Jump to content

pomsee

Forum members
  • Content Count

    6652
  • Joined

  • Last visited

    Never

Community Reputation

0 Neutral
  1. Fotki tarczek z nr pułków jazdy z okresu księstwa warszawskiego umieszczane na bandolierach.
  2. W archiwum historii mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego są fantastyczne wspomnienia gen. Janusza Brochwicza-Lewińskiego http://www.1944.pl/index.php?a=site_archiwum&STEP=03&id=369&key_word=&users_next_page=&order=&surname=&name=&nick=&ranga=&division=&search=brochwicz
  3. Olgierd Budrewicz 2009-08-01 11:44:44, aktualizacja: 2009-08-01 11:45:50 O Dzidziusiu mordercy" i innych bohaterach Powstania Warszawskiego, o przyjaźniach na całe życie i kozach, które ratowały dzieci na Żoliborzu, opowiada uczestnik Powstania Warszawskiego (wówczas dwudziestolatek) Anicie Czupryn. I przypomina, że wielu z powstańców trafiło po drugiej wojnie światowej prosto do komunistycznych więzień Żołnierze, walka, a może twarz ukochanej dziewczyny... Co widzi Pan przed oczami, gdy słyszy słowo: powstanie"? Moment, gdy czekamy. Wybuch Powstania wyznaczony był na godz. 17, mieliśmy rozpocząć atak na ulicy Gdańskiej i przejąć obiekty, które Niemcy użytkowali. Towarzyszyło nam kolosalne napięcie. I zaraz potem pamiętam uczucie rozczarowania, gdy okazało się, że Niemcy byli przygotowani na nasz atak. Nici z zaskoczenia. Na Żoliborzu Powstanie rozpoczęło się o godzinie 14 z minutami, trzy godziny wcześniej, niż to było zaplanowane. Stało się tak dlatego, że przypadkowo spotkały się dwa patrole: niemiecki i polski. Doszło do wymiany ognia. Niemcy już wiedzieli, że coś się szykuje. Dlatego, niestety, zaniechaliśmy tamtego dnia wielu ataków, bo kosztowałoby to zbyt dużo. A dzień był taki piękny jak dziś [rozmawiamy w przeddzień 65. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego - red.], dopiero wieczorem spadł deszcz. Następnego dnia Żoliborz przywitał już wroga barykadami. Ludność budowała je w nocy. Nie udał się pierwszy szturm, rozpoczęła się inna formuła walki. Jacy ludzie byli dla Pana w Powstaniu najważniejsi? Było ich sporo. Razem kończyliśmy podchorążówkę, naszym instruktorem był por. Stefan Matuszczyk Porawa". Przystojny, jego zdjęcie z Zofią Rusecką znalazło się w najnowszym albumie (Roz)poznaj Warszawę", który właśnie wydało Muzeum Powstania Warszawskiego. Zofia Rusecka, niestety, dwa lata temu zmarła. Do końca byliśmy ze sobą w kontakcie. Porawa" zmarł wcześniej. Był komendantem specjalnej komisji przy KG AK, która wykonywała wyroki na szmalcownikach, likwidowała szpiegów. W grupie tej była też Iza Horodecka. Dziś ma ponad sto lat. Ostatnio zadzwoniła do mnie: Może by pan do mnie zajrzał?" - zaproponowała. Pytam, co się stało, a ona na to: Nic wielkiego, tylko urodziny mam..." (śmiech). Myśmy w tej naszej podchorążówce nawiązali tak silne przyjaźnie i one przetrwały. Wacek Gluth-Nowowiejski, który też był z nami od początku, został bardzo ciężko ranny, przeżył jako robinson warszawski. Wciąż żyje, do dziś jest moim przyjacielem. Znał Pan żołnierzy z Szarych Szeregów, Rudego", Alka", ośkę"? Nie. Nas było dużo. Mieliśmy największą w krajach okupowanych armię podziemną. Myśmy działali w swoich dzielnicach, oddziałach. Na Żoliborzu dużą rolę odegrał dowódca Mieczysław Niedzielski Żywiciel". Choć nie udało nam się kilka rzeczy. Porażką był m.in. dwukrotny atak na Dworzec Gdański. Chcieliśmy tamtą drogą, jak mówiliśmy: górą, przerzucić łączność ze Starym Miastem. Kosztowało nas to setki ofiar chłopców i dziewcząt. To była tragedia. I nie udało się. Powiodło się dopiero Stefanowi Bałukowi i Agatonowi" Jankowskiemu. Początkowo walczyłem w pierwszej linii, byłem zastępcą dowódcy plutonu 238, miałem służbę na placu Wilsona, na ulicy Mickiewicza, gdy przyszedł rozkaz, że mam przejść do redagowania gazety akowskiej, bo jest możliwość druku. Znaleźliśmy drukarnię. Z Jurkiem Kubinem, późniejszym prof. socjologii, niedawno zmarłym, zaczęliśmy wydawać Dziennik Radiowy 22. Obwodu AK". Skromny arkusz A3 drukowany po dwóch stronach bardzo małą czcionką przez dwóch wybitnych drukarzy. W ciągu nocy składali druk i nazajutrz w południe chłopcy roznosili tę gazetę w nakładzie tysiąca egzemplarzy po rozmaitych miejscach, domach, piwnicach. Po wybuchu Powstania wiele ludzi zeszło do piwnic, zwłaszcza rodziny z dziećmi tam się chroniły. Czasem zupełnie niepotrzebnie, poza tym w piwnicach były rozmaite nastroje: zarówno entuzjastyczne, jak i krytyczne. Byli i tacy, którzy uważali, że cała ta walka jest nonsensem i będzie kosztować za dużo. O czym pisaliście? O życiu na Żoliborzu. Chodziliśmy z Jurkiem po domach, barykadach, piwnicach i pisaliśmy o tym, co widzieliśmy - felietony, pierwsze reportaże - wszystko to było bardzo na gorąco robione. O tym, że w ogródkach, jakich tu było wiele, ludzie hodowali kozy. Na sąsiednim Marymoncie trafiła się nawet krowa. Koza dawała mleko niemowlętom, ratowała dzieci. Ileż dzieci zawdzięcza kozom życie! Proponowałem nawet, żeby zbudować tu pomnik kozy. Niektórzy się śmieją, że to głupi pomysł. Ale jeżeli jest pomnik psa w Tokio, który czekał bardzo długo na powrót swojego pana z wojny, to dlaczego ma nie być kozy na Żoliborzu? No, byliśmy wówczas strasznie młodzi, więc to dziennikarstwo było właściwie wielką improwizacją. Najważniejsza chwila w Powstaniu? Było ich kilka. Tragedia naszego dowódcy rotmistrza Adama Rzeszotarskiego Żmii", któremu rosyjska armia ROA zamordowała żonę i dzieci na Marymoncie. Na Marymont wchodziły oddziały kolaboracyjne. Przez pewien czas sądzono, że to byli Ukraińcy. A to byli Rosjanie, którzy kolaborowali z Niemcami na wielką skalę i zachowywali się gorzej niż sami Niemcy. Rodzina rotmistrza mieszkała przy ulicy Dymińskiej, kilkaset metrów od miejsca, w którym stacjonowaliśmy. Żmija" przeżył to strasznie, na granicy załamania, a my razem z nim. Za sprawą ROA okropne rzeczy się działy i na Ochocie. Czy w tych strasznych czasach zdarzały się momenty zabawne, wesołe, radosne, które odrywały od walki, wojny, śmierci? Było ich wiele, ale pewne rzeczy mi się już zamazują. Zresztą, anegdoty z tamtych czasów brzmią teraz zupełnie inaczej. Pamiętam: w naszej redakcji Jerzy Kubin zajmował się nasłuchem. Słuchał radia, odbierał głównie Londyn. W pewnym momencie usłyszał polską jakąś melodię, smutną, ze słowami ...krwi bratniej" i w tym momencie na redakcję spadły bomby. Drukarnia zniszczona. Jurek ocalał, bo był w sąsiednim pokoiku, i gdy opadł kurz, usłyszał z radia: Dalej chłopcy, dalej żywo". To, w tragicznej chwili, było śmieszne. Albo historia Dzidziusia mordercy". Tak nazwaliśmy kolegę Stanisława Gernera, bo wyglądał jak dziecko. Miły, zabawny chłopak, ale strzelec wyborowy. Po wojnie wyemigrował do Ameryki, gdzie zdobywał główne nagrody w strzelectwie. Strzelał fenomenalnie. Zamykał oczy i trafiał. Pewnego dnia zajął stanowisko w jednym z budynków na pierwszym piętrze i czekał na swoją chwilę. To znaczy czekał na Niemców. Jak na zamówienie pod jego okno podjechały niemieckie pantery. To były lekkie czołgi, bardzo niebezpieczne. I kiedy młody niemiecki oficer, pewnie dowódca, wychylił lekko głowę, już było po nim. Już go Dzidziuś ustrzelił. Takie to były radosne momenty. Były i inne, śluby, niespodziewane spotkania i śmiech, dużo śmiechu. Miałem 20 lat, byłem zakochany w mojej obecnej żonie. Jesteśmy już ze sobą bardzo długo (śmiech). Pamiętam i taką chwilę: jesteśmy na barykadzie, czekamy na atak, a tu nagle z jakiegoś okna rozchodzą się tony piosenki Tango Milonga". Tamta młodzież była inna? Chce pani zapytać, czy była lepsza, bo byliśmy lepiej wychowani? Nie. Młodzież zawsze jest taka sama. To jest ten sam naród i ta sama młodzież. Jestem przekonany, że współczesna młodzież nosi w sobie ten sam odruch patriotyczny, jaki my mieliśmy. Jest w tym narodzie wielka potrzeba obrony godności i własnej suwerenności. Nasze Powstanie nie było tylko przeciwko Niemcom. Ale również przeciwko Rosjanom. Stalin, niestety, o tym wiedział, stojąc na Pradze. Jak wyglądała kapitulacja? Żywiciel" nie chciał kapitulować. Przyjechał do niego sam generał Armii Krajowej Antoni Chruściel Monter" i powiedział, że to rozkaz Tadeusza Bora-Komorowskiego: trzeba kapitulować. I tu obok, na ulicy Promyka doszło do złożenia broni. To była straszna chwila. Prysły nadzieje. W momencie wybuchu Powstania na Żoliborzu było nas 3,5 tysiąca, zginęło ponad tysiąc. Musiałem zdjąć mundur, ponieważ w mundurze by mnie rozpoznano, a i wśród Polaków zdarzali się, niestety, różni ludzie, mogli mnie wskazać Niemcom palcem. Z cywilami wyszedłem z Warszawy do Pruszkowa, do obozu przejściowego. Stamtąd wyratowali mnie koledzy. Poprzebierani za sanitariuszy mieli cel: wywieźć nas wszystkich z obozu. Wywieziony zostałem na wozie z koniem jako ciężko ranny. Ocalałem. Czy Polska po 1989 r., to jest właśnie ten kraj, o który Pan walczył? Różnie można oceniać tę naszą niepodległość, ale ona jest. Myślę, że my również dołożyliśmy naszą cegiełkę do tego, że ją dziś mamy i mamy demokrację. Prezydent zaapelował o ustanowienie święta narodowego, które warszawiacy czcili od wielu lat. Podoba się Panu pomysł? Zaskoczył mnie. To wielki honor, oczywiście, ale to przez parlament nie przejdzie. Nie wierzę. Warszawa w ogóle ma wielu przeciwników na prowincji i wciąż spotyka się z wyraźną antypatią. Mówi się o tym, że warszawiacy odbudowali sobie miasto z cegieł, które zabierali, wykradali z innych miast. Podejrzewam, że Dzień Pamięci o Powstaniu jako święto narodowe spotka się z pewnym oporem. Jaka jest Pańska osobista refleksja na temat Powstania? Zmieniała się? Po Powstaniu uprawiałem zawód dziennikarza, łatwo wtedy było przejść na drugą stronę, kolaborować z PRL. Miałem propozycję objęcia placówki stałego korespondenta w USA. Powiedziano mi tylko, że muszę być członkiem partii. Odparłem: Dziękuję, do widzenia". I to uważam za moje wielkie życiowe osiągnięcie (śmiech). Nigdy nie byłem członkiem partii, zresztą po jakimś czasie mówiono o mnie:  tym akowcem dajcie sobie spokój". Przeszedłem normalną drogę reportera, zaczynałem od popołudniówki warszawskiej Wieczoru Warszawy", w jednym pokoju z Mironem Białoszewskim. Miasta wtedy nie było, tylko gruzy. Do dziś pamiętam rzeczy, na które musiałem patrzeć, tak straszne. Gdy dziś jadę przez miasto, to sobie przypominam te różne epizody i myślę: jak to wszystko jest możliwe? Jak możliwe jest to miasto, które ma dziś dwa miliony ludzi, które funkcjonuje, jest odbudowane. Ciągłą zagadką jest też dla mnie to, jak ja się w nim odnajduję, bo widzę je dziś bardzo krytycznie. Ale kocham je. To taka miłość trudna, ale nie ma na nią rady. A Powstanie zawsze będzie ważnym wydarzeniem w moim życiu. Wielu przyjaciół zginęło, niektórzy na moich oczach. Te straszne pogrzeby! Mieliśmy tu księdza Zygmunta Trószyńskiego, pseudonim Alkazar, chodził w wybrudzonej sutannie, wspaniały człowiek, kapelan Armii Krajowej. Po Powstaniu komuniści posadzili go do więzienia. Dziś mamy niepodległość, ale zbrodnie nadal nie są ukarane. *** Olgierd Budrewicz, uczestnik Powstania, dziennikarz, reportażysta i pisarz, ma dziś 86 lat i pozostał wierny dzielnicy Żoliborz http://polskatimes.pl/opinie/wywiady/147937,ostre-tango-na-barykadach,id,t.html
  4. pni, oczywiście masz rację - ja jednak byłbym skłonny wykluczyć ładownicę i pas ze względu na profil tarczki jak się wydaje oryginalny i sugerujący, że tarczka danieloffa była mocowana do czegoś" półokrągłego.
  5. pni - czytaj dokładnie co powyżej napisałem. Przetyczki są do oczyszczenia otworu zapałowego a nie do mocowania tarczki do bandoliery. Po drugie tarczki z przetyczkami inaczej mocowano do bandoliery a tarczka danieloffa ma typowe otwory takie same lub podobne jak tarczki mocowane do czaka. Po trzecie zdjęcia tarczek z orłami to jedynie przykłady ich zastosowania. Twoje dywagacje na temat tarczek z bandoliery to ślepa uliczka. W świetle tego co powyżej napisano w tej chwili najbardziej prawdopodobna jest hipoteza, że jest to tarczka z czaka armii królestwa Neapolu Joachima Murata z okresu napoleońskiego.
  6. Ostoja: Sprawa tarczki na bandolierze jest już omówiona powyżej. Są też zdjęcia. Post: 2009-07-07 07:34:05 i następny. Wniosek: To nie jest to.
  7. Dokładnie - przecież armia neapolitańska wzięła udział w kampanii 1812 razem ze swoim królem, Joachimem Muratem.
  8. ZELT Brawo! Wygląda na to, że zagadka jest rozwiązana! :) Tarczka z trąbką i siódemką z planszy, którą zamieściłeś pochodzi z czaka woltyżera a tarczka danieloffa tylko z numerem z czaka regularnego piechura. Tak więc wstępna identyfikacja i teoria, że jest to przedmiot z epoki napoleońskiej i z nakrycia głowy się potwierdza :)
  9. Cyfra królewska" to monogram aktualnego władcy ale każdy trop jest cenny :)
  10. Spróbuję więc u Francuzów. Miałem gdzieś linki, poszukam.
  11. Próbowałeś wrzucić fotkę na niemieckie i francuskie fora?
×
×
  • Create New...

Important Information