Jump to content
ekiosk egazety next prenumerata

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

Czlowieksniegu

Jak esbecy poszli w ślady Indiany Jonesa

Recommended Posts

Jak esbecy poszli w ślady Indiany Jonesa
13 wrz, 12:19 Źródło: Newsweek Polska


Opowieści o tym, co zrabowali naziści, rozpalają wyobraźnię. Uległ im nawet generał Kiszczak i zezwolił na największe poszukiwania skarbów w dziejach Polski.

Muzeum Narodowe informuje, że 25 listopada 1982 roku w pomieszczeniach Składnicy Muzealnej w Lubiążu został zakwaterowany bez formalnego porozumienia oddział wojska prowadzący tam bliżej nam nieznane prace" – pisali w skardze przesłanej do Urzędu Wojewódzkiego wrocławscy muzealnicy. W dniu 24 listopada br. otrzymaliśmy telefoniczną informację przekazaną przez mjr. Siorka dzwoniącego z Komendy Wojewódzkiej MO we Wrocławiu, że w najbliższych dniach na terenie zespołu poklasztornego przedstawiciele wojska i funkcjonariusze MO prowadzić będą prace związane z zabezpieczaniem niewypałów" – donosili. I dodawali, że wyrzucono ich z budynku należącego do muzeum, a na dziedzińcu zabytkowego klasztoru koparka zrobiła olbrzymią dziurę.

Na dnie wykopu odkryto metalową skrzynkę, z której wysypała się masa złotych i srebrnych monet. Tego dnia oszalały ze szczęścia zastępca naczelnika Wydziału II Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych we Wrocławiu major Stanisław Siorek uwierzył, że stoi o krok od wielkich odkryć. Po dziesięciu latach słania memorandów przełożonym wreszcie sam gen. Czesław Kiszczak dał wiarę jego opowieściom. A on, skromny major, obiecywał, że dla Polski Ludowej znajdzie złoto banków III Rzeszy, Bursztynową Komnatę, skarb Hermanna Göringa i wiele innych dóbr zrabowanych przez nazistów. I wszyscy w Warszawie mu uwierzyli.

Poszukiwanie skarbów jest jak narkotyk, a tym łatwiej się uzależnić, im cenniejsze rzeczy można odnaleźć. W Polsce podczas II wojny światowej z muzeów i kolekcji prywatnych zniknęło ponad 500 tys. dzieł sztuki. Ich spis od lat prowadzi Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które ostatnio patronowało niezwykłemu projektowi internetowemu o nazwie Muzeum Utracone. Na stronie www.muzeumutracone.pl można w cyfrowej wersji obejrzeć zaginione zabytki. O nich będzie opowiadał najnowszy serial telewizji Discovery World Sekrety i skarby III Rzeszy". Nakręcono 10 odcinków o utraconych dziełach i ich poszukiwaczach, wśród których byli zarówno archeolodzy, historycy, jak i ludzie tacy jak Siorek – amatorzy opętani opowieściami o ukrytych skarbach. Wielkich skarbach: Portret młodzieńca" namalowany przez Raffaella Santi, własność Muzeum Czartoryskich w Krakowie, dziś wart byłby kilkadziesiąt milionów dolarów. Ale prawdopodobnie nic nie może się równać ze złotem Wrocławia.

Skarby utracone
W czasie wojny ślad zaginął po takich dziełach jak np. Portret chłopca" Antona van Dycka z kolekcji rodziny Taczanowskich, Piękna Madonna Toruńska" z XIV wieku czy bezcenna starożytna kolekcja waz greckich ze zbiorów książąt Czartoryskich w Gołuchowie. Ogromne straty poniosła również Warszawa. W całości przepadła Galeria Muzealna w Pałacu Błękitnym przy ul. Senatorskiej, gdzie znajdowały się prace Annibalego Carracciego, Antona van Dycka, Andrei del Sarto, Marcella Bacciarellego czy Jana Styki. Z Muzeum Narodowego zginął obraz Schody pałacowe" Francesca Guardiego.

Ponieważ do stolicy Dolnego Śląska nie dolatywały alianckie bombowce, zwieziono tam rezerwy niemieckich banków trzymane w sztabkach złota oraz liczne dzieła sztuki zrabowane w Polsce i ZSRR, m.in. sławną Bursztynową Komnatę wykonaną dla Fryderyka I przez gdańskich jubilerów. Większość skarbów w listopadzie 1944 r. załadowano do dwunastu wagonów i mityczny złoty pociąg pojechał ponoć w stronę Wałbrzycha. Co stało się z ładunkiem, nikt nie wie. Ale na Dolnym Śląsku nie brakuje miejsc, gdzie można by bezpiecznie ukryć kosztowności, choćby takich jak Zamek Książ z lochami, połączonymi rzekomo z labiryntem podziemnych sztolni, korytarzy i komór w kompleksie Riese w Górach Sowich. Do tego dochodzi wiele nieczynnych kopalń złota, średniowiecznych zamków etc.

Kiedy w latach 60. ubiegłego wieku Stanisław Siorek rozpoczął pracę w Wydziale II Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych, czyli kontrwywiadzie, jednym z jego zadań było inwigilowanie Niemców mieszkających na Dolnym Śląsku oraz nadzorowanie turystów z RFN. Gromadząc informacje, co jakiś czas natykał się na fascynujące dla niego opowieści o ukrytych skarbach, o czym wspomina w notatkach przechowywanych obecnie w archiwach wrocławskiego oddziału IPN. Siorek znał też historię konserwatora zabytków prowincji Breslau, Gunthera Grundmanna, odpowiedzialnego za dzieła sztuki zdeponowane w mieście. Grundmann ukrył skarby w co najmniej kilkudziesięciu skrytkach na terenie prowincji. Spis ok. 80 kryjówek zaszyfrował na tajnej liście. Po wojnie odnaleziono ją w ruinach urzędu konserwatora, a szyfr złamał już w 1945 r. prof. Józef Gębczak z Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Specjalna komisja Ministerstwa Kultury sprawdziła wszystkie miejsca z listy Grundmanna. Wiele nosiło ślady grabieży, jednak i tak odzyskano 19 skrzyń z dziełami sztuki zrabowanymi m.in. z Wawelu, Muzeum Czartoryskich, a także Wilanowa i Łazienek.

Skarby odzyskane
Kolekcję książąt Czartoryskich z Ordynacji Gołuchowskiej spakowaną w 444 skrzyniach Niemcy ukryli w północnej części podziemi Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Większość skarbów odnalazł w 1945 r. mjr Siergiej Sidorow z tajnej brygady trofiejnej gen. Andrieja Biełokopytowa, mającej za zadanie rabować co cenniejsze dzieła sztuki z podbijanych terenów. Eksponaty trafiły do Moskwy, ale w 1956 r. zwrócono je Polsce. Jeden z najcenniejszych eksponatów z gołuchowskiej kolekcji sztuki księżnej Izabelli Elżbiety Działyńskiej – pochodzący z XII w. krzyż z Limoges – został w 2007 r. odnaleziony w Salzburgu w kontenerze na śmieci. Jak wartościowe jest to znalezisko, rozpoznali dopiero pracownicy wiedeńskiego muzeum.

Im więcej takich historii poznawał Siorek, tym bardziej sam pragnął ruszyć na poszukiwanie skarbów. Pod koniec marca 1972 r. napisał pierwsze memorandum do zwierzchników. Postulował w nim rozpoczęcie przez władze systematycznej eksploracji Dolnego Śląska, podkreślając:po 27 latach naszej obecności na tych ziemiach nie powinno być tutaj miejsc, które kryją jakąś tajemnicę".

