Skocz do zawartości
  • 0

Znalezisko pod podłogą willi z międzywojnia ● prośba o komentarz


Pytanie

Napisano

Miałem dziś drobną przygodę historyczną. W telegraficznym skrócie:

● Miejsce akcji - Łomianki pod Warszawą

● Miejsce w Łomiankach - podobno rejon zamieszkiwania przed wojną częściowo przez Żydów

● Willa zaprojektowana w roku 1932 przez architekta Henryka Latoura...

● ...a zbudowana w roku 1933

Poniżej oryginalne papiery willi wraz z projektem.

image.thumb.jpeg.fa529bbe9407874c03d08d1a46406ed2.jpeg

Znam tę fajną willę od lat, bo to miejsce zamieszkania moich przyjaciół, ale jakoś dopiero dziś zgadało się o pewnym epizodzie.

Willę moi przyjaciele kupili w III RP, a przy okazji z różnych źródeł poznali jakąś część jej historii. Począwszy od okupacji w willi stacjonowali niemieccy oficerowie. Po przemarszu ruskich zagnieździli się w niej ruscy. To tyle jeśli chodzi o wojenne losy nieruchomości.

Moi przyjaciele zrobili w willi remont. Po zerwaniu podłóg ukazała się skrytka, a w niej:

Poniższa książeczka, która na górze - jak widać - ma przeklejoną cenę. Kosztowała 20 fenigów, a ma doklejkę, że teraz kosztuje 25 fenigów.

image.thumb.jpeg.a40923ec37104812000b752562d94262.jpeg

Był w skrytce też poniższy kieliszek.

image.thumb.jpeg.c47e4c9989a7603c04b6d0ec03e4d307.jpeg

Oraz była poniższa podkowa, tyle tylko, że w chwili znalezienia była oryginalna. Na życzenie moich przyjaciół lokalny fachman zrobił z niej kołatkę do drzwi używając do tego starego klucza (też z tego domu), kawałka drutu i plaskownika.

image.thumb.jpeg.5d61cb77f573b62213a5ba8044b8e939.jpeg

W związku ze wszystkim, co powyżej uprzejma prośba o komentarz. O co tutaj chodzi i czym był jak raz taki, a nie inny, zestaw przedmiotów i czy było to związane z jakimś obyczajem ówczesnych budowlańców? Czy te przedmioty to symbolika czegoś?

Łomianki to przedwojenna Polska, więc dlaczego książeczka jest po niemiecku i do tego z datą 1917? Czy możliwe, że te wszystkie przedmioty to coś z jakichś rytuałów żydowskich? Nie wiadomo, czy willę zbudowali Polacy, czy Żydzi, dlatego o to pytam.

Zazwyczaj te tzw. kapsuły czasu w budynkach są nieco inne, ale nie mam pojęcia, czy o takie zjawisko tutaj chodzi? W „kapsułach czasu” jest zazwyczaj gazeta z dnia ukończenia danej budowli, jakiś list od architekta lub szefa budowlańców itp. Tutaj to wszystko jest jakieś inne.

Będę wdzięczny za komentarz, co to wszystko ma oznaczać?

15 odpowiedzi na to pytanie

Rekomendowane odpowiedzi

  • 0
Napisano

Zastanawiające jest jedynie, komu by się chciało robić bardzo porządną skrytkę, żeby wsadzić do niej przypadkowe rzeczy?

Książeczka jest w stanie idealnym; widać, że przez 70-80 lat nie dotknęła jej żadna wilgoć. Owszem, widać że przed wsadzeniem do skrytki była używana, ale to wszystko.

Jeśli te rzeczy ukryli np. budowniczowie tej willi to zastanawialiśmy się nad symboliką tych przedmiotów i przesłaniami dla właścicieli domu.

● Kieliszek - coś w rodzaju  „Miejcie zawsze co zjeść i wypić; żeby nigdy głód was nie dotknął”.

● Książeczka - coś w rodzaju „Bądźcie kulturalni, dbajcie o edukację swoją i waszych dzieci”.

● Podkowa - coś w rodzaju „Żeby nigdy koni wam nie zabrakło” (w domyśle - do bryczki, czy innego powozu).

Tylko jeśli to skrytka z przesłaniem od budowniczych willi to jakim cudem książeczka jest niemiecka? Chyba w międzywojniu nie mieliśmy tu niemieckich gastarbeiterów?

Albo inny wariant: Niedaleko są pozostałości po zburzonej synagodze ufundowanej przez rodzinę Rechtmanów. Ogólnie ta część Łomianek - jak wspomniałem wcześniej - podobno była częściowo zamieszkana przez Żydów. Czy byłoby możliwe, że tę willę budowali Żydzi niemieckojęzyczni, albo chociaż jeden taki był wśród ekipy budowlanej, i dlatego ktoś do tej skrytki wsadził niemiecką książeczkę? 

Bo nie podejrzewam, żeby drugowojenne szkopy mieszkające w tej willi zrobiły tę skrytkę i wsadzili tam to, co pokazałem. Po upadku Polski w '39 dostali od losu piękną prawie nową willę, to kto by tam kombinował, żeby zerwać kawałek podłogi i robić jakąś skrytkę pod podłogą na takie fanty, jak powyżej. Chyba że myśleli, że są już na terenie 1000-letniej Rzeszy i nigdy nic już się nie zmieni.

  • 0
Napisano

Moim zdaniem jednak zabobon.

 

"W folklorze europejskim (także w Polsce): podkowa.

-symbol szczęścia, pomyślności i ochrony przed złymi mocami

-żelazo miało „odstraszać demony” i złe uroki

-często wmurowywana w próg, komin, fundamenty albo… właśnie chowana pod podłogą

Czyli: niech ten dom będzie bezpieczny i niech się tu dobrze wiedzie.

 

Kieliszek — dostatek, życie, gościnność

-Kieliszek / szkło / naczynie:

-symbol obfitości, dobrobytu i ciągłości życia

-czasem traktowany jako „naczynie na szczęście”

-w wierzeniach ludowych szkło miało też funkcję apotropeiczną(czyli ochronną — przeciw urokowi)

W praktyce: żeby w domu nie brakowało chleba, wina i gości."

  • 0
Napisano

Dziękuję 👍

A czy dałoby się stwierdzić, że tego typu wierzenia były bardziej charakterystyczne dla ludów słowiańskich, czy germańskich, czy może ludów aszkenazyjskich?

Jest jeszcze kwestia tej książeczki.

Bo ta niemiecka książeczka jest jak dla mnie jakoś dziwnie fascynująca. Coś mi trudno uwierzyć, że polski robotnik budowlany włożyłby do tego „zestawu szczęścia i pomyślności” jak raz publikację niemiecką. Tak samo nie podejrzewam o to architekta, który wprawdzie ma nazwisko francuskie, ale wywodził się z zacnej polskiej rodziny architektów i zostawił po sobie potomka też polskiego architekta.

  • 0
Napisano

K

17 godzin temu, Jedburgh_Ops napisał:

Jest jeszcze kwestia tej książeczki.

Mysle, ze ksiazeczka to nie jest przypadek. Nalezy moze szukac polaczenia Autora z rodzina lub okolica. Albert Zipper byl z Polska zlaczony, studiowal we Wiedniu, ale promowal we Lwowie, zanim nie zostal nauczycielem w gimnazjum w Jasle. Do jego zaslug nalezy miedzyinnymi praca nad slownikiem polsko-niemieckim.

 

Same dzielo Goethego "Reineke Fuchs" to alegoria krytykujaca niesprawiedliwosc spoleczenstwa w ktorym oszusci zostaja wynagrodzeni a nie ukarani. 

Moze willa byla od jurystow lub kogos, kto mial jakies specjalne podejscie do prawa lub spoleczenstwa? Moze tu nalezy szukac, a moze mial stycznosc z Panem Zipperem.

 

 

Zabobonnosc wsrod polakow i niemcow jest mysle podobna, zalezy w ktorym regionie danego kraju bedziecz, to jakies specjalne przekonania sie napewno znajda.

 

 

  • 0
Napisano

Według mnie, jest to talizman i jednocześnie kapsuła czasu ale nie budujących lecz tych, którzy zlecili budowę. Karpik pięknie rozpisał znaczenie dwóch przedmiotów, więc nie będę powtarzać. Książka to symbol wiedzy choć w tym przypadku to będzie raczej -rozwój, poszukiwanie prawdy. Czyli w skrócie wszystkie trzy: powodzenie, dostatek, rozwój. Oczywiście to nie są przypadkowe przedmioty dla tych, którzy je ukryli; to połączenie starego z nowym. One jakoś były związane z tą rodziną i zabrane do nowego domu, a może nawet kraju. Kieliszek z tego co widzę XIX wiek (tak na oko, ponieważ nie prosiłeś o identyfikację więc nie grzebałam w katalogach) mógł być z karczmy przodka lub pamiątką z domu rodzinnego; podobnie podkowa mogła być z kuźni przodka albo wykonana dla konia, który przewiózł rodzinę; książka mogła być prezentem od przyjaciół lub związana z poglądami. Tak sobie teraz fantazjuję z tymże nie do końca: widziała już takie talizmany, przeprowadzałam wiele rozmów ze starszymi ludźmi i wiem, że tak się postępowało. W mojej rodzinie ostatni taki przypadek to moi dziadkowie ale nie chcieli mi powiedzieć gdzie jest skrytka i co w niej jest😉 . Znam też z opowiadań/wywiadów genealogicznych przypadki zabierania starej cegły i wmurowania jej w nowym miejscu lub gdy chodziło o domy drewniane zabieranie progu. Próg to też magiczny symbol.

Piękne znalezisko, piękna historia😍. Czy coś wiadomo o wcześniejszych właścicielach? Można przeprowadzić badania w księgach meldunkowych lub po nazwisku architekta.

  • 0
Napisano (edytowane)
3 godziny temu, MonikaNJ napisał:

Kieliszek z tego co widzę XIX wiek (tak na oko, ponieważ nie prosiłeś o identyfikację więc nie grzebałam w katalogach) mógł być z karczmy przodka lub pamiątką z domu rodzinnego...

Ha! A to siurpryza! :classic_ohmy:

Kieliszek „karczemny” 🤣

Ale fakt, on jest dobry swoją solidnością do „karczemnych manier”. Jest z grubego szkła; ma masę 9,5 dkg; wysokość 9 cm; średnica stopy 49 mm; średnica czaszy 46 mm; grubość czaszy od góry 1,7 mm i zwiększająca się ku dołowi.

image.thumb.jpeg.c2e56a5385cc4b2bc6dd4de5e1d95b4d.jpeg

Moniko, faktycznie nie prosiłem o identyfikację tego kieliszka, ale byłoby kapitalnie, gdyby udało się go zidentyfikować, bo być może mógłby odrobinę więcej powiedzieć o pierwszych właścicielach willi. Nie chciałbym Ci zawracać głowy jakimś kieliszkiem, ale... wiesz, gdyby coś się udało to... :-)

3 godziny temu, MonikaNJ napisał:

Czy coś wiadomo o wcześniejszych właścicielach?

Nie za dużo.

Dom jest na dużej działce. Od ulicy, przed willą, jest spory stary ogród z kutą metaloplastyką z epoki - pergola, barierki, balustrady itp. Z tyłu domu jest placyk a na nim budyneczek gospodarczy, obecnie garaż. Moi przyjaciele kupili tę nieruchomość, gdy funkcjonował w niej warsztat samochodowy. Wcześniej było tu przedszkole i nic dziwnego, bo zarówno pomieszczenia willi, jak i ten fajny i niemały ogród to ideał na kameralne prywatne przedszkole. Tyle wiem. Jest jednak w Łomiankach pewien starszy pan, który wie o tym domu więcej, zatem mogę dopytać.

Olbrzymie podziękowania za Twoje przemyślenia o tym wszystkim!

Edytowane przez Jedburgh_Ops
  • 0
Napisano

Zacznijmy od kieliszka

niestety nie znalazłam w moich książkach i katalogach identycznego, ale wyślę zdjęcie do osoby z dużo większym księgozbiorem niż mój, dotyczącym szkła. To co mogę napisać : kieliszek toastowy tzw. iluzyjny choć częściej spotykana nazwa oszukany, ponieważ ma grube dno czaszy zmniejszające pojemność. Nie ma szwów nawet szlifowanych co wyklucza szkło prasowane; czasza i szyjka ze stopką formowane oddzielnie. Nie ma również "rwania" na stopce, pewnie zostało wyszlifowane, w związku z tym przesunęłabym datowanie na początek wieku XX ; kraj- według mnie Francja. Zobaczymy jednak co odpowie mi ekspert.

Właściciel

zafiksowałam się na tym co napisałeś i szukałam architekta Latour i nic. Spojrzałam na zdjęcie projektu willi i przeczytałam 

Właściciel inż. Henryk Latour 

czy istnieje możliwość, że to właśnie dla niego zbudowano ten dom? Jeśli tak, to zmienia postać ( na poleżeć😉), ponieważ mam dokumenty z WBH dotyczące kapitana artylerii inżyniera chemika Henryka Latour oraz rozpisane jego drzewo(po mieczu) z metrykami. Pochodził z rodziny nauczycieli ( tak jest w metrykach) ale o jego ojcu wspomniano, że był obrońcą sądowym; dziadek guwerner i sekretarz, pradziad burmistrz. Henryk władał rosyjskim, francuskim, niemieckim i radził sobie z angielskim językiem.

p.s. dokumentów nie wrzucam, ponieważ nie mamy pewności czy to był jego dom.

 

image.jpeg.cd3437ca56f8b632449365ad7ceabb4a.jpeg

  • 0
Napisano

Moniko, bardzo dziękuję, że Ci się chciało chcieć :-)

3 godziny temu, MonikaNJ napisał:

Właściciel

zafiksowałam się na tym co napisałeś i szukałam architekta Latour i nic. Spojrzałam na zdjęcie projektu willi i przeczytałam 

Właściciel inż. Henryk Latour 

czy istnieje możliwość, że to właśnie dla niego zbudowano ten dom? Jeśli tak, to zmienia postać ( na poleżeć😉), ponieważ mam dokumenty z WBH dotyczące kapitana artylerii inżyniera chemika Henryka Latour oraz rozpisane jego drzewo(po mieczu) z metrykami. Pochodził z rodziny nauczycieli ( tak jest w metrykach) ale o jego ojcu wspomniano, że był obrońcą sądowym; dziadek guwerner i sekretarz, pradziad burmistrz. Henryk władał rosyjskim, francuskim, niemieckim i radził sobie z angielskim językiem.

p.s. dokumentów nie wrzucam, ponieważ nie mamy pewności czy to był jego dom.

image.jpeg.cd3437ca56f8b632449365ad7ceabb4a.jpeg

Zacznę od spolszczonego nazwiska Latour, które de facto jest francuskim nazwiskiem de La Tour. a w linii brytyjskiej wraz z jej pisownią jest nazwiskiem de Latour (np. por. Robert de Latour to pierwszy brytyjski spadochroniarz, jaki wylądował w Normandii w noc inwazji na Francję).

Ciekawi mnie, czy w dokumentach, jakie masz na temat Henryka Latoura (zgodnie z zasadami polszczyzny jest obowiązek odmiany tego nazwiska) i jego „drzewa”, widać poszczególne stadia spolszczania tego „de La Tour” aż do postaci „Latour”? Takie rzeczy nie dzieją się szybko i coś o tym wiem. Moje nazwisko też polskie nie jest, bo przodkowie przywędrowali do tutejszej krainy w XVI wieku z państwa dziś będącego naszym sojusznikiem w NATO, ale niegraniczącym z Polską. Mój dziadek miał fajne kwity (niestety przepadły) na temat tego, jak nasze nazwisko się spolszczało przez wieki, ale i tak do dziś występuje ono w dwóch wersjach: z jedną literą więcej i z jedną mniej. Np. zamordowany w Oświęcimiu wuj mojego ojca ma swoją tablicę pamiątkową wraz z dziewięcioma innymi osobami tam zamordowanymi i jego nazwisko zapisano w wersji krótszej o jedną literę, a ja jestem z tej linii bogatszej o jedną literę. I tak zostało do dziś - występujemy pod oboma wersjami nazwiska :-) Dlatego mogę sobie wyobrazić, co przez wieki działo się ze spolszczaniem „de La Tour” do postaci „Latour”. Sympatyczny mecenas Jacek Dubois też mógłby na taki temat napisać spore dzieło etymologiczno-językoznawcze.

Teraz kwestia Henryka Latoura z okładki projektu tej willi. Czy dokonałem drobnej nadinterpretacji, że to jej architekt, czy nie? Absolutnie niczego tu nie bronię, a wręcz zakładam, że najprawdopodobniej to Ty masz rację, ponieważ dwóch mocium panów i różnych inżynierów Henryków Latourów to prawdopodobnie w Rzeczpospolitej nie dałoby się spotkać.

Ale dlaczego pomyślałem, że Henryk Latour to jednocześnie i architekt, i właściciel? Jeszcze do niedawna był w Polsce ceniony architekt prof. dr hab. Stanisław Latour (de Latour). I była też ś.p. pani architekt Agnieszka Latour. To był pierwszy sygnał, że może architektura to taka rodzinna tradycja „z dziada pradziada”.

Drugi sygnał to sposób podpisania się na tym projekcie willi. Bo to jednak jest projekt. Prosty, bo prosty, nie taki, jak dziś, ale jednak oficjalny projekt ostemplowany i zatwierdzony, jak trzeba, o czym poniżej. A na projekcie zawsze musi być podpisany architekt. Ponieważ mam ze wspólnikiem taką specyficzną firmę, przez którą przez ostatnie kilkanaście lat przewinęły się setki projektów budowlanych to widzę, jak one są podpisywane. Nikt przy zdrowych zmysłach nie podpisałby się gołymi personaliami, tylko zawsze jest cała tytulatura w zależności od tego, kto za co odpowiada „prof. dr hab. arch.”, „mgr inż. arch.”, „mgr inż.”, „tech. arch.”.

O prywatność moich przyjaciół muszę dbać, więc projektu po otwarciu go nie pokażę, ale zrelacjonuję coś innego. Projekt był zatwierdzony przez cztery organy nadzoru i żaden ich reprezentant nie podpisał się jakimkolwiek tytułem sygnalizującym, że to właśnie on był architektem tej willi. Po otwarciu projektu widzimy, że 2 maja 1932 roku zatwierdził go i swoim stemplem ostemplował wójt gminy Młociny (podpis nieczytelny). Potem jest zatwierdzenie 6 maja 1932 roku przez architekta wydziału powiatowego (podpis nieczytelny). Potem jest spora pieczęć „Komitet...” [dalej nieczytelne] i cztery rzędy nieczytelnego tekstu z dopisanym ręcznie jakimś symbolem literowo-cyfrowym. I na koniec jest odręczny wpis na czerwono:

popr. czerw. arch.
m. Ł. Rakowski
m. B.G.K.
13. 7. 1932 r.

I ten ktoś faktycznie porobił drobne poprawki w projekcie na czerwono. Jedyny inżynier z całego tego towarzystwa podpisujący się swoim inżynierstwem, jak na projektanta przystało, to Henryk Latour.

I teraz jest oczywiście pytanie, czy kapitan artylerii inżynier chemik Henryk Latour byłby w stanie zaprojektować jednopiętrową drewnianą willę z poddaszem i do urzędów drogą oficjalną wystąpić jako jej architekt? Odpowiedź: Tak, absolutnie tak i to z kilku przyczyn.

1️⃣ Po pierwsze - polskie międzywojnie to nie epoka ulewania się nadmiaru ludzi wykształconych w ogóle, a w naukach ścisłych w szczególe. Na pewno nie tylko architekci projektowali proste, drewniane, jednorodzinne wille, a takim domem jest ten omawiany.

2️⃣ Po drugie - inżynier, to inżynier i to już jest poziom intelektualny z otwartą głową do różnych działań technicznych.

3️⃣ Po trzecie - skoro był kapitanem artylerii to obok wykształcenia inżyniera chemika musiałby choć trochę (albo i nie trochę) dostać od wojska wiedzy o wytrzymałości materiałów, a to do projektowania domu było jak znalazł.

4️⃣ Po czwarte - w tamtych czasach budownictwo było niezmiernie proste. To naprawdę nie był high-tech wymagający nie wiem jakich obliczeń. Sam przez 15 pierwszych lat życia mieszkałem w sercu Warszawy w kamienicy Kazimierza Mèyeta przy Nowym Świecie 28. Jakość tej budowli była tragiczna - niewiele części murowanych; ściany typu wiklina ochlapana tynkiem itp. Ta jednopiętrowa drewniana willa moich przyjaciół jest w wielu miejscach o wiele solidniejsza niż ta kamienica mojego dzieciństwa z niby najbardziej prestiżowej części stolicy. Uważam, że nie ma takiego inżyniera, którego nie byłoby stać na zaprojektowanie takiej omawianej tu willi.

Myślę że łącznie rozkminiliśmy to, skąd ta willa w ogóle się wzięła.

Brawo Monika, olbrzymie podziękowania od moich największych przyjaciół. 🌷🌷🌷

  • 0
Napisano (edytowane)

Rrrrrety, jak te wszystkie rozsypane szkiełka kalejdoskopu nagle układają się w obraz...

7 godzin temu, MonikaNJ napisał:

Henryk władał rosyjskim, francuskim, niemieckim i radził sobie z angielskim językiem.

Byłoby wytłumaczenie tego, skąd się wzięła w skrytce książeczka po niemiecku. A że od razu widać, że Henryk Latour to ówczesna elita to i nic dziwnego, że książeczka poleca moralitet Reineke Fuchs wspomniany przez @BF.Cieszyniok

7 godzin temu, MonikaNJ napisał:

To co mogę napisać : kieliszek toastowy tzw. iluzyjny choć częściej spotykana nazwa oszukany, ponieważ ma grube dno czaszy zmniejszające pojemność. Nie ma szwów nawet szlifowanych co wyklucza szkło prasowane; czasza i szyjka ze stopką formowane oddzielnie. Nie ma również "rwania" na stopce, pewnie zostało wyszlifowane, w związku z tym przesunęłabym datowanie na początek wieku XX ; kraj- według mnie Francja. Zobaczymy jednak co odpowie mi ekspert.

Jeśli kieliszek francuski to kolejne szkiełko kalejdoskopu się układa, bo nazwisko Latour samo mówi o pochodzeniu tej rodziny.

A że kieliszek „iluzyjny” vel „oszukany” z tym wypełniaczem szkłem, to sam się zaśmiewałem, bo pomyślałem, ile trzeba by namachać się tym kieliszkiem z tą odrobiną pojemności na wódeczkę, żeby wypić choć ćwiartkę do śledzia, nie mówiąc o innych pełnowymiarowych daniach :classic_biggrin:

Monika - stokrotne dzięki!

 

PS

Czy dałoby się gdzieś dowiedzieć, w którym pułku służył ów kpt. Henryk Latour i jakie były jego wojenne losy?

Edytowane przez Jedburgh_Ops
  • 0
Napisano

W której wojnie?

1916-  1 Brygada Zapasowa Artylerii w Moskwie

1916-1918 Kronsztad formowanie baterii pozycyjnej, dowódca w st. podporucznika baterii brzegowej.

1919-1920 2 Pułk Artylerii Lekkiej

1939  D.O.K. VI - szefostwo uzbrojenia

potem Rumunia, Palestyna i Anglia; wrócił do Polski.

  • 0
Napisano
1 godzinę temu, Jedburgh_Ops napisał:

 

A że kieliszek „iluzyjny” vel „oszukany” z tym wypełniaczem szkłem, to sam się zaśmiewałem, bo pomyślałem, ile trzeba by namachać się tym kieliszkiem z tą odrobiną pojemności na wódeczkę, żeby wypić choć ćwiartkę do śledzia, nie mówiąc o innych pełnowymiarowych daniach :classic_biggrin:

 

 

W tym celu zostały zaprojektowane te kieliszki 😂 aby się namachać. Przewidywane były na uroczystości z wieloma toastami np. wesele, chrzciny; gdzie mile jest widziane aby para młoda lub rodzice dziecka byli jak najdłużej w formie😉 . Do wina również takie wytwarzano.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie