Jump to content
Sign in to follow this  
kindzal

Ziemia Grodkowska miała też swój Katyń?

Recommended Posts

Oprocz wierszy przywiozla...oryginalny partyzancki mundur swojego ojca - Tadeusza Przewoźnika ps. Kuba" (był dowódcą plutonu ochrony sztabu Bartka"), ktory nie pojechal z bratem do Starego Grodkowa i dzieki temu przezyl!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mundur jak relikwia

Scenografia sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 19 w Jastrzębiu Zdroju, gdzie odbyło się spotkanie, którego współorganizatorem był Zespół Szkół nr 3, w pełni oddawała historyczno-polityczny klimat połowy lat 40. Dzieje ugrupowań partyzanckich Narodowych Sił Zbrojnych Bartka" na Podbeskidziu oraz ucha" w rejonie Sanoka skupiają jak w soczewce dramat żołnierzy, nazwanych później wyklętymi. W PRL-u nie wolno było o nich mówić. Wielu zamordowanych przez NKWD i polskie siły bezpieczeństwa bohaterów spoczywa gdzieś pod ziemią, bo ich ciał nie odnaleziono do dziś.

– Cały czas szukam grobu stryja, porucznika Jana Przewoźnika ps. Ryś", zastępcy kapitana Henryka Flamego. Co roku rodziny pomordowanych żołnierzy spotykają się w miejscowości Barut na Opolszczyźnie, zwanej śląskim Katyniem. Żywimy nadzieję, że zostaną odkryte ich mogiły, na których zapalimy znicze – mówi Aleksandra Moroń. Jej ojciec cudem przeżył prowokację Urzędu Bezpieczeństwa. Dziś córka Kuby" z dumą zakłada oryginalny mundur taty, a na lewe przedramię biało-czerwoną opaskę z napisem NSZ. Traktuje go jak relikwię. Ojciec był pedantem, więc mundur zachował się w niemal nienaruszonym stanie. Ubecy go nie znaleźli, mimo wielu rewizji w naszym domu. Przypuszczam, że przeleżał w jakieś zmyślnej skrytce – stwierdza pani Aleksandra.

Odwrócone belki

Co ciekawe, belki starszego sierżanta są odwrócone. – Długo nie wiedziałam, dlaczego. Dopiero kolega powiedział mi, iż żołnierze podziemia robili tak celowo, by odróżnić się od komunistycznego wojska – tłumaczy córka wyklętego. Ona wie, że historia oddziału Bartka" była tragiczna. Pod komendą kapitana Flamego i porucznika Przewoźnika w szczytowym momencie było około 400 żołnierzy. Działali głównie na Podbeskidziu i utrzymywali kontakt z ośrodkiem politycznym NSZ w amerykańskiej strefie okupacyjnej Niemiec. W latach 1945-1947 stoczyli ponad 240 walk i potyczek z grupami operacyjnymi Urzędu Bezpieczeństwa i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Szczególne wrażenie zrobiła akcja przeprowadzona 3 maja 1946 roku w Wiśle. Po zajęciu miasteczka żołnierze NSZ zorganizowali kilkugodzinną defiladę. Bartek" paradował na białym koniu, niczym wymarzony przez Polaków generał Anders. Stacjonujące w pobliżu jednostki ludowego wojska, KBW, WOP i UB nie zdecydowały się na walkę z oddziałem NSZ. W lipcu 1946 do sztabu zgrupowania zostali wprowadzeni agenci UB, którzy wykorzystali lansowaną przez zagraniczne ośrodki NSZ koncepcję przerzucenia części sił na Zachód. Ponad 200 partyzantów wywieziono trzema ciężarówkami i zgładzono w rejonie Łambinowic.

Trafne przeczucie

– Mój tato miał wsiąść do pierwszej razem ze stryjem. Coś go jednak tknęło i zaproponował bratu, że pojedzie w ostatnim czwartym samochodzie. Zauważył, że Gdyby zdekonspirowano ludzi z pierwszych ciężarówek, to przeżyje przynajmniej jeden z nas. I vice versa" – zaznacza Aleksandra Moroń. Niestety, sprawdziły się najgorsze przeczucia. Pierwsze auto skierowano do Grodkowa Śląskiego w powiecie nyskim, drugie na lotnisko w Łambinowicach, a trzecie do Barutu. Zginęli wszyscy.

Instytut Pamięci Narodowej ustalił, że partyzantów z pierwszych dwóch transportów odurzono środkami farmakologicznymi i zabito strzałami w tył głowy nad wcześniej wykopanym dołem. W celu zatarcia śladów zbrodni wrzucano do niego razem z ciałami fikcyjne identyfikatory żołnierzy radzieckich. Najbardziej okrutny los spotkał pasażerów trzeciego samochodu. – Ludzi Bartka" zamknięto w zaminowanym baraku i zdetonowano ładunki wybuchowe. Ci, którzy zdołali wyczołgać się z ruin, byli dobijani strzałami z karabinów i pistoletów. Miejscowi opowiadali potem, że na okolicznych drzewach wisiały ludzkie szczątki – mówi Andrzej Jamro.

Cudem ocaleni

Czwarty transport, którym miał jechać kapitan Flame i Tadeusz Przewoźnik, nie doszedł już do skutku. Z akcji eksterminacyjnej uratował się tylko Andrzej Bujok, który zbiegł z miejsca egzekucji. Dotarł do Bartka" z informacją, że to była prowokacją. Pozostali przy życiu żołnierze wrócili do konspiracji. – Po wojnie było nam strasznie ciężko. Ojciec nie mógł znaleźć pracy, mimo że miał wykształcenie średnie techniczne, a kraj potrzebował fachowców. Był szykanowany. Do domu nieustannie przychodzili ubecy, przeprowadzając rewizje. Siedem lat wychowywałam się u dziadków, bo rodziców nie było stać na moje utrzymanie – wspomina pani Aleksandra. Dodaje, że przed wojną ojciec pracował jako fotograf. To właśnie on robił zdjęcia żołnierzy Flamego

– Do końca lat 80. był inwigilowany, co wynika z dokumentów udostępnionych mi przez IPN. Śledzili każdy jego krok. Żeby dobić go psychicznie, proponowano mu najgorsze prace – uzmysławia córka. Okazało się, że wśród szpicli był najbliższy przyjaciel rodziny. – Tato nie doczekał pełnej rehabilitacji. Ze względu na stan zdrowia nie mógł w 1992 roku pojechać na pierwszy zjazd NSZ w wolnej Polsce. Mimo, że odwiedzał go w domu i zachęcał do udziału porucznik Antoni Biegun ps. Sztubak", dowódca samodzielnej grupy NSZ na Żywiecczyźnie, podlegającej Bartkowi". Sądzę, że komuniści przyczynili się do śmierci taty, który zmarł na raka mózgu. Często był wzywany na przesłuchania do UB w Cieszynie i bity po głowie – córka roni łzy.

Wkrótce przeczytacie wstrząsającą historię Andrzeja Niemca, najmłodszego więźnia okresu stalinowskiego, syna mjr Antoniego Żubryda.

http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,40179,jak-walczyli-i-gineli-zolnierze-wykleci.html

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyklęci odnalezieni po 70 latach


W Starym Grodkowie trwają poszukiwania i ekshumacja szczątków żołnierzy z oddziału H. Flamego Bartka", podstępem zwabionych na Opolszczyznę i zamordowanych w 1946 r. przez UB.

W niektórych dniach prace przebiegały w bardzo trudnych warunkach, w deszczu, błocie, przy podsiąkającej wodzie gruntowej, w niewygodnej pozycji

Działania poszukiwawcze były podejmowane przez przedstawicieli IPN od 2012 r., najpierw w okolicy Barutu (k. Strzelec Opolskich), zaś od roku w pobliżu Starego Grodkowa i Łambinowic.

Wówczas odnaleziono ryngraf, orzełka i guzik z orzełkiem w koronie, klamerki i sprzączki, ale szczątków żołnierzy nie było. W tym roku ekipa pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka wróciła przed świętami wielkanocnymi pod Stary Grodków. Specjaliści szybko trafili na szczątki co najmniej ośmiu osób. Po świętach poszukiwania wznowiono.

Wszystko wskazuje na to, że jest to druga z trzech grup żołnierzy oddziału „Bartka”, które trafiły na Opolszczyznę. Odnalezione przy szczątkach ryngrafy maryjne, orzełki i inne przedmioty wskazują, że są to polscy żołnierze, a odkryte fundamenty baraku, znalezione w ich pobliżu kości i inne znaleziska oraz ich stan potwierdzają zeznania, że w miejscu postoju partyzanci zostali umieszczeni w barakach i wysadzeni w powietrze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nad wydobyciem szczątków pracują badacze IPN wraz ze specjalistami z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu, naukowcami z Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu, saperami z Brzegu oraz wolontariuszami - pasjonatami z czasopisma Odkrywca", kibicami klubów Chemika Kędzierzyn, Odry Opole, Śląska Wrocław i miejscowymi hobbystami.

- Wywodzimy się z kręgu kultury europejskiej i chrześcijańskiej, gdzie prawo do pochówku jest czymś oczywistym i naturalnym. Naszym obowiązkiem jest odnaleźć szczątki naszych bohaterów i ich godnie pogrzebać. Mamy do czynienia z wyjątkowym mordem komunistycznym sprzed lat. Dzisiaj, po 70 latach, udowadniamy, że wysiłki włożone w takie poszukiwania przynoszą efekty, a my spełniamy swój obowiązek, bo wyklęci to byli przecież żołnierze Rzeczpospolitej. To niezwykle ważne, że w takich działaniach uczestniczy z nami kilkunastu saperów, dziś noszących mundur Wojska Polskiego, którzy razem z nami, archeologami, historykami, medykami i archiwistami wspólnie poszukują żołnierzy walczących o naszą niepodległość - podkreśla prof. Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego.

http://opole.gosc.pl/doc/3071872.Wykleci-odnalezieni-po-70-latach

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wśród wolontariuszy są m.in. działacze ze Stowarzyszenia Patriotycznego z Kędzierzyna-Koźla i kibice Chemika Kędzierzyn. Chcąc pomagać w pracach, zorganizowali się, by codziennie kilka osób - uczniów, dorosłych - mogło przyjechać do Starego Grodkowa.

- Niedaleko nas jest Barut, gdzie też chcielibyśmy brać udział w poszukiwaniach. Tam właśnie rok temu nawiązaliśmy współpracę z prof. Szwagrzykiem. Jesteśmy też wolontariuszami Fundacji Niezłomni, która działa na rzecz poszukiwania żołnierzy wyklętych. To zaszczyt tu być, pomagać. Przekopujemy podłoże, przepłukujemy ziemię w poszukiwaniu np. zębów, małych kostek. Najważniejsze, by odnaleźć wszystkich tu zamordowanych - mówią Krzysztof Tyliszczak i Mariusz Strycharczuk z Kędzierzyna-Koźla.

W trakcie prac na obszarze poszukiwań co chwilę pojawiają się goście - to miejscowi chcący wesprzeć ekipę choćby herbatą czy jakimiś specjałami, to poszukiwacze pamiątek z czasów II wojny i powojennych informujący o swoich odkryciach, to ktoś z rodzin partyzantów szukający szczątków bliskich.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jedną z nich jest Aleksandra Moroń, córka st. sierż. Tadeusza Przewoźnika „Kuby”, dowódcy plutonu ochrony sztabu Henryka Flamego „Bartka”, bratanica zastępcy kpt. H. Flamego, Jana Przewoźnika „Rysia”. Przyjechała do Starego Grodkowa razem z innymi przedstawicielami Związku Narodowych Sił Zbrojnych Okręgu Śląsko-Cieszyńskiego specjalnie po to, by złożyć hołd pomordowanym w tym miejscu żołnierzom, w tym swojemu wujkowi. Wzruszona oglądała miejsca, gdzie z delikatnie odsuwanej przed ekipę ziemi wyłaniały się czaszki i inne kości kolejnych osób. Porównywała odnalezionego orzełka z tym na oryginalnej czapce, którą miała po swoim ojcu, opowiadała, jak to się stało, że on przeżył, choć też należał do oddziału „Bartka”.

Niespodziewanym akcentem okazało się zaproszenie prof. Szwagrzyka do honorowego członkostwa ZNSZ. - Jesteśmy pełni szacunku i podziwu dla tego, co robi pan profesor, stąd ta inicjatywa - mówi Aleksandra Moroń, pomysłodawczyni i działaczka związku. Prof. Krzysztof Szwagrzyk członkostwo przyjął, zapewniając, że nadal będzie działał w kierunku odnalezienia szczątków niezłomnych.

Orzełki - właśnie znaleziony i z oryginalnej czapki st. sierż. Tadeusza Przewoźnika Kuby" były identyczne W piątek 1 kwietnia w kościele w pobliskiej Chróścinie Nyskiej odprawiono Mszę św. w intencji odnalezionych żołnierzy NSZ ze zgrupowania kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Przyjechali na nią, nawet z daleka, bliscy pomordowanych, dotarli miejscowi. Po Eucharystii wszyscy udali się na teren prac, by pomodlić się w miejscu śmierci niezłomnych i poświęcić ziemię, w której spoczywają.

Prace nadal trwają. - Na razie, odkrywając jedynie pierwszy poziom, odnaleźliśmy szczątki 18 osób i kopiemy dalej. Ile to jeszcze potrwa i czy znajdziemy kolejnych na drugim czy trzecim poziomie - trudno teraz szacować. Będziemy tu tyle, ile będzie trzeba; póki nie odnajdziemy wszystkich - podkreśla prof. Szwagrzyk.

Później teren zostanie wyrównany, a miejsce upamiętnione. Same szczątki, po zbadaniu i zidentyfikowaniu, zostaną pochowane - zabrane przez rodziny bądź złożone na innym, godnym ich cmentarzu.

Więcej o poszukiwaniach w Starym Grodkowie w najbliższym wydaniu Gościa Opolskiego" (nr 15/2016).

http://opole.gosc.pl/doc/3071872.Wykleci-odnalezieni-po-70-latach/2

Share this post


Link to post
Share on other sites
7–8 kwietnia dobiegły końca czynności prowadzone przez Samodzielny Wydział Poszukiwań Instytutu Pamięci Narodowej związane z poszukiwaniem szczątków ludzkich w Starym Grodkowie. W 1946 r. doszło tam do masakry Żołnierzy Wyklętych, dokonanej przez komunistów.

W trakcie prac odkryto osiem jam grobowych z ludzkimi szczątkami, które zostały poddane oględzinom z udziałem biegłego lekarza medycyny sądowej dr. Łukasza Szleszkowskiego z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Stwierdził on, iż mechanizm urazu widoczny na szczątkach odpowiada działaniu ładunków wybuchowych oraz obrażeniom postrzałowym.

Odnaleziono też liczne artefakty w postaci orzełków, ryngrafów, biżuterii, pocisków, łusek, odłamków i innych przedmiotów.

Jak napisano w komunikacie IPN - „z jam grobowych podjęto ok. 30 szkieletów oraz tworzących ciągłość anatomiczną fragmentów kości i przewieziono je do Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu celem wykonania szczegółowych badań i wydania kompleksowej opinii sądowo-lekarskiej. Tam też zostaną wykonane badania genetyczne szczątków”.

8 kwietnia prokuratorzy IPN podjęli na nowo śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej stanowiącej jednocześnie zbrodnię przeciwko ludzkości, popełnionej w okresie od 1 do 26 września 1946 r. na terenie powiatów nyskiego, brzeskiego i gliwickiego przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, będącej zbrodnią zabójstwa popełnioną przez opracowanie planu i kierowanie realizacją operacji specjalnej pod kryptonimem „Lawina”, mającej na celu fizyczną likwidację członków zgrupowania Narodowych Sił Zbrojnych z terenu Podbeskidzia pod dowództwem Henryka Flamego ps. „Bartek”, w toku której zostali pozbawieni życia poprzez:

– oddanie strzału z broni palnej w potylicę wobec 69 żołnierzy w/w formacji zbrojnej na terenie nieustalonej miejscowości byłego powiatu opolskiego

– wysadzenie w powietrze co najmniej 30–40 żołnierzy w/w formacji zbrojnej, w zaminowanym baraku na terenie poniemieckiego lotniska w Starym Grodkowie,

– wysadzenie w powietrze co najmniej kilkudziesięciu żołnierzy w/w formacji zbrojnej, w zaminowanej oborze na terenie miejscowości Barut.

http://niezalezna.pl/78771-prof-szwagrzyk-znalazl-pomordowanych-wykletych

Share this post


Link to post
Share on other sites

Komunikat o zakończeniu czynności procesowych i porządkowych w miejscu ujawnienia szczątków żołnierzy oddziału Narodowych Sił Zbrojnych ze zgrupowania „Bartka” w Starym Grodkowie.

