Siedzi Czukcza w okopie na Zaporożu. 30 metrów dalej siedzą Ukraińcy. Nagle od strony ukraińskiej słychać:
-Heeej, Alosza!
Alosza się wychyla z okopu, ale zanim zdążył zawołać:
-Szto???
to już leży z dziurą w głowie. A tu znowu:
-Heeej Grigorij!
i bum, Grigorij zasila grono prawosławnych aniołków.
A Czukcza siedzi w kącie okopu, cały się trzęsie ze strachu, że aż mu zęby dzwonią i cichutko powtarza:
-Żeby tylko nie zawołali: Heeej Kulumburgaj!