Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano (edytowane)

Wojciech Mazur
USA: Zakupy i propozycje, cz. 1
Seria wydawnicza – Wielki Leksykon Uzbrojenia, Wrzesień 1939, tom 344
Wydawca – My Hobby Media 4U
ISBN 978-83-68424-22-5
Wydanie – marzec 2026 r.
Stron 64
Ilustracji 65
Tabel 4

image.thumb.jpeg.93130a6c364bb35b933b5120ad71db0b.jpeg

Książka idealnie wpisuje się w tutejsze podforum, ponieważ stanowi jak gdyby jego zasadniczą podstawę. Wszyscy wiemy, w jakim dramatycznym niedostatku znalazło się Wojsko Polskie po 11 listopada 1918 roku. Opowieść o tym, jak z tego nieszczęścia wychodzono, jak sobie z nim radzono oraz kto, jak i czym w tym dziele pomagał już z definicji musi być bardzo ciekawa. I jest w wydaniu autora.

Od tutejszego podforum książka różni się kalibrem omawianych spraw. W książce są one fundamentalne, urzędowe, przyporządkowane bardziej do zamiarów, ich realizacji oraz kompetencji i możliwości aparatu państwa. My tutaj zajmujemy się bardziej sprawami kolekcjonerskimi i poradnictwem dla rekonstruktorów historycznych pragnących ubarwienia portretowanej postaci czymś z zasobów amerykańskich pozyskanych przez międzywojenne Wojsko Polskie. Dlatego i ta książka, i tutejsze podforum będą się dobrze uzupełniały. Łączna wiedza historyczna o obu tych „kalibrach” spraw amerykańsko-polskich zawsze jakaś już będzie.

W warstwie różnych danych liczbowych książka będzie ważnym sygnałem dla grup rekonstrukcji historycznych odtwarzających międzywojenne WP. Na stronie 8 autor podaje, ile i czego kupiono z zasobów US Army spośród rzeczy należących między innymi do osobistego wyposażenia żołnierskiego (np. 200 tys. zestawów do jedzenia i picia w trakcie bytowania w terenie). Biorąc pod uwagę stany osobowe międzywojennego WP wahające się w zależności od roku i wydarzeń od ok. 250 tys. do ok. 960 tys. ludzi oznacza to, że od ok. 20 do ok. 80 proc. polskich żołnierzy miało na sobie, albo przy sobie, coś amerykańskiego. I były to rzeczy, jakie opisujemy i opisywać będziemy nadal na tym podforum. A zatem w danej GRH międzywojennego WP odsetek nasycenia różnymi amerykańskimi przedmiotami powinien być taki sam. Szczególnie wśród tych GRH, które nie tylko „walczą”, ale podczas imprez rekonstrukcyjnych mają również swoje stanowiska wystawiennicze.

Nieraz narzekam, także tutaj, ale też jak wszyscy zainteresowani tym tematem, że nic, albo prawie nic, nie wiadomo o tym, skąd się „to wszystko” w II RP wzięło, bo nie widać dokumentów na takie tematy, tak samo, jak nie ma publikacji na takie tematy. „To wszystko”, czyli to wszystko amerykańskie, czego używali polscy żołnierze okresu międzywojennego i wojny obronnej 1939 roku.  Za sprawą autora obecnie mamy i publikację, i pierwsze jakiekolwiek dokumenty, i przynajmniej jakąś wstępną wiedzę o polsko-amerykańskich relacjach handlowych na polu wojskowości w międzywojniu.

W dzisiejszej terminologii Wojska Polskiego istnieje pojęcie „wojskowych spraw zagranicznych” i jest za nie odpowiedzialny w MON departament o takiej właśnie nazwie. Rzec by można, że książka podejmuje tematykę wojskowych spraw zagranicznych Drugiej RP z trzema kategoriami amerykańskich podmiotów:
• z agendą rządową (United States Liquidation Commission – War Department)
• z NGO, jakim jest Amerykański Czerwony Krzyż
• z podmiotami komercyjnymi amerykańskiej branży zbrojeniowej

Spośród militariów poznajemy w książce historię oferowania Polsce:
• kuchni polowych
• systemów artyleryjskich opl bazowania lądowego
• systemów artyleryjskich opl dla marynarki wojennej
• systemów celowniczych słynnej z obu wojen światowych firmy Sperry
• urządzeń i know-how do produkcji komponentów artylerii, w tym luf
• systemów artyleryjskich dla wojsk lądowych
• systemów artyleryjskich dla kawalerii (haubica juczna M1A1, słynna też z II w.ś.)
• broni strzeleckiej

Książka opowiada oczywiście nie tylko o tym, co Polsce oferowały Stany Zjednoczone, ale także o tym, co realnie pozyskiwano. I ta opowieść toczy się nie tylko w warstwie tekstowej, ale również za pośrednictwem świetnych jakościowo fotografii. Widzimy na nich Harleya-Davidsona polskich lotników oraz ich samochody marek Cadillac, Dodge i Ford, jak również amerykański samochód warsztatowy z napędem 4×4 służący w 12. Eskadrze Wywiadowczej.

Teraz coś o pewnej ilustracji, na którą być może uśmiechną się „dzieci PRL” pamiętające, jak w LWP nosiło się pistolety maszynowe PM-63 RAK.

To, co wspomnę teraz nie jest wadą książki, ponieważ trudno, żeby wadą była duża ciekawostka. Jest owo coś fascynujące i sam widzę to pierwszy raz, a jedynie odrobinę zabrakło do tego czegoś dopowiedzenia. Wprawdzie w sekundę widać, co to jest oraz spod ręki jakich ambitnych projektantów i biznesmenów to coś wyszło oraz w jakim państwie, tylko właśnie zabrakło małego dopowiedzenia, czy aby na pewno było to coś oferowane Polsce tylko przez Amerykanów, czy może wspólnie w „konsorcjum zadaniowym” przez Amerykanów i Brytyjczyków? Na pewno było to coś oferowane Francji, skoro francuski jest opis tego czegoś z katalogu przygotowanego właśnie na rynek francuski.

Tłumaczę o co chodzi.

Jedyna rzecz, której nie do końca w tej świetnej książce rozumiem, czy też nie potrafię zdefiniować tego, z oferty jakiego państwa pokazane rzeczy pochodzą, to ilustracja otwierająca tę publikację, czyli rozkładane podwójne skrzydło I strony okładki.

Co zatem widzimy na wspomnianej podwójnej ilustracji okładkowej? Zgodnie z tytułem książki głównym bohaterem fotografii jest pistolet maszynowy Thompson, ponieważ były te pm-y Polsce oferowane. Każda broń musi mieć swoje oporządzenie już choćby na magazynki, ładowniki, łódki nabojowe lub inne rozwiązania do noszenia przy sobie amunicji. I to wszystko mamy na tej bardzo ciekawej ilustracji z francuskim opisem.

Drobny problem jedynie w tym, że widać tam dzieło firmy amerykańskiego oficera kawalerii Ansona Millsa, który po rozstaniu z wojskiem stał się biznesmenem branży „webbingu”, czyli wojskowego oporządzenia parcianego. Gentleman ów założył w Stanach Zjednoczonych firmę Mills Equipment Company, ale po jakimś czasie rozstał się ze swoją ojczyzną (ponoć z przyczyn podatkowych) i wyemigrował do Wielkiej Brytanii. Tam założył firmę Mills Equipment Company Ltd. Amerykańska firma-matka zdążyła jeszcze naprodukować sporo oporządzenia parcianego dla pierwszowojennych American Expeditionary Forces, ale potem już Mills rozwijał się wyłącznie w Wielkiej Brytanii. Tam projektował dużo różnych kompletów wojskowego oporządzenia parcianego, które wchodziło, albo nie wchodziło na wyposażenie jakichś sił zbrojnych. No właśnie – wchodziło, albo nie wchodziło. Sam Mills był bardzo ambitny, chciał być wizjonerem branży oporządzenia i w pewnym stopniu nim był i takich też miał współpracowników. Firma projektowała i oferowała dużo, robiła krótkie serie doświadczalne oporządzenia i organizowała im prezentacje, bo była mistrzem marketingu.

I na tej właśnie francuskojęzycznej ilustracji widzimy projekty zespołu Millsa wywodzące się już wyłącznie z brytyjskiej firmy. Jest to taki niedefiniowalny komplet oporządzenia z jakiejś oferty handlowej firmy Mills – prawdopodobnie dla Francji. Są tam elementy brytyjskiego oporządzenia Pattern 1908, ale ogólnie rzecz biorąc są to „wariacje na temat”. Spośród P1908 tak naprawdę jest tam tylko pas główny, manierka i torba noszona na pasie głównym.  Cała reszta pomysłów Millsa to oporządzenie ściśle podporządkowane używaniu przez żołnierza pm-u Thompson. Nic z tych rzeczy nie było używane w jakichś siłach zbrojnych, natomiast kabura na Thompsona bez kolby myślę, że niejednemu czytelnikowi wniesie uśmiech na twarz i skojarzenie z polskim RAK-iem.

I dlatego do tej bardzo ciekawej ilustracji miło byłoby wiedzieć, czy oferując Polsce Thompsony Amerykanie próbowali zjednoczyć siły z brytyjską firmą Mills? Wyłącznie tej jednej małej ciekawostki brakuje mi w tej książce, a to dlatego, że chyba nie ma na świecie człowieka, który przy wielu nieustannych projektach Millsa z tamtych czasów znałby wszystkie jego wojskowe „webbingowe” pomysły i co, jeśli w ogóle, na finał z tego wychodziło oraz w jakich państwach?

Podsumowując: Jest to książka „na gwarancji”. Historyk dr hab. Wojciech Mazur to właśnie gwarant jakości tej publikacji. Gdzieś tak od ok. 20 lat obserwuję pasję i specjalizację tego historyka w wojskowych sprawach zagranicznych Drugiej RP i w tym zakresie tematycznym historyk ten jest po prostu klasą sam dla siebie.

Książka może niewielka, albo bardzo znacząca i dużo wnosząca do podjętego tematu. Gorąco polecam.

 

_____________________________________________________________________________________

„USA: Zakupy i propozycje, cz. 2” - wydawnictwo zapowiada na 14 maja tego roku.

Edytowane przez Jedburgh_Ops
Napisano (edytowane)
23 godziny temu, Jedburgh_Ops napisał:

W warstwie różnych danych liczbowych książka będzie ważnym sygnałem dla grup rekonstrukcji historycznych odtwarzających międzywojenne WP. Na stronie 8 autor podaje, ile i czego kupiono z zasobów US Army spośród rzeczy należących między innymi do osobistego wyposażenia żołnierskiego (np. 200 tys. zestawów do jedzenia i picia w trakcie bytowania w terenie). Biorąc pod uwagę stany osobowe międzywojennego WP wahające się w zależności od roku i wydarzeń od ok. 250 tys. do ok. 960 tys. ludzi oznacza to, że od ok. 20 do ok. 80 proc. polskich żołnierzy miało na sobie, albo przy sobie, coś amerykańskiego. I były to rzeczy, jakie opisujemy i opisywać będziemy nadal na tym podforum. A zatem w danej GRH międzywojennego WP odsetek nasycenia różnymi amerykańskimi przedmiotami powinien być taki sam. Szczególnie wśród tych GRH, które nie tylko „walczą”, ale podczas imprez rekonstrukcyjnych mają również swoje stanowiska wystawiennicze.

Ta książka jest tak świetna, że będzie z niej wynikało sporo rzeczy dla rekonstruktorów historycznych, ale też dla sensowności istnienia tego podforum - czy warto pokazywać pewne rzeczy i doradzać coś rekonstruktorom, czy nie?

Weźmy samą tę ww. stronę 8 książki, gdzie podane są liczby zakupionych manierek, menażek, kubków, pojemników na kawę, cukier i sól, sztućców itp. rzeczy do jakiegoś względnie kulturalnego jedzenia, picia i życia w terenie.

Dorzucę pewien dokument od siebie współgrający i z tą książką, i z kilkoma wątkami tutejszego podforum. Dokument jest z przełomu lat 1918/1919. Z książki już wiadomo, że polskie zakupy tych ww. rzeczy do bytowania w terenie odbywały się do końca maja 1919 roku. Może być pytanie, czy jak USA sprzedały WP 200 tys. takich kompletów to był to dla Amerykanów jakiś problem, czy nie, bo 200 tys. to jednak nie jest mała liczba?

W wątku manierkowym sugerowałem, że na początku I wojny światowej Amerykanie raczej musieli szanować te najnowsze aluminiowe zestawy manierkowo-kubkowe M1910, bo nowość, bo wciąż nowa technologia, bo nieustanne korekty technologii, konstrukcji, wykonania, materiałów, wzmacniania tych przedmiotów itp. i do tego produkcja jeszcze nie taka masowa jak na amerykańskie wojsko rozpędzające się do stanu osobowego prawie 5 mln ludzi.

Z Amerykanami - gdy jest wojna światowa - zawsze jest tak, że na początku jest dramat, bo wszystkiego brakuje; w środkowym okresie wojny jest trochę lepiej, ale nie rewelacyjnie; pod koniec wojny jest względnie dobrze, ale nie idealnie. I zawsze jest tak, że jak już jest koniec wojny to magazyny pękają od nadmiaru nikomu nie potrzebnego sprzętu z olbrzymiej nadprodukcji biegnącej siłą rozpędu, gdy już nikt tego nie potrzebuje.

Poniżej wspomniany amerykański dokument z przełomu lat 1918/1919. Można sobie stwierdzić, czy sprzedaż Polsce 200 tys. takich kompletów stanowiła jakiś problem dla USA? Asortyment, jaki jest w tym dokumencie właśnie był zakupiony przez Wojsko Polskie.

image.thumb.jpeg.e4002e51289000c7aae736909238b56f.jpeg

Edytowane przez Jedburgh_Ops
  • 2 months later...
Napisano

Dla wyjaśnienia co i ile w rzeczywistości kupiliśmy, należałoby się przekopać przez to: zespół  Polska Wojskowa Misja Zakupów w Paryżu, sygn. I.305.3 - Wojskowe Biuro Historyczne

Sporo materiału, z wymienieniem asortymentów i ilości zawierają pamiętniki jednego z szefów misji, gen. Jana Romera, ostatnie wznowienie - Bellona, chyba z lat 90. (nie ma daty wydania).

Co do "bytówki", na pewno kupiliśmy bardzo dużo manierek, z kubkami i bez, ale już nie menażek. Wpadła mi w ręce bardzo dawno temu relacja oficera zatrudnionego w 1919 przy odbiorze pociągów "Polonia" (Francja-Włochy-Austraia-Czechy- Trzebina/Czechowice). Zapamiętałem wątek z partią menażek, których na liście zakupów nie było, a znalazły się w jednym z wagonów.

Napisano

Zapraszam do uzupełniania tego, co tu wspólnymi siłami z koleżeństwem piszemy.

O zestawach manierkowo-kubkowo-menażkowych będzie jeszcze bardzo dużo.

Co do tych polsko-amerykańskich relacji handlowo-wojskowych poniekąd wiem, że jest pewna szansa na być może odrębną większą publikację. Seria wydawnicza WLU nie za bardzo pozwala rozpisywać się.

Napisano (edytowane)
W dniu 28.05.2026 o 16:42, Wachmistrz Luśnia napisał:

Co do "bytówki", na pewno kupiliśmy bardzo dużo manierek, z kubkami i bez, ale już nie menażek. Wpadła mi w ręce bardzo dawno temu relacja oficera zatrudnionego w 1919 przy odbiorze pociągów "Polonia" (Francja-Włochy-Austraia-Czechy- Trzebina/Czechowice). Zapamiętałem wątek z partią menażek, których na liście zakupów nie było, a znalazły się w jednym z wagonów.

W ramach tej amerykańskiej „bytówki” dla WP to jest jeszcze wielkie pytanie „co poeta miał na myśli”?

Amerykanie czy to na I, czy na II wojnie światowej nie mieli klasycznych menażek. Amerykański system dbania o żołnierza dał mu aż trzy przedmioty o różnych nazwach, które bez względu na te nazwy służyły za menażki.

Kubek od manierki (czyli rzecz do ugotowania sobie kawy lub herbaty) tak samo służył żołnierzom do jedzenia zupy albo innej brei ogólnowojskowej, jaką dało się z czegoś przyrządzić.

Tak samo jakąś breję, pseudogulasz, czy paciaję z ziemniaków lub inne wynalazki frontowe jadło się z zestawu patelnia-talerz, czyli w przypadku I w.ś. były to M1905 Meat Can (dla kawalerii), M1910 Meat Can i/lub M1918 Meat Can. Te wszystkie trzy przedmioty robiły za umowne menażki w zależności od konsystencji tego, co było do jedzenia.

image.thumb.jpeg.1ba9b227a35422aa827ed7cab68a2d21.jpeg

Trochę trudno byłoby uwierzyć, że WP kupiło od Amerykanów tylko zestawy manierka + kubek do niej, a nie kupiło tych meat cansów, tym bardziej, że Amerykanom zrobiła się ich olbrzymia nadprodukcja.

Edytowane przez Jedburgh_Ops
Napisano

Na pewno kupiliśmy - sporo się tego trafia w Polsce z pierwszowojennymi datami. Miałem 1918 kiedyś, ale komus dałem. Znaleziona była na szeroko pojętej Bzurze.

Napisano
12 godzin temu, bjar_1 napisał:

Na pewno kupiliśmy - sporo się tego trafia w Polsce z pierwszowojennymi datami. Miałem 1918 kiedyś, ale komus dałem. Znaleziona była na szeroko pojętej Bzurze.

A miałeś całość, czyli i składaną patelenkę, i talerz, czy tylko jeden z tych elementów? A pamiętasz może, jakie tam było bicie?

Napisano
W dniu 29.05.2026 o 10:20, Jedburgh_Ops napisał:

M1910 Meat Can i/lub M1918

To właśnie. Nie bardzo chce mi się wierzyć, by ich sporo wychodziło na wykopkach, w odróżnieniu od manierek bywają raczej sporadycznie. Nie widać ich na fotografiach. Wiem, że wydawano je w 1919/20 r. w  niektórych jednostkach oficerom (1, 9 DP) oraz paniom z Ochotniczej Legii Kobiet. W filmie "Wojna światów", dostępnym na YT, jest scena, gdzie je myją.

Napisano (edytowane)
51 minut temu, Wachmistrz Luśnia napisał:

To właśnie. Nie bardzo chce mi się wierzyć, by ich sporo wychodziło na wykopkach, w odróżnieniu od manierek bywają raczej sporadycznie. Nie widać ich na fotografiach. Wiem, że wydawano je w 1919/20 r. w  niektórych jednostkach oficerom (1, 9 DP) oraz paniom z Ochotniczej Legii Kobiet. W filmie "Wojna światów", dostępnym na YT, jest scena, gdzie je myją.

Jeśli chodzi o wykopki to być może należałoby zakładać, że nie każdy rozpoznaje każdy egzemplarz tych meat cansów po Amerykanach, ponieważ Amerykanom na froncie I w.ś. zrobił się z nimi problem, czyli było tego za mało i poprosili Francję, żeby im produkowała mniej lub bardziej udane kopie tego zestawu patelnia/talerz. A te kopie raz były cechowane minimalnie samym tylko „U.S.”, a innym razem nie miały żadnych bić.

Normalnie w USA te meat cansy produkowało sześć firm - jakie pokazałem powyżej - i od przełomu 1917/18 musiały już być cechowane producentem i rokiem budżetowym. To jest właśnie to, co miał @bjar_1, ale gorzej jest z tą produkcją francuską, bo nawet najwybitniejsi amerykańscy kolekcjonerzy i spece od historycznej „bytówki” mają nieraz problem, żeby te francuskie wynalazki rozpoznawać. A należy zakładać, że Amerykanie wypchnęli Polsce mieszaninę tych swoich oryginalnych meat cansów ze wszystkimi tymi produkcji francuskiej z jakichś różnych manufaktur gorzej lub lepiej oprzyrządowanych do takiej produkcji. I to na wykopkach być może jest dziś nieco mylące; tak mi się wydaje.

Edytowane przez Jedburgh_Ops
Napisano
49 minut temu, Wachmistrz Luśnia napisał:

Nie bardzo chce mi się wierzyć, by ich sporo wychodziło na wykopkach, w odróżnieniu od manierek bywają raczej sporadycznie.

Tzw. wykopki nie są w żadnej mierze ani wiarygodne ani miarodajne.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie