A co ma projekt miejski, zapewniający przyzwoite warunki załatwienia potrzeby fizjo, do kwestii centralnego finansowania projektów z dziedziny kultury? Jak byłem w Wawie w 1989 i 1991 z moją babcią, panią wówczas 60-paro letnią, to dużo zwiedzaliśmy (musiałem zaliczyć muzea, Pawiak, Szucha, wszystkie te sprawy, o których czytałem), chodziliśmy pieszo, a szalety były dla niej obiektami strategicznymi na mapie tych wędrówek.
Równie dobrze mógłbym narzekać, że godzina lotu F-16 to ok. 80 tys. zł, by "chłop se pofruwał". Wczoraj podczas dwóch wylotów alarmowych do stref przy granicy z UA przepalili parę takich renowacji. Tak że krytykę ograniczmy wyłącznie do resortu kultury. A byłoby co krytykować.
M.