Jump to content

Cyla i Jurek. Historia ucieczki z Oświęcimia.


wojna1939

Recommended Posts

Jestem świeżo po emisji filmu dokumentalnego emitowanego w TV2.
Film dotyczył wspaniałej, wzruszającej i tragicznej historii ucieczki Cyli i Jurka z oświęcimskiego obozu koncentracyjnego.
W przebraniu ssmana wyprowadził ją poza teren obozu. Uciekali 9 dni i nocy. W trakcie wojny ukrywali się oddzielnie z przyżeczeniem powrotu po wojnie do siebie. Uciekli, bo się kochali. Kolejna para uciekinierów została złapana i zabita.
Dokument traktował o wielkiej obozowej tragicznej miłości, przygotowaniach do ucieczki i ich losach powojennych. Żyją do tej pory. Oddzielnie jednak.
Coraz mniej jest ludzi, którzy mogą przekazywać nam takie historie walki o siebie z pozycji nie wielkiej polityki tylko pojedynczego człowieka.
Czy znacie podobne przekazy? Wartoby je uratować opowiadając je, przekazując z ust do ust ...

P.S. Trochę chaotycznie przekazuję, jeszcze mnie trzyma ta historia.

Pozdrawiam - Mariusz.
Link to comment
Share on other sites

Ta historia byla juz emitowana w zeszlym roku, chyba w okolicach listopada na TVP2, jednak zgadzam sie ze warto takie wydarzenia dokumentowac i przekazywac chociazby poprzez odbiornik TV.
I stad ciesze sie czasami ze istnieje cos poza komercja nastawiona na zysk z sms-ow...
Wartosciowy material mozna dostrzec w zasadzie wwylacznie w publicznej telewizji.
No ale mialo byc o tym czy znamy podobne losy....
Link to comment
Share on other sites

Witam.
Czytałem ostatnio pamietnik kobiety wywiezionej na syberie .Kobieta miała lat 40 maż jej 50 a córka 16 zapakowano ich do wagonow i wizino 20 dni w zamknieciu ,a potem 8 dni w cieżarówkach w syberyjskie lasy tam jej maz musiał ciedszko pracować przy wyrebie no bo zarobić na zycie tzreba i ,,podróż odrobić kazali\" to 16 letnie dziecko cieszko sie rozchorowało i po 4 misiacach zmarlo.
A po nastepnych 6 zmarł maz tej kobiety . To była Maria
i tak została sama ,usłuszala od jednej rosjanki ze jacys ludzie ludzie jada dalej wiec i ona pojechała.Maria spotykala na swojej drodze ludzi dobrych i złych bedac sama wedrujac napotykajac kirguzowu usłyszała o formujacej sie polskiej jednosce wojskowej.wiec postanowiła tam pójśc ,a byla w stanie skrajnego wycieńczenia ,to idąc to jadac furmanka za kilka rubli doszla do 13Półku.Tam tam tez mianaja przypisac jka polke z łagrow i wydać kartki na jedzenia ale ksziadz który o tym decydował powiedzial ze by wracała bo to samo umierac tam jak i tu. i jedzenia nie da. w końcu tak sie stało ze przypisano ja do 14 półku .Potem trafila statkiem do Persi gdzie ja leczono a potem do Afryki gdzie spedziła 2 latai w końcuw 1947 roku statkiemz port w mombasa popłynela do Wloch a potem Trafiła do polski.

P.S sa to wspomnienia osoby ( Mari ) 20 lat po tej 7letniej tułaczce. Widzialem go ,czytalem , widzialem zdjecia z Afryki . jest tego w nie dużo bo około 35 stron drobnyn pismem . ale dla mnie był to wsztrzsas.
wszystko bardzo mocno potraktowalem skrotowo.

P.S przepraszam za literówki i inne błedy wiecie sobota i dotego północ.
pozdro amigo
Link to comment
Share on other sites

Historia wielkiej, dramatycznej zapewne podróży, historia powrotu, nadziei i umierania. Ciężko jest dzisiaj wczuć się, odczuć mentalnie ogrom przeżyć i tragedii tej kobiety.

Każda taka historia jest warta uwiecznienia. Piszcie choćby o najdrobniejszej, która gdzieś w zakamarkach waszej pamięci pokrywa się kurzem i pajeczyną.

Mariusz.
Link to comment
Share on other sites

Coś mało tych opowieści, większość Odkrywców woli chyba zajmować się dobrami doczesnymi niż ulotnościa bytu ...

Zdjęcie obrazuje gromadkę ludzi wywiezionych a roboty" gdzieś do Austrii. Z transportu uciekła kobieta z prawie rocznym dzieckiem na ręku. Udała jej się ta sztuka. Ojciec dziecka jednak został w pociągu. Wrócił do nich po wojnie.
Pochodziła z okolic Łodzi, przed wojną w poszukiwaniu pracy pojechała w okolice Warszawy. Nie wróciła jednak w rodzinne strony. Po wojnie zamieszkała na pomorzu.

M.

Link to comment
Share on other sites

eee- tam, codziennie w Radiu Maryja gdzieś koło 14 czytają jako lekturę dnia" wspomnienia osób które przeżyły m. inn. Oświęcim, w tym wspomnienia więźniów którzy uciekli..., niestety nie pamiętam tytułu tej książki.

PS heh - już widzę komentarze pod tym postem ;)
Link to comment
Share on other sites

To fakt. Ci co ucielki byli odwazni do szaleństwa ale czy pozostanie nie było odwaga. Wielu nie potrafiło sie zdobyć na nic innego ale duża część decydowała sie świadomie pozostać i walczyć o przetrwanie. Mój dziadek przeżył lat stalagu + roboty + odgruzowywanie Ruhry po bombardowaniach i wrócił do Żony i syna...
Link to comment
Share on other sites

Witam
Oglądałem rzeczony reportaż wcześniej i też wywarł on na mnie duże wrażenie. Uważam ,że takich ludzi już nie ma ,a jak są to na wymarciu.Wiem ,wojna wyzwala skrajne cechy zarówno najgorsze jak i najlepsze. W innych ,pokojowych warunkach trudne lub niemożliwe do wydobycia w pogoni za chlebem". Mimo to uważam ,że pewne cechy osobowości są coraz rzadziej spotykane. Pojęcia Rodziny ,Honoru ,Ojczyzny mają
coraz mniejsze znaczenie. Celowo pomijam znaczenie Boga ,ponieważ uważam ,że w tych kwestiach jest on potrzebny ale nie niezbędny . Zniewieścienie społeczeństwa ,wyścig szczurów powodują że te wielkie słowa-hasła mają coraz mniejsze znaczenie. Ludzie żyją według schematów utartych przez telewizję.
Ale wracając do głównego tematu ,to prawie każdy ma lub miał w rodzinie osobę(y) dotknięte przez hitleryzm ,stalinizm. Znałem osobę która ,przeżyła ucieczkę z Sobiboru ,był to mój dziadek. Byłem za mały żeby dowiedzieć się szczegółów ,dziadek nie chciał mówić ,a babcia niewiele wie (z tego samego powodu). I znowu żałuję że za późno się urodziłem ,kto mnie zna wie o czym mówię :) Na pewno bym dziadka zmęczył i na pewno nie było by łatwo.
Pozdrowienia wszystkim
Trzym się M.
der K.
Link to comment
Share on other sites

Nie wiem czy to będzie w temacie. Fakt faktem, że wojna 1939 ma rację. To się nazywa chyba komercjalizacja. Komu się chce grzebać w jakiś romatycznych historiach, gdy nie ma z tego żadnych konkretów. No chyba że dziadek powie gdzie zakopał sprzęt wojskowy itp. Swoją drogą trudno dziś znaleźć dziadka czy babcię, pamiętających tamte czasy. Pokolenie to b.szybko wymiera.
A wracając do tematu, mój stryj starszy od mojego ojca 17 lat załapał się na wojnę w 1939r. Dwa razy uciekał ruskim z transportu do obozu. Wrócił na początku 1940r. do domu i pomagał w gospodarce dziadkowi. W 1941r. zaopiekowali" się nim Niemcy. Wysłany na roboty na terenie Łotwy czy Estonii uciekł z kolegą i wracał ponad rok. Co robił w tym czasie tego już się nie dowiem. Ojciec mi tylko opowiadał, że do domu po ucieczce z robót przychodzli regularnie niemieccy żandarmi. A granatowy policjant - Polak mówił tylko, że jak sie pojawi to ma uciekać, bo Niemcy rozpisali za nimlist gończy. Dziadek też nie miał żadnych wiadomości od syna. Uważany za zmarłego. I pewnej nocy 1943 powrócił syn marnotrawny. Zawszony, brudny, wychudzony, ale cały. Dziadek kazał nagrzać wody, ostrzygli, wykąpali, nakarmili, ubrali i wysłali do lasu z zaprzyjaźnionym" partyzantem. Do przejścia frontu w styczniu 1944 oficjalnie syna i brata nikt nie widział.
Nie ma tu chyba żadnego romantyzmu, żadnej ukochanej itp.
Stryja napędzała chyba miłość do rodzinnych stron, czy jak to tam nazwać, że jak wańka-wstańka powracał do domu w rodzinne strony.

Z kolei przyszły mąż mojej ciotki, mieszkał na suwalszczyźnie, po 39 tereny wcielone do Prus. Wywieziony w okolice Żytkejm (parenaście kilometrów od rodzinnego domu), budował tam umocnienia - schrony i bunkry na linii ( teraz wypadło mi z głowy) do prawie końca 1944. Szans na ucieczkę nie miał zbyt wiele bo pilnowali ich ss-mani, a jak ktoś uciekł to powiesili paru innych na postrach. Ponadto powiedzieli, że wyślą rodzinę do obozu. Wyzwolony w 1945 trafił jako ochotnik" do formującej się 6DP i ruszył na Berlin, gdzie nie dotarł bo skończyła się wojna. Trafił za to na rzeszowszczyznę, gdie umacniał władzę ludową. W 1947 powrócił do domu. W przeddzień Wigilii 1949 wybrał się do lasu (wtedy strefa nadgranicza z CCCP) po choinkę. Śniegu po pas itp. Chodził po lesie i co drzewko to piękniejsze. W końcu ściął jedno najładniesze i do domu. Ściemniało się, więc postanowił na skróty do domu. W oddali zobaczył jakieś chałupy więc myśli wejdę się ogrzać, a tu ... Litwini. Mówią uciekaj. Więc on choinkę na barana i dawaj we wskazanym kierunku. Ale utknął na zasiekach granicznych pod metrowym śniegiem. Efekt był taki, że powrócił via Wilno, Kaliningrad (Królewiec) ale w 1953 roku. Siedział za szpiegostwo! Ciotka z dwójką małych dzieci też juz położyła na nim krzyżyk. A tu taka niespodzianka. Przez cały ten czas nikt nie dał znać, że wuj jest cały i żyje (a UB na pewno wiedziały o tej sprawie). Też taka sobie romantyczna historyjka ze szczęśliwym końcem.

Po stronie rodziny żony były podobne wypadki, ale nie będę już przynudzał.

pzdr woyta

Link to comment
Share on other sites

Woyta,

właœnie o takie hietorie mi chodzi, przeżycia pojedynczych ludzi, ich rodzin, tego nikt nie spisuje, bo historie owe nie dotyczš ludzi znanych. A warte sš uwiecznienia, bo to one budujš wizerunek czasów i niosš niejednokrotnie olbrzymi ładunek emocjonalny.

Dzięki Woyta,
te dwie opowieœci juz zaistniały w œwiadomoœci kilku czytajšcych je ludzi ...

Mariusz.
Link to comment
Share on other sites

Wojna 1939 cosik masz z polskimi literkami nie tak.

Jeden dziadek żony (piękne polskie nazwisko) ślązak w drugim pokoleniu (w trzecim to pyra z Kępna :)) od 1935(?) pracował na elektrowni Łaziska. Po zajęciu Śląska przez Niemcy, zmuszony do podpisania Volsklisty został Niemcem III kategorii. Po wyzwoleniu aresztowany przez ruskich i wywieziony do Kazachstanu jako ... Niemiec. Tam pracował jako majster i przewodził całej brygadzie jemu podobnych. Nawet ruscy stażnicy mu mówili, żeby nie przyznawał się, że on jest Polakiem, bo wtedy to będzie traktowany jako zdrajca a nie jako pliennyj. Niemcy mieli inne prawa, niemieccy rusznikarze naprawiali ruskim broń, łatali buty, dostawali cygarety i dodatkowe racje, itp., a Polaków i innych zdrajców traktowano w sposób szczególnie podły - przydzielano do robót bardziej uciążliwych. W 1949 zaproponowano mu obywatelstwo radzieckie i pozostanie w Kraju Szczęśliwości na stałe jako dobremu fachowcowi. Ale dziadek grzecznie podziękował i zadeklarował chęć powrotu do Niemiec. Po drodze jakoś został w Polsce, powrócił do rodziny - żona i trójka dzieci ( w tym mój teść :) A tutaj słownie spędził dwa tygodnie na wolności i trafił do więzienia UB w Bytomiu. Za co? Za współpracę z Niemcami. A lata spędzone w CCCP potraktowano jako wycieczkę krajoznawczą :) Wyszedł w 1951r. i do emerytury pracował na elektrownii Łaziska.

pzdr woyta
Link to comment
Share on other sites

To ten szalony komputer w pracy, swoje wpisy widzę ok,

sporo masz tych historii, jedna lepsza od drugiej ...

Pogmatwane sš koleje życia poniektórych ludzi. Przynależnoœć terytorialna ma tu duże znaczenie jak się okazuje. Często właœnie tułaczka i tragedia ludzka była konsekwencjš przynależnoœci terytorialnej - np. œlšzacy, kaszubi czy mazurzy. Niektórzy z nich poddawali się nękani przez odpowiednie służby i emigrowali, inni wywożeni siłš, skazywani na więzienia czy roboty przymusowe. Generalnie traktowani jak wrogowie.

Jak to jest, człowiek urodził się, mieszkał, pracował, czuł się przywišzany do ziemi, swojej małej Ojczyzny i nagle przychodzi ktoœ i mówi, że jest wrogiem i ma uciekać, bo jeœli nie to ...
straszne, ludzie ludziom zgotowali taki los, jak tu zapomnieć takie historie?

M.
Link to comment
Share on other sites

Taaa...
Ja sam urodziłem się na Śląsku Opolskim, mój ojciec na Mazowszu, a matula na suwalszczyźnie. Żona z pochodzenia Ślązara (choć doma nie godomy). Teraz mieszkam na G.Śląsku. Można powiedzieć, że trudno określić się w takim położeniu kto ja jestem. Myślę, że nie tylko ja mam takie dylematy.
A wracając do wątku takich historii to znam parę. Trza by to spisać, tylko nie mam nigdy czasu. Kiedyś działałem w kółku historycznym to chodziłem po ludziach i spisywałem ich losy i drogi, nieraz b.pogmatwane. Szkoda, że te materiały pozostały w moim ukochanym LO w P.
A teraz widziałem w kiosku jakąś gazetę (magazyn kolorowy) z zapowiedzią artykułu o wywózkach ślązaków do ZSRR. Może kupię i pocztam.

pzdr woyta
Link to comment
Share on other sites

Co do owego reportażu to dla tych którzy lubią poczytać polecam książkę Wiesława Kielara Anus mundi" on i ten gostek z programu przyjechał do Oświęcimia tym samym 1 transportem. Jest tam opisana szczegółowo historia wspomniana w tym samym programie o Mali Ziemerbaum i Edku Galińskim, którzy też uciekli stosując ten sam trik z mundurem (choć im się nie udało).
Link to comment
Share on other sites

Woyta,
znajdź chwilkę czasu i zacznij spisywać owe historie, bo z czasem zacierajż się szczegoły. Z przyjemnością poczytałbym je kiedyś.

Barnaba,
dzięki za inf. o książce, znajdę ją i przeczytam napewno. Film mimo, że oglądałem go nie od początku zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, tak jak poraz pierwszy znalazłem w lesie nieodkryty bunkier (początek lat 80) i dosłownie poczułem tamten czas. Nie było nikogo, tylko ja, historia i pewien rodzaj strachu ... Nie istniało nic innego tylko eteryczne przeniesienie w czasie.

Bywajcie - Mariusz.
Link to comment
Share on other sites

Witam.
Moze to nie II wojna ale co tam.
W 1919 roku moj dziadek jako student Dzisiejszego SGH zaciagnal sie do 36 pulku Legii Akademickiej. Nie byl biedny nie ukrywam ale to wlasnie przyczynilo sie do wielu klopotow takich jak np wybranie sie na front w oficerkach. Po pobycie w okopach w ktorych woda stala po kolana buty trzeba bylo rozciac aby je zdjac. Mial tesz blizne na policzku ktora pozostala po ciosie saszka ktora zeslizgnela sie po helmie i odciela pasek pod broda. Wiele bylo tych historii. W grobie nieznanego zolnierza lezy zolnierz ktory zgina w czasie potyczki w ktorej bral udzial moj dziadek. Prawie cala kompania zostala scieta przez CKMy. Moj dziadek polorzyl sie pod plotem ktory zostal sciety serja . Plotek przykryl mojego dziadka przez co z bezpiecznej kryjowki mogl bezradny obserwowac jak ruscy dobijaja wszystkich ranych. Puzniej byl w obsludze CKMu i do konca zycia budzil sie przerazony obrazami z przeszlosci kiedy to kosil kawalerie Budionnego. Jednym ze wspomniemn byl obraz ruskich ktorzy jezdzili konno na bosaka :). Dostal sie do niewoli widzial egzekucje polskich jencow, byl glodzony... Zostal przydzielony do majatku rolnego gdzie przeszedl ciezki tyfus (w wieku 24 lat byl kompletnie lysy). W Warszawie rodzina otrzymala wiadomosc od kolegi" ktory chcial wyludzic pieniadze, o smierci syna. Pochowano pusta trumne na powazkach. Po kilku miesiacach dziadek szczesliwie uciekl i napotkawszy polskich ulanow poczul sie bezpiecznie. Niestety nakarmiony szynka z amerykanskich konserw dostal zapasci (nie przyzwyczajony glodzony zolondek). Szczesliwie uratowany powraca do domu. Tu zarosniety zostaje przez wlasna matke wziety za zebraka dopiero Pies poznal swego pana. Radosci rodziny nie da sie opisac. W czasie 20-lecia pracuje we wladzach miasta.
1939 Bierze udzial w obronie modlina wyrzuca na moscie dokumenty i pieczecie armii modlin. Wraca do warszawy i ukrywa sie przed niemcami (powinien byc w niewoli). Wielokrotnie unika wpadki np. udajac we wlasnym domu malarza, lub besztajac po niemiecku ss-manow w czasie lapanki. Dziala w konspiraci, dowiaduje sie o smierci brata w Katyniu. Przydzielony do zgrupowania AK na pradze opuszcza Wawe po nieudaym powstaniu w tej dzielnicy. Po wojnie zostaje pierwszym powojennum prezydentem Olsztyna. Nadzoruje ewakulacie niemcow w swoim terenie (bardzo sprawnie i bez ofiar) organizuje prowiant , koce itd. Odznacza sie praca na zecz odbudowy Olsztyna. Niestety ktos zyczliwy" odkrywa przeszlosc mojego dziadka. Podziemie, oficer wrzesniowy, kampania ukrainska. Zostaje zkazany na wiezienie lecz wkrotce na szczescie ulaskawiony. Do swej emerytury pracuje w NIKu i Gospodarce Wodnej w Warszawie.
Odznaczony Krzyzami Walecznych za Wojne z Bolszewikami i za Kampanie Wrzesniowa.
Odznaczony takrze innymi odznaczeniami wojskowymi i cywilnymi.

Przepraszam za bledy ortograficzne od ktorych az jezy sie w mym poscie no ale ta ilosc slow i godzina. Mam nadzieje ze nikogo nie zanudzilem.

no i dwusetny komentarz :)
Link to comment
Share on other sites

Fajna historia o ucieczce jest w książce Ucieczka z Wyspy Uznam", nie pamiętam autora. Goście porywają Heinkla-111 (czy Ju-88? Nie pamiętam już) i uciekają z wyspy. Nie wiem na ile to prawda ale książka jest porywająca.
Link to comment
Share on other sites

Chwała,

Michalczewski,
opowieść o Twoim dziadku jest niezwykła (jak losy każdego człowieka), bardzo intensywnie używał danych mu dni, brał udział w tylu zawieruchach historii. Słuchając tego zastanawiam się ile trzeba mieć w sobie zacięcia, żeby to wszystko przeżyć, przeżyć i żyć dalej, czekając na to co przyniesie los.

MK,
Ucieczka z Wyspy Uznam", może mógłbyś bliżej coś powiedzieć: kto uciekał, przed kim lub czym, dokąd, kiedy ... ? może to jeszcze bardziej zachęci do przeczytania tej opowieści.

pozdrawiam serdecznie - bywajcie
Mariusz.
Link to comment
Share on other sites

Ja miałem przyjemność spotkać trzy lata temu człowieka który mi opowiedział historie swojego życia. Partyzant z rejonu Chojnic wydany przez kolegę trawił do gestapo w Gdansku torturowany a następnie wysłany do obozu Stuthof w 1944 roku. Widział jak pod koniec wojny na placu wieszano dwóch rosyjskich żołnierzy którzy do końca wyzywali oprawców ,zerwał się stryczek a wściekły esesman zatargał go do krematorium i prawdopodobnie spalił żywcem. Opowiadał o żydówkach jak były wiezione na przyczepie jednoosiowej do komory gazowej wyrywały sobie garściami włosy z głowy. O wydzielonym obozie w którym bez dynstynkcji ale było widać że to ktoś ważny trawili wysocy rangą oficerowie (po zamachu na Hitlera ,jak się póżniej okazało)Jeszcze jeden szczegół w obozie znakowano farbą krzyżem ubrania cywilne więżniów pod koniec wojny.Paradoksem było to że w czasie ewakuacji obozu udało mu się uciec i spotkał właśnie tego kolegę który go wsypał na gestapo.Wycięczonego uciekając nocami kryjąc się po stodołach doprowadził do domu.Człowiek który mnie zafascynował nauczyciel biegle mówiący po niemiecku.Jego list do matki jest w ekspozycji muzealnej obozu Stothof nazywał się Pruszak .W 2003 roku w wieku 85 lat zmarł byłem na pogrzebie ilość osób oraz przywołanie tej historii z jego życia w czasie ceremoni jeszcze raz potwierdziło że spotkałem osobę ważną w moim życiu
Link to comment
Share on other sites

Nie przepadam za niemcami. Ale bardzo mnie poruszyła historia jednego oficera wehramchtu który trafił do niewoli sowieckiej i wylądował w kopalni rudy ołowiu na Przylądu Dieżniewa (Cieśnina Beringa) Uciekł, zabrało mu to ok 3 lat. Kierował się na południe. Głównie szedł pieszo. Przez pewien czas mieszkał wśród Czukczów.Szedł wzdłuż granicy z Chinami i Mongolią. Udało mu się przekroczyc granice i wylądował w Iranie. Nie pamietam tytułu tej ksiązki,(ucieczka" albo cos takiego -może ktos podpowie?) historia wydawała sie niewiarygodna z racji niesamowitych przezyć autora. On sam dostał po wszystkim pomieszania zmysłów, swoją historie opowiedział pewnemu dziennikarzowi który po jego smierci wydał ją. Tenże dziennikarz postanowił sprawdzić wiarygodnośc histori i sprawdził pewne fakty. Okazały się prawdziwe. Amerykanie nakręcili na kanwie tej opowieści film. Kretyński i nierealny. Kolejny dziecinny film z cyklu: jak amerykanie wyobrażają sobie wojnę"Czy ktoś ją czytał? Co sądzicie o niej?
Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

×
×
  • Create New...

Important Information