Początkowo monity esbeka z prowincji nikogo nie interesowały. Ale też nieszkodliwe hobby Siorka nie zraziło do niego przełożonych. Przeciwnie, doceniano zaangażowanie oficera. W 1976 r. awansowano go na majora oraz zastępcę szefa wydziału. Jako wiceszef lokalnej komórki kontrwywiadu miał dużą swobodę działania i mógł więcej czasu poświęcić na odnajdywanie ludzi, którzy wiedzieli o nazistowskich skarbach. Wkrótce zgromadził zbiór dokumentów i relacji, którym po latach nadano dumną nazwę Archiwów Siorka". Doczekał się też lepszych dla siebie czasów, kiedy PRL pogrążyła się w kryzysie i pieniędzy (szczególnie dewiz) zaczęło brakować nawet służbom mundurowym.

W październiku 1980 r. wrocławskim złotem zainteresował się szef Głównego Zarządu Szkolenia Bojowego LWP gen. Wojciech Barański. Polecił grupie podwładnych przeprowadzenie studium, gdzie ów skarb może się znajdować. Oficerowie z GZSB nie ustalili niczego nowego, ale zaprzyjaźnili się z Siorkiem. Kiedy pod koniec lipca 1981 r.szef Wojskowych Służb Wewnętrznych (WSW) gen. Czesław Kiszczak awansował na ministra spraw wewnętrznych, zainteresował się pomysłami ludzi z GZSB. Bez ociągania wydał zgodę na stworzenie specjalnej grupy operacyjnej, na czele której stanęli ppłk Bogdan Chrobota, reprezentujący GZSB, oraz mjr Jerzy Liwski, wydelegowany przez WSW. Ich głównym doradcą został major Siorek.

Niemrawe początkowo działania ruszyły z kopyta po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego. W lutym 1982 r. grupę operacyjną wsparli naukowcy z Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie i Wojskowego Instytutu Techniki Inżynieryjnej we Wrocławiu. Analizowali mapy, prowadzili badania geologiczne, dostarczyli oficerom nowoczesne urządzenia do poszukiwania przedmiotów ukrytych pod ziemią. Z listy dwunastu miejsc, gdzie potencjalnie mógł się znajdować skarb, skreślono jedenaście i za radą Siorka skupiono się na okolicach klasztoru Cystersów w Lubiążu. On sam z polecenia gen. Kiszczaka w marcu 1982 r. został oficjalnie oddelegowany do prac związanych z poszukiwaniem walorów bankowych III Rzeszy jak również innych przedmiotów wartościowych ukrytych przez władze okupacyjne na terenie południowo-zachodniej Polski" – zapisano w stosownym dokumencie.

Za sprawą kilku zasłyszanych relacji na najbardziej prawdopodobne miejsce ukrycia skarbu major wytypował Lubiąż. Według niego pod klasztorem i całą okolicą znajdować się miały zakłady zbrojeniowe, magazyny, mieszkania dla robotników oraz kilometry korytarzy. Raporty majora o podziemnym mieście były tak przekonujące, że nikomu nie przyszło do głowy, aby sprawdzić, czy cytowani przez niego świadkowie w ogóle istnieją. Bezkrytycznie przyjęto też doniesienie, że sprowadzony do Lubiąża w listopadzie 1982 r. radiesteta Karol Tomala orzekł, iż pod dziedzińcem klasztoru zaczyna się tunel prowadzący do trzech podziemnych hal fabrycznych oraz osobnej komory wypełnionej złotem. Major wyrzucił z klasztoru wrocławskich muzealników i rzucił do boju ciężki sprzęt. Wtedy też okazało się, że jednak Bóg ma w opiece wariatów.

Już pierwszego dnia w wykopie odnaleziono skrzynię z 1290 srebrnymi oraz 64 złotymi monetami wypuszczonymi w obieg przez mennice Danii, Szwecji i Francji w XVII w. Ów skarb zakopał w 1740 r. ktoś, kto chciał go ukryć przed wkraczającą na Śląsk armią Prus. Naziści nie mieli z tą sprawą nic wspólnego. Pomimo to znalezisko umocniło autorytet majora.

Dalsze losy monet pokazują, co by się stało z wrocławskim złotem gdyby wpadło w ręce esbeków. Jedynie 89 monet oddano Muzeum Narodowemu we Wrocławiu, resztę w ścisłej tajemnicy przewieziono do Warszawy. Następnie za wiedzą Kiszczaka połowa trafiła kanałami WSW do Wiednia, gdzie spieniężył je pracujący dla wywiadu PRL początkujący gangster Jeremiasz Barański, zwany Baraniną". Co się stało z uzyskanymi dewizami, nie wiadomo, choć oficjalnie wydano je na działania operacyjne WSW. Na szczęście 454 monety bezpieka zostawiła sobie na czarną godzinę i zwyczajnie o nich zapomniała. W 1991 r., gdy kończono przekształcać WSW w WSI, przypadkiem odnaleziono je w jednym z sejfów i przekazano do zbiorów Zamku Królewskiego w Warszawie.

Major Siorek na swoim znalezisku nie zarobił ani grosza, otrzymał jedynie okolicznościowy dyplom. Ale jemu wystarczała pewność, że wkrótce odnajdzie rzeczy o wiele cenniejsze. Tego optymizmu nie zachwiało nawet to, że żadnego podziemnego miasta nie odkryto, chociaż przekopano okolice klasztoru, przeprowadzono badania geologiczne i wykorzystano wykrywacze metalu.

W zapiskach majora z tamtego okresu znaleźć można za to liczne fragmenty świadczące o tym, że nie odróżniał mitów od faktów. Tylko on widział podziemia, które opisywał, podobnie jak odnalezione zwłoki przymusowych robotników z czasów wojny, potem jakoby pochowanych przez oficerów grupy operacyjnej w masowym grobie. Ostrzegał zwierzchników, że poszukiwaniami zainteresował się wywiad RFN, posyłając na Dolny Śląsk agentów. Domagał się też działań na większą skalę. Ale gen. Kiszczak stracił do nich serce, bo nie przynosiły żadnych efektów.

Ostatnim sukcesem Siorka było doprowadzenie do wykonania wiosną 1986 r. zdjęć lotniczych okolic Lubiąża w podczerwieni i przekazanie ich do analizy Państwowemu Przedsiębiorstwu Geodezyjno-Kartograficznemu w Warszawie. Analitycy wskazali na nich kilka miejsc, gdzie zmiany temperaturowe mogły oznaczać istnienie podziemnych pomieszczeń, chociaż zastrzegali, że nie ma takiej pewności. Podekscytowany major wywalczył, by oddano mu do dyspozycji oddział saperów z Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW, po czym ruszył znów szturmować Lubiąż. Pomimo użycia georadaru żadnych podziemi nie odnaleziono, ale zwierzchnicy zachwyceni operatywnością Siorka w maju 1986 r. awansowali go na stanowisko p.o. naczelnika II Wydziału WUSW. Co więcej, czekały już na niego szlify pułkownika.

Niestety, z psychiką majora było coraz gorzej. Według jego zapisków gen. Kiszczak miał mu osobiście zlecić stworzenie nowej grupy operacyjnej, by ostatecznie znaleźć lubiąskie skarby. Choć – jak się żalił – ie przydzielono mi wsparcia, środków finansowych i transportu". Mimo to przygotowywał najazd na klasztor przed Bożym Narodzeniem 1986 r. Oprócz żołnierzy i funkcjonariuszy SB w operacji miała uczestniczyć grupa różdżkarzy i radiestetów.

Pierwszy zaczął podejrzewać, że z majorem jest coś nie tak, szef wrocławskiej SB płk Czesław Błażejewski. Podzielił się on wątpliwościami z kierownictwem resortu. Kiedy 6 grudnia 1986 r.

od trzech dni Siorek słał podkomendnych do Lubiąża, zjawili się w jego wrocławskim mieszkaniu koledzy z pracy. Sprawnie obezwładnili szefa kontrwywiadu i odwieźli do szpitala psychiatrycznego, oczywiście w Lubiążu. Sądzono, że bardzo wstydliwą dla MSW aferę uda się ukryć za szpitalnym murem. Jednak nie doceniono majora.

W Lubiążu – według wspomnień Siorka – szybko przekonał on lekarzy, że w psychiatryku znalazł się z powodów politycznych, budząc tym popłoch personelu. Trzy lata wcześniej na VII Światowym Kongresie Towarzystwa Psychiatrycznego w Wiedniu usunięto z organizacji psychiatrów z ZSRR za aktywny udział w walce z demokratyczną opozycją. Ich polscy koledzy jak ognia bali się podobnych oskarżeń. Takie napiętnowanie oznaczało koniec zagranicznych stypendiów, zaproszeń na kongresy na Zachodzie, międzynarodowej kariery. Majora natychmiast z Lubiąża wyrzucono, a personel medyczny twardo oświadczył, że nigdy więcej już go nie przyjmie. Przez pół roku wrocławska SB nie bardzo wiedziała, co począć z urlopowanym szefem kontrwywiadu. Wreszcie w czerwcu 1987 r. otrzymał on skierowanie na komisję lekarską, która uznała, że ze względów zdrowotnych (oficjalny powód – wylew krwi do mózgu) powinien przejść na rentę.

Rencista Siorek zaangażował się w prace Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich i współuczestniczył w tworzeniu Polskiego Towarzystwa Eksploracyjnego – objął w nim stanowisko sekretarza. Upadek PRL przyniósł możliwość swobodnego szukania skarbów i major szybko wyrósł na największy autorytet w tej dziedzinie. Zmarł w 1998 roku.

Przez wiele lat Siorek był natchnieniem dla dziennikarzy, którzy korzystając ze zgromadzonych przez niego informacji, stali się współtwórcami regionalnych legend" – piszą Jacek M. Kowalski, J. Robert Kudelski i Zbigniew Rekuć w książce Lubiąż. Na tropach wojennych tajemnic". Opowieści majora odnaleźć można w dziesiątkach prasowych artykułów i wielu książkach. Za ich sprawą setki poszukiwaczy skarbów przetrząsa do dziś dolnośląskie podziemia. Nikt też nie podważył wiarygodności Archiwów Siorka". Ale czy to ważne? W końcu przyjemność dawana przez pogoń za tak fantastyczną imaginacją to również jest prawdziwy skarb.


http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/historia/3659207,wiadomosc-drukuj.html

Share this post


Link to post
Share on other sites
U mnie w mieście jeden taki z ogromnymi długami, ścigany przez windykatorów i komorników zawsze miał pare groszy na hazard, lotto... Wygrana mogła odmienić jego parszywy los...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Od 1956 roku wrak WILHELMA GUSTLOFFA był penetrowany przez polskich nurków. W latach 1970tych Polskie Ratownictwo Okrętowe zorganizowało na niego dużą wyprawę. Oficjalnie - aby rozeznać możliwości jego wydobycia lub pozyskania złomu. Faktycznie (o czym opowiadał mi były dyrektor PRO) spodziewano się znaleźć na nim cenne przedmioty, które z pewnością były zabierane w podróż przez ewakuowanych Niemców. Ekspedycja była nadzorowana przez MSW.
Nic nie znaleziono.
Wytłumaczeniem może być fakt, że wrak był do 1956 roku dokładnie, co sezon, obszukiwany przez Rosjan.

Share this post


Link to post
Share on other sites
„przyjemność dawana przez pogoń za tak fantastyczną imaginacją to również jest prawdziwy skarb”
Zgrabny artykulik na podstawie różnych forów eksploratorskich. A prawdy tam mało. Fakt był taki- był „pasjonata” Siorek, który był natchnieniem dla dziennikarzy. Siorek na tych swoich opowieściach robił kasę i popularność i to był jego ukryty skarb. Prócz Siorka byli i inni którzy mają duży dorobek w tworzeniu sensacyjnych historii.
„Nikt też nie podważył wiarygodności Archiwów Siorka – nikt ich tak naprawdę nie widział.

http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/historia/archiwum-stanislawa-siorka-prawda-czy-mit,1,3328914,wiadomosc.html

Share this post


Link to post
Share on other sites



×
×
  • Create New...

Important Information