Jump to content

kto zyje ?


sqr

Recommended Posts

Nazywasz to libacją ? A gdzie butelki po wódce ?
Tyle piwek to z kumplem we dwóch bierzemy na rozgrzewkę, przed właściwym piciem.

A tak a`propos picia.

Miałem wtedy 19 - 20 lat (tak, tak, nie ma pomyłki, miałem kiedyś tyle). Wracam do domu z jakiejś imprezy ok. godz.23 dobrze wstawiony. Widzę że w domu pali się światło w kuchni i siedzącą przy stole matkę. Czekała na mnie...
Przez głowę przeleciała mi jedna myśl: Przesrane, zaraz się kuźwa nasłucham"...

Głodny byłem jak diabli. Zebrałem się w sobie, wchodzę do domu, grzecznie wybełkotałem Dobry wieczór" i zobaczyłem na kuchence garnek. Podniosłem pokrywkę i widzę jakąś zupę.
Wsadziłem palec do garnka i czuję że jest letnia.
A pies tam" - pomyślałem, nie będę podgrzewać, zjem letnią. Cały czas mi się wydawało że dobrze gram trzeźwego".

Zjadłem jeden talerz, potem drugi i syty poszedłem spać. Podczas mojej kolacji matka NIE ODEZWAŁA SIĘ SŁOWEM. Dziwne...

Rano, przy śniadaniu mama pyta się mnie:
- Smakowała ci wczoraj kolacja ?
- Nooo... jakaś zupa była - mówię.
- To idź teraz przeproś psa za jego śniadanie.

Przeżyłem....
Link to comment
Share on other sites

ooo widze bratnią duszę, ja zjadłem wodę po gotowaniu boczku bo myślałem że to rosół i stwierdziłem po wszystkim że się nie udał, więc na drugie danie zjadłem ugotowaną galaretę, która miała stężeć, a myślałem że to flaki. Innym razem zjadłem kasze z mixem mięsa, a jakże zaprosiłem nawet kumpli po robocie. Wszyscy zjedli i stwierdzili że pycha tylko dużo odłamków kości i takie tam różne. Pies się na mnie obraził.
Link to comment
Share on other sites

Życie smakosza trunków wysokoprocentowych doprowadza w życiu do różnych dramatów.Mi zdarzało się żreć kiełbasę z cukrem(nie polecam) lub gotować ryż przez pół nocy - siwy dym,dosłownie.O takich banałach jak slalom od kuchenki do stołu z michą po brzegi pełną rosołu nawet szkoda wspominać.

Pozdro.
Link to comment
Share on other sites

Widzę tam 20 sztuk?Ostatnio naliczyłem sobie 19 sztuk od 14:00 do 2 w nocy i poszedłem grzeczniutko spać do altanki(taka ciepła noc była).Nie jestem jakimś twardzielem do picia dlatego podczas podliczeń rano szczerze się zdziwiłem.

No ale mój faworyt spod sklepu na wiosce w najlepszy dzień dziabnął 27 piw i połówkę na dwóch...

Myślałem kiedyś, że jestem kozak ale rzeczywistość spod sklepu szybko sprowadziła mnie na ziemie.Pzdr
Link to comment
Share on other sites

taaaa tutaj kłania się zdanie Jana Chrzciciela Idzie po mnie mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. ..." Ja tez myślałem że mam twardy łeb, ale szybko się przekonałem że są lepsi.
Coś z chemii: Moja żona stwierdziła że mam bardzo sucha skórę na twarzy i żebym się posmarował kremem. poszedłem do łazienki i się drę, Który to ten krem (bo przeciez my faceci swoich nie mamy). ona odpowiada ten biały z kolorowymi napisami. No to smaruje ryja, i sie pytam bo mnie strasznie ściąga czy to przypadkiem nie na zmarszczki.
Okazało się że wysmarowałem się jakimś paskudztwem, żelem, do stylizacji fryzur.
Link to comment
Share on other sites

Ze 20 lat temu piłem z kumplami na Mazurach w mieszkaniu znajomego.
Zgrane równe towarzycho z wyjątkiem jednego. Mały, chudy, grzeczniutki, ot taki cipciuś. Ale jak sie napił to mu odbijała palma.
Nie, nie skakał z łapami, tylko wyzywał każdego od najgorszych. Kumple mi wytłumaczyli żeby go nie lać, bo en typ tak ma", i jeszcze stawia wódkę.

Mieliśmy już wszyscy dobrze w czubie i zaczeło nas drażnić co drugie słowo: ty ch... ty kut... itp. itd.

Któryś z nas wpadł na gienialny" pomysł. Na dworze było już ciemno. Ściągneliśmy mu spodnie, potem majtki, tak że został w samej koszulczynie i skarpetkach. Wyprowadziliśmy na klatkę, na dowidzenia dostał kopa w zad i zamkneliśmy za nim drzwi wracając do dalszej degustacji. Do domu miał ok. 1 km. przez centrum 40-o tys. miasta.

Nie bedę ukrywać, ale każdy z nas zaliczył stop klatkę", albo eset".
Rano budzi nas potężne łomotanie do drzwi.
Łeb mało nie eksploduje, a rura pali jak dzika po żołędziach....
W drzwiach stoi kolega z 0.7 w garści i wyjeżdża z tekstem:

- Panowie jak wczoraj skończyła się impreza, bo nic nie pamiętam. Obudziłem się u siebie w domu w łóżku.

Z pisiorem na wierzchu zrobił przebieżkę przez prawie pół miasta......
Link to comment
Share on other sites

No dobra jak o wódzie to o wódzie. Też spory kawał temu z jakieś 17 lat temu spotkałem sie z kumplami w parku. A w centrum miasta zamontowali takie ładne nowe latarnie z kulistymi kloszami. Wino kiedyś było szanowane i się piło a jak się już wypiło to we łbie kolebało. postanowiliśmy wykorzystać nowe latarnie i bawić się w UFO. Klosze na głowę i jazda po parku. Zabawa na całego. Skończyło sie na Najdroższym hotelu w mieście o wdzięcznej nazwie Izba Wytrzeźwień, kolegium za niszczenie mienia społecznego, 30 godzin prac społecznych + koszty sprawy. Ja zastanawiam się czy się opłaciło bo nie bardzo pamiętam co jak i gdzie nas przechwycili niebiescy.
Link to comment
Share on other sites

Sqr - widze że impreza na chodniku była...w sensie że na bogato :)
Ja w trzeciej klasie technikum oblewałem cudem zaliczoną matme.
Wybraliśmy sobie bardzo zacne miejsce - restauracja Myśliwska" w Kutnie , koło ronda...typowa mordownia.
Jeśli są starsi koledzy z Kutna - załapią :)
Było oki - widać nie odbiegaliśmy od reszty gości...
Tyle że zakłócenia powstały i jakimś cudem przelazłem pół miasta , wybrałem odpowiedni autobus , kierowca sprzedał bilet ( nic nie pamiętam )i pierwsze oznaki świadomości dotarły po 15 km... :)
30 lat temu ...
Słusznie Traper prawił że byliśmy twardzi...
Podobny rocznik Kolego.
Pozdrawiam
Link to comment
Share on other sites

Krecik, powroty do domu w Odmiennych stanach świadomości" to była norma, czasami i teraz się zdarza...

Opowieść znajomego.
Mazury, Dobre Miasto, koniec lat `70.
Była tam pijalnia piwa o wdzięcznej nazwie Banderoza". Było by wszystko cacy, gdyby nie to, że lokal nie posiadał ubikacji (wtedy to było możliwe, w tej chwili za jasnego groma by nie otworzył takiego lokalu).
Obok tego lokalu mieszkał w bloku mój znajomy. Miał tzw. wysoki parter, tak że był już u niego balkon.
Gentelmeni, stali bywalcy tego lokalu upatrzyli sobie właśnie jego balkon do załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych.
W zimę można jeszcze było jakoś wytrzymać, ale latem smród był niesamowity. Najpierw grzecznie zwracał uwagę - nieskutkowało. Potem to już leciały najgorsze bluzgi. Ale gentelmen który się bujał na nogach z ptasiorem w garści traktował to jak przelot muchy.

ODUCZYŁ ICH SZCZANIA POD BALKONEM !!!

Co zrobił ?
Wziął kawał blachy ok. 1x1 m. zainstalował dwa przewody, przysypał to płytko ziemią i podłączył do kontaktu....

Znajomy mi opowiadał, że nie wyobrażał sobie że facet koło 60-tki potrafi jeszcze tak ładnie zatańczyć Breakdance...
Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

×
×
  • Create New...

Important Information