Skocz do zawartości

Tomasz70

Użytkownik forum
  • Zawartość

    1 410
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    13

Zawartość dodana przez Tomasz70

  1. Myślę, że prawdopodobieństwo bycia zjedzonym przez wilka w okolicach Wrocławia w 1941 r. było znacznie mniejsze, niż ryzyko śmierci, gdzieś na froncie wschodnim w grudniu tegoż samego roku No, ale co tam się faktycznie zadziało, to już nawet pewnie w pamięci autochtonów się całkowicie zatarło... O ile jeszcze jakikolwiek tubylec z dziada pradziada, się tam ostał...
  2. Obstawiam kamień pamiątkowy po stracie najbliższego członka rodziny - może zrozpaczeni rodzice uznani, że ich ukochany Heinz zasługuje na coś więcej, niż tylko papierek "Im Namen des Führers" z załączonym medalikiem "mrożonego mięsa" i uczcili miejsce, w którym uwielbiał kontemplować naturę, gdy dziecięciem był...?
  3. Na pierwszym zdjęciu widoczny jest szeregowy Wojska Polskiego z jednostki szczebla pułku o numerze porządkowym 3. Zdjęcie wykonane między 1936 a 1939. Czapka rogatywka garnizonowa wz.35, kurtka mundurowa, sukienna wz.36. Czarno-białe zdjęcie nie oddaje barw broni, ale w rachubę wchodzi tutaj np. 3. Pułk Piechoty Legionów. Drohobycz i Sambor znajdują się dość blisko Jarosławia, w którym stacjonował 3.P.P.
  4. Oj, nie zawsze te przygody są wspaniałe . Kolega opowiadał, jak z grupą reko odtwarzającą 101 AD, maszerowali parę lat temu w tłumie w jakimś normandzkim miasteczku, przy okazji kolejnej rocznicy D-Day. Jego znajomy w tych pięknych okolicznościach przyrody, stracił swój w pełni oryginalny M1 FS/FB, który ktoś na bezczelna zerwal mu z głowy i dał w długą... bez szans by go dorwać. No, ale to już zupełnie inna historia.
  5. A jeśli rekonstrukcję potraktować jako pewną kategorię sztuki, to może po prostu przestać rwać sobie włosy z głowy i uznać, że nie każdy może i musi być Matejką lub Kossakiem? W sztuce, oprócz tych wybitnych Malczewskich, Witkacych, Dwurników byłi też twórcy ludowi, prości, naiwni, ale jakże często wprawiający gawiedź w zachwyt. I może to właśnie o to chodzi, by przybliżyć tym masowym odbiorcom pewna ideę - tam był obraz malowany pędzlem i farbami, tu kawałek popieprz.nej historii naszego kraju? Tam narodził się Nikifor Krynicki, rozcieńczający farby swoją gruźliczaną śliną, wówczas jeszcze kompletnie niedoceniany, wiec może i tutaj objawi się spektakularny artysta, dla nas jeszcze kompletnie niezauważalny?!! Taki performer historyczny, całą duszą zaprzęgnięty w tworzenie wiekopomnego dzieła, z osobowością Piotra Skrzyneckiego, czy Majora Fydrycha? Ktoś, kto nie dbałby o te duperele i szczegóły, a pakował całą energię w rozemocjowanie tłumu? Czyż nie brakuje nam takiego Józefa Kłyka, który rozpostarł by wachlarz twórczości rekonstruktorskiej pelnej barwnej narracji, oprawionej w światło i dźwięk, z pasją uderzającą, jak fala wybuchowa pocisku wystrzelonego z pancernika Schleswig-Holstein???!!! Przy porywającym wydarzeniu nie miałoby już znaczenia, czy ułan ma na nogach buty kawaleryjskie, czy tylko zwykłe kalosze... Teraz, te wydarzenia rekonstruktorskie są takie miałkie, bez polotu, tam ktoś biegnie, ktoś udaje że strzela, a ktoś udaje, że pada martwy, po trafieniu serią ze Spandaua (chyba, że nie udaje, bo już jest tak naj.bany, że gleba nie jest opcją, a naturalną konsekwencją stanu rzeczy... - takich też widziałem). PS. Kończąc powyższy wywód dodam tylko, że ... żartowałem!
  6. Bez wątpienia tysiące z nich gnije gdzieś tam w błotach ukraińskich stepów i pies z kulawą nogą się nimi nie interesuje. Ja piszę natomiast o tych przypadkach, gdzie jeszcze "paczkowali" Gruz i odsyłali "домой".... A na przykładzie tego cmentarzyka z Ułan Ude widać, że nie są jednostkowe przypadki.
  7. Przy takim tempie i rozmachu, to kto wie, czy ze względu na koszty przestaną ich przysyłać w cynkowych pudłach, a zaczną pakować do papierowych worków i chować gdzieś na zapleczu frontu... W Afganistanie podobno zginęło ich oficjalnie mniej niż 30 tys w ciągu 10 lat. W porównaniu ze stratami z Ukrainy jest wręcz nieprawdopodobne. No i ZSRR pozujący wtedy na kraj dobrobytu i szczęścia mógł sobie pozwolić na eleganckie cynkowe opakowania, z dostawą do domu. Teraz Gruz 200 raczej mocno nadwyręży rosyjski budżet...
  8. Ale dla kogo miałaby to być ładownice powojenne z przegródkami? Wg niektórych źródeł, powojenne są ładownice bez przegródek. Ale ja tam się nie znam...
  9. Standardowo i dominująco występowały ładownice wykonane ze skóry groszkowej. Czarne dla Heeres / Kriegsmarine / Waffen SS i brązowe dla Luftwaffe. Zdarzały się również egzemplarze czarne ze skóry gładkiej, nitowane lub szyte.
  10. Wehrmacht, II wojna światowa.
  11. Przyszłość dzieje się teraz i obecny konflikt w Ukrainie przerósł najśmielsze wyobrażenia twórców science-fiction. Pamiętacie, jak oglądaliście pierwszego "Terminatora", a sceny z cyborgami polującymi na ludzi wydawały się takie nierzeczywiste i odległe? No, to mamy właśnie takie elektroniczne, niehumanoidalne cuda, które na polu walki radzą sobie lepiej, niż te zabójcze maszyny. Taniej, skuteczniej i jak widać, nie da się ich oszukać.
  12. Wstępnie - najprawdopodobniej przyszedł szlak bojowy z 1 Armią Wojska Polskiego, zaliczając wyzwolenie Warszawy i forsowanie Odry. Teoretycznie mógł służyć w jej jednostkach w latach 1944-45. Widzę, że znane są pełne dane osobowe dziadka, więc polecam kontakt z archiwami - tam prawdopodobnie znajduje się więcej informacji. https://wbh.wp.mil.pl/pl/pages/akta-personalne-i-odznaczeniowe-2018-11-16-g9e3/
  13. Wygląda na kurtkę garnizonową szeregowych i podoficerów LWP z lat 60-tych. Model obowiązujący, zanim wprowadzono wersję używaną od lat 70-tych z wykładanymi klapami.
  14. To już pytanie do znawców tego modelu. Modele frontowe miały ciemną oksydę. Nie wiem, czy występowały oficjalnie jakieś wersje "paradne", chromowane.
  15. SWT-40
  16. Kolor skóry jednoznacznie wskazuje na powojenną produkcję. Przedwojenne oficerskie pasy wz.36 miały barwę ciemną, czekoladową. Klamry są mosiężne, żółte, przedwojenne miały barwę jasną (biały metal, co również znajdowało swoje odzwierciedlenie w sygnowaniu B.M.) Ponadto producent W.ZW.S. Warszawa to powojenny zakład.
  17. Jak w starym dowcipie (sorry za transkrypcję, nie chciało mi się już zmieniać na bukwy): Wartownik - "Stoj! Kto idut?! " Przybysz - "Nie strelaj! Swoj!" Wartownik: TRADATADATA!, serią po krzakach... - "Szto...?"
  18. Pewnie polski, przedwojenny Mauser 7.92 x 57, patrząc na przedziałki, DZ i 67, ale zdjęcie faktycznie fatalne.
  19. A w Ukrainie jest sporo "twórców" specjalizujących się w militarnej biżuterii. Na amerykańskim eBay-u były dostępne różnego rodzaju sygnety, często w stylu sztuki okopowej, np. miedziane pierścienie dowódców U-Boot'ów itd. A jakby ktoś chciał, to i u tego samego ukraińskiego sprzedawcy można było dostać też pierścienie scytyjskie, greckie etc. Do wyboru, do koloru. Więc pewnie i felerystyka takim rzemieślnikom nie jest obca...
  20. W linku podobne znaleziska https://myvimu.com/exhibit/54677134-metalowe-luski-kalasznikow-slepa-amunicja
  21. Wystrzelona łuska po ślepaku 7,62x39 mm jest dłuższa niż łuska po ostrej amunicji. Po strzale prostuje się jej końcówka, tworząc taki ząbkowany kołnierz, przedłużając "szyjkę". To by pasowało do opisu twojego znaleziska. Najłatwiej byłoby oczyścić trochę korozji przy końcu szyjki, żeby upewnić się że są, albo nie ma charakterystycznych nacięć.
  22. A to nie będzie przypadkiem łuska po "ślepaku" od Kałacha? LWP dawniej lubiło ćwiczyć w różnych miejscach, więc takie się znajdowało. Nawet w "niepoligonowych" lasach...
  23. Drogo Panie Pawle, z tego zdjęcia można tylko teoretycznie wywnioskować, że to łuska z wetkniętym w nią kawałkiem drewna. Bo, to tak wygląda. Ale, czy to jest drewno i w ogóle, co to za łuska, to już z tego zdjęcia nie wyniesiemy. Przydałby się wymiary oraz dobre zdjęcie denka łuski. PS. Wstępnie można jeszcze teoretyzować przeznaczenie drewienka: - klasyczny, przedwojenny ślepak, - ołówek w oprawce z pustej łuski, - zatyczka dla zawartości znajdującej się w środku (np. kartki papieru z danymi żołnierza, stanowiąc prymitywny tzw. nieśmiertelnik).
  24. Tak, jak zauważa Combo - nie jest to klasyczny mundur wojskowy okolic I wojny światowej. Najprawdopodobniej to członek jakiejś polskiej organizacji paramilitarnej, jakich było wiele na terenie zaboru austriackiego przed 1914 r.
  25. Ad. polskiej wersji tytułu filmu. Oryginał to "Pressure". U nas, dystrybutorzy łopatologicznie upośledzając krajowego odbiorcę, musieli na dzień dobry wytłumaczyć mu, o co w tym filmie chodzi. "Niebo nad Normandią" ma być jak dzwon, obwieszczający wszem i wobec, że to dzieło o D-Day i największej operacji desantowej w historii - Overlord! A przecież ten tytuł "Pressure" nie jest zupełnie przypadkowy. To z niego wyziera presja, jakiej doświadczał Ike przed inwazją. Na nim bowiem, jako na Naczelnym Dowódcy Sił Sojuszniczych spoczywala wyłączna odpowiedzialność za sukces lub porażkę operacji, od której zależały losy wojny w Europie. 5 czerwca 1944, tuż przed decydującym, najdłuższym dniem, napisał i schował do szuflady oświadczenie, w którym, na wypadek niepowodzenia, wskazał, że ponosi wyłączną winę za poniesioną klęskę (poniżej ten dokument). Myślę, że nie byłoby wielkim błędem, gdyby zdecydowano się wyświetlać u nas ten film, jako "Presja". Zakładam, że wątek stresu i psychicznego napięcia Eisenhower'a będzie w nim bowiem wyraźnie zarysowany.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie