Skocz do zawartości

bodziu000000

Użytkownik forum
  • Zawartość

    64 102
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    508

Zawartość dodana przez bodziu000000

  1. https://portal-mundurowy.pl/index.php/item/9738-wydatki-w-budzecie-mon-na-prace-badawczo-rozwojowe-siegaja-dna "Wydatki w budżecie MON na prace badawczo-rozwojowe sięgają dna Na początku czerwca Ministerstwo Finansów opublikowało informacje na temat wykonania budżetu państwa za ubiegły rok. Wynikają z nich dwie tendencje. Jedna jest pozytywna, bo rosną wydatki majątkowe decydujące o programie modernizacji sił zbrojnych, głównie na zakupy sprzętu wojskowego za granicą, a druga negatywna - maleją środki na prace badawczo-rozwojowe związane z obronnością. W ubiegłym roku stanowiły one zaledwie jedną piątą wydatków zaplanowanych w budżecie MON. 214 mln zł na B+R zamiast miliarda zł Ta niekorzystna tendencja utrzymuje się od kilku lat. Zgodnie z art. 7 ustawy o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych RP, na badania naukowe i prace rozwojowe w dziedzinie obronności państwa należy przeznaczyć nie mniej niż 2,5 proc. budżetu obronnego państwa. Kiedy zatwierdzono ubiegłoroczną ustawę budżetową była to dokładnie kwota 1.030,4 mln zł. W połowie listopada 2018 r. wiceminister obrony narodowej Wojciech Skurkiewicz, w odpowiedzi na interpelację poselską Anny Siarkowskiej (PIS) poinformował, że na prace badawczo-rozwojowe w dziedzinie obronności MON wyda prawie 400 mln zł. Te środki miały pójść na realizację 107 projektów badawczych, w tym: 63 nadzorowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, 18 - w ramach Europejskiej Agencji Obrony oraz 27 - krajowe. Z tej uszczuplonej znacznie kwoty dotacja na NCBR w 2018 r. miała wynieść 204 mln zł. Okazuje się, że w 2018 r. na prace badawczo-rozwojowe (B+R) wydano jedynie 214,0 mln zł, w tym na potrzeby NCBR przeznaczono zaledwie 108 mln zł, o czym jako pierwszy napisał dziennikzbrojny.pl. Stanowiło to zaledwie 20,8 proc. tego co zgodnie z ustawą zaplanowano w budżecie MON (w sumie była to kwota 41,144 mld zł, ale w rzeczywistości wydano znacznie więcej, bo 42,528 mld zł). Ten nadzwyczajny przyrost środków wynikał z faktu, że rozwój gospodarczy był wyższy niż zakładano. Ponieważ na wydatki obronne przeznaczono w ubiegłym roku 2 proc. PKB z 2018 r., to dodatkowe środki zasiliły wojskową kasę, ale nie na prace badawczo-rozwojowe. Niekorzystna tendencja Innymi słowy, tylko w ubiegłym roku budżet MON zaoszczędził na badaniach i rozwoju 816 mln zł. Ta tendencja utrzymuje się od kilku lat. W 2017 r. na B+R przeznaczono niecałe 39 proc. zaplanowanych środków. W tym roku może być jeszcze gorzej, bo doszła niespodziewana „trzynastka” dla emerytów wojskowych, którą sfinansowano z oszczędności w budżecie MON. Jeszcze przed uchwaleniem tegorocznego budżetu państwa, resort obrony narodowej zaplanował 523 mln zł na prace badawczo-rozwojowe, w tym 200 mln zł stanowiła dotacja dla NCBR. To już historia, bo narzekania na oszczędności w jednostkach, instytucjach i instytutach wojskowych są powszechne. Rezultatem tych oszczędnościowych działań są opóźnienia, a nawet wstrzymanie realizacji wielu projektów z zakresu obronności. Powodem - jak wyjaśniał to wiceminister Roman Skurkiewicz, było niedookreślenie rzeczywistych potrzeb rozwojowych w ramach faz analityczno-koncepcyjnych”. Innymi słowy wojsko nie bardzo wie czego potrzebuje. Jak duża była to skala świadczy fakt, że opóźnienia związane z trudnościami w uzgodnieniu wstępnych założeń taktyczno-techniczne (WZTT) objęły w resorcie obrony narodowej połowę projektów, które są dofinansowane z NCBR i powinny zakończyć się w 2018 r. Niektóre z nich wypadły całkowicie (m.in. nowy kołowy transporter opancerzony czy też autonomiczne platformy nawodne służące patrolowaniu granic morskich). Inne po dłuższym okresie odblokowano m.in. projekt pt. „Wóz wsparcia bezpośredniego (WWB)”, który może stanowić ważny element w systemie uzbrojenia pomiędzy KTO Rosomak z uzbrojeniem 30 mm, a czołgiem Leopard o masie 53 ton i porównywalnej sile ognia. Kontynuowana jest też budowa prototypu nowego, bojowego pływającego wozu piechoty Borsuk. Jednak przy niespodziewanych cięciach na szybkie wdrożenie potrzebnych rozwiązań nie ma co liczyć. Potrzeby bieżące przeważają nad długofalowymi Decydenci często zapominają, że droga od pomysłu do wdrożenia bywa długa i kręta. Od akceptacji wstępnych założeń taktyczno-technicznych do budowy prototypu, przebadania go i wdrożenia do produkcji trwa zazwyczaj 4-5 lat, a często i dłużej. Do tego dochodzą dwa lata od podpisania kontraktu na rozpoczęcie produkcji seryjnej do pierwszych dostaw. Pomimo tego, że opracowanie, w ramach prac badawczo-rozwojowych, nowych produktów i nowych wzorów sprzętu wojskowego jest procesem złożonym i czasochłonnym, obarczonym sporym ryzykiem, to jednak trudno sobie wyobrazić zaniechanie tego typu prac. Wygląda na to, że w resorcie obrony narodowej przeważa koncepcja stopniowej rezygnacji z opracowania własnych technologii, które gwarantują pełny dostęp do danych wrażliwych jak np. kodów źródłowych, algorytmów sterujących i innych krytycznych elementów zinformatyzowanego sprzętu wojskowego na rzecz zakupów gotowego sprzętu, głównie za granicą. Świadczą o tym dane z realizacji ubiegłorocznego budżetu. Całkowite wykonanie w 2018 roku wydatków majątkowych, czyli na zakupy sprzętu i uzbrojenia, prace badawczo-rozwojowe i inwestycje wyniosło 13.202,1 mln zł, co stanowi 116,6 proc. kwoty zapisanej w ustawie budżetowej. pozwoliło to na uzyskanie wskaźnika udziału wydatków majątkowych w łącznych nakładach na obronność na poziomie 31 proc. To jest znacznie więcej niż ustawowe 20 proc. minimum, ale grubo poniżej 2,5 proc. wydatków przewidzianych na badania i rozwój. Wygodna formuła finansowa W ramach wydatków majątkowych finansowane były głównie wydatki zawarte w centralnych planach rzeczowym, w tym w Planie Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP. Najwięcej, bo ponad 5,4 mld zł, wydano na program „Wisła”, czyli tarczę rakietową średniego zasięgu. Pomimo, że dostawy tego uzbrojenia są przewidziane na rok 2022, to już w pierwszym roku podpisania umowy wydano na nią ponad 30 proc. Jest to wygodny sposób finansowania w sytuacji gdy inne postępowania nie zostały zamknięte i trzeba byłoby zwracać środki do budżetu centralnego. A tak MON może się pochwalić, że budżet na modernizację techniczna sił zbrojnych został zrealizowany w stu procentach, a wydatki majątkowe są najwyższe w historii. Pojawia się pytanie dlaczego z tego przyrostu korzystają amerykańskie koncerny kosztem polskich naukowców i inżynierów? Jeśli to tego dodamy płatności za zakup amerykańskich samolotów Boeing dla najważniejszych osób w państwie, to okazuje się, że ok. 85 proc. kwoty na uzbrojenia kupowane za granicą zostało wydanych w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem do polskiego przemysłu obronnego trafia od kilku lat taka sama kwota (ok. 4 mld zł). Z przyrostu wydatków na obronność polskie firmy, zwłaszcza prywatne niewiele korzystają. Co prawda kupujemy coraz bardziej zaawansowane i kosztowne systemy uzbrojenia, którego nasze firmy nie są, i w przewidywalnej przyszłości nie będą w stanie wyprodukować, ale dlaczego nie tworzy się strategicznych programów dotyczących obronności? Przed laty z zaniechanego programu „Loara” wykluły się takie rozwiązania jak np. artyleryjski system przeciwlotniczy z armatami kalibru 35 mm czy też wersja morska Okrętowego Systemu Uzbrojenia OSU-35, nagrodzona Defenderem na XXVI MSPO w Kielcach oraz w konkursie „Innowacje dla Bezpieczeństwa i Obronności” . Na razie jest tylko jeden program z prawdziwego zdarzenia dotyczący nowego systemu uzbrojenia i obrony w zakresie energii skierowanej, realizowany przez NCBR. Czy przyszłość polskiej zbrojeniówki będzie oparta tylko na serwisowaniu zagranicznego sprzętu? "
  2. https://www.rp.pl/Konflikty-zbrojne/190619979-Japonia-Katastrofa-F-35-Przyczyna-dezorientacja-pilota.html "Japonia: Katastrofa F-35. Przyczyną dezorientacja pilota Japońskie siły powietrzne poinformowały, że dezorientacja przestrzenna prawdopodobnie spowodowała, że w kwietniu jeden z pilotów wpadł do Pacyfiku. Maszyna uderzyła w wodę z prędkością ponad 1100 km/h. Myśliwiec F-35 i jego pilot, major Akinori Hosomi, zaginęli w trakcie lotu szkoleniowego wykonywanego z bazy lotniczej Misawa. Przed zniknięciem maszyny z radarów Hosomi, doświadczony pilot, który miał za sobą 3200 godzin lotu, poinformował kolegów z eskadry, że będzie musiał przerwać lot szkoleniowy. Do 3 maja odnaleziono tylko fragmenty ogona maszyny. Dopiero niemal miesiąc po zaginięciu samolotu znaleziono fragmenty rejestratora parametrów lotu. Resort obrony Japonii nie ujawnił na jakiej głębokości znaleziono fragmenty maszyny. Podkreślono natomiast, że poszukiwania kolejnych elementów wraku nadal będą prowadzone. Japońskie siły powietrzne (JASDF) wydały komunikat w sprawie katastrofy. Do wypadku doszło prawdopodobnie w wyniku stanu zdrowia pilota. Major Hosomi miał mieć silne zawroty głowy i nie był świadomy swojego stanu. Podkreślono, że wojsko nie traktuje tego jako błędu pilota. Nic nie wskazuje na to, by były jakiekolwiek problemu z maszyną. Po katastrofie F-35 Japonia uziemiła wszystkie posiadane przez siebie samoloty F-35 (Japonia ma ich 12). Do japońskich sił powietrznych ma trafić jeszcze 147 kolejnych maszyn tego typu."
  3. https://www.money.pl/gospodarka/wot-sie-zbroi-duchowo-terytorialsi-rekrutuja-ksiezy-6388990572726401a.html "WOT się zbroi… duchowo. Terytorialsi rekrutują księży Już dziś w Wojskach Obrony Terytorialnej służy 15 księży katolickich. W trakcie przygotowania do służby jest kolejnych 8, a docelowo może być ich nawet 35 – po jednym duchownym na każdy batalion. Posługę kapłańską w polskiej armii zapewnia obecnie w sumie 123 rzymskokatolickich kapelanów, z czego 109 to żołnierze zawodowi. Ich liczba od 2015 roku nie uległa znaczącej zmianie. Od ubiegłego roku w armii przybyło zaledwie dwóch księży-żołnierzy zawodowych i jeden duchowny będący pracownikiem cywilnym. To jednak się zmieni, a stan duchowny w armii już w najbliższym czasie wzrośnie. Księży rekrutuje bowiem powołana jeszcze przez ministra Antoniego Macierewicza i funkcjonująca od 2017 Obrona Terytorialna. - Służbę w OT pełni obecnie 15 kapelanów (13 jest żołnierzami, dwóch jest w służbie cywilnej). Aktualnie w trakcie procedury przyjęcia jest ośmiu księży – poinformował money.pl ks. płk. Zbigniew Kępa, rzecznik prasowy Ordynariatu Polowego. Tetrytorialsi zbroją się duchowo Duchowni uprawnienia do posługi kapłańskiej w armii otrzymują od biskupa polowego i to przed nim odpowiadają za pracę duszpasterską. Nim jednak księża włożą kamasze, ich zdolność do podjęcia służby określają dodatkowo instytucje wojskowe. Kapelani muszą spełnić bowiem takie same wymagania jak pozostali żołnierze. Kończą również specjalne kursy oficerskie dla "kandydatów na kapelanów". Do ich obowiązków należy m.in. organizowanie wszelkich uroczystości religijnych i patriotyczno-religijnych, udzielanie sakramentów żołnierzom, ale też dbałość o postawę etyczną i patriotyczną żołnierzy. Docelowo księży w Wojskach Obrony Terytorialnej ma być co najmniej 35, czyli dokładnie tylu, ile batalionów liczy WOT. Z koloratką na żołdzie Ile zarabia ksiądz w armii? Okazuje się, że ich pensje podstawowe są wyższe od średniej krajowej. Kapelanom przysługują bowiem takie same pieniądze, jak poszczególnym żołnierzom. Oczywiście mowa tu o tych, którzy są zawodowymi żołnierzami. - W brygadach OT pełni służbę 13 kapelanów będących w służbie stałej. Z tytułu tej służby nie pobierają oni dodatkowego uposażenia – podkreślił ks. płk. Zbigniew Kępa. Potwierdza to również MON – księża ci nie otrzymują specjalnych dodatków przeznaczonych wyłącznie dla nich. O jakich więc pensjach mówimy? Pisaliśmy już o tym na łamach money.pl, przy okazji pensji w armii. Z informacji przekazanych nam przez resort obrony, kapelan w stopniu podporucznika może liczyć na 5520 zł brutto bez dodatku za długoletnią służbę wojskową. Wraz z awansem uposażenie oczywiście odpowiednio rośnie. I tak np. ksiądz kapitan wraz z 9-proc. dodatkiem za długoletnią służbę wojskową zarabia od 5995 zł, major – wraz z 15-proc. dodatkiem otrzyma blisko tysiąc zł więcej – 6911,50 zł. Stopień podpułkownika wojska polskiego to już pensja sięgająca 8 tys. zł (7925,40 zł wraz z dodatkiem za długoletnią służbę wojskową w wysokości 19 proc.), a ksiądz pułkownik zainkasuje wraz z 27-proc. dodatkiem za lata służby wojskowej 10998,20 zł."
  4. https://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1415973,zakup-mysliwcow-f-35-spowolni-inne-programy-modernizacyjne-wojska.html "Twarde lądowanie F-35. Zakup myśliwców spowolni inne programy modernizacyjne wojska Zakup samolotów piątej generacji podniesie nasze zdolności bojowe, ale spowolni inne programy modernizacyjne w wojsku. Procedura zakupu samolotów F-35 wchodzi w decydującą fazę. – Wysłaliśmy LOR, a więc zapytanie ofertowe do naszych partnerów ze Stanów Zjednoczonych w sprawie 32 samolotów wielozadaniowych F-35 A. To jest zadanie, które traktuję priorytetowo. Zależy mi na tym, aby postsowiecki sprzęt w lotnictwie został zastąpiony przez najnowocześniejszy – mówił niedawno minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. LOR oznacza, że teraz piłka jest po stronie Amerykanów. Na sprzedaż sprzętu zgodę musi wyrazić Kongres. Nie wiadomo, czy wydarzy się to jeszcze przed wakacjami, ale przy tej okazji poznamy maksymalną cenę zakupu. Jednak nie należy się do niej przywiązywać, gdyż w praktyce jest ona zwyczajowo znacznie niższa. Później administracja amerykańska przyśle nam ofertę, nad którą będzie można pracować, wprowadzać zmiany (m.in. rezygnować z części samolotów) i ostatecznie podpisać umowę. Wydaje się jednak, że szanse na to, by podpisać ją w czasie planowanej wizyty prezydenta Donalda Trumpa w Polsce 1 września, są minimalne. – Nie zdziwiłbym się, gdy podpiszemy wówczas jakiś list intencyjny. Tak jak to już wcześniej było robione – mówi DGP jeden z wysokich rangą wojskowych. Listy intencyjne mają jednak to do siebie, że wcale nie muszą się przełożyć na konkretny zakup. A po wyborach do Sejmu i deklaracji Amerykanów dotyczącej tego, w jaki sposób zwiększą zaangażowanie militarne w Polsce, zapał w polskim resorcie obrony do tak dużego zakupu może nieco spaść. Jeśli jednak dojdzie on do skutku, to nabytek ten będzie miał konsekwencje na różnych poziomach. Samoloty F-35 radykalnie zwiększą polskie zdolności bojowe. Te maszyny są trudne do wykrycia dla przeciwnika i roztropnie użyte mogą zapewnić dużą przewagę na polu walki. I to mimo głosów krytyki, że nie będziemy w stanie wykorzystać wszystkich jego możliwości. W tym wypadku zresztą trudno winić samą maszynę – to wynika raczej z nieprzygotowania reszty uzbrojenia w wojsku do współpracy z tak nowoczesnym sprzętem jak F-35. Niestety doświadczenia historyczne pokazują, że tak duże programy modernizacyjne… znacznie spowalniają inne zakupy. Doskonałym przykładem jest choćby program obrony polskiego nieba średniego zasięgu – Wisła, czyli zakup systemu Patriot, którego pierwsza faza (kupno dwóch z ośmiu baterii i dużej części pocisków) kosztuje netto prawie 17 mld zł. Opóźnienia w innych zakupach wynikają m.in. z tego, że Wisła kupowana jest w ramach procedury Foreign Military Sales, czyli od amerykańskiego rządu. To oznacza, że praktycznie w dowolnym momencie możemy wydać na patrioty dodatkowe pieniądze, których nie udało się przeznaczyć na inne programy. Na koniec ubiegłego roku był to dodatkowo prawie miliard złotych. Świadomość, że i tak zrealizujemy budżet, oznacza mniejszą mobilizację wojskowych urzędników w innych programach. Z drugiej strony staje się coraz bardziej prawdopodobne – nawet dla rządzących, że nie stać nas na wszystko. Wydaje się, że jednym z gwoździ do trumny programu zakupu okrętów podwodnych był właśnie wydatek na system Patriot. Teraz druga, droższa faza Wisły najpewniej stanie się ofiarą zakupu samolotów F-35, czyli programu Harpia. Szacunkowy koszt 32 takich statków (w wersji, która pojawiła się w resorcie obrony) to prawie 30 mld zł. A nie obejmuje on rozbudowy infrastruktury, którą mamy przygotowaną pod wychodzące wkrótce ze służby Migi 29, czy najbardziej obecnie nowoczesne w naszym wojsku F16. Nawet jeśli na początek (co jest bardzo prawdopodobne) kupimy 16 samolotów F-35, koszty i tak będą duże. Patrząc na plany obecnego kierownictwa MON, widać, że w najbliższym czasie nie jest również planowana budowa nowych okrętów. I to mimo rytualnych zapowiedzi ministra Błaszczaka, że z niczego nie rezygnujemy. Potencjalną ofiarą Harpii może też paść Kruk, czyli program zakupu śmigłowców bojowych. Obecne kierownictwo kupiło dwa razy po cztery sztuki śmigłowców, ale potrzeby wojska są znacznie większe. Niejasna jest także przyszłość choćby kontynuacji programu Rak, czyli zakupu samobieżnych moździerzy, które są produkowane przez Polską Grupę Zbrojeniową. Zakup F-35 to dla PGZ zła wiadomość. – Złożyliśmy nasze propozycje, gdzie moglibyśmy współpracować, ale tak naprawdę nie liczymy na nic – mówi DGP jeden z członków zarządu firmy. Pojawiające się w mediach sformułowania, że w związku z ochłodzeniem na linii USA – Turcja i brakiem jasności, czy Stany zgodzą się na sprzedaż F-35 temu państwu, „mamy szansę na przejęcie części tureckiego zaangażowania przemysłowego w program” nie mają oparcia w rzeczywistości. Przy obsłudze tych samolotów możemy liczyć na takie kwestie jak np. pompowanie kół. Będzie to problematyczne dla zakładów, które teraz obsługują Mig-29, bo nagle zostaną bez zamówień od MON. Jeśli do tego dojdzie dalsze odsuwanie w czasie decyzji o programie Narew, to może się okazać, że Harpia mimo że wzmocni nasze zdolności bojowe, dla państwowej zbrojeniówki będzie bardzo niebezpiecznym drapieżnikiem."
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie