Skocz do zawartości

Tomasz70

Użytkownik forum
  • Zawartość

    1 387
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    13

Ostatnia wygrana Tomasz70 w dniu 26 Sierpień 2024

Użytkownicy przyznają Tomasz70 punkty reputacji!

1 obserwujący

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

Tomasz70's Achievements

48

Reputacja

  1. Tak, jak zauważa Combo - nie jest to klasyczny mundur wojskowy okolic I wojny światowej. Najprawdopodobniej to członek jakiejś polskiej organizacji paramilitarnej, jakich było wiele na terenie zaboru austriackiego przed 1914 r.
  2. Ad. polskiej wersji tytułu filmu. Oryginał to "Pressure". U nas, dystrybutorzy łopatologicznie upośledzając krajowego odbiorcę, musieli na dzień dobry wytłumaczyć mu, o co w tym filmie chodzi. "Niebo nad Normandią" ma być jak dzwon, obwieszczający wszem i wobec, że to dzieło o D-Day i największej operacji desantowej w historii - Overlord! A przecież ten tytuł "Pressure" nie jest zupełnie przypadkowy. To z niego wyziera presja, jakiej doświadczał Ike przed inwazją. Na nim bowiem, jako na Naczelnym Dowódcy Sił Sojuszniczych spoczywala wyłączna odpowiedzialność za sukces lub porażkę operacji, od której zależały losy wojny w Europie. 5 czerwca 1944, tuż przed decydującym, najdłuższym dniem, napisał i schował do szuflady oświadczenie, w którym, na wypadek niepowodzenia, wskazał, że ponosi wyłączną winę za poniesioną klęskę (poniżej ten dokument). Myślę, że nie byłoby wielkim błędem, gdyby zdecydowano się wyświetlać u nas ten film, jako "Presja". Zakładam, że wątek stresu i psychicznego napięcia Eisenhower'a będzie w nim bowiem wyraźnie zarysowany.
  3. Idąc dalej - ESB to Eduard Sommerfeld, Berlin.
  4. John Nadlonek został zwolniony do cywila w 1945. Stąd na jego mundurze Ruptured Duck. Gdyby jego dwuletni kontrakt zakończył się gdzieś koło 1943 r. a może nawet jeszcze 1944, wówczas na rękawie jego kurtki pojawiłby się tradycyjny dotychczas emblemat honorowego zwolnienia z piechoty morskiej - biały romb. W 1945 było już kilkaset tysięcy weteranów USMC maszerujących do cywila i tak duży zapas naszywek typowych dla Armii, że nawet purytańscy Marines musieli przełknąć te gorzką pigułkę i naszyć sobie coś, kojarzącego się z "dog face" - "psią mordą", czyli żołnierzem wojsk lądowych. A poniżej porównanie z mojej kolekcji - White Diamond USMC na rękawie kurtki forest green piechoty morskiej i ruptured duck na piersi A-class i koszuli wojsk lądowych.
  5. No, to polecam bardzo fajną pozycję, jaką jest książka Henry Berry'ego "Semper Ci, Mac. Living memories of the U S. Marines in Worlds War II". Choćby w rozdziale "The 8th Marines' Mustang", Bob Stewart opowiada: "(...) wyglądało na to, że zawsze służyłem z Polsko-Amerykańskimi oficerami. Było to szczególnie prawdziwe, gdy wstąpiłem do 1 Batalionu, 8 Marines, jakoś w pierwszej połowie 1944. Wow, zawsze mogłeś nazywać ten oddział polskim batalionem. Mieliśmy Johna Bocheńskiego, gwiazdę footballu z Temple i faceta o nazwisku Kleinewski. Nigdy nie mogłem zapamiętać jego imienia ponieważ wszyscy wołali na niego Ski. (...) Kolejnym polskim gościem był Ray Slous z Chicago. Musiał kiedyś grać w football, bo wszyscy ci polscy chłopcy grali. Służyłem też z facetem o nazwisku Sebasteanski zanim wstąpiłem do 8 Pułku Marines. W jaki sposób nie trafił do naszego batalionu, tego za cholerę nie wiem.(...). (...) Bochynski miał wspaniałe poczucie humoru. Miał taki cięty dowcip, który rozwalał Cię w kilka sekund. Po Saipanie dostaliśmy sporo uzupełnień, w tym nowego pułkownika, gościa o nazwisku Hayward. Miał jakieś związki z Hollywood i opowiadał o swoich eskapadach z gwiazdami kina. Pamiętam go, jak wychodził spod prysznica i Bochynski podszedł do niego. - Pan wie, pułkowniku - powiedział John - miałem doczynienia z filmami. - Ty miałeś? Kiedy? - O, mnóstwo razy. Zawsze kosztowało mnie to parę centów. Oczywiście John powiedział to z kamienną twarzą. Pułkownikowi zajęło parę chwil zanim zrozumiał, że jest podpuszczany, ale gdy to do niego dotarło, zaczął się śmiać, podobnie jak i reszta z nas. (...)" Takich historii w tym zbiorze wspomnień wielu Marines jest naprawdę sporo. I z szacunkiem odnoszą się np. do rosłych chłopów, Polskich górników z Pensylwanii. Wiedzieli, że mogli na nich polegać, zwłaszcza w walce wręcz, twarzą w twarz z Japończykami.
  6. Zaiste, mocne w wielu wymiarach... Choćby to: "(...) dla armii."
  7. Kurtka mundurowa Wojska Polskiego wz.19, zdjęcie zrobione między 1920 a 1927 (wtedy obniżono kołnierz), jak również potwierdza to wzór orła na guzikach. Zdjęcie czarno-białe, więc nie wiadomo na 100% czy patki mogą być piechoty - granatowe z żółtymi wypustkami, czy też innych służb, których odcienie monochromatyczne, były zbliżone. Naramienniki szeregowych, jednostka nieznana (brak numeru). Pas skórzany, szeregowych I podoficerów.
  8. Tak, potwierdzam, wykopałem taką sztukę ok. 30 lat temu w lesie pod Radzyminem. Kontekst jak najbardziej bitwy Warszawskiej 1920, bo obok były jakieś skórzane troki, paski (nietypowe dla września '39) i wystrzelone łuski od Lebela. Oryginalny wątek w tym temacie poniżej z fotkami.
  9. Nie mam niestety informacji, żeby z ziemi wyszły u nas takowe elementy ekwipunku, ale trafiały się one dość często na targach staroci, podobnie, jak i manierki M1910 z biciami 1918 oraz menażki z tego samego roku produkcji. I to w jeszcze w latach 80-tych, gdy samego II wojennego szpeju amerykańskiego było dość niewiele, choć też się trafiał, jednak nie w takich ilościach. To wystarczy, by zakładać, że demobil US tego typu z lat 1918-19 trafił do WP we wczesnym okresie istnienia tej formacji.
  10. W świetle tego, co powyżej jest jeszcze pewna przypowieść - jedni za nielegalną broń dostają po d...e, inni zbierają pochwały za ocalenie pamiątki narodowej... Bo to co się przytrafiło Erenfeichtowi, to wiemy, natomiast nurtuje mnie pytanie, czy ks. Merta miał papier na "klamkę"... A jeśli nie, to jak potem zalegalizowano tego gorącego kartofelka?
  11. Tomasz70

    Tank Hunter

    Pewnie, że tak! Ale to wymaga olbrzymiego wysiłku, grzebania w archiwach, gromadzenia dokumentów, fotografii, pamiątek osobistych itd. Łatwiej jest kupić "osiemdziesiatkę ósemkę", czy Shermana.... Nie uwłaczając oczywiście świetnej robocie, odwalonej do tej pory. Ale pisząc o wysiłku, wcale nie przesadzam. Od chwili, gdy w US władza spoczęła w rękach obecnej ekipy, dostęp do archiwów jest, delikatnie mówiąc, utrudniony. I to nie tylko dla osób z Polski, ale również i rezydenci Stanów nie mają łatwo...
  12. Jeszcze a'propos filmu niemieckiego "Der Tiger" - zaskakuje mnie, że w dyskusji nikt jeszcze nie zwrócił uwagi na wygląd jednego z bohaterów fabuły. Od chwili, gdy w publicznym obiegu pojawiły się zajawki z kadrami tego dzieła, raził mnie fason noszonej czapki, która niby ma być tzw. "Alte art". Wrażenie jednak jest takie, jakby twórcy obawiali się epatowania adlerem z nazistowskimi insygniami, więc wstydliwie przygnietli denko udając, że go tam nie ma! Efekt? Bohater wygląda z tą opuchniętą gębą, jak ruski Żenia, siłą wciśnięty w Schwarze Panzerjacke... Już od tego momentu straciłem apetyt na konsumpcję wizualną utworu, a opis fabuły w pełni utwierdził mnie w słuszności podejścia...
  13. I jeszcze egzemplarz przedwojenny, na donaszanej w czasie konfliktu, wcześniejszej czapce z czarnym daszkiem i czarnym paskiem podpinki. Wojenne były już w kolorze brązowym
  14. Podzielam opinię, że to raczej ozdoba siodła M1904. Widać, że przedmiot długo leżał w ziemi i materiał z którego go wykonano, to taki "solid brass". Najprawdopodobniej w okresie swojej świetności był matowy, bez lustrzanego połysku, w przeciwieństwie do godeł noszonych na czapkach EM w latach 30-tych i 40-tych. Poniżej kilka przykładów wojennych sztuk z czapek typu "visor cap" z mojej kolekcji.
  15. Jed, ad tego co napisałeś: " wynajęła sobie emerytowanych sierżantów marines i ci dawali wycisk piechociarzom dywizji, żeby lepiej ich przygotować do desantu z morza." Ci sierżanci Marines to byli cholernie dobrzy i znienawidzeni fachowcy. Dobrzy, bo faktycznie przygotowywali tych żółtodziobów, tak, by nie urwało im dupy. Ale przygotowanie było takim wyciskiem, że ci szkoleni najchętniej by ich zamordowali każdym z możliwych sposobów. W piechocie morskiej standardowym określeniem na rekruta był zwrot "Shit bird". A określeniem sierżanta - szkoleniowca było DI - Drill Instructor. I ci młodzi mieli taką przyśpiewkę, którą trudno przetłumaczyć, więc cytuję ją w oryginale: "I am shit bird, I am shit bird, I am shit bird till I die. And I rather be a shit bird, than a fucked up DI..."
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie