Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

Recommended Posts

Ja przywarłem do niego, a on odepchnął mnie od siebie, żeby mieć miejsce do strzału. Wtedy ja pierwszy wyrwałem ten swój pistolet i bach! Bach! Strzeliłem dwa razy, broń zadziałała. On przewrócił się i charczał, kopał nogami, a ja padłem na ziemię. Podczołgałem się do Żubryda i złapałem jego broń, a potem latarkę. I wtedy poczułem zwycięstwo. Widziałem, że on żyje i dlatego strzeliłem jeszcze raz ze swojego pistoletu, dokładnie celując - mówił Jerzy Vaulin w niepublikowanym dotąd wywiadzie, który przeprowadził z nim Szymon Nowak.

11 marca zmarł Jerzy Vaulin, żołnierz AK i współpracownik UB. W konspiracji używał pseudonimów Mar", Marek", jako agent UB - Warszawiak", Mewa" i Moskit", a w oddziale Antoniego Żubryda ucha" wszyscy mówili na niego Bronek". Jerzy Vaulin zapisał się niesławnie w historii jako morderca Antoniego i Janiny Żubrydów - dowódcy oddziału NSZ i jego żony. Świecki pogrzeb Vaulina odbył się 16 marca 2015 roku na warszawskim Bródnie.


Jerzy Vaulin urodził się 9 czerwca 1926 r. w Warszawie. W czasie wojny był w AK i malował PW" na ścianach warszawskich kamienic. W tym czasie w polskiej stolicy szalał okupant niemiecki, na ulicach trwały łapanki, grzmiały częste strzelaniny, a wziętych zakładników Niemcy najczęściej rozstrzeliwali. Nikt nie czuł się bezpieczny, nawet Jerzy Vaulin, który miał bardzo dobry ausweiss (zaświadczenie o zatrudnieniu wydawane przez Niemców). Aby oszczędzić syna przed wojenną i okupacyjną zawieruchą, matka Jerzego wysłała go na Podkarpacie do państwa Plisowskich zamieszkałych w Kobylanach. Rodzicielka chciała ochronić swego syna przed rozstrzelaniem, a on tam na Rzeszowszczyźnie rozpoczął prężną, ale i niebezpieczną działalność w partyzanckich oddziałach. Najpierw był w grupie Józefa Czuchry Orskiego", a później u Władysława Barana Bekasa".

Latem 2014 r. zawitałem do Jerzego Vaulina, aby porozmawiać o jego przeszłości, by posłuchać jego wersji zdarzeń. Miałem nadzieję, że powie mi coś więcej. Chciałem zrozumieć jego działanie. Oto co usłyszałem.

Jerzy Vaulin: Kiedy byłem w oddziale u Bekasa", zostałem ranny w starciu z Niemcami pod Duklą. Gdy wyszliśmy z kwatery, z góry jechały sanie. Dopiero w ostatniej chwili zobaczyliśmy, że to Niemcy i rozpoczęła się taka trochę przypadkowa strzelanina. Już się wycofywaliśmy i wtedy dostałem kulę w plecy. To było w lutym 1944 r., a strzelał do mnie osobiście sam Paul Diebal, Niemiec, komendant posterunku granicznego w Dukli i kat Rzeszowszczyzny.

Szymon Nowak: Proszę opowiedzieć o zamachu na Diebala.

Po otrzymanej ranie byłem kurowany w dworze u Plisowskich. Ja od lutego leczyłem się, a w tym czasie na Diebala polska konspiracja wydała wyrok śmierci. Ale koledzy z partyzantki czekali na mnie, żebym się podkurował i żebym miał frajdę z wykonania tego wyroku. To miał być taki prezent dla mnie - zastrzelenie kata Polaków i jednocześnie człowieka, który mnie zranił kilka miesięcy wcześniej.

Latem 1944 r. w środku dnia dostaliśmy namiar, że Diebal jest w Dukli, siedzi w knajpie niedaleko swojej komendy i pije piwo ze swoimi ludźmi. Przed akcją spotkaliśmy się na cmentarzu i w samo południe żeśmy go ustrzelili. I chociaż nie byłem do końca wyleczony, akcja na Diebala się udała. Ale powiedzmy szczerze, nie była zbyt trudna.

No jakie ja miałem mieć wyrzuty? To sukces! Pan nie zdaje sobie sprawy, że ja wyszedłem spod lufy. To był rodzaj pojedynku. Do lasu pana ktoś prowadzi na rozstrzelanie. Po tym wszystkim ja się tam położyłem w tym lesie. Las szumiał, a ja czułem zwycięstwo.


A co pan robił kiedy przetoczył się front i wkroczyli Sowieci?

Zacząłem studiować na Politechnice we Wrocławiu, gdyż wtedy była taka atmosfera, aby się uczyć i nadrobić stracony przez lata wojny czas. Nigdzie się nie ujawniłem, ale to oni mnie ujawnili". Myśmy miedzy sobą rozmawiali o tych sprawach, o AK, o dawnej konspiracji, bo przecież wspólnie walczyliśmy przeciwko Niemcom. Nie była to jakaś tajemnica. Ale UB mnie aresztowało i przesłuchiwało.


Wyszła taka moja młodzieńcza naiwność: ja również walczyłem z Niemcami i czekałem raczej na medale, a nie na więzienie. Oni do mnie mów!", a ja nie miałem nic do ukrycia. Nie bili mnie, a ja ich obrażałem i raz nawet na baczność postawiłem. Byłem trochę naiwny, ale i bezczelny. Oni mnie tam zarejestrowali jako swojego agenta pseudonim Warszawiak" i puścili wolno. A ja wyjechałem z Wrocławia i udałem się na Podkarpacie, na swoje dawne kwatery, gdzie ludzie pamiętali mnie jako AK-owca i traktowali niczym bohatera. Ale byłem na ubeckim kontakcie i musiałem dzwonić co tydzień i meldować się. I tak trafiłem do grupy Antoniego Żubryda.

I tam pan stał się jednym z najbardziej zaufanych ludzi ucha"?

No widzi pan, właściwie odwrotnie. On się mnie bał. On był miejscowy, taki Ukrainiec", znał ich język, zwyczaje. A tu przybywam ja, warszawiak. Bał się, czy czasami ja nie zdemaskuje jego bandyckich czynów. Ta jego nieufność, że ja inny, inteligent z Warszawy. I wtedy zdecydował się mnie sprzątnąć. Wtedy życie nic się nie liczyło. Takie były czasy. Wyprowadził mnie do tego lasu. Ja to czułem, że idziemy na egzekucję.


A czy była z wami Janina Żubryd, żona Antoniego?

Tak, tak. On wyprowadził nas bez celu, bez wytłumaczenia, gdzieś w nocy. Szliśmy we trójkę. Ja plotłem, gadałem różne rzeczy, rozmową próbowałem go rozpraszać. Czułem jego nieufność, nawet zazdrość. Bo były takie mity, pogłoski, że kto wie... A Janina była bardzo ładną i miłą kobietą. Były plotki, że on mnie chciał zastrzelić z zazdrości. Ale to mity, nie miał podstaw.

I przy tej rozprawie, jak mnie on wyprowadził nie mówiąc, gdzie, nie mówiąc po co, w ten las, ja byłem bardzo ostrożny. To chyba taki sposób, noc, ciemno, a my po tych wertepach, po rozjeżdżonych drogach, żeśmy szli i szli. A ja czułem, że coś jest nie tak. Miałem ten swój pistolecik małokalibrowy, raptem cztery naboje, a on miał dobrą broń, potężny niemiecki dobry pistolet P-38. I z tych niedomówień, z tej psychologii on po prostu chciał mnie odstrzelić. I tak szliśmy, a Żubryd lewą ręką kontrolował moje prawe przedramię, czy czasem nie sięgam po swoją broń. Tym samym nastawiał mnie, że jak ja go nie zastrzelę, to on mnie odstrzeli. Tak sytuacja psychologiczna i nerwy napięte do granic. Jego ostatni rozkaz dla mnie brzmiał jazda naprzód!". I tak człapaliśmy po bezdrożach pod tą Malinówką. A ja gadałem, że idzie zima, że kożuchy by nam się przydały, że trzeba akcje zorganizować, zdobyć pieniądze, zaopatrzenie, aby spokojnie przezimować.

On miał latarkę i czasami przyświecał. Nagle oświetlił lewą stronę i rozkazał tam skręcić. Ale tam nie było drogi. Ja przywarłem do niego, a on odepchnął mnie od siebie, żeby mieć miejsce do strzału. Wtedy ja pierwszy wyrwałem ten swój pistolet i bach! Bach! Strzeliłem dwa razy, broń zadziałała. On przewrócił się i charczał, kopał nogami, a ja padłem na ziemię. Podczołgałem się do Żubryda i złapałem jego broń, a potem latarkę. I wtedy poczułem zwycięstwo. Widziałem, że on żyje i dlatego strzeliłem jeszcze raz ze swojego pistoletu, dokładnie celując. On nie zdążył strzelić ani razu, ale jego żona również dostała. Ale ja nie chciałem jej trafić.

Janina Żubryd podobno była w ciąży. Tak mówili niektórzy świadkowie.

Nie. Chyba nie. To zdaje się jakieś mity. Po tej akcji odszukałem w Krośnie znajomego z AK Kazimierza Bocheńskiego, który zajmował wówczas poważne stanowisko w związkach zawodowych. Kiedy powiedziałem kogo zastrzeliłem, na początku złapał się za głowę, ale później pomógł. Zorganizował samochód służbowy i pojechałem do Warszawy do matki.

Czy miał pan jakieś wyrzuty sumienia, że zabił małżeństwo Żubrydów?

No jakie ja miałem mieć wyrzuty? To sukces! Pan nie zdaje sobie sprawy, że ja wyszedłem spod lufy. To był rodzaj pojedynku. Do lasu pana ktoś prowadzi na rozstrzelanie. Po tym wszystkim ja się tam położyłem w tym lesie. Las szumiał, a ja czułem zwycięstwo. To rodzaj takiego bojowego sukcesu. Bo równie dobrze ja mogłem leżeć martwy zamiast niego.


Wersja opowiedziana przez Jarzego Vaulina różni się od biegu zdarzeń ustalonego przez historyków. Wieczorem 24 października 1946 r. do znajdującego się pod lasem domu Pawła Gerlacha przyszli Antoni Żubryd, jego żona Janina oraz partyzant o pseudonimie Bronek". Początkowo chcieli zatrzymać się na nocleg, ale po sugestii Janiny, Antoni i Bronek" poszli poszukać innej lepszej kwatery. Kobieta bardzo niepokoiła się, kiedy minęła godzina, a oni nie wracali. Potem przyszedł sam Bronek". Był zdenerwowany. Pytał, czy nikt nie słyszał strzałów, bo podobno w sąsiedniej wsi jest wojsko i kogoś szukają. Plany się zmieniły" - mówił. Potem zabrał rzeczy Żubryda i wyszedł razem z Janiną. Rankiem 25 października gajowy Marcin Preisner robiąc obchód swego leśnego rewiru znalazł dwa leżące ciała, kobiety i mężczyzny. Według świadka Kazimierza Kota, w chwili śmierci Janina była w zaawansowanej ciąży. Zwłoki małżeństwa Żubrydów zabrano do UB w Brzozowie, następnie do UB w Rzeszowie i ostatecznie do więzienia w rzeszowskim zamku. Do dziś nie udało się odnaleźć ciał Żubrydów. Niektórzy twierdzą, że zostały zakopane potajemnie na terenie wokół zamku. Prof. Krzysztof Szwagrzyk obiecał Januszowi Niemcowi, synowi Żubrydów, że z pewnością odnajdzie ciała jego rodziców.

Jerzy Vaulin, jak sam twierdzi, powrócił na studia we Wrocławiu i później ukończył Łódzką Szkołę Filmową. Był dziennikarzem piszącym m. in. dla czasopism Po prostu" i Sztandaru Młodych". Był również filmowcem, dokumentalistą (np. filmy Testament dla braci Marsjan", Strzały pod Arsenałem", Żołnierskie posłanie"), a za swoje filmy był wielokrotnie nagradzany. W latach dziewięćdziesiątych, w wolnej Polsce Jerzy Vaulin stanął przed sądem i przyznał się do zabicia Antoniego i Janiny Żubrydów. Zabójca przed trybunałem przedstawił wersję, jakoby działał w samoobronie. Tezę taką obalały badania specjalistów kryminalistyki z Krakowa, którzy na podstawie zachowanych fotografii ciał Żubrydów (bo ubecy robili zdjęcia), przedstawili swoja analizę zdarzeń. Według niej strzały zostały oddane z bliskiej odległości, w tył głowy, do stojących ofiar, równolegle do podłoża. Kobiecie kula wyszła w okolicy nosa, a mężczyźnie czołem. Pomimo tego, sąd przychylił się do wersji obrony własnej Vaulina i morderca Żubrydów nie został skazany, a sprawę umorzono. Może teraz, po śmierci, Jerzy Vaulin odpowie za swoje winy?

Szymon Nowak dla Wirtualnej Polski


http://historia.wp.pl/title,Spowiedz-zabojcy-Ostatni-wywiad-z-Jerzym-Vaulinem,wid,17352424,wiadomosc.html?ticaid=11484e&_ticrsn=3

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jasne, miał klęknąć i czekać na egzekucję. Sorry, ja takiej wizji świata nie kupuję.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ich było dwoje, zapewne oboje uzbrojeni. Dali się zaskoczyć, jeżeli facet wiedział że mają go zamiar zlikwidować to po prostu uprzedził atak.
PS Kto na taką akcję" zabiera ciężarną żonę ?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tezę taką obalały badania specjalistów kryminalistyki z Krakowa, którzy na podstawie zachowanych fotografii ciał Żubrydów (bo ubecy robili zdjęcia), przedstawili swoja analizę zdarzeń. Według niej strzały zostały oddane z bliskiej odległości, w tył głowy, do stojących ofiar, równolegle do podłoża. Kobiecie kula wyszła w okolicy nosa, a mężczyźnie czołem."

Z zeznań samego Vaulin'a wynika, że szedł bardzo blisko Żubryda, niemal trzymając go pod rękę. Musiał go odepchnąć, żeby oddać strzał. Z analizy sądowej wynika jednak, że ofiary zginęły od strzałów w tył głowy. Jak to wyjaśnisz?
Żubryd prowadząc Vaulin'a na egzekucję spacerował sobie z żoną przed siebie, zostawiając za plecami skazanego? :) I oboje dali się zastrzelić jak potulne baranki? Przecież to się nie trzyma kupy...
Vaulin w samoobronie trafił 2 razy idealnie w tył głowy? Przecież w takich sytuacjach działasz odruchowo, strzela się zazwyczaj w korpus, bo nie ma czasu na celowanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
czytałem też wersję, że ubek najpierw wyszedł z mety w której aktualnie przebywali z samym Żubrydem pod pozorem rozeznania terenu, zastrzelił go, a następnie wrócił, wywabił jego żonę i też zastrzelił.

ta wersja tłumaczyła by prezcyzyjne postrzały w potylice takie jak widać na ubeckich zdjęciach...

samoobrona to mogła być co najwyżej mocno prewencyjna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Teoretycznie, patrząc jak Vaulin się do zabójstwa przyznawał, groziło mu 30 lat...

Zwłaszcza, że niekoniecznie chyba można o przedawnieniu pisać, skoro początek to 1 sierpnia 1990 r. Karalność tych zbrodni ustaje po 40 latach...

Tyle, że chyba nikomu nie zależało...Zwłaszcza, że świadków nie było, a ustalenia typu

\"Tezę taką obalały badania specjalistów kryminalistyki z Krakowa, którzy na podstawie zachowanych fotografii ciał Żubrydów (bo ubecy robili zdjęcia), przedstawili swoja analizę zdarzeń. Według niej strzały zostały oddane z bliskiej odległości, w tył głowy, do stojących ofiar, równolegle do podłoża. Kobiecie kula wyszła w okolicy nosa, a mężczyźnie czołem.\"

to chyba za mało..

Share this post


Link to post
Share on other sites
Lipku, powiem tak : gdyby prowadzili go na egzekucję, to zapewne miałby związane ręce i był prowadzony przed egzekutorami.
Tu mamy inną sytuację.
Co do strzelana w korpus , nie w głowę to jest to prawda- na średnich odległościach. Biorąc pod uwagę że tu nie było to 20 metrów lecz góra 2-3 metry, biorąc też pod uwagę jak wtedy strzelano z pistoletu, to strzał w głowę w tej sytuacji jest oczywisty.
Trzecia sprawa : ekspertyza wydana na podstawie zdjęć z lat czterdziestych.. Jeżeli strzelano pistoletową amunicją pełnopłaszczową z małej ale nie kontaktowej odległości, to jakiej jakości musiały by być zdjęcia aby określić czy mamy do czynienia z raną wlotową czy wylotową ?
Najpopularniejsze 9mm para i 7,62 tt poniżej 10 metrów dają czyste postrzały, ranę wlotową od wylotowej rozróżnia się po kierunku rozwarstwienia tkanek. To widać dopiero na zdjęciach makrofotograficznych. Widziałem trochę dokumentacji działań UB, i tak specjalistycznych fotografii nie spotkałem. Nie ten sprzęt, nie ci ludzie, nie te potrzeby.
Wątpliwości można mnożyć, a każdą wątpliwość tłumaczy się na korzyść oskarżonego.
PS Kolejna sprawa- gdyby ten osobnik planował zabójstwo, to zapewniłby sobie jakieś wsparcie, żeby mieć jakąś przewagę.
Tu działał wg wszelkich relacji sam . Taki z niego uberkiller ?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pewne trafienie z 3 metrow w glowe w trakcie szmotaniny i po ciemku wyprzedzajac rekcje uzbrojonego oponenta, to wg mnie wyczyn wielki.

A jak wtedy kolego erih strzelano z pistoletu ze strzal w glowe uwazasz za oczywisty?

klamstwa ubeka co przebiegu zdarzenia sa oczywiste i chyba nikt trzezwo myslacy im wiary nie da.
Mowil ze mial tylko maly pistolet i 4 naboje(zakladam ze 6.35 lub 7.62 skoro twierdzil ze niemiecki pistolet Zubryda 9 mm to potezna bron).

Ubek twierdzil ze wstrzelil do Zubryda 2 razy a potem wyjal z reki rannego jego bron i go dobil. Ciezarna zona nie musial przejmowac bo dziwnym trafem ona tez dostala kulke gdzie w miedzyczasie. Rownie dziwnym trafem oboje dostali w glowy bo na znanych zdjeciach na obu korpusach nie widac ran. Ktos jeszcze uwaza, ze relacja ubeka sie kupy nie trzyma?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Z 3 metrów to jest strzał praktycznie z przyłożenia.
Celuje się po linii lufy . W tym okresie strzelało się trzymając broń w wyprostowanej ręce-a więc na wysokości głowy przeciwnika.
Aha, to że pistolet był mały , nie oznacza że strzelał słabą amunicją. Z resztą na tą odległość 6,35 wystarczy żeby otrzymać czystą przestrzelinę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W teorii może masz rację, ale w praktyce nie ma możliwości, aby w czasie szamotaniny uzyskać dwa czyste trafienia w głowę. Tym bardziej w tył głowy :)
Tym bardziej, że Żubryd na pewno nie stał wyprostowany jak struna (przecież się szamotał), a po pierwszym strzale jego żona też wykonywała zapewne gwałtowne ruchy (próba ucieczki itp.), a nie stała wyprostowana i odwrócona tyłem do Vaulin'a.

Wersja ubeka nie trzyma się w żadnym miejscu kupy i nie trzeba ojca Mateusza ani innego Sherlocka Holmsa żeby wiedzieć, że ubek po prostu kłamie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W praktyce, to mamy kiepską ekspertyzę na podstawie kiepskiej jakości reprodukcji zdjęć. W praktyce, to zeznania świadka są nie do obalenia- nie ma żadnych dowodów że było inaczej niż zeznał.
A ekstrapolując swoje własne doświadczenia z bronią palną i niewyszkolonymi strzelcami ( jakimi byli Żubrydowie i ten ubek, jak mu tam) to wersja o postrzale w czasie szamotaniny jest co najmniej prawdopodobna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Co do niewyszkolonych strzelcow jak najbardziej zgoda. Trudnosc w zdobyciu broni i amunicji na pewno nie pozwalala podziemiu na regularny i intesywny trening strzelecki i nie mowiac o zdobyciu jako takiej oglady w strzelaniu dynamicznym do celow rekatywnych, a tylko ktos szkolony kto w kilku lufach gwint zjechal bedzie w stanie w sytuacji ekstremalnej i pod wplywem emocji, celnie strzelac w wybrana czesc ciala. Strzelec niewyszkolony, niejako odruchowo bedzie mierzyl tam gdzie bedzie mial najwieksze prawdobodobienstwo trafienia czyli w korpus. Mowimy o sytuacji dynamicznej a nie takiej jak tu omawiana, ktora jest ewidentna egzekucja.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Świadków nie ma , dowodów nie ma, ale egzekucja jest ewidentna. W dodatku raz mowa o szarpaninie, raz o strzale z kilku metrów..
Nie, nie poproszę o troszkę krytycyzmu, o obiektywizmie nawet nie wspominając.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ogolnie rzezc biorac, to wychodze z sasady ze wszelkie zeznania UB-menow
tyle sa warte co papier na ktorym pisali raporty do Warszawu, Stalingorodu
i innych polskich miast opanowanych przez sowiecka V kolumne.

Powtarzam zatem: zbyt dlugo pieklo czekalo na niego!

Share this post


Link to post
Share on other sites
To ja poproszę rozkaz likwidacji Żubrydów oraz protokół z sekcji gdzie jest napisane że oboje zginęli od strzałów w tył głowy.
PS Poziom wyszkolenia strzeleckiego w Kedywie był taki że co akcja to notowali zacięcia broni i inne takie sensacje". Coś jak pewien cichociemny który poszedł na akcję ze stenem którego przemycał pod karmą dla królików...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Żądasz niemożliwego i pewnie dlatego to czynisz ( to dotyczy rozkazu likwidacji - choć nie wykluczam, ze gdzieś kiedyś wypłynie , w dokumentach resortowych - tak jak miało to miejsce z notatką niejakiego Stryżykowskiego , w której informuje przełozonego, że dał ,,informatorowi tkwiącemu we wrogim srodowisku - wypisz wymaluj takiemu samemu jak Vaulin - dwa granaty i pistolet i nakazał mu ,,likwidację band polegającą na wrzuceniu do ogniska , przy którym śpi banda dwóch granatów a następnie dobiciu pozostałych przy zyciu bandytów strzałami z broni krótkiej". Co do protokołu sekcji to też go nie ma jest za to opinia biegłego Jana Jarosza z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie mówiące o tym , co napisałem - rany postrzałowe z tyłu , strzał z bliskiej odległości w głowę , oddane z dużym prawdopodobieństwem z pistoletu kal 7.65z pozycji stojącej do osób znajdujacych się także w pozycji stojacej + wykluczenie by strzały te mgły być oddane z pozycji leżącej do leżącego

I jeszcze jedno Vaulin powiedział, ze nie poczuwa sie do winy za zastrzelenie Żubrydowej , bo niepotrzebnie lazła za mężem. Tylko tyle i aż tyle .

Kedyw był duzo lepiej wyszkolony niż przeciętny partyzant, a zacięcia , jak sam wiesz są raczej winą amunicji - a ta pochodziła z różnych , dziwnych źródeł i najczęściej nie była nowa .

Share this post


Link to post
Share on other sites
Żądam faktów. Ekspertyza oparta na kiepskiej jakości zdjęciach faktem nie jest. Ja osobiście wydając agentowi rozkaz likwidacji wroga, zadbałbym żeby miał skuteczną broń- TT podówczas w UB nie brakowało. A na pewno nie wysłałbym go z czterema nabojami przeciwko uzbrojonemu przeciwnikowi. Tak więc powtarzam jeszcze raz - teoria o egzekucji" a nawet zabójstwie agenturalnym nie znajduje potwierdzenia.
PS Zacięcia często tłumaczono marną amunicją - a najczęściej były wynikiem nieumiejętnego posługiwania się bronią. Trudno żeby było inaczej skoro konspiratorzy nie mieli możliwości treningu ani kogoś kto by nauczył ich podstaw... W Kedywie było może troszkę lepiej ale znając relacje z ich rozmaitych akcji, świetnie też nie było. Ale to wątek poboczny.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Erih:

Żądam faktów"

Faktem są dwie rany postrzałowe w potylicach Żubryda i jego żony. Jak to racjonalnie wytłumaczysz, jeżeli nie egzekucją?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Lipku, a jesteś w stanie udowodnić że to są rany wlotowe a nie wylotowe ? Przypominam że UB w terenie raczej nie dysponowało w terenie aparatami z potrójnym wyciągiem miecha czy Kine-Exactami czy zestawami aboret" do Leiki. Ani ludźmi potrafiącymi się takim sprzętem posłużyć. Szczytem techniki dokumentacyjnej to był mieszkowiec na rollfilm albo wręcz box.
Tak więc dokumentacja fotograficzna była pośledniej jakości, delikatnie mówiąc.
Trafienie w głowę jest typowe dla niewprawnego strzelca, strzelającego w postawie zwanej dziś sportową, a to jedyna jakiej uczono w międzywojniu i w czasie konspiracji.
Poza tym Żubrydowie nie byli w momencie śmierci bezbronni czy obezwładnieni- a wtedy tylko można mówić o egzekucji.
Pozostaje teoria o zabójstwie agenturalnym- tylko że szykując do takiego sprawca powinien się postarać o coś skuteczniejszego niż pistolet kieszonkowy z 4 podobno nabojami. Broń i amunicję mógł bez większego trudu otrzymać od swoich mocodawców- UB pod tym względem biedy nie cierpiało. Tak więc ta teoria broni się słabo.
Trzecia w świetle faktów najbardziej prawdopodobna, Ubecki agent poczuł się zagrożony i po prostu strzelił pierwszy, w dodatku mając tą przewagę że mały damski" pistolet łatwiej jest wyciągnąć niż duży model wojskowy.
Ponieważ mamy do dyspozycji jedynie relację sprawcy, i żadnych materialnych dowodów, teoria o samoobronie" jest nie do obalenia.
Możemy oczywiście przypuszczać że sprawy miały się inaczej, ale dowodów , a nawet poszlak na to nie mamy...Więc kategoryczne twierdzenia że była to egzekucja są po prostu bezpodstawne.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Erih, od początku byłeś, pocieszny ale teraz zaczynasz być śmieszny! Samoobrona...? Dwa strzały w głowę do dwóch osób...? Musieli by stać, nie ruszać się i czekać, aż się podmiot liryczny zdąży się obronić". Masz pojęcie jak trudno w dynamicznej sytuacji trafić w taki cel jak głowa? Motasz tu o szkoleniach, o braku dowodów, udowadniając, że jak czegoś nie widać to znaczy, że tego nie ma. Dla każdego śledczego" jasne jest, że zabójstwa dokonano po sterroryzowaniu ofiar lub na raty, czyli podstępem wyprowadzając ofiary osobno na egzekucję.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Erih ! Może wyraziłem się niejasno , ale chyba napisałem , ze ekspertyzą zajmował się nie Lipek , a biegły i to nie z IPN ( bo ci, jak wiadomo są do niczego - niezależnie na jaki temat głos zabieraja - tak twierdzi kilku forumowiczów ). Udokumentowane są także , na podstawie zeznań świadków ostatnie godziny życia Żubrydów . Wiadomo, że szli w trójkę , wiadomo, że Vaulin poszedł sam z Żubrydem , a potem wrócił po jego żonę. Chyba nie trzeba być mędrcem by dojść do tego , ze była to zbrodnia zaplanowana i przemyślano jej przebieg - gdyby Vaulin działał w samoobronie to raczej nie oddałby czystego strzału w potylicę noi po cholerę miał wracać po Żubrydową. Zapoznaj się z istniejącymi dokumentami , a potem dopiero pisz, bo zaprawdę, jak napisał mimir kompromitujesz się .

Share this post


Link to post
Share on other sites
Udokumentowane są także , na podstawie zeznań świadków ostatnie godziny życia Żubrydów . Wiadomo, że szli w trójkę , wiadomo, że Vaulin poszedł sam z Żubrydem , a potem wrócił po jego żonę.
No to w końcu szli we trójkę czy może jednak szli dwa razy we dwójkę?
Jaka dokumentacja taka dyskusja. Najważniejsze aby łapać złodzieja. Dajcie człowieka , paragraf się znajdzie.
Pozdrawiam.
P.S.
Na podstawie kiepskiej jakości fot stawiać zarzuty.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jacek... i może Erih...

Toż Vaulin nigdy się strzałów do Żubrydów nie wypierał...


No to w końcu szli we trójkę czy może jednak szli dwa razy we dwójkę?"

Zależy, która wersja... Wersją Vaulina jest, że wyszli we troje...

BTW- ktoś czytał, co Pożoga Piecuchowi opowiedział? Tam także chyba pada proste przyznanie się do gry operacyjnej zakończonej egzekucją...

Share this post


Link to post
Share on other sites



×
×
  • Create New...

Important Information