Jump to content
ekiosk egazety next prenumerata

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

pustertal

Towar reglamentowany - kto to jeszcze pamięta?

Recommended Posts

Towar reglamentowany"
Wojciech Lada
Uważam Rze" z 13.11.11


Jedni wspominają je jako symbol kryzysu, inni ironizują, wytykając towarzyszące im absurdy. Jeszcze 30 lat temu kartki wyznaczały rytm życia codziennego Polaków


Hasło: PRL. Odzew: puste sklepy, kolejki, kartki. Tę powtarzaną od 20 lat wyliczankę potrafią dziś pewnie wyrecytować z pamięci nawet przedszkolaki. Wszystko to oczywiście prawda. Stało się godzinami, by kupić kilka rolek papieru toaletowego, którego i tak dla wszystkich nie wystarczało. W sklepach spożywczych między półkami hulał wiatr, owiewając czasem jakąś samotną butelkę octu, albo smutny słoik musztardy.

Kartki – skrupulatnie wycinane nożyczkami przez zgorzkniałe ekspedientki – pozwalały na zakup głodowych racji towarów w inny sposób oficjalnie niedostępnych. A jednak wrzucenie ich do worka z napisem „mroki komuny” nie jest najszczęśliwszym pomysłem. Mroczne były przyczyny, dla których je wprowadzono. Tragikomiczne konsekwencje.

W tamtym miejscu i czasie one same były jednak wartością pozytywną – obietnicą złożoną przez partię, że mimo szalejącego kryzysu i zupełnego braku wszystkiego obywatel coś jednak otrzyma. Wprowadzono je zresztą – o czym dziś nie chce się za bardzo pamiętać – na wyraźną prośbę tychże obywateli. Jedenasty z 21 słynnych postulatów „Solidarności” z sierpnia 1980 r. głosił wyraźnie: „Wprowadzić na mięso i przetwory kartki – bony żywnościowe (do czasu opanowania sytuacji)”.

Związkowy samobój

Wprowadzono więc, ale tak opieszale i po tak licznych interwencjach „Solidarności”, że ostatecznie trafiły one do obiegu blisko rok po podjęciu decyzji – w kwietniu 1981 r. O niechęci, z jaką partyjni aktywiści podchodzili do kartek, świadczy zresztą już sam ich wygląd. Kiedy w 1976 r. Edward Gierek wprowadził reglamentację cukru, na rynek wypuszczono zgrabny bon towarowy o wymyślnej, jednocześnie ascetycznej i monumentalnej na socrealistyczną modłę grafice. Rzecz ciekawa – ich reprodukcje znalazły się na plakatach wyborczych szwedzkich prawicowców konkurujących z socjaldemokratami. Podpis brzmiał: „Czy chcesz tego w Szwecji”.

Kartki z lat 80. były natomiast paskudnymi talonami, dość podobnymi do tych, które emitowała III Rzesza w podbitych krajach, choć jednak trochę brzydszymi. Cóż, Gierek miał konkretny cel – nadwyżkę cukru mógł eksportować, a pozbawiając rynek tego pożytecznego towaru, powstrzymywał bimbrowników i zwiększał zyski z państwowego monopolu alkoholowego. Kania, a potem Jaruzelski działali natomiast wyłącznie pod przymusem związkowców.

Szybko jednak okazało się, że ci ostatni strzelili sobie w tym przypadku samobója. Władze musiały co prawda bardzo się pilnować, by minimalne normy trafiały do sklepów – powstało nawet coś w rodzaju pogotowia mięsnego – ale życie szarego obywatela zamieniło się w jeden wielki zaopatrzeniowy koszmar. Po pierwsze pewna ilość mięsa miesięcznie się należała, ale nikt nie powiedział, którego dnia danego miesiąca będzie można je dostać. Efekty były takie jak choćby sytuacja opisana przez Kazimierza Brandysa: „W długim ogonku przed sklepem mięsnym nagle wybuchł tumult. Ludzie wrzasnęli, zbili się ze sobą, napierając na drzwi, zobaczyłem poczerwieniałe twarze, otwarte usta, wytrzeszczone oczy. Przyszło mi na myśl, że coś się zawaliło czy eksplodowało. Ale nie. Ogonek dostrzegł tylko nadjeżdżający furgon. To była chwila dowiezienia mięsa”.

Brandys był pisarzem, jego notatki są więc pełne literackiej subtelności. Przeciętni Polacy wspominają takie sytuacje bez upiększeń. – W pysk dostałem – mówi po latach z lekkim uśmiechem pan Andrzej Jadwisiński z warszawskiego Mokotowa. – Teraz się śmieję, ale wtedy to takie zabawne nie było. Kolejka stała już o 4 rano, sklep otwierali o 6, więc wszyscy stali zmarznięci, nikt z nikim nie rozmawiał. Pamiętam, że jakaś baba dziecko wzięła, pewnie myślała, że bez kolejki się wciśnie. Pętało się i marudziło, a tu wszyscy rozdrażnieni. Kiedy otworzyli sklep, ludzie się rzucili do przodu, ja niechcący trąciłem nogą to dziecko, rozbeczało się, no i baba mnie w pysk. Tak mnie zatkało, że kolejkę straciłem i w końcu prawie nic dla mnie nie zostało.

Problem PRL-owskich ogonków nie wynikał jedynie z braku zaopatrzenia. System kartkowy spowodował, że ekspedientki musiały precyzyjnie wycinać nożyczkami malutkie odcinki, umieszczać je w specjalnych kasetkach, później zaś naklejać na kartonowe plansze. Wydaje się to banalne, ale przy tłumie oczekujących ludzi ten kilkuminutowy przestój przy każdym kliencie oznaczał dodatkowe godziny czekania. Nic też dziwnego, że agresja złaknionych mięsa Polaków często skierowana była właśnie na ekspedientki.

Tym bardziej że posądzane one były – nierzadko całkiem słusznie – o ukrywanie towaru na zapleczu. W jednym ze sklepów Sosnowca poirytowani brakiem towaru i tempem obsługi klienci wdarli się na zaplecze i okupowali sklep do godz. 2.30, domagając się przy tym interwencji „Solidarności”. Bezskutecznie. Interweniowała za to milicja. – Wyzwiska? To była codzienność – przyznaje Maria Jastrzębska, w latach 80. pracująca w delikatesach na stołecznej Pradze. – Czasem za ręce łapali, za ladę chcieli zaglądać. Człowiek się potem dziwił, że my takie opryskliwe byłyśmy. A jak tu nie być, jak codziennie cię od złodziejek i jeszcze gorszych wyzywają. Bójki? U nas w sklepie się nie bili. Pod sklepem tak, zdarzało się, ale to takie przepychanki były raczej.

A wszystko to, kiedy na kartki były tylko cukier i mięso.

Wódka przez sitko

Jeszcze w tym samym 1981 r. reglamentacją objęto praktycznie wszystko: masło, cukierki, czekoladę, mąkę pszenną, kaszę, płatki, ryż, alkohol, papierosy, proszek do prania, mydło toaletowe, oliwkę i mleko w proszku dla dzieci, mleko o zawartości tłuszczu 3,2 proc., smalec. Reglamentacji nie uniknęły nawet same… kartki. Aby otrzymać talon na konkretny produkt, trzeba było zdobyć osobną kartkę, na której zaznaczano otrzymane… kartki. Jakby tego było mało, każdego miesiąca komunikaty w mediach informowały o wprowadzanych zmianach. Na przykład w sierpniu za talon na mięso cielęce z kością można było dostać mielone, a w listopadzie cukier albo masło. I w ten sposób Polska wkroczyła w stan słynnego dziś PRL-owskiego absurdu. Jeśli doliczyć do tego oprócz klasycznych kartek niezliczone talony: na samochód, na lodówkę, na garnitur, na buty do trumny (wymagane było zaświadczenie o zgonie), to stanie on już przed nami w pełnej krasie. Nikt nic nie wiedział i brano, co dawali.

Oczywiście Polak nie byłby Polakiem, gdyby i w tej sytuacji nie wykombinował rozwiązania. Tutaj największą inicjatywę wykazywano w przypadku alkoholu. Ponieważ miesięcznie wypadało pół litra wódki na głowę, trudno było wyobrazić sobie życie towarzyskie. Tym bardziej gdy ktoś miał dziecko – wówczas za bon na Czystą trzeba było czasem kupić mu czekoladę (ustawodawcy musieli wykazać się niezłym poczuciem humoru, decydując, że te akurat produkty mogą być kupowane wymiennie). Tak czy inaczej oprócz wszechobecnego

pędzenia bimbru sposób na zwiększenie ilości wódki na rynku miały ekspedientki. Kartki na alkohol były drukami ścisłego zarachowania, nie dało się więc gorzałki ot tak podprowadzić. Można jednak było oficjalnie zgłosić stłuczenie butelki i sprawa uchodziła na sucho. Ponieważ jednak te „tłukły” się w pewnym momencie na potęgę, władza wprowadziła każdorazowe kontrole, które miały udowodnić, czy przed stłuczką butelka nie została przypadkiem otwarta. I na to znaleziono jednak sposób. – Brało się sito, kładło na jakimś garnku i wtedy rozbijało się flaszkę – wspomina Antoni Miszczak, emerytowany magazynier. – Szkło zostawało na sitku, zawartość przelewało się do wygodniejszego naczynia i byliśmy pół litra do przodu.

Między innymi wszechobecność takich sytuacji sprawiła, że talony nie były tak naprawdę nikomu na rękę. Kraj i tak pogrążał się w kryzysie, władza musiała decydować się na obniżki kartkowych norm (jeszcze w 1981 r. o ok. 20 proc.) i podwyżki cen (w 1982 r. żywność zdrożała średnio o 241 proc.), w efekcie czego nawet wspomniane normy były czasem niemożliwe do wykupienia. Wynikały z tego ciągłe straty, gdyż rozwijał się coraz prężniej rynek nielegalnego handlu i nieustannie dochodziło do drobnych kradzieży. Już 1 lutego 1983 r. zniesiono reglamentację proszku do prania i mydła, w kwietniu zaś papierosów, alkoholu i cukierków. Rok później odwołano reglamentację mąki, przetworów zbożowych, waty, masła oraz tłuszczów zwierzęcych i roślinnych. W listopadzie 1985 r. wycofano kartki na cukier. 1 czerwca 1986 r. skreślono z listy towarów reglamentowanych kaszę mannę. W następnym roku wyroby czekoladowe, a od 1 stycznia 1989 r. ostatecznie wycofano bony na benzynę. Jako ostatnie zniknęły kartki na mięso. Co ciekawe, mimo niepopularności reglamentacji społeczeństwo miało sporo obaw, jak rynek bez nich sobie poradzi. Przez pewien czas krążyła nawet opinia, że wycofanie talonów na mięso było ostatnim psikusem, jaki zrobiła Polakom odchodząca komuna. Nic nie wyrażało jej lepiej niż uliczne powiedzonko z tamtych czasów: „Wałęsa zamiast mięsa”.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ciocia była sklepową.
Wspólnie z mamą wieczorami pomagaliśmy jej liczyć te cholerne karteczki na mięso i cukier. Wszystko co do grama musiało się zgadzać. Karteczki następnie chyba wklejało się do zeszytu, a zeszyt do centrali. Takie to były czasy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Był taki dowcip:

Gierek/Jaruzelski razem z zagranicznym gościem powiedzmy prezydentem USA , na prośbę tego drugiego jadą obejrzeć zwykłe polskie gospodarstwo rolne . Wszystko jest oczywiście wcześniej przygotowane : podwórko wysprzątane, na podwórku maluch nowiutki w stodole kombajn bizon, traktor i inne maszyny w domu telewizor kolorowy ,,Rubin - jednym słowem perelowski obraz sytości pełnej . Ale jedno nie gra - gdy dostojni goście wchodzą na podwórko chłop ( oczywiście swój - towarzysz umyty i ogolony , poperfumowany ,,Przemysławką" ) leje babę aż furczy . No to sie go pytają : ,,A czemu to pan tak tę kobitę tłucze ? Widzicie panowie ,odpowiada chłop, chciała futro - kupiłem, chciała samochód - kupiłem , ale teraz jej sie samolotu zachciało - to nie wytrzymałem . Goście pokiwali głowami nad babską pazernością i poszli . Miejscowy sekretarz PZPR mówi do chłopa - no, ale z tym samolotem to przesadziłeś . A co ? odpowiada chłop miałem prawdę powiedzieć , że kartki na mięso zgubiła ?"

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kochani młodzi czytelnicy,ten artykuł to bzdura na resorach.
Gość nie wie o czym pisze.
Ja nawet nie jestem w stanie ustosunkować się do tego bo ten tekst trzeba by napisać od nowa.
Nic w nim nie jest zgodne z ówczesną rzeczywistością.
Ot prymitywna propaganda , co autor chciał osiągnąc? ja nie wiem trzeba by zapytać autora.
Przecież o tym już kiedyś tu była mowa,odgrzewamy starego mielonego?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gruby Rycho żona chłopa nie mogła być zbita za zgubienie kartek na mięso-bo ich nie miała.
Chłopom/rolnikom mężowi i żonie/ kartki na mięso nie przysługiwały.Jeśli ich dzieci były pełnoletnie to dostawały zmniejszone ilości/ile nie pamiętam ale mniej/
Ja rozumiem że to dowcip ale wpisz np stoczniowca albo górnika.
Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
kombajn bizon u gornika lub ciagnik u stoczniowca...lepiei rodzaj kartek poprawic jak juz...np. kartki na alkohol???

Share this post


Link to post
Share on other sites
Panie Jacek, najpewniej Rychu z kartek nie musial korzystac i niewiedzial co komu i ile sie nalezalo,ale taki blad ze strony supermena IPN? Ciekawe czy ludzie dzis kupuja wiecej niz wtedy bylo przydzielane?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Szanowny Jacku 1962,

napisz proszę, dla młodszych uczestników tego forum (kochanych młodych czytelników) gdzie w pow. artykule znajdujesz te zdury na resorach", co ...w nim nie jest zgodne z ówczesną rzeczywistością."
Tak często zapraszasz innych do dyskusji, to teraz przedstaw argumenty, bo jeszcze ktoś złośliwy pomyśli, że po prostu trollujesz. A jeszcze, któryś z świętocierpliwych Modów... Nie, nie to niemożliwe. Nie potrafię, w swoim starczym, schorowanym umyślunku, wyobrazić sobie sytuacji, w której mógłbyś stracić zaufanie Moderatorów i pozycję pieszczocha forum, któremu wszystko można.

Pozdrowienia Wszystkim

Share this post


Link to post
Share on other sites
No cóż, rzeczywistość ,,dowcipowa troszkę( ale tylko troszkę) różniła sie od rzeczywistości prl-owskiej ( np . nie tylu milicjantów utrzymywało stosunki intymne z prostytutkami by powstała 50 - tysięczna armia ormowców, a w samolotach pasażerskich nie wożono spadochronów i raczej Breżniew z Janem Pawłem II nie lecieli nigdy tym samym statkiem powietrznym - a wg. dowcipu Breżniew wyskoczył z gaśnicą zamiast ze spadochronem) , ale możemy podywagować:

Może rzeczony chłop był tak na prawdę chłopo - robotnikiem , posiadającym tylko małą przyzagrodową działeczkę, ale na czas wizyty zaopatrzonym przez władzę w różne dobra albo rencistą resortowym ( dostał rentę za trafienie w łeb kamieniem w grudniu 1970), albo chodziło o inne kartki

Odpowiadając zaś, jak zawsze merytorycznie sprawnemu i w tym samym stopniu życzliwemu mi i kol. Cairo , uprzejmie informuję, że w 1988 , kiedy UW zatrudniał mnie w charakterze robotnika do pracy ciężkiej ( tak miałem napisane w angażu) otrzymywałem od socjalistycznego państwa kartkę największą w całej rodzinie i jeszcze na dodatek bony na zupę regeneracyjną z ,,wkładką" , co jednak nie nie skłoniło mnie do pokochania tego państwa z jego najlepszym na świecie ustrojem sprawiedliwości społecznej - ot taki ze mnie po prostu niewdzięczny bydlak .

Share this post


Link to post
Share on other sites
Panowie pewien mój sąsiad to było za Balcerowicza powiedział do mnie że On nie widzi różnicy pomiędzy komuną i demokracją.
Bo- za komuny On mógł kupić kilogram pomarańczy na miesiąc bo tak często były dostępne,a za demokracji to jego stać na ten sam kilogram pomarańczy bo na więcej nie ma pieniędzy.
I tu moja prośba do was napiszcie czy to rozumowanie jest logiczne czy nie.
Myślę że to rozumowanie było by dobrą podstawą do wymiany poglądów o tych czasach.
Teraz żartem do kolegi Cairo
Ja jako wielki przyjaciel gnojnika czyli IPN-u oświadczam że w wyżej wymienionym okresie nie byłem tfu członkiem ani kandydatem no tej partii.
A wszystkie moje wypowiedzi mają bronić prawdy /oczywiście mojej-bo ja te czasy pamiętam ja w nich żyłem i wiele rzeczy załatwiałem i załatwiłem wiele rzeczy których nie powinienem teoretycznie załatwić/
Panowie Wy nie rozmawiacie ze swoimi bliskimi a całą wiedzę cczerpiecie z bzdurnych opowiastek różnych delikwentów niczym ten z pierwszego postu.
Ja to już pisałem ale jeśli muszę to powtórzę jeszcze raz.
Demonizujecie te czasy -
To były czasy kiedy wszystko się załatwiało a kartki to było minimum bo każdy jadł dużo wiecej mięsa niż przydziałowe/2,5 kg/bo.....
To powinniście wiedzieć. dlaczego?
Zapraszam do konsumpcji starego ale ,,jarego,,mielonego/dla kolegów z innych rejonów kraju to będą sznycle albo burgery/

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tak Jacku 1962, dyskusja z Tobą to wielka przyjemność i satysfakcja. Gdybyś jeszcze zaczął czytać ze zrozumieniem.

Bez urazy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pusterał !

Szkoda , czasu twojego - Jacek nie poda Ci żadnego innego argumentu po za : ,,Wiem , bo wiem, bom stary i doświadczony, bo widziałem, albo widział mój(a) : dziadzio/babcia/mama/tata/siostra/ sąsiad/pies sąsiada

Nie wiesz jeszcze chłopie z kim tańczysz ? Ja takową świadomość osiągnąłem czas jakiś temu i dlatego wychodząc z założenia , że rację ma Marian Kotys ( grający w ,,Vabank " krawca ) - nie dyskutuję z kol. Jackiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Rychu! Ja tam się ciszę, że na forum jest Jacek i jemu podobni. Nikt tak pięknie nie ośmiesza pewnych postaw i poglądów swoimi epistolograficznymi wpisami na Odkrywcy, w dodatku jakże przepojonymi wiedzą i inteligencją;)
Mam nadzieję, że Jacek udziela się na większej ilości for internetowych;)
Ps
Epistolografia wyjęta jak z muzeum PRL;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Maritian.

Mnie Jacek1962 trochę śmieszy, trochę straszy. Do bezpośredniej polemiki na pewno się nie nadaje, ale propagandystą jest niezłym. Również pieszczochowatość jego pozycji na Forum stawia w ciekawym świetle jego relacje z nadcierpliwymi Modami. Niemniej, szanowny Martian, staraj się nie używać słów, których znaczenia nie rozumiesz, to słowo na e" z lekka pomyka po bandzie.

Hi

Share this post


Link to post
Share on other sites
Epistolografia- definicja:
sztuka pisania listów zgodna z obyczajami panującymi w danej epoce czy środowisku...
Wiadomo, że nie o papierkowe chodziło tylko o te Jego na forumie wpisy...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gruby Rycho ty się powołujesz na gnojnik czyli IPN lub inne powieści z cyklu płaszcza i szpady.
Ja się powołuję na relacje moich bliskich.
Mam takie prawo bo piszę na jakie relacje się powołuję.
A czytelnicy ocenią kto ma rację .Bo tu o to chodzi w tej naszej zabawie.
Martian ja Cię lubię ale ty przynosisz pecha każdemu wątkowi.
Gdzie sie pojawiasz tam zaraz wątek ginie.
Kolego pustertal tu dyskusji być nie może bo wrzuciłeś materiał który powala mnie na kolana ze śmiechu.
Gość pisze takie bzdury że naprawdę nie trzeba żadnej sztuki żeby go wyśmiać, trzeba było tylko żyć w tamtych czasach.
Najbardziej mi się podoba ta z wódką.
Że można było zrobić tylko jedną imprezę.
Ja bym tego gościa utopił we wódce/wannie/a on mi pisze że ja miałem tylko jedną.
Ja już Wam pisałem, jak patrol MO zatrzymał mnie
w nocy gdy szedłem do autobusu którym miałem jechać na wycieczkę naukową.
Wycieczka była siedmiodniowa więc potrzebowałem 7 butelek wódki bo taka była zasada./na jeden dzień jedna flacha 0,5l wódki/panowie bimber to był obciach to pił margines ,studenci nigdy/na łeb. A zapomniałem dodać :jak szedłem na imprezę z laską to na jej głowę też musiałem mieć 0,5l W plecaku miałem cztery bo tyle wlazło a na trzy miałem kartki.
Panowie to była sprawa honorowa
A teraz zagadka.Nas było czworo dorosłych,dziadek i babka,ciotka i wujek oraz druga ciotka z mężem.
Wszystkim nam przysługiwały kartki na papierosy bo byliśmy dorośli.
Z nas wszystkich palił tylko jeden wujek.
Teraz pytanie.
Co zrobiono z kartkami na papierosy.
Panowie i tak punkt po punkcie gościa wyśmieję na prostych przykładach.
Takich za komuny nazywali,,ginekolog chałturnik,,-przespał się z dziewczyną i za mistrza w Sztuce Kochania robi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Martianie to Ci tylko zostało,
facet szkoda mi Cię ja Ci już pisałem wielokrotnie:
tysiąckrotnie powtarzane kłamstwo nie stanie się prawdą.
Będzie tysiąckrotnie powtarzanym kłamstwem.
Chłopie ja to tylko się mogę śmiać bo na Wasze bzdury jedyną odp jest śmiech.
Ty mi będziesz pisał jak wtedy było?
Pisałem Wam pamiętam lądowanie na księżycu,początek lat 70-tych tyle o ile.
Od Radomia wszystko bo to była moja młodość.Stan wojenny to jak wczoraj.Mogę pokazać Ci miejsca gdzie biliśmy się z ZOMO ,
Gdzie były punkty kontrolne itp itd
I tak by można pisać i pisać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jacek! proszę nie tu... bo człowiek w telewizji się nasłuchał tego co ty piszesz dziś... ale w tamtych czasach...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wybitny węgierski ekonomista Janos Kornai opublikował w 1980 r. dzieło poświęcone gospodarce realnego socjalizmu zatytułowane: Gospodarka niedoboru" (Economics of shortage).

W Polsce wydano je w 1985 r. jako Niedobór w gospodarce".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Darujmy sobie polski tytuł iedobory w..." ta gospodarka była gospodarką niedoborów, i była to taka cecha, jak u słonia trąba...

Mogę na ten temat napisać dłuższe story dot. ZSRR, w którym powszechnie noszoną siatkę na zakupy nazywano awośką" od a woś - a nuż... a nuż coś rzucą z masy towarowej na lady...

Radziecki dowcip, co to jest długie, zielone i pachnące kiełbasą? Pociąg z Moskwy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Martian-nic Ci nie poradzę że twoje wyobrażenia nie pokrywają się z ówczesną rzeczywistością.
To też już Wam pisałem ale napiszę jeszcze raz-Socjalizm to był ustrój dla gnojków obiboków i ludzi bez marzeń.
Dla których życie to była wegetacja od 1-szego do 28-go.
A równe żołądki usprawiedliwiały donoszenie na każdego któremu się chciało pracować./w imię sprawiedliwości społecznej/
Tego ustroju nie broniła Armia,Urząd Bezpieczeństwa/potem SB/
czy inny aparat przymusu.
Tego ustroju bronili ludzie którzy pamiętali dobrobyt II RP.
Bo ta socjalistyczna wegetacja była Ameryką w porównaniu z nędzą II RP.
I ponownie przypominam Kolegom ,,Solidarność,, jak diabeł święconej wody bał się słowa kapitalizm.
Mamiono naród ,,socjalizmem z ludzką twarzą,,każdy sobie kombinował że będzie to socjalistyczna praca i kapitalistyczna płaca.
A wyszedł Balcerowicz a resztę już znacie.
Na koniec pytanie zasadnicze Czy szkoda mi socjalizmu?
Absolutnie nie to było dziadostwo i to dziadostwo odeszło na zawsze.
A ponieważ odeszło na zawsze ,czas pisać prawdę o tamtych czasach.
Bo rodzi się mit szczególnie wśród młodych ludzi o dobrobycie za komuny.Piewcami tego mitu są ich niezaradni życiowo i leniwi dziadkowie i rodzice.
Którym Komuna dała mieszkanie a im teraz demokracja nie chce dać mieszkania.
Pani. Pyta małego Jasia w szkole kim będzie gdy dorośnie.
Rencistą-odpowiada mały Jasio.
Dlaczego?
Bo Mama,Tato,Ciocia ,Wujek wszyscy są rencistami i ja też chcę nim być.
To jest kawał z komuny niestety aktualny do dnia dzisiejszego.
I tak jak za komuny każdy kto pracuje oszczędza i jest zaradny życiowo jest postrzegany jako złodziej oszust i pijawka społeczna.I donosicielstwo jak było wtedy tak jest i dziś.
Bo ustrój jest łatwo zmienić,gorzej z ludżmi.
Bo tak naprawdę to komuna trwa nadal -tu na tym forum też.
Bo niby dlaczego nie?
Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites



×
×
  • Create New...

Important Information