Michał Fiszer:
"...Skrzydło trafiło też w słynną brzozę, która w rzeczywistości nie odrąbała jego końcówki – zniszczyła wysunięty slot, rozpruła nosek i jego pokrycie i przypuszczalnie mocno wgięła dźwigar główny, na którym sama się złamała. Samolot z na wpół odłamanym skrzydłem wzniósł się na ok. 30 m, tam skrzydło „puściło” pod wpływem zwiększonej siły nośnej w jego przedniej części (straciło sztywność po rozpruciu przedniego poszycia, a potem po prostu się ukręciło). Samolot wykręcił półbeczkę, obracając się na grzbiet, bo jedno skrzydło miało normalną siłę nośną, a drugie – zmniejszoną o jedną trzecią. Tu-154M wylądował na plecach, rozpruwając górę kadłuba (dół był mało uszkodzony). Gdyby nie ten obrót, część ludzi miałaby szansę przeżyć.
Tymczasem według Macierewicza samolot nie uderzył w żadną brzozę. Z tego wynika, że brzoza na tzw. działce Bołdina sama się złamała. Z wrażenia...."