-
Zawartość
441 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
9
Zawartość dodana przez MonikaNJ
-
Nie znam Twoich kolegów i ich powodów do wypowiedzi. Znam za to mojego wuja leśniczego, przyjaciela mojego dziadka(nie z rodziny) leśniczego i mojego osobistego przyjaciela leśniczego. Jakoś nie widzą problemów z wilkami. Jakie mieliby powody aby kłamać?
-
bjar , proszę Cię to jest tak absurdalne jak to, że zwierzęta leśne uciekają na pola przed wilkami(tak jakby wilki nie umiały polować na polu). To że dziki idą do ludzkich śmieci niestety to fakt nie związany z wilkami; to że powstał nazwijmy to "podgatunek" sarny polowej na długo przed reaktywowaniem wilków to następny fakt nie związany z wilkami itd. itp. Kupy psie, serio! Zaatakował i się zesrał? P.s. mój mąż i syn( malutki) dawnoooo temu był atakowany przez dziką watahę psowatych, ona jest nieobliczalna ponieważ nie ma alfa. Na szczęście mój mąż wiedział jak się zachować i uniknęli nieszczęścia- choć myślę, że wiele było w tym szczęścia. Bardziej niebezpieczne są psy zdziczałe niż wilki.
-
Niestety mój też, choć ma ograniczony wybieg.
-
Owszem się okaże, ale nawet jeśli to zdziczałe psy to przekaz będzie i tak, że wilki- ponieważ taki jest potrzebny politycznie.
-
Nie rozumiesz i przy tym zostańmy. Niewiele rozumiesz, ponieważ nie wydarzyło się (według Ciebie), epizod (wszystko jest epizod), u mnie...., u mnie..... , betonoza jest bez znaczenia; przyroda jest durna i bez człowieka sobie nie poradzi( to jest tak głupie że aż śmieszne). Jaskółki i sroki nigdy nie osiedlały się w strzechach. Za to wróble i mazurki giną choć starają się zmienić przyzwyczajenia i za to wielkie dzięki dla tych co zawiesili budki lęgowe w twojej przychodni. A teraz już naprawdę bez uprzedzeń, również "poluję" w moim ogrodzie na zawisaki, są niesamowite. Mnie się udało, trzymam kciuki za Ciebie.
-
Tam to nawet facet nie wie co go atakowało.
-
Nie to nie jest dziwne, jeśli się mieszka na wsi i widzi. Sensowne warunki do rozrodu zwierząt, może by były gdyby nie to, że nie są; udawanie uprawy to tylko czubek góry, dochodzi chemia rolnicza, wycinanie drzew i krzewów na "byłych" miedzach, wysychanie bagien i stawów, betonowanie dróg i podwórek, zmiana dachów. To wszystko dzieje się zbyt szybko, zwierzęta nie mają szansy się przystosować.
-
Były i są , ponieważ zostały zaorane i tak jak napisałam i nic poza tym. Las wysiał się ale go zniszczono, nic nie wysiano bo po co, nie za to wzięli pieniądze. Pola zaorane i już, polonów nie ma; uprawianie w teorii a w praktyce... ani lasu ani upraw.
-
Ten co trzeba zacytowałam: nieużytki są i u mnie ale zaorane dla pieniędzy. Wcześniej las się upomniał i zwierzęta zasiedliły ale zaorano( bo tak i już dla pieniędzy) i nic poza tym. Zapewniam Cię, że natura sobie poradzi i nie trzeba regresji do VI wieku. Wtedy nie było lepiej jeśli chodzi o mentalność człowieka, jedyna różnica to ilość człowieka.
-
Nie zmienia to faktu, że przyroda sobie poradzi sama jeśli człowiek na to pozwoli.
-
Dopłaty spowodowały wykup lub dzierżawę pól w ręce wielkorolnych i co za tym idzie niwelowanie miedz i zaoranie wszystkiego; widziałam to na przykładzie wsi moich przodków i teraz mojej. Zniknęły szczyrty, miedze, sady i niestety pasieki oraz łąki.
-
Łosie siedzą na bagnach, niestety łażą między po drogach i tragedia gotowa.
-
Ok, kopią zagłębienia- widziałam gniazda zajęcy. Bujda? Kombajny mordują : gryzonie, ptactwo gniazdujące na ziemi i młode saren polowych.
-
Serio! zobacz ostatnią batalię łańcuchową. Oczywiście są ludzie, dla których ważny jest dobrostan zwierząt- mój Dziadek należał do takich; uważał że jeśli bierze się odpowiedzialność to trzeba być sumiennym i uczciwym.
-
Losy zająca i kuropatwy są wynikiem tzw. nowoczesnego rolnictwa; nie ma miedzy, nie ma nor zajęcy i gniazd kuropatw. U mnie w sadzie po pradziadku są i zające i kuropatwy , bażanty.
-
Przestają się bać, gdy będą podawanie częściowemu oswojeniu lub gdy rodzice alfa zostaną wyeliminowani (ponieważ dziki lub szopy) i młode idą na łatwiznę. Chłopu nie wytłumaczysz nawet ogrodzenia własnego podwórka, bud ocieplonych dla pracujących dla niego psów i kotów; dotacje bierze, sprzęt kupuje z unii - a zwierzęta nadal w gnoju, syfie i głodzie.
-
Serio? Przykre to. Wilki bez twojego "przetrzepania" wiedzą jak/ i aby unikać człowieka. W tym konkretnym przypadku odwiedziły źle zabezpieczoną hodowlę a nie człowieka. Nie jest to przyjemne ale z naturą się nie dyskutuje. Jak już Erih napisał coś z czym mogę się zgodzić, to teraz Ty wypisujesz głupoty. Natura sama się reguluje/regeneruje pod warunkiem, że człowiek się nie wpiernicza zarówno ze strzelbą jak i hodowlą gatunków nierodzimych. Takie hodowle to tylko problem i to nie wywołany przez ekologów jak to niektórzy piszą. Obowiązkiem każdego jest zadbać o bezpieczeństwo swoich zwierząt. Decydujesz się na taki rodzaj (niestety) hodowli to zainwestuj a nie potem miałczysz. Co do myśliwych to mam wrażenie, że każdy artykuł jest "nagonką"; biedactwa albo pociąg, buchtujący lokals, żołnierz na rowerze itp. itd. jeleń co był maskotką , łoś , żubr a wszystko to były dziki ( ostatnio szopy).
-
-
Znalezisko pod podłogą willi z międzywojnia ● prośba o komentarz
pytanie odpowiedział MonikaNJ → na Jedburgh_Ops → Identyfikacja (bez numizmatów)
Chociaż trochę mogłam się odwdzięczyć za Twoje identyfikacje dla mnie, związane z amerykańskimi kuzynami -
Znalezisko pod podłogą willi z międzywojnia ● prośba o komentarz
pytanie odpowiedział MonikaNJ → na Jedburgh_Ops → Identyfikacja (bez numizmatów)
W tym celu zostały zaprojektowane te kieliszki aby się namachać. Przewidywane były na uroczystości z wieloma toastami np. wesele, chrzciny; gdzie mile jest widziane aby para młoda lub rodzice dziecka byli jak najdłużej w formie . Do wina również takie wytwarzano. -
Znalezisko pod podłogą willi z międzywojnia ● prośba o komentarz
pytanie odpowiedział MonikaNJ → na Jedburgh_Ops → Identyfikacja (bez numizmatów)
W której wojnie? 1916- 1 Brygada Zapasowa Artylerii w Moskwie 1916-1918 Kronsztad formowanie baterii pozycyjnej, dowódca w st. podporucznika baterii brzegowej. 1919-1920 2 Pułk Artylerii Lekkiej 1939 D.O.K. VI - szefostwo uzbrojenia potem Rumunia, Palestyna i Anglia; wrócił do Polski. -
Znalezisko pod podłogą willi z międzywojnia ● prośba o komentarz
pytanie odpowiedział MonikaNJ → na Jedburgh_Ops → Identyfikacja (bez numizmatów)
Zacznijmy od kieliszka niestety nie znalazłam w moich książkach i katalogach identycznego, ale wyślę zdjęcie do osoby z dużo większym księgozbiorem niż mój, dotyczącym szkła. To co mogę napisać : kieliszek toastowy tzw. iluzyjny choć częściej spotykana nazwa oszukany, ponieważ ma grube dno czaszy zmniejszające pojemność. Nie ma szwów nawet szlifowanych co wyklucza szkło prasowane; czasza i szyjka ze stopką formowane oddzielnie. Nie ma również "rwania" na stopce, pewnie zostało wyszlifowane, w związku z tym przesunęłabym datowanie na początek wieku XX ; kraj- według mnie Francja. Zobaczymy jednak co odpowie mi ekspert. Właściciel zafiksowałam się na tym co napisałeś i szukałam architekta Latour i nic. Spojrzałam na zdjęcie projektu willi i przeczytałam Właściciel inż. Henryk Latour czy istnieje możliwość, że to właśnie dla niego zbudowano ten dom? Jeśli tak, to zmienia postać ( na poleżeć), ponieważ mam dokumenty z WBH dotyczące kapitana artylerii inżyniera chemika Henryka Latour oraz rozpisane jego drzewo(po mieczu) z metrykami. Pochodził z rodziny nauczycieli ( tak jest w metrykach) ale o jego ojcu wspomniano, że był obrońcą sądowym; dziadek guwerner i sekretarz, pradziad burmistrz. Henryk władał rosyjskim, francuskim, niemieckim i radził sobie z angielskim językiem. p.s. dokumentów nie wrzucam, ponieważ nie mamy pewności czy to był jego dom. -
Znalezisko pod podłogą willi z międzywojnia ● prośba o komentarz
pytanie odpowiedział MonikaNJ → na Jedburgh_Ops → Identyfikacja (bez numizmatów)
Według mnie, jest to talizman i jednocześnie kapsuła czasu ale nie budujących lecz tych, którzy zlecili budowę. Karpik pięknie rozpisał znaczenie dwóch przedmiotów, więc nie będę powtarzać. Książka to symbol wiedzy choć w tym przypadku to będzie raczej -rozwój, poszukiwanie prawdy. Czyli w skrócie wszystkie trzy: powodzenie, dostatek, rozwój. Oczywiście to nie są przypadkowe przedmioty dla tych, którzy je ukryli; to połączenie starego z nowym. One jakoś były związane z tą rodziną i zabrane do nowego domu, a może nawet kraju. Kieliszek z tego co widzę XIX wiek (tak na oko, ponieważ nie prosiłeś o identyfikację więc nie grzebałam w katalogach) mógł być z karczmy przodka lub pamiątką z domu rodzinnego; podobnie podkowa mogła być z kuźni przodka albo wykonana dla konia, który przewiózł rodzinę; książka mogła być prezentem od przyjaciół lub związana z poglądami. Tak sobie teraz fantazjuję z tymże nie do końca: widziała już takie talizmany, przeprowadzałam wiele rozmów ze starszymi ludźmi i wiem, że tak się postępowało. W mojej rodzinie ostatni taki przypadek to moi dziadkowie ale nie chcieli mi powiedzieć gdzie jest skrytka i co w niej jest . Znam też z opowiadań/wywiadów genealogicznych przypadki zabierania starej cegły i wmurowania jej w nowym miejscu lub gdy chodziło o domy drewniane zabieranie progu. Próg to też magiczny symbol. Piękne znalezisko, piękna historia. Czy coś wiadomo o wcześniejszych właścicielach? Można przeprowadzić badania w księgach meldunkowych lub po nazwisku architekta. -
Sorka, ale nie mogłam sobie odmówić- buchtujący z dzikami i to w kukurydzy. Brzmi jak imię indiańskie. Według prawa łowieckiego trzeba mieć 100% pewności do kogo się strzela, aby strzelać. Czyli jakakolwiek niepewność wyklucza strzał! Wtedy nie trzeba wymyślać dzików i szopów.
-
tylko ten gatunek kota dał się jako-tako udomowić, reszta nie ; ale faktycznie naszego europejskiego żbika szkoda- ginie z powodu mieszanek( mało zostało czystych genetycznie)
