Jump to content

Z wrogiem na wroga


bodziu000000

Recommended Posts

http://www.rp.pl/artykul/420328_Z_wrogiem__na_wroga.html

 wrogiem na wroga

Kim byli żołnierze AK i polscy harcerze, którzy w 1944 roku wstąpili w szeregi niszczycielskich batalionów NKWD. Kolaborantami czy bohaterami ratującymi swoje rodziny?

– Był pan członkiem AK?

– Byłem. Zaprzysiężono mnie w styczniu 1944 roku.

– Miał pan pseudonim?

– „Siekiera”.

– Jakie były pana poglądy polityczne?

– Byłem wychowany w bardzo patriotycznym domu. Moją maksymą były słowa: Bóg, Honor, Ojczyzna.

– Jaki był pana stosunek do Związku Sowieckiego?

– Bardzo krytyczny.

– Dlaczego więc służył pan w sowieckich Istriebitielnych Batalionach?

– Służba w oddziale była moim obowiązkiem – mówi Szczepan Siekierka, znany działacz środowisk kresowych. Mieszka obecnie we Wrocławiu, ale pochodzi z miejscowości Toustobaby w byłym województwie tarnopolskim. Tam spędził całą wojnę i tam, podobnie jak wielu jego rodaków, w 1944 roku wstąpił do formacji zorganizowanej przez sowieckie służby specjalne.

Problem udziału Polaków, w tym wielu żołnierzy AK i członków Szarych Szeregów, w Istriebitielnych Batalionach NKWD do dziś nie został gruntownie zbadany przez historyków. Chociaż zjawisko miało charakter masowy, nie funkcjonuje w zbiorowej świadomości Polaków. Okrywa je wstydliwe milczenie. Temat uznawany jest za niewygodny, wymykający się patriotycznym schematom i uproszczonej, czarno-białej wersji historii najnowszej.

Niemowlęta na sztachetach

Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że mieszkańcy Kresów – najbardziej antysowiecka część polskiego społeczeństwa – poszli na współpracę z Moskwą? Wszyscy żyjący dziś członkowie batalionów odpowiadają zgodnie: to była konieczność. Wytworzyła ją specyficzna, niewystępująca nigdzie indziej poza ziemiami południowo-wschodnimi, sytuacja. W regionie tym istniała bowiem trzecia siła. Tą trzecią siłą była Ukraińska Powstańcza Armia.

– Zdejmowałem niemowlęta nabite na sztachety płotów. Widziałem ciała ludzi zamęczonych przy użyciu najbardziej wymyślnych metod. Spalonych, pokłutych widłami, z odrąbanymi kończynami i głowami. Mężczyzn, którym oderżnięto genitalia i wsadzono w usta. Kobiety, którym obcięto piersi lub żywcem wyrwano dzieci z brzuchów. Wszyscy zostali zamęczeni tylko dlatego, że byli Polakami. Między innymi wielu członków mojej rodziny – wspomina Siekierka.

Gdy w 1944 roku tereny Tarnopolskiego, Stanisławowskiego i Lwowskiego dostały się spod okupacji niemieckiej pod okupację sowiecką, rzezie dokonywane przez Ukraińców przybrały apokaliptyczne rozmiary. W trakcie akcji „Burza” polskie podziemie ujawniło się przed Sowietami i zostało przez nich natychmiast rozbite, a resztę mężczyzn w wieku poborowym wcielono do Armii Czerwonej. W efekcie ludność cywilna pozostała bez żadnej ochrony.

– Pyta pan, jak polscy patrioci mogli wstąpić do sowieckich batalionów szturmowych? Oto odpowiedź. Uważaliśmy, że to jedyny sposób na uchronienie naszych rodzin przez straszliwą śmiercią. Dla nas liczyło się to, że bolszewicy wydali nam karabiny i dzięki temu mogliśmy bronić naszych wsi i naszych rodzin. Wielką politykę odsunęliśmy na bok. My musieliśmy działać tu i teraz – mówi Siekierka.

Istriebitielnyje (od ros. słowa „niszczyć”) Bataliony zostały utworzone na mocy rozkazu Rady Komisarzy Ludowych z 24 czerwca 1941 roku. Zadaniem tych paramilitarnych jednostek złożonych z lokalnych mieszkańców była pomoc regularnym oddziałom NKWD w „czyszczeniu” terenów zafrontowych z elementu antysowieckiego. Liczba batalionów wzrastała wraz z postępami sowieckiej ofensywy.

Do jednostek tych należeć mogło nawet 30 tysięcy Polaków. W 80 procentach byli to nastolatkowie poniżej 18. roku życia, zbyt młodzi, aby trafić do regularnych oddziałów frontowych, oraz osoby niewcielone do Armii Czerwonej ze względów zdrowotnych. Dowodzeni przez sowieckich oficerów, w większości przypadków zostali podzieleni na mniejsze pododdziały, które rozlokowano po ich rodzinnych wsiach.

Opowiada Tadeusz Banasiewicz ze wsi Cegielnia w powiecie kowelskim. Obecne miejsce zamieszkania: Warszawa.

– To była klasyczna wiejska samoobrona. Siedzieliśmy po kilku we wsi i czekaliśmy na Ukraińców. Mieliśmy opracowany system alarmowy. Jedna raca oznaczała niebezpieczeństwo, a trzy – poważne kłopoty. Wtedy członkowie batalionów z sąsiednich wsi powinni przybyć z odsieczą.

– Jak wyglądał werbunek do Istriebitielnych Batalionów?

– Wezwali nas do stawienia się w miasteczku. Tam oznajmili nam, że stworzą z batalion.

– Umundurowano was?

– Nie, przez całą moją służbę w batalionie byłem w cywilnym ubraniu. Z tego co wiem, tak było we wszystkich batalionach.

– Jaką wydano wam broń?

– Wpuścili nas do magazynu pełnego rozmaitego wojskowego sprzętu. Część broni została po Niemcach, była też broń sowiecka. Ja wybrałem automat SWT-10. Każdy mógł do tego wziąć kilka granatów i amunicję. Potem przez cztery dni pod okiem sowieckiego podoficera połowicznie nas przeszkolono.

– Wypłacano wam żołd?

– Nie, nie dostaliśmy żadnych pieniędzy. Żywić także musieliśmy się we własnym zakresie.

– Jaki był stosunek Polaków do służby w batalionie?

– Nie będę ukrywał: byliśmy zachwyceni, że ktoś dał nam do ręki broń. Kto to zrobił, nie miało dla nas znaczenia. Gdy dostałem karabin, wiedziałem już, że nie zostanę zarżnięty jak prosię. Od razu zdecydowałem, że ostatni pocisk zostawiam dla siebie. Że nie dostanę się w ich ręce żywcem.

– Czy z rąk Ukraińców zginął ktoś z pańskiej rodziny?

– Tak, oboje rodziców. Ja z bratem w ostatniej chwili uciekliśmy do lasu.

Z AK do NKWD

W większości przypadków złożone z Polaków Istriebitielnyje Bataliony były formowane za pomocą poboru. Do IB zgłaszało się również wielu ochotników. W nielicznych przypadkach, gdy lokalne oddziały AK przetrwały akcję „Burza”, bataliony tworzono, opierając się na ich strukturach. Na stronę Sowietów przechodziły całe plutony lub kompanie. Od oficerów po kucharzy polowych i sanitariuszy.

Tak było między innymi w Kołomyi, gdzie na układ z bolszewikami poszło tamtejsze kierownictwo AK. Oddział polskiego podziemia został przemianowany na Istriebitielnyj Batalion, podporządkowany Sowietom i skoszarowany w budynku przedwojennego 49. Huculskiego Pułku Piechoty. Nad bramą wejściową do koszar umieszczono nawet napis „Wojsko Polskie”.

– Umowa była prosta. AK zobowiązała się do zaprzestania wszelkich działań wymierzonych w Sowiety, a bolszewicy pozwolili nam zachować broń i bronić ludności cywilnej przed Ukraińcami. To była transakcja wiązana. Oni nie mieli ludzi, żeby panować nad sytuacją na zapleczu frontu, a my chcieliśmy położyć kres rzeziom naszych rodaków – opowiada członek oddziału z Kołomyi Bolesław Mieczkowski, który obecnie mieszka w Warszawie i przewodniczy organizacji skupiającej weteranów batalionów.

– Co by się stało, gdybyście na ten układ nie poszli?

– Oznaczałoby to dla nas ponowne zejście do podziemia i konfrontację z Sowietami. W walce z tą potęgą zostalibyśmy starci na proch. Wszyscy wylądowalibyśmy w piachu albo w najlepszym wypadku na Syberii. Zresztą mniejsza o nas, przecież bez ochrony batalionów polska ludność cywilna zostałaby wyrżnięta do nogi! Na naszych ziemiach nie było miejsca na romantyczną walkę z nowym okupantem, jak to miało miejsce w zachodniej, zamieszkanej tylko przez Polaków, części kraju. Trzeba było myśleć realnie.

– Są jednak ludzie, którzy uważają, że bataliony były jednostkami kolaboracyjnymi.

– Co mieliśmy zrobić? Dać się wymordować, żeby dziś osoby, o których pan mówi, miały dobre samopoczucie? Wszystkim, którzy wysuwają przeciwko nam takie zarzuty, przypominam starą maksymę: postępowanie ludzi powinno się oceniać tylko w kontekście czasów, w których żyli...

– Żyliście też w latach 1939 – 1941.

– Nie musi mi pan o tym przypominać. W wielkiej fali deportacji w 1940 roku Sowieci wywieźli wielu członków mojej rodziny. Doskonale pamiętaliśmy tamtą okupację. W roku 1944 sytuacja była jednak zupełnie inna. Żyliśmy pod świeżym wrażeniem ukraińskich rzezi. To z tej strony groziło nam i naszym rodzinom największe niebezpieczeństwo. Musieliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Nie było nikogo, kto mógłby nam pomóc.

– Czy wasze działania bojowe rzeczywiście miały tylko charakter defensywny?

– Bolszewicy wykorzystywali nas też do pilnowania mostów, stacji kolejowych i innych strategicznych obiektów. Pomagaliśmy w szpitalu polowym Armii Czerwonej.

– Czy w pańskim batalionie doszło do jakichś nadużyć w stosunku do ukraińskich cywilów lub jeńców?

– Nie, nic takiego nie miało miejsca.

Historycy mają w tej sprawie inne zdanie. Według Tomasza Balbusa – wrocławskiego badacza, który kilka lat temu napisał szkic na temat batalionów w „Biuletynie IPN” (nr 6/2002) – jednym z motywów, którymi kierowali się ich polscy członkowie, była żądza zemsty za ukraińskie zbrodnie. Dlatego zdarzały się przypadki upokarzania, bicia, a nawet zabijania schwytanych Ukraińców. Polskie IB miały również dokonywać odwetowych pacyfikacji ukraińskich wiosek.

Na przykład dowodzeni przez Sowietów członkowie polskiego batalionu z Nadwórnej 28 sierpnia 1944 roku mieli wziąć udział w spaleniu 300 gospodarstw we wsi Grabowiec. 85 Ukraińców miało zostać zabitych, a kolejnych 70 aresztowanych. Poza tym, jak dowodzi historyk IPN Polacy z batalionów, doskonale znający ludzi i topografię terenu, używani byli do rozpracowywania i niszczenia struktur ukraińskiego podziemia niepodległościowego.

Mieli działać, opierając się na szerokiej sieci tajnych agentów, jaką dysponowały sowieckie służby bezpieczeństwa zarówno wśród polskiej, jak i ukraińskiej społeczności. „Dostrzegając liczne przejawy antypolskiej współpracy Ukraińców z władzami nazistowskimi w latach 1941 – 1944, często zapominamy o antyukraińskiej współpracy części Polaków z władzami sowieckimi w latach 1944 – 1945” – napisał Balbus.

Bez ochrony Istriebitielnych Batalionów polska ludność cywilna zostałaby wyrżnięta do nogi przez UPA! – mówi Bolesław Mieczkowski, były członek tej formacji
Ukraińcy polskich członków IB traktowali właśnie jako stanowiących poważne zagrożenie sowieckich kolaborantów. „Polacy poszli na bezkrytyczną współpracę i służbę dla NKWD. Dlatego przeciwko nim przyjmujemy te same działania co wcześniej. Należy przeprowadzić zwiad, gdzie i jakie siły wroga są skupione, a następnie je zniszczyć” – pisał w rozkazie jeden z dowódców UPA na Wołyniu „Hryć”.

W efekcie wielu polskich członków Istriebitielnych Batalionów zginęło nie tylko podczas leśnych potyczek z ukraińską partyzantką, ale zostało skrytobójczo zamordowanych. Na przykład Kazimierz Litwin z tarnopolskiej wsi Ihrowica – spacyfikowanej zresztą przez UPA w Wigilię 1944 roku – który został porwany przez nacjonalistów. Młodemu chłopakowi żywcem obcięto głowę za pomocą tępej, ręcznej piły do drewna. Ciało znalazł jego ojciec.

Żelazna dyscyplina

Byli członkowie Istriebitielnych Batalionów zdecydowanie zaprzeczają stawianym im zarzutom. Zapewniają, że w ich oddziałach nie dochodziło do żadnych nadużyć lub że zaczęło do nich dochodzić po wiośnie 1945 roku. Wtedy bowiem rozpoczęły się wysiedlenia Polaków z Galicji Wschodniej do okrojonej komunistycznej Polski i Sowieci zdemobilizowali polskich żołnierzy batalionów.

Mówi Szczepan Siekierka, człowiek, który ściągał nabite na sztachety niemowlęta:

– Czy nigdy nie korciło mnie, żeby nacisnąć spust czy wyrżnąć któregoś z Ukraińców kolbą? Odpowiem szczerze: myślałem o tym wielokrotnie! Zapewniam, że nie byliśmy aniołami. Ludzie o słabym charakterze nie przeżyliby tam długo. Wielu z nas chciało wyrównać rachunki. Mimo to nigdy tego nie zrobiliśmy.

– Dlaczego?

– Po prostu nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Sowieci utrzymywali nasze bataliony w żelaznej dyscyplinie. Tylko czekali na takie wyskoki ze strony Polaków. Cały czas mieli nas na oku. Najmniejsza niesubordynacja oznaczała sąd wojenny, który wydawał zawsze takie same wyroki. Kula w łeb. Raz zaskoczyliśmy upowców w leśnym bunkrze. Było nas 16, a wydłubaliśmy ich spod ziemi około 100. Nawet przez myśl nam nie przyszło, żeby tych ludzi zabić.

– To co z nimi zrobiliście?

– Przekazaliśmy ich Sowietom. Po drodze dwóch próbowało uciec i rzeczywiście zostało zastrzelonych. Reszcie jednak nie spadł włos z głowy. Dotarli bez problemów na posterunek.

– Co z nimi zrobili Sowieci?

– Nie wiem.

Obławy i konwoje

O swojej służbie w Istriebitielnych Batalionach chętnie opowiada Stanisław Drzewiecki ze wspomnianej wyżej, spacyfikowanej przez UPA, miejscowości Ihrowica. Od kwietnia 1944 roku należał do około

30 -osobowego oddziału, którego kwatera znajdowała się w miejscowości Hłuboczek. Również on zapewnia, że walczył jedynie z uzbrojonymi mężczyznami, z którymi stawał do równej walki. Przyznaje jednak, że brał udział w obławach na cywilów.

– Celem jednej z takich akcji było wyłapanie zdrowych kobiet, które następnie były wywożone na roboty przymusowe do kopalń Donbasu. Brano wtedy każdą babę, która się nawinęła. Ukrainki, ale również Polki. Jednak w nocy, gdy pilnowaliśmy ich w wielkiej stodole przy stacji kolejowej, po cichu, pojedynczo wypuszczaliśmy nasze dziewczyny na wolność. Pojechały tylko Ukrainki.

– Jakie jeszcze zadania wykonywaliście?

– Ukraińcy uchylali się od służby wojskowej. Często trzeba więc było pojechać po takiego faceta do wsi. Sprawdzić, czy rzeczywiście jest chory, a jeżeli nie, to pod konwojem doprowadzić do komisji poborowej. Większość naszych akcji była jednak akcjami bojowymi.

– Jak one wyglądały?

– Sowieci mieli wszędzie swoich agentów i gdy tylko gdzieś pojawili się banderowcy, natychmiast o tym wiedzieliśmy. Wsiadaliśmy na furmanki i pędziliśmy do takiej wsi. Pamiętam jedną taką historię. Otoczyliśmy osadę w nocy i rano, gdy zrobiło się widno, wkroczyliśmy do niej ze wszystkich stron. Zobaczyliśmy wisielców na każdym drzewie. Zwisali prosto jak świece. To byli Ukraińcy, którzy nie chcieli dołączyć do nacjonalistów. Dziś Ukraińcy mówią, że również ich społeczność poniosła wielkie straty. Problem tylko w tym, że większość zginęła z rąk rodaków.

Złamani żołnierze

Sprawa Polaków służących w Istriebitielnych Batalionach ma jeszcze jeden nieprzyjemny wątek. Otóż dla niektórych ich członków taktyczne współdziałanie z NKWD zakończyło się współdziałaniem agenturalnym. Dotyczy to szczególnie byłych akowców, czyli ludzi, na których Sowieci mieli haki. Były przypadki, że zostali oni złamani przez swoich nowych zwierzchników i zwerbowani do tajnej współpracy.

Ludzie ci nie tylko współdziałali z Sowietami przy likwidacji podziemia ukraińskiego, ale również szkodzili Polakom. Ich doświadczenie w zwalczaniu leśnej partyzantki i struktur antysowieckiej konspiracji bolszewicy wykorzystali po wojnie już na terenie komunistycznej Polski. Tym razem przeciwko żołnierzom polskich formacji niepodległościowych. Były przypadki, że członkowie batalionów zostali wcieleni do KBW lub przystąpili do MO.

– Słyszałem, że próbowali skłonić naszych do takiej roboty, ale to był całkowity margines. Nie sądzę żeby wielu na to poszło. W każdej społeczności znajdą się czarne owce, które szły z komunistami na współpracę. Nawet wśród księży. To, że ktoś z IB służył później w KBW, nie powinno więc rzutować na wszystkich żołnierzy tych formacji. Na przykład ja, choć służyłem w batalionach, w Polsce nigdy nie miałem nic wspólnego z komunistami. Nigdy nie zapisałem się do partii – mówi Tadeusz Banasiewicz.

Podobnego zdania jest Szczepan Siekierka: – Dwóch chłopaków z moich okolic po zdemobilizowaniu z batalionów zostało wcielonych do LWP. Myśleli, że będą bić Niemców, ale wysłali ich do zwalczania polskiego podziemia gdzieś pod Hrubieszowem. I co? Obaj uciekli do lasu i potem komuniści wlepili im za to po 25 lat więzienia. Przestrzegam więc przed generalizowaniem ocen członków IB. Ludzkie losy układają się w bardzo różny sposób.

Oskarżenia wysuwane wobec batalionów sprawiły, że w 1991 roku członkom tych formacji odebrano uprawnienia kombatanckie. Po pięciu latach, w wyniku działań podjętych przez środowiska byłych żołnierzy AK, Sąd Najwyższy uchylił tę decyzję. W wyroku wyraźnie zaznaczono jednak, że za osoby zasłużone dla walki o Polskę można uznać tylko członków IB z województw: tarnopolskiego, lwowskiego, wołyńskiego i stanisławowskiego.

Czyli tylko z mieszanych polsko-ukraińskich terenów, gdzie polskie bataliony NKWD chroniły ludność cywilną przed UPA. Istriebitielnyje Bataliony, które powstały na północnych terenach Rzeczypospolitej – Białorusi i Wileńszczyźnie – miały bowiem diametralnie inny charakter. Ich głównym celem było niszczenie antysowieckich polskich organizacji niepodległościowych. A w szeregach tych Istriebitielnych Batalionów służyli głównie... Białorusini i Litwini.

Bolszewicka gra

Sowieci, tworząc bataliony, w mistrzowski sposób stosowali zasadę „dziel i rządź”. Antagonizmy pomiędzy narodami podbijanych terenów wykorzystywali do własnych celów. Na przykład w rejonie Gródka Jagiellońskiego NKWD sformowało Istriebitielnyje Bataliony złożone z Ukraińców, które były używane do... wyłapywania „wrogów ludu” w polskich wsiach i osadach.

Ostatecznie tereny, z których pochodzili Polacy służący w batalionach, zostały wcielone do Związku Sowieckiego. Nie pozostały przy Polsce i nie weszły również w skład niepodległej Ukrainy, o czym marzyli ukraińscy nacjonaliści. Oba narody poniosły klęskę. Mimo to o żadnej poważnej współpracy pomiędzy Polakami a Ukraińcami przeciwko wspólnemu wrogowi nie mogło być wówczas mowy.

Jak zgodnie mówią byli żołnierze batalionów: zbyt dużo polskiej krwi zostało przelane. Tym bardziej że nawet w obliczu wkraczającej Armii Czerwonej, gdy los spornych terytoriów był już przesądzony, Ukraińcy nie zaprzestali „oczyszczać ich z Lachów”. To UPA pchnęła Polaków w ramiona Sowietów, co nie zmienia faktu, że ludzie ci – broniąc rodzin w szeregach formacji NKWD – jednocześnie przyczyniali się do sowietyzacji swoich stron rodzinnych. Na tym polegał tragiczny paradoks ich historii.

Z drugiej strony, choć polskie Istriebitielnyje Bataliony były niewątpliwie narzędziem w rękach Sowietów, potrafiły mimo to sprawić im „nieprzyjemną niespodziankę”. Wiadomo, że w jednej z polskich wiosek Istriebitielnyj Batalion wystąpił zbrojnie przeciwko regularnemu oddziałowi NKWD rabującemu ludność cywilną. Według historyków takich przypadków było więcej. ∑

Wszyscy występujący w tekście rozmówcy

– byli członkowie Istriebitielnych Batalionów

– podczas służby w tych formacjach byli nastolatkami."

Link to comment
Share on other sites

  • 2 years later...
Ekshumowałem ofiary rzezi wołyńskiej. Wcześniej ekshumowałem tysiące szczątków ludzkich, ale to co zobaczyłem w odsłoniętych mogiłach na Trupim Polu przebiło wszystkie NKWD-owskie jamy śmierci jakie odsłaniałem.
Obawiam się że dla uszanowania pamięci tych wszystkich zamordowanych dzieciaczków sam wstapiłbym w szeregi batalionów...
Link to comment
Share on other sites

Na Forum zabrania się:

- Zamieszczania wypowiedzi/materiałów powszechnie uważanych za wulgarne lub obraźliwe, antysemickich, rasistowsich i jednoznacznie obrażających uczucia religijne.

http://www.odkrywca.pl/uwaga-zanim-dodasz-post-na-forum-przeczytaj-to-,227091.html#227091

tyle regulamin - od siebie dodam :

Chodzi o wulgaryzmy których nie muszą i nie chcą
czytać inni użytkownicy forum. W grę wchodzą również
wulgaryzmy wykropkowane ***, częściowo wykropkowane,
bądź niedokończone, oraz w językach obcych.

coś jeszcze drogi kolego R51 ?
Link to comment
Share on other sites

Uważacie istrebitielne bataliony za SOWIECKĄ prowokację. Kindzal już się dopatruje w sposobie salutowania SOWIECKIEGO bossa zadymy, która miała na celu poróżnienie dwóch bratnich krajów, już wtedy planujące wspólne Euro 2012.

No to Wam opowiem historyjkę;

Pod koniec sierpnia 1943 roku kurin Łysoho" podszedł pod polskie wsie Ostrówki i Wola Ostrowiecka. Czaty rozstawił szeroko wokół pól należących do Polaków. Prowadził jednocześnie zaciąg dla uzupełnienia stanów osobowych, bo zadanie wymagało wielu żołnierzy. Pod broń powołani zostali sąsiedzi ze wsi Przekurka i innych. Słaby to był żołnierz; niezdyscyplinowany i uzbrojony w siekiery i widły. Do walki z dziećmi nadawali się jednak w sam raz.
Rankiem 29 sierpnia weszli do obydwu wsi. Karabiny maszynowe zablokowały główne drogi dojazdowe. Batalion wmaszerował wyganiając z chałup mieszkańców. W Ostrówkach zgromadzili ich przy kościele, w Woli Ostrowieckiej przy szkole. Zapowiedzieli że formują armię i przeprowadzają zaciąg. Mężczyźni mieli pojedynczo stawiać się przed komisją lekarską. Komisja zebrała się w Ostrówkach w stodole, w Woli Ostrowieckiej w obejściu najbogatszego gospodarza. Obydwie komisje za pomocą siekier zabijały pojedynczo przychodzących mężczyzn, których ciała wpadały do wykopanego uprzednio dołu. Tak pracowicie spędzili czas do południa. Nie dowiemy się jaki los zaplanowali dla kobiet i dzieci.bo do Ostrówek wjechała kolumna Niemców zaalarmowana pojawieniem się w okolicy jednostki UPA. Wywiązała się strzelanina. Ukraińcy zasłaniając się kobietami i dziećmi z Ostrówek wycofywali się na północ. Kiedy mijali położony między Ostrówkami a Wolą cmentarz kilkoro starszych ludzi wyrwało się z pędzonego tłumu. Nie mieli wątpliwości co ich czeka. Woleli zginąć na poświęconej ziemi. Ukraińcy wyświadczyli im tą przysługę. Około 300 kobiet z dziećmi gnanych było w stronę wsi Sokół. Ci którzy się ociągali ginęli po drodze. Idąc na śmierć śpiewali pieśni religijne. W końcu wszystko się dopełniło na środku pola opodal granicy wsi Sokół i Wola Ostrowiecka. Na niebie pojawiła się niemiecka ama". Być może robiła zdjęcia. Jadący na koniu dowódca oddziału UPA nakazał postój. Z tłumu wybierano po dziesięć osób i odprowadzano je kilkadziesiąt metrów dalej aby zabić siekierami i bagnetami. Jako że było to otwarte pole pozostali widzieli dokładznie co dzieje się z ich sąsiadami. Dzieci podniosły płacz. Ludzie żegnali się ze sobą i wybaczali sobie nawzajem. szli na śmierć rodzinami, bo tak było raźniej. Jedna z kobiet prosiła Ukraińców aby oszczędzili chociaż małe dzieci. Nie chcieli jej słuchać. Żołnierze UPA wkrótce zaczęli skarżyć się dowódcy, że nie chcą zakłuwać na śmierć dzieci. Zgodził się na użycie broni palnej, choć krucho było z amunicją. Strzelali z wszystkiego co mieli. Wkrótce pozostawiając 231 martwych ciał wycofali sie w las. Było ciepło, woń krwi zwabiła lisy i inne ścierwojady. Przez dwa tygodnie żywiły się ciałami, które pęczniały i puchły. Smród był nie do wytrzymania w odległym o trzy kilometry Sokole, gdzie stacjonował kurin. Dowódca Łysy" wysłał więc pod przymusem dwanaście ukraińskich kobiet i dzieci aby pogrzebały ciała. Wykopano płytki grób, do którego za pomocą wideł i bosaków zrzucano biedne ciałka. Ludzie opowiadali że od główek odklejały się złociste warkoczyki.
Co było w Woli Ostrowieckiej? Kiedy w pobliskich ostrówkach wywiązała się strzelanina przy szkole stało jeszcze około 100 czekających na śmierć. Głównie kobiety i dzieci. Ukraińcy zagnali wszystkich do szkoły, którą ostzrelali z automatów i obrzucali granatami. Drewniana szkoła zapłonęła. Aby uratować się z płomieni ludzie skakali przez okna. Na zewnątrz czekało UPA...

Teraz Boziu chcesz mi wyrwać język?

To oburzające co wyprawiają moderatorzy na tym forum!
Link to comment
Share on other sites

@R51, Kindżał nic się nie dopatruje tylko zadał proste pytanie wynikające z ciekawości.

Poza tym wierz mi, ze takie historyjki wrażenia na mnie nie robią, bo zostałem na nich wychowany (wujek dowódca samoobrony, dziadek członek lwowskiej AK, a po wyzwoleniu" w istrebitielnym batalionie).
Link to comment
Share on other sites

Czy teraz nastąpiła atmosfera zadumy?

Rozmawiałem z człowiekiem, który tylko dlatego przeżył to piekło bo mózg jego matki zachlapał jego twarz i Ukrainiec uznał że nie żyje. Odsłaniałem szkielet matki wciąż ściskającej w ramionach dziecko. Obydwoje przestrzelił ten sam pocisk przechodząc przez łopatkę kobiety i rozłupując czaszeczkę noworodka.

Jeśli sobie chcecie doszukiwać się sowieckiego salutowania" to poszukajcie sobie gdzie indziej. Ci ludzie zgłaszający sie do istrebitielnych batalionów spełniali w ten sposób obowiązek wobec całego świata unicestwienia wściekłych bestii, jakie latem 1943 roku wymordowały na rozkaz największego bohatera obecnej Ukrainy co najmniej 100 tysięcy Polaków nie zwracając uwagi czy mieli oni 20 lat, czy dwa miesiące.

Otrzymałem zaszczyt niesienia trumien ze szczątkami dzieciaczków z Ostrówek i Woli Ostrowieckiej podczas ich pochówku na cmentarzu Ostrówkach. Żałuję że nie urodziłem się wcześniej aby móc ukarać ich morderców. Nie pozwolę aby ktoś choćby półsłówkiem podważał zasługi tych, którzy ten obowiązek spełnili.

Nie pozwolę żeby jacyś gogusie i forumowe cwaniaczki szargali ich dobre imię
Link to comment
Share on other sites

Najsmutniejsze że mordów dokonała organizacja militarna na wyraźny rozkaz dowództwa. To nie były waśnie sąsiedzkie ani samowola jakichś psychopatów.

Skoro na kindzale historyjki" nie robią wrażenia to mu nie zazdroszczę. Swoją drogą jeśli chodzi o wujka- jakimż to oddziałem samoobrony dowodził? Z chęcią zapoznam się z jego biografią.

Ekshumowałem w życiu tysiące pomordowanych a to, co zobaczyłem na Wołyniu wywarło na mnie piętno, z którym będę musiał żyć
Link to comment
Share on other sites

@R51, nie chodzi mi o tresc tego co napisales, tylko o manipulacje jaka stosujesz w tym watku.

Zadalem pytanie dlaczego ten podoficer" salutuje na sowiecka modle? A ty mi prawisz wyklad o banderowskich zbrodniach... co ma piernik do wiatraka?

KASSARABA ALEKSANDER KAMIEŃ", s. Jana, ur. 12 VIII 1899 r.
Skazany: 24 X 1946 r. w Katowicach (sąd doraźny)
Rozstrzelany: 13 XI 1946 r. w Sosnowcu

Jesli chcesz wiedziec cos wiecej to reszte znajdziesz na necie.
Link to comment
Share on other sites

Zadalem pytanie dlaczego ten podoficer" salutuje na sowiecka modle? A ty mi prawisz wyklad o banderowskich zbrodniach... co ma piernik do wiatraka?-Kindzał a ty miałbyś takie jaja wtedy aby przed NKWD salutować po Polsku?!!!! Pomyśl trochę to wcale nie boli...
Link to comment
Share on other sites

Jak byś miał do wyboru : kula w łeb czy sybir to nie wiem czy dałbyś radę zdobyć się na to ?
Ja znając wtedy cenę człowieka(Polaka w szeczegulności ! ) w ZSRR to bym salutował , dla swojego i mojej rodziny dobra ......
Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

×
×
  • Create New...

Important Information