Nie to nie jest dziwne, jeśli się mieszka na wsi i widzi. Sensowne warunki do rozrodu zwierząt, może by były gdyby nie to, że nie są; udawanie uprawy to tylko czubek góry, dochodzi chemia rolnicza, wycinanie drzew i krzewów na "byłych" miedzach, wysychanie bagien i stawów, betonowanie dróg i podwórek, zmiana dachów. To wszystko dzieje się zbyt szybko, zwierzęta nie mają szansy się przystosować.