Skocz do zawartości

bodziu000000

Użytkownik forum
  • Zawartość

    65 390
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    544

Zawartość dodana przez bodziu000000

  1. http://portal-mundurowy.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=8612:trzy-glowne-przyczyny-problemow-wojsk-obrony-terytorialnej-cz-4 Trzy główne przyczyny problemów Wojsk Obrony Terytorialnej (cz.4) Nie ma innej alternatywy do zapewnienia obronności państwa, chyba że zgodzimy się na przywrócenie Zasadniczej Służby Wojskowej. Co oznacza przymus dla męskiej części populacji, a to powoduje natychmiast pytania o równouprawnienie? Proszę sobie bowiem wyobrazić, że dzisiaj istnieje dość istotny odsetek Kobiet, które chciałyby iść do Wojska! Dlaczego mamy tym obywatelom (tak, Kobieta to też człowiek i obywatel!) zabraniać spełniania tego zaszczytnego obowiązku? W Wojsku potrzeba pielęgniarek, poza tym w niektórych sferach Kobiety są po prostu lepsze. Co innego służba bojowa, jednak jeżeli ktoś spełnia wymagania – to dlaczego nie? Jest równouprawnienie, czy go nie ma? Jeżeli jest to WSZYSCY OBYWATELE powinni mieć dokładnie takie same prawa i obowiązki. W proponowanym modelu „wykupywania się” od służby wojskowej, na pewno byłoby wiele niezadowolenia w społeczeństwie. Jednak również na pewno wzrosłaby dzietność Kobiet oraz pojawiłyby się pieniądze umożliwiające sfinansowanie zatrudnienia większej ilości Żołnierzy Zawodowych – i o to w tym pomyśle na pierwszym miejscu najbardziej chodzi. W zależności od skali „wykupywania się”, zwłaszcza jakby opłata była progresywna np. 2 lub 3 proc. więcej do podstawy opodatkowania w podatkach osobistych, mielibyśmy jak szacowano co najmniej około 4 mld zł (mniej więcej 10 proc. wartości dotychczas zbieranych podatków od osób fizycznych) lub więcej. Do tego oczywiście pojawiliby się również Żołnierze ochotnicy, który można byłoby wykorzystać w czasie pokoju do różnych zadań, w tym służb wartowniczych i po prostu szkolić! Byliby też „przymusowi ochotnicy” i „pragmatycznie ochotnicy”, którzy nie muszą nosić broni, ale mogą wykazać się w pracy na rzecz obronności. W Wojsku zawsze jest co robić, a już samo przyzwyczajenie cywilów do obowiązków i wykonywania rozkazów ma swoją wartość. To jest bardzo ważne i powinno mieć swój początek już w wychowaniu szkolnym (np. ultra ważna rola harcerstwa i szkół z profilami wojskowymi). Natomiast w momencie „W”, nikt nie będzie patrzył do książeczki wojskowej na kategorię zdrowia. Jeżeli tylko Żołnierz jest zdolny do noszenia broni i co najważniejsze – słucha się rozkazów przełożonych – może dostać broń, żeby walczyć. Tutaj jest druga wielka korzyść z proponowanej masowości – wszyscy ludzie, byliby chociaż minimalnie przeszkoleni, w podstawowym obchodzeniu się z bronią i w relacjach w pododdziałach, oba aspekty mają znaczenie FUNDAMENTALNE. W tym sensie, żeby sobie sami nie zrobili krzywdy i wiedzieli, że np. granatów lepiej się nie dotykać, jak się nie wie ile to jest 3,5 sek… Jak również potrafiliby przeżyć w warunkach nazwijmy to „terenowych”. To wszystko, to są bardzo poważne sprawy. Wzorem jest współczesny Izrael i Prusy z końca XIX wieku. Na ich doświadczeniach, zwłaszcza ich wymiarze organizacyjnym i praktycznym powinniśmy się wzorować. Z obu modeli można bardzo wiele czerpać, zwłaszcza jak sobie uświadomimy ile na obronność wydaje Izrael, a ile wydajemy my i jak się te wydatki przekładają na zdolności obronne (czyli efektywność). Izrael kraj 8-io milionowy wydał w 2017 roku 19,6 mld USD na obronność, to około ich 4,7 proc. PKB (ich eksport uzbrojenia w tym samym roku wynosił około 9,2 mld USD). Polska ma na obronność wydać w 2019 roku prawie 45 mld zł, czyli około 12 mld USD (kurs przeliczeniowy 3,8 Zł/1 USD). Jeżeli chodzi o Prusy końca XIX wieku, to ich organizacja armii i świadczeń państwa na rzecz obronności jest powszechnie uznawana za wzorcową jeżeli chodzi o armię poborową. Mówimy o okresie po zwycięstwie nad Francją i zjednoczeniu Niemiec (1871). Powtórzmy pryncypia: – musimy sobie wszyscy uświadomić obowiązki wobec państwa, służba dla Ojczyzny to zaszczyt, – równouprawnienie w obowiązkach i prawach wobec państwa, czyli wszyscy płacą, ci co chcą i się nadają – służą, – masowość służby wojskowej, nie ma wyjątków (poza przypadkami oczywistymi) i przyjmujemy każdego kto chce, bo dla każdego „coś się znajdzie”, a przynajmniej jak nauczy się zakładać maskę i okopać to już dużo! – duży wysiłek na uzawodowienie Służby Wojskowej – to jest w istocie najważniejsze, ponieważ w zarysowanym modelu moglibyśmy wygenerować pieniądze na więcej etatów i wyższe płace dla Żołnierzy. Myśląc o masowości, nie możemy zapominać o tym, że nie uciekniemy od profesjonalizacji. Nowoczesny sprzęt jest skomplikowany w obsłudze, szkolenie jest kosztowne i trwa latami. Do tego przecież eksploatacja nie dzieje się sama – w serwisach firm dostarczających sprzęt, tylko Żołnierze sami wykonują większość bieżących remontów. Wiedza jaką sobie przekazują – kapitał instytucjonalny – jest bezcenna dla utrzymania sprzętu w sprawności. Jeżeli będziemy w stanie zmobilizować wojsko masowe, to ono musi mieć profesjonalne kierownictwo, albowiem inaczej na współczesnym polu walki, Żołnierze z mobilizacji nie będą mieli szans z przeciwnikiem mającym lepsze, w pełni profesjonalne dowodzenie. Nie ma nic ważniejszego w Wojsku, niż dowodzenie i rozkaz. To jest podstawa wszystkiego, a chodzi o to żeby te rozkazy były mądre. Niestety, to nie jest proste i wymaga lat, a nawet dziesiątek lat doświadczenia. Wyszkolony – profesjonalny podoficer i oficer jest bezcenny, ponieważ zwalnia z odpowiedzialności za dowodzenie (“myślenie”) podległych mu Żołnierzy. Poza tym, istotą Wojska jest sytuacja, w której nawet jak jest tyko dwóch Żołnierzy, to jeden musi dowodzić. Inaczej taka struktura nie może działać dobrze, ani nawet w ogóle nie może działać… Wracając do wątku wspomnianych wzorców, to warto wziąć z Izraela przykład jeszcze w dwóch niesłychanie ważnych sprawach. Po pierwsze jeżeli chodzi o prawo do broni (ostatnio pojawiła się inicjatywa – uwaga – zalegalizowania prawa do posiadania… kuszy! Nie można ich posiadać bez zezwolenia! Łuki i dzidy można! To naprawdę niesamowite, jak bardzo jesteśmy ubezwłasnowolnieni we własnym kraju przez “własną” elitę – dlaczego oni tak boją się społeczeństwa?). Bezwzględnie skopiowanie izraelskich wzorców, ale w sposób dostosowany do naszej specyfiki – może zbudować stan prawie idealny. Broń powinna być w naszym kraju powszechna i każdy, kto chce i spełni warunki dostępu powinien mieć prawo do posiadania nawet broni maszynowej. Mówimy o ludziach służących w różnych formacjach obronnych, emerytowanych Żołnierzach, innych mundurowych itd. Chodzi o to, żeby MAKSYMALNIE na ile to możliwe i przyczyni się do wzrostu bezpieczeństwa – nasycić społeczeństwo bronią. Po drugie i to jest sprawa strategicznie najważniejsza, tylko wejście w posiadanie broni masowego rażenia, w tym w szczególności broni jądrowej i środków jej przenoszenia – może zagwarantować nam bezpieczeństwo z głównych kierunków zagrożeń strategicznych. Z tych dwóch postulatów NIGDY nie zrezygnujemy. Nie ma niepodległości bez ponoszenia kosztów, poświęcenia i wielkiego wysiłku, historia nas powinna była nauczyć, że nie ma na nią szans w takich położeniu geopolitycznym jak nasze. Zarazem przykład budowy potęgi Prus, czy współcześnie Izraela – pokazuje, że się da. Trzeba tylko przede wszystkim myśleć, myśleć we wszystkim w czym wykazuje się aktywność, jak również i tam, gdzie decydujemy się na bierność. Ostatnią sprawą jest potrzeba uświadomienia sobie, że to wszystko po prostu musi kosztować. To się łatwo pisze, jednak realia są takie, jakie są. Jesteśmy średnio zamożnym krajem z przeważnie biednym społeczeństwem. Dlatego musimy kierunkować ograniczone środki w taki sposób, żeby to było możliwie najbardziej efektywne. W tym właśnie kontekście Służba w ramach Wojsk Obrony Terytorialnej jest tak niesłychanie cenna, ponieważ jest to Służba “tańsza”. Posiadany potencjał trzeba rozbudowywać, WOT powinien być włączony do Wojsk Lądowych, a samorządy terytorialne powinny uczestniczyć w procesie tworzenia pododdziałów i infrastruktury dla nich."
  2. http://portal-mundurowy.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=8601:trzy-glowne-przyczyny-problemow-wojsk-obrony-terytorialnej-cz-3 Trzy główne przyczyny problemów Wojsk Obrony Terytorialnej (cz.3) Nasze rozważania prowadzą do wniosku, że nie mamy innej możliwości na zapewnienie sobie bezpieczeństwa, niż armia masowa i czy to się nam podoba, czy nie – z poboru. Jednakże naszym obowiązkiem jako obywateli jest zrobić wszystko, w tym głosować na takich polityków, którzy sprawy obronności będą traktować jako NADRZĘDNY PRIORYTET. Inaczej tych spraw traktować nie można. Musimy sobie zdać sprawę, że albo będziemy w stanie sobie zapewnić bezpieczeństwo, albo będziemy znowu niewolnikami u obcych lub w skrajnym wypadku stracimy życie. W jaki sposób spowodować, żeby sprawy obronne były traktowane z należytą powagą i były przedmiotem politycznego konsensusu? Przykład tego, jak część opozycji odnosi się do sprawy Wojsk Obrony Terytorialnej, jest dowodem na to, że bardzo nam daleko do stanu, który byśmy uznali za “normalny”. Jeżeli już więc mówimy o poborze, to warto przygotować „furtkę” – najlepiej, żeby to była armia ochotnicza, oparta na dużym udziale Żołnierzy Zawodowych i ochotników służących w różnych formach. Jednak nie miejmy złudzeń i nie budujmy przyszłości na własnych życzeniach. Wojsko nie jest w stanie zaproponować takich stawek, jakie proponuje np. branża transportowa czy nawet branża budowlana dla osób z przeciętnymi kompetencjami! Dzisiaj kierowca samochodu ciężarowego, czy spawacz z uprawnieniami i umiejętnościami, może w Polsce zarobić przeciętnie 5000 zł netto, a jeżeli pojedzie do Niemiec lub dalej na Zachód, to można taką kwotę mnożyć przez dwa, trzy lub cztery. To są pieniądze, równoważne wobec przeciętnego wynagrodzenia oficera, mniej więcej pomiędzy Kapitanem a Majorem. Oczywiście wiele zależy od dodatków, jednak generalnie jeżeli chodzi o zarobki to szału w Wojsku nie ma i nie będzie. Pieniądze nie są najistotniejszym motywatorem, może być nim pewność ich wypłacania i pewność zatrudnienia w długim okresie służby, jednak jak to wygląda w praktyce na pewno pamiętamy np. na przykładzie służby kontraktowej. To są bardzo ważne sprawy, kadry a zwłaszcza kadry zawodowe – TO NAJWAŻNIEJSZA SKŁADOWA SYSTEMU jaki stanowi współczesna armia. Zawsze tak było, jest i będzie. Oznacza to, że nie przyciągniemy do Wojska tylu ludzi, ilu byśmy potrzebowali. Nie jest to nic odkrywczego. Co więcej, trzeba pamiętać, że w Wojskach Operacyjnych może poza łącznością i informatyką, nie ma miejsca dla osób nie spełniających najbardziej wyśrubowanych norm sprawnościowych. Duża część populacji ma także różne wady rozwojowe np. układu kostnego, które eliminują ludzi ze służby, ponieważ wiadomo że warunki i wymogi są tak trudne, że np. osoba z nadciśnieniem lub uszkodzonym kręgosłupem – nie może bezpiecznie uczestniczyć w szkoleniu. To są kwestie bezdyskusyjne, a wypadkową czynników finansowych i zdrowotnych jest to, że nie mamy tyle osób, żeby zapełnić koszary i tych ludzi w warunkach normalnych nie będzie. Jak widać po doświadczeniach z dotychczasowym rozwojem WOT, również nie ma co liczyć na ochotników w służbie ochotniczej w służbie ograniczonej do charakteru tej formacji. Nie pomaga także depopulacja i starzenie się społeczeństwa. Z tego względu, trzeba zmienić paradygmat podejścia do uzupełnień i szukania rekruta, na taki który będzie uwzględniał realia, w tym przemiany społeczne – co jest bardzo ważne (np. równość płci). Są dwa rozwiązania problemu. Pierwsze miękkie – to obniżenie wymagań i wzmocnienie promocji oraz stworzenie systemu zachęt, którego przykłady szkicowaliśmy w poprzednich częściach. Drugi sposób, który możemy nazwać „standardowym”, czyli pobór. Podstawową kwestią w przypadku odwieszenia poboru musi być równouprawnienie, oznacza to, że Kobiety również powinny być brane do Wojska. To są konsekwencje geneder i walczącego feminizmu. Na tym właśnie polega równouprawnienie, w prawach i OBOWIĄZKACH. Można by zwalniać z tego obowiązku Kobiety, które w określonym czasie byłyby w ciąży, jak również osoby, które wykupiłyby się od służby płacąc większy podatek od swoich dochodów – do końca życia. Nie powinno być żadnych zwolnień z wyjątkiem osób niezdolnych do służby z powodów zdrowotnych. Jeżeli ktoś ze względu na przekonania np. religijne nie chce służyć lub ze względów narodowościowych, bezdomności lub orientacji seksualnej nie powinien służyć w zbiorowości rządzącej się określonymi zasadami – powinien być kierowany do Obrony Cywilnej, czy np. pełnić służbę w jakiejś Inspekcji lub Straży (Pożarna, Leśna itp.). W ostateczności bardzo by się nam przydały „wojska budowlane”. Mogą się tam zrealizować także np. osoby duchowne. Nie mówimy bowiem o „zabijaniu”, tylko o świadczeniu na rzecz obronności państwa poprzez pomoc własnym zaangażowaniem-pracą. Mechanizm jest banalny: wszyscy mają służyć. Jeżeli nie możesz służyć, to jesteś zwolniony. Jeżeli jednak nie chcesz lub nie powinieneś – to masz obowiązek wywiązać się poprzez przyczynienie się do wspólnego wysiłku. Możesz po prostu zapłacić więcej, niż Ci którzy służą! A jeżeli Cię nie stać lub z innych przyczyn nie chcesz – powinieneś służyć w inny sposób wskazany jako służba zastępcza. NIE DA SIĘ TEGO INACZEJ ZORGANIZOWAĆ. Chyba, że pozwolimy Ukraińcom zaciągać się do Wojska Polskiego? Są wszędzie, dlaczego nie mieliby służyć? Swoją droga, chociaż to smutny żart biorąc pod uwagę doświadczenia historyczne, jednak ciekawe ile osób by się zgłosiło jakby miało w zamian za służbę perspektywę obywatelstwa? Na pewno Służba Wojskowa powinna być przepustką na studia płacone z państwowych pieniędzy. Chodzi o to, że młody człowiek, który znajdzie w swoim życiu czas na np. harcerstwo, służbę w Ochotniczej Straży Pożarnej, szkolenie z Obrony Cywilnej i potem szkolenie wojskowe – miał preferencje. W ten sposób, wszystkim młodym ludziom zależałoby na tym, żeby np. jedne, drugie czy trzecie wakacje – poświęcić na różnego rodzaju szkolenia, obozy, czy po prostu służbę. W momencie jak każdy miałby szansę zyskać „punkty promujące” za służbę, to każdemu by zależało i to byłby standard realizowany powszechnie w ścieżce życia. Być może to się komuś nie spodoba, może to kogoś zaskoczy – jednak coś takiego jak pewna dawka szkolenia wojskowego, w tym w zakresie dyscypliny i odpowiedzialności jaka się wiąże z podporządkowaniem regułom zbiorowości. Bardzo by się przydała w kształtowaniu postaw obywatelskich i w ogóle poprawiłoby kondycję moralną społeczeństwa. Wojsko jest bardzo ważnym elementem budowania Wspólnoty, a już samo zajęcie młodych ludzi i pozwolenie im na „hiperaktywność” w warunkach kontrolowanych i objętych metodyką szkolenia na pewno pomogłoby w kształtowaniu wielu charakterów. Można się z powyższego akapitu śmiać, ponieważ on łamie uznawane standardy relacji społecznych i relacji na linii państwo – obywatele. Tylko, że tu chodzi o spojrzenie obywatel – państwo! To naszym obowiązkiem i zaszczytem jest możliwość służby dla Rzeczypospolitej! Byłoby idealnie, żeby obywatel miał prawo odsunąć się od tego zaszczytu – bo każdy powinien mieć prawo wyboru. Jednakże wówczas powinien przyczyniać się w taki sposób jaki potrafi, tylko użytecznie, w ramach większej całości."
  3. http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/namioty-na-czolgi,171,0,2423723.html Wojsko w popłochu kupuje namioty dla czołgów. "Szkoda gadać Wojsko za 3,3 mln zł zamówiło specjalne namioty dla nowoczesnych czołgów Leopard. W warszawskiej jednostce zabrakło dla nich zwyczajnie garaży. - Najpierw się buduje infrastrukturę za kilkadziesiąt milionów, potem się ściąga czołgi do Warszawy i je się naraża na usterki - komentuje money.pl gen. Waldemar Skrzypczak. Namioty techniczne dla nowoczesnych czołgów Leopard wykona firma Rekord Hale Namiotowej z Wrocławia. Cena brutto to ponad 3,3 mln zł. Sprzęt ma trafić do 1. Warszawskiej Brygady Pancernej. Termin wykonania zlecenia jest krótki - wrocławska firma miała zaledwie 43 dni na wykonanie namiotów. Ostatecznie wojsko zawarło umowę 5 grudnia. Po co armii namioty na nowoczesne czołgi? Gen. Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych i były wiceszef MON tłumaczy w rozmowie z money.pl, że Leopardy w Warszawie po prostu nie mają garaży. - Te czołgi stacjonowały w Żaganiu, przez kilka lat przygotowywano tam dla nich infrastrukturę. Nie powiem teraz, ile te wszystkie garaże dla Leopardów kosztowały, ale pewnie kilkadziesiąt milionów zł. No i przyszła polityczna decyzja, żeby te czołgi z Żagania zabrać i dać do Warszawy. To była decyzja błędna, czysto polityczna - mówi money.pl generał. - Z tym że w Warszawie nie ma garaży na czołgi, nie ma odpowiedniej infrastruktury, więc trzeba kupować te namioty. Szkoda gadać - kwituje gen. Skrzypczak. Jego zdaniem, nawet jeśli namioty trafią do Warszawy przed największymi mrozami, to i tak czołgi będą narażone. Generał podkreśla, że Leopardy mają bardzo zaawansowane systemy techniczne, a te są bardzo wrażliwe na pogodę. Nie tylko na śnieg i mróz, ale nawet na deszcz. - Dlatego nawet najbogatsze kraje trzymają swoje czołgi na pustyniach w garażach - mówi Skrzypczak."
  4. http://wyborcza.pl/7,75398,24261922,nik-ostro-o-wspolpracy-mon-z-organizacjami-proobronnymi.html NIK ostro o współpracy MON z organizacjami proobronnymi Najwyższa Izba Kontroli alarmuje, że MON włącza do udziału w ćwiczeniach wojskowych organizacje proobronne bez podstawy prawnej. I mimo zastrzeżeń ze strony attachatu obrony USA, który nie życzył sobie "sił proobronnych w rejonie działania oddziałów amerykańskich. Informacja na temat raportu ukazała się w poniedziałek na stronach Najwyższej Izby Kontroli. Dotyczy on dwóch ćwiczeń wojskowych – Anakonda16 oraz Dragon17. Zdaniem inspektorów NIK włączenie członków organizacji proobronnych do ćwiczeń odbyło się bez podstawy prawnej. Chcieli sprawdzać czujność straży O tym, że na linii siły operacyjne – organizacje proobronne iskrzy, wiadomo było już podczas ćwiczeń Anakonda 16, które towarzyszyły lipcowemu szczytowi NATO. Jak wspominał ówczesny dowódca generalny gen. Mirosław Różański, zgłosiła się do niego przedstawicielka organizacji proobronnych, domagając się „wydzielenia pasa ćwiczeń” i twierdząc, że ma na to stosowne zgody ministerstwa. Generał nie zgodził się, odpowiadając, że nie ma ku temu podstaw prawnych. Podczas ćwiczeń przedstawiciele organizacji proobronnych zaproponowali też, że będą sprawdzali czujność straży wojsk sojuszniczych. To według naszych informacji wywołało w polskim dowództwie panikę, bo ćwiczące oddziały mają ostrą amunicję. Izba podkreśla, że w obecnym systemie prawnym nie została nawet zdefiniowana „organizacja proobronna”, „działalność proobronna” ani funkcja, jaką takie organizacje mają pełnić w polskim systemie obrony. Przeciwko umieszczaniu organizacji proobronnych w rejonie ćwiczeń oddziałów USA protestował amerykański attachat. Jednak te zastrzeżenia nie zostały przekazane dowódcy operacyjnemu Rodzajów Sił Zbrojnych. Zdaniem NIK zastrzeżenie budzi prowadzona w tracie ćwiczeń współpraca ze szkołami o profilu proobronnym, przekazywanie sprzętu, udostępnianie strzelnic, poligonów i tysięcy sztuk amunicji. Wedle raportu NIK członkowie organizacji proobronnych bez podstawy prawnej są szkoleni w obsłudze pocisków przeciwpancernych i przeciwrakietowych SPIKE i GROM. Sami sobie przydzielali dotacje NIK nie podaje, ilu członków organizacji proobronnych uczestniczyło w wymienionych ćwiczeniach. Wedle informacji Biura ds. Organizacji Proobronnych w ostatnich ćwiczeniach Anakonda 2018 wzięło udział 327 członków organizacji proobronnych, którzy w trakcie ćwiczeń szkolili się ze współdziałaniu z wojskami operacyjnymi. NIK krytykuje działalność departamentów MON, które mają współdziałać z organizacjami proobronnymi. Przypomina, że w 2015 roku utworzono specjalne Biuro do spraw Proobronnych podporządkowane bezpośrednio ministrowi obrony narodowej. Zdaniem kontrolerów resort obrony narodowej włączył się w integrację i konsolidację istniejących organizacji proobronnych, tak aby realizowały ustalony i zatwierdzony przez wojsko program szkoleniowy, osiągały wyznaczone standardy. Dalszym krokiem miało być włączenie ich w system obrony państwa. Jak podkreśla NIK, mimo czteroletnich prac nie udało się wprowadzić żadnych rozwiązań systemowych. Przykładem są same biura odpowiedzialne w MON za organizacje proobronne. MON dopiero w 2018 roku określił szczegółowy zakres działania Biura ds. Proobronnych. Zdaniem NIK doszło do dziwnej sytuacji, w której MON zajmował się głównie zaspokajaniem potrzeb organizacji proobronnych, zaś „resort obrony narodowej w kontaktach z organizacjami proobronnymi reprezentowali członkowie lub byli członkowie organizacji proobronnych”. Jak podkreśla raport, w momencie tworzenia Biura ds. Proobronnych na jego czele zgodnie z etatem stał żołnierz zawodowy w stopniu pułkownika. Po niespełna pół roku od utworzenia biura dyrektor został odwołany, a po kolejnych trzech miesiącach, po stosownej zmianie w etacie, na stanowisko dyrektora powołano cywila, który jednocześnie był członkiem Związku Strzeleckiego „Strzelec” Józefa Piłsudskiego. Chodzi o obecnego dyrektora Waldemara Zubka. Raport wylicza cztery inne ważne stanowiska, które objęli działacze organizacji proobronnych. I podkreśla, że – w zasadzie – przedstawiciele biura ministerstwa sami przygotowywali oferty współpracy, a następnie – w ramach komisji – je oceniali i określali wysokość dotacji. Ćwiczą częściej niż żołnierze NIK opisuje system współpracy między MON a organizacjami proobronnymi, klasami mundurowymi i wojskiem. Między innymi udostępniania strzelnic. Jak głosi raport, w latach 2015-17 jednostki wojskowe podległe Dowódcy Generalnemu Rodzajów Sił Zbrojnych udostępniły strzelnice ponad 23 tysiącom osób z organizacji proobronnych i klas wojskowych. Podkreśla, że jest to liczba wyższa niż liczba żołnierzy rezerwy (ponad 9 tys. osób), którzy w tym okresie korzystali z tych obiektów. Z kolei z obiektów poligonowych skorzystało prawie 18,5 tys. osób z organizacji proobronnych i klas wojskowych (w sumie przez 475 dni). NIK uznaje za „niecelowe” finansowanie z budżetu państwa szkoleń strzeleckich dla uczniów klas wojskowych, „w których przeznacza się 60 sztuk amunicji na jednego uczestnika oraz bezpłatne udostępnianie amunicji dla organizacji proobronnych (250 sztuk na osobę), w sytuacji gdy liczba dostępnych nabojów na jednorazowe szkolenie żołnierza zawodowego wynosi 6 sztuk”."
