Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano

Celowo napisałem bez jawnego wskazywania czynników sprzyjających popełnianiu błędów i wzmacnianiu wiary, względnie wyciszaniu niewiary...

M.

Napisano

Nie martwicie się. Kilka miesięcy temu przeczytałem, że możemy liczyć na zakup F-15 w ramach SAFE.

O tym natomiast, że eskadra na FA-50GF będzie wypełniała zadania IQT wiadomo od bardzo dawna.

Napisano (edytowane)
39 minut temu, beaviso napisał:

A kto go tam ściągnął? Ex-pilot F-16, którego cenisz :)

Ano niestety wiem i przyznaję Ci rację. Jeden (ten starszy stopniem i wiekiem) zatwierdził zakup tego koreańskiego shitu, a drugi (ten młodszy stopniem i wiekiem) nie zostawia na tym zakupie suchej nitki. A jednak... są w jednej fundacji. Jak to możliwe, jeśli w normalnym cywilnym świecie ludzi zdrowych na umyśle oraz z odrobiną honoru i godności byłoby to niemożliwe?

Że to możliwe to ja akurat wierzę. Fanatyczne PZPRowskie bydlę w wojskowym lotniczym mundurze (które wspomniałem 5 postów wyżej) w latach 80. mnie i kilku innym mówiło wprost w oczy, że gdyby mu kazali to by do nas strzelał, bo taki jest jego zawód - w lotniczym mundurze!. To samo bydlę 13 listopada 1995 roku zostało odznaczone Orderem Odrodzenia Polski.

Takie to jest środowisko.

A dziś to bydlę, jako miły, sympatyczny, dobry dla świata, ludzi i zwierzątek zacny etyczny staruszek pisze w necie, że razem z wnusiami robi kompozycje kwiatowe i jakie to jest piękne hobby.

K...

Edytowane przez Jedburgh_Ops
Napisano
43 minuty temu, Jedburgh_Ops napisał:

Ano niestety wiem i przyznaję Ci rację. Jeden (ten starszy stopniem i wiekiem) zatwierdził zakup tego koreańskiego shitu, a drugi (ten młodszy stopniem i wiekiem) nie zostawia na tym zakupie suchej nitki. A jednak... są w jednej fundacji. Jak to możliwe, jeśli w normalnym cywilnym świecie ludzi zdrowych na umyśle oraz z odrobiną honoru i godności byłoby to niemożliwe?

Że to możliwe to ja akurat wierzę. Fanatyczne PZPRowskie bydlę w wojskowym lotniczym mundurze (które wspomniałem 5 postów wyżej) w latach 80. mnie i kilku innym mówiło wprost w oczy, że gdyby mu kazali to by do nas strzelał, bo taki jest jego zawód - w lotniczym mundurze!. To samo bydlę 13 listopada 1995 roku zostało odznaczone Orderem Odrodzenia Polski.

Takie to jest środowisko.

A dziś to bydlę, jako miły, sympatyczny, dobry dla świata, ludzi i zwierzątek zacny etyczny staruszek pisze w necie, że razem z wnusiami robi kompozycje kwiatowe i jakie to jest piękne hobby.

K...

Zakończę i rozwinę - Kórwa jego mać, szlag mnie trafia.🤣

Napisano
7 minut temu, Jedburgh_Ops napisał:

No coś w tym rodzaju 👍

Dzieciństwo spędziłem w Bemowie Piskim- wtajemniczeni wiedza o co kaman 🫤

Napisano (edytowane)
8 minut temu, mensguth6 napisał:

Dzieciństwo spędziłem w Bemowie Piskim- wtajemniczeni wiedza o co kaman 🫤

Stary dowcip WKU wobec warszawiaków - „To kieruję was do odbycia zasadniczej służby wojskowej na Bemowie...

 

 

...Piskim”.

Ha, ha, ha.

Edytowane przez Jedburgh_Ops
Napisano

btw

W cytowanym przeze mnie wyżej artykule z GRUDNIA 2025 pada

"A wersja PL?

Gen. Nowak [ zastępcą Dowódcy Generalnego ]: Prowadzimy kompleksowe prace koncepcyjne..."

vs

Pierwszy FA-50PL trafi do Polski w trzecim kwartale 2027 wynika z podpisanego 16 STYCZNIA 2026 aneksu...



Kosiniak-Kamysz jest, zaskoczenia to nie stanowi, takim samym tuzem intelektu jak Mariusz...

Napisano
18 minut temu, Jedburgh_Ops napisał:

Stary dowcip WKU wobec warszawiaków - „To kieruję was do odbycia zasadniczej służby wojskowej na Bemowie...

 

 

...Piskim”.

Ha, ha, ha.

znam- ja  Mając12 lat widziałem biegające słoniki za samochodem - bo tak chciałem( dziś mi jest cholernie przykro z tego powodu)

Napisano
W dniu 9.11.2017 o 10:51, bodziu000000 napisał:

http://www.newsweek.pl/polska/polskie-lotnictwo-jest-w-katastrofalnym-stanie-mowi-general-drewniak,artykuly,418656,1.html?src=HP_Section_2

„We wrześniu 1939 roku straciliśmy przewagę na niebie w cztery dni. W czasie ćwiczeń w 2015 roku straciliśmy całe lotnictwo w cztery godziny”. Z generałem Tomaszem Drewniakiem rozmawia Juliusz Ćwieluch.

8 listopada 2016 roku mówi pan na spotkaniu z prezydentem, że polskie lotnictwo zmierza ku katastrofie, a dziesięć dni później traci pan stanowisko.

Nie użyłem słowa katastrofa. Po prostu tłumaczyłem, że realizacja celów stawianych przed lotnictwem jest coraz trudniejsza. A w dłuższej perspektywie może się okazać niemożliwa. Pierwszym punktem zapalnym okazała się kwestia lotnictwa transportowego, a konkretnie programu MRTT, czyli zakupu samolotów transportowo-tankujących. Kiedy zacząłem o tym mówić, minister Macierewicz przerwał mi i powiedział: „Panie generale, widzę, że jest pan nieprzygotowany. Program MRTT został odwołany. Gdybyśmy kupili te samoloty, to byłyby zmarnowane pieniądze”.

Nie wiedziałem, że wycofaliśmy się z tego programu.

Ja również. Chociaż byłem inspektorem Sił Powietrznych. Prezydent poprosił mnie o skomentowanie tej decyzji. Powiedziałem, że o ile z zadaniami transportowymi damy sobie radę, o tyle będzie problem z zapewnieniem możliwości tankowania w powietrzu, której nie mamy, a dzięki temu programowi mieliśmy mieć. Bez tankowania w powietrzu w zasadzie nie ma sensu kupować rakiet JASSM dalekiego zasięgu.

Dlaczego?

Rakieta ma zasięg 950 kilometrów. Odpalona znad terytorium Polski nie doleci do stolicy potencjalnego przeciwnika. Powinniśmy ją odpalić znad wód neutralnych Morza Bałtyckiego, najlepiej z okolic Zatoki Fińskiej, bo stamtąd jest 750 kilometrów do tej hipotetycznej stolicy. Ale żeby tam dolecieć, musimy zatankować w powietrzu dwa razy. A bez MRTT tego nie zrobimy.

Rozumiem, że pan minister nie był zadowolony z pana wywodu.

Powiedzmy, że można tak określić jego reakcję. Tym bardziej kiedy dodałem, że wbrew temu co później powiedział, w nowych planach nie ma takiej pozycji jak zakup samolotów do tankowania w powietrzu. Chyba że planuje się je kupić w programie na lata 2025–2035. Ale wtedy nasze F-16 będą miały już trzydzieści lat. Od tego tematu płynnie przeszliśmy do następców samolotu F-16.

Jaką maszynę pan rekomendował?

Naturalnego następcę, czyli samolot F-35. Pan minister i na ten pomysł zareagował nerwowo. Okazało się, że chciał zrealizować wariant z zakupem używanych samolotów F-16 i ich częściową modernizacją rękoma polskiego przemysłu obronnego. Minister chciał kupić sto samolotów i przy okazji stworzyć w Polsce centrum serwisowe na Europę. Powiedziałem, że ten pomysł dobrze brzmi, ale będzie trudny do zrealizowania, bo za pięć lat większość użytkowników samolotu F-16 w Europie przesiądzie się na samolot F-35. Przy tej maszynie zostają Grecja i Turcja, ale te kraje mają własne centra serwisowe. Poza tym samolot F-35 to nowy wymiar lotnictwa. Pojedynek jednego F-35 z sześcioma F-16 skończył się tak, że szósty F-16 zorientował się, że został namierzony, na pół sekundy przed zestrzeleniem. Piloci pięciu maszyn nie mieli tyle szczęścia, bo F-35 ma taką przewagę nad wszystkim, co dotychczas skonstruowano. Dlatego Polska powinna kupić dwie eskadry F-35, które będą czyścić niebo. I dokupić jedną eskadrę F-16, które powinny wykonywać zadania wsparcia sił lądowych, w czym są bardzo skuteczne.

Przekonał pan ministra?

Tak go przekonałem, że dziesięć dni później zostałem odwołany.

Może ten pomysł z używanymi F-16 nie jest taki zły.

Pozornie to się może podobać, zwłaszcza w Polsce, gdzie w cenie są promocje typu dużo i tanio. Jednak kiedy zagłębimy się w szczegóły, to pomysł nie wygląda już tak atrakcyjnie. Po pierwsze, bierzemy czterdziestoletnie samoloty z pustyni i właściwie robimy je od zera. Ministerstwo forsowało, by robiono to w Wojskowych Zakładach Lotniczych numer 2 w Bydgoszczy.

A oni mają takie możliwości?

Na spotkaniu z przemysłem Leszek Walczak, prezes WZL 2, od razu zastrzegł, że on się takich remontów nie podejmie, bo nie ma technologii, dokumentacji. Po prostu nic.

Piękny początek.

Dalej było jeszcze ciekawiej. Radar i oprogramowanie też miały być polskie. Według koncepcji Ministerstwa w ciągu dwóch lat miało latać już osiem samolotów.

Radar w dwa lata. Przecież to jakieś bajki.

Proszę pana, projekt Iryda* pochłonął miliardy. Ale to było nic wobec realizacji tego pomysłu. A efekt byłby dokładnie taki sam. Projekt liczył 35 stron i jeden kosmiczny pomysł gonił drugi. Polski przemysł miał na przykład odpowiadać za integrację uzbrojenia.

A skąd nasz przemysł wziąłby kody źródłowe zapewniające dostęp do oprogramowania?

CZYTAJ TAKŻE
ERP brzmi groźnie? Poznaj prawdę o wdrażaniu systemu
ERP brzmi groźnie? Poznaj prawdę o wdrażaniu systemu WIĘCEJ ❯
Materiał partnera

Słowenia czy Polska? Sprawdź, czy wiesz czym się różnią!
Słowenia czy Polska? Sprawdź, czy wiesz czym się różnią! WIĘCEJ ❯


Na każdej uroczystości z udziałem wojska ma być odczytywany „apel smoleński”. Tak chce Macierewicz WIĘCEJ ❯
W projekcie było zapisane, że dostalibyśmy je od Amerykanów.

A dostalibyśmy?

Żartuje pan? Przecież prawo im na to nie zezwala. A pomijając to, słyszał pan kiedyś, żeby Microsoft dał albo nawet sprzedał komuś kody źródłowe?

Zawsze można zapytać.

Też tak pomyślałem i doprowadziłem do spotkania w amerykańskiej ambasadzie, gdzie poinformowana w tym temacie osoba powiedziała wprost: „Amerykanie za bardzo szanują Polaków i nie przewidują sprzedaży Polakom żadnego używanego samolotu”.

Minister obiecywał polski śmigłowiec, to czemu nie polskie F-16.

Minister może obiecać wszystko. Zwłaszcza ten. Mówmy o realiach. Na świecie jest może pięciu producentów będących w stanie zbudować samolot bojowy. Jeden z tych samolotów, konkretnie Eurofighter, to efekt kooperacji czterech krajów, w tym dwóch potęg gospodarczych – Niemiec i Wielkiej Brytanii. Eurofighter, który cały czas jest projektem na dorobku i ciągle jest doskonalony. Szwedzi zaprojektowali Gripena, ale własnego silnika już nie są w stanie zbudować. Awionikę również kupili od Amerykanów. Pierwszy prototyp tego samolotu uległ zniszczeniu, bo nie byli w stanie opanować problemów związanych z oprogramowaniem. Drugi zresztą też. Prace nad Gripenem trwały dwadzieścia lat. A my mielibyśmy w ciągu dwóch lat zmodernizować osiem samolotów właściwie od zera. I to bez żadnego doświadczenia, bo ostatni latający samolot odrzutowy zaprojektowano i wdrożono do produkcji w Polsce na przełomie lat 50. i 60. XX wieku. Rozumiem, że polityk może koloryzować, zdarza się, że nawet kłamie. Ale to już nie mieści się w żadnej z tych kategorii.

Czy projekt ostatecznie upadł?

Mam nadzieję, że tak. Ale pomijając nietrafione pomysły, to większym kłopotem, który generuje obecne kierownictwo resortu obrony, jest brak zakupów.

Brak śmigłowców jest problemem?

Skoro miały być, a ich nie ma, to pytanie jest retoryczne. Nie chciałbym sprowadzać problemu do śmigłowców, bo kłopot jest systemowy. Wojsko ma Plan Modernizacji Technicznej. Jak w każdym planie są tam zapisane konkretne pozycje wraz z terminem realizacji. PMT powstał nie dlatego, że ktoś miał swoje widzimisię. Powstał na bazie konkretnych potrzeb, jakie ma wojsko. Proszę mi więc wskazać, co ostatnio zostało zrealizowane z tego planu. Skupmy się na dużych kontraktach.

Pilot F-16 Krystian Zięć powiedział mi w wywiadzie, że jeśli mamy powstrzymać jakikolwiek atak, to tych samolotów powinno być co najmniej trzy razy więcej.

No właśnie, co najmniej.

Z braku większych zakupów cieszą się polskie firmy.

Trzymam kciuki za to, żeby jak najwięcej produkcji dla wojska odbywało się w kraju, ale to nie może się dziać kosztem jakości. Amerykańskie pociski do działka Vulcan zamontowanego w F-16 nie niszczyły luf. Wystrzeliliśmy ich tysiące i nic. Odkąd zaczęliśmy kupować amunicję z polskiej fabryki, co chwila musimy wymieniać lufy, bo są zdarte przez amunicję. A w jednym działku Vulcan jest ich sześć. Zakup nowych będzie kosztował setki tysięcy dolarów.

Pan mówi o braku zakupów, a okazuje się, że nawet z zakupionym sprzętem sobie nie radzimy.

Rozumiem, że pije pan do sprawy samolotów szkolnych M-346 Master. Przez prawie pięć lat byłem dowódcą 4 Skrzydła Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie. Sprawy związane ze szkoleniem znam jak własną kieszeń, bo jestem autorem wielu z tych koncepcji. I po prostu boli mnie, że mamy samoloty, a nie możemy na nich latać właściwie z przyczyn formalnych. A wydawało się, że przyjęcie samolotów na stan uzbrojenia sił powietrznych jest przesądzone. Już w listopadzie 2016 roku uroczystość chrztu i nadania samolotowi nazwy Bielik była dopięta na ostatni guzik.

Czyli chrzest był przedwczesny?

Chrztu jako takiego nie było. Zablokował go minister Macierewicz. Matką chrzestną miała być pierwsza dama, pani Agata Duda. Samolot był już oblatany i poza brakiem pewnych funkcji w symulowaniu pola walki nie było zastrzeżeń. Wydawało się więc, że choć z uwagami i pod rygorem uzupełnienia braków, zostanie przyjęty na stan sił zbrojnych.

Teraz mamy koniec 2017 roku. Samoloty stoją, a lotników zżera frustracja, że nie mogą nimi latać.

Proponowałem konkretne rozwiązania, które pozwoliłyby uniknąć takiej sytuacji. Jednym z nich było aneksowanie umowy. Włoski producent proponował, że samoloty dostaną brakujące w oprogramowaniu elementy kilkadziesiąt miesięcy później. W zamian Włosi dokonaliby nieodpłatnego uaktualnienia całego oprogramowania, co przy okazji podniosłoby osiągi samolotu. Koszt zmiany całego oprogramowania liczony jest w milionach. Podobnie zresztą jak kary, które Włosi zapłacą za niewywiązanie się ze wszystkich punktów umowy. Finansowo nie bylibyśmy stratni. Tym bardziej że im dłużej nie mamy tych samolotów, tym bardziej na tym tracimy, bo nie możemy rozpocząć szkoleń. Jednak spór z Ministerstwem zyskał chyba jakiś rys ambicjonalny.

Kto przetrzyma kogo?

Słyszałem nawet, że rozważane jest zerwanie kontraktu. Jeśli do tego dojdzie, to nowe samoloty szkolne dostaniemy najwcześniej za cztery lata. W tym scenariuszu za kilka lat trzeba będzie zamknąć bazy z samolotami F-16, bo nie będzie miał kto na nich latać.

Nie przesadza pan?

To są fakty. Amerykanie już nie będą nam szkolić pilotów. Osobiście powiedział mi to szef sztabu Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Szkoli siedmiuset pilotów amerykańskich rocznie. A potrzeby ich armii oscylują wokół tysiąca pięciuset. Musi gdzieś wyszukać rezerw i my właśnie jesteśmy tą rezerwą. Dali nam dużo czasu, żebyśmy przejęli pałeczkę.

I formalnie ją przejęliśmy. Mamy instruktorów, mamy dwumiejscowe maszyny i moglibyśmy sami prowadzić szkolenia. Ale jeden z pilotów powiedział mi, że w jego skrzydle od kilku miesięcy się nie szkolą. Wysłaliśmy samoloty do Kuwejtu, ciągle stawiamy pilotom jakieś zadania. Na szkolenie nie wystarcza już czasu, samolotów i ludzi.

Zgłaszałem te wszystkie problemy do Ministerstwa. Już wcześniej mieliśmy problemy ze szkoleniem w kraju. B Course, czyli kurs podstawowy, w Stanach trwał rok, a u nas dwa razy dłużej. Teraz nie znam terminów, ale z pewnością są dużo dłuższe, niż były. W pewnym momencie to wszystko się nam po prostu rozjedzie. Czy pan wie, ile kosztuje wyszkolenie jednego pilota F-16 w dzisiejszym trybie?

5 milionów złotych?

Proszę tę kwotę pomnożyć przez dziesięć. 50 milionów złotych to jest właściwa odpowiedź. Po to właśnie kupiliśmy samoloty M-346 Master, żeby między innymi zmniejszyć te wydatki.

50 milionów złotych za wyszkolenie jednego pilota? Teraz to pan koloryzuje.

Może nawet więcej niż 50 milionów złotych. Najpierw pilot musi wylatać niemal dwieście godzin na samolocie Iskra; to też kosztuje. Jeśli dobrze sobie radzi i rokuje, wysyłamy go na dalsze szkolenie do Stanów. Minimalny zakres szkolenia w USA to kurs na samolocie T-38 i B Cours na samolocie F-16. W sumie sto osiemdziesiąt godzin na dwóch typach. Samo to kosztuje grubo ponad 5 milionów dolarów.

Skąd pan wie?

Przysyłają nam faktury i trzymałem je w ręku. Proszę pamiętać, że pilot po kursie w Stanach ma tylko podstawowe kwalifikacje do latania na F-16. Lata – jak my na to mówimy – „podczepiony pod skrzydło prowadzącego” i ledwo się orientuje, co się koło niego dzieje. Takiego pilota nie możemy jeszcze wysłać na wojnę. To tak jakby pan ledwo zdał egzamin na prawo jazdy i kazali panu brać udział w rajdach samochodowych. Murowana śmierć na pierwszym zakręcie. Dopiero kiedy ktoś po B Coursie wylata kolejne pięćset godzin, to możemy mówić, że mamy wyszkolonego pilota. Potrzebny na to czas to prawie
dziesięć lat. I nie da się tego skrócić. Można to co najwyżej zorganizować inaczej. I do tego potrzebny był nam samolot Master. A od ponad roku dwie maszyny stoją w Dęblinie.

A dlaczego dowódcy nie grzmią, przecież to skandal?

I tu dotykamy jeszcze większego problemu, który generuje minister Macierewicz. Z wojska odeszli albo musieli odejść wszyscy najważniejsi dowódcy. Dla stabilności armii jest to zabójcze. Powiedzmy, że minister ma prawo dobierać sobie najbliższych współpracowników. Tylko że te czystki nie dotyczą kilku generałów, a setek oficerów. I wszyscy lecą z jednego klucza. Każdy, kto ośmieli się nie tyle skrytykować, co wyrazić własne zdanie, musi się liczyć z tym, że w nocy dostanie szarą kopertę, a w dzień jego karta wejściowa do pracy będzie już nieaktywna.

Od kilku miesięcy już nikt nie protestuje.

Otóż to. Proszę sobie wyobrazić tych wszystkich ludzi, którzy od ponad roku są trenowani w niepodejmowaniu decyzji. I będą dalej w tym trenowani. Po każdej takiej dymisji jakakolwiek inicjatywa własna spada już poniżej zera. A proszę sobie wyobrazić, że nagle coś się dzieje i trzeba te decyzje podejmować.

I co będzie?

To, co wydarzyło się na Krymie. Miałem okazję rozmawiać z oficerami ukraińskimi, którzy tam byli.

Przecież oni widzieli, co się dzieje, że koło jednostek kręcą się jacyś podejrzani ludzie, że budowane są posterunki. Pisali raporty do Kijowa, ale tam wszyscy byli zajęci walką o władzę i nawet nie odpisali. Dowódcy na Krymie czekali do końca. Nikt nie podjął żadnego działania. Nikt nie wydał broni, nie ogłosił alarmu. Siedzieli w swoich gabinetach i czekali. Jeden z oficerów opowiadał, że do jego gabinetu przyszło dwóch panów. Kazali mu wyjrzeć przez okno. Z dachu budynku obok celował w niego snajper. Zrozumiał przekaz. Wziął teczkę i wyszedł, jak z biura. Tak się kończy łamanie kręgosłupów, niszczenie morale. Czy ktoś teraz narzeka?

Ci, co narzekali, są już poza armią albo w rezerwie kadrowej. Armia ma przetrącony kręgosłup.

A gdyby dziś wybuchła wojna, to co by się stało?

Co mam panu powiedzieć? Przecież ludzie to przeczytają.

Właśnie po to zadaję te pytania.

(cisza) Cykl ćwiczeń w polskiej armii układa się tak, że co dwa lata robimy duże, rozbudowane ćwiczenie Anakonda, podczas którego ćwiczymy własne wojsko, ale też elementy współpracy z sojusznikami. Tysiące ludzie idą w pole i pokazują, na co nas stać. W latach, w których nie ma Anakondy, robimy mniejsze ćwiczenie Borsuk [w realu] i wirtualną grę wojenną.

Bawicie się na komputerach?

Komputer to maszyna obliczeniowa. Załadowana odpowiednią ilością danych pozwala na tworzenie realnych i sprawdzalnych scenariuszy rozwoju wypadków. To potężne i bezwzględne narzędzie, bo nie wybacza błędów. No więc w czasie takiego ćwiczenia w 2015 roku całe nasze lotnictwo straciliśmy w ciągu czterech godzin.

Chyba dni?

W cztery dni to straciliśmy przewagę na niebie we wrześniu 1939 roku. W czasie ćwiczeń w 2015 roku straciliśmy całe lotnictwo w cztery godziny. Weszliśmy w zintegrowany system obrony powietrznej przeciwnika i nie daliśmy rady go przełamać, bo nie mamy takich środków. W efekcie trzeba było zresetować komputer i zacząć ćwiczenie od nowa.

Całe lotnictwo?

Proszę pana, jeśli straty przekraczają 60 procent, to może pan mówić o utracie całego narzędzia. Co panu przyjdzie z kilku samolotów, które zdołały powrócić z akcji? Po takich stratach nie da się już podnieść z kolan. Nie da się też odtworzyć infrastruktury, którą stracimy wobec braku osłony z powietrza. Tracąc powietrze, przegrywamy wojnę."

Temat żyje do dziś.

Napisano
Godzinę temu, Jedburgh_Ops napisał:

samolotów szkolnych M-346 Master

Była/jest wersja, że z powodów takich czy innych, właśnie FA-50 jako samolot szkolny, ma być ich następcą.

A mocno ciekawie o losach M-346 napisane jest w dokumentach NIK z 2020 roku.

Napisano (edytowane)
W dniu 17.02.2026 o 17:50, beaviso napisał:

Nie mam bladego pojęcia jak to możliwe, że obecny z-ca DG RSZ, gen. Ireneusz Nowak, do niedawna (2023-2025) Inspektor Sił Powietrznych - odpowiedzialny za dopuszczenie do zakupu FA-50, samolotu-projektu, który notuje opóźnienia i na dobrą sprawę nie ma żadnej pewności, że powstanie i w jakim kształcie - za którego kadencji wydarzyły się dwie spektakularne katastrofy związane z udziałem Sił Powietrznych w pokazach lotniczych, wedle wszelkich przesłanek spowodowane błędami pilotów - w najlepsze pełni swoją funkcję?

M.

Posłuchaj najnowszego podcastu z Wojciechem Łuczakiem m.in. o FA-50 a nabierzesz jeszcze głębszego „szacunku” wobec generałów Pszczoły i Nowaka.

Znam Wojciecha od 37 lat; nasze drogi krzyżowały się, rozłączały, znowu krzyżowały i tak w kółko. Jest to postać specyficzna; czasami irytująca, czasami nie; lubiana, albo nie, ale jednego Wojciechowi nigdy nie odmówię - że ma własne dobre, wypracowane przez dekady, dojścia do informacji z wojska.

Posłuchaj, co mówi o aferze z FA-50 i m.in. o legendarnej kolekcjonerskiej amunicji do działek A-50 zaprojektowanych wyłącznie do tych samolotów, do niczego innego. Zobaczysz, w co nas PiS i błaszczak wpieprzył. Nareszcie Łuczak powiedział, na czym polega ta granda, że komputer balistyczny FA-50 nie współpracuje z amunicją 20×102 inną niż koreańska.

Czyli już wiadomo, na czym polegało zadanie Turków, którzy za trzecim razem wygrali przetarg na kolekcjonerską amunicję do FA-50 - polegało na skopiowaniu parametrów amunicji koreańskiej do tych działek, bo z inną system celownicy FA-50 nie współpracuje. Załadujesz amunicję 20×102 z Meska albo amerykańską i nawet w sterowiec nie trafisz.

I teraz połącz sobie to, co relacjonuje Łuczak z wyblurrowaną wypowiedzią pilota SP sprzed paru dni, jak mówił, że w KAI i RoKAF ledwo się gdacze po angielsku albo w ogóle się nie gdacze. Serwilistyczni PiSowscy debile-karierowicze w lotniczych mundurach, którzy zaakceptowali zakup FA-50 usłyszeli od KAI - albo i nie usłyszeli na skutek „świetnej” koreańskiej angielszczyzny - że działko A-50 chodzi na amunicji 20×102 i dali sobie spokój z drążeniem tematu. A że ono chodzi wyłącznie na 20×102 koreańskiej i żadnej innej to już nie wiedzieli i w ciemno akceptowali wszystko, co Koreańczycy podsunęli im do podpisania.

Aby tylko nie podpaść PiS i błaszczakowi; aby tylko zasłużyć na następną gwiazdkę. Jak ja znam takich typów... Oni są  w każdym ustroju. To się nigdy nie zmieni. A młodziaki po Dęblinie latami będą musiały się bujać z tymi FA-50.

Edytowane przez Jedburgh_Ops
Napisano

Obejrzałem fragmencik. Łuczak twierdzi w nim (16 minuta), że FA-50 jest pozbawiony radaru😁🤣  
 

Napisano
W dniu 22.02.2026 o 20:50, Jedburgh_Ops napisał:

Posłuchaj najnowszego podcastu z Wojciechem Łuczakiem m.in. o FA-50 a nabierzesz jeszcze głębszego „szacunku” wobec generałów Pszczoły i Nowaka.

Znam Wojciecha od 37 lat; nasze drogi krzyżowały się, rozłączały, znowu krzyżowały i tak w kółko. Jest to postać specyficzna; czasami irytująca, czasami nie; lubiana, albo nie, ale jednego Wojciechowi nigdy nie odmówię - że ma własne dobre, wypracowane przez dekady, dojścia do informacji z wojska.

Posłuchaj, co mówi o aferze z FA-50 i m.in. o legendarnej kolekcjonerskiej amunicji do działek A-50 zaprojektowanych wyłącznie do tych samolotów, do niczego innego. Zobaczysz, w co nas PiS i błaszczak wpieprzył. Nareszcie Łuczak powiedział, na czym polega ta granda, że komputer balistyczny FA-50 nie współpracuje z amunicją 20×102 inną niż koreańska.

Czyli już wiadomo, na czym polegało zadanie Turków, którzy za trzecim razem wygrali przetarg na kolekcjonerską amunicję do FA-50 - polegało na skopiowaniu parametrów amunicji koreańskiej do tych działek, bo z inną system celownicy FA-50 nie współpracuje. Załadujesz amunicję 20×102 z Meska albo amerykańską i nawet w sterowiec nie trafisz.

I teraz połącz sobie to, co relacjonuje Łuczak z wyblurrowaną wypowiedzią pilota SP sprzed paru dni, jak mówił, że w KAI i RoKAF ledwo się gdacze po angielsku albo w ogóle się nie gdacze. Serwilistyczni PiSowscy debile-karierowicze w lotniczych mundurach, którzy zaakceptowali zakup FA-50 usłyszeli od KAI - albo i nie usłyszeli na skutek „świetnej” koreańskiej angielszczyzny - że działko A-50 chodzi na amunicji 20×102 i dali sobie spokój z drążeniem tematu. A że ono chodzi wyłącznie na 20×102 koreańskiej i żadnej innej to już nie wiedzieli i w ciemno akceptowali wszystko, co Koreańczycy podsunęli im do podpisania.

Aby tylko nie podpaść PiS i błaszczakowi; aby tylko zasłużyć na następną gwiazdkę. Jak ja znam takich typów... Oni są  w każdym ustroju. To się nigdy nie zmieni. A młodziaki po Dęblinie latami będą musiały się bujać z tymi FA-50.

bujaja sie prawie codziennie na rawenach 44😂

Napisano (edytowane)
16 godzin temu, mensguth6 napisał:

bujaja sie prawie codziennie na rawenach 44😂

Jak są w stanie pełnej kompletacji to niech się bujają - pogodnego nieba! :-)

Z FA-50GF też się bujają... - polscy podatnicy.

PiSowscy debile kupili te samoloty przecież nie z polskiego zamówienia, tylko z odstąpionego Polsce na wariata zamówienia dla RoKAF, które nie było dokończone, bo ono dopiero było w toku. Stąd część polskich FA-50GF nawet nie ma radarów, bo Polska nie chce mieć  w tych samolotach radarów izraelskich tylko amerykańskie PhantomStrike. Radary mają tylko te FA-50GF, które na linii montażowej już je miały w chwili odwiedzin Błaszczaka i Psczoły, a te, które ich nie miały to ich nie mają, bo SP czekają na radary amerykańskie. A czy się doczekają pod rządami pomarańczowego obłąkańca to... zobaczymy.

Dobrze tę aferę podsumował pilot SP - w Polsce po type ratingu na F-16D piąty albo szósty lot to już lot samodzielny na F-16C. A pierwszy polski pilot, jaki w bólach wykonał pierwszy lot samodzielny w FA-50GF to wykonał go po roku od dostarczenia tych samolotów do Polski, bo dostępność FA-50GF w stanie pełnej kompletacji (czyli z radarem) jest, jaka jest i na razie nic tego nie zmienia. Sportowe FA-50GF bez radarów mają się świetnie.

Edytowane przez Jedburgh_Ops
Napisano

Mimo pełnej ostrożności nie podjąłbym się stwierdzenia, że część z tych 12 zapchajdziur nie ma radaru. Zakładam, że wszystkie mają EL/M-2032. Inna sprawa, że to radar jaki 30 lat temu wpasowano w stożek MiG-21 w wariancie Lancer-C. Tak że z ogromnym dystansem traktuję doniesienia o tym jak one rzekomo dorównują (ba, a nawet przewyższają) te z naszych F-16… Nie świadczyłoby to dobrze o naszych szesnastkach :lol: Lepszy jest zapewne gabarytowo i pod wzgl. poboru mocy. ;)

 

M.

Napisano (edytowane)
Godzinę temu, beaviso napisał:

Mimo pełnej ostrożności nie podjąłbym się stwierdzenia, że część z tych 12 zapchajdziur nie ma radaru.

Po roku type ratingu to ludzie latają B-2, a nie samolocikiem szkolno-treningowym jak FA-50GF. Gdyby te samoloty dostarczono Polsce w stanie pełnej kompletacji to pierwszy pilot SP byłby wylaszowany (w pilotażu, nie combat ready) na FA-50GF najwyżej po 6 tygodniach od dostawy, a nie po roku. Tym bardziej, że pierwszy wylaszowany to major, a nie zielony podporucznik po Dęblinie.

Nie ma takich patologii na świecie. I Łuczak mówi prawdę.

Edytowane przez Jedburgh_Ops
Napisano
W dniu 24.02.2026 o 14:42, beaviso napisał:

część z tych 12 zapchajdziur nie ma radaru

Prawdopodobnie mają.

Tyle, że Błaszczak z kolegami, nawet jeśli wariantowo zgodził się na nie w tych mitycznych 12 sztukach, to nie jest to rozwiązanie finalne, które miało być montowane.

R., choć już duuuużo miesięcy temu nie tylko oficjalnie/publicznie wyraził zainteresowanie udostępnieniem AN/APG-82(V)1, to po pierwszych próbach "laboratoryjnych" w połowie 2025, zapadła.... cisza.


PS
"...Koreańczycy powoli tracą cierpliwość do Amerykanów..."

Za moment się dowiemy, że brak (?) zgody Waszyngtonu na AIM-120 AMRAAM to wina Tuska :-)
Bo przecież KAI nie zrobiła Mariusza* w ... konia, obiecując i zapewniając.


* obu, czyli i Kosiniaka, i Kamysza także

  • 3 weeks later...
  • 2 weeks later...
Napisano (edytowane)

Całe to gadanie o tym, jak to FA-50GF spełni rolę w "potanieniu" procesy wyszkolenia pilotów F-16, jak to można po FA-50 niemal z marszu wsiąść do F-16, okazało się bajdurzeniem. Nic takiego nie jest planowane. I znowu pan generał Nowak wyszedł na marzyciela, mówiąc delikatnie.

Jak to szło? (za Defence 24, 26.12.2025.) "W rozważanej koncepcji FA-50GF ma zwiększać przepustowość procesu szkolenia i funkcjonować jako samolot szkolenia zaawansowanego. Po lotach na nim przejście na samoloty typowo bojowe, takie jak F-16C/D czy F-35A, ma być już znacznie prostsze. A na F-16D nie będzie trzeba wylatywać aż tak wielu godzin w szkoleniu zaawansowanym jak dotychczas. Zgadza się to z informacjami, które Defence24 pozyskał w czasie wizyty w koreańskiej jednostce wykorzystującej FA-50 Block 10. Powiedziano nam tam, że koreański pilot wyszkolony na FA-50 potrzebuje 11 godzin w locie, żeby stać się pełnoprawnym pilotem F-16."

Za to, zgodnie z przewidywaniem jednego tut. forowicza, powstaną dwie albo i trzy klasy pilotów. Bardziej kasty niż klasy:
- super elita (ci z F-35)
- elita (ci z F-16)
- prawie elita (ci z FA-50)

Tutaj rezultat najnowszej (marzec 2026) interpelacji poselskiej:
https://portalobronny.se.pl/lotnictw...HKZe-McsR.html

I pełen tekst odp. sekretarza stanu w MON:
https://sejm.gov.pl/INT10.nsf/klucz/.../i15519-o1.pdf

Pojawiło się m.in. takie pytanie:
Proszę o porównanie okresu szkolenia pilotów M-346 oraz pilotów FA-50, którzy mieliby latać na samolotach F-16 oraz F-35.

Odpowiedź MON:
W kontekście szkolenia pilotów samolotów F-16 informuję, że odbywa się ono zarówno w Polsce (cykl szkolenia podstawowego), jak i w USA. Aktualnie nie planuje się szkolenia pilotów F-16 w kraju UE, jak też przeszkalania pilotów FA-50 na pilotów F-16/F-35.

To zdanie niesie w sobie dwie informacje
- nie planuje się systemowego wykorzystania FA-50 w procesie wyszkolenia pilotów F-16 i F-35,
- nie planuje się przechodzenia pilotów wyszkolonych na FA-50 na bardziej zaawansowane typy, ergo: Jesteś gorszy, masz słabsze plecy, trafiasz na FA-50 (tak jak w latach wcześniejszych na MiGi i Su.)

M.

Edytowane przez beaviso

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie