Jump to content
Sign in to follow this  
Penetrator

Są jeszcze bunkry ... ze skarbami

Recommended Posts

http://www.24kurier.pl/Aktualnosci/Szczecin/Odkryto-bunkier-z-dzielami-sztuki

Odkryto bunkier z dziełami sztuki

Szczecin. W lipcu br. do Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie, zgłosiła się 56 letnia kobieta z dwoma córkami, informując, że została okradziona przez członka rodziny. Twierdziła, że skradziono im dużą ilość obrazów, porcelanę, srebra i inne dzieła sztuki należące do jej męża. Jak się później okazało, zbudował on specjalny bunkier, gdzie przechowywał różne cenne dzieła sztuki - także te, które zaginęły po II wojnie światowej.

Kobieta wręczyła policjantom płytę DVD ze zdjęciami dzieł sztuki, które pozostały w posiadaniu jej męża. Po jej przejrzeniu funkcjonariusz zorientował się, że na obrazach znajdują się sygnatury muzealne. Oprócz obrazów znajdowało się tam także kilka rzeźb kościelnych. Zdjęcia zostały przesłane do Krajowego Zespołu ds. Zabytków Komendy Głównej Policji. Po kilku dniach pracownice Ministerstwa Spraw Zagranicznych, prowadzące rejestr strat wojennych przekazały informację, że jeden z obrazów widocznych na zdjęciu został prawdopodobnie skradziony z Muzeum Śląskiego w Katowicach. Jak się okazało, Antoni M., by ukryć kolekcję zbudował specjalny betonowy, 2-kondygnacyjny „bunkier” z przesuwanymi ścianami i licznymi skrytkami w których trzymał swoje zbiory. Do „bunkra” nie wpuszczał nawet najbliższej rodziny.

Po informacji z MSZ, Wojewódzki Konserwator Zabytków złożył zawiadomienie w sprawie skradzionego obrazu i rzeźb kościelnych. Prokurator wydał nakaz przeszukania i zabezpieczenia całej kolekcji w związku z podejrzeniem, że dzieła sztuki zostały skradzione. Pomimo utrudnień stawianych przez kobietę zabezpieczono kolekcję przy udziale pracowników Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Szczecinie, Narodowego Instytutu Dziedzictwa oraz pracowników Muzeum Narodowego w Szczecinie. Kolekcję w całości przewieziono do Muzeum Narodowego w Szczecinie.

Już w trakcie przeszukania ustalono, że znajdują się tam obrazy o bardzo dużej wartości artystycznej i historycznej. Ze względu na kurz i wilgoć panującą w „bunkrze” wiele z nich jest w złym stanie. Obrazy pochodziły - jak wstępnie ustalono - z okresu od wczesnego renesansu do czasów współczesnych. Jeden z obrazów jest datowany na 1532 r. Policjanci potwierdzili też, że obraz Józefa Czajkowskiego z 1903 roku pt. „Cmentarz Ojców Reformatów w Krakowie”, jest obrazem poszukiwanym przez Polskę jako strata wojenna. Na odwrocie dodatkowo zachowały się numery identyfikacyjne Muzeum Śląskiego w Katowicach. Józef Czajkowski (1872-1947) był znanym warszawskim malarzem, architektem i pedagogiem, wykształconym w Monachium i Paryżu, a jego obrazy na aukcjach osiągają wartość do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Ponieważ sprawa dotyczy straty wojennej odrębne postępowanie wszczęli również prokuratorzy szczecińskiego oddziału IPN. Po zakończeniu postępowania obraz Czajkowskiego po 66 latach wróci do muzeum w Katowicach. Policja wspólnie z Prokuraturą wyjaśnia wszystkie wątki dotyczące pochodzenia i obrotu dziełami sztuki.

Obecnie kolekcja jest badana przez specjalistów Muzeum Narodowego w Szczecinie, a zdjęcia poszczególnych dzieł zostały przesłane do Krajowego Zespołu ds. Zabytków Komendy Głównej Policji, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Narodowego Instytutu Dziedzictwa, MSZ, placówek Interpolu i innych agencji zajmujących się identyfikacją utraconych dzieł sztuki. Fotografie obrazów i grafik malarstwa włoskiego analizowane są nawet przez specjalistyczną grupę karabinierów z Rzymu, pod kątem ustalenia ich pochodzenia. Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód w Szczecinie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
To jak to w koncu bylo: skradziono, czy nadal lezalo w tym bunkrze ? No chyba ze skardziono jej to wszystko razem z bunkrem;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrząc na stan tych obrazów, to facet raczej kolekcjonerem poważnym nie był.... ot zwykły złodziej chcący schować swoje łupy... Bardziej mnie interesuje ten jego bunkier :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kolekcja w bunkrze. To skarb pierwszego sekretarza PZPR?

Ojciec mówił, że razem z doktorem K. kupili skarb od pierwszego sekretarza partii - wyznał Gazecie" syn 90-letniego Antoniego M., w którego przydomowym unkrze" przed miesiącem ujawniono kolekcję dzieł sztuki

Wiadomość o 300 obiektach - m.in. zabytkowych obrazach, rzeźbach, świecznikach i medalach - odnalezionych na szczecińskich Gumieńcach obiegła przed miesiącem całą Polskę.

Przechowywał je leciwy Antoni M., który w czasach PRL prowadził firmę budowlaną, a nieoficjalnie był jednym z największych handlarzy dziełami sztuki w kraju.

- Prowadzimy intensywne śledztwo zmierzające do ustalenia pochodzenia tych zbiorów - mówi prok. Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik prasowy szczecińskiej prokuratury okręgowej. - Nie zdradzamy szczegółów.

Wiadomo, że wśród dzieł złożonych przez policję w muzealnym depozycie są wartościowe obrazy z XVI i XVII wieku.

Jeden z synów Antoniego M. powiedział Gazecie", że z opowieści jego ojca wynikało, że znaczną część dzieł kupił na spółkę ze znanym ginekologiem K. od byłego pierwszego sekretarza PZPR. Ten z kolei miał kupić obrazy po wojnie od żołnierzy sowieckich.

Jak ustaliliśmy, w latach 70. M. i K. byli zatrzymani przez milicję, która spisała ich kolekcję, ale zwróciła im wszystkie dzieła, bo nie figurowały w katalogu skradzionych. Dokumentacja tej sprawy spłonęła jednak wraz z upadkiem PRL.

Sam Antoni M. stracił mowę w wyniku wylewu.

W najbliższych dniach ukaże się reportaż dziennikarzy Gazety" na ten temat.

http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34939,10537716,Kolekcja_w_bunkrze__To_skarb_pierwszego_sekretarza.html

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cztery Rafaele, ale nieprawdziwe
...

Ewa Podgajna, Adam Zadworny 2011-11-27, ostatnia aktualizacja 2011-11-24 13:51:29.0

Oficjalnie - murarz po czterech klasach. Naprawdę - jeden z największych handlarzy sztuką w PRL. Jego kolekcję odkryła ostatnio policja
Policjanci w towarzystwie konserwatora zabytków forsują drzwi betonowego bunkra w ogrodzie w szczecińskiej dzielnicy Gumieńce. W środku znajdują ok. 300 dzieł sztuki. Kiedy konserwator bierze do ręki XVII-wieczne płótno, obraz rozpada się na kilka części. Jest lipiec 2011 r.

Tekstylia po Żydach

Wiosna 1945 roku. Niemieckie dowództwo decyduje, że betonowa autostrada do Świnoujścia będzie przeznaczona tylko dla wojska. Cywile uciekają z miasta Stettin drogą na zachód przez Puszczę Wkrzańską. Biorą tylko wartościowe rzeczy. Biżuterię, obrazy, srebra, porcelanę, zegary. Ciągną to w dziecięcych wózkach. Po kilkunastu kilometrach jazdy po bruku odpadają kółka. Wtedy idą w las i zakopują. Najczęściej pod drzewami. Polacy wykopują te skarby jeszcze przez wiele lat.

W 1945 roku do Szczecina przybywają repatrianci i konspiratorzy uciekający przed wojenną przeszłością, handlarze i szabrownicy z całej Polski. W ruinach kryje się jeszcze Wehrwolf i sowieccy maruderzy. Harcerze wygwizdują Bieruta, który przyjeżdża na propagandowy zlot młodzieży Trzymamy straż nad Odrą". Akowcy organizują skok na kasę komunikacji miejskiej. Żydzi czekają na statki, które zabiorą ich na Bliski Wschód.

Pierwsza polska wystawa malarstwa zorganizowana w Urzędzie Informacji i Propagandy zostaje podpalona w nocy z 12 na 13 grudnia 1945 roku. Każdego dnia w mieście wybucha kilkanaście pożarów. Podpalają z zemsty Niemcy, dla rozrywki Sowieci, dla zmyłki polscy szabrownicy.

