Jump to content

topick

Forum members
  • Posts

    153
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

topick last won the day on November 17

topick had the most liked content!

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

topick's Achievements

8

Reputation

  1. zakład umiera od kontraktu z Malezją, na ktrórym wyszliśmy jak Zabłocki .. i kontraktu na wzt do Indii. Taki moloch produkujący setki czołgów rocznie był nie do utrzymania. Po prawdzie liczyłem , że kontrakt na modernizacje leopardów da impuls do jakieś zmiany, no ale raczej nie wiele to dalo i wychodzi , że to był błąd: zakład nie się zmienił, czołgi wyszły słabe i , drogie i opóźnione. teraz to już jedynie na serwis leopardów i abramsów mogą liczyć.
  2. Zapewne masz na myśli miłośników artykułów o trotylu we wiadomym miejscu . Tych nic nie przekona
  3. Artykuł z 2019 rzucający trochę światła na ten magazyn : "Masz dwóch synów i wnuka, im też rozwalimy łby, jak nie zostawisz sprawy magazynów" - taki SMS odebrała audytorka pracująca w Bumarze. – Z wami nie będę rozmawiał, nie jestem już w zarządzie – krzyczy mężczyzna, wiek około 60 lat, który wypakowuje przed domem zakupy z auta. – Ale był pan – mówię. Stoję pod bramą posiadłości Jana Panka, byłego członka zarządu spółki zbrojeniowej Bumar Łabędy. – Wiem, co jesteście warci! „Wyborcza” jest... tendencyjna! A moje postępowanie było prawidłowe! – To dlaczego z magazynów Bumaru znikało tak dużo części – pytam. – Jakich części? – Panek wzburzony podbiega do furtki. Z tyłu żona rzuca co chwilę: „Janek, daj spokój, zostaw, chodź do domu”. – Ktoś panu pierdoły naopowiadał, a pan drążysz temat! Chcesz pan stare części wkładać do nowych pojazdów? Głupoty pan opowiadasz! – To były nowe części – odpowiadam. – To jak żeś pan taki mądry, to se je pan zamontuj! Sensacji szukacie! – Dlaczego audytorka została zwolniona z pracy? – pytam spokojnie. – Bo po prostu... ona wie, za co została zwolniona! Skończyłem z wami! Pan mnie nachodzi w domu, inwigiluje! – Panek wyjmuje telefon z kieszeni. – Mam wezwać policję? Już dzwonię! Audytorka Bumaru: Niektórzy zarzucali mi, że jestem zbyt skrupulatna, ale przez lata byłam za to doceniana W pokoju jest półmrok, pomieszczenie wypełnia papierosowy dym. W fotelu siedzi kobieta, do której dostałem kontakt kilka miesięcy temu. Przyjeżdżam kilka razy, rozmawiamy wiele godzin. Prosi, żeby nie upubliczniać jej nazwiska. – Pracowałam w Bumarze od lutego 1989. Najpierw w laboratorium badań chemicznych i fizykochemicznych jako szeregowy laborant. Zawsze lubiłam chemię. Ale od początku się dokształcałam, więc szybko awansowałam na specjalistę technologa, potem na specjalistę do spraw ochrony środowiska. Zdobyłam certyfikaty audytora wewnętrznego, potem pełnomocnika bhp, środowiska i pełnomocnika do spraw jakości. To wszystko dało mi możliwość prowadzenia audytów wewnętrznych na terenie zakładu. Po latach pracy w laboratorium trafia do działu kontroli wewnętrznej, a potem do działu zarządzania jakością i środowiskiem. Jest ambitna i pracowita. Bumar funkcjonuje w zintegrowanym systemie zarządzania jakością ISO i wewnętrznym systemie kontroli WSK. Certyfikat ISO musi być odnawiany co dwa lata, bez tych systemów handel zagraniczny jest w zasadzie niemożliwy. – Ta praca jest niewdzięczna i trudna. Trzeba być odpornym psychicznie, bo przecież zbieramy materiały, zadajemy pytania, kontrolujemy kolegów z pracy. Nikt tego nie lubi. Niektórzy zarzucali mi, że jestem zbyt skrupulatna, ale przez lata byłam za to doceniana. Ilekroć trzeba było przeprowadzić trudne analizy, szefowa chętnie korzystała z mojej wiedzy jako audytora. MON traci zaufanie do Bumaru Jeszcze pod koniec lat 80. Bumar produkował 30 czołgów miesięcznie. Do tego produkcja cywilna, np. koparki, żurawie. W latach 90. zakład skomercjalizowano, produkcja stanęła. Z Bumaru zaczęto wydzielać spółki córki, które miały sobie same radzić na rynku. Eksperyment się nie udał, firmy nie były w stanie pozyskiwać zamówień, zadłużenie rosło, w końcu zaczęto je wcielać z powrotem do Bumaru. Jeszcze w 2010 Bumarowi udało się zdobyć kontrakt na dostawę czołgów dla Malezji, potem drugi w 2012 dla Indii. Ostatnie lata to pasmo porażek. Rząd obciął budżet MON o 2 mld zł. Projekt nowego czołgu Anders upadł, drugi, Gepard, jest wstrzymany. Podwozia do armatohaubic Krab MON kupił od Samsunga, bo te dostarczone przez Bumar były wadliwe. Mniejsza liczba zamówień, problemy finansowe sprawiają, że Bumar chętnie wynajmuje swoje hale. Dziś na terenie spółki zbrojeniowej działa kilkadziesiąt firm prywatnych różnych branż. Firma nadal zatrudnia ponad 1100 pracowników. Od lat zakład zajmuje się głównie remontami starych wozów. Jedyny sukces to podpisany w 2015 kontrakt na modernizację 128 czołgów Leopard. MON jednak traci zaufanie do Bumaru. Dalsze prace serwisowe leopardów mają się odbywać już w Wojskowych Zakładach Motoryzacyjnych w Poznaniu. W marcu MON ogłosił, że nie zleci Bumarowi modernizacji 300 czołgów T-72. Może dlatego, że w Bumarze dzieją się dziwne rzeczy. W 2009 Grupa Bumar przyjmuje do pracy Pierre’a Konrada Dadaka, polsko-francuskiego biznesmena prowadzącego spółkę wraz z byłym wiceministrem MON Krzysztofem Węgrzynem. Dadak powołuje się na kontakty w Afryce, zapewnia, że ma możliwość załatwienia intratnych kontraktów. W rzeczywistości jest oszustem z udokumentowaną przeszłością kryminalną we Francji, powiązaniami z mafią marsylską i rosyjską. Mimo sygnałów od francuskich i hiszpańskich służb w Polsce nikt go nie sprawdza, nikt nie przesłuchuje. Dadak pracuje w Bumarze do końca 2012 roku, ale nawet po zwolnieniu utrzymuje kontakty z firmą. W lipcu 2016 zostaje aresztowany w swojej willi na Majorce wraz z kilkoma ochroniarzami – pracownikami BOR. Zostaje oskarżony o oszustwa podatkowe, pranie brudnych pieniędzy i nielegalny handel bronią z krajami afrykańskimi objętymi embargiem. W 2017 ujawniono, że w jednej z zakładowych hal grupa pracowników przerabiała broń na potrzeby grup przestępczych. Śledztwo trwa, odzyskano kilkadziesiąt sztuk broni. Co dzieje się w największej polskiej firmie zbrojeniowej? Czy komuś zależy na tym, by Bumar zniszczyć? Gdzie się podziało 800 części z magazynu Bumaru? Audytorka: – Byłam harcerką przez całą szkołę i liceum. Miałam przekonanie, że są przepisy, których trzeba przestrzegać, i że trzeba pomagać ludziom bez względu na to, kim są, zwłaszcza gdy pełni się wyższą funkcję. Miałam grono przyjaciół w pracy, bo wiedzieli, że ja zawsze pomogę. W 2012 startuje w konkursie na kierownika oddziału prac interwencyjnych w Bumarze. Wygrywa. Podobną karierę robi w zakładowych związkach zawodowych. Z szeregowego członka zostaje wybrana do zakładowego prezydium, jest przewodniczącą komisji finansowej. Od 2012 kieruje oddziałem prac interwencyjnych, który zajmuje się również inwentaryzacjami. Dwa lata później firma uznaje, że zinwentaryzować należy 13 magazynów przedmontażowych. Magazyny przedmontażowe to hale, do których trafiają części mające być zamontowane w pojazdach wojskowych podczas remontów. Są w nich tak zwane normalia – czyli śruby, nakrętki, podkładki – ale większość stanowią części produkcji „specjalnej”, czyli wojskowej, produkowane w Bumarze oraz te kupowane z innych zakładów zbrojeniowych. Wszystko, co jest potrzebne, by wyremontować wóz pancerny lub czołg. – Tam był niewiarygodny bałagan – mówi audytorka. – Często kupowano części, które były na stanie, bo łatwiej było kupić nowe niż odnaleźć te w magazynach. Magazyny nigdy wcześniej nie były inwentaryzowane. Nikt nie wiedział, co tam jest – opowiada audytorka. W czerwcu 2015 rusza inwentaryzacja magazynu P-30. Przez lata był on używany przez firmę ZETiKS sp. z.o.o., spółkę zależną Bumaru. W 2012 włączono ją do Bumaru, ale nie zinwentaryzowano jej zasobów i tylko część materiałów wprowadzono do elektronicznego systemu ewidencji Rekord. – Tłumaczono, że inwentaryzacja nie była potrzebna, bo przecież została ta sama pani magazynierka. Tylko że firma się zmieniła. A P-30 to parter i dwa piętra, na każdym siedem regałów po 20 metrów długości. Audytorzy sprawdzają skrzynię po skrzyni. Okazuje się, że w hali jest znacznie więcej towaru, niż być powinno, a dokumentacja prowadzona przez magazynierkę nijak nie odzwierciedla stanu faktycznego. Co więcej, duża część materiałów nie ma przywieszek identyfikacyjnych, oznaczone są tylko numerami rysunków. W magazynie nie drukuje się dokumentów obrotu materiałowego, bo... nie ma drukarki. A pracownicy magazynu od lat nie mają podpisanych umów o odpowiedzialności materialnej. Wśród niezaewidencjonowanych części kontrolerzy znajdują detale do czołgów PT-91, T-72, WZT-3, WZT-4, takie jak przewody paliwowe, blachy osłonowe armat, elementy stabilizatorów wież, elementy napędu. Ale nagle zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Z magazynu znikają karty opisujące materiały, a magazynierki odmawiają wyjaśnień. – Miałam wtedy dwa dni urlopu, wróciłam do pracy i nagle moi pracownicy krzyczą, że magazynierki wynoszą materiały z P-30. Więc biegnę tam. W magazynie stoi ogromny kontener, a magazynierki wprost z regałów wrzucają do niego części. Kilka kontenerów wywieziono już wcześniej. Kartki, opisy, przywieszki latały w powietrzu, a w koszu znalazłam podarte kartoteki. Zebrałam z podłogi kilka kartek z opisami, sprawdziłam – materiałów nie było na półkach. Magazynierki stoją ze spuszczonymi głowami. Audytorka prosi kierownika magazynów Antoniego Ketlińskiego, który pracuje w Bumarze od początku lat 80. – Pytam: co się tu dzieje?! Kto wydał polecenie? To my inwentaryzujemy, a wy wywozicie? Na co ta robota od czterech miesięcy? A on mi odpowiada, że to złom do wyrzucenia. Jaki złom? Przecież to części do czołgów! Okazuje się, że Ketliński nie ma żadnego polecenia służbowego. Ale chwilę później do audytorki dzwoni dyrektorka działu produkcji Monika Kruczek i zapewnia, że materiały zostały przetransportowane do magazynu odpadów i tam zabezpieczone. – Więc my inwentaryzujemy, a oni wywożą. W P-30 znaleźliśmy 1876 pozycji poza stanem. Każda pozycja to dziesiątki lub setki części. Tak naprawdę funkcjonował tam drugi, w żaden sposób nie ewidencjonowany w systemie magazyn. Kierownik Ketliński twierdzi, że wywożone części to elementy stare, nadające się tylko na złom. Jednakże grupa doświadczonych konstruktorów ocenia 200 losowo wybranych pozycji: 185 z nich okazuje się elementami nadal stosowanymi w remontach czołgów. Kłopot w tym, że nie ma do nich żadnych dokumentów jakościowych – tak twierdzi kierownik Ketliński. – Ale chwila – mówi audytorka – nic nie ma prawa wejść do magazynu bez tych papierów, to jak się tam znalazły te części? W październiku 2015 audytorka pisze sprawozdanie, informuje zarząd i radę nadzorczą. Wskazuje nieprawidłowości oraz odpowiedzialnych, czyli kierownika magazynów i magazynierki. Z góry przychodzi polecenie, by inwentaryzację przerwać, magazyn zaplombować, kontenery zabezpieczyć, a magazynierkę wysłać na urlop. By wyjaśnić sprawę, Bumar powołuje specjalną komisję z szefową biura audytu i kontroli wewnętrznej Brygidą Jelonek na czele. Na początku audytorka też jest w jej składzie, ale szybko zostaje usunięta. Na wniosek kierownika magazynów. W listopadzie 2015 Brygida Jelonek publikuje raport. Zarzuty audytorki określa jako „nieuzasadnione, bezpodstawne, gołosłowne” i twierdzi, że inwentaryzacja została przeprowadzona niewłaściwie. Z raportu wynika, że „działania były częścią procesu porządkowania i sprzątania magazynów”. W protokole znajduje się również stwierdzenie, że „powyższe procesy porządkowania miały już wielokrotnie miejsce w przeszłości”. – Zastanawiałam się, czy ujawniać tę sprawę. Wiedziałam, że będzie afera. Ale chciałam być w porządku wobec siebie i moich pracowników, którzy wykonali ogromną robotę. Od tego momentu zaczęły się ciągłe spotkania z prezesami, dyrektorami, z których nic nie wynikało. Grudzień 2015, podsumowanie roku. Audytorka jako jedna z 13 pracowników dostaje nagrodę. Miesiąc później prezes Bumaru Adam Janik nakazuje jej, by wraz z komisją złożoną z fachowców wykonała inwentaryzację dziewięciu kontenerów części wyrzuconych z magazynu P-30, które od miesięcy zalegają w hali 810, pod cieknącym dachem. – Gdy wszystko rozpakowaliśmy, okazało się, że brakuje ponad 800 pozycji. Czyli wiele tysięcy detali. Zniknęły. Audytorka śle pisma do kierownika magazynów i jego przełożonych z pytaniem o los części z P-30. Pozostają bez odpowiedzi. Bumar znów powołuje komisję Brygidy Jelonek. Mimo to nie udaje się wyjaśnić, co się stało z brakującymi częściami. Audytorce nigdy nie pozwolono zapoznać się z protokołem komisji. "Pociski przeciwpancerne, skrzynie niezaplombowane" – „Słyszałem, że ci komisję etyki wytoczyli, pismo po wydziale chodzi”, mówi do mnie kolega ze związku zawodowego. Jaką komisję? Myślałam, że żarty sobie robi. W lutym 2016 na wniosek Antoniego Ketlińskiego, kierownika magazynów, audytorka zostaje postawiona przed komisją etyki. Jednak nie tą, która funkcjonuje w zakładzie od lat. W jej sprawie zakład powołuje ad hoc nową komisję na mocy wprowadzonego niewiele wcześniej kodeksu etyki pracownika. Audytorka prosi o wsparcie Andrzeja Sypka, przewodniczącego zakładowego związku. Zawiadamia też Stanisława Janasa, szefa struktur krajowych związku. Obaj obiecują pomóc, ale nie podejmują żadnych działań. Związek odmawia nawet pomocy prawnej. – Wtedy zrozumiałam, że nie mam co liczyć na pomoc związków. W skład komisji wchodzi kilku dyrektorów i jako przewodnicząca zakładowy radca prawny Anna Szymańska-Terliczek, która z założenia powinna być bezstronna i udzielać pomocy prawnej pracownikom. Jest też członek zarządu wybierany przez pracowników – Jan Panek. Nie mogąc liczyć na wsparcie związku, audytorka zamawia opinię prawną, jedną u związkowego radcy, drugą u zewnętrznego prawnika. Obie są druzgocące: kodeks został wprowadzony bez konsultacji z radą pracowniczą, z naruszeniem prawa pracy i nie ma mocy prawnej. Kodeks przewiduje nawet możliwość zwolnienia pracownika dyscyplinarnie, co wkracza w sferę uprawnień sądów pracy. Komisja nie posiada regulaminu i procedur, a jej skład nie jest bezstronny. Opinie audytorka przedstawia przełożonym, związkom i krajowej komisji rewizyjnej. Nikt nie podejmuje żadnych działań. – Zauważyłam, że zbiera się na mnie nagonka. Odmówiłam stawienia się przed komisją. Zwłaszcza że nigdy nie otrzymałam treści zarzutów, choć wielokrotnie prosiłam. To był sąd kapturowy. Komisja obraduje do marca. Końcowy protokół utajnia. Jednocześnie od początku roku audytorka inwentaryzuje magazyny broni A-54 i amunicji A-51. Docieram do notatek służbowych z inwentaryzacji tych magazynów, przeglądam kolejne strony zapisane odręcznie: „pociski przeciwpancerne, skrzynie niezaplombowane”, „zapalniki PR3, skrzynia niezaplombowana”, „amunicja 7,62, niezaplombowane”, „pociski kumulacyjne, skrzynie niezaplombowane”, „pociski odłamkowo-burzące, skrzynie niezaplombowane”, „amunicja taśmowa 12,7 mm, skrzynie niezaplombowane”, „agregaty z karabinami, skrzynie niezaplombowane”. Ale to nie wszystko. Część karabinów od lat nie jest konserwowana (powinny być co dwa lub trzy lata, w zależności od rodzaju broni), inne w ogóle nie posiadają kart technologicznych. W magazynie znajdują się nieopisane depozyty amunicji niewiadomego pochodzenia. W magazynie A-54 i działowni 530 książka ewidencji wejść i wyjść nie jest opieczętowana, strony nie są numerowane i sznurowane. Magazyn amunicji A-51 i magazyn montażu podwozi w ogóle nie posiadają książki wejść i wyjść. – Znaleźliśmy tam sporo towaru bez żadnych dokumentów – mówi audytorka. Audytorka Bumaru dostaje groźby „Zostaw sprawę magazynów, bo jak nie zostawisz, to rozwalę ci łeb”. Taki SMS trafia do audytorki 20 kwietnia 2016, chwilę przed 8 rano. Nadawca nieznany. Niedługo potem następny: „Masz dwóch synów i wnuka, im też rozwalimy łby, jak nie zostawisz sprawy magazynów”. I następny: „Nikt ci, franco, nie pomoże, szkoda twojej rodziny”. Kolejny: „Kto donosi, ten ponosi karę, ty świnio”. I ostatni: „Pożegnaj się z rodziną, kapusiu”. Dostaje go, gdy jest już w komisariacie, zgłaszając sprawę policji. – Byłam przerażona, bo grożono mojej rodzinie. To nie był przypadek. Tego dnia było zwołane posiedzenie zarządu naszego związku zawodowego. Wiedziałam, że Andrzej Sypek będzie mnie chciał odwołać z prezydium, a potem z zarządu. Bo to otwiera zakładowi drogę do zwolnienia z pracy. Chciałam się bronić i wszystkim opowiedzieć całą historię. Audytorka zgłasza sprawę przełożonym, dzwoni też do związku, ale nikt nie odbiera. Związek tymczasem spotyka się w południe i w głosowaniu odwołuje audytorkę z prezydium. IV Komisariat Policji w Łabędach wszczyna dochodzenie w sprawie gróźb karalnych, które po kilku miesiącach zostaje umorzone w wyniku niewykrycia sprawców. Chcesz, by ci spadła głowa Jesień 2016. Inwentaryzacje trwają nadal. Teraz magazyny P-21 i P-23. Ogromne, 23 piętra regałów długich na 25 metrów, wszędzie palety siatkowe z materiałami produkcji wojskowej. Inwentaryzacja trwa dziewięć miesięcy, bo kierownik magazynów Ketliński wpuszcza zespół spisowy na trzy godziny dziennie. – Nakazano nam robić inwentaryzację według wydruków – czyli sprawdzić, czy w magazynie jest to, co w dokumentach. Ale przecież tak nie znajdziesz nadstanów! Na zakończenie prac audytorka sprawdza, czy wszystko zostało zinwentaryzowane. Wchodzi między regały i już w pierwszym znajduje mnóstwo skrzyń poza stanem – części produkcji specjalnej. Pisze pismo do zarządu, by zrobić inwentaryzację uzupełniającą. Zgodę dostaje dopiero po dwóch miesiącach. Lista rzeczy ponad stanem liczy kilkadziesiąt arkuszy. – Nadwyżki i niedobory w tych magazynach były na grube miliony. Prezes i rada nadzorcza byli informowani. Nikt się z tego nigdy nie wytłumaczył, a komisja weryfikacyjna nic nie zrobiła. Audytorka odkrywa też inne nieprawidłowości. Zdarza się, że części w magazynach były rozliczane na kilogramy, nie na sztuki. Bo prościej. Poza tym w hali 410, gdzie przechowywane są części do leopardów, pracuje obca prywatna firma. Nie jest w żaden sposób odizolowana od składu materiałów wojskowych. W połowie 2017 zarząd Bumaru nakazuje ponowną inwentaryzację części z magazynu P-30. – Któregoś dnia wpadłam na kontrolę. Zobaczyłam na półce leżące detale, spytałam magazynierkę, co to jest. Z początku nie wiedziała, a potem odparła, że to jest ta produkcja „na zeszyt”, co nie przechodzi przez magazyn i ewidencję. Wyjęła go z biurka i pokazała. Spytałam, od jakiego czasu. Ona na to, że ten zeszyt to już któryś z kolei. Kierownik magazynów Antoni Ketliński wyjaśnia audytorce, że magazyn pracuje „na zeszyt”, bo nie działa system informatyczny. Od kilku lat. Audytorka pokazuje zeszyt na zebraniu rady nadzorczej. Członkowie nie mogą uwierzyć. Ale nie próbują wyjaśniać sprawy. – Skoro części nie były ewidencjonowane, to nie mogły mieć dokumentów jakościowych. A jednak gdzieś były montowane. Gdzie? – pyta audytorka. Mam ten zeszyt przed sobą. Zwykły A4 w linie. Na każdej stronie data ze stempla, potem symbole elementów i liczba sztuk. Żadnych podpisów i nazwisk. Rankiem 28 marca 2017 audytorka dostaje SMS-a: „Wycofaj ostatnie pisma dotyczące magazynów P-21 i P-30, mało masz kłopotów, chcesz potopić ludzi, chcesz, by ci spadła głowa, zostaw te magazyny, to już nie żarty, zbyt dużo ludzi cierpi, pomyśl o tym wreszcie”. – To znów nie był przypadek. Miesiąc później było zebranie delegatów związku. Wiedziałam, że będą chcieli mnie wyrzucić z zarządu. Przewodniczący Sypek argumentował, że działam na szkodę związku, że ciągam związkowców po sądach. Więc na początku zebrania złożyłam rezygnację ze wszystkich funkcji, podziękowałam wszystkim i wyszłam. Przewodniczący spuścił głowę, nic nie powiedział. A ja odczułam wielką ulgę. Tymczasem kierownik magazynów Antoni Ketliński zapisuje się do związku zawodowego. W piśmie z czerwca 2017 skierowanym do zarządu Bumaru Antoni Ketliński prosi o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego w stosunku do audytorki, bo czuje się przez nią mobbingowany, poniżany, zastraszany. Ketliński dodaje też, że leczy się psychiatrycznie. Mimo to nadal pozostaje kierownikiem magazynów, w tym również tych z bronią i amunicją. 50 godzin zeznań audytorki Bumaru Kiedy komisariat policji w Łabędach umarza dochodzenie w sprawie gróźb, audytorka pisze zażalenie, wskazuje świadków, sugeruje, że SMS-y mają bezpośredni związek z jej pracą. Śledztwo rusza ponownie. – I wtedy policja zaczęła się dziwnie zachowywać. Odmówiono nam prawa, by uczestniczyć w przesłuchaniach, niektórych naszych świadków w ogóle nie chcieli przesłuchiwać. Przesłuchania prowadzono w małym pomieszczeniu z otwartymi na korytarz drzwiami, wszyscy dokoła słuchali. Policjant ucinał pytania odnoszące się do magazynów, czasami nawet dyktował protokolantowi inny tekst zeznań. Śledztwo w sprawie gróźb zostaje znów umorzone. Jednak na podstawie zeznań Prokuratura Rejonowa w Gliwicach postanawia wszcząć z urzędu osobne postępowanie w sprawie nadużyć, niedopełnienia obowiązków i naruszenia praw pracowniczych przez zarząd Bumaru. Audytorka ma w tej sprawie status pokrzywdzonej, składa ponad 50 godzin zeznań. Sprawa w prokuraturze zostanie umorzona rok później. Bumar zarzuca mobbing – Na jesieni pojechałam na spotkanie w sprawie odkrytych nieprawidłowości do zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Tam byli członkowie rady nadzorczej Bumaru, było też dwóch przedstawicieli ministerstwa nadzorujących PGZ. MON o tym musiał wiedzieć. Pytali o magazyny. Potem pogratulowali, że miałam odwagę to ujawniać. Kilka tygodni później audytorka zostaje zaproszona do działu kadr. – Nie spodziewałam się tego, przecież żaden z moich przełożonych nie miał oficjalnie zastrzeżeń do mojej pracy. Audytorka dostaje zwolnienie z pracy z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia, bez świadczenia pracy. Zakład utracił do niej zaufanie w związku z „nieprzestrzeganiem zasad życia społecznego” w stosunku do pracowników działu magazynów. Bumar zarzuca jej mobbing, niewłaściwy sposób komunikacji z pracownikami, niewłaściwe prowadzenie inwentaryzacji oraz „przekroczenie kompetencji, prowadzenie śledztwa mającego na celu wykrycie rzekomych nieprawidłowości”. Audytorka zwraca laptop, komputer, telefon, dokumenty z inwentaryzacji zostawia w szafie i kasie pancernej, podpisuje protokół przekazania. Zakłada też sprawę w sądzie pracy, chce zostać przywrócona do pracy. – Czuję się oszukana i wykorzystana przez zarząd Bumaru. Korzystali z mojej pracy, posiedli wiedzę na temat magazynów, a potem z pomocą związków zaszczuli mnie i dali kopa. Prezes Janik otrzymywał na bieżąco wszystkie informacje na piśmie. Nigdy nie odpowiadał. Tuż po zwolnieniu audytorki do Bumaru wchodzi ABW i zabezpiecza dokumenty po inwentaryzacjach. Potem ktoś z Bumaru czyści dyski w komputerach audytorki (dowie się tego w sądzie pracy, opowie o tym informatyk). – Włamano się też do mojej prywatnej skrzynki pocztowej. W sądzie zobaczyłam wydruki prywatnych maili. W międzyczasie w Bumarze zmienia się prezes. Antoni Macierewicz bez podania przyczyn odwołuje jednego z najbardziej doświadczonych ludzi w polskiej zbrojeniówce. Adama Janika zastępuje Marek Grochowski, absolwent AWF, pracujący w Bumarze raptem od kilku miesięcy, bez wcześniejszego doświadczenia w zbrojeniówce. Ale jak informuje Polska Grupa Zbrojeniowa, Grochowski jest „doświadczonym menedżerem z bogatą praktyką w zakresie sprzedaży, marketingu, kadr i logistyki”. W połowie lutego 2018, tuż przed upływem okresu wypowiedzenia, audytorka znów zostaje wezwana do działu kadr. – Byłam przekonana, że chcą cofnąć decyzję. Ale jak weszłam do biura, wiedziałam, że coś jest nie tak. Dostaje drugie wypowiedzenie. Tym razem dyscyplinarne. Zarzuty to: ujawnienie tajemnicy przedsiębiorstwa, wykorzystywanie służbowej poczty do celów prywatnych i brak należytej staranności w ochronie informacji. To wszystko składa się na „ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych”. Sprawa w sądzie pracy trwa. – Chcę tylko, by zdjęli dyscyplinarkę i wypłacili odprawę za trzy miesiące. Już nawet nie domagam się odszkodowania, chcę zamknąć tę sprawę. Kierownika magazynów Bumaru: Nie ma tematu, nie ma żadnych nieprawidłowości Od maja 2018 Prokuratura Krajowa prowadzi śledztwo w trzech sprawach: - doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w zakresie realizacji zamówień przez Bumar-Łabędy przez niewykonywanie napraw wozów bojowych, a następnie wyłudzanie na podstawie faktur VAT zapłaty za rzekomą naprawę pojazdów na szkodę skarbu państwa; - przywłaszczenia przez pracowników części zamiennych do wozów bojowych; - ujawnienia dokumentów niejawnych dotyczących kontraktów handlowych Bumar-Łabędy oraz dokumentacji technicznej czołgów T-72 i T-90 osobom nieuprawnionym. Dzwonię do Antoniego Ketlińskiego, kierownika magazynów. – Nie widzę podstaw, by z panem rozmawiać o nieprawidłowościach, bo uważam, że wszystko było OK. Nie ma tematu, nie ma żadnych nieprawidłowości, nie wiem, skąd pan ma takie bzdurne informacje. Ludziom ust nie można zamknąć, ale są od tego odpowiednie procedury i one zostały uruchomione. Na tym bym zakończył rozmowę, nie mam sobie nic do zarzucenia. W każdej chwili mogę walczyć o swoje prawa, niech pan będzie tego świadom. Dzwonię do Andrzeja Sypka, przewodniczącego ZZPE Bumar-Łabędy. – Ja w tej sprawie nie siedziałem, ani przy magazynach, ani przy jej zwolnieniu. Poza tym jak ją zwalniali, to już nie była w naszym związku. Ja miałem tylko takie informacje jak każdy pracownik. Poza tym nie było żadnego argumentu, żeby tej pani bronić, nie było z jej strony takiej prośby ani potrzeby. Pytam, czy wie, co się działo z częściami. – Oczywiście, że nie wiem. – Czy związek udzielił jej jakiejś pomocy prawnej? – Nie było takiej potrzeby. Przecież nic się takiego poważnego nie działo. O jakiej aferze pan mówi? Andrzej Sypek właśnie awansował – pełni obowiązki przewodniczącego Sekcji Krajowej ZZPE. Jadę zatem do warszawskiego biura ZZPE, by porozmawiać z szefem związku Stanisławem Janasem. Pytam, czy zna sprawę. – To była jakaś pani kierownik, która gdzieś tam stwierdziła jakieś nieprawidłowości, zgłosiła to do szefa, z kimś się pokłóciła. Były części, których nie było na magazynie czy jakoś tak, nie wiem. W miarę rozmowy jednak Janas przypomina sobie coraz więcej. Pytam, czy znał skalę odkrytych nieprawidłowości i czy przekazywał informacje dalej w ramach komisji trójstronnej, która składa się z przedstawicieli MON, pracodawców i związkowców. – Nie. Bo to nie było udowodnione. Poza tym to zakład musi. – Czy wie pan, co się działo z częściami? – Nie wiem, ja jestem na zbyt niskim szczeblu. Po chwili dodaje wzburzony: – Gdyby ta pani stawiła się przed komisją etyki, to byłoby po sprawie! Potem sama zrezygnowała z członkostwa w związku, to przestałem się tym interesować. Janas jest szefem związku od 35 lat. Właśnie został wybrany na kolejną kadencję. W latach 90. był posłem i przewodniczącym komisji obrony narodowej. Janas obiecał audytorce, że powoła w jej sprawie krajową komisję rewizyjną. Nigdy tego nie zrobił. Słucham nagrania rozmowy telefonicznej między audytorką a Stanisławem Janasem z 2016 roku: „Według mnie te części były jakąś wielką tajemnicą firmy, które mogły narazić firmę na ogromne szkody. Sypek, rozumiem, też jest w tym układzie, choć twierdzi, że broni firmy. (…) Tu chodzi o większą sprawę. Cała sprawa zaczęła się od tych części i Sypek nie miał odwagi ci powiedzieć, dlaczego te części się tam walały. (…) Mogłaś się domyślić, skąd się te części wzięły. (…) Domyślam się, że chciał po prostu sprawę wyciszyć. (…) Bali się tobie powiedzieć prawdę. Domyślam się na przykład takiej wersji, że to są części, które powinny być zamontowane, a nie zostały, a pieniądze zakład za to wziął. Więc jakby się coś takiego wydało, to wiesz, co by firma miała w MON?”. Nielegalny handel bronią? Bez przesady Czy wiedzieli politycy? Kontaktuję się z Michałem Jachem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej komisji obrony narodowej i członkiem komisji ds. służb specjalnych. Jach jest też majorem Wojska Polskiego. – Czy komisja nadzoruje spółki zbrojeniowe? – pytam przez telefon. – To jest oczywiste. – Czy w razie nieprawidłowości ma jakieś możliwości działania? – Oczywiście, zgodnie z regulaminem Sejmu. Zadaję pytania o Bumar. – Coś tam słyszałem – że za dużo części na magazynie było? Nie chce mi się wierzyć, by były jakieś nieprawidłowości w magazynie broni, to podlega kontroli. Tam wychodziło na to, że to jakieś kwestie personalne, zarząd odpowiedział nam, że nie zaszło przestępstwo. – Mówimy o nielegalnym handlu częściami do broni. – Bez przesady. Poza tym to były nadwyżki, a nie braki. I to śrub, podkładek, tam nie było części broni czy armat. – Były. Do T-72 i T-91 – cytuję tekst zawiadomienia o wszczęciu śledztwa. – No ale wie pan, w czołgu też jest mnóstwo śrub i nakrętek. – Te części ginęły. – No to niedobrze. Staramy się zajmować wszystkimi sprawami, ale komisja ma dwuosobowy sekretariat, gdyby wszyscy chcieli zgłaszać nieprawidłowości... Nie da się skontrolować, zresztą od tego są służby, a komisja zajmuje się... no na tyle, ile pozwala czas i możliwości. Ale Jach dobrze wiedział o sprawie co najmniej od 2017 roku. Sam zadzwonił do audytorki i wypytywał o sytuację. Zapewniał, że zajmie się sprawą. Dzwonię do Waldemara Andzela, też posła PiS, członka tych samych komisji sejmowych. – Co z tego, że jestem członkiem komisji? Ja nic nie wiem! – krzyczy, nie daje mi dojść do słowa. – Poza tym pan chyba sobie nie zdaje sprawy, w jakim trybie żyje poseł! Ja muszę ciągle telefony odbierać, zaraz jadę ulotki rozdawać przecież! Ale Andzel również wiedział o sprawie. Przyznaje się do tego w nagranej rozmowie telefonicznej: „Ja się tym nie będę zajmował. No dobrze, obiecałem [że pomogę], ale w komisji dostałem informacje, że mam się tą sprawą nie zajmować. Z MON-u, od przedstawiciela wysokiego”. Zwracam się zatem do MON-u z pytaniem, kto wydał Andzelowi takie polecenie. W odpowiedzi dostaję jedynie informacje, że MON nie nadzoruje bezpośrednio spółki Bumar, a na pytania powinien odpowiedzieć główny akcjonariusz, czyli Polska Grupa Zbrojeniowa. Piszę więc do PGZ, ale mimo próśb o spotkanie prezes Witold Słowik pozostaje nieuchwytny. Dostaję jedynie odpowiedź z działu marketingu: „Zakłady Mechaniczne BUMAR-ŁABĘDY S.A. są zarządzane w sposób zgodny ze standardami organizacyjnymi obowiązującymi w Grupie Kapitałowej PGZ”. i dalej: „Informacje o rzekomych nieprawidłowościach w spółce Zakłady Mechaniczne BUMAR-ŁABĘDY były przedmiotem postępowania prowadzonego przez właściwe organy. W ocenie śledczych nie potwierdzono okoliczności wskazanych przez zawiadamiającego. Śledztwo zostało umorzone”. Ale z Prokuratury Krajowej dostaję odpowiedź, że śledztwo „było przedmiotem analizy w Departamencie do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej i zostało podjęte”. Interes RP Z Adamem Janikiem, byłym prezesem Bumaru, nie udało mi się skontaktować. Dodzwoniłem się do obecnego prezesa Marka Grochowskiego. – Nie ma takiej możliwości, żeby o sprawach wewnętrznych spółki zbrojeniowej rozmawiać przez telefon z każdym, kto się do nas zgłosi. – Dlatego właśnie próbuję się z panem umówić na spotkanie od trzech tygodni. – Mam wszystkie swoje spotkania odwołać, bo pan chce się ze mną spotkać? Członkowie rady nadzorczej spółki również nie chcieli się wypowiadać, zasłaniając się brakiem uprawnień. Do redakcji „Dużego Formatu” trafiło za to pismo z zarządu firmy „w związku z zapowiedzią zamieszczenia publikacji prasowej co do której istnieje graniczące z pewnością prawdopodobieństwo naruszenia dóbr osobistych spółki oraz aktualnych i byłych członków jej organów” i dalej: „wyrażamy zaniepokojenie (...) metodami pracy stosowanymi przez Pana Redaktora Sabelę”. I dalej w mailu: „Jednocześnie wyrażamy chęć zainteresowania Państwa tym, co Spółka zrobiła, jakie ma osiągnięcia, plany. Z przykrością odnotowujemy, że teza, która została nam przedstawiona, jest nieprawdziwa i przedstawia Spółkę w niekorzystnym świetle. Co nie służy interesowi bezpieczeństwa RP”. Zatem czy wszyscy wiedzieli? Jadę do podgliwickich Łabęd, próbuję rozmawiać z pracownikami Bumaru. Mówią, że nic nie wiedzą, niektórzy twierdzą, że audytorki w zasadzie nie znali. Są też tacy, który zaprzeczają, że w ogóle pracują w Bumarze. Na rozmowę zgadzają się nieliczni. Jeden z nich mówi: – Wały są, były i będą na tym zakładzie. Myślę, że Bumar jest już zarżnięty. Ogrom sprawy, który audytorka poruszyła, był zbyt wielki. Miała te wszystkie uprawnienia i szkolenia i chciała to wyjaśnić, ale się przeliczyła. Szkoda mi tej kobiety. Chyba nie miała zaplecza, żeby jej ktoś pomógł. Zabawiała się w Don Kichota i poległa. https://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,24984315,z-magazynow-zakladow-zbrojeniowych-bumar-ginely-czesci-do.html
  4. Jakieś anegdoty przytaxzasz. Wyciągnęli info o błędach przy remontach foteli . Gówno byś wiedział
  5. Haha . Przeciez i jedno i drugie bylo prawda . Zapomniałeś dodac der Onet i wtedy też wszystko robi się jasne
  6. Tymczasem w Grecji tj w Niemcach: First 44 M1117 ASVs of the Hellenic Army arrived in this morning from Kairslautern Army Depot, Germany. Greece has acquired a grand total of 1200 M1117 from the US Army through EDA, 450 vehicles are scheduled to be delivered before the end of the year
  7. jeszcze jedna opinia użytkownika, no i nie będą za friko (czyli rozkonserowania i transport) : "Od siebie dodać mogę tyle że jak kończył się asfalt to stawał się przyczepką dla rosomaka" Obok javelina i himarsa to najgorszy z możliwych zakupów
  8. przeklejka o cougarach : Opinie użytkowników: User 1 Coguar jak i cała odkopana po doświadczeniach Południowo Afrykańskich i Rodezyjskich klasa MRAP powstała na pilne zapotrzebowanie z teatru konfliktu irackiego.Okazalo się że przeciwnik po etapie zakładania IED na poboczach przeszedł do zakopywania ich bezpośrednio pod jezdnia lub w przepustach a na takie zagrożenie żaden płaskodenna pojazd dotychczas użytkowany nie był gotów.Powstała praktycznie ad hoc mała firma korzystając z południowoafrykańskich planów i projektów w ciągu 6 miesięcy stworzyła pojazd który stał się nową jakością na teatrze.Jednak ten pośpiech stał się również przyczyną kłopotów.Wystarczy wspomnieć że jego własności terenowe były testowane na prowizorycznym torze firmy gdzie na parking i okoliczne drogi narzucono belki i kamienie. Odegrał on niebagatelną rolę jednak od początku nie był pojazdem perspektywicznym był jedynie szybka odpowiedzią na zagrożenia i prośby ginących zolnierzy. I miał służyć zdobyciu doświadczeń i zyskania czasu do zaprojektowania nowych pojazdów.Jego odporność na wybuchu zaskarbiła sobie uznanie ale jednocześnie natychmiast pojawiły się wady. Wady czyli masa, wysokość i wysoko położony środek ciężkości, promień skrętu i zdolność do manewrowania w terenie zurbanizowanym. Do legendy przeszła jego wywrotnosć spowodowana wysokim środkiem ciężkości gdzie pojazd poprzez konstrukcje drzwi ich ciężar i umiejscowienie stawał się pułapką I praktycznie tylko ten element stał się przedmiotem większej modernizacji w czasie użytkowania Resztę wad a szczególnie słabe walory trakcyjne w terenie poza irackimi autostradami o prostych odnikach po 200 km zostawiono zdając sobie sprawę że powstają już nastrpcy I to następcy mieli już pakiety modernizacyjne niezależnego zawieszenia lub montowano je od podstaw Kolejna spraw to ciasnota wnętrza. Pojazd przy 17 tonach* mieścił teoretycznie 4 osobowy desant w praktyce podobnie jak u nas z Rosomakami gdzie oporządzenie i wyposażenie zabierało miejsce ograniczano desant do 3 jeszcze lepsza była sytuacja z podziałem na funkcję .Gdy przyjmiemy że w wozie pozostawał gunner i radiotelegonista to z 17 tonowego pojazdu w najlepszym wypadku wychodził Dca pojazdu i 1 zolnierz Wysokość , wiele mówimy o ciężarze ale wysokość to jest szaleństwo i to szczególnie będzie u nas widoczne nawet bez anten i wyposażenia Na teatrze największym zagrożeniem były zwisające linie elektryczne na tej wysokości ale u nas przepusty i przejazdy Ogólnie ślepa uliczka w rozwoju ukierunkowana na konkretne zagrożenia i teatr działań i to powoduje ograniczenia.Na podstawie tych doświadczeń ustalono że pojazdy muszą być lżejsze i uniwersalniejsze Napiszę ci gdzie ja u nas je jedynie widze Zobaczymy czy się sprawdzi Czyli jako nośnik ZWD z uwagi na koniec Honkera ale i gotowe okablowanie i zapas energii oraz podobnie generacyjnie radia na pokładzie.Plus ochrona tego ważnego elementu i to że ZWD jeżdżą i stają Dwa ochrona wojsk czyli bazy ,lotniska czy nawet nasze porty i Redzikowo bo tam jeżdżą po perymetrze i nic ich nie zaskoczy Później jednostki saperskie ale bez patroli saperskich rozminowania bo ci wjeżdżają w różne gówniane miejsca gdzie coś ktoś wykopal I to co pisałem GRP grupy rekonesans owo przygotowawcze w procesie OWSGB Czyli ekipy które sprawdzają trasy ewakuacji z MSD do rejonów alarmowych gdyby się zrsralo Więc co będzie je zwozić nie mówiąc o pojazdach przewroconych Od 2015 jesteśmy użytkownikiem MATV i to w WS i od 6 lat nie mogą się doczekać garaży dla swojego sprzętu który na deszczu i słońcu się degraduje choć piszą wnioski co roku.W tym roku po raz kolejny powiedzieli im że nie ma szans na rozpoczęcie budowy ani w następnym ani w kolejnym roku User 2 Cougarow uzywala glownie navy,w terenie sprawowaly sie podobnie jak wiekszosc mrap-ow-srednio.plusem w porownaniu do maxpro ktorych takze uzywalismy bylo to ze byly troche nizsze i szersze(ale sr ciezkosci dalej wysoko).dzielnosc w terenie taka se-do roskow daleko im.w ghazni glownie jezdzily po hwy1 i okolicy wiec to zaden offroad.mielismy kilka przypadkow najechania na ied i zalogo wychodzily calo(ale zawsze ajdik wywalal pod kolem a nie pod kadlubem na szczescie)nie wiem o jakim wyposazeniu mowa** bo z dodatkowego to byly rolki(tral pchany przed pojazdem)ktore w naszych war raczej nie przydadza sie.duke ?symfonia?to systemy zakłócania ied odpalanych radiowo,bft?(blue force tracker)to taki nasz system zarzadzania polem walki ktory nam jankesi udostepnili wiec za nic nie wiem o jakie dodatkowe wyposazenie mu chodzi.ostatnio z agatami rozmawialem i oni srednia z matv sa zadowoleni:duzy szeroki,sr ciezkosci wysoko,czesto im do rowow sie zsuwaja.te zawieszenje o ktorym pisze to TAK 4 od oshkosha ale my nie mielismy tej wersji ,z reszta nie byl to jakis game changer-to cos dalej poruszalo sie w terenie jak tatra z weglem Cougar to staroc i chca nam go wcisnac bo to tansze niz zezlomowanie tego a serwisowac bedzie trzeba Z reszta od 4 zmiany w afg juz nie jezdzilismy offroadem tylko przewaznie drogami Na 3 wyjezdzales z bazy ,azymut i naprzod Ale pierwsze napotkane wadi potrafili zweryfikowac plany(wtedy uzywalismy hmmve z pncerzem kit4 i roski Mrap to slepa uliczka,wynik potrzeby chwili ktora dosc szybko okazala sie slepa(ciezar gabaryty wysoki sr ciezkosci)nie bez przyczyny jankesi maja trenazery rollover nawet do hmmvw bo nawet to po dopancerzeniu wywalalo sie na grzbiet Stad masz jltv czy hawkei ktore powstaly po wyciagnieciu wnioskow z uzytkowania mrap.ciezko wykminic konu te cougary przydadza sie teraz-moze jako zapychacz do opancerzonego mustanga czy zamiennik pegaza ale to dalej tymczasowe rozwiazanie User 3 Tak, znam.*** Ciężki, nieruchawy. Rosomak dzielnością w terenie i mocą bije go na głowę Stosunek mocy do masy moim zdaniem fatalny, skomplikowany w obsłudze technicznej Dobry do konfliktu asymetrycznego na otwartej przestrzeni z dużym zagrożeniem IED - wyłącznie i płaskim terenie bo nie radził sobie nawet z marnymi pagórkami Nie bez powodu Amerykanie się ich pozbywają - one były na konkretny teatr i sprecyzowanych zagrożeń przy czym i tak zaczęli zastępować go M-ATV To jest dziadostwo do kwadratu - cywilny Ranger i molochowaty Cougar - tyle zostało z Mustanga. Jakiś okropny koszmar
  9. i tak też się Amerykanie śmieją w komentarzach na forach. Jesli po 30 latach po obaleniu komuny kupujemy darowanego konia, to sorry , jak to ma sie do tej narracji o w stawaniu z kolan. Spoglądając na dokonania ostatnich 6 lat to sa one mizerne , nawet tak kosztowny projekt jak WOT , oczko w głowie, osiągnął ledwie 50 % stanów wg planów i to wszystko w atmosferze skandalów i podejrzeń. Zamiast reform czystki, zamiast planowanych zakupów zakupy punktowe i kontrakty podpisywane na kolanach (homar, Wisla), wszystko utajnione , żeby ukryć swoja niekompetencje. Do tego wykorzystywanie armii w celach wyborczych...
  10. Mrapy pierwszej generacji ,ciężkie, małe (załoga 2+4)) pojazdy nie powinno sie ich używać poza drogami utwardzonymi. Przecież mamy M-atv i Amerykanie też ja mają na zbyciu, ale rozumiem, że to byly za friko czyli remont+ transport.
  11. panzer iv j wreszcie coś ciekawszego a nie te ogryzki ;)
  12. Nie można też wykluczyć ,że jelcz stanął do przetargu proforma , że się on odbył i Niemiec mógł dać niższą cene. same produkty jelcza nie cieszą się dobrą sławą , w przeciwieństwie do śp. Starów z Mana. Ogólnie nie wiem czy takie tematy powinny być poruszane na tym forum. Postawiłbym cezurę na roku 1989.
×
×
  • Create New...

Important Information