Jump to content
Sign in to follow this  
chem

złoto rodzime

Recommended Posts

szukają wsypanego przed zawodami proszku nie samorodków.
Co kilka lat pojawia się news ze ktoś coś znalazł, potem wychodzi ze to ściema.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Człowieksniegu ---i co że stary temat , mnie interesuje dlatego odswiezam a nie dubluje ,, z nadzieją że autor po tym czasie juz ma jakies spojrzenie ?
piszecie o złotoryi , to historia ,, i to zbyt dawna
co myslicie o górskich rzekach potokach ? tak naprawde w Polsce nikt nie szukał

Share this post


Link to post
Share on other sites
Lamparski, to nie żadna historia. Jeżdżąc na wykopki często widuje poszukiwaczy złota, tylko ze to są ludzie z patelniami do płukania a nie piszczalami.Nawet w zimie potrafią stać w woderach po pas w rzece (Kaczawa, bóbr etc.)I znajdują zloto, ale to sa drobinki proszku a nie samorodki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
..a ''trafieniem życia'' dla poszukiwacza z wieloletnim doświadczeniem jest drobinka złota wielkości polowy ziarnka pszenicy.I w naszych realiach to się nazywa ''samorodek''.
Pzdr

Share this post


Link to post
Share on other sites
szaman --w australii ostatnio 5kg samorodek ---nalezy popatrzec na statystyke wzrostu sprzedazy wykrywaczy ,, to ma wpływ na effekt ,, u nas pewnie takich nie ma ??
kazdy kto oglada discovery --pare ciekawych programow na róznych kanałach , ma jekies spojrzenie ,,
fajnie byłoby stworzyc grupe pionierów w naszym kraju ,, popatrzcie jakie mamy pasma górskie ,, nic wiecej nie napisze ,, szukam pasjonatów ---ale z trzezwym spojrzeniem

Share this post


Link to post
Share on other sites
zanim ruszysz zjedzą cię przepisy i pozwolenia.wiadomo że szuka się tego przeważnie w rzekach ,a jak wiadomo rzeki należą do skarbu państwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nic nikogo nie zje; w Polsce złoto nie występuje w postaci samorodków i pora to przyjąć do wiadomości.
No ale jak na DISCOVERY powiedzieli coś innego, to któż by się ważył dyskutować z takim autorytetem:p

Share this post


Link to post
Share on other sites
jasne ze nie zje , na niektóre posty nie warto nawet odpowiadać ,, szaman a jestes geologiem " ??? że twierdzisz że wiesz co jest w ziemi ,, czy moze masz wiedze z discovery o drobinach ,,
jesli chczesz rzeczowo podyskutować to jestem do dyspozycji .
Wybacz atak ale nie lubie domorosłych fachowców i Twój post mnie uraził , bo odnosił sie do tego co pisałem wczesniej

Share this post


Link to post
Share on other sites
Rudy złota w naszej socjalistycznej Ojczyźnie jest bardzo dużo. I w przeciwieństwie do Syberii, czy RPA złoża znajdują się relatywnie płytko- np jedyne" 200 czy 300 metrów :-)

Karkonosze są złotem wypełnione...- vide Złoty Potok choćby.

Tyle, że do tego miast wykrywacza, to wodery i micha.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Lamparski, oczywiście ze chce rzeczowo podyskutować.
Jako ze mieszkam na ''terenach złotonośnych'' interesowałem się tym tematem jakiś czas temu.
Próbowałem szukać złota za pomocą wykrywacza w potokach.Jest to totalna strata czasu, bo nawet na największym odludziu strumyki usiane są nieprzenikniona ilością metalowych śmieci i w sumie aby sprawdzić każdy sygnał musisz odłożyć piszczałkę i przesiewać żwir, czyli de facto kłania się szukanie za pomocą miski..
Pomijam fakt ze te potoki były przepłukiwane przez kilka stuleci i to co było już dawno wyciągnięto.Ja wiem ze to głupio brzmi, bo przecież ''nie da się przeszukać wszystkiego''.Ale jak się na własne oczy zobaczy księżycowy krajobraz np. Górniczego Lasu pod Lwówkiem Sląskim, to dopiero wtedy człowiek uświadamia sobie na jak gigantyczna skale eksploatowano tutejsze złoża.
Jeżeli kogoś ten temat interesuje na serio, to proponuje skontaktować się z polskimi kopaczami złota.Jest ich całkiem sporo i naprawdę znają się na rzeczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
ZŁOTODAJNY STRUMYK-Odkrylem
michalstefanski (2 / 2)
2012-04-23 00:51:39

Chciałbym aby wielu z Was zainteresowało się prawdziwym i realnym opisem mojego „dochodowego strumyka” Temat „Złotodajny strumyk-potok” jest wciąż aktualny, choć bardzo tajemniczy! Może są wśród Was tacy, którzy chętnie podejmą ze mną odpowiednie kroki, aby „potok-strumyk” oddal nam swoje bogactwo! Dzisiaj i tak płynie bez wartościowo! Ktoś wstępnie obliczył, na podstawie próbek, ze z wysuszonego mulu-szlamu można uzyskać od 0,5 do 1,8 grama czystego złota.
Mul-szlam ten, fachowo nazywa się „Aluwia”
Może mój opis „ZLOTODAJNY STRUMYK”, również zainteresuje Was!
Po przeczytaniu poniższego tekstu uznasz sam, czy teren jest wart Twojego zainteresowania i ewentualnej wspólnej inwestycji!!!
Aby wprowadzić i zainteresować tematem odpowiednich tu „znawców i fachowców” również chemii , należy mi szczegółowo opisać niecodzienny lecz realny przypadek!
Przed wieloma laty (za komuny, jeszcze nielegalnie) produkowałem „chałupniczo” biżuterie, którą głownie sprzedawałem na „polsko-rosyjskim” bazarze w Legnicy;- Oj, dawne czasy! Wówczas moja moc przerobowa sięgała 150 – 200 gr/tygodniowo. W ówczesnych czasach głównym surowcem były rosyjskie obrączki. Z czasem powiększały się kontakty na sprzedaż jak i na tańszy „złom” do produkcji. Nieoczekiwanie trafiłem na „pośrednika”, który zaoferował mi wysokiej próby złoto. Miało być czyste, lecz jako do sprzedażny „próbę” obniżył (do rozliczenia) na 960. Obawiałem się dziwnego kształtu tego „placka” przypominającego od góry pumeks – chropowatej powierzchni. Dla sprawdzenia kopiłem tylko (odkrojoną) małą część. 20 – 25 gramów. Natychmiast przetopiłem i stworzyłem 14- karat. Pod walcami było dobre i plastyczne. Uznałem, ze jako czyste powinno „trzymać” co najmniej 996. Tak więc kontakt należało utrzymywać i kupować większe ilości. „Placki” miały rożną wielkości i ciężar. Od 90 do 160 gram. Okazało się, ze jest to „amalgamat złota”. Wówczas nic mi to nie mówiło. Powoli „pośrednik” zaczął się zwierzać i otwierać przede mną. Ponoć z twórcą „amalgamatu” się pokłócił. Opowiedział jak to uzyskuje i skąd bierze półprodukt. Wcześniej znalem legendy, opowieści i mity. Jedne były wiarygodne, inne fantazją ludzi. Osobiście znalem ludzi, którzy poszukiwali. Na własne oczy, malutkie samorodki w rekach „poszukiwaczy” tez widziałem. Żyje w okolicach rzeki Bóbr na górzystych terenach i wciąż słyszałem o złotodajnych potokach na tych terenach. Pośrednikiem była kobieta, jej główny dostawca miał rożne zainteresowania, nie tylko zlotem,- innymi kobietami również. Jej zwierzenia opierały się na zazdrości, zdradzie i żalu do „producenta amalgamatu” Otóż ta „pośrednik” otworzyła mi oczy i oświeciła co do nazwy „amalgamat złota” W jej opowieść nie chciało mi się wieżyc, choć była realna gdyż co tydzień miałem „żywy” dowód na ręce. Aby jej historie uwiarygodnić, udałem się z „porowatym plackiem” do doświadczonego złotnika, starszej generacji. Potwierdził, ze „placek” jest wytworem działania rtęci na złoto. Mimo wszystko musiałem sprawdzić! Rozbiłem termometr i do rtęci wrzuciłem z 2-3 gramy złota. Faktycznie, dziwnie rtęć połknęła złoto. Podgrzałem, odparowało na moich oczach i powstał malutki placuszek złota. Zastanawiałem się ile ten człowiek przerabia, jeśli ja odkupuje tygodniowo około 130 gramów. Wiem, ze miał jeszcze innych klientów. Z pośrednikiem „bliżej” się poznałem. Przy lampce....- z winem, dowiedziałem się prostych, lecz na tamte czasy, niewiarygodnych rzeczy! Kochanek-producent jeździ dwa, trzy razy w tygodniu,- jak do pracy!, maksymalnie 10 km. Czas poświęcony łącznie z drogą, to 2 do 3 godzin. Najchętniej pracuje po deszczu. W aucie, do pracy obowiązkowo wozi „dziwne łopaty”, pojemniki plastikowe, wiadra, kalosze i inne niezbędne rzeczy! Z pracy przywozi pełne pojemniki mokrego, lecz odsączonego mułu. W zagrodzie, w wynajmowanym domu ma dwóch „wyrobników”, którzy ponoć nie wiedza co robią. Poprzednie partie suszą w dużych pojemnikach, -obrotowych bębnach nad piecem. Następnie w szklanych słojach,- galonach na wino mieszają suchy mul z rtęcią. Producent dozoruje z przewiewnego miejsca.
Pewnego ranka „pośrednik” zaskoczyła mnie i powiedziała, ze pokarze miejsce pobierania mulu. Miejscowości nie znała. Drogę zlana wizualnie i to niezbyt dobrze, gdyż z głównej skręcaliśmy kilka razy. Błądziliśmy godzinę lub więcej. To tu, to tam, to nie poznaje, to poznaje,- jak to z kobietą! Okazało się , ze ona tam była raz i to późnym wieczorem,- szarawo, ciemno. Odnaleźliśmy trzeci strumyk, który to miał być „złotodajny”. Wątpiłem, ze trafiła. No, wracaliśmy i dojeżdżaliśmy do głównej drogi między gospodarczymi budynkami. Nagle „pośrednik” rzuciła się głową pod kierownice, na moje kolana. Zapytała, czy niebieski Volkswagen nas minął. Faktycznie była zdenerwowana, a ja głupi myślałem, ze aż tak była podniecona. :) Powiedziała, ze autem, które nas minęło pojechał „Producent”. W lusterku jeszcze spostrzegłem, faktycznie niebieskie auto. Wówczas to mnie upewniło, ze miejsce trafione! Pośrednika odwiozłem i pożegnałem. Był to może maj, czerwiec, ciepły okres przed wakacjami. Już następnego dnia pojechałem tam sam zabierając rower, kalosze, aparat i lornetkę. Zwiedzałem okolice i tereny,- faktyczne są piękne! Ale bardziej fascynował mnie ten strumyk. Z daleka zauważyłem nadjeżdżającego „producenta”. Ustąpiłem miejsca i rowerem pojechałem w przeciwnym kierunku. Jednak obserwowałem z ukrycia gdzie parkuje auto i co z niego wynosi. Wszystkie opowieści stały się realną prawdą. Gdy producent zapakował swój towar i odjechał, ja poszedłem w jego miejsce, choć dokładnie nie widziałem gdzie. Szukałem Świerzych śladów przy strumyku. Szedłem w górny jego bieg. Uszedłem kilometr, może więcej i napotkałem następny strumyk, który się z nim łączył. Coraz trudniej w gore się szlo. Wracałem swoimi śladami. Czym więcej patrzyłem na wygięte zatoczki strumyka, tym więcej spostrzegałem ingerencje człowieka w ukształtowanie tego strumyka. Jest to dość gesty las. Rozumie, ze konary drzew spadają do strumyka w dziwny i nieokreślony sposób potrafią się ułożyć. Woda z góry je omija i podmywa piaszczysty, żwirowaty i gliniasty odcinek. Jednak zbyt wiele konarów było ciętych pilą. Co ileś metrów kaskady, jak to w górach, lecz dokonane ludzką ręką. Za kaskadą z „przypadku” uformowana studzienka obłożona kamieniami! Czym niżej, tym więcej studzienek. Wracając, nie odnalazłem śladów producenta, choć z daleka widziałem, ze spod strumyka wychodzi na drogę. Jednak wiedziałem, ze tam musi coś złotego być! Złota jest tam niespotykanie dużo, choć w bardzo dla mnie dziwnej formie.
W jakiej formie?- opisze poniżej. W okolicach nie chciałem wzbudzać zainteresowania jako poszukiwacz złota. Musiałem udawać turystę. Kilkukrotnie organizowałem wypady rodzinne, - turystyczno-krajoznawcze. Zabierałem na kilkudniowe weekendy rodzinę, młodych z namiotami i przyczepę kempingową. Gdy oni jeszcze spali ja dokonywałem rekonesansu strumyka. Znaczyłem numerami i fotografowałem zatoczki jak i studzienki. Pobierałem do słoików numerowanych próbki mulu,- szlamu?
Nie chciałem aby mnie zastał tam „producent”, więc jeszcze rankiem opuszczałem strumyk. Oczywiście,ze widziałem wielokrotnie „producenta” jak skradał się do strumyka. Nasze pikniki nie były jemu na rękę. Jednak dzieci i młodzieży nie mógł podejrzewać o konkurencje. Całymi dniami poznawałem okolice. Natknąłem się na coś niewiarygodnego! 200 – 300 m w gore od strumyka była zarośnięta drzewami i mchem jakaś baszta, fortyfikacja? -Czy coś podobnego. Kształt miało walca. Na dole średnica rozszerzała się, 5 – 6 m, na gorze zwężało, około 3 m. Wysokość mogła mieć 5 m. Okien obronnych nie było. Innych gruzów „fortyfikacji” w pobliżu nie odnalazłem,- brak jakichkolwiek śladów! Wokół rosły stare drzewa. Jednak gdy przypatrzyłem się lepiej, stwierdziłem, ze jest pas prowadzący prosto do strumyka. Na tym pasie drzewa również rosły lecz innego gatunku i chyba młodsze. Widocznie kiedyś była droga między basztą a strumykiem. Wewnątrz baszta, do polowy wysokości była zasypana i zarośnięta,-niedostępna!
Na dole baszty z zewnętrznej strony, pod mchem i krzakami wygrzebałem stare kamienie, z jednej strony nadtopione, pokryte żużlem! Baszta musiała się spalić, jaki cel był aby basztę podpalać? Oczywiście, ze doszedłem do wniosku, iż baszta była kominem,- a nawet wielkim piecem,-tyglem w jednym! Taki ogromny „dymarek”.
Jak „każdy” zorganizowany turysta, posiadałem z sobą kilof, duży młot i gruby stalowy łom. Czekało mnie wielodniowe i mozolne „archeologiczne” wykopalisko w pojedynkę! Nie mogłem rozkopywać i pozostawiać po sobie widocznych śladów. Dokopałem się do grubych warstw zgniłego popiołu i żużlu. Do dzisiaj nie doszedłem do dna,- temat pieca zarzuciłem. Cześć żużlu zmieliłem i wsypałem do słoika. Nie widziałem grudek złota. Mogły pozostać na dnie i do dzisiaj czekają na odkrywce! Ja wierze w to, ze na dole w żużlu będą pozostałości wytopionych resztek złotą! Analiza próby zmielonego żużlu wykazała śladowe ilości złota i krzemu. Piasek do tej pory służy jako jeden z lepszych topników.
Słoiki z próbkami mulu zawiozłem do Krakowa na AGH. Na dział Metali Nieżelaznych. Dawne lata. Nie jestem chemikiem i fachowcem. Polecono mi jakiegoś „docenta”, któremu oddałem opisane słoiki. Ponoć pierwszych analiz dokonywał na „spektrografie” lub” spektrometr”, coś w tym rodzaju, - i tak mi to nic nie mówi! Po tych badaniach na papierze pokazał mi wykres. Oznajmił, ze to nie możliwe aby w Polsce występowała taka ilość śladów złota. Dodał, ze w najbogatszych kopalniach świata takie ilości nie występują! Myślę, ze to określił inaczej, bardziej fachowo. Nie dowierzając swoim analizą i urządzeniom, dokonał powtórnie pomiarów i jakiś obliczeń. Już dobrze nie pamiętam, ale chyba uznał, ze urządzenie do pomiarów jest uszkodzone! Z ciekawości i niedowierzania zajmował się tym dalej. Wiem, ze dal do laboratorium chemicznego, gdzie dokonano dokładniejszej analizy. Po kilku dniach poinformował telefonicznie abym przyjechał na „poważną” rozmowę, której nie chciał ujawnić przez telefon. Wiedziałem jedynie, ze wyniki wyszły pozytywnie. Jak mogłyby wyjść „niepozytywnie” jeśli „producent” tylko mi (za pośrednictwem) miesięcznie sprzedawał około 0,5 kg czystego złota! Komu jeszcze sprzedawał?- tego nie wiem! Ile produkował, wie tylko on sam i teraz Pan-Bóg! Mul w słoikach pokazywałem innym znawcą . Większość przypuszczała, ze jestem w posiadaniu „szlamu” anodowego, pochodzącego z Huty Miedzi. Tłumaczyłem się, ze nie zawiera siarczków lub innych chemicznych związków. Dlatego do dzisiaj uważam, ze jestem w posiadaniu mulu, a nie „szlamu”! Szlam pochodzi z kradzieży a ja od tego jestem daleko!
Jadąc ponownie do Krakowa, drogą rozmyślałem dlaczego „docent” telefonicznie był taki tajemniczy. Będąc już w Krakowie, postanowiłem zadzwonić do „docenta” i poinformować o moim nagłym, jednodniowym spóźnieniu. Tego dnia sam po innych działach chodziłem i zasięgałem „języka” na nurtujący mnie temat!
Jak to na Uczelni i Instytucie, sami profesorowie, doktorowie i naukowcy! Jeden mądrzejszy od drugiego. Oczywiście, ze wiele się dowiedziałem w jaki ewentualny, prosty sposób wybrać z tego strumyka złoto, które ponoć występuje w odrobinkach niewidocznych dla oka,- chyba mówili, ze są to „atomy złota”.- wciąż nie wiem co to jest! Np. starsza pani Profesor poradziła abym zakupił cienkie arkusze miedziane, porządnie wtarł w ich powierzchnie rtęć i szybko schował do „studzienki” w strumyku. Następnie odparować rtęć i stopić blachę pokrytą zlotem. Elektrolitycznie odzyskiwać złoto. Nie rozumie do dzisiaj dlaczego „stopić”? Czy nie można byłoby dokonać elektrolizy całego arkusza, pokrytego zlotem. Może ktoś z Was to wyjaśni! Choć dla mnie nadal jest to nieekologiczny sposób,- pomijając własne zdrowie. Następny „mądry” uczony poradził abym suszył (dla niego,- szlam) mul i w bębnie kwasoodpornym mielił mul z rtęcią! Podobny sposób jaki wykorzystywał „producent”! - tyle ze w szkle i nie swoimi rękoma!
Wróćmy jednak do „docenta”, który zajął się na poważnie sprawą! Spotkaliśmy się i on nie wiedział od czego zacząć rozmowę. Ja czułem, co on kombinuje! Zaproponowałem, „ja będę pytał, a Pan będzie odpowiadał w miarę swojej wiedzy i możliwości ujawnienia szczegółów analizy” Najbardziej zdziwiło mnie, ze nie chciał określić kosztów swojej usługi!
Na pierwszym spotkaniu nie wierzył moim opowiadaniom o „złotodajnym strumyku” Nie wierzył jak Wy i wielu innych. Choć ja widziałem na własne oczy jak „producent” wynosi pojemniki z mułem. Wiem, ze to od niego kupowałem czyste złoto w formie „amalgamatu”!!! Choć no nigdy mnie nie widział z „bliska” i nie poznał jako nabywcy.
„Docent” dostał olśnienia i nabrał wiary w moje opowieści, po analizie chemicznej. Okazało się, ze „spektrograf” (może jednak inne urządzenie) nie był uszkodzony! Jak już wspomniałem, pieniądze za usługę jego nie interesowały. Stawiał warunki o współudziale, chciał poznać miejsce i strumyk! Wówczas jego praca polegałaby na chemicznym odzysku, którego ja wciąż %-ów nie znalem! Ja miałbym kopać, zmieniać kierunki podmywania, wybierać mul i dostarczać „urobek” On będzie odzyskiwał i „uczciwie” się dzielił !!! Powiedziałem, ze to przemyśle i odezwę się. Zostawiłem jemu około 30 kg pobranych próbek z rożnych miejsc. Nie wiem ile gramów złota mógł z tego odzyskać. Nie interesuje mnie czy to odzyskane złoto pokryło jego prace! Wróciłem do domu i rozmyślałem o zachłannym „docencie”! Postanowiłem jeszcze raz udać się do Krakowa i odszukać osobę, która dokonała analizy chemicznej. Swoimi kanałami dotarłem do pani Doktor, która po koleżeńsku „docentowi” przeprowadziła dość szczegółową analizę kilkunastu małych próbek. Opowiedziała mi o „docencie”, a raczej wydala opinie, która krąży po instytucie. Jego opinia pasowała do moich domysłów o nim! Kontakt do dzisiaj zerwany. Do tematu Pani podchodziła tak, jak jej wytłumaczył kolega „docent”. „Sprawdź jedną, dwie i jak się okaże, ze nic w nich nie ma, to reszta wyrzuć!” Ponieważ była pracownikiem AGH, to z racji współpracy z Hutą Miedzi z Głogowa i Legnicy, zajmowała się podobnymi analizami. Moje próbki pod względem chemicznym były czyściejsze i prostsze do analizy. Oczywiście o wiele więcej zawierały złota. Moje próbki różniły się dużą rozbieżnością procentową. Jedne były zbierane wyżej, inne niżej. Miałem miejsca i słoiki ponumerowane i sfotografowane,- lecz to już było na nic! Jednak najniższa zawartość mojej próbki zastanawiała panią o niespotykanej ilości złota w tym „szlamie” Wszystkie notatki, obliczenia i wykresy oddala koledze „docentowi” Gdy powiedziałem jej, ze razem tych próbek „docentowi” dostarczyłem około 30 kg, to ona określiła śmiało, ze powinien z nich odzyskać co najmniej 30 gramów czystego złota!!! O ile pamiętam, to ona określiła, ze złoto tam występuje w „atomach”, - choć wciąż z tego nic nie rozumie! Poradziła mi, ze sam, metoda prób i błędów muszę ustalić miejsca gromadzenia się ciężkiego mulu. Powiedziała, ze muszę jak najwięcej wykonywać „loków podmywających”, nowe miejsca. Uświadomiła mi, ze na dole strumyka nie musi być najwięcej złota!
W międzyczasie czekałem na odpowiedz z zagranicy o moim angażu do pracy. Mailem pracować w Paryżu jako „Polski zdolny złotnik-grawer. I faktycznie w ciągu dwóch tygodni wyjechałem tam do pracy. Po powrocie dowiedziałem się, ze miła „pośrednik” i „producent” ulegli śmiertelnemu wypadkowi. Tajemnice strumyka zabrali z sobą. Dzisiaj szukam osoby, która uwierzyłaby w mój dokładny opis i w jakiś sposób podjęłaby ze mną współprace.
Jeszcze raz chciałbym zwrócić uwagę, iż faktycznie kupowałem tygodniowo dość interesujące ilości tego kruszcu. Domysły Pani profesor potwierdziły o ilostanach procentowych. Uwierz, są to fakty a nie mity i fantazje.
Obecnie mam w domu wysuszone takie próbki! Zaproponuj i zrób coś z nimi! Pomyśl w jaki sposób, na miejscu, w strumyku dokonać samoczynnej flotacji mułu, która zwiększy zawartość „urobku” Zapraszam! Czasy się zmieniły, może teren uda się wykupić pod Agro-turystykę!!!
Jeszcze raz nadmienię, ze chciałbym aby wielu z Państwa zainteresowało się realnym opisem mojej przygody z przed lat. Temat „Złotodajny strumyk” jest wciąż aktualny, choć bardzo tajemniczy! Może są wśród Was tacy, którzy chętnie podejmą ze mną odpowiednie kroki, aby „strumyk” oddal nam swoje bogactwo!
Dzisiaj i tak -„Strumyk płynie z wolna (bez wartościowo!), rozsiewa zioła maj. Stokrotka rosła polna, a nad nią szumiał gaj!” - Lepiej, niech tak zostanie!!!
Nie jestem zawodowym ekologiem, jednak żal byłoby dopuścić jakiekolwiek firmy, które zdewastowałyby buldożerami okoliczny teren! Rozsądek i logika mi podpowiada, ze wystarczą nam takie ilości na długie lata!


http://www.odkrywca.pl/pokaz_watek.php?id=703480#1424716

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information