Fragment artykułu J. Kochanowskiego (tłumaczenie z języka niemieckiego)
„W dużej mierze pozyskiwano ich jedynie w obozach i więzieniach. Niemcy przywieźli do Krakowa w celach propagandowych grupę 50 młodych mężczyzn, rzekomo „ochotników”. Ludzie ci pochodzili z Warszawy, przebywali w obozach w Pruszkowie i Oświęcimiu, skąd zostali wysłani do obozu pod Wrocławiem. Tam zostali zmuszeni do „ochotniczej” służby w armii niemieckiej. Z prowincji napływają doniesienia, że w licznych przypadkach lokalne władze okupacyjne zmuszają ludzi do zgłaszania się do służby; skądinąd rozgłasza się, że osiągnięto porozumienie niemiecko-polskie i że członkowie AK otrzymali rozkaz wzmocnienia szeregów nowej formacji niemieckiej przeciwko bolszewikom.” [64]
Do początku grudnia 1944 roku, według Delegatury w Generalnym Gubernatorstwie, zrekrutowano 471 ochotników. Nic dziwnego, że opierali się oni przede wszystkim na wspomnianych więźniach. W Krakowie ochotników należało numerować dopiero po osiągnięciu 5000; Wcześniejsze miejsca były zarezerwowane dla „ochotniczek” z obozów. Podobno w więzieniach w Piotrkowie i Krakowie podejmowano próby nakłonienia więźniarek do wstąpienia do Pomocniczej Służby Kobiet, lecz z niewielkim skutkiem. [65] Rekrutacja trwała z podobnymi rezultatami aż do końca okupacji. Potencjalnych ochotniczek odstraszały również coraz brutalniejsze metody poboru – na przykład w Radomiu organizowano obławy, a tych, którzy odmawiali „dobrowolnego” wstąpienia do niemieckiej służby, wysyłano do pracy w okopach. Co więcej, traktowanie rekrutów znacznie odbiegało od wcześniej składanych obietnic. Na przykład kompania 170 mężczyzn z koszar przy ulicy Zwierzynieckiej w Krakowie otrzymała słowackie mundury, a wprowadzenie bezwzględnej musztry i niemieckiego dowództwa szybko doprowadziło do dezercji. [66]
Skromne rezultaty skłoniły do próby werbowania młodzieży, która miała być zatrudniona przy obsłudze dział przeciwlotniczych i łączności radiowej. Niewielkiej grupie w Warszawie udało się podobno utworzyć tzw. Polskich Lotników Huzarów. W tym przypadku również werbowaniu nadano „patriotyczny” charakter: chłopcy w wieku 15–20 lat mieli otrzymać opaski z husarskimi skrzydłami, wydano dla nich specjalne czasopismo – „ Do czynu ”, a akcja miała być prowadzona pod hasłem: „Młodzież polska chce naprawić błędy ojców i dać Polsce szansę rozwoju”. [67] Podejmowano również próby rozszerzenia werbunku na ziemie wcielone do Rzeszy. Jednak Berlin, który uważał Polaków za bardziej wartościowych robotników niż żołnierzy, stanowczo się temu sprzeciwił. [68] Polskie formacje nigdy nie zostały wysłane do walki – ofensywa zimowa rozpoczęła się zbyt szybko. Co więcej, „ochotnicy” nie otrzymali nawet broni. Ostatnia, a zarazem całkowicie absurdalna, próba wysłania Polaków do walki miała miejsce w marcu 1945 roku. Zaapelował on do Himmlera o uwolnienie Polaków z pozostałych obozów i wysłanie części z nich na front. [69]