Jump to content

Musiałem się ewakuować


pokemon

Recommended Posts

Powiem wam, że wczoraj musiałem się ewakuować. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie powód tej ewakuacji...a mianowicie dwa głupie lisy które szły w moim kierunku nie reagując dosłownie na nic, ani na głos piszczały, ani na machanie piszczałą, saperką i rękami, ani na warczenie którym chciałem ich odstraszyć. Dopiero kiedy bryły ziemi poszły w ruch przyniosło to jakiś efekt (zieloni bedą na mnie wściekli :-)). Nie wiem, ale podejrzewając że spróbują mnie znowu podejść poprostu odpuściłem nie znając ich zamiarów. No pierwszy raz w życiu z takim czymś się spotkałem. Co o tym myślicie?
Link to post
Share on other sites
Wścieklizna...?? Ja jak spotykałem jakąkolwiek zwierzynę w lesie to zaraz na mój widok uciekała!Na pewno pomogą leśnicy z forum ja na razie kwalifikacji nie mam, ale już niedługo zacznie się ich nabywanie.Pozdrawiam Michał
Link to post
Share on other sites
No właśnie tak mnie to tknęło, że wolałem nie ryzykować. Zasuwały cichutko bruzdką z położonymi kitami jeden za drugim. Albo były młode i głupie i pierwszy raz widziały człowieka, albo chciały mnie zjeść, albo rzeczywiście coś weterynarsko z nimi było nie tak. Trochę mi głupio było że dałem odwrót jak brania się zaczęły, ale te bestie mogły miec niecne zamiary...no sam nie wiem. Pozostaje jeszcze pytanie o mozliwośc powrotu w ten rejon, no bo co jak mnie teraz podejda niezauważenie? Miałem to szczęście, że akurat się obróciłem w tym kierunku oglądając wyciągnięty guzik :-(
Link to post
Share on other sites
No wiesz co!żeby tak dwa spokojnie idące lisy atakować, bryłami ziemi rzucać,machać saperką i rękami-WARCZEĆ(o zgrozo)-no nie wiem kto tu na wściekliznę chory.:)))pozd.
Link to post
Share on other sites
Naturalnym u dzikich zwierząt odruchem jest ucieczka na widok człowieka(a u niektórych ludzi na widok zielonego munduru).Jeśli coś zakłóca takie zachowanie,to zwykle jest to choroba(wścieklizna) lub,co zdarza się coraz częściej,przyzwyczajenie się do obecności człowieka.W Trójmieście np. swego czasu normą były dziki spacerujące po osiedlach a nawet wśród samochodów na głównych ciągach komunikacji.Ale jeśli chodzi o lisy to reakcja jak najbardziej słuszna.Też bym nie ryzykował.Na wykopki noszę ze sobą pistolet startowy.Przydaje się do odstraszania wałęsających się psów.
Link to post
Share on other sites
Dzięki Catadero. A może jakaś dobra dusza napisałaby coś o zwyczajach lisów, coś a'la zając- kołuje i wraca w to samo miejsce... Nie ukrywam, że jeszcze tam chciałem zaatakować, ale widzę, że trzeba przedsiębrać środki ostrożności :-)
Echhhhh ciężkie życie odkrywcy :-0
Pozdro :-)
Link to post
Share on other sites
acer chyba dostanie uwagę do dzienniczka za nieobecność! :-)
przydałoby się krótkie przeszkolenie jak się zachowywać podczas spotkania z wściekłym stworzeniem , a tak przy okazji poproszę o informacje co robić w spotkaniu z dzikiem lub dzikami co tak strasznie chrąchają w lesie :-)
Link to post
Share on other sites
aaaaaaaaaaahahaha wiedziałem że ktoś zarzuci Brzechwę :-) ,

słyszałem jakieś stłumione stukanie o drzewo w lesie i dziwne chrąchnięcie ale dzik się nie pojawił , rozglądałem się po drzewach i szukałem odpowiedniego tak na wszelki wypadek ale ta opcja odpada bo brzuch by mi przeszkadzał we wspinaczce :-)
Link to post
Share on other sites
Jeżeli napotkasz dzikie zwierzę należy się spokojnie, powoli oddalić.
Nie wolno podchodzić do zwierzaka jak jest spokojny, osowiały, nie czmycha(o zobacz, nie ucieka! Zrobię sobię fotkę". Taki spokój" może być obiawem ścieklizny.
Co robić jak zwierz atakuje i nie ma w pobliżu dzrzew- powinien wypowiedzieć się Nasz leśniczy:)
Pozdro.
Link to post
Share on other sites
kiś cukerek rzucić lub kanapkę oddać,ale tak się teraz zastanawiam-ze zwierzem by się chciał człowiek dogadać a jak zobaczy zielonego to jakby najdzikszą bestię zobaczył- czmycha ;]
Link to post
Share on other sites
Wywołany jestem :)

Ktoś z Kolegów napisał, że naturalnym odruchem jest ucieczka zwierzyny na widok człowieka. No niby tak powinno być - ale nie zawsze tak jest :)

Jakieś trzy tygodnie temu zadzwonił do mnie w środku dnia kolega leśniczy, mocno podniecony - zszedł się z dwoma wilkami w środku lasu - na odległość 20-30 metrów. Wręcz znieruchomiał - w pewnym momencie wilki jakby w końcu go dostrzegły, nie wiadomo - prysnęły. Niesłychane - jechał samochodem, wyszedł z szoferki, miał rozmowę z telefonu komórkowego - człowiek by usłyszał z daleka a co dopiero wilki - no mimo tego naszły na niego. Nie wiadomo dlaczego - że wilki szły z wiatrem i nie wyczuły ?

Lis - też różnie bywa - w prawdzie zrzuca się mnóstwo szczepionek przeciw wściekliźnie, ale populacja jego bardzo dynamicznie się rozwija tym samym. Wścieklizny jako choroby nie wyeliminuje się nigdy. Owszem wścieklizna powoduje iż zwierzyna nie zachowuje się naturalnie - ale w praktyce póki się jej nie strzeli, to nigdy nie będzie pewności. Z przyczyn oczywistych i profilaktycznych zaleca się oczywiście unikanie kontaktu z podejrzanie" zachowującą się zwierzyną, świeżymi zwłokami - o tym już pisałem i prosiłem o zgłaszanie przypadków znalezionym zwłok martwej zwierzyny.

Dziki - z tymi też jest problem podwójny - raz że mają bardzo duży przyrost naturalny, dwa że łatwo się oswajają, są przecież kuzynami świni domowej, zwierzęcia które udomowiono bardzo dawno. Ale i trzy - tak jak lisy popadają na wściekliznę, tak dziki trapi włośnica o czym teraz głośno w mediach.
Udomowiony i oswojony dzik to lepiej niż wierny pies - wiem o czym mówię, bo sam widziałem to na własne oczy, sam takiego dzika głaskałem.
Dziki nie są głupie, raz je ktoś podkarmił koło miasta i fama się wśród populacji rozniosła. Myślicie że zwierzyna jest bezmyślna, głupia i kieruje się tylko popędem - nigdy w życiu ! Dziki zwiedziały się o łatwości zdobycia pokarmu to i tym bardziej do miasta. Zdolności adaptacyjne Sus Scrofa są w istocie zdumiewające.

Na końcu przypowiastka - autentyczna bo z doświadczeń rodzinnych.

Na podwórko pewnej leśniczówki na początku lat 70, wlazł....ŁOŚ. Niesłychane a jednak. Ojciec Leśniczy z Dziadkem emerytowanym Leśniczym wrócili z lasu przed wieczorem i jakiż osobliwy widok stanął im przed oczami.
Zaskoczenie było niesamowite - Nawet dla dziada, weterana leśnictwa i dwóch wojen. Łoś niczym nie wzruszony poskubał zielska z podwórka, popatrzył, nic sobie z dwóch ludzi nie zrobił, popatrzył, poszedł na łąkę do pasących się w oddali krów......

Nigdy do końca nie wiadomo czy zwierzyna jest zdrowa czy chora - natomiast radzę unikać bezpośredniego kontaktu, o ile nie jest się myśliwym, poluje się, oprawia się ubitą zwierzynę.
Działanie w tym sensie akurat, żeby spłoszyć dziwnie zachowującą się zwierzynę, gdzie istnieje podejrzenie wścieklizny - było tu w tym przypadku rozsądne.
Link to post
Share on other sites
Post scriptum

Nie radzę natknąć się na dziczą rodzinę w okresie krótkiego chowu młodych - czyli Lochę z pasiakami.
Poziom agresji obawiającej się Lochy może być naprawdę nieprzewidywalny.

Lis - mają swoje stałe rewiry. Kompleks nor z kilkoma wyjściami. Ścieżki lisów są niezbadane. Przyjmuje się że jedna lisia rodzina może spokojnie opanować obszar ponad 1000 ha.


Wiem, że bywa to fascynujące, ale najlepiej zostawić lisy i dziki w spokoju. W ostateczności próbować spłoszyć lub nogi za pas i na najbliższe drzewo.
Link to post
Share on other sites
> Nie radzę natknąć się na dziczą rodzinę w
> okresie krótkiego chowu młodych - czyli Lochę z pasiakami.

Wieki temu w okolicach nadmorskich plaż gdzieś koło Koszalina natknąłem się na taką rodzinkę. Wyskoczyła na drogę, stwierdziła, że człek ze mnie pozytywnie do zwierząt usposobiony, po czym dała znak młodym aby te leśny dukt czym prędzej przekroczyły. Przeskoczyli rodzinnie, ja samotnie polazłem dalej. :)
Link to post
Share on other sites
No i wątek się pięknie rozwinął..., a moja reakcja była jednak prawidłowa. Dzięki acer! :-)

Skoro jesteśmy przy temacie zwierząt to zapodam jeszcze dwie historyjki: pierwsza bardzo stara- łoś przyleciał po polu do zaprzężonej do pługa klaczy (dziadek zbaraniał co tu robić he,he). Druga świerzutka, której byłem świadkiem: kotka ma 4 kociaki i tak sobie towarzystwo spaderuje po chodniczku przylegającym do posesji właścicielki. Szła dziewczyna z pieskiem. Jak kotka wystartowała do pieska, dziewczyna wzięła pieska na ręce aby go ratować. Kotka nie odpuszczała i wściekle atakowała. Skończyło sie na podrapanych gołych ramionach i plecach. Niech to będzie przestrogą dla wszystkich. Ze zwierzakami nigdy nic nie wiadomo :-)
Link to post
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.



×
×
  • Create New...

Important Information