  5. Tablo 2 Dyonu Pociągów Pancernych
  6. http://portal-mundurowy.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=8588:trzy-glowne-przyczyny-problemow-wojsk-obrony-terytorialnej-cz-2 Trzy główne przyczyny problemów Wojsk Obrony Terytorialnej (cz.2) Upolitycznienie położyło Wojska Obrony Terytorialnej na łopatki i uczyniło ich funkcjonowanie prawie niemożliwym, a przyszłość niepewną. Opozycja wiesza stada psów na formacji. Eksperci krytykują całość koncepcji i ujawnione przykłady możliwego działania. To wszystko stanowi o złej atmosferze wokół formacji. Zwłaszcza w kontekście podejrzeń części opozycji, że obecna władza chciałaby wykorzystywać te wojska do umocnienia swojej pozycji. W tym poprzez działania poza konstytucyjne. Ten ostatni aspekt pokazuje głównie jakiego rodzaju mamy opozycję, jednak szokiem jest to do czego sprowadza się rozmowę o Wojsku. Właśnie na przykładzie WOT widać, że tak ważna sprawa jak obronność nie jednoczy wszystkich sił politycznych. Pomysł na WOT był koniecznością, ponieważ potrzebujemy więcej wojska, na które w wydaniu zawodowym nie jest nas stać. Dlatego WOT powinien opierać się na zaciągu ochotniczym. Oczywiście potrzebne są diety zwracające koszty uczestnictwa. Jednak główną motywacją powinien być model zachęt systemowych. Przykładowo Żołnierze WOT powinni mieć preferencje w przyjmowaniu na studia, być może ulgi podatkowe i na pewno ochronę w miejscu zatrudnienia. Jak to rozliczać to osobna sprawa, jednak system powinien premiować firmy zatrudniające Żołnierzy WOT. Wojska Obrony Terytorialnej należy rozbudowywać i szkolić, jednak nie jako konkurencję o kadry i pieniądze MON. Tylko jako formę wsparcia, ze strony całego państwa na rzecz Sił Zbrojnych. Wszyscy przeciwnicy i szydercy z WOT, powinni przyjąć do wiadomości, że jeżeli ta idea się nie powiedzie, to czeka nas powrót do Zasadniczej Służby Wojskowej. Żeby tego uniknąć, powinno się wprowadzić dodatkowe finansowanie tj. wszystkie osoby, które nie służą w Obronie Cywilnej (w tym Ochotniczych Strażach Pożarnych) i Wojskach Obrony Terytorialnej powinni płacić 2 proc. więcej do stawki podatkowej, w której się są opodatkowani (bez względu na płeć i źródło dochodów). To dałoby około 4 mld PLN rocznie. Za te pieniądze można byłoby finansować WOT z prawdziwego zdarzenia. Nie mamy alternatywy. Wprowadzenie Zasadniczej Służby Wojskowej (warto pamiętać, że jest tylko zawieszona), spowodowałoby poważne konflikty społeczne. Zwłaszcza, że prawie 3 mln Polaków jest na stałe poza granicami kraju. Nie ma dzisiaj siły politycznej, która byłaby w stanie coś takiego przeprowadzić. Nie jest to już nawet kwestia strat politycznych, mówimy o prawdziwej rewolucji w odczuciu społecznym, bo społeczeństwu wmawiano, że wojny nie będzie. Osoby odpowiedzialne za tą zapaść powinny za to odpowiedzieć przed Trybunałem Stanu, gdyby tenże miał jakiekolwiek znaczenie. Nasz kraj z posiadanym terytorium i potencjałem ludzkim powinien posiadać Siły Zbrojne na poziomie 1% populacji. To oznacza około 380 tys., Żołnierzy w służbie czynnej. To byłaby ilość pozwalająca nam na zabezpieczenie potrzeb obrony posiadanego terytorium i bycie poważnym sojusznikiem w NATO. Tą liczbę Żołnierzy służby czynnej, powinniśmy zduplikować w Wojskach Obrony Terytorialnej, czyli powinniśmy móc zmobilizować około 3 proc. populacji tj. ok. 1,1 mln Żołnierzy. Jeżeli kogoś to szokuje, to niech się napije zimnej wody. Ponieważ – albo traktujemy państwo na serio i ponosimy tego konsekwencje, albo poniesiemy konsekwencje nie traktowania go serio. Oczywiście zrozumiałe są wszelkie napomnienia o realnym poziomie kosztów utrzymania takiej ilości Wojska. Mniej więcej podobny poziom Wojska i rezerw miała Polska Rzeczpospolita Ludowa i było ją stać – przy gigantycznych obciążeniach – na ponoszenie tych kosztów. Proszę nie dać się zwieść fałszywemu argumentowi, wedle którego ilość Żołnierzy zastępujemy ich jakością (profesjonalizacją) i „inteligentnym” uzbrojeniem. Ponieważ w naszej sytuacji potrzebujemy i jakości i ilości. Jeżeli zaś nie można stawiać na jakość, bo jej po prostu nie mamy, to pozostaje to co zwykle, czyli ilość, a w konsekwencji poświęcenie, męstwo i trochę szczęścia (uważanego także za opatrzność, czego nie wykluczamy). Reasumując nasze rozważania, należy gratulować odpowiedzialnym za tworzenie WOT, ponieważ dokonali czegoś wielkiego w bardzo krótkim czasie. Stosunkowo szybko zyskaliśmy bazę i strukturę do dalszego rozwijania i wzmacniania – to jest najważniejsze."
  7. Polen 1939 Friedhof Heldengräber Grab Kreuz Stahlhelm Soldat Abschied"
  8. Soldaten Grab eines Kradschützen in Rzeszow Polen gef. 1939 Wehrmacht 7. ID"
  9. http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1380462,fake-newsy-ministra-blaszczaka.html Fake newsy ministra Błaszczaka W poniedziałek na łamach DGP napisaliśmy, że w przyszłym roku maksymalna liczba żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT), a więc ochotników, może wynosić nieco ponad 17 tys. Ta liczba pojawia się w projekcie rozporządzenia Rady Ministrów, które przygotowało Ministerstwo Obrony Narodowej. Podobne wnioski płyną z innych dokumentów przygotowanych w resorcie obrony. Wczoraj, podsumowując trzy lata działalności kierownictwa MON, minister obrony Mariusz Błaszczak stwierdził, że formowanie WOT nadal zostaje priorytetem. – Wbrew fake newsom nie wygaszamy służby terytorialnej. Jest wręcz przeciwnie. Dokładamy wszelkich starań, aby Wojska Obrony Terytorialnej rozwijały się w sposób zrównoważony – przemawiał polityk. Abstrahując od tego, że fake news to podobnie jak terytorialsi bardzo brzydki, psujący język anglicyzm, który konstytucyjny minister legitymizuje. Warto się odnieść do tego w innej kwestii. Bo choć minister nie wspomniał o Dzienniku Gazecie Prawnej wprost (nie przysłał również sprostowania), to jak rozumiem – inspiracją była publikacja na naszych łamach. Nie napisałem, że Obrona Terytorialna zostanie wygaszona. Napisałem, że wygaszone zostaną Narodowe Siły Rezerwowe (NSR). Informację o tym można znaleźć w uzasadnieniu projektu rozporządzenia Rady Ministrów „w sprawie określenia liczby osób, które w 2019 r. mogą być powołane do czynnej służby wojskowej”. By było śmieszniej, w dokumencie napisanym wyjątkowo niechlujnie. Oto fragment jego uzasadnienia: „W kwestii dalszego powoływania żołnierzy z zawartymi kontraktami w ramach Narodowych Sił Zbrojnych (NSR), w kontekście zapowiadanego przez resort obrony narodowej wygaszania tego rodzaju służby wojskowej”. Przypomnę nieśmiało, że Narodowe Siły Zbrojne nie działają od ponad 70 lat. W poniedziałek, opisując przyszłość Wojsk Obrony Terytorialnej (i zastrzegając, że ten projekt może być jeszcze zmieniony), napisaliśmy, że pomysł formowania WOT zostanie zamrożony. W Słowniku języka polskiego słowo „zamrozić” ma podane trzy desygnaty. Pierwszy to „poddać coś działaniu niskiej temperatury, doprowadzając do całkowitego lub częściowego zamarznięcia”. Drugi to „silnie schłodzić”. Wreszcie może też chodzić o to, by „wstrzymać realizację, użytkowanie lub sprzedaż czegoś”. Wyjaśniam: w poniedziałkowym tekście chodziło o wstrzymanie rozwoju, jak mówił wprost jeden z naszych rozmówców: „zwolnienie procesu rozwijania” Obrony Terytorialnej. Nie pisałem o tym, że projekt będzie zakończony albo wygaszony. Napisałem, że patrząc przez pryzmat dokumentów powstających w ostatnim czasie w MON, będzie się rozwijał wolniej, niż dotychczas przewidywano. Zastanówmy się teraz, co mogą znaczyć słowa ministra Błaszczaka: „dokładamy wszelkich starań, aby wojska OT rozwijały się w sposób zrównoważony”? Zrównoważony to spokojny, opanowany. Z kolei „zrównoważyć” to „zapewnić równowagę pomiędzy pozycjami w bilansie”. Jeśli więc, tak jak napisaliśmy, w przyszłym roku Wojska Obrony Terytorialnej zasili 3 tys. żołnierzy, a nie 10 tys., to można rozumieć ten proces jako zrównoważony rozwój. Jeśli chcemy zrównoważyć sytuację w wojsku, dbając o równowagę między wojskami operacyjnymi a niezawodowymi, to wtedy będzie to „rozwój zrównoważony”. Wczoraj minister Mariusz Błaszczak, mówiąc o fake newsach, potwierdził jedynie nasze prawdziwe informacje."
  10. http://www.tvn24.pl/japonia-wypadek-dwoch-statkow-powietrznych-zaginione-zalogi,889928,s.html Wypadek dwóch samolotów u wybrzeży Japonii. Trwają poszukiwania zaginionych marines Do wypadku, w którym uczestniczyły dwa statki powietrzne korpusu piechoty morskiej Stanów Zjednoczonych, doszło w środę u wybrzeży Japonii. Pięciu amerykańskich żołnierzy uznaje się za zaginionych. Wedle informacji, jakich agencji Reutera udzielił amerykański urzędnik, chcący zachować anonimowość, w wypadku uczestniczył myśliwiec F/A 18 i samolot cysterna KC-130. Samoloty wystartowały z bazy marines w Iwakuni w Japonii. Do wypadku doszło w trakcie treningowego tankowania w powietrzu - podał Korpus piechoty morskiej. "Jeden żołnierz uratowany Łącznie na pokładach obu jednostek znajdowało się siedem osób załogi. Takeshi Iwaya, minister obrony Japonii poinformował na konferencji prasowej około godziny 6 polskiego czasu, że udało się odnaleźć dwóch wojskowych. Jeden z nich, który leciał myśliwcem F/A-18, został uratowany wcześniej i w stanie stabilnym przebywa już w bazie w Iwakuni. Drugi został odnaleziony około 10 godzin po wypadku i zabrany na pokład japońskiego statku wojskowego. - Jest nam przykro, że doszło do incydentu, ale naszą uwagę skupiamy obecnie na poszukiwaniach żołnierzy piechoty morskiej i prowadzeniu akcji ratunkowej - dodał minister. Trwa akcja poszukiwania pozostałych pięciu marines. Korpus w oświadczeniu poinformował, że do incydentu doszło około godziny 2 w nocy w czwartek czasu lokalnego (godzina 18 w środę czasu polskiego), 300 kilometrów od wybrzeży Japonii."
  11. http://wyborcza.pl/7,75398,24244725,blaszczak-na-trzylecie-rzadow-pis-zrobilismy-wiecej-niz-po.html Błaszczak na trzylecie rządów PiS: Zrobiliśmy w wojsku więcej niż PO przez osiem lat W trzy lata udało się zrobić więcej niż przez długich osiem lat Platformy Obywatelskiej - tak podsumował trzylecie rządów Prawa i Sprawiedliwości w polskich siłach zbrojnych szef MON Mariusz Błaszczak. Obiecał podwyżki, podkreślił, że nadal priorytetem są wojska obrony terytorialnej, i poinformował, że wydał rozkaz nakazujący żołnierzom śpiewanie hymnu podczas uroczystości państwowych. Uroczystość podsumowania rządów PiS w Ministerstwie Obrony Narodowej odbyła się w hangarze 1. Bazy Lotnictwa Transportowego na Okęciu. Tym samym, gdzie dwulecie podsumował poprzedni szef MON Antoni Macierewicz. Minister Błaszczak występował na tle oficerów i żołnierzy oraz wystawy fotograficznej, której był głównym bohaterem. Jego podobizna znalazła się na 19 zdjęciach, a swojego poprzednika wspomniał tylko jednym zdaniem. Pytań ze strony dziennikarzy nie przewidziano. WOT nadal priorytetem rządu Przemawiając, Błaszczak podkreślił, że silna, nowoczesna i osadzona w strukturach NATO armia to priorytet rządu PiS, i dodał, że to dzięki tej władzy udało się wydobyć siły zbrojne z marazmu ostatnich lat. Przypomniał, że - dzięki ustawie o finansowaniu sił zbrojnych - w 2020 roku na obronność będzie przeznaczone w Polsce 2,1 proc PKB, a w 2030 – 2,5 proc. Szef MON odniósł się do publikacji prasowych dotyczących zmiany podejścia MON do wojsk obrony terytorialnej. Wedle "Dziennika Gazety Prawnej formacja z zamierzonych 53 tys. miała być ograniczona do 20 tys., a jej formuła jako odrębnego rodzaju sił zbrojnych miała się rozmyć. – Wojska obrony terytorialnej do 2021 roku będą liczyć 53 tys. żołnierzy – zapewnił Błaszczak, przypominając, że w tym roku mają mieć 17 tys. Informacje o zmianie formuły WOT nazwał fake newsami. Powiedział, że ta formacja jest nadal priorytetem rządu. Poinformował, że we wtorek podpisał kontrakt na zakup z fabryki Łucznik 20 tys. pistoletów, które na pamiątkę słynnej polskiej broni sprzed II wojny światowej zostały nazwane Vis. Nieco więcej miejsca poświęcił planowi organizacji 18. dywizji na wschodzie, która ma być polską odpowiedzią na agresywne poczynania Rosji wobec Ukrainy na Krymie, w Donbasie i ostatnio na Morzu Azowskim. Dowódcy – gen. Jarosławowi Gromadzińskiemu – przekazał replikę orderu virtuti militari, którym był udekorowany pułk artylerii przedwojennej 18. dywizji. Szef MON zapowiedział też, że w czwartek w Elblągu zostanie certyfikowane przez NATO dowództwo Wielonarodowej Dywizji Północny-Wschód. Prezydent Andrzej Duda z tej okazji mianuje na stopień generała dywizji jej dowódcę – gen. bryg. Krzysztofa Motackiego, a na stopnie gen. brygady – szefa sztabu Piotra Malinowskiego oraz jego zastępcę Dariusza Żuchowskiego. Wojsko ma śpiewać hymn Szef MON pochwalił się podpisaniem umowy na dostawy systemu „Patriot” oraz zgodą Departamentu Stanu USA na sprzedaż Polsce wyrzutni rakietowych HIMARS. Niewiele mówił na temat innych, mocno opóźnionych przetargów. Stwierdził, że MON nie rezygnuje z żadnego z programów zbrojeniowych. Błaszczak przypomniał, że od 2016 r. wprowadzane są podwyżki dla pracowników wojska. W przyszłym roku mają wynieść średnio po 300 zł, natomiast wojskowi mają dostać średnio po 500 zł podwyżki. Równocześnie prowadzona jest akcja naboru do sił zbrojnych. MON nie ujawnia liczby wakatów w jednostkach. Wśród ubiegłorocznych osiągnięć szef MON wymienił zorganizowanie defilady z okazji 15 sierpnia, którą na żywo oglądało około 150 tys. osób, oraz marszu „dla biało-czerwonej” 11 listopada. Na koniec stwierdził, że „podjął decyzję, by żołnierze śpiewali hymn polski podczas ceremonii państwowych”, bo nie przewidywał tego obecnie obowiązujący ceremoniał wojskowy."
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie