Jump to content

DaSk1

Forum members
  • Posts

    32
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by DaSk1

  1. Raczej Prusy lub Austro-Węgry.
  2. Rezerwowa Brygada Artylerii Pieszej nr 29
  3. C-17 nad Afganistanem Potem można dalej klikać. https://www.flightradar24.com/MOOSE90/28f6f95f
  4. Analiza Witolda Repetowicza również pochodząca z defenece24.pl Zaznaczenie w tekście Autor. https://www.defence24.pl/islamski-emirat-afganistanu-i-co-dalej-analiza Wkroczenie talibów do Kabulu oznacza upadek Islamskiego Państwa Afganistanu i narodziny na jego gruzach nowego bytu państwowego: Islamskiego Emiratu Afganistanu. Nie jest to wyłącznie zmiana nazwy i to nawet mimo, że talibowie nie dokonują dekompozycji instytucjonalnej upadłego państwa, lecz starają się przejmować jego struktury. Talibowie nie zaczną swoich rządów od terroru, ale wiele ich deklaracji budzi wątpliwości. Jeszcze zanim talibowie zaczęli przejmować kontrolę nad Kabulem ich rzecznik Suhail Szahin zapowiedział, że nie będzie żadnego odwetu, osoby pracujące dla obalonego państwa nie muszą obawiać się niczego, a nowe władze będą inkluzyjne. Zaapelował też o to by wszyscy Afgańczycy pozostali w kraju oraz zapewnił, że kobiety będą mogły dalej pracować, uczyć się i studiować, obowiązkowy będzie tylko hidżab (a nie burka) i będą mogły swobodnie się poruszać. Taka wizja nowego państwa afgańskiego radykalnie odbiega od praktyki zastosowanej przez talibów w czasie ich poprzednich rządów. Dlatego też do tych deklaracji należy podchodzić sceptycznie, nawet jeśli póki co potwierdza je w dużym stopniu (choć nie całkowicie) praktyka na zajętych przez talibów terenach. Zapowiedź inkluzyjności władz Islamskiego Emiratu Afganistanu to element przyjętej przez talibów taktyki, a nie jakiejś zasadniczej zmiany ideologicznej czy otwartości. Warto przy tym pamiętać, że talibowie podpisując z USA porozumienie w Dosze w lutym 2020 r. zobowiązali się do wewnątrzafgańskiego dialogu. Negocjacje z rządem Aszrafa Ghaniego były jednak tylko pozorowane, gdyż talibowie nigdy nie mieli zamiaru dzielić się władzą, a sam Ghani był jedną z najmniej akceptowalnych dla nich postaci po drugiej stronie. Dlatego talibowie pod różnymi pretekstami opóźniali rozpoczęcie negocjacji, a gdy one się już zaczęły to były bezowocne. Na czele delegacji rządowej stał przy tym Abdullah Abdullah czyli główny rywal polityczny Ghaniego. Wywodzący się ze środowiska dawnego Sojuszu Północnego i przed 2001 r. blisko związany z Ahmedem Szachem Masudem Abdullah kandydował trzykrotnie na prezydenta: w 2009, 2014 i 2019 r. a wielomiesięczne spory o fałszowanie wyników wyborów doprowadziły w 2014 i 2019 r. do kompromisu i stworzenia dla Abdullaha specjalnego stanowiska szefa egzekutywy, a następnie Rady Pojednania Narodowego. Po rezygnacji i ucieczce Ghaniego z Afganistanu Abdullah wraz z b. prezydentem Hamidem Karzajem oraz lawirującym w przeszłości między talibami i Al Kaidą a władzami w Kabulu b. premierem z lat 90-tych Gulbuddinem Hekmatyarem stworzył tzw. Radę Koordynacyjną jako przejściowy organ władzy centralnej, którego zadaniem jest negocjowanie z talibami utworzenia nowych władz. Takie rozwiązanie, po pierwsze, stwarza pozory ciągłości władzy i delegitymizuje ewentualny alternatywny ośrodek, który mógłby rościć sobie pretensje do tej ciągłości, a po drugie stwarza dla talibów możliwość zachowania pozorów wypełnienia zobowiązania zawartego w porozumieniu z Dohy. Ponadto włączenie Abdullaha, Hekmatyara i Karzaja do władz Islamskiego Emiratu Afganistanu uwiarygodni zapewnienia talibów o inkluzyjności. Różnica między podstawami wcześniejszych negocjacji i obecnych jest jednak fundamentalna. Nie chodzi bowiem teraz o włączenie talibów w system oparty na wyborach ale włączenie polityków spoza środowiska talibów do systemu Emiratu, w którym talibowie będą sprawować kontrolę i z którego będą mogli (i zapewne po jakimś czasie to zrobią) wyeliminować tych, których teraz do niego włączają (gdy już nie będą oni im potrzebni). Nie jest to nowy mechanizm i był zastosowany na szeroką skalę w krajach bloku sowieckiego w pierwszych latach powojennych, a także częściowo w Iranie po 1979 r. Do ciągłości władzy Islamskiego Państwa Afganistanu pretensje rościć będzie sobie zapewne również alternatywny ośrodek władzy z wiceprezydentem Amrullahem Salehem na czele (lub z samym Ghanim-jeśli odwoła on swoją rezygnację). Taktyka talibów, polegająca na dogadaniu się z częścią przywódców upadłego państwa (poza wspomnianym wyżej triumwiratem również m.in. Ismael Chan) i eliminacji (ale nie poprzez egzekucję ale skłonienie do wyjazdu) pozostałych (Ghani, Dostum, Atta Nur) obliczona byłą na zabezpieczenie się przed powstaniem takiego alternatywnego ośrodka, który rościłby sobie pretensje do ciągłości władzy. Talibowie nie chcą w ten sposób dopuścić do powtórki z tego co się stało w 1996 r., gdy przez 5 lat niemal cały świat uznawał emigracyjny rząd Burnahuddina Rabbaniego utrzymujący dzięki oddziałom Ahmeda Szacha Masuda kontrolę nad niewielką częścią Afganistanu. Fakt, że Amrullah Saleh nie opuścił kraju tak jak Ghani ale wycofał się do Pandższiru, gdzie wraz z synem Ahmeda Szacha Masuda zapowiedział dalszą walkę, komplikuje plany talibów, choć wiele zależy od tego jak zachowają się inne państwa (kwestia uznania). Warto przy tym pamiętać, ze talibowie wciąż nie kontrolują też części tzw. Hazaradżatu, czyli terenów zamieszkanych przez szyickich Hazarów, których w okresie swoich poprzednich rządów prześladowali. Czytaj też: Talibowie kontrolują Afganistan. "NATO nie wróci, by walczyć" To, czy będzie tam stawiany opór czy nie w dużej mierze zależy od tego jak ukształtują się relacje talibów z Iranem. Otwartą jest też kwestią to czy przedstawicielstwa dyplomatyczne Afganistanu na świecie (w tym ambasada w Polsce) niejako automatycznie uznają się za reprezentację Islamskiego Emiratu Afganistanu po przekazaniu władzy talibom przez Radę Koordynacyjną czy też będą dalej reprezentować dotychczasowe państwo afgańskie uznając Saleha lub Ghaniego za jego głowę. W tym drugim wypadku uznanie Emiratu nie nastąpi automatycznie, lecz wymagać będzie wypowiedzenia uznania przez inne państwa dla Islamskiego Państwa Afganistanu. Póki co bardziej prawdopodobny wydaje się ten drugi wariant, gdyż szef afgańskiej dyplomacji Mohammad Hanif Atmar poinformował na twitterze, że opuścił Kabul i udał się w „bezpieczne miejsce”, a to oznacza, że Emirat nie przejmie kontroli nad kadrami MSZ. Inną kwestią związaną z ciągłością władzy jest przejęcie 10 mld usd afgańskich rezerw walutowych. Już kilka dni temu pojawiły się głosy wzywające do nie dopuszczenia do przejęcia tych środków przez talibów, niemniej jeśli uznana zostanie ciągłość władzy to podstaw do przejęcia tych środków nie będzie. Dotychczas wiadomo, że dotychczasowy gubernator banku centralnego również uciekł zagranicę. Czytaj też: Trzy polskie samoloty ewakuują Afganistan. 100 osób na liście Choć pojawiały się doniesienia o egzekucjach wziętych do niewoli żołnierzy rządowych oraz osób związanych z dotychczasowymi władzami (dementowane przez rzecznika talibów), to brak jest dowodów na to, że takie zdarzenia miały charakter systemowy, a nie tylko incydentalny. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji w Kabulu, gdzie nie doszło do żadnych masakr czy samosądów. Zgodnie ze swoją deklaracją talibowie zaczęli przejmować kontrolę nad stolicą bez walk dopiero gdy Ghani opuścił Afganistan. Uzasadnili to koniecznością zadbanie o bezpieczeństwo publiczne. Zakazali przy tym grabieży, porachunków czy też wchodzenia do czyichś domów. Wszystko przy tym wskazuje na to, że póki co zasady te są przestrzegane. Talibowie przejęli też kontrolę nad państwową telewizją ale jednocześnie wznowiły nadawanie inne kanały takie jak TOLO News i nadal programy są tam prowadzone również przez kobiety. To, że talibowie to w tej chwili tolerują, a także to, że ogłosili amnestię i nie dokonują odwetu (przynajmniej na większą skalę) nie oznacza jednak, że będzie to stan permanentny. Dokręcanie śruby i stopniowe rozprawianie się z osobami uznawanymi za wrogów może nastąpić po kilku miesiącach, a nawet kilku latach, gdy talibowie umocnią się w strukturach państwa i zapewnią sprawne funkcjonowanie jego instytucji. Nie bez znaczenia jest też kwestia pomocy zagranicznej obiecanej w porozumieniu z Dohy. Najmniej wiarygodne są deklaracje talibów dotyczące pozycji kobiet w Islamskim Emiracie Afganistanu. Nie ma bowiem podstaw by uznać, iż doszło do jakiejś zasadniczej zmiany ideologicznej tego ruchu. Warto więc przypomnieć, że w okresie poprzednich rządów talibów kobiety mogły pracować wyłącznie jako położne oraz w bardzo ograniczonym zakresie jako nauczycielki w szkołach dla dziewczynek (edukacja dziewczynek również była bardzo ograniczona). Ponadto już pojawiły się doniesienia o odsyłaniu kobiet z pracy np. w banku w Heracie oraz komunikowaniu im, że nie będą mogły kontynuować studiów. Warto przy tym zaznaczyć, że choć upadek talibów w 2001 r. otworzył wielu kobietom drogę do edukacji i zawodowej kariery to jednak w dużej mierze dotyczyło to elit, a nie mas. Odsetek kobiet wśród studentów osiągnął 34 proc. - znacznie mniej niż w sąsiednim Iranie. Ponadto percepcja pozycji kobiety wśród znacznej części afgańskiego społeczeństwa, zwłaszcza niższych jego warstw, pozostała konserwatywna. Czytaj też: Biden przyznaje. Ewakuacja "nieprawidłowa" Również kwestia gwarancji innych podstawowych swobód, fundamentalnych dla demokratycznego państwa, budziła wątpliwości w Islamskim Państwie Afganistanu. Dotyczy to w szczególności wolności wyznania. Za odejście od islamu groziła kara śmierci i choć nie doszło nigdy do egzekucji z tego powodu to stało się tak tylko dlatego, że oskarżonych o apostazję wywożono za granicę. Warto dodać, że odsetek sunnitów w Afganistanie według rożnych ocen waha się od 80 do 90 %. Główną mniejszością religijną są szyici i kwestią otwartą jest to jaką politykę wobec nich przyjmą talibowie. Warto pamiętać, że w okresie poprzednich rządów talibów szyici byli prześladowani i mordowani, niemniej ideologia Al Kaidy, którą podzielają talibowie, jest odmienna od tej, którą kierowało się Państwo Islamskie uznające szyitów za apostatów i wrogów islamu, których należy mordować. Inne mniejszości religijne, w tym chrześcijanie, stanowią znikomy odsetek ale ich sytuacja (i tak ciężka) prawdopodobnie będzie ulegać stopniowemu pogorszeniu. W początkowym okresie talibowie będą też raczej unikać publicznego wymierzania kar ale w tym wypadku również nie ma podstaw by sądzić, że od tego trwale odstąpią, zwłaszcza, że zasady takie obowiązują również w wielu innych państwach muzułmańskich, w tym utrzymujących bliskie relacje z USA i innymi państwami Zachodu. O ile talibowie składają różne obietnice, które mają uspokoić nastroje zarówno wewnątrz Afganistanu jak i niepokoje społeczności międzynarodowej, o tyle nigdy w swych deklaracjach nie używali słowa demokracja. Nie ulega zatem wątpliwości, że wybory zostaną wyeliminowane z nowego systemu ustrojowego, który niewiele się będzie różnił od tego, który obowiązywał w latach 1996-2001. Głową państwa będzie więc Najwyższy Przywódca Hibatullah Achundzada, który będzie sprawował najwyższą władzę. Do rządu natomiast zapewne wpuszczone zostaną również osoby spoza środowiska talibów, niemniej zachowają oni pełną kontrolę. Aktualne miejsce pobytu Achundzady nie jest przy tym znane, niemniej prawdopodobnie przebywa on w Pakistanie. Jako członków ścisłego kierownictwa talibów, którzy obejmą zapewne kluczowe stanowiska, wymienia się również Abdul Ghaniego Baradara, który odgrywał kluczową rolę w negocjacjach międzynarodowych w tym z USA oraz kształtowaniu polityki talibów, Mohammada Jakuba (syn Mułły Omara), Siradżuddina Hakkaniego (syn twórcy organizacji Hakkani), Szera Mohammada Abbasa Stanekzai i Abdula Hakima Hakkaniego. Całe kierownictwo talibów przebywa przy tym wciąż poza Afganistanem (w Katarze i Pakistanie), a negocjacje z Radą Koordynacyjną prowadzi Amir Chan Muttaki. Talibowie już ogłosili koniec trwającej 43-lata afgańskiej wojny domowej, niemniej wydaje się to być przedwczesne. Nie chodzi przy tym wyłącznie o opozycję gromadzącą się w Dolinie Pandższiru czy też doniesienia o tworzeniu oddziałów szyickich w Hazaradżacie. Talibowie podtrzymują bowiem swoją deklarację odcięcia się od terroryzmu, a to może spowodować konflikt z bardziej radykalnymi frakcjami. Chodzi w szczególności o Islamską Partię Wschodniego Turkiestanu, której aktywność będzie zagrażać relacjom Emiratu z Chinami, czy też Islamski Ruchu Uzbekistanu, zagrażający Uzbekistanowi (a przez to pośrednio również Rosji), a także frakcje, które mogą nie akceptować tolerancji wobec szyickich Hazarów (co będzie wpływać na relacje z Iranem). Ponadto Pakistan i Chiny będą z kolei zainteresowane wsparciem Afganistanu dla terrorystycznej aktywności wymierzonej w Indie. Tendencje odśrodkowe może też wywołać ewentualny powrót talibów do polityki zwalczania handlu narkotykami, gdyż jest to źródło intratnych dochodów wielu watażków. Tymczasem warto pamiętać, że mułła Omar uznał to za haram (zakazane). Póki co pojawiają się doniesienia, że talibowie dokonują egzekucji w przejętych więzieniach osób związanych z Państwem Islamskim. To akurat nie może dziwić, gdyż organizacja ta została ulokowana w Afganistanie w bardzo podejrzanych okolicznościach, sugerujących operację mającą osłabić wpływy talibów. Niemniej ewentualny rozpad talibów i konflikt między nimi oraz ich dotychczasowymi sojusznikami może spowodować powrót do gry również innych warlordów np. Ismaela Chana w Heracie czy też powrót Dostuma i Nura do Mazari Szarif. Wiele wskazuje na to, że talibowie mają tego świadomość i będą postępować bardzo ostrożnie by do tego nie dopuścić i szybko dokonać konsolidacji swojej władzy.
  5. Przed ostatecznym opanowaniem Afganistanu przez Talibów, po wycofaniu wojsk amerykańskich, lotnicy afgańscy zaczęli uciekać za granicę. Według dostępnych danych, setki afgańskich żołnierzy uciekły do Uzbekistanu. Część z nich w 22 samolotach i 24 śmigłowcach, które wystartowały w weekend 14-15 sierpnia 2021. W nocy 15 sierpnia do Uzbekistanu odleciały m.in. 3 samoloty Embraer A29B Super Tucano. Ich piloci poprosili o pozwolenie na lądowanie na lotnisku Khanabad w Karshi. Na spotkanie afgańskich samolotów wystartowały 2 uzbeckie myśliwce MiG-29. Po przechwyceniu ich piloci nakazali Afgańczykom wylądować w Termezie. Według resortu obrony Uzbekistanu jeden z afgańskich Super Tucano został zestrzelony wkrótce po przekroczeniu granicy. Samolot spadł w dystrykcie Sherabad w regionie Surkhandarya. Członkom jego załogi udało się katapultować i bezpiecznie wylądować. Jeden z lotników został ranny, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Według innych źródeł, w czasie nocnego przechwycenia mogło dojść do zderzenia uzbeckiego MiG-29 z afgańskim Super Tucano. O ile jednak pojawiły się zdjęcia rozbitego A29B, o tyle nic nie wiadomo o ewentualnym uszkodzonym MiG-29. Przeczytaj więcej na: https://www.altair.com.pl/news/view?news_id=34396 Oraz https://afghanistan.liveuamap.com/en/2021/16-august-afghan-embraer-and-uzbek-mig29-collided-on-august https://afghanistan.liveuamap.com/en/2021/16-august-afghan-air-force-plane-was-shot-down-by-uzbekistans
  6. Tak jak w temacie. Poza tym na załączonej stronie można zobaczyć też inne konflikty. https://afghanistan.liveuamap.com/en/2021/12-august-video-via-protb-outlet-showing-the-moment-when
  7. Leninskij Komsomoł popłynie do Kronsztadu Słynny K-3 – nieoficjalnie, z racji licznych awarii i przecieków radioaktywnych – zwany we flocie sowieckiej Hiroszimą, to jednostka projektu 627 (kryptonim Kit) Leninskij Komsomoł trzymana w rezerwie do końca istnienia ZSRS. Ostatecznie została spisana z listy okrętów Floty Północnej dopiero w 1991. W 2005 jednostkę przeznaczono do rozbiórki w zakładzie remontów okrętów atomowych Floty Północnej Rosji – Nerpa (filia znanego kombinatu Zwiezdoczka). Jednak na wniosek rosyjskich stoczniowców rozpoczęła się bitwa o ocalenie K-3 i jego przekształcenie w okręt-muzeum. Po 5 latach zmagań z biurokracją różnych szczebli dowództwo WMF ostatecznie postanowiło, że Leninskij Komsomoł zostanie zachowany i zakonserwowany w zbiorach muzealnych w Kronsztadzie. Trzeba było jeszcze opracować projekt dezaktywacji napędu okrętu i zaplanować jego transport z Dalekiej Północy ze składowiska atomowego złomu w Snieżnogorsku w Obwodzie Murmańskim nad Newę. Zadania tego podjęło się okrętowe biuro Małachit, gdzie w latach 1950. stworzono klony konstrukcji K-3. Leninskij Komsomoł w najbliższych dniach ma być przeniesiony na pokład okrętu-doku projektu 22570 Swijaga, który stosowany jest przy remontach i transporcie wielkich okrętów atomowych w bazie w Siewieromorsku. 31 lipca 2021 Swijaga wyszedł z Siewieromorska, kierując się na Snieżnogorsk. Jego podróż trwała 4 doby. Po załadunku K-3 zacznie się zaplanowana na dwa tygodnie podróż śródlądowymi drogami wodnymi Rosji, m.in. poprzez słynny, zbudowany rękami tysięcy łagierników, Kanał Biełomorsko-Bałtycki, do Kronsztadu. K-3 Leninskij Komsomoł jest efektem wyścigu zbrojeń atomowych między USA i ZSRS w latach zimnej wojny. Był trzecim okrętem o napędzie nuklearnym na świecie i pierwszym sowieckim. Kiedy Amerykanom, dzięki inicjatywie admirała Hymana Rickovera, udało się zbudować pierwszy okręt podwodny z siłownią jądrową – USS Nautilus w 1954, i drugi – Sea Wolf w 1955, Rosjanie poznali dzięki danym wywiadu szczegóły rozwiązań amerykańskiego jądrowego silnika morskiego i prowadzili pod Moskwą prace nad jego własnym modelem od 1953. W odróżnieniu od Amerykanów, Moskwa postawiła od razu na opływowy, przypominający wielką rybę kształt kadłuba pierwszego atomowca – K-3, pozwalający na osiągnięcie optymalnego opływu hydrodynamicznego pod wodą (stało się to kanonem wszystkich nowoczesnych jednostek podwodnych po dzień dzisiejszy!). A z dwóch wariantów – reaktora chłodzonego ciekłym metalem i chłodzonego wodą – wybrano ten drugi. Na początku K-3 uzbrojony miał być w ogromną torpedę z głowicą termonuklearną – pomysłu słynnego noblisty, prof. Andrieja Zacharowa – do ataku na porty USA. Z tego jednak zrezygnowano. Piętą achillesową K-3 był brak pomocniczego napędu dieslowskiego. Stępkę pod K-3 położono 24 września 1955 w Siewierodwińsku, w tajnym wówczas zakładzie nr 402 (dziś to stocznia Siewmasz). W sierpniu 1955 na pierwszego dowódcę wyznaczono kapitana 1 rangi L.G. Osipienkę. Wodowanie nastąpiło 24 sierpnia 1957, a we wrześniu uruchomiono po raz pierwszy reaktory K-3. 12 marca 1959 okręt znalazł się w składzie 206. specjalnej brygady OP w Siewierodwińsku. W lipcu 1962 K-3 przepłynął pod pokrywą lodową do Bieguna Północnego. Służba na K-3 była trudna, okręt trapiły liczne awarie, a poziom radiacji na pokładzie był wysoki. Od lutego 1963 do października 1965 w trakcie remontu wymieniono cały przedział reaktorów wraz z paliwem nuklearnym. 8 sierpnia 1967 podczas patrolu na Morzu Norweskim doszło do pożaru i wybuchu torped. Zagrożone były torpedy z głowicami atomowymi, a w heroicznej akcji ratowania K-3 zginęło 39 marynarzy... Przeczytaj więcej na: http://www.altair.com.pl/news/view?news_id=34322
  8. A-10 lądują na autostradzie Wczoraj, 5 sierpnia 2021, na wyłączonym na 5 h z ruchu, długim na ok. 5 km czteropasowym odcinku autostrady M-32 w stanie Michigan, oznaczonym doraźnie jako Thunder LZ (strefa lądowania Piorun) przeprowadzono lądowania samolotów uderzeniowych A-10C Thunderbolt II. Operacje wykonało dwóch pilotów A-10 z miejscowego 127. Skrzydła z bazy Selfridge, dwóch pilotów z 355. Skrzydła US Air Force z bazy Davis Monthan i sześciu pilotów samolotów transportowych C-146A Wolfhound z Air Force Special Operations Command (Dowództwa Sił Specjalnych Wojsk Lotniczych) z bazy Hurlburt Field. Proces planowania ćwiczenia, w którym udział wzięły 4 A-10 i para C-146, trwał ok. roku. – Ćwiczenie dało pilotom możliwość wykonania lądowania w środowisku, do którego nie są przyzwyczajeni. To także pierwsze w historii ćwiczenie, podczas którego nowoczesny samolot bojowy wylądował na autostradzie na terenie Stanów Zjednoczonych Ameryki. Nasi przeciwnicy mają zaawansowane systemy uzbrojenia i zaawansowaną technologię, których mogą użyć przeciwko nam, więc musimy być w stanie skutecznie działać w sytuacjach kryzysowych, zdobywają biegłość w takich operacjach – stwierdził dowódca misji ppłk Brian Wyrzykowski. Po lądowaniach przećwiczono także odnawianie zdolności bojowej (uzupełniania paliwa i uzbrojenia) w wysuniętej bazie, przy pomocy niewielkiego zespołu personelu obsługowego, a po jego zakończeniu – startu do kolejnej misji, w ramach szkolenia w zastosowaniu koncepcji Agile Combat Employment (ACE), która zakłada zwinne działanie (z różnych lokalizacji) w celu elastycznego działania lotnictwa wojskowego przeciwko środkom bojowym przeciwnika mogącym uniemożliwić lub utrudnić dostęp do teatru działań. Ćwiczenie było jednym z elementów dorocznych manewrów Gwardii Narodowej stanu Michigan pk. Northern Strike, w którym udział bierze ok. 5100 gwardzistów z kilku stanów. Jego celem jest przygotowanie sił zbrojnych USA do potencjalnego konfliktu z przeciwnikiem dysponującym równorzędnymi siłami, takim jak FR lub ChRL. Northern Strike mają zakończyć się 14 sierpnia br. Przeczytaj więcej na: http://www.altair.com.pl/news/view?news_id=34312
  9. A może sklej/zlutuj ten pręt. Weź rurkę metalową/mosiężną o troszkę większej średnicy i nasuń na oba końce pręta w miejscu pęknięcia. Widać będzie, że naprawiane, co wg. mnie nie zmniejsz oryginalności artefaktu.
  10. Za defence 24.pl https://www.defence24.pl/kolizja-i-pozar-pojazdow-przewozacych-czolgi-t-72 Na autostradzie A6 w rejonie Szczecina doszło do kolizji dwóch zestawów niskopodwoziowych przewożących czołgi T-72 z 34 Brygady Kawalerii Pancernej w Żaganiu. Kierujący nimi żołnierze zostali po badaniach wypisani ze szpitala, mają ogólne stłuczenia i zadrapania, poza tym nic im się nie stało. Spłonął jeden zestaw oraz naczepa drugiego, czołgi są uszkodzone. W informacji podanej przez PAP rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej powiedział, że dwie ciężarówki przewożące czołgi zderzyły się na autostradzie A6 w sobotę ok. godz. 11:50, w rejonie węzła Podjuchy, na jezdni w kierunku Kołbaskowo. Doszło do pożaru. "Pojazdy były bez amunicji. Wybuchy, które było słychać, to był efekt pękających opon samochodów ciężarowych" – podał rzecznik prasowy KM PSP w Szczecinie. Dodał, że pożar został ugaszony o godz. 12:20. W akcji gaśniczej brało udział pięć zastępów PSP i jedna jednostka ochotnicza. W rozmowie z Defence24.pl kpt. Piotr Płuciennik, rzecznik prasowy 10 Brygady Logistycznej przedstawił szczegóły zdarzenia. Wzięły w nim udział dwa zestawy niskopodwoziowe z czterech, poruszających się w kolumnie eskortowanej przez regulację ruchu. Przed kolumną doszło do spowolnienia ruchu, prawdopodobnie w wyniku kolizji. Trzeci zestaw z kolumny nie zdołał wyhamować i najechał na drugi, po czym doszło do pożaru. W wyniku pożaru spłonął trzeci zestaw (ciągnik + naczepa) oraz naczepa drugiego zestawu – kierowca drugiego ciągnika zorientował się w sytuacji i zdołał odjechać. Pozostałe dwa pojazdy nie uczestniczyły w kolizji. Kierowcy drugiego i trzeciego zestawu zostali po badaniach wypisani ze szpitala. Mają ogólne potłuczenia i zadrapania, poza tym nic im się nie stało. Obecnie wszyscy uczestnicy zdarzenia są do dyspozycji prokuratury. Mjr Artur Pinkowski, rzecznik prasowy 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej potwierdził, że na naczepach przewożone były czołgi T-72 należące do 34 Brygady Kawalerii Pancernej w Żaganiu. Oba pojazdy uległy uszkodzeniom.
  11. Spłonął zapewne jeden ciągnik siodłowy i uszkodzeniu pewnie uległ jeden z czołgów. Fotki pod linkiem. https://wszczecinie.pl/aktualnosci,pozar_na_a6_pod_szczecinem_plona_czolgi,id-38103.html
  12. 9 lipca 2021 w Salisbury w hrabstwie Witlshire w Anglii ma zostać uroczyście odsłonięty pomnik poświęcony wszystkim zaangażowanym w utajnioną, rozrzuconą po wielu miejscach w Anglii, masową produkcję legendarnych myśliwców Supermarine Spitfire, powszechnie kojarzonych ze zwycięstwem w Bitwie o Anglię oraz ostatecznym pokonaniem Niemiec hitlerowskich w powietrzu w II wojnie światowej. Tego samego dnia w 11 miejscowościach na terenie W. Brytanii, do których w ogromnej tajemnicy – po zbombardowaniu przez Luftwaffe głównej linii produkcyjnej Spitfire’ów w Southampton (druga połowa września 1940) – przerzucono produkcję tych myśliwców w kluczowym momencie wojny, wmurowane zostaną honorowe tablice. To wszystko ma uczcić tysiące bezimiennych producentów legendarnych samolotów, którzy – prócz pilotów – przyczynili się do zwycięstwa. W Salisbury odsłonięta zostanie naturalnej wielkości makieta Spitfire, przedstawiająca myśliwiec w niskim przelocie. Stanie przy Castle Road, aby mogła przypominać każdemu przejeżdżającemu kierowcy, iż tuż obok na terenie Salisbury Rugby Club w kluczowym dla przetrwania W. Brytanii okresie, w zupełnej tajemnicy, głównie młode kobiety i starsi mężczyźni, montowali gotowe do walki Spitfire. W sumie w okolicach Salisbury – w Trownbridge i Reading, zbudowano ponad 2500 myśliwców. Podobnie było w innych miejscowościach, które zostaną upamiętnione i uhonorowane 9 lipca 2021. Po zniszczeniu głównego zakładu wytwarzającego Spitfire, przygotowany uprzednio sekretny plan rozproszenia produkcji uratował ciągłość dostaw tych cennych dla jednostek królewskich wojsk lotniczych (RAF), myśliwców, ale także później dla polskich dywizjonów walczących w Anglii. W sumie zbudowano 20 341 Spitfire’ów różnych wersji i wariantów, więcej niż wszystkich brytyjskich samolotów razem wziętych do wybuchu wojny. Oto lista miejsc, w których w tajemnicy produkowano Spitfire – zostaną tam wmurowane pamiątkowe tablice: - Anna Valley Motors Garage, dziś dom starców – McCarthy and Stone, - Wilts and Dorset Bus Garage, - Wilts and Dorset Bus Depot, obecnie Salisbury Reds, - Wessex Motors Garage, obecnie Old George Mall Car Park, - Factory No. 1, obecnie Car Park, Salisbury RFC, Castle Road, - Factory No. 2, obecnie Janspeed, Castle Road, - Watt & Vincent, obecnie A.J. Waters Garage, Devizes Road, - Highpost Hotel, obecnie The Stones Hotel, Highpost, Old Sarum, - lotnisko Chattis Hill, - Aeroklub Wiltshire – Flying Club, obecnie Chemring, Highpost, - obszar finalnego montażu – Highpost Business Park Monument – Secret Spitfire Memorial powstał w efekcie działań społecznych, popartych przez władze i RAF. Społeczny komitet – The Secret Spitfire Charity zebrał od 2019 ponad 100 tys. funtów. Budowa pomnikowej repliki Spitfire’a pochłonęła 18 tygodni (spółka GB Replicas) i wszystko wskazywało na to, że w lipcu 2020 w okresie początku obchodów 80-rocznicy Bitwy o Anglię uda się odsłonić monument. Pandemiczne restrykcje przesunęły wszystko o rok. Ideę monumentu sekretnych producentów Spitfire zapoczątkował Chris Whalley, były prezes Salisbury Rugby Club, a wsparli go dawny inżynier nadzorujący produkcję myśliwców – Norman Parker (zbliża się do 100 lat życia!) oraz najstarsza stopniem oficer RAF – Susan Gray (w randze Air Marshal – generała). Przeczytaj więcej na: https://www.altair.com.pl/news/view?news_id=33834
  13. Prawdopodobnie to leci tak 214 samodzielny Pułk Żandarmerii Grupa bojowa Maas 89, 368 bataliony szkole, 234 batalion zapasowy, 350, 810 bataliony ochronne, 606 batalion transportowy oddział Volkssturmu. Zbiorcze oddziały pododdziałów specjalnych i pododdziały tyłowe 4 i 9 armii. Grupa bojowa 17 Dywizji Piechoty Grupa bojowa 25 Dywizji Pancernej ... 4 Armii Pancernej (jak piechota) Oficerska szkoła żandarmerii Pułk ochronny L... Grupy bojowe 6, 45 Dywizji Piechoty 200 Dywizja Artylerii Odwodu Naczelnego Dowództwa Bataliony VS Grupa bojowa Gansjen Rjugier i inne Zbiorczy oddział grupy bojowej gen. Mullera (pozostałości 10, 20 Dywizji Zmotoryzowanych/Zmechanizowanych; 16, 17 Dywizji Pancernych)
  14. Są dwie możliwości. Pierwsza. Jest to betonowa osłona od FLAK-zuga (znaczy pociągu). We wnętrzu tej betonki montowano małokalibrowe działka plot lub KMy na podstawie plot. https://forum.axishistory.com/viewtopic.php?f=70&t=166792 Druga. Pozostałości po Einmannschutzbunkrze. Stawiano takie jedno dwu lub kilkuosobowe obiekty na terenie fabryk, terenach kolejowych itp. Napisz proszę gdzie to znalazłeś, no chyba że jest to Geheim;)
  15. Za Defence24.pl https://www.defence24.pl/ostatni-rejs-okretow-podwodnych-kobben Ostatni rejs okrętów podwodnych Kobben Dwa ostatnie polskie Kobbeny: ORP „Bielik” i ORP „Sokół” zostały odholowane z Portu Wojennego Oksywie do Gdańskiej Stoczni Remontowej im. j. Piłsudskiego S.A. w Gdańsku, gdzie nastąpi wyokrętowanie baterii akumulatorów. Po tym procesie obie te jednostki pozostaną oficjalnie jednostkami Marynarki Wojennej, ale już nie okrętami podwodnymi. Proces faktycznej dezaktywacji dwóch ostatnich, polskich okrętów podwodnych typu Kobben rozpoczął się 2 marca 2021 roku, gdy obie te jednostki zostały przeholowane przez pchacze „Nosorożec G-01” i „Nosorożec G-02” z Gdyni do Gdańska. To właśnie bowiem w gdańskiej Stoczni Remontowej im. j. Piłsudskiego S.A. odbędzie się operacja wydobycia z ORP „Bielik” i ORP „Sokół” baterii akumulatorów (BA) typu SUNLIGHT 2X38ST10A (po 138 podwójnych ogniw) w ramach umowy podpisanej z Komendą Portu Wojennego Gdynia o wartości 999 990 zł. W przetargu uczestniczyły jeszcze trzy inne podmioty, z których jeden nie był brany pod uwagę z powodu odrzucenia oferty (Balt Yard Sp. z o.o.), a dwa inne zaproponowały wyższą cenę za wykonanie prac (PGZ Stocznia Wojenna Sp. z o.o. z Gdyni i NET MARINE – Marine Power Service Spółka z o. o. ze Szczecina). Operacja przeprowadzona w gdańskiej Stoczni Remontowej będzie procesem nieodwracalnym, ponieważ razem z akumulatorami zdemontowany zostanie systemu monitoringu i chłodzenia BA, połączenia poszczególnych ogniw, halonowy system gaśniczy (z demontażem butli i neutralizacją halonu), odcinków systemów wodnych za zaworami dublującymi zawory burtowe (z zainstalowaniem zaślepek) oraz zaokrętowana zostanie odpowiednia ilość balastu stałego do jam bateryjnych nr 1-3. Efektem tych działań będzie więc całkowite i bezpowrotne wyłączenie obu okrętów z gotowości do działań bojowych (faktycznie nie będą one już okrętami podwodnymi) i może się zakończyć tylko opuszczeniem bandery, co nastąpi najprawdopodobniej w połowie 2021 roku. Wynika to z harmonogramu prac stoczniowych, który zakłada zakończenie prac na obu okrętach (realizowanych najpierw na ORP „Sęp”, a później na ORP „Bielik”) do 7 maja 2021 r. Później oba okręty będą już tylko obciążeniem dla Marynarki Wojennej RP, która na pewno będzie się chciała ich jak najszybciej pozbyć. Wycofane Kobbeny zostaną następnie najprawdopodobniej przekazane do Agencji Mienia Wojskowego, która już je podobno wyceniła na około 750 tysięcy złotych za sztukę. Można je oczywiście zezłomować, ale o wiele bardziej rozsądnym rozwiązaniem wydaje się zagospodarowanie tych jednostek jako atrakcja turystyczna, wystawiając je w różnych miastach nadmorskich. Decyzję o zagospodarowaniu w ten sposób wcześniej wycofanego okrętu podwodnego typu Kobben ORP „Sokół” podjęła już Gdynia. Na przyjęcie tego rodzaju jednostek pływających przygotowane są również Szczecin i Kołobrzeg. Po wycofaniu wszystkich Kobbenów w Marynarce Wojennej RP pozostał już tylko jeden okręt podwodny - ORP „Orzeł” (projektu 877). Jest to jednostka wyprodukowana jeszcze w Związku Radzieckim i jak najszybciej powinna być zastąpiona nowymi okrętami podwodnymi. Problem polega na tym, że program „Orka”, który miał wprowadzić następców „Orła” został zawieszony, a szwedzkie rozwiązanie pomostowe okazało się być za drogie. Sposób rozwiązania tej sytuacji jest jak na razie nieznany.
  16. W odpowiedzi na słodkie słowa i zapewnienie dewelopera trochę bardziej rzetelny artykuł z Gazety Wyborczej Poznań z dnia 12.02.2021. Wnioski proszę wyciągnąć samodzielnie. "Realizacja projektu to zniszczenie fortu". Społecznicy i osiedlowi radni przeciwko zabudowie Fortu VIIa. To nie jest sprawa lokalna, to sprawa całego Poznania. Jeśli dojdzie do realizacji tej inwestycji,będzie to precedens, który może spowodować lawinę kolejnych takich przypadków - podkreśla prof. Elżbieta Raszeja z Katedry Architektury i Urbanistyki UAP. Rada osiedla Ławica zaprosiła mieszkańców i społeczników do dyskusji na temat przyszłości Fortu VIIa i jego roli w mieście. Spotkanie odbyło się na platformie zoom. Towarzyszyły mu spore emocje, nie tylko dlatego, że przerywały je ataki hakerskie, wskutek których na ekranach monitorów pojawił się m.in. film pornograficzny... W spotkaniu brało udział ok. 60 osób. Wśród nich był Jacek Maleszka, zastępca dyrektora Biura Miejskiego Konserwatora Zabytków, architekt Przemysław Wojciechowski z Fundacji Ochrony Zabytków Wielkopolski i Towarzystwa Ochrony Zabytków oraz członek SARP, Robert Kalak,przedstawiciel Stowarzyszenia Prawo do Przyrody i Koalicji ZaZieleń– Poznań, dr Agnieszka Wilkaniec z Katedry Terenów Zieleni i Architektury Krajobrazu Uniwersytetu Przyrodniczego, Michał Andrzejak z"Porozumienia dla Twierdzy Poznań”, a także radni z Ławicy, Grunwaldu i Junikowa. Przedstawiciele Constructy Plus, choć to ta firma jest inwestorem i ma pomysł na fort VIIa, zaproszenia nie przyjęli. Tłumaczyli, że nie mogą brać udział w spotkaniu, w którym uczestniczy Robert Kalak, "bo jest on stroną w toczącym się postępowaniu w sprawie decyzji środowiskowej dla (tego) przedsięwzięcia". Chodzi o pomysł na przebudowę i zabudowę Fortu VIIa, położonego między ulicami Marcelińską, Wałbrzyską i Strzegomską na Grunwaldzie. To jeden z 18 fortów wchodzących w skład Twierdzy Poznań o powierzchni 9,5 ha.Został wybudowany w ostatnich latach XIX stulecia, a rozbudowany przed II wojną światową.Constructa Plus kupiła go od wojska kilkanaście lat temu.Tanio, bo to zabytek, na dodatek uchwalony już plan zagospodarowania przestrzennego uniemożliwia wykorzystanie go pod budownictwo. Fort to również obszar Natura2000, czyli teren szczególnie chroniony. Deweloper chce obiekt wyremontować i rozbudować, a potem utworzyć w nim centrum społeczno-kulturalne dla Marcelina. Swoje siedziby ma tu mieć 13 podmiotów ekonomii społecznej. W planie jest również restauracja i kawiarnia. Jak zapowiada Constructa, wszystko będzie otwarte dla mieszkańców. Spółka planuje również postawić na forcie 12 budynków mieszkalnych pięcio- i sześciopiętrowych z podziemnymi parkingami. W tym celu zamierza sięgnąć po tzw. lex deweloper, czyli przepisy, które pozwalają na zabudowę mieszkaniową niezgodną z planem miejscowym, pod warunkiem że zgodzi się na to rada miasta. Firma promuje więc swój projekt i szuka dla niego wsparcia. Spotkanie pokazało jednak, że osiedlowi radni i lokalni społecznicy są tej inwestycji przeciwni, nie mówiąc już o ekologicznych aktywistach i wielbicielach fortyfikacji. Argumentów mają wiele. Ekolodzy przypominali,że inwestycja wiąże się z wycinką ponad 1500 drzew, nie licząc tych,które deweloper może wyciąć bez żadnej zgody.- W sumie nie wiadomo więc, ile łącznie drzew pójdzie pod topór -podkreślali. Podczas spotkania ujawnili też plany kolejnych wycinek w obrębie fortu, na które Constructa dostała już pozwolenia od Miejskiego Konserwatora Zabytków. Tym razem dotyczą one około 170 drzew. Z tych zgód tłumaczył się Jacek Maleszka: -Inwestor chciał większych wycinek, właściwie wyraziliśmy zgodę tylko na posusz i drzewa martwe. A zgody na wycięcie pozostałych odmówiliśmy lub wydaliśmy zgodę, pod warunkiem że będzie pozwolenie na budowę. Aneta Mikołajczyk z Koalicji ZaZieleń-Poznań przypomniała, że skoro fort jest objęty obszarem Natura 2000, to oznacza, że miejsce jest szczególnie wartościowe. Agnieszka Wilkaniec podkreślała, że zadrzewione stoki fortu mają nie tylko wartość przyrodniczą, ale również kulturową, więc rosnącym tam drzewom należy się ochrona. Uczestnicy dyskusji stawiali pod znakiem zapytania deklaracje Constructy, która zapewnia,że bardzo chce udostępnić teren fortu mieszkańcom. - Przy dobrej woli nie byłoby przeszkód, żeby niskim kosztem otworzyć ten teren - zauważył Robert Kalak. Przekonywał też,że miasto powinno chronić fort tak, jak robi toKraków. Tamtejszy fort tzw. Lunetę Warszawską deweloper również chce zabudować, ale od lat nie ma na to zgody ani mieszkańców, ani miasta,ani konserwatora zabytków, choć teren jest objęty planem zagospodarowania, który dopuszcza zabudowę mieszkaniową. Pomysły dewelopera, zwłaszcza dotyczące wycinki drzew, ostro skrytykowała też Lidia Dudziak z rady miasta (PiS): - Niepokoi mnie stanowisko konserwatora w tej sprawie - mówiła.I obiecała osiedlowym radnym wsparcie: -Musicie walczyć o ten teren, chronić go dla następnych pokoleń. Trzymam za was kciuki -deklarowała. W obronie zabytku Atak na plany dewelopera przypuścili też wielbiciele fortyfikacji i działacze zaangażowani w ochronę zabytków. - Fort chroni ustawa o ochronie zabytków, która zobowiązuje konserwatora, miasto i właściciela do dbania o ten obiekt. Jeśli MKZ pisze, że "pozytywnie opiniuje" plany dewelopera, to znaczy, że odstępuje od ochrony, czyli albo nie ma wiedzy,albo celowo łamie prawo. A na to są już paragrafy- mówił Przemysław Wojciechowski. Dodał też, że konserwator niesłusznie posługuje się pojęciem"otulina fortu", określając miejsce potencjalnych inwestycji dewelopera. - Nie ma czegoś takiego na forcie jak otulina. Te domy deweloper chce postawić na stoku bojowym fortu. Jacek Maleszka przyznał, że "był pewien błąd dotyczący tego pojęcia" i teraz już MKZ się nim nie posługuje. W spotkaniu uczestniczył też prof. Jerzy Stiller z wydziału architektury Politechniki Śląskiej i prezes poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji. On również nie owijał w bawełnę: -Jeżeli ten projekt zostanie zrealizowany, to będzie to równoznaczne ze zniszczeniem fortu. Tak to trzeba nazwać - grzmiał. - W fortach nie chodzi tylko o stare mury. Tu najważniejsze i najcenniejsze są struktury ziemne. Słowo"rewitalizacja" w tym kontekście to nieporozumienie. Osiedlowi radni Jerzy Wróblewski z Grunwaldu i Maciej Bittner z Ławicy usiłowali wydobyć z dyr. Maleszki stanowisko MKZ w sprawie inwestycji Constructy.Konserwator nie był jednak skłonny składać jakiejkolwiek deklaracji: -Dotychczas nie wydaliśmy żadnej decyzji, dopiero został złożony wniosek, który analizujemy... Inwestor musi jeszcze uzupełnić i wyjaśnić wiele wątków -tłumaczył. Ostatecznie jednak na pytanie o stanowisko MKZ nie odpowiedział: - Co do oceny tego projektu, wolałbym się nie wypowiadać -przyznał w końcu. Maleszka powołał się też na autorytet szefa Instytutu Architektury, Urbanistyki i Ochrony Dziedzictwa Narodowego prof. Piotra Marciniaka,który jest autorem koncepcji zagospodarowania fortu. Tu jednak trafił To osoba, która zarobi na tym projekcie najpewniej kilkaset tysięcy złotych. W przeciwieństwie do nas wszystkich - zauważył Maciej Bittner. A Przemysław Wojciechowski dodał: - Za ten projekt panem Marciniakiem powinien się zająć sąd koleżeński, bo to co zrobił, to łamanie zasad etyki zawodowej. Fort społeczny Dyskusję wzbudziły też deklaracje dewelopera na temat dostępności fortu dla mieszkańców. - W przyszłości przejmie ten teren wspólnota mieszkaniowa i postawi bramę - przewidywał Maciej Andrzejak. - W tzw. forcie społecznym rękodzieła będą przez trzy, może pięć lat, tak długo, jak wymaga tego umowa w sprawie unijnej dotacji. A potem się okaże, że jednak projekt nie spina się finansowo. Wątek wykorzystania fortu przez podmioty ekonomii społecznej pociągnął Dawid Brodziak,osiedlowy radny z Ławicy. Mówił, że czuje się szantażowany emocjonalnie, bo mieszkańcy przeciwni zabudowie fortu uważani są za wrogów osób potrzebujących wsparcia. - Zastanawiam się też, czemu ściągać tu Barkę (fundacja ma być partnerem Constructy w tym projekcie) z drugiego końca Poznania. Przecież my też na Grunwaldzie mamy swoje stowarzyszenia -spuentował. Społecznicy i mieszkańcy obawiają się też szerszych konsekwencji zgody władz miasta na zabudowę fortu: - To nie jest sprawa lokalna, ale całego Poznania. Jeśli dojdzie do realizacji tej inwestycji, będzie to precedens, który może spowodować lawinę kolejnych takich przypadków - podkreśla prof. Elżbieta Raszeja z Katedry Architektury i Urbanistyki UAP. Jedna debata już była Nie tak dawno debatę na temat planowanej na Forcie VIIa inwestycji zorganizowała sama Constructa. Były głównie wystąpienia właścicieli Constructy, pracujących dla niej osób i przedstawicieli stowarzyszeń, które mają mieć w odnowionymi i rozbudowanym forcie swoje siedziby. Na pytania czasu było mało, na dodatek można je było zadawać tylko na czacie.Moderator wybierał, na które z nich ma odpowiadać inwestor. Nie było dociskania, ani"ad vocem". Reszta zadających pytania miała dostać odpowiedzi później."
  17. Sprostowanie. Dom Żołnierza wysadzili Rosjanie a nie SS.
  18. Tablica o 75 przeciwlotniczej na feste Illingen w Thionville.
  19. Jak w temacie. Spółka Biggin Hill Heritage Hangar, zajmująca się odbudową myśliwców Spitfire, organizująca ich pokazy, loty pasażerskie w samolocie dwumiejscowym i wynajmująca samoloty do produkcji filmowych – poddaje kompletnej rekonstrukcji bojowego weterana Bitwy o Anglię – Spitfire Mk I zn. P9372. Samolot powstać ma niczym legendarny Feniks z popiołów, czyli z części znalezionych na miejscu jego katastrofy i zostać doprowadzony do stanu lotnego. P9372 (numer konstrukcyjny 6S/30563) w barwach 92. dywizjonu RAF z literami kodowymi QJ, po walce z Messerschmittami Bf 109 E,9 września 1040, został zestrzelony przez jeden z niemieckich myśliwców w pobliżu East Guildeford, nieopodal miasta Rye nad wybrzeżem, na południowy wschód od Londynu. Po latach odnaleziono wrakowisko i wydobyto dające się wykopać części maszyny. Zostały one przewiezione do Tonbridge Battle of Britain Museum. To, co zostało ze Spitfire I nabył następnie właściciel Biggin Hill Heritage Hangar (BHHH) – Peter R. Monk. Jego klientem został holenderski miliarder, Frits van Eerd – właściciel globalnej sieci supermarketów Jumbo, pasjonat awiacji i jeszcze większy miłośnik myśliwców Spitfire. Holender kupił od BHHH kompletnie odrestaurowanego latającego Spitfire XVI, TB885 (obecna rejestracja niderlandzka – PH-FVE), którego przemalowano w barwy wojenne maszyny 322. dywizjonu holenderskiego RAF. Transakcja obejmowała także zakup i odbudowę Spitfire I, P9372. Pierwszy Spitfire Holendra rozpoczął loty z nowym właścicielem latem 2018. Wówczas postanowiono poczekać z rekonstrukcją historycznego samolotu z Bitwy o Anglię. Decyzja o kompletnej odbudowie P9372 zapadła po roku, latem 2019. Samolot otrzymał już brytyjską rejestrację lotniczą – G-CLIH, wydaną 5 sierpnia 2019. Obecnie, podczas tak zwanego płatnego zwiedzania warsztatów i zbiorów BHHH, można już się zapoznać z zaawansowanymi pracami przy budowie kadłuba przyszłej latającej Spit Jedynki. Wszystko wskazuje na to, że samolot po oficjalnym przekazaniu po odbudowie otrzyma rejestrację holenderską. Holenderski portal lotniczy Scramble skrupulatnie wylicza, że będzie to już trzeci latający niderlandzki Spitfire. Ale tym razem bardzo unikatowy. Koszt wskrzeszenia tego legendarnego myśliwca do stanu pozwalającego na jego podziwianie w powietrzu, łącznie z zakupem oryginalnego silnika Merlin, szacowany jest na ok. 2 mln GBP. https://www.altair.com.pl/news/view?news_id=32249
  20. Dwa artykułu z GW dotyczące toru prze MBP w Poznaniu. Niestety nie mam pełnego dostępu ale pewnie ktoś ma to podrzucie całe teksty. https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,26554621,mieszkancy-woli-nie-chca-czolgow-pod-oknami-i-bronia-drzew.html https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,26609191,mieszkancy-woli-gdzie-ma-powstac-tor-do-jazdy-czolgami-nie.html
  21. Za Altair.com Rumunia planuje pozyskanie samochodów Dacia Duster i wielozadaniowych pojazdów opancerzonych JLTV. Zakupy mają umożliwić wymianę części floty pojazdów eksploatowanych przez Forțele Armate Române (FAR, Siły Zbrojne Rumunii). Dacia Duster to kompaktowy SUV, którego producentem jest Renault i Dacia wchodząca w skład francuskiego koncernu. Model ten wszedł do produkcji w 2010. Do FAR trafi zmilitaryzowany wariant pojazdu o trakcji 4x4, wyposażony w system ochrony przed skutkami dachowania, wyciągarkę, terenowe opony, hak do holowania przyczep i moździerzy, dodatkową ochronę silnika, skrzyni biegów, zbiornika paliwa i tylnego mechanizmu różnicowego. Ponadto wóz zostanie wyposażony w zewnętrzne gniazda instalacji elektrycznej 12/24 V, system oświetlenia typu black-out i kamuflaż reflektorów. Jak poinformował Minister Obrony Rumunii Nicolae Ciucă zamówienie ma objąć 250 samochodów Dacia Duster. Jego wartość wyniesie 32 mln lei (29,5 mln zł). Dodatkowo Rumunia pozyska w najbliższym czasie nowe pojazdy opancerzone dla Operaţii Special (Wojsk Specjalnych). Takie zobowiązanie zostało zawarte w decyzji rządu nr 922/2020 opublikowanej 28 października. Pozyskane ma zostać 120-130 pojazdów wraz ze wsparciem logistycznym za kwotę 227,66 mln lei (210 mln zł). Według nieoficjalnych informacji podanych przez rumuńskie media, podjęto już decyzję o zakupie amerykańskich pojazdów JLTV w ramach procedury Foreign Military Sales. Zakup ma pozwolić na realizację założeń planu NATO Defense Planning Process 2017 z terminem realizacji do 2022. Na podstawie informacji Igora Bożinovskiego http://www.altair.com.pl/news/view?news_id=31929
  22. Zacznijmy więc jeszcze raz od początku. Do ekosów- jak to piszesz dojedźmy jak nie w tym to pewnie w kolejnym poście. Teza jest następująca. Obecny inwestor/właściciel obiektu nie ma prawa - w świetle obowiązujących rozwiązań prowadzić tam prac związanych z budową mieszkań. Wiąże się to z dwoma aktami prawnymi. Mianowicie: - fort VIIa jak i inne forty i schrony w Poznaniu wpisany jest do rejestru zabytków pod numerem A 245; wpisu dokonano w dniu 25 maja 1983 roku nr L.dz. KIII-A245-494-83. Wpis ten reguluje co jest chronione na obiektach objętych ochroną tj. poza wymienionymi 18 fortami "Ochronie podlegają również wszystkie inne elementy twierdzy fortowej jak: profile ziemne, schrony, pasy zieleni ochronnej itp.-rozmieszczone w rejonach fortecznych poszczególnych fortów". Interpretując ten zapis na terenie fortu FVIIa ochronie podlegają budowle kubaturowe obiekty, jego nasypu ziemna (dla uproszenie powiedzmy, że są to elementy ograniczone fosą), ale również stok bojowy ze wszystkimi elementami ziemnymi. Zapis ten w jasny i jednoznaczny sposób uniemożliwia prowadzenie na terenie fortu jakichkolwiek prac mających na celu wprowadzenie zabudowy mieszkaniowej. Jeszcze raz podkreślę, że fort składa się nie tylko teren zamknięty fosą ale również stok bojowy (inaczej mówiąc w skład fortu wchodzą pomieszczenia kubaturowe oraz konstrukcje ziemne również otaczające obiekt poza linią fosy). - miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla obszaru "Marcelin" z dnia 18.01.2001 ustanowiony uchwalą Rady Miasta Poznania nr LXXV/883/III/2001 (link:http://mpu.pl/plany.php?s=6&p=19 ) opisujący co na terenie działki z fortem może zostać zrobione. W planie tym wspomniany teren oznaczony jest symbolem Ez co oznacza Teren o istniejącej funkcji specjalnej docelowo: sport, rekreacja, gastronomia. Dodatkowo na mapie (którą załączam) obszar fortu znajduje się: w strefie obiektów objętych ochroną oznacznych jako "obszar ochronny" i "park", "obiekty zabudowy fortecznej z zielenią towarzyszącą". Paragraf 10 rzeczonego planu mówi wyraźnie co może być na terenie fortecznym "Na terenie 14 Ez, po zaprzestaniu wykorzystywania na cele specjalne, przeznaczenie fortu na cele sportu, rekreacji i gastronomii, przy pełnym uwzględnieniu wymagań Konserwatora Zabytków". Dodatkowo w paragrafie 17 pkt 5 istnieje zapis "Ochronę zabytkowego obiektu Fortu VII a wpisanego do rejestru zabytków pod nr A – 245, jako elementu zewnętrznego XIX - wiecznego pierścienia fortecznego, położonego w granicach terenu oznaczonego symbolem 14 Ez.1) Rekonstrukcję i rewitalizację obiektów fortu z uwzględnieniem pozostałych ustaleń niniejszej uchwały. 2) Likwidację przejazdu wzdłuż wschodniej granicy fortu oraz zabudowy nie stanowiącej elementów fortu na jego terenie i w otulinie oraz uzupełnienie zieleni właściwymi gatunkami drzew i krzewów. 3) Dopuszcza się zmianę funkcji zgodnie z ustaleniami zawartymi w § 10 ust.12 . 4) Do czasu realizacji programu docelowego dopuszcza się użytkowanie ścieżki pieszo-rowerowej, wzdłuż wschodniej granicy fortu, jak dotychczas ". Wspomniany plan podległa dwukrotnie modyfikacjom, jednak nie obejmowały one fortu VIIa. Jak widać oba te dokument jednoznacznie regulują co może być na terenie fortu VIIa. Inwestor/ właściciel kupując fort VIIa miał pełną świadomość występowania tych obostrzeń. Zakup fortu miał miejsce najprawdopodobniej w 2006 roku(notatka PAPu w serwisie WP https://wiadomosci.wp.pl/fortele-z-fortem-6032034321192065a). Zatem w chwili obecnej forsowanie wprowadzeni zabudowy na ten teren jest niegodne z obowiązującymi przepisami. Jednocześnie właściciel może rewitalizować fort, jednak jego rewitalizacja nie może się wiązać z jego dewastacją. Inwestor otrzymał dofinansowanie z funduszy europejskich na ten cel (https://mapadotacji.gov.pl/projekty/869172/). ogólna wartość inwestycji ma wynieść 37 281 300,00 (wkład Unii 14 998 295,30). Z opisu projektu wynika, że perspektywa realizacji projektu ma się zamknąć w latach 2014 - 2020, czyli czasu na konsumpcję dotacji jest coraz mniej (jeżeli dobrze rozumuję). Opis projektu jest bardzo sprytnie zrobiony "Projekt polega na rewitalizacji i rozbudowie obiektu Fort VIIA w Poznaniu. Obiekt jest wpisany do rejestru zabytków (nr A 245, data wpisu: 25.05.1983r.). Projekt obejmuje:- rewitalizację obiektu, tj. pomieszczeń i zabudowań fortecznych wraz z otaczającą go fosą i przyległym terenem. Prace będą polegać m.in. na renowacji zabytkowych elewacji wraz z odtworzeniem otworów okiennych i strzelniczych, odtworzeniu stolarki oraz przebudowie ścian działowych, – rozbudowę Fortu o nową część, która będzie funkcjonalnym dopełnieniem zabudowań fortecznych. Nowa część nie ingeruje w objęty ochroną zabytek. Budynek składa się z dwóch kondygnacji, które będą połączone windą osobową zlokalizowaną w środkowej części budynku. Fort będzie pełnił nowe funkcje przy zachowaniu militarnego charakteru. Przestrzeń Fortu zostanie udostępniona podmiotom ekonomii społecznej (PES), które zajmują się integracją społeczną osób wykluczonych (dzieci, młodzieży i osób starszych) ze środowiskiem mieszkańców Poznania i okolic oraz prowadzą działalność gospodarczą. Budynek w całości będzie dostępny dla osób niepełnosprawnych. Przewidziane działania w projekcie uzyskały zgodę Miejskiego Konserwatora Zabytków w Poznaniu i będą przeprowadzone w zgodzie z obowiązującymi przepisami". Passus tekstu "rozbudowę Fortu o nową część, która będzie funkcjonalnym dopełnieniem zabudowań fortecznych. Nowa część nie ingeruje w objęty ochroną zabytek. Budynek składa się z dwóch kondygnacji, które będą połączone windą osobową zlokalizowaną w środkowej części budynku" jest najbardziej niepokojący. Mianowicie zgodnie z rysunkiem zamieszczonym w pierwszym poście (fioletowa linia) rozbudowa fortu o dwukondygnacyjny budynek doprowadzi (jak w przypadku warszawskiego fortu) do zniszczenia jego oryginalnej części w postaci zaplecznika, który na chwilę obecną jest w doskonałym stanie. Taka działalność jest według mnie nie rewitalizacją, a destrukcją obiektu który jest bardzo dobrze zachowany. Odpowiadając człowiekowiśniegu powiem tak, że pasjonaci fortyfikacji porozmawiają z ludźmi zajmującymi się zielenią na fortach. Okazuje się, że posiadłości oryginalnych nasadzeń można znaleźć w terenie. Co do pielęgnacji zieleni na obiektach fortecznych w chwili obecnej nie ma problemu. Drzewa i krzewy stanowiące zagrożenie dla kubatur i ścian są usuwane.
  23. Barbapapo, mam nadzieję, że przeczytasz ostatni post z tego wątku. Mam nadzieję, że da Tobie to do myślenia.
  24. Uzupełnię zatem soją wypowiedź. Jeżeli chodzi o fort VIIa kupiony on został od AMW w cenie bardzo preferencyjnej jako obiekt zabytkowy bez możliwości wprowadzania zabudowy mieszkaniowej na jego teren. Poza tym obecnie na jego terenie jest aktualny i należy dodać, że w momencie zakupu obiektu, istniał plan zagospodarowania przestrzennego uniemożliwiający kupującemu zabudowę mieszkaniową. Kupujący miał pełną świadomość, że kupił obiekt zabytkowy z lasem. A więc był świadom ograniczeń narzuconych przez prawo. Ponadto w tym rejonie nie ma potrzeby prucia ulic przez fort. Może w Warszawie faktycznie byla taka potrzeba, ale nie wiem tego. Zgodnie z prawem zabytkiem jest obiekt wpisany do rejestru zabytków (w pewnym uproszczeniu tego terminu), zatem nie ma podstaw do rozpatrywania który zabytek jest lepszy, a który gorszy. To że na forcie w Warszawie były garaże, to już jest problem zagospodarowania tego terenu prze władze miasta. Wartość fortu VIIa jest taka, że jest on wpisany do rejestru zabytków i stanowi część historii Poznania. Być może dla Ciebie jest to nieistotne. Może dla Warszawiaków (pewnie nie wszystkich) forty pocarskie nie są istotne. Tego nie wiem. Z Twojej wypowiedzi mogę wnioskować, że nie interesuje Ciebie ich los. Wypowiedź o Polaczkach w Poznańskim pozostawię bez komentarza bo jest to nad wyraz obraźliwe z Twojej strony. Poczułem, jak by mi Niemiec powiedział "Du Pole" jeżeli wiesz o co chodzi (zresztą nigdy w swoim życiu nie spotkałem Niemca by tak do mnie powiedział). Wypowiedź o bełkocie pozostawię również bez komentarza. Myślę, ze inni Czytelnicy tego tematu to sami ocenią. Pozwolisz zatem mój Interlokutorze, że co do mojego stylu życia sam zdecyduję, bez Twoich sugestii co mam robić. Chyba tak będzie lepiej. Dokładna definicja zabytku z Ustawy ZABYTEK - nieruchomość lub rzecz ruchoma, ich części lub zespoły, będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową (art. 3 ust. 1 ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami).
×
×
  • Create New...

Important Information