-
Zawartość
12 888 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
33
Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops
-
Faktem jest, że nigdy tej dziewczyny nie widziałem w trakcie pogody o dużej wilgotności powietrza, o wilgotności gruntu już nawet nie wspominając, i czy wtedy też w kilka minut na trawie miała poskładany spadochron. Słowem, czy kierownik skoków na to pozwalał, bo potem wiadomo, że taki spadochron musi iść na suszenie, wietrzenie do normalnej dużej spadochroniarni. Zawsze byłem bardziej od latania, niż skakania, więc aż tak głęboko w przepisy spadochroniarskie się nie zagłębiałem, ale nie wiem, czy to ww dziewczę nie działało na pograniczu prawa albo już poza szlabanem granicznym. Normalnie układanie i pakowanie spadochronu to jest przecież czynność nie dość, że na tym specjalnym stole, to jeszcze jest to czynność niezmiernie uważna, dokładna, a na finał trzeba się wpisać w dokument, że ten dany spadochron dnia tego to a tego poskładał i spakował Iksiński, bo przecież, gdy jest wypadek to prokurator musi do kogoś zapukać. Nie ma tak, że anonimowi ludzie układają spadochrony i nie ma po tym śladu w dokumencie. I oczywiście trzeba jeszcze mieć uprawnienia do układania, a przecież nie jest tak, że każdy skoczek ma takie uprawnienia, bo ma je może 1 procent skoczków. Dziewczyna była rutyniarą, miała pewnie koło tysiąca skoków to nikt jej się o nic nie pytał, ale tak na mojego nosa to ona balansowała na pograniczu prawa. Chyba że potem były cuda nad papierami, bo przecież w książce skoków musiała mieć wpisane danego dnia 3-4 skoki, a spadochron musiał mieć wpisy, że też 3-4 razy tego dnia był przez kogoś z konkretnymi personaliami układany. Nie ma tak, że w papierach liczba skoków przekracza liczbę układań spadochronu, bo od razu wiadomo, że to jakaś przewalanka.
-
To jest chyba jakiś kurs układania i pakowania, bo normalnie to robi jeden człowiek, maksymalnie dwóch, z tym haczykiem, który nie zmienił się od wynalezienia spadochronu do dziś. Powiedzmy, że jest to promocja najwyższej kultury technicznej i lotniczej, ale znałem artystkę (sam z nią skakałem), która jak układała spadochron to wszyscy patrzyli na to jak urzeczeni. Po lądowaniu, zanim samolot wylądował po następnych skoczków, ona już miała spakowany spadochron i czekała na kolejny wylot. Nie odpuściła żadnego startu samolotu ze skoczkami. Układała spadochron oczywiście na trawie, a paliło jej się to w rękach, no po prostu robiła to jak cyborg z prędkością karabinu maszynowego. Dwie linki w dłonie i ciach strzał drugą dłonią pomiędzy nie, żeby rozprostować klin między linkami. Itd., aż do zapięcia pokrowca. Dziewczyna była nie z tej planety. Spadochroniarnię mieliśmy bardzo profesjonalną, ale ona nawet się nie ocierała o nią, gdy były skoki. Wszystko na trawie i w kilka minut i nigdy nie miała wypadku.
-
Cenna rzecz, bo: a) jest asortyment i wiadomo, co firma robiła; b) oryginalna terminologia. Domyślam się, że balony-jumping to chyba takie dla skoczków spadochronowych...? A może ktoś napisać, co to były gazochrony? Że coś p-gaz to się można domyślić, ale co konkretnie?
-
Materiał gładki, nie karkasny, czyli od ruskich nie kopiowaliśmy. Amerykanie swój ripstop wprowadzili dopiero podczas II wojny.
-
Buahahaha, JEDNA para dyżurna na 38-milionowy kraj. Kocham cię mój kraju ojczysty. Ruskie śpią spokojnie i nie wybierają się na Polskę, bo i tak dobrze wiedzą, że wjadą tu jak w masło, więc i tak im się nie chce, bo i po co...? A my za to mamy święty spokój, bo im się nie chce. Jeszcze trochę, a i z F-16 ciężko będzie uzbierać parę dyżurną zważywszy, że cały serwis za wielką wodą.
-
Fajne dziewczyny. Ciekawe, jakie były ich wojenne losy. Pielęgniarstwo pielęgniarstwem, ale po takim przeszkoleniu spadochronowym to aż by się prosiło zasilić szeregi czegoś w rodzaju SOE.
-
Wieże spadochronowe w okresie międzywojnia.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na formoza58 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
Tak, czy siak, panowie, nic na świecie nie przebija ruskich wież spadochronowych z tamtych czasów. Zrobić wieżę spadochronową np. z kościoła i jego wieży to naprawdę trzeba być tylko człowiekiem radzieckim. -
Lubię takie teksty, mimo wszystko. Artykulik stanowiący kwintesencję stylu tamtych lat - ze wszystkimi błędami i ze wszystkimi zachwytami nad rzeczami zwykłymi. Czytam zawsze takie teksty z uśmiechem. Ale szaleństwa trochę w tym „desancie pielęgniarskim” jest. Badanie kierunku i siły wiatru za pomocą skoczka „testowego”, a nie jak normalnie w lotnictwie to trochę półamatorszczyzna. Potem zrzut pielęgniarek przez chmury, bez widoczności ziemi, to też igranie z nieszczęściem. Spokojnie można było zejść na 300 m i też bezpiecznie zrzucić pielęgniarki za to z pełną widocznością ziemi. Miały dziewczyny szczęście, że nie pospadały na miasto, bo kontuzje mogłyby być. Fajny tekst.
-
Niczego on nie zmienia w kwestii testowego spadochronu.
-
Bo to w ogóle nie jest człowiek. Już to wyjaśniałem we wcześniejszym poście z czerwca. To jest fantom do testów spadochronu. Spadochron z krzyżem z czterech klinów jest testowy, tylko nikt nie wie, na czym testy polegały. A że jest testowy to wozi fantoma bez głowy, bo liczy się tylko odpowiednia masa do testów; aż takie dokładne odwzorowanie anatomiczne być nie musi. Na całym świecie nikt się nie bawił w dokładne odwzorowanie fantomów do testów spadochronowych. Dla przykładu poniżej - testy USAAF z roku 1945.
-
Wieże spadochronowe w okresie międzywojnia.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na formoza58 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
Tak się właśnie zastanawiałem, czy ona jest skończona i czy te dwa wysięgniki na szczycie to dla skoczków... -
Niewykluczone; któryś z kolegów wcześniej wyraził podobny pogląd. Ale spadochronu nic nie zmienia nawet jeśli był nasunięty z innej kliszy, żeby zrobić uatrakcyjnione monidło.
-
27 czerwca 2019 r. już to zdjęcie komentowałem, ale teraz widzę w książeczce „Spadochroniarze” (WLU nr 57), że jest jeszcze jedno zdjęcie takiego spadochronu w locie tym razem i też oznaczonego krzyżem z barwnych klinów. Leci taki spadochron tylko jeden na zdjęciu, na którym rozwiniętych w powietrzu spadochronów jest aż 29. To musi coś oznaczać z zakresu B+R, bo nikt w tamtych czasach nie bawił się (jak dziś) w takie ubarwianie spadochronów. Ale to nie wszystko. W tym samym tomiku WLU nr 57 jest zdjęcie spadochronu też w powietrzu i też oznaczonego barwnymi klinami, ale nie krzyżowymi, tylko co 180°, czyli jest to umowna „kreska” przez średnicę czaszy. I tu też nie ma cudów, to musiało coś oznaczać. Leci tam 30 spadochronów, a tylko jeden ma taką „kreskę”. Jakieś B+R tam się działy, tylko niestety nie wiemy jakie. Niestety zdjęcia pokazują, że coś bardzo ciekawego umyka z historii przedwojennego polskiego spadochroniarstwa. Moim zdaniem ono było ambitniejsze, niż się o nim pisze.
-
Wieże spadochronowe w okresie międzywojnia.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na formoza58 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
Co sądzę? Bardzo dobrze sądzę, bo to dobrze świadczy o inżynierskim pomyślunku konstruktora wieży. Czy dobrze mi się zdaje, że w tym wątku byłaby to pierwsza wieża do jednoczesnego skoku więcej niż jednego skoczka? -
Klawe zdjęcie. Zrobię malutki OT i tylko na chwilę, ale w celach edukacyjnych, bo zawsze twierdzę, że nie ma to jak porównania. Spójrzcie, jaka w tamtych czasach była różnica pomiędzy czaszami z jedwabiu japońskiego (bo cały świat kupował do czasz tylko taki jedwab), a czaszami z perkalu domowej produkcji. Orliński ma spadochron elegancki, płaściutki, a spójrzcie poniżej na ludzi radzieckich. Nie, to nie są himalaiści z gigantycznymi plecakami To są, jak by się kto pytał, skoczkowie spadochronowi z II wojny.
-
Okay, dzięki, zawsze to już coś wnosi. I potwierdza to, co podejrzewałem.
-
Wstępne wnioski, ze „śledztwa”. Moim zdaniem polscy skoczkowie z takimi spadochronami skaczą na spadochronach amerykańskich, ale nie w sensie Irvina, który przeprowadził się z USA do Wielkiej Brytanii, tylko na spadochronach jakiejś innej firmy amerykańskiej. Jakiej - jeszcze nie rozpoznaję. Pytanie byłoby więc takie - skąd takie zjawisko w ogóle się wzięło? Ile II RP kupiła do użytku?; do testów? amerykańskich spadochronów z kilem? Kto się tym zajmował, kto decydował o takim zakupie, czy był to zakup dla wojska czy dla sektora cywilnego? Czy do USA wyruszyła kiedyś jakaś misja polskich władz lotniczych w celu zbadania spadochronów innych, niż tylko Irviny? Pytań sporo, ale te ciekawe zdjęcia naszych skoczków trochę te pytania prowokują. Coś umyka z historii przedwojennego polskiego spadochroniarstwa, bo nigdzie w publikacjach nie zapisało się to, o co pytam powyżej. A z drugiej strony zdjęcia nie kłamią - w II RP nie używano tylko Irvinów, ale wyraźnie widać, że Polska starała się nie tracić kontaktu również z ambitniejszymi konstrukcjami spadochronowymi. Irvin oczywiście nie był zły, był dobry, ale był konserwatywny w swojej konstrukcji.
-
Śledztwo c.d. Rok 1939, zdjęcie agencji prasowej, najprawdopodobniej amerykańskiej. Miejsce nieznane, ale jeśli ktoś rozpoznaje sterowiec to już będziemy bliżej przynajmniej państwa (choć podejrzewam, że to USA). Skoczek ma taki sam spadochron, jak nasi - 28 klinów, cztery przeznaczone na kil.
-
Śledztwo c.d. 20 kwietnia 1933 r., Stany Zjednoczone. Kadet US Navy skacze na identycznym spadochronie, jak nasi - 28 klinów, pięć przeznaczonych na kil.
-
No to zacznijmy śledztwo od Duńczyka Johna Tranuma, spadochronowego rekordzisty zanim nie zginął w Kopenhadze 7 marca 1935 r. Fotografia z Wielkiej Brytanii, 26 maja 1933 r. John Tranum skacze dokładnie z takim samym spadochronem, jaki widać u Polaków. 28 klinów, z czego minimum cztery (ale być może jednak pięć, zdjęcie trochę może przekłamywać) przeznaczone są na tzw. kil samoustawiający skoczka na prawidłowym kierunku do lądowania. C.d.n.
-
No i pielęgniarka nie ma Polskiego Irvina.
-
Wszystkim kolegom bardzo dziękuję za rady, jak zdobyć tomik „Spadochroniarze” o naszych skoczkach w II RP. Już go mam. Odwdzięczę się tak, jak wspominałem powyżej - „detective work”. Spadochronów z kilem nie ma we wspomnianym tomiku, za to koleżeństwo wrzuciło tutaj aż trzy zdjęcia takich spadochronów w II RP. Nie ma w tomiku także takiego spadochronu z „żagielkiem”, z jakim skacze pielęgniarka, więc jest co tropić. I mam już trop do czasz z kilem u polskich skoczków. To nie są polskie spadochrony. Amerykanie na forach historycznych maniakalnie zawsze powtarzają „A picture is worth a thousand words” i to jest prawda, bo dowodem na to jest ten wątek. Mam teraz mniej czasu, ale jak najprędzej pokażę, na czym mogą skakać nasi przedwojenni ludzie mający spadochrony nowocześniejsze, niż Polski Irvin. Nie mam jeszcze marki tych spadochronów, niemniej trop jest bardzo mocny. A potem zainteresowani tematem będą mogli kombinować, skąd się to w ogóle wzięło w przedwojennej Polsce. Pozdrawiam wszystkich ?
-
Mam pytanie do forumowiczów zainteresowanych tematyką, jaką tutaj omawiamy. Umknął mi jakoś tom 57 Wielkiego Leksykonu Uzbrojenia 1939 pt. „Spadochroniarze”. Wersji drukowanej nie sposób kupić, z tego co widzę. Czy jest jakaś możliwość legalnego zakupu tej książki jako równie legalnego PDF?
-
Zdjęcie świetne samo w sobie, już choćby ze względu na jakość. Ale też świetne, bo znowu pokazuje, że to wszystko nie jest takie proste z polskimi spadochronami przedwojennymi. Na zdjęciach w tym wątku wyraźnie widać, że nie da się stwierdzić, że II RP kupiła licencję od Irvina i koniec kropka. I na tym zdjęciu też to widać. Pokrowce spadochronów zapasowych są na tym zdjęciu różne pod względem proporcji boków i objętości. Mogę się mylić, ale być może część z tych spadochronów ma czasze z perkalu, a część z jedwabiu i stąd różnice w wielkości pokrowców. Super zdjęcie ?
-
Tak, z Fokkerem to się zorientowałem. Z pielęgniarkami - hmm, faktem jest, że jest tam ciut gęsto od wydarzeń na tym zdjęciu... licho wie. Ale masz rację, że trzeba bardzo uważać na tego przedwojennego „Photoshopa I Generacji”.
