Jump to content

Wikingowie w Polsce


Recommended Posts

Wikingowie w Polsce

Skarby kultury wikingów co roku wydobywane są spod łopat archeologów. Odkrycia ostatnich lat zmieniają wyobrażenia o powiązaniach Normanów i Słowian. Przybysze z Północy napędzali handel i szkolili piastowską armię.

Archeologiczne El Dorado ostatnich lat to m.in. Janów Pomorski, Wolin, Kałdus, Pień i Dziekanowice k. Lednicy. W miejscach tych ziemia kryła zabytki, które wyjawiają nigdzie nie zapisane sekrety życia i aktywności Skandynawów na ziemiach obecnej Polski. Kontaktów było więcej, niż uczy historia. Rozpoczynają się na przełomie VIII i IX w. Wikingowie walczą wówczas za pomocą... pieniądza. - Powstają ważne ośrodki handlowe jak dawne Truso, obecnie Janów Pomorski koło Elbląga – mówi prof. Leszek Słupecki, znawca dziejów Słowian i Skandynawów. – Znaczenie tego emporium wykraczało, podejrzewam, daleko poza środowisko lokalne.

Bursztynowe i srebrne depozyty, biżuteria, paciorki, pionki do gry, odważniki i fragmenty łodzi świadczą o potędze handlu i rzemiosła, które kwitło tu przed wiekami.

W Bardach, w okolicach Kołobrzegu zamieszkała grupa kobiet i mężczyzn. Chowali zmarłych w nieodległym Świelubiu. Wśród ozdób złożonych przez nich w kurhanach zwracał uwagę srebrny galon i supeł - części zdobień ekskluzywnego stroju; fibule z brązu podobne do luksusowych zapinek, które na Gotlandii i w środkowej Szwecji nosiły kobiety z wyższych sfer. Przybysze mogli pochodzić nawet ze środowisk królewskich, uważają naukowcy. Dlaczego szwedzkie elity osiedliły się niedaleko Kołobrzegu? - wiele pytań pozostaje otwartych.

Waleczni zbóje, żądni krwi barbarzyńcy i piraci - to najczęstsze skojarzenia dotyczące wikingów. Militarne wyczyny przesłaniają czasem inne aspekty ich bogatej kultury. Archeologia potwierdza, że byli nie tylko bohaterami wypraw wojennych, ale i ....artystami, rzemieślnikami, inicjatorami handlu, żeglarzami i odkrywcami nowych lądów. Zaskakiwali swą mobilnością. Długie łodzie jednego roku przecierały szlak do Bizancjum, w kolejnym widziane były u wybrzeży Grenlandii.

Wspólnie wojowali i żyli

Braterstwo krwi Normanów i Słowian przypada na wiek X i XI. Wówczas przybysze z Północy zapuścili się w głąb lądu. Rozwijające się państwo Polan potrzebowało silnej armii. Wikingowie służyli w wojsku pierwszych Piastów. Obecność ta nie musiała wynikać wyłącznie z relacji: ja cię najmuję, ty płacisz, ale rozgrywała się na płaszczyźnie czysto towarzyskiej. – Wybitni wojownicy ze Skandynawii służyli na dworach władców, szkoląc zapewne polskie oddziały – mówi dr Michał Kara z Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu. - Zamieszkiwali w centrach politycznych Polski oraz w strategicznych grodach na granicy. Żeniąc się ze Słowiankami, wtapiali się w miejscowe społeczeństwo. Nie musieli stanowić licznych grup, gdyż najważniejsze było ich bojowe doświadczenie. Powierzane im były odpowiedzialne zadania wojskowe.

Skandynawską broń odkryli archeolodzy m.in. w Luboniu i Łubowie w Wielkopolsce. Militaria wikingów kryła też ziemia w Lutomiersku pod Łodzią. Miecze, topory, groty strzał i włócznie, które wyszły z warsztatów mistrzów Północy, przechowywane są w Muzeum Archeologicznym w Poznaniu. Na Ostrowie Lednickim prezentowana jest największa wystawa uzbrojenia wikingów w Europie z X-XI w. Kolekcja została wyłowiona z dna jeziora, w miejscu przeprawy. Badacze przypuszczają, że na mostach doszło do krwawej walki. Skandynawscy i polscy wojownicy bronili wyspy przed armią czeskiego księcia Brzetysława w 1038 r.

Nie tylko pola bitew, ale i groby kryją cenne informacje. Wielkie nadzieje rozbudziło odkrycie dwóch pochówków w Dziekanowicach koło Ostrowa Lednickiego. – Utrzymane były w obrządku północnoeuropejskim, co wyróżniało je na tle kilku tysięcy miejscowych grobów z tego miejsca - mówi Jacek Wrzesiński, archeolog z Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy – Taki rytuał pogrzebowy charakteryzował Skandynawię przełomu X i XI w. W ten sposób mogli zostać pogrzebani wikingowie!

Zgodnie z tradycjami skandynawskimi chowani byli też zmarli w miejscowości Sowinki na obrzeżach Poznania oraz w Łubowie niedaleko Lednicy, w Pniu oraz Kałdusie na Ziemi Chełmińskiej. Komory grobowe przybyszów z Północy zawierały luksusowe wyposażenie, w tym drewniany talerz wykończony pozłacanymi okuciami z brązu. W Ciepłem koło Gniewu badacze natrafili na mogiły kobiet i mężczyzn z najwyższych warstw społecznych. Złożeni zostali w trumnach z metalowymi obiciami, a na ostatnią drogę wyposażeni w prawdziwe skarby: kolię ze złotymi i srebrnymi zawieszkami, paciorki z karneolu i kryształu górskiego, z zapięciami ze srebrnych płytek. W jednym z grobów leżał mężczyzna z atrybutami wojownika - mieczem i włócznią oraz jeźdźca: ostrogą, strzemieniem i wędzidłem. Obok ciała położono małą wagę z odważnikami. Czy był uzbrojonym kupcem skandynawskim , czy też kupcem - wojownikiem? – głowią się naukowcy. Jedno nie ulega wątpliwości: „Przedstawiciele elit wojowniczych z Północy weszli tu w układy ze słowiańskimi elitami chcącymi wykorzystać ich doświadczenia, które na pewno nie były ograniczone tylko do spraw militarnych” – stwierdza Władycław Duczko w dziele „Salsa Cholbergiensis” .

Miłość na najwyższym szczeblu

Kontakty nawiązywane były także na szczycie społecznej drabiny. Piastowscy i skandynawscy władcy zawiązywali pomiędzy sobą związki dynastyczne. Księżniczka Świętosława, córka polskiego księcia Mieszka I, a siostra Bolesława Chrobrego poślubiła, w 983 r., Eryka Zwycięskiego, szwedzkiego króla. Z tego związku narodził się Olof Skötkonung, który w wieku zaledwie 12 lat zasiadł na tronie. Piastówna, po śmierci pierwszego męża, dzieliła łoże z jeszcze jednym znakomitym Normanem – Swenem Widłobrodym, władcą Danii. Na świat wydała pięcioro potomków, w tym Kanuta Wielkiego, króla Anglii i Danii, który zasłynął jako twórca imperium Morza Północnego. Żona dwóch królów i matka dwóch królów została wypędzona z królestwa około 1002 r. Dopiero po śmierci męża w r. 1014 mogła liczyć na pomoc syna. Kanut – zdobywca Anglii sprowadził ją do siebie.

Inny królewski związek stał się kanwą sagi – gatunku średniowiecznej skandynawskiej literatury. Czytamy w niej, że pogrobowiec - syn Trygvy, Olaf poślubił Geirę, córę samego króla Búrizleifa, bohatera utożsamianego przez niektórych badaczy z Bolesławem Chrobrym. Romans sprzed 1000 lat relacjonuje wielka saga zwana „Krąg świata”, traktująca o historii królów Norwegii. Utwór opiewa życie i czyny wodza Olafa Trygvasona. Jarl był wychowywany na Rusi. Szybko sprzykrzył mu się osiadły tryb życia i już w wieku 12 lat miał podjąć pełen niebezpieczeństw żywot wikinga. Ostry wiatr pognał żeglarza do brzegów Wendlandii - nazywanej tak przez Skandynawów krainy Słowian, w 982 r. Gdy dowiedziała się o tym księżniczka Geira, zapragnęła ujrzeć przybysza. Norweski królewicz przyjął zaproszenie. Miłość od pierwszego wejrzenia połączyła obojga. Namiętny związek przerwała jednak śmierć księżniczki. Wdowiec wyruszył na wiking, topiąc ból we krwi wrogów. W 995 r. został królem Norwegii. Chociaż Olaf jest postacią historyczną, to badacze nie mają wątpliwości, że jego związek ze słowiańską królową jest tylko piękną baśnią.

Dramatyczne losy królowej Geiry nie tworzą jedynej opowieści o wspólnocie wikingów i Słowian. Teksty sag, podobnie jak rola przybyszów z Północy w naszej historii są niemal nieznane. Ich pobyt w państwie Polan był przed II wojną i za czasów PRL-u tematem politycznie niewygodnym. Obecność ludów germańskich na ziemiach polskich wykorzystywano do poparcia nacjonalistycznych tez.

- Dziś otwarcie mówimy o partnerstwie Normanów i Słowian. Spojrzeliśmy odważniej na sprawę. – tłumaczy Jacek Wrzesiński. – Dawniej odkryciom towarzyszył strach przed dominującą pozycją Skandynawów. Obecne przewartościowanie jest konsekwencją postępu badań.

Legendarny Jómsborg i kompas słoneczny

Czasy się zmieniły i wikingowie są znów na topie. Fascynacja ich kulturą schodzi pod strzechy. Festiwale wczesnośredniowiecznych odtwórców historii przeżywają oblężenie. Wikińskie imprezy słyną zarówno z krwistych pokazów walk, jak i rzemiosła. Na jedną z najsłynniejszą imprez w Europie – do Wolina przybywa co roku około 1,5 tysiąca uczestników. Wyspiarska stolica bywa utożsamiana z legendarnym Jómsborgiem – warownym obozem, w którym przed 1000 lat żyło elitarne bractwo Normanów. Byli zdyscyplinowaną męską wspólnotą, rządzącą się własnym kodeksem honorowym. Koszary drużynników opisuje „Jómsvikingasaga” napisana na przełomie XII/XIII w. na dalekiej Islandii. Niektórzy badacze podkreślają, że to wyłącznie źródło literackie, inni doszukują się w baśniowej wizji ziaren historycznej prawdy. Jómsvikingowie osadzeni tu z woli Bolesława Chrobrego mogliby pomagać polskiemu władcy kontrolować Wolin – największy ówczesny port nad Bałtykiem.

Jednym z założycieli Jómsborga miał być, przybyły z Walii, jarl Pálna-Tóki, który wraz ze swymi ludźmi zbudował potężnie umocniony gród. Do miasta należał port, do którego mogło wpłynąć trzysta sześćdziesiąt okrętów. Wejścia broniły żelazne wrota. Dzielnością wśród jómsborczyków zasłynął Olaf Trygvason – kochanek księżniczki Geiry i władca Norwegii. Po wielu latach od śmierci żony, przybył powtórnie do Jómsborga – mówi epos – szukając pomocy wśród dawnych towarzyszy przeciwko sojuszowi królów Danii i Szwecji. Wracając z posiłkami w roku 1000 napotkał połączone floty wrogich władców. Wywiązała się Bitwa Trzech Króli. U boku norweskiego władcy walczył niezrównany łucznik Einar. Rzecz niecodzienna – pękła mu cięciwa łuku. Wtedy miał powiedzieć: „Tak to, o królu rozpadło się twoje królestwo!” Olaf zginął. Z kart historii zniknęli też jómsvikingowie, którzy zdradzili w decydującym momencie bitwy. Tradycja utożsamiania Wolina z Jómsborgiem przetrwała. Od wieków toczy się spór, gdzie leżał legendarny Jóm i czy można go identyfikować z Wolinem.

– Dziś posiadamy nowe argumenty przemawiające za tym, aby legendarną siedzibę wikingów wiązać z Wolinem. Opieramy się na wynikach badań z najnowszych wykopalisk – stwierdza dr Błażej Stanisławski przez wiele lat prowadzący wykopaliska w Wolinie. – Odkryliśmy tu broń, pionki do gry w „Królewski Stół” - ulubioną rozrywkę wikińskich wojowników; biżuterię, naczynia z kamienia importowane z Norwegii, fragmenty wraków łodzi, tabliczkę z napisem runicznym, amulety – atrybuty skandynawskich bogów Thora i Vidara oraz inne zabytki z symbolem boga Odyna. Wszystkie znaleziska pochodzą ze schyłku X i początku XI w., co prawie idealnie odpowiada czasowi wydarzeń opisanych w sadze.

Ozdobą kolekcji są przedmioty zdobione w stylu Borre sztuki skandynawskiej, który był charakterystyczny dla wikingów żyjących w koloniach poza ojczyzną. Niezwykłe zabytki ornamentowane w stylu Ringerike i Mammen były przeznaczone dla elit skandynawskiej społeczności. Wydobyte z ziemi ozdobne rękojeści noży, łyżki, figurki łbów smoków skłaniają ku hipotezie, że w Wolinie działali w u schyłku X w rzemieślnicy ze Skandynawii, którzy stworzyli tu własną szkołę artystyczną. Wyroby ich rzemiosła są podobne do dzieł tworzonych na wikińskiej wyspie Mann. Badacze przypuszczają więc, że uzdolnieni artyści przybyli znad Morza Irlandzkiego, tak samo jak jómswikingowie.

Żaden z wolińskich skarbów nie może się jednak równać ... drewnianemu dyskowi odkrytemu przed 6 laty. – Jest to najprawdopodobniej kompas słoneczny, dzięki któremu wikingowie mogli żeglować przez ocean – tłumaczy Stanisławski. – To jedyny na świecie zachowany w całości okaz. Drugi – zniszczony został odkryty w 1948 r. na Grenlandii. Leif`Erricson, który odkrył Amerykę na 400 lat przed Kolumbem mógł kierować się wskazaniami takiego właśnie przyrządu nawigacyjnego.

Dla badaczy Wolin pozostaje jednak słowiańskim miastem, w którym przez pewien okres zamieszkiwała silna grupa Skandynawów. Bogactwo zabytków jest pozostawionym przez nich śladem.

W wykopach i pracowniach archeologów rodzi się świat równie fascynujący jak w poezji skaldów. Normanowie, którzy łupili Europę, stawali w pełnym rynsztunku, by bronić państwa Polan. W czasach pokoju żyli za pan brat z naszymi przodkami, produkując piękne przedmioty, niedościgniony wzór dla współczesnych jubilerów. Naszym wyborem jest, czy przyjmiemy pełnowymiarowy obraz wojów Północy czy też ulegniemy stereotypowi wikinga „z rogami” na hełmie…




Post został zmieniony ostatnio przez moderatora pomsee 22:49 17-07-2009
Link to post
Share on other sites
Według eksperta

O obecności i znaczeniu wikingów w państwie pierwszych Piastów opowiada prof. dr hab. Leszek Słupecki z Instytutu Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego, wybitny badacz dziejów wczesnośredniowiecznych Słowian i Skandynawów.


- Kiedy wikingowie pojawili się na ziemiach polskich?

- Można mówić o dwóch falach pojawienia się wikingów na południowym wybrzeżu Bałtyku. Podczas pierwszej z nich przypadającej na VIII i poł. IX w. powstają emporia wikińskie, czyli osady handlowe. Jednym z największych jest duńskie Hedeby u nasady Półwyspu Jutlandzkiego. Ważnym strategicznym punktem jest dawne Truso, czyli dzisiejszy Janów Pomorski koło Elbląga. W tym ośrodku na ziemi Prusów kwitł handel. Do tego emporium dotarł słynny podróżnik i kupiec anglosaski Wulfstan, podążając wikińskim szlakiem. Podejrzewam, że ów targ odgrywał rolę nie tylko w wymianie lokalnej, ale i dalekosiężnej – prowadził do Rzeszy Wielkomorawskiej.

- W jaki sposób wikingowie podróżowali najchętniej, zakładając osady, handlując i walcząc?

- Przede wszystkim wodą. Wykorzystywali stare szlaki rzeczne płynąc na przykład w górę Wisły do Krakowa i Wielkich Moraw. Pokonywali też morza i oceany.

- Kiedy do Polski pierwszych Piastów przybyła „druga fala” wikingów?

- Skandynawowie zaczęli ponownie napływać od początku X w. Można to dobrze prześledzić na przykładzie Wolina. Było to potężne miasto słowiańskie w dorzeczu Odry, w którym osiedliła się silna grupa Skandynawów. Liczne ślady ich obecności pojawiają się podczas wykopalisk archeologicznych.

- Podczas, gdy cała Europa drżała przed krwiożerczymi barbarzyńcami, Normanowie poddawali się rozkazom władców piastowskich...

- Rozkwit państwo Polan datujemy na lata 40. X w. Było to państwo bardzo ekspansywne, potrzebujące walecznej i lojalnej drużyny. Skandynawowie byli chętnie widziani na polskim dworze. Służyli w armii Mieszka I i Chrobrego, z odsieczą przyszli też Kazimierzowi Odnowicielowi.

- Dawniej popularny był pogląd, że to wikingowie założyli państwo polskie i że drużynę Mieszka zdominowali Skandynawowie.

- Drużyna Mieszka była drużyną Polan, nie Skandynawów. Wikingowie stanowili jednak jej część.

- Jaki status mieli przybysze z Północy w piastowskim państwie ?

- Od najpospolitszych wojowników po czempionów! Angażowani byli wyborowi wojownicy, tacy „rębajłowie”. Nieliczne ślady wskazują też na znamienitych gości, którzy przybywali tu ze swoją drużyną. Cieszyli się statusem najwyższych dostojników i dowódców. Możny ród Awdańców pochodził ze Skandynawii. Etymologia ich nazwiska wywodzi się od skandynawskiego słowa „audr”, czyli „skarb”. Mężowie tej familii zachowali tradycję nadawania imion skandynawskich. Innym przykładem jest komes Magnus – imiennik norweskiego króla – grododzierżca wrocławski.

- Jest Pan znanym badaczem sag. Czy te awanturnicze eposy – baśnie można traktować na poważnie?

- Traktuję je jako legendę, która mogła być odzwierciedleniem jakiejś rzeczywistości.

http://portalwiedzy.onet.pl/4869,17375,1544535,1,czasopisma.html
Link to post
Share on other sites
Niestety jest to najnowszy numer i na stronie Archeologii Żywej są tylko zajawki" artykułów, a skaner mi się schrzanił:( Jest jeszcze do kupienia w kioskach, na upartego można przeczytać w empiku.
Pozdrawiam
Link to post
Share on other sites
Dokładnie tak, do tego doszły później dalsze fale migracji ludności skandynawskiej. Jest także teza, iż około 25% herbów pochodzi od oznaczeń runicznych, a duża część szlachty mazowieckiej może pochodzić od Normanów. Ponadto jest informacja o odnalezionym w Czersku k/Warszawy XII w. pochówku komesa Magnusa, którego pogrzebano na sposób normański, w zbroi i z mieczem.
Link to post
Share on other sites
Fragment w/w wywiadu ze Zdzisławem Skrokiem:

“Nie zgadzam się z poglądem, że z kręgu lokalnych „królików” plemiennych nagle wyłonił się jeden, który nagle doznał „olśnienia” i zaczął innych podbijać, palić, zniewalać. Sądzę, że była to interwencja z zewnątrz, o czym może świadczyć ważna analogia do Państwa Wielkomorawskiego germańskiego Samona – pierwszego państwa słowiańskiego, gdzie widać wyraźnie, że od początku samym Słowianom zupełnie nie wychodzi organizacja polityczna. Słowianie potrafili walczyć, byli zaciekli w boju, natomiast by się zorganizować, potrzebni byli Awarowie, albo trzeba było podłączyć się pod Germanów. Taka historia wbrew pozorom wcale nie pomniejsza wielkości Polaków jako narodu. To, co rzeczywiście jest ważne, to fakt, że nasze państwo w ogóle powstało – zbudowaliśmy jakość polityczną, która po prostu przetrwała. Kwestia tożsamości narodowej to już inna sprawa, bo przecież nie możemy zapominać, że języki zachodnio- słowiańskie zaczęły się różnicować dopiero w XIII wieku, zatem do tego momentu nie możemy mówić o tożsamości narodowej we współczesnym rozumieniu. Równocześnie odrzucam to, że Mieszko – „wielki pan” z relacji Ibrahima ibn Jakuba, za wielkie pieniądze zafundował sobie wielotysięczną drużynę. To byli ludzie najemni, którzy przybyli z Rusi Kijowskiej, tu się osiedlili, stąd dość szybko brali sobie żony, ten kraj uznali za swoją ojczyznę. Ten cały mechanizm zaczął funkcjonować, ale ta pierwsza iskra – impuls, musiała być jedna, i była to iskra zewnętrzna. Zresztą zapewne potwierdzi to zbadanie szerokiego przekroju genetycznego mieszkańców Polski – my w sposób oczywisty jesteśmy mieszaniną tak germańskiej, jak i koczowniczej wschodniej krwi, być może tatarskiej, i to nam wcale nie przynosi ujmy.”
Link to post
Share on other sites
Po II Wojnie Światowej władze radzieckie postawiły przed polskimi naukowcami odpowiedzialne zadanie: udowodnienie, że kultura przeworska to nie kultura Wandalów (jak chcieli naukowcy niemieccy), a kultura słowiańskich Wenedów.
Do dziś nikt nie odważył się wyjaśnić obecności nazwisk największych autorytetów naukowych polskiej archeologii na Liście Wildsteina: Józefa Kostrzewskiego – IPN BU 001102/1051 oraz Zdzisława Rajewskiego – IPN BU 001043/1234.
Zdzisław Skrok tak opisuje problem wysługiwania sie naukowców politykom (na Zachodzie nazywa się to “Junk Science”):
Po uzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku, archeolodzy polscy, starali się wykazać odwieczną słowiańskość ziem nad Odrą i Wisłą. (…) „Klęska III Rzeszy położyła kres niemieckiej narodowej archeologii, a konferencja poczdamska zagwarantowała Polsce taki zasięg zachodniej granicy, o jaki przed wojną zabiegali polscy narodowi archeolodzy. Wydawało się więc, że będzie to kres polsko-niemieckiego sporu o narodowe starożytności. Nic takiego jednak się nie stało. Polscy archeolodzy uznali, że nadal mają pełne ręce roboty, a naród oczekuje od nich udowodnienia sobie i światu, że ponad wszelką wątpliwość Ziemie Odzyskane rzeczywiście są odzyskane – tzn. że kiedyś do Polski i Polaków należały. Propagandowe korzyści tego programu szybko też dostrzegli przedstawiciele nowej, nadanej z Moskwy władzy, zabiegający o społeczne poparcie. Wśród niewielu płaszczyzn porozumienia, ta rokowała najlepsze perspektywy. Bo to władza ludowa “załatwiła” w końcu to, czego przedwojenna burżuazyjna władza nie była w stanie uczynić, dołączyła do państwa polskiego “odwiecznie piastowskie ziemie”. To były argumenty trafiające do wielu Polaków mających świeżo w pamięci okupacyjną gehennę. Przy okazji odwracano w ten sposób uwagę Polaków od terenów utraconych na wschodzie.
(…) Jak dawniej prowadzili spór z uczonymi niemieckimi, widzącymi na tym obszarze prakolebkę Germanów. Jednak po wojnie uczeni niemieccy niechętnie wdawali się w tego rodzaju dywagacje. Dzięki temu jednak archeolodzy w naszym kraju, jako obrońcy narodowej i socjalistycznej racji stanu, mieli wysokie notowania, państwo nie szczędziło pieniędzy na ich wykopaliska, a najbardziej zasłużeni w tej batalii mogli liczyć na profesorskie tytuły, funkcje dyrektorskie w rozbudowanych instytutach PAN, godności redaktorów naczelnych liczonych i otaczanych szacunkiem periodyków naukowych. Z czasem obrona “odwiecznych praw Polaków” do ziem nad Odrą stała się najpewniejszą drogą do naukowych karier i wygodnych posad. Umysłowe ograniczenie, jawny oportunizm, oczywista prywata w tym przypadku tylko sprzyjały sukcesowi. Tak było do końca PRL-u, a spadek tego trwa po dziś dzień. Idea narodowej archeologii, wykorzystująca argumenty z przeszłości na rzecz współczesnej, doraźnej ideologii, ostatecznie przepadła w lamusie naukowych pomyłek i uzurpacji.
Z. Skrok: „Choć odchodzi ona z ociąganiem i ciągle pojawiają się jej reminiscencje – jak ów tekst ogłoszony przez ucznia Józefa Kostrzewskiego – Tadeusza Malinowskiego na łamach “Archeologii Środkowego Nadodrza” w 1998 roku. Dowiadując się, że nawet archeolodzy zatrudnieni w muzeum w Biskupinie zrezygnowali z prasłowiańskiego rodowodu tego osiedla, chłoszcze zdrajców: “bardzo wymowne – powiada – że Muzeum w Biskupinie, które odrzuciło pogląd o prasłowiańskich mieszkańcach tamtejszego grodu z wczesnej epoki żelaza ściśle współpracuje z archeologicznymi instytucjami niemieckimi”. I dopowiada: “nietrudno zauważyć, że stanowiska takie reprezentują przede wszystkim beneficjenci niemieckich stypendiów naukowych oraz autorzy publikacji sponsorowanych przez Niemców”.
Duch Kossinny i niemieccy rewizjoniści są nieśmiertelni, a “archeologia narodowa” nadal święci triumfy.

http://archeowiesci.wordpress.com/2009/06/30/w-najnowszej-archeologii-zywej/
Link to post
Share on other sites
Teza o tym, że jakaś część Gotów lub innych plemion germańskich mogła pozostać na obecnym terenie Polski aby potem roztopić się w słowiańskim tyglu" jest bardzo prawdopodobna.
Np. na Krymie potomkowie Gotów utrzymali się do końca XVIII w. zachowując swój język. Ich kres nastąpił w wyniku działania Katarzyna II, która w 1779 r. nakazała przesiedlenie chrześcijan z Krymu do dzisiejszego Żdanowa. Rozkaz wykonał znany nam dowódca wojsk rosyjskich - Aleksander Suworow. Od tej pory źródła ucinają się. Wolno przypuszczać, iż przez długi czas potomkowie germańskich plemion używali swojego języka i pielęgnowali tradycje.
Link to post
Share on other sites
Na fakt, że ziemie, na które przybyli Słowianie nie była bezludną a częściowo zamieszkałą wskazują też dowody lingwistyczne.
Np. nazwy większości rzek w Polsce nie są pochodzenia słowiańskiego. Tak więc poprzedni mieszkańcy naszych ziem, których nie było chyba tak mało musieli przekazać przybyszom nazwy rzek, które używali a ci przyjęli je jako swoje.
Link to post
Share on other sites
Cyt:
resztą z nami w ogóle jest ciekawie. Podczas gdy wiele populacji słowiańskich praktycznie nie różni się od siebie genetycznie, my wyraźnie różnimy się od innych Słowian. Źródła historyczne mówią, że nasze ziemie na początku naszej ery zamieszkiwali Wenedowie, być może to nasi genetyczni przodkowie?"
http://wyborcza.pl/1,75476,6864770,Wszystkie_geny_Kaszubow.html

O Wenedach:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wenedowie


Post został zmieniony ostatnio przez moderatora pomsee 16:24 28-07-2009
Link to post
Share on other sites
Pomsee , skąd wytrzasnąłeś tego Skorka ?
Kolejny ( tu słowo mało uprzejme) co nie uważał na lekcjach historii i zdaje mu się że łup cup buch historia państwa Polan zaczyna się od Mieszka I..
Link to post
Share on other sites
  • 2 weeks later...
Erih z pewnością nie przeczytałeś wywiadu z Z. Skrokiem, a jak przeczytałeś, to pewnie nic z tego nie zrozumiałeś. Kulturalni ludzie nie dyskutują o osobach, tylko o ich poglądach.
Poczytaj także sobie o genezie Rusów.
Poczytaj sobie również Ruś Wikingów prof. W. Duczko.
I jak skończysz jakiś historyczny fakultet, to dopiero krytykuj poglądy innych. Poglądy, a nie osoby.
A od Mieszka I to zaczynają się źródła pisane, a nie historia Polan.
Link to post
Share on other sites
Dodam jeszcze, że Z. Skrok, jako archeolog nie zatrudniony na etacie w żadnej placówce naukowej [autor wielu książek archeologicznych], ma odwagę wypowiadać to, czego większość polskich archeologów nie ma odwagi wyartykułować, bojąc się o swoją pracę.
No bo gdzie polski archeolog znajdzie pracę, a taksówce"? :)
Link to post
Share on other sites
  • 3 weeks later...
O genezie Rurykowiczów to ja czytałem lat temu sporo. To że na Rusi sytuacja tak się przedstawiała jak się przedstawiała , nie oznacza z automatu że tak było i po naszej stronie Wisły.
Zaś co do allochtonistów to ich hipotezy są bardzo słabo podbudowane i w zasadzie na dzień dzisiejszy nieaktualne- przez ostatnie naście lat sporo wykopano . Żadne agresywne wystąpienia tego nie zmienią.
PS Państwo Samona to nie państwo Wielkomorawskie a budowa państwa Polan zaczęła się wcześniej niż penetracja skandynawska.
Zaś posługiwanie się w dyskusji historycznej listą Wildsteina jest poniżej wszelkiego niżej .
Link to post
Share on other sites
...a budowa państwa Polan zaczęła się wcześniej niż penetracja skandynawska...

która penetracja skandynawska?

czyli podpowiadam, że można rozpatrywać migracje PN ->PD jako pewien proces ciągły, tradycyjny, uzależniony od warunków w siedzibie macierzystej...
Link to post
Share on other sites
W IV wieku żadnych mieczy wikińskich" nie było , bo nie było i chodzenia na wiking... Ten okres to właśnie czasy wędrówek ludów... A mianem mieczy wikińskich" podówczas określano wszelkie miecze w typie zachodnioeuropejskim ...
Co ciekawe- Skandynawowie w IX-X wieku importowali głownie ..
Link to post
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.



×
×
  • Create New...

Important Information