-
Zawartość
11 994 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
33
Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops
-
Cześć Bodziu, Wcześniej napisałem Ci ogólnie to teraz bardziej szczegółowo. Film „Pressure”, a w polskiej wersji „Niebo nad Normandią”, jest o procesie decyzyjnym z ostatnich dni przed inwazją 6 czerwca 1944 roku oraz o tej tytułowej presji, jaka oddziaływała na gen. Eisenhowera jako głównodowodzącego całymi siłami alianckim na zachodnioeuropejskim TDW. W ramach tego procesu decyzyjnego kluczowym, a w zasadzie jedynym głównym czynnikiem była pogoda, bo wszystko inne od dawna było gotowe do inwazji. I w tym trailerze dwa razy pada słowo „storm” i raz słowo „weather”. Stąd moja nadzieja – czy płonna to się okaże – na jakość tego filmu. Widać zresztą w trailerze balon meteorologiczny, sztorm na morzu i symbolikę dwóch ścierających się ze sobą mas powietrza (chociaż de facto były to cztery masy – dwie niskiego i dwie wysokiego ciśnienia). Od 1 do 5 czerwca nad Kanałem La Manche codziennie ścierały się dwa fronty atmosferyczne. Takiego zjawiska nie było tam od 40 lat. Szansa na inwazję zaczęła rosnąć wraz z tym, jak nad Kanał zaczął się nasuwać front chłodny. Badały to wszystko trzy alianckie zespoły najlepszych meteorologów. Psim obowiązkiem pseudohistoryka Marshalla było zrobić drobiazgowe wywiady z tymi zespołami, żeby potem rzucać, albo nie, jakieś oskarżenia pod adresem pilotów transportowych. O takich sprawach literatura o D-Day wspomina marginalnie i nie prostuje żadnych kłamstw i bzdur Marshalla. Ten film też nie jest od takich spraw, ale skoro tak dużo jest tam o pogodzie to może ktoś pod wpływem tego filmu zastanowi się też nad bredniami Marshalla, a przynajmniej może kilku fanów lotnictwa to zrobi. I teraz o co mi chodziło z tą skandaliczną pseudonaukową, pseudoprofesjonalną i pseudohistoryczną robotą, jaką odstawił na temat D-Day facet, który nigdy nie miał do tego żadnych najmniejszych kwalifikacji, czyli jednogwiazdkowy gen. Samuel L. A. Marshall, którego do dziś cytuje się jako „autorytet”, a żadnym autorytetem nigdy nie był. Co najwyżej był skandalistą obrażającym różnych żołnierzy. Uczyniono z niego oficjalnego historyka US Army, a facet był z wojsk inżynieryjnych plus do tego był dziennikarzem wojskowym. Wywindowano go do stopnia generała de facto za nic; tylko dlatego, żeby podnieść prestiż i wiarygodność jego badań, a jakość tych badań też jest przez wielu podważana, ale w książkach o Normandii namolnie pełno jest wzmianek z twierdzeń Marshalla. Marshall za rozsianie desantów spadochronowych i szybowcowych po Normandii oskarżył pilotów IX TCC USAAF, czyli Dziewiątego Troop Carrier Command, czyli po prostu związku taktycznego USAAF, który był lotnictwem transportowym i holującym szybowce oraz tym związkiem, który zawsze w Europie dowoził samolotami C-46 i C-47 spadochroniarzy i szybowce do miejsc ich operacji. Piloci IX TCC w noc D-Day nie zawiedli, bo zawiódł system oraz traktowanie ich jak mięsa armatniego. Tych pilotów ani nie wyszkolono do takich zadań, jak nocny desant w Normandii w taką pogodę, jaka tam panowała, ani nigdy ich nie informowano, czym tak naprawdę będą musieli na rozkaz się zajmować. Tylko żeby tę całą grandę zrozumieć to trzeba było zrobić to, czego Marshall nigdy z nikim nie zrobił. A nie zrobił: ● sprawdzenia tego, jak mamiono chłopaków do wstępowania do lotnictwa transportowego i co im obiecywano; ● szczegółowego wywiadu z dowódcą I TCC (związku taktycznego USAAF szkolącego pilotów dla IX TCC); ● szczegółowego wywiadu z gen. Gavinem na temat tego, dlaczego i jak zorganizował ćwiczenia pathfinderów na dwóch lotniskach Sycylii – Comiso i Ponte Olivo; ● szczegółowego wywiadu z dowódcą IX TCC; ● szczegółowego wywiadu z szefem pathfinderów IX TCC; ● szczegółowych fachowych wywiadów z pilotami samolotów i szybowców transportowych USAAF biorącymi udział w desancie normandzkim; ● profesjonalnego wywiadu z trzema zespołami meteorologów planujących inwazję; ● profesjonalnego wywiadu z kimś od amerykańskiego prawa lotniczego, kto skorelowałby Marshallowi to, co w tym prawie było, a do czego zmuszono pilotów IX TCC w noc inwazji. Za to wszystko pseudohistoryk Marshall powinien mieć niezliczone procesy o zniesławienie pilotów IX TCC, a nie chodzić po wojnie w nimbie „historyka” US Army. Czy to będzie Polska, czy to będzie świat, to nigdzie w naukach pomocniczych historii nie ma ani jednej dziedziny z zakresu aeronautyki. Ani jednej. Za to udrapowanych w piórka „historyka lotnictwa” są setki ludzi. Żeby oceniać pracę pilotów IX TCC w nocy 5/6 czerwca 1944 roku to trzeba mieć lotnicze wykształcenie, wyszkolenie i doświadczenie, albo być obstawionym ludźmi mającymi to wszystko w zawodowym życiorysie. Nie mogę tu robić wykładów z meteorologii, ale chciałbym zobaczyć Marshalla i jemu podobnych komentatorów pracy pilotów, jak za sterami C-47 sami – w warunkach takich chmur jakie wtedy tam były, czyli altocumulus, altostratus, cumulonimbus, stratofractus – celnie zrzuciliby pathfinderów w Normandii, żeby potem ci pathfinderzy celnie naprowadzali konkretne pułki spadochronowe i szybowcowe na ich zrzutowiska i lądowiska. W nocy (jak w D-Day) i w złej pogodzie (jak w D-Day) środki nawigacyjne były prawie żadne, bo tylko niedoskonała nawigacja zliczeniowa. Nawet „po meblach”, jak to się mówi, czyli z mapą po punktach terenowych trudno było lecieć, skoro nad terenem inwazji ciągle przetaczały się chmury frontów atmosferycznych (jakie wtedy tam się starły) i chwilami nic nie było widać, szczególnie w amerykańskich strefach desantów powietrznych, bo Brytyjczykom trochę się poszczęściło i mieli więcej „okien” w chmurach, szczególni ci lądujący szybowcami przy moście w Bénouville. Więc skoro ja, gość z innego kontynentu, mogę być obstawiony amerykańskim prawem lotniczym z II wojny i widzieć, co w nim jest, a do czego wyszkolono pilotów IX TCC to tym bardziej psim obowiązkiem takiego nieodpowiedzialnego Marshalla było posługiwanie się takimi dokumentami, jeśli chciał dokonywać ocen pracy pilotów w noc D-Day. Jeśli ja, gość z innego kontynentu, mogę mieć amerykańską bibliotekę z II wojny, gdzie widać, jak mamiono chłopaków, żeby wstępowali do IX TCC, a potem w co tych chłopaków wrobiono nie informując ich, że będą tarczami strzelniczymi dla flaku i że żadna potęga USAAF ich przed tym nie obroni to tym bardziej taki Marshall powinien to wiedzieć i patrzeć na noc D-Day obiektywnie. Ale był to kompletny amator udrapowany przez amerykańskie władze w piórka generała i „historyka”. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. O tym wszystkim oczywiście nie jest film „Pressure”/„Niebo nad Normandią”, ale widocznych w trailerze wątków pogodowych i meteorologicznych jest na tyle sporo, że to dobrze, bo w kulturze obrazkowej, w jakiej żyjemy, prędzej to się przebije niż czytanie książek o D-Day, gdzie te sprawy pogodowe są traktowane za słabo, a w kontekście lotnictwa transportowego w ogóle, albo mikroskopijnie.
-
Wojna w Ukrainie c.d.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Czlowieksniegu → Aktualności, newsy, wydarzenia
Karierę pani major z prawej mamy na forum wstępnie omówioną, niemniej „Polityka” bardzo trafnie nazwała „siły zbrojne”, do jakich pani major należy. Takim ludziom MON na odejście powinien wystawiać fakturę za unikatowe i świetne wykształcenie oraz wyszkolenie. Koszt wyszkolenia pilota F-16 do statusu combat ready to 9 mln USD, więc powiedzmy, że pani major z MiG-a-29 to około 5 mln USD. I tyle pani major Hołownia powinna zwrócić nam wszystkim-podatnikom. W razie „W” z usług pani major już Polska nie skorzysta, mimo że Polska sfinansowała jej całe zawodowe życie. -
Wojna w Ukrainie c.d.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Czlowieksniegu → Aktualności, newsy, wydarzenia
A myślisz, że budki z piwem i typy spod nich to historia tylko PRL? Tu się nic nie zmienia i nigdy nie zmieni. Polska mierzwa wciąż istnieje i ma się bardzo dobrze mimo braku historycznych już dziś budek z piwem. Szumowina, która nie zasłużyła na rok 1989 wręcz pączkuje. -
Wybitny gust Króla Cyganów albo jak ktoś woli pseudodetektywa Rutkowskiego.
-
Tak taniego, jak tutaj, to jeszcze nie widziałem, a nic mu nie dolega. Co więcej, to unikat, bo regulaminowy o wysokości 2⅜ cala. Orłów niewymiarowych, przeskalowanych jest pełno, ale trafić regulaminowego to jak wygrana na loterii. Sprzedający chyba nie bardzo wie, co sprzedaje.
-
Pierwsza poważna wpadka ekipy kostiumografów, a przy tym wyjątkowo niechlujna i głupia, bo niezmiernie łatwa do uniknięcia. Wątpię, żeby za kostiumy odpowiadała w tym filmie ekipa takich guru od tych spraw, jak Joanna Johnston albo Andrew Fletcher lub Joe Hobbs, bo u nich każda niteczka w drugowojennych filmach musi być koszerna. Nie taką czapkę, nie z takim otokiem, nosił gen. Dwight D. Eisenhower i co więcej nie z takim orłem. Poniżej aktor grający w tym filmie Eisenhowera... ...a poniżej prawdziwy Eisenhower. No po prostu nie do wiary. Aukcje do dziś są zawalone i drugowojennymi czapkami oficerskimi US Army i orłami do nich. To wszystko można by skomponować do filmu w ciągu paru dni, żeby to było full kosher. No ale nie wyszło ekipie kostiumografów tego filmu i za to baty.
-
Z tego, co widzę w trailerze, to ja mam tylko wielką nadzieję, że ten film będzie radykalną rozprawą z bredniami wygadywanymi i wypisywanym o D-Day przez oficjalnego historyka U.S. Army gen. Samuela L. A. Marshalla. Facet niemający zielonego pojęcia o czymkolwiek co lotnicze wziął się za „autorytatywne” ocenianie pracy pilotów lotnictwa transportowego w czasie inwazji. To, co on twierdził to wyżyny niekompetencji, głupoty i wręcz chamstwa wobec tych pilotów. Na dodatek wyżyny manipulanctwa historią i zatajania pewnych faktów. Film na pewno nie będzie poświęcony bredniom Marshalla, ale zainteresowani tematyką D-Day wyciągną - mam nadzieję - z tego filmu, co trzeba.
-
Dla miłośników tematu. W Polsce od 11 września 2026. 13 milionów w 3 dni. Jeszcze nie miał premiery, a już okrzyknięto go arcydziełem
-
Wojna w Ukrainie c.d.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Czlowieksniegu → Aktualności, newsy, wydarzenia
Jak to mawiał Eastwood aka Callahan - „Make my day”. Dziękuję Karpiku -
Po roku type ratingu to ludzie latają B-2, a nie samolocikiem szkolno-treningowym jak FA-50GF. Gdyby te samoloty dostarczono Polsce w stanie pełnej kompletacji to pierwszy pilot SP byłby wylaszowany (w pilotażu, nie combat ready) na FA-50GF najwyżej po 6 tygodniach od dostawy, a nie po roku. Tym bardziej, że pierwszy wylaszowany to major, a nie zielony podporucznik po Dęblinie. Nie ma takich patologii na świecie. I Łuczak mówi prawdę.
-
Jak są w stanie pełnej kompletacji to niech się bujają - pogodnego nieba! :-) Z FA-50GF też się bujają... - polscy podatnicy. PiSowscy debile kupili te samoloty przecież nie z polskiego zamówienia, tylko z odstąpionego Polsce na wariata zamówienia dla RoKAF, które nie było dokończone, bo ono dopiero było w toku. Stąd część polskich FA-50GF nawet nie ma radarów, bo Polska nie chce mieć w tych samolotach radarów izraelskich tylko amerykańskie PhantomStrike. Radary mają tylko te FA-50GF, które na linii montażowej już je miały w chwili odwiedzin Błaszczaka i Psczoły, a te, które ich nie miały to ich nie mają, bo SP czekają na radary amerykańskie. A czy się doczekają pod rządami pomarańczowego obłąkańca to... zobaczymy. Dobrze tę aferę podsumował pilot SP - w Polsce po type ratingu na F-16D piąty albo szósty lot to już lot samodzielny na F-16C. A pierwszy polski pilot, jaki w bólach wykonał pierwszy lot samodzielny w FA-50GF to wykonał go po roku od dostarczenia tych samolotów do Polski, bo dostępność FA-50GF w stanie pełnej kompletacji (czyli z radarem) jest, jaka jest i na razie nic tego nie zmienia. Sportowe FA-50GF bez radarów mają się świetnie.
-
Będzie lustracja CBP jako zdrajców narodu i badanie przez ICE kwitów funkcjonariuszy CBP, kogo można by deprtować.
-
Mały przegląd tych wojskowych dewocjonaliów, jakie należały się amerykańskim żołnierzom od państwa. Ponieważ ks. kpt. Andrejewski to spadochroniarz, więc zaczniemy od dwóch przedmiotów spoczywających na wczesnej nylonowej czaszy spadochronowej ze spadochronu desantowego z omawianych czasów. Nikt nie policzył tego (i wątpię, aby policzył), ile wzorów tych dewocjonaliów od państwa amerykańskiego powstało podczas II wojny światowej. Żołnierze mogli je kupować w wojskowych sklepach Post Exchange (PX), mogli je dostawać od pułku, albo mogli je dostawać od kapelanów - wszystko zależało od płatnika pułku i na co pułk w danej chwili było stać. Grawerom-medalierom państwo jakoś specjalnie nie narzucało designu tych dewocjonaliów, ale narzucało stosowanie trzech barw amerykańskiej flagi oraz to, żeby napis SOLDIERS był na czerwonym tle; napis SAILORS na białym; napis AVIATORS na niebieskim. Zgodnie z amerykańską tradycją przedmioty te były wyrabiane ze stopu srebra Sterling, czyli ze srebra próby 925. Takie też są oba przedmioty poniższe z mojej kolekcji. W górnym owalu powyższego medalionu jest napis ST. SEBASTIAN PROTECT US. Mimo, że mam ten medalion w stanie idealnym to niestety nie mogę odcyfrować, co jest w obu dolnych owalach. Na rewersie medalionu w górnym owalu jest napis SAINT SEBASTIAN MARTYR AND SOLDIER. Nie mogę odczytać, jakie są napisy w dwóch dolnych owalach. Napisy główne rewersu są czytelne na planszy, więc ich nie przytaczam. Na rewersie krzyża jest napis: AM A CATHOLIC IN CASE OF AN ACCIDENT PLEASE CALL A PRIEST Nie można wykluczyć, że takimi poświęconymi dewocjonaliami wojskowymi służył wiernym ks. kpt. Andrejewski w 502. pułku piechoty spadochronowej, ponieważ tych dewocjonaliów produkowano bardzo dużo. A pasowały idealnie do tego, czym ks. Andrejewski musiał się zajmować, bo gdy już 502. pułk znalazł się na lotnisku startu do inwazji na Francję to tak samo mógł posługiwać wszystkim chcącym tego lotnikom IX TCC USAAF, którzy wieźli pułk do Francji. C.d.n.
-
Wojna w Ukrainie c.d.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Czlowieksniegu → Aktualności, newsy, wydarzenia
Ku czci forumowych starszaków pamiętających co wydanie Dziennika Telewizyjnego to rurociąg „Przyjaźń”... -
Żeby przypadkiem ktoś nie tkwił w mylnym błędzie, że liczba MAGA'owskich i trumpowskich US popaprańców podlega jakimkolwiek ograniczeniom. Do kogo należy Księżyc? Dziennikarz z Fox News stwierdził, że do Amerykanów
-
Manierka - proszę o pomoc w identyfikacji
pytanie odpowiedział Jedburgh_Ops → na świeżyna → Identyfikacja (bez numizmatów)
PS Przy oferowaniu tej manierki na sprzedaż rdzą nie przejmowałbym się, bo najwięcej jest jej na łańcuszku od zakrętki, ale to jest klasyka tych manierek. Mądrzy nabywcy dobrze będą o tym wiedzieli. II wojna światowa to nie I, gdy te łańcuszki były z eleganckiego nowego srebra, które do dziś jest w pięknym stanie, czy nawet w idealnym. Podczas II wojny w USA obowiązywała rygorystyczna reglamentacja nowego srebra i do byle czego nie przyznawano tego materiału producentom różnych rzeczy. W związku z tym sama manierka CRS jest z wysokogatunkowej stali nierdzewnej, ale łańcuszek jest z najpodlejszej (surowej, nieoksydowanej, niecynkowanej, niekadmowanej) stali wysokowęglowej kompletnie nieodpornej na korozję. Tak to wtedy było. -
Manierka - proszę o pomoc w identyfikacji
pytanie odpowiedział Jedburgh_Ops → na świeżyna → Identyfikacja (bez numizmatów)
Jeśli dziadek był na robotach przymusowych w tej części Niemiec, która stała się amerykańską strefą okupacyjną to mógł dostać tę manierkę od UNRRA albo od żołnierzy amerykańskich. Niełatwe pytanie. W Polsce to nie wiem, ile to może być warte, bo tutaj za militaria płaci się zazwyczaj połowę albo jedną czwartą tego, co na aukcjach na Zachodzie, a czasami jeszcze mniej. Rocznik tego zestawu jest (czasami niesłusznie) uważany przez kolekcjonerów i rekonstruktorów historycznych za „mało atrakcyjny”. Na amerykańskim eBay takie zestawy z roku budżetowego 1945 zazwyczaj kosztują 30-90 dolarów w zależności od stanu. -
Manierka - proszę o pomoc w identyfikacji
pytanie odpowiedział Jedburgh_Ops → na świeżyna → Identyfikacja (bez numizmatów)
Tak, to jest oryginalne i z II wojny. Amerykański zestaw manierka, kubko-menażka do niej i pokrowiec-nosidło. Manierka i kubko-menażka cechowane rokiem budżetowym (nie kalendarzowym) 1945, co oznacza, że oba przedmioty wyprodukowano pomiędzy 1 lipca 1944 roku, a 30 czerwca 1945 roku. Manierka CRS produkcji Strong Manufacturing Company wykonana ze stali nierdzewnej. Firma miała kontrakt na te manierki w latach 1943-1945. Podczas II wojny były cztery specyfikacje, według których produkowano te manierki. Kubko-menażka aluminiowa M1910 produkcji The Aluminum Cooking Utensil Company. Pokrowiec na to wszystko w późnej drugowojennej barwie Olive Drab Shade No. 7. Przedmioty nie są skomponowane ze sobą. Są w idealnej konfiguracji tak, jak wydawano je amerykańskim żołnierzom podczas wojny. Mile widziana informacja, jakim cudem to znaleziono i na dodatek w stanie prawie idealnym. Wygląda to jak nieużywane. -
Posłuchaj najnowszego podcastu z Wojciechem Łuczakiem m.in. o FA-50 a nabierzesz jeszcze głębszego „szacunku” wobec generałów Pszczoły i Nowaka. Znam Wojciecha od 37 lat; nasze drogi krzyżowały się, rozłączały, znowu krzyżowały i tak w kółko. Jest to postać specyficzna; czasami irytująca, czasami nie; lubiana, albo nie, ale jednego Wojciechowi nigdy nie odmówię - że ma własne dobre, wypracowane przez dekady, dojścia do informacji z wojska. Posłuchaj, co mówi o aferze z FA-50 i m.in. o legendarnej kolekcjonerskiej amunicji do działek A-50 zaprojektowanych wyłącznie do tych samolotów, do niczego innego. Zobaczysz, w co nas PiS i błaszczak wpieprzył. Nareszcie Łuczak powiedział, na czym polega ta granda, że komputer balistyczny FA-50 nie współpracuje z amunicją 20×102 inną niż koreańska. Czyli już wiadomo, na czym polegało zadanie Turków, którzy za trzecim razem wygrali przetarg na kolekcjonerską amunicję do FA-50 - polegało na skopiowaniu parametrów amunicji koreańskiej do tych działek, bo z inną system celownicy FA-50 nie współpracuje. Załadujesz amunicję 20×102 z Meska albo amerykańską i nawet w sterowiec nie trafisz. I teraz połącz sobie to, co relacjonuje Łuczak z wyblurrowaną wypowiedzią pilota SP sprzed paru dni, jak mówił, że w KAI i RoKAF ledwo się gdacze po angielsku albo w ogóle się nie gdacze. Serwilistyczni PiSowscy debile-karierowicze w lotniczych mundurach, którzy zaakceptowali zakup FA-50 usłyszeli od KAI - albo i nie usłyszeli na skutek „świetnej” koreańskiej angielszczyzny - że działko A-50 chodzi na amunicji 20×102 i dali sobie spokój z drążeniem tematu. A że ono chodzi wyłącznie na 20×102 koreańskiej i żadnej innej to już nie wiedzieli i w ciemno akceptowali wszystko, co Koreańczycy podsunęli im do podpisania. Aby tylko nie podpaść PiS i błaszczakowi; aby tylko zasłużyć na następną gwiazdkę. Jak ja znam takich typów... Oni są w każdym ustroju. To się nigdy nie zmieni. A młodziaki po Dęblinie latami będą musiały się bujać z tymi FA-50.
-
Wojciech Łuczak o zakupach z Korei, w tym o aferze z FA-50 (jest kilka nowych szczegółów).
-
Nie tylko Tobie. Wystarczy obejrzeć i wysłuchać dwuczęściowego podcastowego wywiadu Wolskiego i Kamizeli z gen. Nowakiem. To taki piękny wywiad na klęczkach z ani jednym istotnym pytaniem. Powinno go się pokazywać na wydziałach dziennikarstwa. Nie mówiąc o bzdurach Nowaka z innych miejsc na temat rzekomych działań lotnictwa ukraińskiego.
-
Gdzieś mi wcięło zdjęcie standardowej walizki kapelana-spadochroniarza drugowojennej US Army i tejże walizki wyposażenia, niemniej postać księdza Andrejewskiego jest dobrą okazją do pokazania tego, jak amerykańskie państwo przygotowało się do wojny od strony wsparcia duchowego dla żołnierzy. Bo nie było tak, że żeby czuć więź z jakimś wyznaniem i religią to każdy musiał zabrać z domu coś z podstawowych dewocjonaliów noszonych na szyi czy w kieszeni. Oczywiście można to było zrobić i nie było to zabronione. Z drugiej strony amerykańskie władze wojskowe dużo z takich spraw wzięły na siebie i nieźle dały zarobić drukarzom oraz grawerom-medalierom, którzy masowo produkowali ściśle określone dewocjonalia wojskowe. Po kolei część z nich będę pokazywał. Poniżej drugowojenny Nowy Testament w wersjach rzymskokatolickiej i protestanckiej wydrukowane na zlecenie US Army. Kto z żołnierzy chciał ten mógł go dostać.
-
Wojna w Ukrainie c.d.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Czlowieksniegu → Aktualności, newsy, wydarzenia
Ciekawą rzecz powiedział ostatnio płk Lewandowski. U Ukraińców są już pojęcia „operator drona” i „pilot drona”. Obaj latają dronami, obaj nimi walczą, obaj niby robią to samo, ale kategoryzacja jest wyraźna. „Operator” lata mniej precyzyjnie i wykonuje prostsze zadania, natomiast „pilot” to ten, który potrafi wlecieć przez okno, czy do ziemianki, tam spokojnie rozejrzeć się i zaatakować to, co trzeba. Ciekawe kiedy (jeśli w ogóle) w WP będą jakieś nowe „gapy” dla droniarzy i z cyferkami, jak w „gapach” Sił Powietrznych albo z „M” dla najwybitniejszych droniarzy. -
Trump niedawno opowiadał, jak regularnie rozmawia z bogiem i jakie ma z nim uzgodnienia w kwestii naprawy świata i ludzi. I że trump ma do tych napraw starannie wybranych najlepszych, najbardziej etycznych ludzi, bo tylko z takich składa się jego partia. Bóg się z trumpem zgodził i kazał mu naprawiać.