W dniach 7–8 kwietnia 2016 r. dobiegły końca czynności prowadzone przez Samodzielny Wydział Poszukiwań Instytutu Pamięci Narodowej pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, związane z poszukiwaniem szczątków ludzkich w Starym Grodkowie, trwające od 7 marca 2016 r. W trakcie tych czynności odkryto osiem jam grobowych z ludzkimi szczątkami. Na miejscu ich ujawnienia czynności procesowe prowadzili prokuratorzy katowickiego IPN. Szczątki ludzkie zostały poddane oględzinom z udziałem biegłego lekarza medycyny sądowej dr. Łukasza Szleszkowskiego z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu, który stwierdził, iż mechanizm urazu widoczny na szczątkach odpowiada działaniu ładunków wybuchowych oraz obrażeniom postrzałowym.

W trakcie oględzin jam grobowych oraz terenu wokół jam, prowadzonych z udziałem pracowników Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu pod kierownictwem prof. Macieja Trzcińskiego, odnaleziono liczne artefakty w postaci orzełków, ryngrafów, biżuterii, pocisków, łusek, odłamków i innych przedmiotów. Z jam grobowych podjęto ok. 30 szkieletów oraz tworzących ciągłość anatomiczną fragmentów kości i przewieziono je do Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu celem wykonania szczegółowych badań i wydania kompleksowej opinii sądowo-lekarskiej. Tam też zostaną wykonane badania genetyczne szczątków.

Czynności procesowe w tej sprawie będą kontynuowane w ramach podjętego na nowo, w dniu 8 kwietnia 2016 r. pod sygn. S 30.2016.Zk, śledztwa w sprawie zbrodni komunistycznej stanowiącej jednocześnie zbrodnię przeciwko ludzkości, popełnionej w okresie od 1 do 26 września 1946 r. na terenie powiatów nyskiego, brzeskiego i gliwickiego przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, będącej zbrodnią zabójstwa popełnioną przez opracowanie planu i kierowanie realizacją operacji specjalnej pod kryptonimem „Lawina”, mającej na celu fizyczną likwidację członków zgrupowania Narodowych Sił Zbrojnych z terenu Podbeskidzia pod dowództwem Henryka Flamego ps. „Bartek”, w toku której zostali pozbawieni życia poprzez:

– oddanie strzału z broni palnej w potylicę wobec 69 żołnierzy w/w formacji zbrojnej na terenie nieustalonej miejscowości byłego powiatu opolskiego

– wysadzenie w powietrze co najmniej 30–40 żołnierzy w/w formacji zbrojnej, w zaminowanym baraku na terenie poniemieckiego lotniska w Starym Grodkowie,

– wysadzenie w powietrze co najmniej kilkudziesięciu żołnierzy w/w formacji zbrojnej, w zaminowanej oborze na terenie miejscowości Barut.

Naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni
przeciwko Komisji Narodowi Polskiemu
w Katowicach

prok. Ewa Koj

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten etap poszukiwan zostal zamkniety w sposob mozna powiedziec symboliczny przez kolege Grzegorza ze Stowarzyszenia Kryptonim T-IV, ktory odnalazl calego (aczkolwiek pogietego) orzelka. Kolejna relikwia uratowana!

Bedziemy bardzo dobrze wspominac wspolprace z wszystkimi srodowiskami zaangazowanymi w poszukiwania w Starym Grodkowie. Szczegolne wyrazy uznania dla profesora Szwagrzyka, ktory jest nie tylko wybitnym organizatorem i koordynatorem, ale rowniez i przedewszystkim wspanialym czlowiekiem.

Prace na lotnisku zostaly zakonczone, ale nie jest to na pewno koniec poszukiwan pozostalych zolnierzy Bartka". Mamy wytypowane kolejne dwa miejsca gdzie bedziemy szukac az do skutku!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odnalezienie szczątków żołnierzy NSZ w Starym Grodkowie to ogromny sukces, ale IPN właściwie się nim nie chwali. Dlaczego?

O akcji „Lawina” piszę szerzej w obecnym numerze tygodnika „wSieci”, więc naszkicuje tło tylko skrótowo. Ponadstuosobowy oddział Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego „Bartka” został zwabiony na ziemię opolską. Obiecywano im, że stąd zostana przerzuceni na Zachód, by dołączyć do armii gen. Władysława Andersa. Był 1946 rok. Rozbito ich na trzy grupy, uśpiono i wysadzono w powietrze. Potem zakopano w zbiorowych dołach.

Ta filmowa historia (choć niestety autentyczna) zaczyna się domykać po 70-ciu latach. Samodzielny zespół poszukiwań IPN pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, wspomagany przez specjalistów z Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu i saperów z jednostki w Brzegu odnalazł właśnie szczątki jednej z grup. Ta gigantyczna mistyfikacja wychodzi na jaw. Zapomniani otrzymają nazwiska, poszarpane od wybuchów szczątki będą mogły spocząć w rodzinnych grobach. Tym bardziej, że ta operacja byłą drugą co do rozmachu po Obławie Augustowskiej akcja bezpieki, KBW, milicji i NKWD przeciwko partyzantom, którym marzyła się wolna od komunizmu Polska.

Przez blisko miesiąc w Starym Grodkowie pracowała grupa poszukiwawcza. Po kilkunastu dniach okazało się, że stare wojskowe lotnisko, to jest właśnie to miejsce, którego szukano. Mimo to, na miejsce nie pofatygował się nikt z kierownictwa Instytutu Pamięci Narodowej. Nawet wtedy, gdy okazało się, że archeolodzy trafili już na szczątki bohaterów. Co więcej, na stronie internetowej instytutu informowano o tych poszukiwaniach bardzo oszczędnie. Po zakończeniu prac, które bezwzględnie należy uznać za spektakularny sukces, ukazało się tylko lakoniczne podsumowanie.

Nie rozumiem tego. Mam świadomość, że Stary Grodków to nie Warszawa, a byłe niemieckie lotnisko to nie Łączka, ale odnalezienie szczątków żołnierzy „Bartka” to naprawdę wielka sprawa. Obecne kierownictwo IPN chyba za bardzo zakopało się w swoich gabinetach, za bardzo skupiło na akcjach PR. Walka o własny wizerunek jest bardzo ważny, dlatego doceniam artykuł prezesa Łukasza Kamińskiego w niemieckiej prasie. Ale to nie wszystko. Nie można pozwolić by umykały rzeczy ważne, nie można pewnych sukcesów pomniejszać. Historii trzeba dotykać, by lepiej ją zrozumieć. Może wycieczka do Starego Grodkowa przewietrzyłaby nieco urzędnicze umysły?

Serdecznie polecam reportaż w tygodniku „wSieci”.

http://wpolityce.pl/historia/289356-odnalezienie-szczatkow-zolnierzy-nsz-w-starym-grodkowie-to-ogromny-sukces-ale-ipn-wlasciwie-sie-nim-nie-chwali-dlaczego-nasza-fotogaleria

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie zdierżyłem i napisalem taki list do redakcji:

Szanowni Państwo,

Bedąc od lat czytelnikiem tygodnika wSieci z ogromną przyjemnością przyjąłem wiadomość o tym, że w tym wydaniu ukaże się artykuł dotyczący ekshumacji szczątków pomordowanych żolnierzy z oddziału Bartka". Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu z artykułu dowiedziałem się m.in., że: Dzięki analizie fachowców z Politechniki warszawskiej w przybliżeniu udało się wytypować miejsce, w które ruszyli archeolodzy. - Ale okazało sie, że ktoś już tu przed nami był, bo widać tzw. ślady wykopów wtórnych..." Tą opinię Prof. Trzcińskiego należy sprostować: Nie tylko dzięki analizie, lecz w szczególności dzięki poszukiwaniom lokalnych pasjonatów i redaktorów z czasopisma Odkrywca" udało sie zlokalizować miejsce zbrodni! To dzięki wytrwałości naszych kolegów, a szczególnie Pana Romana Piećko, który odnalazł tu pierwszego orzełka w koronie, profesor Szwagrzyk podjął decyzję o dlaszych poszukiwaniach
w tym miejscu. Należy również dodać, że nie jest tak, że nagle okazało się, że ktoś już tu przed nami był": wcześniejsze poszukiwania w tym miejscu zostały szeroko opisane w lutowym wydaniu miesięcznika Odkrywca" (którego lekturę serdecznie polecam) przez redaktora Łukasza Orlickiego .

W tym miejscu pragnę również dodać, że to właśnie nasz zespół - za pomocą detektorów - w trakcie
poszukiwań pod auspikcjami Prof. Szwagrzyka odnalazł w (przebadanych wcześniej) hałdach szereg ważnych pamiątek należących do pomordowanych partyzantów, takich jak np.: drugi kompletny orzełek, obrączkę, krzyżyk lub szminkę należącą najprawdopodobniej do jednej z dwóch kobiet znajdujących się w tej grupie zamordowanych żolnierzy.

Z tego też względu jesteśmy bardzo zdziwieni wypowiedziami typu: amatorzy...niestety robią więcej szkody niż pożytku". Nie będziemy się jednak bulwersować i przejmować tego typu stwierdzeniami i nie ustaniemy w poszukiwaniu kolejnych miejsc komunistycznych zbrodni w naszym regionie.

W trakcie prac uzgodniliśmy z profesorem Szwagrzykiem, Nadleśnictwem w Tułowicach oraz rodzinami pomordowanych, że na polanie (koło prowizorycznie przygotowanego pnia - ołtarza) w imieniu lokalnej społeczności postawimy brzozowy krzyż partyzancki ku czci poległych.
Uroczystość ta odbędzie się w najbliższą niedzielę.

Z wyrazami szacunku,

M.K.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czołem.
Ten swoisty brak aplauzu ze strony IPN jest chyba spowodowany
Pewną dozą nieufności...".Wiadomo,co tam sie działo w 1945 roku.Front i krwawe walki w okolicy to raz.Jeńcy z obozu łambinowickiego,pochowani nie wiadomo w jakich okolicznościach tu i tam bez ładu i składu,to dwa.
Jakieś osobiste porachunki szabrowników z drobną wymianą ognia na płycie lotniska coś chyba w 1948 lub 1949 to trzy.Itd...można wyliczać ad mortem...Zdaję sobie sprawę,że może to budzić obawy tych,którzy na miejscu nie byli,i nie było im dane odczuć osobiście tego,czego doświadczyli wszyscy uczestnicy przedsięzięcia.
Zobaczymy,co wykaże profilowanie genetyczne,i jakie będą reakcje,kiedy cośwyjdzie na plus.Pytałem prof.Szwagrzyka o jakiś realny termin uzyskania wyników z genetyki-podobno tak bliżej końca roku należy się spodziewać.
Co do wypowiedzi prof.Trzcińskiego o małej ilości przedmiotów osobistych przy zwłokach-jest to,moim zdaniem zasługa" fachowców z UB,a nie poszukiwaczy.Tradycyjnie skroili na gorąco,co się świeciło.Reszta - broń,plecaki-chlebaki,co grubsze ciuchy, trafiły do najgłębszego dołka w okolicy-na to kanister benzyny ,wywrotka gruzu i szukaj wiatru w polu.
Natomiast te drobiazgi,które odnaleźliśmy w nasypach po działalności archeo"(co mnie nie dziwi specjalnie bo błotnisto-gliniasty grunt,liczne śmieci z konstrukcji baraku itp raczej poszukiwaniu drobnicy nie sprzyjają,a całośc nie była siana ani płukana),zostały przez morderców zwyczajnie przegapione,wdeptane w błoto,a potem z czasem rozwleczone po terenie.Poza tym szczątki ciał były poukrywane w położeniu anatomicznym,czyli kości nie były bezładnie przemieszane wtórnie,co doskonale ilustrują liczne fotografie,np.tu :
http://pamiec.pl/pa/fotokronika-ipn/15924,Prace-poszukiwawcze-Samodzielnego-Wydzialu-Poszukiwan-IPN-w-Starym-Grodkowie-na-.html
Co zaś się tyczy tzw.zasług, to niech sobie przypina medal z kartofla każdy,kto ma na to ochotę.Najważniejsze zaś jest to,że robota w tym miejscu została wykonana,i że ciąg dalszy nastąpi.
Jeszcze jedno :
W niedzielę na godzinę którą przewidziano wspominane atrakcje?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teraz dopiero,przeglądając fotki pana Życieńskiego zauważyłem ten dodatek" nad lewą łapą orzełka.A w ręce miałem na żywca i nie spostrzegłem(kończyny się trzęsły z wrażenia, gogle nagle zaparowały albo normalnie ze starosci)Dodam,że ten typ ryngrafu w oryginale czegoś takiego nie posiada.
Robimy zakłady,co jest pod nalotem nad prawicą ptaszka?
Obstawiam,że litery F lub J.

Share this post


Link to post
Share on other sites
KDB (151 / 13) 2016-04-23 17:20:52

Nie mam pojęcia, jakiego kroju pisma chciałbyś użyć, aby w F" pojawiła się poprzeczka na skos... z J" teoretycznie łatwiej mogłoby być.

Dla mnie " lub N"...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Taaaa....
I jeszcze, jak Ty lubisz, od lewaków mnie pojedź....

Po pierwsze primo- patrzę na zaznaczony element
Po drugie primo- patrzę i na tym zdjęciu to ja odprysk po patynie czy brudzie widzę. Co pod nim- to mam za słabą szklaną kulę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość będzie skurwysynem, ale kto na starość socjalistą pozostał, ten jest po prostu głupi."
Nadal mam nadzieję, wyrośniesz jak ja;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

To kolega Yeti przywalił,niczym dzik w sosnę!
Ale nic to,zdarza się.
Lewa łapa ptaka dyskusji nie podlega." trzaśnięte stemplem raz,albo składane z trzech prostych linii,jak od np.płaskiego śrubokręta.Pole nad prawą łapą skrywa warstwa nalotu,a co pod nią?
Szkoda,że nie ma opcji wstawienia więcej niż jedną fotę w poście,bo...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czuję się, jak pijane dziecko we mgle...
I wszystkie trzy powyższe nie pasują- nie pamiętam, kiedy dzieckiem byłem, herbaty nie piję, za oknem leje...

KDB- patrzyłem na to czerwone jajco i stąd mój wpis.
Dwa- nie sądzisz, że po konserwacji będzie więcej widać?
Trzy- a dlaczego F lub J?

Share this post


Link to post
Share on other sites

...chciałem jeszcze zainteresowanym pokazać,jak wyglądał ten model w czasach,gdy można go było nabyć podczas wizyty w Częstochowie.Zdaje się ,że nawet z tej samej formy.Wisiał ostatnio na aukcyjnym portalu za (sic!),niechrześcijańską kasę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A propos Trzy- :
http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=1&ved=0ahUKEwiQopXXr6XMAhVIJ5oKHT71D1sQFggiMAA&url=https%3A%2F%2Fipn.gov.pl%2F__data%2Fassets%2Fpdf_file%2F0008%2F138077%2F28.10.2013-Likwidacja-czlonkow-zgromadzenia-NSZ-pod-dow.-Henryka-Flamego-ps.-Bartek-S-71-12-Zk.pdf&usg=AFQjCNGjLmWUNNUYbU_HJsA-GGty-lLuIw&bvm=bv.119745492,d.bGs&cad=rja
To by było mniejwięcej jak Trzy do Czterdziestu...
Myślałem też o NSZ ,ale nie mam albo pomysłu,albo artystycznego podejścia do sprawy,bo nijak i nigdzie owego S" nie ma tu gdzie upchać tak,coby w oczy nie żarło.
I zakładzik poszedł w...nieznanym kierunku.
Wdepnę pod koniec przyszłego tygodnia do stosownej instytucji na rozpoznanie,jak idzie konserwacja.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information