Antoni M., rocznik 1921, przyjeżdża do Szczecina z Hajnówki razem z piękną żoną Wandą. Jego ojciec zmarł w czasie okupacji w niemieckim więzieniu, gdzie trafił za przemyt. Antoni skończył cztery klasy podstawówki. Po ojcu ma smykałkę do interesów. Prowadził w Hajnówce sklep z tekstyliami, przejął go po ofiarach Holocaustu.

W Szczecinie wprowadza się do mieszkania w śródmiejskiej kamienicy i też otwiera sklep z tekstyliami. Interes nie przynosi spodziewanych zysków, więc organizuje zakład murarski. W mieście zburzonym przez alianckie naloty dywanowe roboty nie brakuje. Razem ze swoją brygadą Antoni odgruzowuje starówkę. Czasami znajdują pod górą cegieł coś cennego, np. srebrne zastawy stołowe. Znajomy złotnik wciąga go w handel złotem i diamentami. Wandę zatrudnia w jego sklepie.

Antoni dobrze zarabia, ale na rodzinę wydaje tylko tyle, by z głodu nie umarli.

Popiersia Lenina

Po jakiejś robocie w ręce wpada mu obraz. Okazuje się, że wart jest tyle, co miesięczna praca całej brygady. Potem będzie powtarzać znajomym, że tak to się zaczęło.

W 1958 roku Antoni M. kupuje dom w willowej dzielnicy Pogodno. Kupuje na repatriantkę, matkę Wandy. - Trzeba tak było, bo prywaciarzom władza ludowa waliła domiary, jak tylko wyniuchała, że uskładali pieniądze - tłumaczą krewni.

Zaraz po wojnie willę zajmuje znajomy handlarz. Niektórzy mówią, że Antoni M. kupuje od niego ten dom razem z kolekcją obrazów. Wprowadza się z Wandą i czwórką ich dzieci, które rodzą się co dwa lata, począwszy od 1950 roku.

- Tu nasze małżeństwo umarło - wspomina 83-letnia pani, gdy siedzimy w salonie urządzonym antykami. - On miał drugie życie i inne miłości. Ale namiętność do obrazów była u niego najmocniejsza. Znikał na kilka dni, wracał z obrazami i zamykał się z nimi w pokoju. Nam nic nie pokazywał. Sprzedawał i wymieniał. Raz jeden dał mi starą rzeźbę na przeprosiny (bo w nerwach potrafił uderzyć). Pieniędzy zawsze żałował. Raz Rysiu, najstarszy, chciał 2 zł na loda. Antoni nie chciał dać, wtedy Rysiu włożył rączkę do kieszeni ojca. I wyciągnął cały zwitek banknotów!

Firma Antoniego M. produkuje gipsowe odlewy popiersi Lenina. Odbiorcami są powiatowe komitety PZPR. Dostaje też zlecenia na elewacje budynków. W 1959 roku M. bierze udział w budowie najnowocześniejszego w kraju kina Kosmos ozdobionego abstrakcyjną mozaiką z rozbitych pieców kaflowych znalezionych w ruinach starówki.

Na dzieła sztuki M. wydaje prawie wszystkie zarobione pieniądze. Sam też trochę maluje. - Mama wyglądała na ojca obrazach jak jakiś potwór, chyba złośliwie ją tak malował - opowiada córka Jagoda, która opiekuje się matką. Do ojca ma żal o ciężkie dzieciństwo. - Nosił się jak dziad, dużo krzyczał. Interesowały go tylko te starocie.

Syn Janusz, ślusarz, rocznik 1956, zgodził się z nami spotkać. - Wychowywaliśmy się praktycznie bez niego - mówi. - A jak był, to potrafił bić nas rzemykiem. Nie pokazywał nam tego, wszystko chował w piwnicy. Musiałem pracować już w pierwszej klasie podstawówki. Ojciec kazał mi prostować stare gwoździe. Mówił, że mogą się przydać.

[...]

http://wyborcza.pl/1,75480,10702283,Cztery_Rafaele__ale_nieprawdziwe.html

Share this post


Link to post
Share on other sites
Bezcenna kolekcja obrazów Antoniego M. wciąż n.n.

Prokuratura wciąż nie wie, z jakimi dziełami ma do czynienia i najpewniej umorzy śledztwo w sprawie kolekcji dzieł sztuki odnalezionej w lipcu na Gumieńcach - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie

- Trwają prace zmierzające do ustalenia pochodzenia dzieł znajdujących się w naszym depozycie [prokuratorski depozyt znajduje się w Muzeum Narodowym w Szczecinie - az] - mówi prok. Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik prasowy szczecińskiej prokuratury okręgowej. - Zwróciliśmy się w tym zakresie m.in. do ministerstwa kultury i Interpolu oraz Europolu. Czekamy.

Z informacji zdobytych przez Gazetę" wynika, że pochodzenie większości eksponatów będzie niemożliwe do ustalenia. Nie ma ich na listach dzieł zaginionych podczas II wojny światowej. Wiele XVIII - i XIX-wiecznych obrazów znalezionych na Gumieńcach zdobiło zapewne salony pomorskich dworków. Dzieła te najprawdopodobniej trafiły w ręce Polaków, którzy przyjechali na Ziemie Odzyskane, a później do handlarzy.

W mieszkaniu byłego murarza, 90-letniego Antoniego M. i jego unkrze" postawionym w ogródku policjanci znaleźli 181 obrazów, rzeźby, świeczniki i medale. Łącznie ok. 300 dzieł sztuki. Według rodziny Antoniego M. nie jest to jednak cała kolekcja. Brakuje m.in. prac Nikifora i kilku drogocennych obrazów. Nie wiadomo, co się z nimi stało. Przedstawiciele policji, prokuratury i Muzeum Narodowego w Szczecinie (tam trafił depozyt) nie chcą zdradzić, co jest w ich rękach. Wiadomo, że najstarszy obraz pochodzi z 1532 r. Jest namalowany na desce, która niedawno została złamana. Bardzo interesujący jest też rozkawałkowany obraz z XVII w., a także - jak słyszymy w muzeum - szkic bardzo znanego obrazu, który będzie niezwykle cenny, jeśli okaże się oryginałem".

Pewne jest tylko to, że litografia Józefa Czajkowskiego z 1903 r. Cmentarz Ojców Reformatorów w Krakowie" odnaleziona na Gumieńcach znikła z Muzeum Śląskiego w Katowicach w 1945 r. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, w związku z tym prokuratura chciała przedstawić Antoniemu M. zarzut paserstwa. Śledczy nie wiedzą jednak, kiedy M. wszedł w posiadanie tej litografii. Prawdopodobnie w czasach PRL. A to oznacza, że przestępstwo już się przedawniło.

Reprezentujący M. mecenas Marek Mikołajczyk twierdzi, że nie ma podstaw, by jego klient utracił kolekcję. Przedstawiciele muzeum, z którymi rozmawiała Gazeta", chcą, aby obrazy pozostały w muzeum choćby jako depozyt właściciela.

http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,10745572,Bezcenna_kolekcja_obrazow_Antoniego_M__wciaz_n_n_.html

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gdzie jest kolekcja nikiforów Antoniego M.?

Nie ma dowodów na to, aby dzieła sztuki z kolekcji Antoniego M., odnalezionej w lipcu na Gumieńcach, pochodziły z kradzieży. Gazeta" dotarła do kolejnego świadka.
Zarekwirowanie kolekcji przez prokuraturę to uboczny efekt wewnątrzrodzinnej batalii o schedę po Antonim M., który przed rokiem przeszedł wylew i stracił mowę

Zarekwirowanie kolekcji przez prokuraturę to uboczny efekt wewnątrzrodzinnej batalii o schedę po Antonim M., który przed rokiem przeszedł wylew i stracił mowę
W lipcu 2011 r. w mieszkaniu byłego murarza, 91-letniego Antoniego M. i jego unkrze" postawionym w ogródku policjanci znaleźli 181 obrazów (głównie XVIII - i XIX-wiecznych), rzeźby, świeczniki i medale. Łącznie ok. 300 dzieł sztuki. Wiadomo, że to tylko część kolekcji Antoniego M., w którego życiorysie pojawiają się m.in. handlarze dziełami sztuki, postaci żywcem wyjęte z peerelowskich kryminałów, pierwszy sekretarz PZPR i Jerzy Połomski.

- Śledztwo w tej sprawie zostało przedłużone do 29 lutego - mówi prok. Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik prasowy szczecińskiej prokuratury okręgowej.

Pewne jest tylko to, że litografia Józefa Czajkowskiego z 1903 r. Cmentarz Ojców Reformatorów w Krakowie", odnaleziona na Gumieńcach, znikła z Muzeum Śląskiego w Katowicach w 1945 r. (odesłano ją już do Katowic). W związku z tym prokuratura chciała przedstawić Antoniemu M. zarzut paserstwa. Śledczy nie wiedzą jednak, kiedy M. wszedł w posiadanie tej litografii. Prawdopodobnie w czasach PRL. A to oznacza, że przestępstwo już się przedawniło.

Przedstawiciele policji, prokuratury i Muzeum Narodowego w Szczecinie (gdzie trafił depozyt) nadal nie chcą zdradzić, co jest w ich rękach. Wiadomo, że najstarszy obraz pochodzi z 1532 r. Jest namalowany na desce, która niedawno została złamana. Bardzo interesujący jest też rozkawałkowany obraz z XVII w., a także - jak słyszymy w muzeum - szkic bardzo znanego obrazu, który będzie niezwykle cenny, jeśli okaże się oryginałem".

Prokuratura zwróciła się do kilku instytucji (m.in. do Ministerstwa Kultury, Interpolu oraz Europolu) z wnioskiem o ustalenie, czy obrazy i rzeźby Antoniego M. nie figurują na listach dzieł zaginionych podczas wojny bądź skradzionych. To się nie potwierdza. A to oznacza, że prokuratura będzie musiała je zwrócić.

- W najbliższym czasie wystąpię z takim wnioskiem - zapowiada mec. Marek Mikołajczyk reprezentujący Antoniego M.

Dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie Lech Karwowski: - Nic o tym nie wiem. Dzieła jako depozyt prokuratury znajdują się cały czas u nas. Nie są w najlepszym stanie, ale już sam fakt, że znajdują się w lepszych warunkach, na pewno dobrze im zrobi.

Antoniego M. doskonale pamięta szczeciński rzeźbiarz Stanisław Biżek.

Biżek przyjechał do Szczecina po studiach w krakowskiej ASP w 1964 r. W 1965 r. pełnił funkcję plastyka w Pałacu Młodzieży. Antoni M. miał firmę budowlaną. Robił wtedy elewację pałacowych pawilonów. - Do tynku mielił lusterka. Do tej pory elewacja się błyszczy - mówi Biżek. - Na tym pierwszym pawilonie od pogotowia ratunkowego zrobił na elewacji kolorowe fale. W tamtym okresie wprowadzanie do tynku koloru było nowatorskie. Nie było takiej technologii.

Rzeźbiarz uśmiecha się na wspomnienie współpracy z niecodziennym budowlańcem przy powstawaniu plenerowych rzeźb w Międzyzdrojach. M. miał przygotować pod nie cokoły.

- Przyjeżdżamy je zobaczyć, a tam na cokołach fale, faktury, kolorowe tynki. Musiał potem to wszystko ściąć.

- Nie sądzę, żeby był paserem - uważa Stanisław Biżek. - Co piątek na Turzynie [targowisku - red.] można było go spotkać. Jeździł do Wrocławia na giełdy staroci. On kochał te rzeczy. Jak coś mu się spodobało, kupował.

Stanisławowi Biżkowi M. pokazał kolekcję prac Nikifora. - Wtedy rozchodził się z pierwszą żoną. Do jego pokoju musieliśmy wchodzić przez okno. Miał ponad setkę nikiforów. Chwalił się, że to największy zbiór w Polsce. Kupił prace od samego Nikifora w latach 60. Miał czuja.

Nikiforów jednak nie odnaleziono, podobnie jak zabytkowej, złotej biżuterii.

Wiele wskazuje na to, że pochodzenie większości eksponatów będzie niemożliwe do ustalenia. Wiele XVIII - i XIX-wiecznych obrazów znalezionych na Gumieńcach zdobiło zapewne salony pomorskich dworków. Dzieła te najprawdopodobniej trafiły w ręce Polaków, którzy przyjechali na Ziemie Odzyskane, a później do handlarzy.

Przed dwoma miesiącami w Dużym Formacie" (magazynie reporterów Gazety") opublikowaliśmy reportaż opisujący historię powstania kolekcji Antoniego M., który w PRL oficjalnie był właścicielem zakładu murarskiego, a nieoficjalnie pokątnym handlarzem dziełami sztuki znanym w całej Polsce.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, żona eksmurarza wystąpiła z wnioskiem o jego ubezwłasnowolnienie (przed rokiem przeszedł wylew i stracił mowę). Zarówno ona, jak i dzieci Antoniego M. z różnych związków zapewne będą rościć prawa do kolekcji.

http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,10923414,Gdzie_jest_kolekcja_nikiforow_Antoniego_M__.html

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kolekcja z bunkra na Gumieńcach do muzeum? Przestępstwa nie było

Śledztwo w sprawie domniemanej kradzieży obrazów z kolekcji Antoniego M., zajętej przez policję w lipcu ub.r., zostało prawomocnie umorzone. Nie potwierdzają się też podejrzenia, że dzieła pochodzą z przestępstwa. Kolekcjoner chce je oddać w depozyt Muzeum Narodowemu

W lipcu 2011 r. w zmyślnych skrytkach skonstruowanych przez byłego murarza, 92-letniego Antoniego M., policjanci znaleźli 181 obrazów (głównie XVIII - i XIX-wiecznych), rzeźby, świeczniki i medale. Łącznie ok. 300 dzieł sztuki.

Decyzją prokuratury przekazano je w depozyt Muzeum Narodowemu w Szczecinie. Wiadomo jednak, że to tylko część kolekcji, która powstawała kilkadziesiąt lat. Według bliskich Antoniego M. zaginął m.in. zbiór obrazów Nikifora i zabytkowa złota biżuteria. Obecna żona eks-murarza i jedna z jego córek (Klaudyna M.) uważają, że to opiekująca się ojcem Oliwia M. (także córka Antoniego) i jej narzeczony zagarnęli część obrazów (do kolekcji roszczą sobie prawa dzieci Antoniego M. z różnych związków). Klaudyna M. na swoim blogu sugerowała, że zaginęły m.in. dwa portrety trumienne.

Jednak Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód umorzyła śledztwo w tym zakresie, uznając, że nie ma dowodów na kradzież. Niezadowolona z umorzenia część rodziny Antoniego M. zażaliła się na tę decyzję do sądu. Sąd podtrzymał decyzję prokuratury, co oznacza, że umorzenie śledztwa w sprawie kradzieży jest prawomocne.

Trwa natomiast śledztwo mające ustalić, czy zabezpieczone dzieła nie pochodzą z przestępstwa (wszczęto je z artykułu kodeksu karnego mówiącego o paserstwie). Nic nie wskazuje na to, aby podejrzenia policji się potwierdziły. Pytania szczecińskich śledczych skierowane m.in. do Interpolu, Europolu i Ministerstwa Kultury nie zaowocowały dotąd odnalezieniem obrazów Antoniego M. wśród dzieł skradzionych czy też zaginionych podczas wojny. Wyjątkiem jest litografia Józefa Czajkowskiego z 1903 r. Cmentarz Ojców Reformatów w Krakowie", która znikła z Muzeum Śląskiego w Katowicach w 1945 r. Prawdopodobnie M. wszedł w posiadanie tej litografii w czasach PRL. A to oznacza, że ewentualne paserstwo już się przedawniło (litografia już wróciła na Śląsk).

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, umorzenie śledztwa jest niemal pewne. Co się stanie z kolekcją?

- Mój klient rozważa oddanie jej w depozyt Muzeum Narodowego, gdzie przecież te dzieła i tak się znajdują - mówi mec. Marek Mikołajczyk reprezentujący Antoniego M. - Oczywiście pan M. miałby prawo dysponowania tymi dziełami, w tym ich sprzedażą. Do tego potrzebna jest jednak stosowna umowa z muzeum.

W lutym br. w Dużym Formacie" (magazynie reporterów Gazety Wyborczej") opublikowaliśmy reportaż opisujący historię powstania kolekcji Antoniego M., który w PRL oficjalnie był właścicielem zakładu murarskiego, a nieoficjalnie pokątnym handlarzem działami sztuki znanym w całej Polsce. W tamtych czasach w jego szczecińskim domu bywali znani kolekcjonerzy jak np. Jerzy Połomski.

http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,88319,11731037,Kolekcja_z_bunkra_na_Gumiencach_do_muzeum__Przestepstwa.html

Share this post


Link to post
Share on other sites
Eksmurarz Antoni M. odebrał w czwartek ze szczecińskiego Muzeum Narodowego kolekcję 300 dzieł sztuki, którą w 2011 r. w brawurowy sposób zajęła policja. W śledztwie nie udało się ustalić, skąd pochodzą obrazy. O kolekcję walczy skłócona rodzina
To wynik uprawomocnienia się decyzji o umorzeniu śledztwa, które od lipca 2011 r. prowadziła szczecińska prokuratura okręgowa.

Wtedy w ogrodzie domu na Gumieńcach, w zmyślnych skrytkach skonstruowanych przez byłego murarza w betonowym bunkrze, policjanci znaleźli 181 obrazów (głównie XVIII- i XIX-wiecznych), rzeźby, świeczniki i medale. Łącznie ok. 300 dzieł sztuki. Decyzją prokuratury przekazano je w depozyt Muzeum Narodowemu w Szczecinie.

92-letni Antoni M. stracił mowę w wyniku wylewu w 2010 r., więc nie był w stanie składać zeznań. Prokuratorskie śledztwo miało wyjaśnić, czy zabezpieczone dzieła pochodzą z przestępstwa, jak podejrzewała policja (wszczęto je z artykułu Kodeksu karnego mówiącego o paserstwie). Pytania szczecińskich śledczych skierowane m.in. do Interpolu, Europolu i Ministerstwa Kultury nie zaowocowały odnalezieniem obrazów Antoniego M. wśród dzieł skradzionych czy też zaginionych podczas wojny. Wyjątkiem jest litografia Józefa Czajkowskiego z 1903 r. Cmentarz Ojców Reformatów w Krakowie", która znikła z Muzeum Śląskiego w Katowicach w 1945 r. Prawdopodobnie M. wszedł w posiadanie tej litografii w czasach PRL. Ewentualne paserstwo przedawniło się (litografia wróciła na Śląsk).

- Obecnie uprawomocniła się decyzja o umorzeniu śledztwa i wydaniu dowodów rzeczowych zabezpieczonych w tej sprawie - mówi mec. Marek Mikołajczyk reprezentujący Antoniego M.

Dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie Lech Karwowski: - Protokolarnie wydaliśmy zbiór policji, a ta oddała go panu Antoniemu M. zgodnie z jego wolą [wcześniej jego rodzina mówiła, że kolekcja pozostanie w muzeum - red.].

To jednak nie koniec wojny o kolekcję. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, w piątek sąd na sesji wyjazdowej przesłuchał Antoniego M. w jego domu (M. odpowiadał na pytania tylko gestami). Ma to związek z wnioskiem o ubezwłasnowolnienie kolekcjonera złożonym przez jego młodszą o kilkadziesiąt lat żonę, która rości sobie prawa do dzieł.

Od samego początku w tle tej barwnej sprawy jest spór przyszłych spadkobierców Antoniego M. o kolekcję. Obecna żona eksmurarza i jedna z jego córek (Klaudyna M.) uważają, że to opiekująca się ojcem Oliwia M. (także córka Antoniego) i jej narzeczony zagarnęli część obrazów (do kolekcji roszczą sobie prawa dzieci Antoniego M. z różnych związków). Jednak Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód umorzyła śledztwo w tym zakresie, uznając, że nie ma dowodów na kradzież.

Wiadomo również, że dzieła, które przejęła w 2011 r. policja to tylko część kolekcji, która powstawała kilkadziesiąt lat. Według bliskich Antoniego M., zaginął m.in. zbiór obrazów Nikifora i zabytkowa złota biżuteria. Klaudyna M. na swoim blogu pisała, że zaginęły także m.in. dwa portrety trumienne. Jednak Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód umorzyła śledztwo w tym zakresie, uznając, że nie ma dowodów na kradzież.

Oliwia M.: - Na razie będziemy konserwować kolekcję, bo w niektórych grafikach rozwinęły się grzyby. Nie wykluczamy tego, że wróci ona do jakiegoś muzeum jako depozyt.

Przypomnijmy, że Antoni M. w PRL oficjalnie był właścicielem zakładu murarskiego, a nieoficjalnie pokątnym handlarzem dziełami sztuki znanym w całej Polsce. W tamtych czasach w jego szczecińskim domu bywali znani kolekcjonerzy jak np. gwiazda estrady lat 70. XX w., Jerzy Połomski.

Więcej... http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,12706088,Byly_murarz_odzyskal_300_dziel_sztuki__To_nie_koniec.html#ixzz29r9oU6hn

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information