Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano

I jeszcze znajdka sprzed 30 lat z okolic Radzymina - takie coś, co żołnierzowi armii amerykańskiej miało podnosić morale w okopach. M1910 Can, Condiment - czyli po prostu pojemnik na kawę, cukier i sól. 

Jak widać, nasi też to dostali do plecaków w 1920, żeby choć trochę poprawić humor w obliczu zagrożenia ze strony Robotniczo-chłopskiej Armii Czerwonej. Można sobie wyobrazić, jakie opinie krążyły wśród krasnoarmiejców, o burżuazyjnym Wojsku Polskim, jeśli coś takiego trafiło się jako zdobycz na polu walki! Nie trzeba tłumaczyć, że z zaopatrzeniem w szeregach naszego przeciwnika nie było różowo, a porównując do ówczesnych standardów Wojska Polskiego, wręcz kiepściutko...

IMG_20250728_100707.jpg

IMG_20250728_100850.jpg

IMG_20250728_100957.jpg

  • 6 months later...
Napisano
W dniu 28.07.2025 o 11:22, Tomasz70 napisał:

Można sobie wyobrazić, jakie opinie krążyły wśród krasnoarmiejców, o burżuazyjnym Wojsku Polskim, jeśli coś takiego trafiło się jako zdobycz na polu walki! Nie trzeba tłumaczyć, że z zaopatrzeniem w szeregach naszego przeciwnika nie było różowo, a porównując do ówczesnych standardów Wojska Polskiego, wręcz kiepściutko...

Gdyby ruska soldateska w 1920 roku zajrzała do „meat can pouch” polskiego żołnierza, który miałby to po Amerykanach z normalnym wyposażeniem, czyli z talerzem/patelnią M1910 albo M1918, z łyżką, nożem i widelcem M1904 albo M1910 to by oniemiał. Ta dzicz jak nie żarła wszystkiego rękami to co najwyżej jakąś łyżką, a oby metalową, jeśli nie drewnianą.

A wyobraźmy sobie ciężki wstrząs cywilizacyjno-kulturowo-poznawczy ruskiego sołdata z wojny polsko-bolszewickiej, który wziąłby polskiego jeńca, a on miałby po Amerykanach zwyczajne, regulaminowe, wyposażenie plecaka M1910, takie jak poniżej. Przekładając to na dzisiejsze standardy wziąłby Polaka za kosmitę.

image.thumb.jpeg.dc2bcbedb4eec11b111fcf18a47ce340.jpeg

Napisano (edytowane)

A wyobraża ktoś sobie, co by ruski pomyślał w 1920 roku na widok amerykańskiego wojskowego pudru do stóp, który miałby polski żołnierz, bo mogę się założyć, że WP dużo tego dostało po zakończeniu I wojny światowej?

Ruski by zgłupiał, co to może być - czy jakaś posypka do jedzenia, czy jakaś nieznana odmiana prochu, czy może cukier puder, jeśli ta dzicz w ogóle w życiu widziała gdzieś cukier puder. W każdym razie na pewno zacząłby to próbować językiem...

image.thumb.jpeg.b3eb6c4d30a88d0a7a6aee2fe92062ca.jpeg

Edytowane przez Jedburgh_Ops
Napisano

I dalej - obserwujemy tu obecną wojnę na Ukrainie i filmy z niej, czy te robione z dronów, czy na ziemi. Był niejeden film pokazujący, jak ruskie żołdactwo nadal używa onuc. Można sobie więc wyobrazić zazdrość ruskiego żołdaka z roku 1920, gdyby zobaczył żołnierza WP w normalnych, cywilizowanych skarpetach, na przykład w takich, jak poniższe amerykańskie z I wojny światowej.

image.thumb.jpeg.a9f5b8cddbce32383d48f973c7b77424.jpeg

image.thumb.jpeg.d6c51be76d32d604c32094a142953e2a.jpeg

Napisano

U mnie w jednostce, przydziałowo były onuce i skarpety, używałem zarówno onuc jak i skarpet np. w zimie na warcie do " wiejskich trampek" to tylko onuce .

ps . wiosna 89

Napisano
57 minut temu, bert.F napisał:

U mnie w jednostce, przydziałowo były onuce i skarpety, używałem zarówno onuc jak i skarpet np. w zimie na warcie do " wiejskich trampek" to tylko onuce .

ps . wiosna 89

Górnik, szczególnie pracujący na ścianie w gumniakach, przy wilgotności 100% i temperaturze 40 stopni, nie założy skarpet, bo zdejmie je ze skórą. Dlatego onuce i kilo talku to norma. Do dziś nie wymyślono nic lepszego. Oczywiście to są specyficzne warunki

Napisano (edytowane)

Wiecie, jak to jest ;-) - nie ma sił zbrojnych idealnych i pierwszowojenne amerykańskie też nimi zapewne nie były, niemniej w kilku sprawach jednak coś w historii wojskowości wytyczyły. Mam na myśli dbałość o żołnierza i to taką urzędową, państwową, która potem obligatoryjnie przekładała się na placówki naukowe, które różne rzeczy wymyślały dla polepszenia żołnierskiego bytu.

Jeśli chodzi o I wojnę światową (ale II też) to jednak Amerykanie wnieśli niesamowitą dbałość m.in. o stopy żołnierzy i ich zęby. Wszyscy widzimy uzębienie (a raczej jego resztki) współczesnej ruskiej soldateski na froncie w Ukrainie, więc komentarz jest zbędny.

Zgadało się widzę powyżej o stopach. Zawsze na coś  trzeba było postawić w siłach zbrojnych świata. Jedni stawiali na onuce; inni na skarpety. Amerykanie jak raz postawili w wojsku na te drugie. Poniżej pierwszowojenny wojak US Army fasuje buty i jak widać ma te przydziałowe wojskowe jasnoszare skarpety pokazane powyżej. Tych skarpet było sporo różnych odmian, także pochodzących z robótek ręcznych amerykańskich kobiet.

image.thumb.jpeg.a50bab019a7732a9e0f69d3c1f65cae0.jpeg

A poniżej wojskowa stomatologia US Army we Francji podczas I wojny. Kapitan dentysta leczy żołnierza.

image.thumb.jpeg.0ff9dcf299e745dbabc1af2a9135d52a.jpeg

Czego by nie mówić o pierwszowojennych amerykańskich siłach zbrojnych to jednak wniosły odpowiednią kulturę traktowania żołnierza i po prostu cywilizację. I w olbrzymiej mierze widać to we wszystkich rzeczach socjalno-bytowych, że je tak nazwę - od ogólnej kultury jedzenia aż po samo jedzenie, czyli racje żywnościowe. Są szaleńcy, którzy dziś eksperymentalnie jedzą amerykańskie racje z I wojny i... żyją.

Ile z tych wszystkich wartości przeniknęło do WP po 1918 roku pod wpływem obserwacji, jak to wyglądało w US Army? Jeśli ktoś dokładnie wie to oczywiście zapraszam do wypowiedzi.

Edytowane przez Jedburgh_Ops
Napisano

Nie sądzę aby te puszki, skarpety miały jaki wpływ na wygraną wojnę z bolszewikami w 1920 roku. Po prostu byliśmy zdeterminowany i chcieliśmy bronić naszego znowu narodzonego państwa za wszelką cenę.

Napisano
19 godzin temu, Jedburgh_Ops napisał:

Czego by nie mówić o pierwszowojennych amerykańskich siłach zbrojnych to jednak wniosły odpowiednią kulturę traktowania żołnierza i po prostu cywilizację.

Dobrze o takich sprawach zawsze pisał amerykański historyk ś.p. dr Stephen E. Ambrose. Miałem przeprowadzić z nim wywiad i już sporo było do niego załatwione, ale niestety odchodził już wtedy i nie dało rady sfinalizować przedsięwzięcia. A on nieraz opisywał, jak zrobić, żeby amerykańscy chłopcy na co dzień w białych koszulach jedzący sztućcami, a nagle żyjący w okopach jak zwierzęta mimo wszystko zachowali minimum jakiejś kultury bycia i życia.

Gdy AEF wyruszały na I wojnę światową to wielu rzeczy brakowało, w tym wojskowych sztućców M1904 czy M1910, a przecież do Francji wysyłano ponad 2 mln ludzi plus kobiety-ochotniczki i personel American Red Cross.

Dlatego wojsko dokonało tzw. zakupu interwencyjnego sztućców na rynku komercyjnym. Tym sposobem amerykańscy żołnierze na froncie I wojny jedli nieraz całkiem eleganckimi sztućcami. Na przykład takimi, jak poniższe chicagowskiej firmy WM. A. Rogers Mfg. Co.

image.thumb.jpeg.02bbccf5f6575d76a15e38e23afdf75d.jpeg

Spokojnie można zakładać, że i takie rzeczy trafiały do Wojska Polskiego.

Tu ponownie pytanie do forumowych eksploratorów i bywalców pchlich targów: Czy są w Polscy wykopywane albo oferowane na targach staroci jakieś amerykańskie sztućce w umownym „starym stylu”, które mogłyby pochodzić z byłych pierwszowojennych zasobów amerykańskich?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie