Zbrojnych uczestnika wojny obronnej 1939 r. i Powstania Warszawskiego. – Obecnie udało nam się zidentyfikować większą grupę ekshumowanych na Łączce (część Powązek - red.) szczątków i podanych zostanie więcej nazwisk niż w czasie poprzednich konferencji prasowych. Powodem tego jest m.in. cały czas powiększająca się baza osób, najbliższych członków rodzin ofiar, które przekazują materiał genetyczny niezbędny do identyfikacji – powiedział Rz" Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Zamordowani przez UB Badacze IPN posiadają próbki niezbędne do identyfikacji najbardziej rozpoznawalnych nazwisk, m.in.: Fieldorfa, Pileckiego, Dekutowskiego, Cieplińskiego i Lazarowicza. Do tej pory na terenie tzw. Łączki Cmentarza Wojskowego na Powązkach odnaleziono szczątki 117 osób, z których siedem zidentyfikowano. Ekshumacje w lipcu i sierpniu 2012 r. IPN prowadził wspólnie m.in. z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Poszukiwania te mają na celu nie tylko odnalezienie szczątków ofiar terroru komunistycznego, ale także - po latach milczenia w PRL o tragicznym losie przeciwników komunizmu zamordowanych w latach 40. i 50. przez UB - ich godne upamiętnienie. Ofiarami byli żołnierze, których komunistyczne władze, za opór wobec sowietyzacji Polski, skazały na kary śmierci. Po brutalnych przesłuchaniach i egzekucjach, które odbywały się w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, ich zwłoki ukrywano na warszawskich Powązkach. InformacjeChcą pomnika rotmistrza Pileckiego na Ursynowie Chcą pomnika rotmistrza Pileckiego na Ursynowie Czy na Ursynowie stanie pomnik Witolda Pileckiego? Chce tego stowarzyszenie Młodzi dla Polski" oraz stołeczni radni PiS, którzy przygotowali... WIĘCEJ » Wiele z odnalezionych przez specjalistów szkieletów nosi ślady egzekucji tzw. metodą katyńską - strzałem w potylicę z bliskiej odległości. Część z nich ma obrażenia, które wskazują na to, że przed rozstrzelaniem funkcjonariusze UB bili lub torturowali swoje ofiary. Ofiary terroru komunistycznego były chowane w wąskich i płytkich grobach zbiorowych. Niektórych zamordowanych więźniów grzebano w mundurach niemieckich, co miało ośmieszyć i poniżyć ofiary. Nie popełnić błędu poprzedników W latach 1948-1956 pochowano na warszawskich Powązkach kilkaset osób zamordowanych przez UB. Wśród poszukiwanych są bohaterowie Polskiego Państwa Podziemnego, powstańcy warszawscy i żołnierze powojennego podziemia niepodległościowego, m.in. takie legendarne postaci jak gen. August Emil Fieldorf Nil, rtm. Witold Pilecki, mjr Zygmunt Szendzielarz Łupaszka" i ppłk Łukasz Ciepliński - przywódca Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Prace archeologiczno-ekshumacyjne na warszawskich Powązkach odbywają się w ramach ogólnopolskiego projektu badawczego Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956. Jest on efektem deklaracji z 2011 r. przyjętej m.in. przez IPN z okazji Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Reżimów Totalitarnych. Głosi ona, że przyszłe pokolenia mogą powtórzyć błędy swoich poprzedników, jeżeli ofiary totalitaryzmów nie będą dostatecznie upamiętnione. http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,czyje-szczatki-odnaleziono-na-laczce-ipn-odpowie-w-czwartek,95970.html
  13. Oj tam, oj... Ty to burzą nazywasz? I leje"? Toż to drobna mżawka... :-)
  14. Nie... Ale różne, nie tylko militarne" cuda o Kampanii Moskiewskiej widziałem, ale wybicie armii przez lewe guziki, to dla mnie nowa rzecz... I mocno bez ładu i składu... Ale fakt- OT.
  15. Panie Trener o tego typu guziki nie były w stanie wytrzymać na rosyjskich mrozach, a co za tym idzie żołnierze zamarzali" Pan sobie jaja robisz? Możesz źródło tych rewelacji? Jak dla mnie bomba...
  16. Nie cenzura, ale... Nie wiem, czy zrozumiałeś temat wątku, ale NIE MA TAM nic o UB, wyrzucaniu Żydów w 1968", Kiszczaku, itp...
  17. Ale jak wiesz (?), przyjęło się, że G. brała udział... A dla postronnego jeden pies, czy G. czy np Kamiński... ____________________________________________________________ IPN będzie ustalał ewentualną rolę mieszkającego w USA Michaela Karkoca vel Mychajły Karkocia w zbrodniach Ukraińskiego Legionu Samoobrony w 1944 r., w tym w tłumieniu powstania warszawskiego. IPN deklaruje pomoc organom USA w gromadzeniu dowodów wobec 94-latka. Agencja AP podała, że w USA mieszka od 1949 r. nie niepokojony przez nikogo zbrodniarz wojenny, którego oddział dopuszczał się podczas II wojny światowej okrucieństw w Polsce. Według niej 94-letni Michael Karkoc mógł brać udział w tłumieniu powstania warszawskiego. Pochodzący z Ukrainy Karkoc, zatajając fakt służby w wojsku, wyemigrował w 1949 roku do USA. Amerykańskim władzom imigracyjnym powiedział, że w latach 1944-1945 przebywał w obozie pracy. IPN podejmuje działania W związku z tą informacją rzecznik IPN poinformował, że prokuratorzy pionu śledczego podejmą działania zmierzające do ustalenia ewentualnej roli Karkoca w zbrodniach popełnionych przez Ukraiński Legion Samoobrony w Chłaniowie i Kolonii Władysławin w 1944 r. i udziale w tłumieniu powstania warszawskiego. - Jednocześnie udzielimy wszelkiej możliwej pomocy amerykańskim organom wymiaru sprawiedliwości w toku gromadzenia dowodów w niniejszej sprawie - oświadczył rzecznik IPN Andrzej Arseniuk. Dodał, że poprzedniczka pionu śledczego IPN - Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Lublinie - prowadziła śledztwo dotyczące dokonanej 23 lipca 1944 r. przez Ukraiński Legion Samoobrony akcji pacyfikacyjnej wsi Kolonia Władysławin, pow. Krasnystaw, i zamordowania 60 jej mieszkańców. Ponadto prowadzono śledztwo dotyczące zamordowania przez oddział nacjonalistów ukraińskich w lipcu 1944 r. 72 mieszkańców wsi Chłaniów. Postępowania wówczas zostały zawieszone. Arseniuk dodał, że sprawa Ukraińskiego Legionu Samoobrony była przedmiotem zainteresowania historyków z Instytutu. W czasopiśmie IPN Pamięć i Sprawiedliwość" z 2005 r. ukazał się artykuł Marcina Majewskiego pt. Przyczynek do wojennych dziejów Ukraińskiego Legionu Samoobrony (1941-1945)". Wynika z niego, że Mychajło Karkoć (ur. 1919 w Łucku), pseud. Wowk, to jeden z oficerów Ukraińskiego Legionu Samoobrony, czyli 31. batalionu Schutzmannschaft niemieckiej policji bezpieczeństwa (Sipo). Był on uczestnikiem rozmów między kierownictwem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów z frakcji Andrija Melnyka z funkcjonariuszami SD na Wołyniu. Karkoc osobiście uczestniczył w zbrodniach Zgodnie z artykułem Majewskiego od 1944 r. był on dowódcą 2. kompanii ULS, która uczestniczyła wraz z całym Legionem w pacyfikacji Chłaniowa i Władysławina. We wrześniu 1944 r. razem z częścią żołnierzy swojej kompanii ULS pod dowództwem płk. Petra Diaczenki tłumił powstanie warszawskie. Kwaterował w tzw. niemieckiej dzielnicy policyjnej i walczył prawdopodobnie przeciwko Zgrupowaniu Armii Krajowej Kryski". Od marca 1945 r. Karkoć był oficerem w 14. Dywizji Grenadierów Waffen SS Galizien". Jak podała AP, Karkoc obecnie mieszka w Minneapolis. Według AP odmówił on ustosunkowania się do zarzutów. - Nie sądzę, żebym mógł to wyjaśnić - powiedział dziennikarzom. W opublikowanych w 1995 r. wspomnieniach pochodzący z Łucka Karkoc ujawnił, że po ataku w czerwcu 1941 r. Niemiec na Związek Radziecki wstąpił do Wehrmachtu i walczył na terenie Ukrainy i Rosji. Odznaczono go Żelaznym Krzyżem. Utrzymywał ponadto, że był jednym z założycieli kolaboranckiej formacji - Ukraińskiego Legionu Samoobrony. Jak wynika z informacji, do których dotarła AP, służył także w Dywizji SS Galizien". Władze USA odmawiały członkom tych formacji wjazdu do kraju ze względu na możliwość popełnienia przez nich podczas służby zbrodni wojennych. Jak pisze AP, z dostępnych dokumentów nie wynika, że Karkoc osobiście uczestniczył w zbrodniach. Oświadczenia żołnierzy z jego oddziału są jednak dowodem na to, że ukraińska jednostka mordowała ludność cywilną i że Karkoc był przy tych masakrach obecny. Jego oddział miał w lipcu 1944 r. spacyfikować wieś Chłaniów w odwecie za zabicie oficera SS. Z akt SS wynika ponadto, że wraz ze swoim oddziałem brał udział w tłumieniu powstania warszawskiego w 1944 r. Postępowanie karne? Informacje agencyjne wzbudziły zainteresowanie niemieckiego wymiaru sprawiedliwości. Prokurator Thomas Will z Centralnego Urzędu Ścigania Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu powiedział, że nic nie wskazuje na to, by w Niemczech prowadzono wcześniej śledztwo w tej sprawie. Informacje przekazane przez AP mogą być - jego zdaniem - impulsem do podjęcia dalszych badań, które mogą prowadzić do wdrożenia postępowania karnego. Efraim Zuroff z Centrum Wiesenthala w Jerozolimie powiedział AP, że odkryte przez agencję fakty są wystarczające do deportowania Karkoca z USA i wytoczenia mu procesu w Niemczech. - W Ameryce to stosunkowo prosty przypadek - powiedział Zuroff. - Nawet w Niemczech, jeżeli chodzi o dowódcę oddziału, to ponosi on odpowiedzialność, jeżeli nawet nie można mu udowodnić, że osobiście pociągał za spust - powiedział przedstawiciel Centrum Wiesenthala. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14104185,IPN_zbada__czy_odnaleziony_w_USA_SS_man_bral_udzial.html?lokale=wroclaw#BoxWiadTxt
  18. Dowódca jednostki SS odpowiedzialnej za zbrodnie podczas II wojny światowej został zatrzymany w USA, gdzie ukrywał się przez dziesięciolecia. Zatrzymany 94-letni Michael Karkoc mieszka w Minnesocie. Najprawdopodobniej sfałszował swoje dokumenty, co pozwoliło mu się przedostać w 1949 roku do USA. Karkoc ukrył, że był oficerem i jednym z założycieli ukraińskiej dywizji SS. Później był oficerem dywizji SS Galicja. Udało mu się przedostać do Stanów choć członkowie galicyjskiego dywizjonu byli na tajnej, czarnej liście osób, które miały zakaz wstępu do USA. Karkoc tłumił powstanie warszawskie? Choć oficjalne dokumenty nie potwierdzają, że Karkoc brał bezpośredni udział w zbrodniach wojennych, przeciwko niemu świadczą zeznania członków jego oddziału. Zarzuca mu się, że wydał rozkaz masakry cywilów. Ponadto dokumenty SS mają dowodzą, że zatrzymany brał udział w tłumieniu powstania warszawskiego. Dowody działalności Karkoca w dokumentach do których dotarła agencja AP skłoniły władze niemieckie do śledztwa mającego na celu potwierdzenie zarzutów. W Niemczech naziści mogą być oskarżeni o zbrodnie wojenne, nawet jeśli ich bezpośredni udział w nich nie zostanie udowodniony. Efraim Zuroff z Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie, powiedział, że w oparciu o swoje wieloletnie doświadczenie spodziewa się, że potwierdzą się dowody, że Karkoc okłamał urzędników amerykańskich i że zostanie deportowany i osądzony za zbrodnie wojenne. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14100745,Dowodca_SS_przez_lata_ukrywal_sie__Zatrzymany_w_USA.html?lokale=wroclaw#BoxWiadTxt
  19. Apacz... Skądś to znam- właśnie ZUS'y przelewam, a za oknem się burza i deszcz przelewa rynsztokiem :-)
  20. O to się na Forum nie pytaj- nie znamy aż tak dobrze Twojej żony... Czy będzie miło, czy burzowo z grzmotami i błyskawicami...
  21. Sonic- IMGW donosi, że Armagedon idzie do nas znad Barda... i przyjdzie po Wiadomościach.
×
×
  • Create New...

Important Information