-
Zawartość
12 888 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
33
Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops
-
A to się akurat z umiłowanymi współobywatelami załatwi w minutę za pomocą technologii 5G, która nie jest żadną technologią „telekomunikacyjną”, ale jest bronią psychotroniczną zbliżoną do broni mikrofalowej. 5G wymyślono właśnie m.in. do rozpraszania manifestacji. I nie ja tak twierdzę, tylko skruszony doktor fizyki Barrie Trower, który był współtwórcą 5G i naukowcem odpowiedzialnym za torturowanie (w ramach przesłuchań) jeńców właśnie bronią psychotroniczną i mikrofalową.
-
Owszem, WWIII toczy się. W Polsce panuje magiczne myślenie kategoriami Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej. Lud nadwiślański najbardziej tam pasuje mentalnie. To myślenie kategoriami gadżetologii militarnej. Kraikom typu Kuwejt, Katar, ZEA też się wydaje, że obstawienie się najdroższymi gadżetami najnowszej techniki wojskowej coś by tym kraikom dało, mimo że mieli/mają wrogów zdolnych do natychmiastowego skasowania i tych gadżetów i tych państw w sensie nie eksterminacji narodów, ale likwidacji struktur władzy i ogólnej organizacji państwa.
-
Jasne. Autor tych słów niech dalej ze swoim jamnikiem chodzi po parku przy ulicy Rozbrat w Warszawie i niech jemu te mądrości wtłacza. Mądrości warte w sam raz poziomu umysłowego PiS.
-
Ruską hołotę wykańcza się tak, jak Reagan - i umysłowo, i finansowo. Jak to się przekłada na Szwecję? Robi się tysiąc pięćset sto dziewięćset lipnych DOL-i, a tak naprawdę używa się kilkunastu. Będzie ruską dzicz stać na to, żeby wysłać tysiąc Kalibrów do likwidacji wszystkich DOL-i zidentyfikowanych przez wywiad satelitarny? Nie będzie. I tak samo mogłoby być z F-35B w Polsce. Ale jak wiadomo nie będzie, dzięki debilom z PiS.
-
Nie musiałoby tak być i dowody są w RAFG. F-35B jest zdolny do operowania takiego samego, jak Harriery GR Mk 3. Wiadomo, że toto nie lata na benzynę lub ropę, lecz na naftę, ale skoro RAFG mógł mieć system operowania tego z dworców kolejowych, miejskich placów, skwerów, lasów, polan, parków itp. to i F-35B też mógłby robić to samo. Tylko trzeba myśleć i mieć pojęcie o lotnictwie wojskowym, a nie bezsensownie kupować F-35A.
-
O to w tym wszystkim chodzi. RAFG i Svenska Flygvapnet wytyczyły cały system takich działań. Tylko oni byli/są w stanie zrobić ruskich w konia.
-
O to w tym wszystkim chodzi.
-
Tak, to racja, ale jest jeszcze coś, czego polscy „patrioci” za chińskiego boga nie przyswajają. F-35 nie jest stealth! On jest tylko stealthy. A to jest gigantyczna różnica. Dlaczego tej różnicy nie ukrywa zespół producencki F-35, a dlaczego polskie „patriotyczne” świry to ukrywają? Gdy byłem na polskiej prezentacji F-35 w Warszawie to dyrektor Steve Over, jak również pilot doświadczalny F-35 Billie Flynn rygorystycznie rozgraniczali to, co to jest stealth, a co to jest stealthy. F-35 nie jest niewykrywalny dla radiolokacji, jak się wydaje paru polskim „patriotom”, także z tego forum. F-35 jest tylko trudniej wykrywalny niż samolot konwencjonalny.
-
Sierpień 2015, Warszawa, Hotel Marriott. Nawet cały symulator lotu wstawili i to na wysoką kondygnację, bynajmniej nie na parter. Konkluzje? Konkluzje to są głownie po tym, co się tutaj czyta.
-
Jakież to żałosne w sumie. Po moim uczestnictwie w wielogodzinnym evencie prezentacyjnym zespołu producenckiego F-35 stwierdzam, że o wiele większymi promotorami tych samolotów są nie mający o nich zielonego pojęcia polscy „patrioci”, niż sam producent F-35. Poza tym wszyscy zdrowi.
-
Niezwykłe, ile tym dziewczynom nacykano zdjęć. Musiała być olbrzymia fascynacja tematem spadochroniarek. Dziś to normalka - wtedy nie. Ciekawe, czy przetrwały wojnę i inne zawieruchy zdjęcia-matki tych dziewczyn? Te, które znamy, to tylko rotograwiura, czyli marne popłuczyny po oryginałach. Ciekawe, czy oryginały tych zdjęć były robione np. na szklanych płytach, a jeśli nie to może przynajmniej Hasselbladami? Zważywszy, na czym skakała co najmniej jedna pielęgniarka bardzo przydałyby się wszelkie zdjęcia tych spadochroniarek, ale jakości oryginalnej, po prostu z materiału światłoczułego. Już nie wymagam szklanej płyty, ale żeby tak chociaż materiał z Hasselblada, żeby tak można było przyjrzeć się dokładnie czaszom dziewczyn.
-
Brytyjczykom w latach 20. chciało się do testów spadochronów robić manekiny dość dobrze odwzorowujące budowę człowieka.
-
Prawidłowy kierunek ruchu handlowego
-
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
Jak na general aviation to wypadek potworny i o rzadkiej skali ofiar. Być może nic go już w tym roku nie przebije. Z drugiej strony bardzo trudno będzie znaleźć winnego tego wypadku. GA to nie wojsko z radarami i systemami antykolizyjnymi. Mimo faktu, że już uczniom-pilotom od pierwszych wykładów wpaja się najświętszą regułę latania cywilnego - „Widzę i jestem widziany” - to statki powietrzne GA nie są szklanymi kulami, żeby widzieć wszystko w zakresie 360°. Nieszczęsny pilot samolotu musiał po prostu nie widzieć śmigłowca pod sobą, a pilot śmigłowca w ogóle nie widział samolotu (bo i jak?) taranującego go od góry i lekko od tyłu, ale poza widocznością z kabiny. Po prostu koszmarny zbieg okoliczności. -
Grunt, że toto nie wylądowało na lawecie zmierzającej za wielką wodę.
-
Być może masz rację. W Polsce zainwestowano - z tego co wiem i co widzę - w bardzo dobre drogi leśne dla wozów straży pożarnych. Trochę też zainwestowano w samoloty pożarnicze. Zawsze i na całym świecie gorzej jest tylko na zalesionych wzgórzach i górach, gdzie wybuchnąłby pożar, a gdzie nie ma jak dojechać. Tam pozostają tylko samoloty i śmigłowce pożarnicze plus (jeśli jakieś państwo ich ma) spadochroniarze-strażacy. Ci z US Forest Service już od lat 30. mieli w kontraktach zgodę na zaakceptowanie ewentualnych kontuzji wynikających ze skakania na stok (nic dobrego dla spadochroniarza) i wynikających z ewentualnego zniesienia skoczka na drzewa (też koszmar spadochroniarza). Bardzo specyficzna służba spadochronowa z mniej typowym ryzykiem akceptowalnym w ramach tego zawodu. Czy by się w Polsce coś takiego nie przydało choćby w postaci małego oddziałku? Trudno powiedzieć. Mamy szczęście, że nie mamy pożarów lasów w górach.
-
W ogóle sobie tego nie wyobrażam. Nam powiedziano, że po to dostajecie spadochrony szczelinowe, o jakich przed wojną nikt nawet nie mógłby marzyć, żebyście opadali dziobem do przodu i tak macie kombinować kołeczkami, żeby mieć na facjacie ruch postępowy do przodu, a nie jakieś tam rzucawki po bokach. Ale żeby nie odjeżdżać od lat 30. Nie będę się o tym rozpisywał, żeby nie robić OT, ale takich spadochronowych szaleńców tamtych czasów, jak spadochroniarze-strażacy US Forest Service to nigdy nigdzie na świecie nie było. Nie dziwota, że po Pearl Harbor US Army uklęknęła przed nimi i błagała, żeby stworzyli dla US Army siły spadochronowe z prawdziwego zdarzenia dając strażakom „na dzień dobry” stopnie poruczników i kapitanów. Ruscy byli w latach 30. wybitni w te klocki, ale mimo wszystko to nie to, co spadochroniarze-strażacy US Forest Service. Takich pistoletów to nigdzie na świecie wtedy nie było. Ciekawe, jak by to u nas wyglądało, gdyby nie wybuchła II wojna, zważywszy że nasze spadochroniarstwo oparło się w jakiejś (nie najmniejszej) mierze na amerykańskim? Ciekawe, czy II RP miałaby - gdyby nie wybuchła wojna - swoich spadochroniarzy-strażaków Lasów Państwowych?
-
Takie to były czasy wtedy. Do testów spadochronów latały wtedy humanoidalne wory. Pokazałem wcześniej takie amerykańskie cuś z roku 1945 - nasz polski sami widzimy w tym wątku - to teraz jeszcze pokażę fantoma amerykańskiego z roku 1937.
-
Tak, ten ufoludek jest rzadkiej urody
-
I nie jest to Irvin. Potwierdzenie, że jakieś testy się odbywały i były na tyle ambitne, że strach było przeznaczyć do nich ludzi, dlatego latały człekokształtne worki.
-
Czyżby to były studentki Politechniki Warszawskiej Zofia Szczecińska i Wiesława Kozierska, które w tamtych latach brały udział w skokach indywidualnych i grupowych?
-
Kiedyś to się z ludziskami skaczącymi pieszczono. Ze mną nikt się nie pieścił. Powiedziano tylko jasno: Przy lądowaniu walniesz o ziemię tak, jak przy zeskoku z pierwszego piętra. Nauczyli padów ze zwykłej konstrukcji drewnianej o odpowiedniej wysokości i do widzenia - do samolotu marsz A dalej misiu radź sobie sam...
-
Czwarte w tym wątku zdjęcie spadochronu z kilem. Nie jest to „Polski Irvin”. Coś bardzo ciekawego umyka z historii spadochroniarstwa II RP. ?
-
Ciekawe, że to umarło śmiercią naturalną. Dziś byłoby idealne na korporacyjne „wyjazdy integracyjne”. Najpierw wstępne nawalenie się, potem balon-skakanka, potem wdech kreski, na koniec zajęcia w podgrupach pościelowych, a jeszcze w głowie miło by się kręciło i od balonu i od innych dodatków z dziedziny chemii powszechnego użytku. Znam przypadki, że ludzie chcieli tak poskakać, to musieli kombinować z innymi balonami helowymi. Ale dziś pewnie ULC zaraz by wymagał fafnastu zezwoleń na użycie takiej skakanki, która by robiła tak wysokie i dalekie skoki, jak te jumpingi z Legionowa. Zaraz by były strefy zakazane, jak dla dronów itd.
-
PS Mały OT. Najsłynniejszy taki przypadek to D-Day. Amerykański spadochroniarz spojrzał na lotnisku startu do inwazji na metrykę swojego spadochronu i oniemiał. Był wpis, że układała go jego matka w USA, która była właśnie układaczką spadochronów w ramach wysiłku wojennego społeczeństwa. Gość skakał z zaufaniem do swojej mamy.
