Jedburgh_Ops Napisano 11 Czerwiec Napisano 11 Czerwiec (edytowane) Historia księdza kapitana Kozaka, który faktycznie niezłym kozakiem był. W dniu zakończenia wojny nosił odznakę spadochronową z symbolami trzech skoków bojowych, a mało który drugowojenny spadochroniarz US Army mógł się takim czymś poszczycić. Zazwyczaj trzy skoki w warunkach bojowych mogli pod koniec wojny mieć na koncie ci, którzy zaczynali skakać jeszcze w Afryce w tamtejszych pionierskich, nieszczęsnych operacjach spadochronowych, bo po prostu nader trudno było skakać z operacji na operację i nie odnosić ran, albo w ogóle przeżyć. Na wstępie mała uwaga, że przez badaczy historii (i to wybitnych) ks. kpt. Edwin J. Kozak jest czasami przedstawiany raz jako kapelan katolicki; innym razem jako kapelan protestancki. Był kapelanem katolickim. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem. Ksiądz Kozak pełnił posługę w 504. pułku piechoty spadochronowej 82. DPD razem z ks. kpt. Delbertem A. Kuehlem – kapelanem protestanckim. Być może gdzieś kiedyś przy umierającym spadochroniarzu wyznania protestanckiego zabrakło księdza Kuehla, być może był wtedy przy nim ks. Kozak i od kogoś poszedł przekaz, że Kozak jest „uniwersalny” dla obu wyznań. Nie wiem, czy tak mogło być, ale sygnalizuję, że można spotkać informacje, w których Kozakowi przypisuje się protestantyzm. Mamy już opisanego katolickiego kapelana spadochroniarzy 101. DPD księdza kapitana Andrejewskiego ze 101. DPD. Ksiądz Kozak – tak samo, jak Andrejewski – wywodził się ze szkoły parafialnej przy kościele św. Stanisława Kostki w Baltimore i tak samo, jak jego kolega wstąpił do zakonu franciszkanów. Ze spraw wojskowych należy odnotować, że Kozak był pierwszym katolickim kapelanem US Army, jaki skakał ze spadochronem w warunkach bojowych. Skakał w operacjach Husky, Avalanche i Market Garden. W Holandii, podczas operacji Market Garden, ks. kpt. Kozak miał… nie wiem, jak to się oficjalnie nazywa w wojsku – ministrantów? jakoś inaczej? Po amerykańsku to się nazywało „clerk”. W każdym razie miał dwóch pomagierów w rangach Technician 5th Grade (kaprale na piątym stopniu zaszeregowania żołdu). Byli to spadochroniarze Raymond LeMarble i Clarence H. Scrivens. Po w miarę dokładne bio księdza Kozaka odsyłam do tego wpisu na Facebooku. Tu z kolei oficjalny pentagonowski życiorys księdza Kozaka, który dosłużył stopnia pułkownika. Nie wiem tylko, dlaczego nie wspomina się w nim o jego skoku w operacji Market Garden, a tylko o dwóch wcześniejszych. Poniżej: Kiepskie jakościowo, ale mimo wszystko cenne zdjęcie z operacji Market Garden w Holandii. Ksiądz Kozak pierwszy z lewej. Poniżej: Ksiądz kpt. Edwin J. Kozak tuż po zakończeniu wojny. Widać m.in. nieformalną odznakę spadochronową z trzema gwiazdkami symbolizującymi trzy skoki w warunkach bojowych. Ale widać też ogólną biedę mundurową US Army z tego okresu. Ksiądz nosi furażerkę szeregowców, a powinien mieć furażerkę kapelana, czyli z czarną lamówką, ewentualnie furażerkę oficerską z lamówką czarno-złotą. Tak samo na baretki odznaczeń powinien mieć tzw. ribbon rack, czyli listwę do mocowania baretek, żeby to jakoś porządnie wyglądało. Ale jest inaczej – nie ma jej. Edytowane 12 Czerwiec przez Jedburgh_Ops
Jedburgh_Ops Napisano 12 Czerwiec Autor Napisano 12 Czerwiec (edytowane) Poniżej jest figura woskowa kapelana z 504th Parachute Infantry Regiment z operacji Market Garden, czyli tak samo wyglądał „nasz” ksiądz kapitan Kozak. Plansza z figurą wstawiona jest w autentyczny materiał z amerykańskiej czaszy spadochronowej, jaka była stosowana w operacji Market Garden. Jest to materiał wczesny, gładki, czyli nie kratkowany „rip-stop” w Polsce zwany w spadochroniarstwie materiałem karkasnym. Kapelanów w 504th PIR postanowiono – tak trochę na pograniczu prawa – zabezpieczyć np. przed szkopskim snajperem poprzez danie im opasek sanitariuszy, którymi kapelani wszak nie byli. Między aliantami a Niemcami zazwyczaj panował niepisany obyczaj, że nie strzela się do sanitariuszy. Trudno powiedzieć, jak długo ten obyczaj przetrwał konkretnie w operacji Market Garden, ale po tym, jak amerykańscy spadochroniarze zrzucali niemieckich rannych z mostów do wody można mieć wątpliwości, czy faktycznie biała opaska z czerwonym krzyżem jeszcze kogokolwiek chroniła przed oddaniem do niego strzału. Oprócz tych czerwonokrzyskich opasek kapelani katoliccy mieli namalowany na hełmie krzyż – tak, jak pokazałem również w wątku o księdzu kapitanie Andrejewskim. Kolejnym i ostatnim zewnętrznym symbolem kapelana była nieregulaminowa odznaka spadochroniarska, czyli standardowa z dolutowanym krzyżem – jak poniżej. Ksiądz Kozak miał ją na kurtce. Broni palnej kapelani oczywiście nie mieli. Mieli jedynie noże któregoś z wzorów wojskowych lub z typów cywilnych oferowanych przez wojskowe sklepy Post Exchange. Noże rzecz jasna nie do walki wręcz, ale do wyzwolenia się ze spadochronu w razie zawiśnięcia na obiekcie terenowym, a potem do bytowania w terenie. Obaj ww. kapelani z 504th Parachute Infantry Regiment skakali w Holandii w starszych spadochroniarskich ubiorach polowych, podczas gdy bardzo wielu spadochroniarzom i siłom szybowcowym wydawano już w tamtym czasie spodnie i kurtki M1943. Podczas operacji Market Garden 504. pułk, z tego, co widać na historycznych zdjęciach, w dużej mierze był ubrany we wcześniejszy ubiór polowy dla spadochroniarzy (taki, jak z Normandii), czyli w spodnie ze specyfikacji P.Q.D. No. 113A oraz w kurtkę ze specyfikacji P.Q.D. No. 114. Dziś w środowisku kolekcjonerskim i rekonstruktorskim ten zestaw ubioru nazywa się potocznie, nieprawidłowo, „M1942”. Poza tym kapelani byli wyekwipowani dokładnie tak, jak widać na planszy, czyli identycznie, jak spadochroniarze. Na planszy jest spadochroniarski hełm M1C (używany wówczas obok starszych hełmów M2), a na figurze jest oporządzenie M1936 z wyjątkiem pokrowca M1924 na pakiet pierwszej pomocy. Widać też manierkę w kawaleryjskim (wzmocnionym) pokrowcu-nosidle M1941. Edytowane 12 Czerwiec przez Jedburgh_Ops
MonikaNJ Napisano 12 Czerwiec Napisano 12 Czerwiec Edwin J. Kozak ur. 24 sierpnia 1911 roku Baltimore, Maryland zm. 4 lutego 1980 roku Fort Knox, Kentucky syn Józefa (1881-1948) pochodzącego z Wolicy Piaskowej na Podkarpaciu i Marianny z domu Szweda (1884-1963) pochodzącej z Lubczy na Pogórzu Karpackim. pochowany Saint Stanislaus Kostka Cemetery w Baltimore.
Jedburgh_Ops Napisano 13 Czerwiec Autor Napisano 13 Czerwiec (edytowane) W przypadku wspomnianego w innym wątku polonijnego księdza kapitana Andrejewskiego nie zapisało się w historii, czy i jakich miał spadochroniarzy-ministrantów, natomiast wiadomo, że takie małe grupki typu kapelan i pomocnicy miały różne obowiązki – od posługi poprzez dystrybucję biblii i specjalnych dewocjonaliów opracowanych przez państwo, a wyraźnie dedykowanych na czas wojny dla członków sił zbrojnych, aż po inne obowiązki, gdy aparat państwa odwoływał się do żołnierzy wierzących (będzie o tym mowa później). Okładkę wojskowego wydania Nowego Testamentu w wersji dla katolików pokazano w wątku o kapelanie Andrejewskim. Zobaczmy, co było po otwarciu biblii. Poniżej jedno z wielu drugowojennych dewocjonaliów wojskowych przygotowanych przez amerykańskie władze. Zachowano tutaj tę samą systematykę barw, jak opisano w wątku o kapelanie Andrejewskim, natomiast nie zmieściły się już napisy dedykowane rodzajom wojsk, jak zazwyczaj bywało w takich wojskowych dewocjonaliach amerykańskich. Tego rodzaju dewocjonalia kapelani amerykańskich sił zbrojnych mieli do swojej dyspozycji i w miarę możliwości mogli je ofiarowywać żołnierzom. Edytowane 13 Czerwiec przez Jedburgh_Ops
Jedburgh_Ops Napisano 13 Czerwiec Autor Napisano 13 Czerwiec 21 godzin temu, MonikaNJ napisał: Edwin J. Kozak ur. 24 sierpnia 1911 roku Baltimore, Maryland zm. 4 lutego 1980 roku Fort Knox, Kentucky syn Józefa (1881-1948) pochodzącego z Wolicy Piaskowej na Podkarpaciu i Marianny z domu Szweda (1884-1963) pochodzącej z Lubczy na Pogórzu Karpackim. pochowany Saint Stanislaus Kostka Cemetery w Baltimore. Niezawodna Moniko - bardzo dziękuję
Jedburgh_Ops Napisano 14 Czerwiec Autor Napisano 14 Czerwiec W nawiązaniu do biblijnego „Głodnych nakarmić. Spragnionych napoić”. W dniu 12.06.2026 o 13:04, Jedburgh_Ops napisał: Widać też manierkę w kawaleryjskim (wzmocnionym) pokrowcu-nosidle M1941. Na wojnie ostatnia posługa różne ma oblicza. Jeśli zdecydowano się – dla ochrony kapelanów – nadać im wizerunek sanitariuszy (jak widać powyżej) to sanitariuszom US Army należały się dwie manierki. I spokojnie można zakładać, że ksiądz Kozak też miał dwie, chociaż na powyższej planszy widać jedną, ale w końcu nie wszystko na tej figurze kapelana widać. Problemem amerykańskich wojsk spadochronowych z II wojny były urywające się podczas skoku ze spadochronem pełne manierki, a z drugiej strony jak nie zabierać pełnej, gdy nie wiadomo, kiedy po skoku będzie okazja napełnienia jej normalną wodą bez używania cuchnących tabletek do odkażania wody z kałuż, rzek, zbiorników wodnych? Podczas otwierania się klasycznego okrągłego spadochronu desantowego tamtych czasów (i nie tylko tamtych) przeciążenie oddziaływujące na skoczka dochodzi do 5g. Nic nadzwyczajnego, bo w spadochronie sportowym np. ST-7, z jakim skakałem, jest bardzo podobnie. Zdarzało się, że owego 5g nie wytrzymywała konstrukcja amerykańskiego pokrowca M1910 na zestaw manierka/kubek. Pięciu g nie wytrzymywało wszycie w pokrowiec taśmy parcianej z haczykiem. W efekcie spadochroniarz zostawał z dyndającym na pasie haczykiem z grubą taśmą parciana, ale bez manierki. Ten sam problem dotyczył kawalerii. Standardowe pokrowce M1910 Dismounted, czyli dla piechoty, przytroczone do siodła nie wytrzymywały ciągłego podskakiwania w trakcie jazdy konnej i urywały się tak samo, jak spadochroniarzom. Opracowano więc silnie wzmocniony pokrowiec kawaleryjski M1941. Jak na ironię pokrowiec-nosidło M1941 zaczął wchodzić na wyposażenie kawalerii w czasie, gdy rozpoczynał się proces likwidowania U.S. Cavalry. Stąd pewne partie tych pokrowców M1941 trafiały do pułków spadochronowych. Na powyższej figurze kapelana 504. pułku widać, że ma manierkę właśnie w pokrowcu M1941. Nie kapelani decydowali, komu wbić tubkę z morfiną, nie kapelani posypywali żołnierskie rany sulfonamidem, ale podać wodę z własnej manierki zawsze mogli. Poniżej pokazuję, o co tu chodziło, co się urywało, a co nie. Z lewej strony jest manierka w pokrowcu M1910, czyli tym słabszym; z prawej jest manierka we wzmocnionym pokrowcu kawaleryjskim M1941 wytrzymującym i targanie nim na koniu, i 5g podczas skoku ze spadochronem.
Jedburgh_Ops Napisano 14 Czerwiec Autor Napisano 14 Czerwiec Na bazie ludzi wierzących każde siły zbrojne świata mają coś do załatwienia. W tamtych czasach znaleźć w społeczeństwie, a więc i w siłach zbrojnych, ateistów to była wielka sztuka. Amerykańskie siły zbrojne wyjątkiem nie były i jak już była instytucja kapelanów oraz ich wojskowych pomocników-ministrantów to obowiązki takiego zespołu były bardzo różne – jak wspomniałem wcześniej… W dniu 13.06.2026 o 10:37, Jedburgh_Ops napisał: ...takie małe grupki typu kapelan i pomocnicy miały różne obowiązki – od posługi poprzez dystrybucję biblii i specjalnych dewocjonaliów opracowanych przez państwo, a wyraźnie dedykowanych na czas wojny dla członków sił zbrojnych, aż po inne obowiązki, gdy aparat państwa odwoływał się do żołnierzy wierzących (będzie o tym mowa później). Kapelani US Army mieli podczas wojny różne obowiązki - także odwoływanie się do mądrości wiernych. Dlatego wyposażano ich nie tylko w biblie i dewocjonalia dla żołnierzy, ale również w plakaty do wieszania w koszarach i innych miejscach pobytu wojska. A plakaty właśnie ostrzegały wiernych, aby nie pomagali wrogowi w żadnej formie. Polonijni kapelani w amerykańskich DPD (i nie tylko) na pewno mieli takie same obowiązki.
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Autor Napisano %s o %s Fotografia wykonana prawdopodobnie w styczniu 1943 r. Fotograf miał zadanie uwidocznienia oficerów 504. pułku piechoty spadochronowej. A skoro tak, to musieli się tam znaleźć obaj kapelani (wówczas jeszcze porucznicy): wspomniany w pierwszym poście kapelan protestancki Delbert A. Kuehl oraz katolicki Edwin J. Kozak. Skrypt forum ogranicza długość grafik, więc część z kapelanami wykadrowałem.
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Autor Napisano %s o %s (edytowane) Na finał tego wątku duża ciekawostka z zakresu falerystyki. Olbrzymia większość amerykańskich pułków spadochronowych z II wojny światowej miała na koniec wojny prawo do noszenia na mundurach trzech akselbantów, czy jak ktoś woli sznurów galowych. Ksiądz kapitan Kozak służył jednak w 504. pułku, który należał do kilku najstarszych, najbardziej elitarnych i doświadczonych, w związku z czym nosił aż cztery takie sznury. Po pionierskich i fatalnych dla Amerykanów doświadczeniach z desantami spadochronowymi w Afryce do desantów na terenach Włoch podchodzono już inaczej i z nowo rodzącą się strukturą pułkową i dywizyjną. Z tego okresu wywodził się ksiądz Kozak. Zobaczymy teraz, jakie tuż po wojnie ksiądz kapitan Kozak nosił odznaczenia i oznaczenia państwowe, urzędowe, od aparatów państw: francuskiego, belgijskiego, holenderskiego i amerykańskiego, ale odznaczenia dla całego 504. pułku, co należy silnie podkreślić; nie dla niego osobiście. Nie należy tego mylić z odznaczeniami personalnie dla kapitana Kozaka. Będą to europejskie odznaczenia dla całego 504. pułku piechoty spadochronowej (nie dla poszczególnych żołnierzy), natomiast wszyscy bez wyjątku żołnierze 504. pułku mieli prawo do noszenia symboli tych pułkowych odznaczeń, które nie były czymś metalowym na tasiemce, ale były akselbantami. Oprócz tego poznamy dwa inne symbole amerykańskiej falerystyki wojskowej tamtych czasów, które również sygnalizowały pewne rzeczy, a nie były klasycznymi medalami na wstążkach. Jakimi odznaczeniami był podczas wojny honorowany ks. kpt Kozak, on jako on osobiście, to z grubsza można sobie przeczytać w internecie. Natomiast dlaczego Kozak ma oprócz tych odznaczeń masę innych rzeczy na mundurze to już takich informacji nie ma nigdzie. Jak do dziś śmieją się Amerykanie – żołnierze US Army opuszczający po wojnie Europę wyglądali jak „choinki bożonarodzeniowe”, jeśli chodzi o ich kurtki mundurowe. Nie była to wina tych żołnierzy, bo po prostu trzy europejskie państwa zawdzięczały im wolność i stosownie do tego jednostkom tych żołnierzy nadawano wysokiej rangi odznaczenia. Opis planszy: 1. Akselbant belgijskiego odznaczenia „Croix de Guerre 1940 avec Palme de Bronze” nadanego 504. pułkowi po raz pierwszy za waleczność pułku pod Cheneux w Ardenach belgijskich. 2. Akselbant francuskiego odznaczenia „Croix de Guerre 1939-1945 avec Bronze Palme” dla 504. pułku za udział w wyzwalaniu Francji i Państw Beneluksu. 3. Akselbant holenderskiego odznaczenia „Militaire Willems-Orde Ridder vierde klasse” dla 504. pułku za udział w operacji Market Garden. 4. Akselbant belgijskiego odznaczenia „Croix de Guerre 1940 avec Palme de Bronze” nadanego 504. pułkowi po raz drugi za działania pułku w kampanii po forsowaniu Renu. 5. Tego odznaczenia na mundurze księdza prawie w ogóle nie widać – widać zaledwie fragment blaszki stanowiącej obramowanie baretki. Dlatego pokazuję to odznaczenie dla 504. pułku poniżej. Jest to odznaczenie prezydenta Stanów Zjednoczonych dla całego pułku. Nieco bałaganiarsko nosiło ono (i używa się tego do dziś) dwie nazwy – PUC i DUC. Było to specyficzne odznaczenie będące czymś dużo więcej niż tzw. wyróżnieniem w rozkazie, a trochę mniejszym niż klasyczne odznaczenie z jakąś metaloplastyką na wstędze. PUC/DUC przyznawał prezydent jednostkom wojskowym za ich dokonania. Gdy już odznaczenie to zostało przyznane to każdy żołnierz pułku – bez żadnych wyjątków – mógł i musiał nosić jego baretkę nad prawą kieszenią kurtki mundurowej, bo było to miejsce zarezerwowane właśnie na odznaczenia typu PUC/DUC. 504th Parachute Infantry Regiment został tym odznaczeniem nagrodzony trzykrotnie i taką też baretkę nosił ks. kpt. Kozak. Prezydent odznaczył pułk za: • waleczność w 18-dniowej bitwie pod Maiori, Włochy, operacja Avalanche, 1943 • działania bojowe pod Anzio, Włochy, operacja Shingle, 1944 • waleczność pod Cheneux w Ardenach belgijskich, 1944 Specjalna baretka tego odznaczenia była większa niż baretek na klasyczne odznaczenia indywidualne dla żołnierzy. Trzykrotne nadanie PUC/DUC miało swoją symbolikę. Odznaczenie jednostki wojskowej po raz pierwszy oznaczało noszenie na mundurze samej baretki w wersji podstawowej. Odznaczenie jednostki po raz drugi powodowało, że do baretki dołączano liść dębu. I dokładnie według tego systemu odznaczenie po raz trzeci wymagało dołączenia drugiego liścia. Takie odznaczenie nosił ksiądz kapitan Kozak. 6. Kolejną formą uhonorowania żołnierza było manifestowanie na mundurze przebiegu służby. Widzimy tu pięć pasków. Nazywały się one „overseas service bars”. Każdy naszyty na mundur pasek oznaczał pół roku służby poza tzw. ZI (Zone of Interior). ZI oznaczała Stany Zjednoczone i ich terytoria zależne. Na bazie tego sformułowania powstał idiom np. „to be ZI'ed”, co oznaczało wycofanie żołnierza lub jednostki wojskowej do USA lub do innego terytorium pod co najmniej częściową jurysdykcją tego państwa. Skoro Edwin J. Kozak nosił 5 pasków to oznaczało, że na frontach II wojny światowej służył 2,5 roku. Pasków tych było wiele rodzajów pod względem haftu, barw oraz rodzaju nici i materiału. Przemysł tekstylny produkował je w formie taśm, a żołnierzowi po wojnie odcinano tyle pasków, na ile zasłużył. Poniżej przykład taśmy z drugowojennymi „overseas service bars”. Ale nasz ksiądz Kozak był elegantem ponad miarę. Nie ma pięciu pasków ciętych z taśmy, ale ma je wyhaftowane na rękawie w miejscu przepisowym dla tych pasków. Edytowane %s o %s przez Jedburgh_Ops
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się