Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano

Kapitan Czesław Łabęcki
W 1934 ukończył Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa w Dęblinie.
Potem służba w: 61 i 62 eskadrze w 6.PL we Lwowie, 1.PL w Warszawie, Szkole Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie jako instruktor (od listopada 1938).
Informacja dla Kolegi Jedburgh_Ops: typowy zając", do lotnictwa przeszedł z 14.Pułku Piechoty we Włoclawku.
Pozdrowienia.

Napisano
@ Informacja dla Kolegi Jedburgh_Ops: typowy zając", do lotnictwa przeszedł z 14.Pułku Piechoty we Włoclawku.
__________________________________________


Bardzo dziękuję, bo to zawsze bardzo ciekawe.

Pod tym względem polski system był bardziej życzliwy wobec pragnień żołnierzy dążących do jakiegoś celu. Jeśli już polski „zając” wykazywał determinację, aby znaleźć się w lotnictwie to nie było to aż tak trudne. Tymczasem w systemie brytyjskim albo amerykańskim też wprawdzie nie było to niemożliwe, ale było prawie gehenną. W Stanach jeśli nie miało się listu polecającego od lokalnego kongresmena to zadanie było tym trudniejsze.

Ale może był to efekt tego, że być może (przynajmniej w pojedynczych przypadkach) choć odrobineczkę przydawało się PWSzyb. i być może jakaś część wysoko postawionych „zajęcy” była w stanie zrozumieć pasję latania i być może dlatego nie blokowali swoim podwładnym przejścia do lotnictwa?

Np. gen. Mieczysław Boruta-Spiechowicz był pilotem szybowcowym (i to z bardzo dobrej szkoły szybowcowej, jeśli nie z najlepszej) i myślę, że miał bakcyla latania, więc może tego typu ludzie nie blokowali swoim podwładnym przejścia do lotnictwa?

Dziękuję i pozdrawiam.
Napisano
Szkoda, że w opisie aukcji nie ma odpowiedzi odnośnie czy aby na pewno polski Lotnik, na dodatek przedwojenny". Ale może i dobrze. Tym chętniej przeczytam opinii fachowców/ ów w tym temacie ;-)
Napisano

Napisałeś Kolego Jedburgh_Ops:
Pod tym względem polski system był bardziej życzliwy wobec pragnień żołnierzy dążących do jakiegoś celu. Jeśli już polski „zając” wykazywał determinację, aby znaleźć się w lotnictwie to nie było to aż tak trudne"
i dalej:
..Ale może był to efekt tego, że być może (przynajmniej w pojedynczych przypadkach) choć odrobineczkę przydawało się PWSzyb.."
No więc losy kapitana (wtedy jeszcze podporucznika) Łabęckiego w 100% odpowiadają temu co napisałeś.
W załączeniu fragment jego biografii.
P.S.
te zęby załatwiają sprawę - klasyczny Iwan. Ale powojenny bo wtedy nastała moda (i możliwości) na złote zęby.

Napisano
Ooo, piękne bio tego żołnierza.

Czyli w II RP nie zawsze rządziło zupactwo i jakiś odsetek mądrych dowódców nie blokował swoim podwładnym przejścia z lądówki do lotnictwa. Rozbudowane PWSzyb. jakieś cuda od czasu do czasu potrafiło zdziałać.

Pozdrawiam!


PS
Wiadome zdjątko Iwanem śmierdzi na milę :-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie