Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    13 913
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. „Lotniczej ciekawostki” nie ma w tym żadnej. Wszystko jest normalne, jak na ówczesne czasy. Normalne zarówno w lotnictwie silnikowym, jak i szybownictwie tamtych czasów.
  2. Dlatego grzecznie pytam jako gość, który przez wiele lat musiał zdawać egzaminy państwowe z prawie 20 nauk przyporządkowanych do lotnictwa - co tutaj tak naprawdę ma być lotniczą ciekawostką, a co nie?
  3. Soda vel Barbapapa vel kilkanaście innych nicków - na czym polega to, że zdjęcie Formozy to „badziew”? Tylko bardzo proszę odpowiedz merytorycznie językiem lotnictwa i historii. Pytam jako pilot i jako gość zawodowo zajmujący się historią lotnictwa od 33 lat.
  4. PS Taka ciekawostka. Wasze przemyślenia na jej temat mile widziane i o co tutaj może chodzić? Gdy żona mi to tłumaczyła wstępnie na głos to najpierw bardzo mnie jedna rzecz rozśmieszyła, ale potem już na poważnie zastanowiła, bo mam to coś precyzyjnie zbadane z tego samego okresu w USA i coś by tutaj nie grało. Chodzi o zdania z końca artykułu: „Pewna liczba pilotów wojskowych także odebrała wyszkolenie szybowcowe. Doświadczenie to przyniosło świetne wyniki, choć ogólnie rzecz biorąc ta kategoria kursantów okazała się być mimo wszystko niebezpieczna dla delikatnej materii lotów szybowcowych”. W pierwszej chwili pomyślałem coś mniej więcej - No tak, mundurowym to zawsze trzeba powiedzieć, że tutaj w szybowcu misiu to zakręty nie na żyletę, nie tak, żeby stanowiły wycinek spirali, bo tu już silnikiem nic nie podratujesz, tylko się zwalisz i grobniesz. Z wojskowymi zawsze, od zarania lotnictwa do dziś, jest tak, że jak przechodzą szkolenie na samoloty cywilne to pierwsza rzecz, jaką trzeba z nimi zrobić, to że tutaj lata się inaczej, spokojniej i trzeba w nich zabić nawyki z wojska i szarżowania za sterami. Po prostu system, w którym pilot najpierw zostaje pilotem samolotowym, a później szybowcowym jest ciut mniej zdrowy, niż gdy najpierw zostaje szybowcowym, a potem samolotowym. Reguła stara jak świat i opiewana w literaturze fachowej co najmniej od roku 1929, z tego co widzę. A dziś piloci mówią to samo. Ale potem pomyślałem inaczej, jakoś tak mniej więcej - zaraz, zaraz, ale coś tu nie gra. Polski pilot wojskowy przecież nie mógł być głupszy od amerykańskiego. Amerykańscy piloci samolotowi przełomu lat 20./30., cywilni i wojskowi, którzy uczyli się latać szybowcami i później latali na nich wyczynowo nie powodowali wypadków szybowcowych. Taki np. słynny płk pil. Charles Lindbergh, wielki fan szybownictwa, uczył się latać szybowcami od zera i jakoś nigdy się nie rozbił szybowcem. Albo taki np. słynny pilot sportowy i komercyjny Richard C. Du Pont, też wielki fan szybownictwa, również nigdy się nie rozbił szybowcem jakoś tak z jego winy, a przecież najpierw był pilotem samolotowym. Itd., mam to zbadane na grubych dziesiątkach amerykańskich pilotów samolotowych tamtych czasów, którzy potem wylaszowali się na szybowce i nie powodowali z tego powodu wypadków. No więc o co tu może chodzić? Co mogło spowodować, że poszła fama, że polscy piloci wojskowi za sterami szybowców są (cytat za M.J. Rozadowskim) „niebezpieczni dla delikatnej materii lotów szybowcowych”. No więc o co tu mogło chodzić? Jak myślicie? Odrzucam myśl, że absolwenci Dęblina to głupcy, którzy by się rozwalali w szybowcach, bo przeszarżowali. No dobra, może jeden na stu, dwustu albo pięciuset, ale to się mogło zdarzać w każdym państwie. Tak roboczo to mi przychodzi do głowy, że może te piechocińce szkolone na szybowcach - kompletnie nie wiadomo po kiego grzyba - mogły powodować wypadki, bo przecież ich szkolono do niskiego poziomu, w którym wypadkowość jest największa.
  5. Dzięki! Tak się nawet zastanawiałem, że jeśli to nie fotomontaż to być może gość podchodzi do lądowania na Polu Mokotowskim. ?
  6. PS Jeśli ktoś wyczai gdzieś jakiś przedwojenny francuski tekst o polskim szybownictwie tamtych czasów to biorę i przetłumaczymy.
  7. Ależ to były czasy, jeśli to nie fotomontaż. Dziś byłoby za to bliskie spotkanie III stopnia z prokuratorem.
  8. To jest ciekawe. Po wojnie już nie stosowano dwóch asekurujących/pomocników przy skrzydłach samolotu, ani w ogóle żadnych asekurujących tamże. Bo też nie ma takiej potrzeby. Samolot podkołowuje przed szybowiec i już; jest to proste i bezpieczne.
  9. Uwagi 1. Przetłumaczyliśmy (żona) i zredagowaliśmy (ja, żeby było już całkiem po lotniczemu) bardzo wiernie z zachowaniem specyficznego stylu tego tekstu. Że artykuły takie z tamtych lat mają – jak na obecne standardy – anachroniczny styl to widzimy chyba wszyscy na podstawie bogactwa materiałów prasowych w tym wątku. Taki stary styl utrzymaliśmy. 2. W przeciwieństwie do poprzedniego francuskiego tekstu w tym wątku (podpis do fotografii) tym razem francuszczyzna jest idealna. 3. Mimo idealnej francuszczyzny artykuł ma swój bardzo silny styl osobisty autora, którego to stylu redakcja nie zmieniła. Styl polega na bardzo rozbudowanych zdaniach podrzędnie złożonych ciągniętych po przecinku, i po przecinku, i po przecinku itd. Źle się to czyta po polsku, więc tekst jest nieco zredagowany. 4. Datę pierwszego polskiego holu szybowcowego za samolotem autor artykułu określa na 10 września 1931, czyli 36 dni wcześniej, niż prezentowały to poprzednie posty i materiały drukowane w nich. Pytanie byłoby – kto może mieć rację i dlaczego? Autor artykułu wygląda na nieźle zorientowanego w polskim szybownictwie. 5. Pada w artykule sformułowanie o „Uniwersytecie Lwowskim”, ale być może bardziej należy brać pod uwagę, że może chodzić o Politechnikę Lwowską, bo to ona była wybitnym środowiskiem polskiego szybownictwa. Wręcz ostatni przed wojną kongres ISTUS miał tam miejsce. 6. Występuje w tekście polski pilot szybowcowy „Lasrowsky”. Być może zachodzi tu jakieś zniekształcenie personaliów. Gdyby ktoś domyślał się lub wiedział o kogo chodzi to informacja mile widziana. 7. Personalia inżyniera Jarosława Naleszkiewicza są w artykule zniekształcone i występuje on jako „Naleszki”.
  10. Okay, dzięki. ?
  11. Jedburgh_Ops

    Radiostacja Babice

    A dziś tu jest duży las z dwoma rezerwatami przyrody i tylko ten kanałek się zwęził i jest w nim dużo mniej wody, a czasami prawie wcale, zależy od warunków atmosferycznych.
  12. Znasz jego numer boczny? Nie wiem, czy to nie taki, którego fotografowałem na DOL-u.
  13. Gdzie w tym jest „lotnicza ciekawostka”, jak głosi tytuł wątku?
  14. Jeśli ktoś uwielbia tę tematykę (czyli amerykańskie lotnictwo pokładowe tuż przed Pearl Harbor) to polecam zakup DVD z filmem „Dive Bomber” z roku 1941. Uczta dla fanów tego tematu.
  15. Gdzie w tym jest „lotnicza ciekawostka”, jak głosi tytuł wątku?
  16. Dobre! Od czego ten kołpak? Od późnych Spitów z Griffonami?
  17. Super! ? Ale autentyk, czy fotomontaż? Pytam poważnie. Czy wiesz coś więcej o tej fotografii?
  18. Gdzie w tym jest „lotnicza ciekawostka”, bo wszystko tu jest normalne?
  19. Super zdjęcie, tego akurat nie znałem. Mój ojciec między innymi dzięki tej Airacobrze został inżynierem lotniczym. Ale źle ta Airacobra na niego wpłynęła, bo się naoglądał nieprawomyślnego duraluminium lotniczego. Już jako inżynier lotniczy z biura konstrukcyjnego PLL Lot wyleciał dyscyplinarnie za krytykowanie jakości radzieckiego duraluminium, z którym kazano mu pracować.
  20. „Lotniczej ciekawostki” nie ma w tym żadnej. Do dziś lata aż siedem takich Spitfire' ów.
  21. Całkowita nieprawda. Nad takimi „kształtami” Amerykanie pracowali od roku 1927, a już w 1931 r. były pierwsze publikacje w Stanach Zjednoczonych na temat takich „kształtów”. Pilot i wydawca prasowy Emanuele Stieri już od 1931 r. dbał o to, aby amerykańskie publikacje lotnicze były na bieżąco z rozwojem myśli nad latającymi skrzydłami. Horten Ho 229 niczego Amerykanów nie nauczył.
  22. Tutaj wysiadam ? Musiałaby się wypowiedzieć któraś/któryś z moich zaprzyjaźnionych weterynarzy...
  23. Marynarzu! Baryłka rumu Wam się należy! To jest pierwszy w tym wątku Bloodhound! ?
  24. Ciekawe, czy to szkopskie, czy trofiejne? Podejrzewam, że prędzej to drugie. Ciekawe, czy ktoś z tego szkopstwa zabrał do plecaka jakąś „Lili Marleen”, czy (jeśli to trofiejne) raczej słuchali „It's a long long way to Tipperary”?
  25. Ha! Piękny psiak. Wygląda tak, jak gdyby miał ok. 90 proc. genów Border Collie, ale 90 to jednak nie 100. Jak już widać w tym wątku wojo II RP miewało rasy z Wysp Brytyjskich, więc kto wie, kto wie, może mamie przewinął się przez CV jakiś Border Collie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie