Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

fuks_ag

Bez komentarza....

Recommended Posts

I dlatego cały czas swojej ślubnej tłumaczę że po śmierci mam zostać spalony, a nie zakopany.
Tu gdzie teraz są tzw. Ziemie Odzyskane nie wiadomo do kogo będą należeć za 100 - 1000 czy więcej lat.
Nie chcę by moje kości służyły komuś do zabawy.......

Share this post


Link to post
Share on other sites
@traper6, to Ty jeszcze gadasz ze slubna";)))

Ale tak na powaznie? Takie ewenementy" za komuny" to byla norma.
Zero wspolczucia, zero szacunku, zero refleksji...

W początkowej fazie wywieziono piękne meble i witraże, rozbito rzadkiej urody piece kaflowe i kominki, zniszczono niezwykle oryginalne, o fascynującej cyzelerce, drewniane boazerie, drzwi i okna. Zerwano sufity, na których były plafony mające wielką wartość artystyczną. Z kaplicy pałacowej wyrzucono zmumifikowane zwłoki Joanny i Urlicha Schaffgotschów, które przez długi czas poniewierały się po parku i pływały w fosie pałacowej."

Nie musze Ci mowic gdzie to bylo, bo znasz ten teren.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kindżał- K. czy przywołany Jędrzychów nie były-nie są-nie będą niczym niezwykłym niestety...

Niezwykła, co najwyżej, jest niska skala IQ osób, które w tym uczestniczyły i uczestniczą...

Share this post


Link to post
Share on other sites
@Yeti, nie Jędrzychów, lecz Koppitz (w starej terminologii).

Niskie IQ, mawiasz?
Nie IQ lecz rozbestwienie, pijanstwo, kures**o i inne zarazy:

Joanna Schaffgotsch zmarła w 1910 roku, pięć lat później spoczął obok niej mąż. Pochowano ją w mauzoleum koło tamtejszego kościoła parafialnego. W swym testamencie Joanna zapisała spore sumy na rzecz służby pałacowej, sióstr szarytek we Wrocławiu oraz dla zakładów głuchoniemych we Wrocławiu i Raciborzu.

Niestety ta bajkowa wręcz opowieść kończy się prawdziwym horrorem ... po roku 1945 splądrowano sarkofagi. Z opowieści mieszkańców wynika, że wandale nie tylko że powyciągali z pałacowej kaplicy zmumifikowane zwłoki Joanny i Urlicha Schaffgotschów, ale nawet - co brzmi już naprawdę makabrycznie - dla głupiego dowcipu ustawili je przed lokalną knajpą ... przy rowerach. Później przez długi czas miały poniewierać się po parku i pływać w pałacowej fosie. Dopiero po jakimś czasie pochowano je w zwykłym grobie nieopodal rodzinnego grobowca..."

Przed knajpa... i wszystko na temat z jakim bydlem mamy tu do czyniena.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W moim rodzinnym mieście na Mazurach na początku lat `70 codziennie przechodziłem idąc do szkoły koło zrujnowanego cmentarza ewangelickiego.
Miał on też inną nieoficjalną nazwę - Knajpa u Hansa". Menele codziennie tam chlali, a ich ulubionym sportem" było załatwianie potrzeb fizjologicznych w trumnach które znajdowały się w kryptach....
W latach `90 wjechały tam buldożery, usunęły nagrobki, krypty zasypali, następnie posiano trawę i powstał ładny park z.... placem zabaw dla dzieci.....

A tak jako odskocznia od tak przykrych tematów przypomniał mi się dowcip.

Do Polski, do rodziny w odwiedziny przyjechał Rosjanin i trafił na pogrzeb. Był świadkiem jak nad grobem ksiądz wypowiedział słowa:
- Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz.
No i zasypano gościa.
Traf chciał że po powrocie do Rosji, również u siebie trafił na pogrzeb. Chciał wygłosić jakąś mowę pożegn

Share this post


Link to post
Share on other sites
Chciał wygłosić mowę pożegnalną, taką jaką usłyszał w Polsce, jednak mu się pomieszało i mówi:
- Z pizdu priszoł, w pizdu paszoł.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Traper- bujać to my, ale nie nas...
Złapałem Cię, na samym początku wpisu po codziennie [...] idąc do szkoły" :-)

A serio- toż w każdej wsi czy mieście na Ziemiach nibyOdzyskanych takie makabry miały i mają miejsce... Wątków o tym na O. nie brakuje.
Z tym, że niekoniecznie z dodatkami poszukiwacze skarbów"... Zazwyczaj wystarcz władza i tambylcy...

Share this post


Link to post
Share on other sites
zbydlęcenie hołoty, która tego dokonała jest nieprawdopodobne...I takie rzeczy dzieją się w kraju, gdzie każdy zabytek powinien być na wagę złota. Co trzeba mieć ze łbem, żeby wyciągać zwłoki z trumny i je profanować? Czasem naprawdę zaczynam żałować, że te ziemie nam przypadły, u Niemców byłyby to teraz piękne, zadbane obiekty, chyba do tego nie doroślismy jako społeczeństwo...:(

Share this post


Link to post
Share on other sites
No cóż, jak długo będzie się powtarzać że to nie nasze ziemie, tak długo będzie się je traktować jako rofiejne" i nie szanować ich histori i zabytków.

Share this post


Link to post
Share on other sites
ale nawet traktowanie nie swojej ziemi w ten sposób jest porażające, to jakieś azjatyckie barbarzyństwo...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Przejeżdżam koło tych zgliszcz"(bo inaczej tego nazwać nie można) codziennie i aż serce się kraje..

Share this post


Link to post
Share on other sites
a gdzie konserwator i reszta pierdzimąków archeo? niech bulą i remontują? a jak nie to sprzedać komuś prywatnemu i niech się tym zajmie - tylko za dużo nie truć potem dupy prywatnemu właścicielowi i się nie wtrącać co i jak ma remontować

Share this post


Link to post
Share on other sites
A co gorsza, to pewnie część tych pacanów od dewastacji, oburza się strasznie słysząc jak traktowane są nasze groby i cmentarze na wschodzie, w Wilnie czy Lwowie. A u nas to samo...

Niestety, nie ma odważnych, którzy wyegzekwowaliby prawo, czynniki urzędowe bagatelizują problem, a właściciel obiektu absolutnie nie jest tematem zainteresowany."- a własnie, czy aby konserwator zabytków, nie ma obowiązku zareagować na taki proceder. Wydaje mi się, że do jego obowiązków należy podjęcie działań zmierzających do:1.ustalenia właściciela, 2.wyegzekwowanie od właściciela zabezpieczenia budynku, 3.wyciągnięcie konsekwencji jeśli właściciel tego nie uczyni
Jeśli konserwator nie wywiązuje się ze swoich obowiązków to też popełnia przestępstwo.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Widok, jaki w latach 90. zastano za murami ewangelickiego kościoła w Jędrzychowie, mrozi krew w żyłach. Otwarte trumny, zmumifikowane zwłoki czy ciała bez czaszek, które ktoś wyniósł z krypty i powiesił na drzewie - wspominają mieszkańcy tej niewielkiej miejscowości na Dolnym Śląsku. Mimo że 20 lat temu przeprowadzono ekshumację i zorganizowano zbiorowy pogrzeb, to w trawie wokół zabytkowego kościoła nadal można znaleźć ludzkie kości.

O tym miejscu krążyły legendy. Mieszkańcy z okolic Lubina, Polkowic i Głogowa mówili, że kościół w Jędrzychowie jest przerażający. Wiedzieli, że w środku są mumie. Przez setki lat zmarli chowani byli w kryptach. Łaciński napis nad kaplicą grzebalną quiescant in pace" oznacza iech spoczywają w pokoju".

- Jak na ironię ten napis nie pokrywa się ze stanem faktycznym tego miejsca. Ten budynek nigdy nie był właściwie zabezpieczony, nigdy nikt o niego nie zadbał. Podobnie jak o zmarłych spoczywających w otwartych trumnach - twierdzą Łowcy Przygód", którzy próbują ratować zapomniany zabytek.

***

Drewniana ambona rozkradana jest na opał, budynek obecnie popada w ruinę, a konserwator zabytków chce zamurować drzwi i okna, by chronić kościół przed złodziejami.

Średniowieczny zamek, potem ewangelicki zbór

Ewangelicki zbór wybudowano na gruzach piastowskiego zamku. W 1295 roku wzniósł go książę głogowski Henryk III. Został zniszczony podczas wojen husyckich i wojny trzydziestoletniej. W 1744 roku właścicielem średniowiecznych ruin został Chrystian von Busse. W 1750 roku postawił zbór, w jego podziemiach znajdowała się krypta grzebalna. Chowano tam miejscową szlachtę.

Od XVIII wieku aż do wybuchu drugiej wojny światowej w kościele w Jędrzychowie regularnie odbywały się nabożeństwa. Na pierwszym piętrze dawnej kaplicy modlili się wierni, pastor na ambonie wygłaszał kazania. Takiego widoku w ewangelickim zborze nikt już nie pamięta. Ostatnie nabożeństwo odbyło się przed wojną. W latach 70. budynek został wpisany do rejestru zabytków.
Otwarte trumny i zwłoki bez głów

Pani Kamila mieszka w Jędrzychowie od 20 lat. Kilka miesięcy po przeprowadzce wzywała policję. - Ktoś wyniósł zwłoki z kaplicy i powiesił je na drzewie. To było straszne - przypomina sobie.

- Pierwszy raz pojawiłem się tu w latach 90. Przeczytałem w przewodniku po ziemi lubińskiej informację, że pod kościołem w Jędrzychowie znajdują się zmumifikowane ludzkie szczątki. Byłem wtedy początkującym dziennikarzem, więc postanowiłem zbadać temat. Trafiłem w miejsce, gdzie doszło do potwornej profanacji - wspomina z kolei Marcin Drews.

Widok, jaki zapamiętał, był straszny: otwarte trumny, 20 ciał leżących na ziemi przed wejściem do kaplicy grzebalnej. Tylko jedno z nich miało głowę, reszta była oderwana. Korpus dziecka, również bez głowy, ktoś przeniósł do piwnicy pod wieżą dzwonniczą i nadział na drewniany kołek.

- Opisałem wszystko w swoim artykule. Potem władze gminy zorganizowały ekshumację i zbiorowy pogrzeb - dodaje Drews.
Grabarz łamał szczątki na kolanie jak deski"

Zatrudniono grabarza. Ten, według relacji Drewsa, wyciągnął pozostałe szczątki przez małą dziurę w ścianie kaplicy grzebalnej.

- Zamówił 4 trumny dla tych 20 ciał. Widziałem na własne oczy, jak grabarz łamał ludzkie szczątki na kolanie. Jak deski. Kiedy zwróciłem mu uwagę, zignorował mnie. Następnego dnia odbył się pogrzeb. Był ksiądz, pastor ewangelicki i ktoś z władz gminy. Pytałem ich o to, dlatego ten zabytek tak niszczeje, dlaczego w ten sposób potraktowano zmarłych, ale nie uzyskałem odpowiedzi. Nikt nie chciał ze mną rozmawiać - opowiada dziennikarz.

Tydzień po pogrzebie okazało się, że w kaplicy grzebalnej nadal znajdują się kości, kręgosłupy, oderwane od czerepów warkocze. Na kolejne 20 lat zapomniano o zabytku.
Do dziś kości walają się w trawie"

Kilka lat temu Marcin Drews razem z Mateuszem Stanisławczykiem jako Łowcy Przygód" wrócili do Jędrzychowa. - Nie spodziewałem się, że zastanę taką ruinę - mówi Drews. - Byłem przerażony, że kościół, miejsce kultu, może zostać w taki sposób zniszczone, a kości zmarłych do dziś będą walać się w trawie - wtrąca Stanisławczyk.

Dlatego społecznicy w czerwcu napisali oficjalny list otwarty z apelem o pomoc w ratowaniu zabytku. Opisali w nim makabryczną historię oraz brak zainteresowania zabytkiem ze strony właściciela i konserwatora zabytków. Dokument wysłano m.in. do ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego oraz prokuratury. Ta wszczęła postępowanie.

Wątek profanacji zwłok umorzono. - Nastąpiło przedawnienie karalności tego przestępstwa. Proszę pamiętać, że mówimy o wydarzeniach, które miały miejsce ponad 20 lat temu - zaznacza Liliana Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Legnicy. Jednocześnie zaznacza, że ochroną i konserwowaniem zabytków zajmuje się konserwator.
Winna miejscowa ludność"

- Ten budynek nigdy nie był właściwie zabezpieczony, nigdy nikt o niego nie zadbał. Podobnie jak o zmarłych spoczywających w otwartych trumnach - zauważa Marcin Drews.

Z tym stwierdzeniem zgadza się legnicki konserwator zabytków, któremu podlega teren w Jędrzychowie. Jednak winą za taki stan obarcza swojego poprzednika. Ten swój urząd sprawował przez ponad 20 lat. - Winna jest też miejscowa ludność. Ludność chrześcijańska, na oczach której wyciągano z krypt ludzkie szczątki - twierdzi Leszek Dobrzyniecki, od dwóch lat legnicki konserwator zabytków.

Innego zdania jest pani Kamila: - To smutne, że ludzkie kości ktoś tak zbezcześcił. Chyba nikt z nas by nie chciał, żeby wyniesiono jego zwłoki i powieszono na drzewie - wyznaje.
Niech spoczywają w pokoju

Łowcy Przygód domagają się, by zabytek w Jędrzychowie został w końcu należycie zabezpieczony. Jak podkreślają, nie zależy im na ukaraniu właściciela terenu czy konserwatora.

- Chodzi o to, żeby te osoby, które zostały pochowane, mogły w końcu spocząć w pokoju. A póki co, w dalszym ciągu, w trawie dookoła budynku walają się kości - podsumowuje Marcin Drews.

http://www.tvn24.pl/wroclaw,44/profanacja-zwlok-otwarte-trumny-czaszki-w-trawie-historia-kosciola-w-jedrzychowie,503323.html

Share this post


Link to post
Share on other sites
Z organów ślizgawka, ambona na opał. Konserwator: Wiele zabytków niszczeje

Organy zdemontowano i zrobiono z nich ślizgawkę dla dzieci. Potem rozebrano schody, drzwi i drewniane empory. Tak jak ambonę, rozkradziono je na opał. - Ludzie zniszczyli kościół, a natura dodatkowo zrobiła swoje - mówią o XVIII-wiecznym zborze ewangelickim mieszkańcy Jędrzychowa (woj. dolnośląskie). Budynek popada w ruinę, bo właściciel terenu, tak jak konserwator zabytków, przez kilkadziesiąt lat nie interesował się ochroną kościoła.

- Moja pierwsza noc tutaj była straszna, bo ktoś w wiosce powiedział mi, że tu straszy. Nie spałam całą noc. Człowiek się przyzwyczaja, ale widok niszczejącej świątyni nadal odstrasza - opowiada pani Kamila, od 20 lat mieszkanka Jędrzychowa. Jej dom od dawnego zboru dzieli kilkusetletni, gruby mur.

Po drugiej stronie wąskiej drogi swój dom ma pan Jan: - Ja nic nie widziałem. Nie wiem, kto kradnie - zarzeka się, mimo że wejście za mury może obserwować z okna salonu. - Nikt się tym nie interesuje, no to niszczeje. Natura i ludzie robią swoje - przekonuje.

- Przyjeżdżają różni amatorzy, ale miejscowi też kradną. Głównie miejscowi. A młodzież to urządza sobie tu zakrapiane imprezy - dodaje jeszcze pani Kamila.
Ambona na opał, organy do zabawy

Kilkanaście lat po wojnie ktoś zdemontował organy i postawił je pod ścianą. Służyły dzieciom za ślizgawkę. Z drugiego piętra na pierwsze zjeżdżało się po kościelnym instrumencie.

Dziś nie ma już nic, co przypominałoby lata świetności świątyni. Tylko na starych fotografiach widać jak piękny był jeden z nielicznych, ocalałych zborów ewangelickich. Piękny ołtarz, ogromne, bogato zdobione organy. Wzdłuż dwóch pięter były empory, wypełnione deskami z malowidłami.

- Teraz zostały już tylko poręcze - mówi Marcin Drews z Łowców Przygód", który wspólnie z kolegą tropi zapomniane zabytki. Społecznicy od kilku lat wspólnie walczą o remont kościoła w Jędrzychowie.
List rozpaczy w sprawie ratowania zabytku

- Z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, a potem już z dnia na dzień ubywało desek i cegieł. Zaczęto nawet rozkradać ambonę - relacjonuje Mateusz Stanisławczyk, drugi z Łowców Przygód".

Dlatego w czerwcu 2014 roku społecznicy wspólnie napisali oficjalny list z apelem o pomoc w ratowaniu zabytku. Dokument wysłano m.in. do ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego, prokuratury, konserwatora zabytków i niemieckiego konsulatu.

- W zasadzie zostaliśmy zlekceważeni przez wszystkich. Wymijająca odpowiedź przyszła z ministerstwa, bo odesłali nas do konserwatora zabytków. Krótką, lakoniczną odpowiedź dostaliśmy też z konsulatu. Tym kościołem po prostu nikt się nie interesuje - denerwuje się Drews.

Nikt nie przyznaje się do zabytku

Wyburzają XIX-wieczną fabrykę lnu. Protesty konserwatora nie pomagają
Trwa rozbiórka...
czytaj dalej »
W 2012 roku portal zabytkidolnegoslaska.com.pl pisał: Właścicielem tego obiektu jest parafia w Szklarach Górnych - odsyła nas proboszcz z Jędrzychowa, ks. Daniel Wójcik. Dlaczego? Tego nie wie nawet ks. Marian Gorący, proboszcz parafii św. Piotra i Pawła w Szklarach. - Obiekt znajduje się na terenie parafii w Jędrzychowie. Nie wiem, dlaczego należy do Szklar - mówi."

Problem z ustaleniem, do kogo należy teren dawnego zboru miał też przedstawiciel Stowarzyszenia Miłośników Zamku Heiznenburg, który chciał kupić zabytek. Według relacji mieszkańców Jacob Kuhn pojawił się w Jędrzychowie w 2005 roku. Tułał się między urzędem, a parafią. Nikt nie potrafił wskazać, kto jest prawowitym właścicielem obiektu. Mieszkańcy twierdzą, że proboszcz chciał sprzedać teren, ale nie pozwoliła mu kuria. Kuria z kolei twierdzi, że to inwestor się wycofał. Nie wiadomo jak było naprawdę. Jacob Kuhn chciał zrobić w świątyni centrum kultury europejskiej".

Po latach ten sam problem z ustaleniem właściciela miała legnicka prokuratura. Po otrzymaniu listu od Łowców Przygód", postanowiła wszcząć postępowanie w sprawie kościoła w Jędrzychowie.
Prokuratura: zabytek niewłaściwie chroniony

Według ustaleń prokuratury właścicielem terenu oficjalnie jest parafia w Szklarach Górnych. Ale faktyczną opiekę nad zabytkiem" miał sprawować proboszcz z parafii w Jędrzychowie.

- To, co najważniejsze jest jednak to to, że ustaliliśmy, iż zabytek nie jest właściwie zabezpieczony i chroniony - zaznacza prokurator Liliana Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Wątek niewłaściwej ochrony zabytku został wyodrębniony do osobnego postępowania, będzie badany przez policję. Wątek zniszczenia zabytkowej ambony został umorzony ze względu na niewykrycie sprawców.
Winni: konserwator, właściciel, mieszkańcy"

Z pytaniem o ochronę kościoła w Jędrzychowie zwróciliśmy się do legnickiego konserwatora zabytków. Ten rozkłada ręce i winą za niewłaściwy dozór obarcza swojego poprzednika, który urząd sprawował przez ponad 20 lat. Leszek Dobrzyniecki stanowisko piastuje od dwóch lat i przez ten czas zarządził dwie kontrole zboru.

- Rzeczywiście mój poprzednik mógł zgłosić sprawę do organów ścigania. Ale wiele zabytków niszczeje. Co ja mam pani powiedzieć? Że konserwator jest winny, że właściciel jest winny? Wszyscy po trosze są winni. Konserwator zabytków jest bezradny, bo ma ograniczone możliwości wpływu na właściciela terenu. A z tego co wiem, to poprzedni proboszcz nie reagował na nasze wezwania i w efekcie budynek nie był nigdy prawidłowo zabezpieczony - wyjaśnia Dobrzyniecki.

Parafie z terenu Jędrzychowa i Szklar podlegają kurii legnickiej. Ta również umywa ręce od odpowiedzialności za ewangelicki zbór. - Nie da się ukryć, że zabytek jest w złym stanie technicznym. Ale trudno teraz orzekać o winie, ponieważ dotychczasowy gospodarz tego terenu zmarł kilka miesięcy temu - ucina ks. Waldemar Wesołowski, rzecznik legnickiej kurii.
Zamurują drzwi i okna

Nowy proboszcz parafii w Jędrzychowie, tak jak nowy konserwator zabytków, obiecują, że w końcu zajmą się ochroną zabytku. W międzyczasie spróbują znaleźć pomysł na zagospodarowanie budynku".

- Pierwszym etapem będzie zamurowanie drzwi i okien. Może nie będzie to wyglądało uroczo, ale jest to niezbędne - zapewnia konserwator.

W ten sposób zbór ma być zabezpieczony przed złodziejami. Kolejnym krokiem ma być opracowanie dokumentacji technicznej remontu budynku. Właściciel ma także zobowiązać się do naprawy dachu i wycięcia drzew wokół terenu. Szacowany koszt prac to 200 tys. zł. - To bardzo duże pieniądze dla parafii - wtrąca ks. Stanisław Wesołowski.
Dziedzictwo całej kultury europejskiej"

Łowcy Przygód" alarmują, że niedługo nie będą już mieli o co walczyć:

- Przez kilkadziesiąt lat sprawa ochrony kościoła w Jędrzychowie była zamiatana pod dywan. Do dziś jest to temat tabu. Ale nie chodzi o to, żeby ukarać właściciela, tylko żebyśmy wszyscy wspólnie pomyśleli i zadziałali dla dobra tego zabytku. Dla dobra dziedzictwa nie tylko narodowego, ale całej kultury europejskiej - podsumowuje Marcin Drews.

http://www.tvn24.pl/wroclaw,44/kosciol-w-jedrzychowie-jest-rozkradany-na-opal-zabytek-niszczeje-od-kilkudziesieciu-lat,501987.html

Share this post


Link to post
Share on other sites



×
×
  • Create New...

Important Information