Jump to content

pustertal

Forum members
  • Content Count

    433
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutral
  1. Szanowny Czeluść, podaj proszę jakąś bibliografię albo rodzaj dopalacza.
  2. Witam W dzisiejszym wydaniu tygodnika Sieci" (dawniej W Sieci") jest wywiad przeprowadzony przez Piotra Skwiecińskiego z historykiem IPN, Władysławem Bułhakiem, pod tytułem: Jak komunistom pomogły listy polecające Ericha Kocha" Cytuję fragmenty: Piotr Skwieciński (PS) ...Bo mógł wiedzieć, gdzie jest Bursztynowa Komnta. Władze PRL i ZSRR miały nadzieję, że w końcu to zdradzi. Władysław Bułhak (WB) Taka jest ogólnie przyjęta interpretacja. Maskirowka, [...] zorganizowana przez polskie służby specjalne przy wsparciu służb radzieckich była tak skuteczna, że do dziś prawie wszyscy w to wierzą... [...] PS Wiem, że na postać Kocha natknął się pan nieoczekiwanie, badając dzieje PRL-owskiego wywiadu... WB Istotnie. A w zasadzie studiując historię jednego z najważniejszych agentów wywiadu MSW - Andrzeja Madejczyka. PS Znanego - jako - Lakar"- ze sprawy o. Konrada Hejmy, który w okresie, gdy Madejczyk funkcjonował w Rzymie, był jednym z jego źródeł informacji... Ale gdzie tu Koch? WB Powoli Lakar [...], znalazł się na Zachodzie na początku lat 60. [...] poprosił o azyl w Niemczech Zachodnich, otrzymał go. I w RFN zaczął nagle robić dziwną karierę. Ten nieznany uciekinier z Polski zostaje zatrudniony przez zachodnioniemiecki wywiad, BND. Zatrudniony - a więc staje się funkcjonariuszem Republiki Federalnej. W tej roli nie tylko inwigiluje - na rzecz służb niemieckich, ale tak na prawdę na rzecz SB - polską emigrację. Zostaje pracownikiem Deutsche Bank, skierowanym do rzymskiego przedstawicielstwa tej firmy. Wydaje się oczywiste, że zorganizowały to służby specjalne Bonn. PS I jaka jest tajemnica tej kariery? WB Sądzę, że ta tajemnica narodziła się w istniejącym do dziś więzieniu nr 1 przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Bo Madejczyk [...] siedział w jednej celi z Kochem. [...] PS I jak to wszystko zaważyło na dalszych losach Madejczyka? WB Tak, że kiedy przyszły agent Lakar" opuszczał areszt przy Rakowieckiej, Koch dał mu listy polecające. [...] do znanych sobie dawnych nazistów, zatrudnionych w machinie państwowej RFN. A takich ludzi Koch znał wielu. [...] Można postawić hipotezę, że był to subtelny szantaż. Oto u zajmującego jakieś ważne stanowisko, np. w zachodnioniemieckich służbach specjalnych, dawnego hitlerowca, zapewne mającego krew na rękach, pojawia się nagle ktoś polecany przez Kocha, siedzącego przecież w komunistycznym więzieniu. Łatwo można to zrozumieć jako niezwerbalizowany przekaz: zrób to, czego od ciebie chcemy, albo... będziesz miał kłopoty. Koch jest w rękach ludzi z bloku wschodniego; Koch wie o tobie, a więc i oni wiedzą o tobie. Jeśli nie zrobisz tego, o co proszą, to nagle jakaś gazeta napisze, co w 1943 r. robiłeś z Żydami, Polakami czy Ukraińcami. [...] Madejczyk był czynny do późnych lat 80., z dużymi sukcesami inwigilował Kurię Rzymską (i to nie tylko jej polską część), polską emigrację polityczną, Radio Wolna Europa, paryską Kulturę", Zdzisława Najdera, zagranicznych reprezentantów KPN. Czynił to z reguły, używając języka specsłużb, pod fałszywą flagą", czyli jako funkcjonariusz zachodnioniemieckiej BND. [... Resztę możecie sobie doczytać w tygodniku. Pozdrawiam p-l
  3. Bronisław Wildstein dał taki komentarz dla wPolityce.pl: Gabriel Narutowicz zamordowany został 90 lat temu. W III RP można było jednak odnieść wrażenie, że zabójstwo to rozgrywa się na naszych oczach, albo, że właśnie ma do niego dojść. Rządzący III RP, którzy w ramach polityki miłości i łagodzenia sporów politycznych nazywali swoich przeciwników nazistami (tudzież wszelkimi innymi epitetami) i wzywali do eliminacji ich ze sceny publicznej, rozdzierali szaty nad zabójstwem pierwszego prezydenta II RP. Członkowie partii, która już po II Wojnie Światowej miała na sumieniu tysiące morderstw, a gdy jej stara formuła przestała być użyteczna przemalowali ją na demokratyczną, zapłakiwali się nad kimś, kto nigdy nie miałby ochoty mieć z nimi nic wspólnego. Uczestnicy władzy, która jeszcze w 1989 roku mordowała księży i ci, którzy tytułowali ich ludźmi honoru, rozliczali zabójstwo sprzed prawie stu lat, a odpowiedzialność za nie przypisywali swoim przeciwnikom politycznym. Narutowicz zostanie zabity ponownie – jęczeli jego świeżo nawróceni wyznawcy. I został. Dwa lata temu na biuro PiS napadł człowiek, który chciał zabić jego lidera czyli Jarosława Kaczyńskiego, a ponieważ okazało się to niemożliwe, zaatakował działaczy partyjnych. Zamordował Marka Rosiaka i ciężko poranił jego kolegę. Analogia z zabójstwem Narutowicza w tym wypadku jest uzasadniona. Oba morderstwa poprzedziła kampania nienawiści, która pchnęła ludzi niestabilnych psychicznie do aktów terroru. W wypadku III RP jest to kampania wymierzona w opozycję. Znamienne, że powodem oburzenia głównych mediów jeszcze tego samego dnia było nie samo zabójstwo, ale reakcja na nie ze strony Kaczyńskiego. Wydawało się, że wobec tej zbrodni liderzy kampanii nienawiści przestaną sobie wycierać gęby Narutowiczem. Złudzenia. Kiedy jednak patrzyłem na tańce, które na jego grobie wyczyniają organizatorzy politycznych nagonek pomyślałem, że Narutowicz może nie wytrzymać. Wstanie z grobu i wytnie w ryj Palikota." http://wpolityce.pl/artykuly/42866-bronislaw-wildstein-dla-wpolitycepl-narutowicz-bije-w-ryj-palikota-prezydent-nigdy-nie-mialby-ochoty-miec-nic-wspolnego-z-tanczacymi-na-jego-grobie
  4. Bezpieka zgarnęła całą rodzinę" Nasz Dziennik" 8/9 grudnia 2012 Marcin Austyn http://www.naszdziennik.pl/wp/17432,bezpieka-zgarnela-cala-rodzine.html Z Krzysztofem Bukowskim, synem por. Edmunda Bukowskiego ps. Edmund", rozmawia Marcin Austyn Wśród trzech ofiar komunizmu spoczywających na Łączce zidentyfikowanych przez IPN jest Pana ojciec. - Zupełnie się tego nie spodziewałem. Szanse na zidentyfikowanie ojca były niewielkie i wiele zależało tu od losu. Wystarczyło przecież, by ekshumacje rozpoczęto w innym miejscu, a już sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. Stąd też nie spodziewałem się tak szybko takiego rozwiązania. Muszę jednak przyznać, że odczuwam dużą satysfakcję i bardzo się cieszę z tego, że ja już wiem. Jestem niezmiernie wdzięczny władzom IPN za podjęty trud. Szczególnie że i dziś tego rodzaju inicjatywy wymagają odwagi. Edmund Bukowski został stracony wiosną 1950 roku. Pana rodzina wiedziała, gdzie został pochowany? - Nie zostaliśmy o tym poinformowani. Jedyny pisany" dowód śmierci ojca pochodzi z Urzędu Stanu Cywilnego na Woli, który wydał nam w tej sprawie stosowne zaświadczenie. Nie ma w nim jednak nic o okolicznościach śmierci ojca. Chociażby tego, że było to wykonanie wyroku. Z tego, co wiem, nawet data na tym dokumencie różni się od tej z protokołu, jaki udało się IPN wyciągnąć z więzienia na Rakowieckiej, gdzie ojciec został stracony. Przez wszystkie te lata mieli Państwo nadzieję na odnalezienie grobu Edmunda"? - Ta nadzieja była słaba, tym bardziej że starania mojej mamy w tym zakresie niewiele przyniosły. Zresztą mama przesiedziała w więzieniu do 1956 roku z wyrokiem 15 lat pozbawienia wolności, więc jej działania były początkowo niemożliwe. Bardzo ciężko było cokolwiek na ten temat uzyskać. Bliżej lat 60. wiele osób zasłaniało się czy to niepamięcią, czy wręcz nie chciało o sprawie rozmawiać. Później, kiedy można było mówić więcej i w sposób bardziej otwarty, ubywało z kolei świadków. Mama dokładała starań, działała na własną rękę, ale współpracowała też np. z panią Małgorzatą Szejnert, gdy pisała książkę Śród żywych duchów". Jednak możliwości były ograniczone i nie doprowadziły do niczego konkretnego. Efektem były jedynie podejrzenia, że miejscem pochówku ojca może być Łączka (co się obecnie potwierdziło), że może być to cmentarz służewski albo jeszcze kilka innych miejsc w więzieniu mokotowskim. Kilku z nich dziś już nie ma, jak kartoflarni, albo je wybrukowano, jak część podwórza, więc trudno było dotrzeć tam do jakichś śladów. Wskazywany był też korytarz między budynkami, który pozostał, ale nie było jasnych wskazań. Miałem okazję zwiedzić ów korytarz ze świadomością, że tu gdzieś może leżeć mój ojciec. Ale dowodów na to nie było. Efekt dały dopiero działania IPN. Choć trzeba powiedzieć, że i dziś przez panującą, moim zdaniem źle pojętą, polityczną poprawność, ta sprawa pozostaje tematem tabu, a przynajmniej jest to temat, którego lepiej nadmiernie nie poruszać. Pamięta Pan swojego ojca? - Niestety nie. Miałem osiem miesięcy, kiedy został aresztowany. Jak przechowywana była pamięć o nim? Wiedział Pan, kim był Edmund", czym się zajmował, za co i jak zginął? - Początkowo dziadkowie, którzy wychowywali mnie podczas nieobecności mojej mamy, tak zorganizowali mi dzieciństwo, że nie przeżywałem wielkich stresów. Później mama potrafiła mi wszystko przekazać we właściwy sposób. Tak więc wiedziałem, co się stało. Czciliśmy pamięć ojca. Niestety, bez możliwości tego fizycznego jej ukazania w postaci nawiedzania jego grobu. Był jedynie grób symboliczny ojca w miejscu, w którym obecnie spoczywa mama, na cmentarzu Powązkowskim. Reperkusje w związku z działalnością ojca były mocno odczuwalne? - Aresztowano braci taty, siostry mamy. W sumie represjami było objętych 16 osób z bliższej i dalszej rodziny. Po 1956 roku (mama i jej siostry zostały dopiero wówczas zwolnione) większych represji nie było, ale wiadomo, że ślady odsiadki" pozostały, trzeba było o tym informować. Z pewnością nie przyczyniało się to do jakości notowań w kadrach". Niedługo kolejne ofiary komunizmu przestaną być bezimienne i doczekają się godnego pochówku. Powinny spocząć razem? - Moim zdaniem - i wiem, że jest to postulat zbieżny z propozycją IPN - zainteresowane rodziny mogłyby zrezygnować z prawa do pochówku szczątków swoich bliskich w rodzinnych grobach. Z uwagi na szacunek i pamięć tych ofiar lepiej będzie, jeśli spoczną one we wspólnej mogile żołnierskiej - tak jak los złączył ich śmiercią. Jeśli te osoby zostaną pochowane w oddzielnych grobach, rozsianych po całym kraju, a może i świecie, to za kilka lat ktoś, kto nie trafi na taki grobowiec, na którym inskrypcja musi być ograniczona, nie zapamięta ich ofiary - i cała sprawa powoli ulegnie rozmyciu. Jeśli będzie jeden wspólny pomnik, do tego na cmentarzu Wojskowym, który jest prestiżowym miejscem, często odwiedzanym także przez osoby postronne, to będzie to mocny wyraz pamięci. Myślę, że warto dla tej wartości zrezygnować z przysługującego indywidualnego pochówku w rodzinnym grobie. Oczywiście wola rodziny zawsze będzie tu wiążąca. Ale wydaje mi się, że moje przemyślenie ma pewną szansę na realizację. Taki symboliczny pomnik z nazwiskami pochowanych będzie dobrym świadkiem historii. Wydaje mi się, że lepszym niż kilkaset rozrzuconych po świecie indywidualnych grobów. Czynności identyfikacyjne trwają, a to oznacza, że na taki wspólny pochówek trzeba będzie poczekać. - Jestem na to gotowy i mogę przekonywać wątpiących do takiego rozwiązania. Te szczątki przez tyle lat przetrwały w ziemi, teraz przechowywane są bezpiecznie w chłodni. Nie wiem, jak dalej potoczą się badania, ale już ekshumowanych ciał jest ponad sto, a na wiosnę ruszą dalsze prace. Wiele zapewne zależeć będzie od zgromadzonego materiału porównawczego. W przypadku tych trzech zidentyfikowanych osób ów materiał pochodził od dzieci, ale zapewne są przypadki, w których ten stopień pokrewieństwa jest dalszy, więc i badania mogą być trudniejsze. Mam tę świadomość, że na wyniki trzeba będzie poczekać. Dziękuję za rozmowę.
  5. Witam, jestem tu nowy ale od dłuższego czasu z zainteresowaniem czytam Forum Odkrywcy. Sądzę, że zainteresowanym tym wątkiem warto polecić : Krzysztof Kąkolewski; Umarły cmentarz"; Von Borowiecky, Warszawa 2004. Pierwsze wydanie wyszło na początku lat dziewięćdziesiątych.
×
×
  • Create New...

Important Information