-
Zawartość
13 359 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
33
Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops
-
Bardzo fajne zwierzaki. Z olbrzymią sympatią są pokazane w wojennym filmie fabularnym „Merrill's Marauders”, ale to już inna bajka historyczna, choć z II w.ś.
-
Licho wie, mogą być z rekwirunku, czyli jeńcy.
-
Cuś jak w Lysanderze, albo w PZL-105 Flaming.
-
Skoro to Kreta to pewnie są to muły greckie (znaczy „jeńcy”), bo to taki sam punkt geograficzny, jak Włochy, że najbliżej im do Bliskiego Wschodu. Ale trochę trudno byłoby uwierzyć, że systemowo Grecja tak się kochała z III Rzeszą, żeby szkopstwu dostarczać muły. Co innego jednak państwa nazistowskie i faszystowskie - tu już było braterstwo ideologiczne, gospodarcze i jakie tam jeszcze Reichu i Italii. Mogę się oczywiście mylić, ale podejrzewałbym dostawy mułów z Włoch dla sił zbrojnych III Rzeszy, a przynajmniej na zalążki ich hodowli w Reichu.
-
Jeśli chodzi o te muły to najbardziej podejrzewałbym ich włoskie pochodzenie, bo w Europie Środkowej to nie było i nie ma tradycji hodowli mułów. A Włochom najbliżej do kultury hodowlanej Basenu Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu i tam mułów używano od tzw. zawsze.
-
Ok, dzięki.
-
Nawet gdy się spojrzy na historię muła to nie za bardzo Europa mu się przewija i w zasadzie tak jest do dziś. Już prędzej Bliski Wschód, o Subkontynencie Indyjskim nawet nie wspominając, gdzie muły trzymały potężną część logistyki aliantów na froncie CBI. Gebirgsjägerami aż tak się nie zajmuję, tyle o ile, więc ciekawi mnie, skąd mieli muły. Może Afrika Korps im je załatwiła?
-
Tak się nawet nieraz zastanawiałem, skąd te ich muły pochodziły, bo w Europie to muły nie są za bardzo popularne.
-
Wszystko to beznadziejne, jak to wojna.
-
No żesz kuźwa właśnie, Sedco wyjął mi to z ust. Takiego np. von der Heydte to bym własnymi rękami zadusił.
-
Tak, Gebirgsjägerzy mieli na stanie muły. Nie za dużo, ale mieli.
-
Tylko tej jednej rzeczy Niemcy odpowiedzialni za tworzenie hitlerowskich wojsk pow-des nie wykombinowali tak, jak alianci, czyli żeby desantować sobie z powietrza zwierzęta juczne.
-
A po tym wszystkim amerykańska komisja techniczna pracująca nad ubiorami polowymi ichnich spadochroniarzy błagała Brytyjczyków, żeby im dostarczyli do badań choć jedną parę fallschirmjägerowskich Springerstiefeli. I dostali je.
-
-
Tego typu gadżetownię to Fallschirmjägerzy mieli nie z tej ziemi. The US & British Airborne to wysiadka w porównaniu do hitlersynów pod tym względem. Poniżej jest katalog tej gadżetowni - szkoda tylko, że dziś kosztuje tyle, co samochód.
-
https://www.google.pl/search?q=Sauer+38H+holster&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=2ahUKEwjL1O6bipjsAhVFmYsKHfyKCBUQ_AUoAXoECAsQAw&biw=1088&bih=977
-
Widział ktoś chociaż jedno zdjęcie Fallschirmjägera z klamką Sauer 38H? Bo forsuje się czasami tezę, że to niby była ulubiona broń krótka Fallschirmjägerów.
-
Gen. Stanisław Sosabowski i jego żołnierze.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na formoza58 → Wojny Światowe
Napisałem kiedyś artykuł o gadżetowni związanej m.in. z 1. SBSpad i w ogóle z Market-Garden i o kicie wciskanym Polakom. Ale że rozstawałem się już wtedy z moim wydawcą to artykuł poszedł do szufaldy. Gdy pójdziemy do MWP i podejdziemy do gablot poświęconych Market-Garden to zobaczymy m.in. ● Amerykański hełm M1. Wciska się w gablocie kit, że to hełm amerykańskiej 101. DPD z operacji M-G. De facto jest to destrukt za 5 $ nie mający nic wspólnego ze 101. DPD. Nie ma nawet cienia elementu szybkiej identyfikacji, jak miała cała 101. DPD przez całą wojnę. ● Teraz lepsze. Leży w gablocie nt. M-G tzw. banan, czyli amerykańskie wojskowe walkie-talkie AN/PRC-6, które wdrożone do produkcji zostało tuż przed wojną w Korei, a służyło aż do wojny wietnamskiej. Polskiemu widzowi MWP wciska się jednak kit, że to jest walkie-talkie z operacji Market-Garden. Itp. -
Gen. Stanisław Sosabowski i jego żołnierze.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na formoza58 → Wojny Światowe
Wśród badaczy 1. SBSpad są olbrzymie kontrowersje co do tej parabelki Sosabowskiego i czy to nie jest jakiś kit, ale nie wypowiadam się widząc właśnie to, ilu jest sceptyków tej historii. A jak widzę ekspozycję w MWP poświęconą Market-Garden to już w ogóle nie chce mi się gadać, bo to jest momentami kabaret. -
Smoleńsk - rosyjskie kłamstwa
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na G1ml1 → Aktualności, newsy, wydarzenia
Ja też. Co za zawód; co za zawód. A tak liczyłem na pięć. -
Jeszcze w nawiązaniu do krótkiej wcześniejszej wymiany myśli koleżeństwa na temat kółek w tych maksymalnie uproszczonych szybowcach szkolnych o designie ramy kadłubowej. Wszyscy w tamtych czasach mieli jakieś swoje przemyślenia, czy dawać tym szybowcom płozy, czy najprostsze koła? Poniżej jest szybowiec КПИР-3 (KPIR-3) skonstruowany przez studentów z Kijowa.
-
Przy czym nie jest to w najmniejszym stopniu jakiś zarzut wobec II RP. Wszyscy wtedy tak latali na świecie. Poniżej start do trójholu szybowców LNS-1 USMC z II w.ś. Mądrości to zdjęcie nie ukazuje. Latanie w wieloholu z mikroskopijnymi separacjami było szaleństwem. Wielu pilotów szybowcowych zapłaciło za to życiem. Nawet II wojna nikogo niczego nie nauczyła pod tym względem. Amerykanom szybowce transportowe zderzały się w powietrzu już w dwuholu, a co dopiero mówić o możliwości zderzania się takich szybowców w trójholu. Dopiero po wojnie jakoś to się zaczęło zmieniać na rozwiązania mądrzejsze i bezpieczniejsze. Nie wiem tylko, czy to FAI żelazną ręką chwyciła te sprawy i każdy członek FAI dostał nakaz dużych separacji, czy może stopniowo narodowe organy nadzoru lotniczego różnych państw same wprowadzały przepisy o dużych separacjach w wieloholach.
-
Wszystko to bardzo, bardzo ciekawe. I szaleństwo. Widać to nie tylko na zdjęciach, ale też na rysunkach. Dziś w wieloholu separacje są zupełnie inne. Wyobrażam sobie, ile uwagi musieli wkładać w lot ci przedwojenni piloci szybowcowi lecąc w trójholu na linach o mikroskopijnych różnicach długości. Bardzo to dziwne. Dziś w dwuholu, trójholu lub czteroholu separacje podłużne w osi kierunku lotu są dla bezpieczeństwa bardzo duże - w zakresie 30-40 m i takie też są liny do wieloholu. Jeśli mamy trójhol to szybowiec nr 1 jest na linie powiedzmy ok. 60-metrowej, nr 2 już będzie na ok. 100-metrowej, a nr 3 na 140-metrowej. Bardzo ciekawe, że przed wojną jakoś o tym nie pomyślano.
-
Jak deklarowałem wcześniej postaram się to jeszcze sprawdzić, bo USmeni boksują się z Übermenschami, kto był pierwszy w tróholu.
-
Jest w tym wielka mądrość, choć może nie każdy ją rozpoznaje. Bardzo dobrze, że Grzeszczyk zaczynał nad terenami płaskimi. Ja zaczynałem nad trenem pofałdowanym i zalesionym, a efekt tego był taki, że (ćwicząc hol w środku wyjątkowo upalnego lata z temperaturami w słońcu 50+ st. C) doceniałem to, jak musieli latać piloci szybowcowi USAAF w Birmie i dlaczego tam mało kto dolatywał do celu. Jednego lotu na takim wariackim holu bym nie przeżył, gdybym nie zrobił czegoś, co jest - powiedzmy - „w szarej strefie” prawa lotniczego i procedur. Niby nie jest to zakazane, ale zalecane zdecydowanie nie jest. Tylko że to coś ratuje życie i właśnie nad takim terenem i w takich strasznych temperaturach uratowało mi to życie, bo inaczej zderzyłbym się z holownikiem. Dlatego wielka mądrość Grzeszczyka, że zaczynał spokojnie nad płaskim terenem, gdzie sensacji zawsze mniej.
