Skocz do zawartości

bodziu000000

Użytkownik forum
  • Zawartość

    66 361
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    576

Zawartość dodana przez bodziu000000

  1. http://www.defence24.pl/aktualizacja-smiglowcowych-przetargow-mon-potwierdza Aktualizacja śmigłowcowych przetargów. MON potwierdza Resort obrony oficjalnie potwierdza informacje o trwającej redefinicji założeń postępowań na śmigłowce dla Wojsk Specjalnych i Marynarki Wojennej. W związku z niedawnymi wypowiedziami wiceministra Skurkiewicza dotyczącymi planów pozyskania śmigłowców CSAR SOF i ZOP ze zdolnością CSAR skierowaliśmy pytania do resortu obrony. MON nie potwierdził planu podpisania umów na śmigłowce SOF w 2018 roku, choć pierwotnie deklarowano zakończenie postępowania w 2017 roku. Resort poinformował jednocześnie: „w Inspektoracie Uzbrojenia trwają prace nad aktualizacją dokumentów dotyczących zakupu śmigłowców dla Wojsk Specjalnych i Marynarki Wojennej”. Nieoficjalnie Defence24.pl dowiaduje się, że postępowanie SOF ma być najprawdopodobniej całkowicie anulowane. Minister Skurkiewicz w zasadzie nie odniósł się do zakupów śmigłowców dla Wojsk Specjalnych w trakcie posiedzenia w Sejmie. Natomiast zakup dla marynarki ma być kontynuowany z uwagi na bardzo pilną konieczność wymiany śmigłowców pokładowych. Jak powiedział wiceszef MON: „Najpilniejsza sytuacja obecnie występuje w zakresie utrzymania sprawności śmigłowców SH-2G, które pomimo wykorzystania docelowej normy eksploatacji na poziomie 50 procent będą musiały zostać wycofane z powodu braku dalszego wsparcia tych śmigłowców przez producenta.”. Śmigłowce SH-2G są używane przez Marynarkę Wojenną, na pokładach fregat typu Perry. Ich następcy mają zostać wyłonieni w postępowaniu na śmigłowce ZOP z możliwością prowadzenia misji ratowniczych. Deklaracje ministra Skurkiewicza, jak i informacje o prawdopodobnym anulowaniu postępowania na śmigłowce SOF świadczą o zmianach priorytetów i dalszych opóźnieniach w programach śmigłowcowych. Początkowo zakładano, że łącznie w obu postępowaniach dla specjalsów i marynarki będzie zakupionych maksymalnie 16 śmigłowców, w tym osiem dla Wojsk Specjalnych i osiem dla MW, przy czym dopuszczano podział ostatniego tego zamówienia na dwie części (po cztery śmigłowce w każdej). Wiceminister obrony Wojciech Skurkiewicz mówił jeszcze w lutym w Sejmie, że trwa analiza dotycząca rozłożenia możliwości dostaw maszyn dla specjalsów na dwie części. Z kolei w ubiegły czwartek wiceminister stwierdził, że na realizację wszystkich zadań związanych z zakupem śmigłowców MON planuje przeznaczyć do 2022 4,7 mld zł. Oprócz zakupu nowych maszyn ta kwota obejmuje również remonty Mi-17, Mi-8 i W-3 Sokół, wszystkich SW-4 Puszczyk, a także Mi-2. Wiceminister oficjalnie potwierdził też, że realizacja programu śmigłowca szturmowego Kruk opóźniła się poza rok 2022, planowana jest też ograniczona modernizacja Mi-24. Jeszcze w listopadzie ub. r. ówczesny wiceszef MON Michał Dworczyk mówił, że na śmigłowce do 2022 roku zaplanowano „blisko 7 mld zł”. Obecnie resort zamierza przeznaczyć znacznie mniej pieniędzy na nowe maszyny, a oprócz tego w szerokim zakresie będą realizowane remonty i wsparcie istniejących śmigłowców. To oznacza, że zakupy nowych śmigłowców będą musiały być dalej ograniczane, przynajmniej w najbliższych latach. Na dziś nie wiadomo ani kiedy zostaną podjęte decyzje, ani kiedy te postępowania będą sfinalizowane. Wiceminister obrony zapowiedział też, że dalsze decyzje dotyczące pozyskania śmigłowców po 2022 roku będą mogły zostać wypracowane w ramach prac nad programem rozwoju Sił Zbrojnych na lata 2017-2026. - „Dalsze decyzje dotyczące pozyskania kolejnych śmigłowców różnych typów w okresie po roku 2022 zostaną wypracowane w ramach prac nad programem rozwoju Sił Zbrojnych na lata 2017–2026. Przewidywany termin zakończenia prac uzależniony jest od przyjęcia przez Radę Ministrów szczegółowych kierunków przebudowy i modernizacji technicznej Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej na lata 2017–2026.” - stwierdził. Dostawy nowych śmigłowców odsuwają się – w większości – na okres po 2022 roku, a sama realizacja procedur zależna jest od wypracowania dokumentów, które muszą dopiero zostać przyjęte. Obok wymienionych programów, w planach jest przecież np. także zakup lekkiego śmigłowca Perkoz, następcy Mi-2. Jest jednak niemal pewne, że w najbliższych latach Wojsko Polskie będzie musiało bazować w zdecydowanej większości na istniejącej flocie śmigłowców."
  2. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1748770,1,czy-pis-kasuje-smiglowce.read Czy PiS kasuje śmigłowce? Rząd każe wojskowym pilotom latać przynajmniej kolejne dziesięć lat na niemal muzealnym sprzęcie. Z ambitnego programu śmigłowcowego nie zostało prawie nic. Szok i niedowierzanie – to uczucie towarzyszyło sejmowej wypowiedzi wiceministra obrony Wojciecha Skurkiewicza, który w miniony czwartek, przy okazji odpowiedzi na poselskie pytanie, przedstawiał kształt wojskowego programu zakupu śmigłowców. Szok – bo minister praktycznie ten program skasował. Niedowierzanie – bo gdzieś tli się jeszcze nadzieja, że albo się pomylił, albo na kartkach, z których czytał, miał wypisane złe dane. Tylko dlatego tytuł tego artykułu zawiera znak zapytania. Trzeba przypomnieć, że program śmigłowcowy dla wojska jeszcze w poprzedniej kadencji zakładał kupno w ciągu kilku lat 50–70 śmigłowców wielozadaniowych (ściślej: kilku wyspecjalizowanych typów zbudowanych na wspólnej platformie) oraz 30 uderzeniowych. Postępowanie na zakup śmigłowców wielozadaniowych wygrały francuskie H225M Caracal, ale do zakupu nie doszło, bo rząd PiS w 2016 roku anulował zamówienie od Airbusa. Procedura zakupu śmigłowców bojowych, mimo zapowiedzi uznania ich za priorytet w maju 2014 roku, nie zaczęła się ani w poprzedniej, ani w tej kadencji. Śmigłowce – test dla nowego MON Temat śmigłowców należy do najchętniej dyskutowanych w mediach i przez polityków. Za czasów Antoniego Macierewicza był też osią wielu niespełnionych deklaracji. Po fiasku kilku deklarowanych terminów ostatecznie w zeszłym roku uruchomiono dwa zamówienia – na osiem śmigłowców dla sił specjalnych i na cztery do ośmiu (bo to była już opcja) maszyn do zwalczania okrętów podwodnych z funkcją morskiego poszukiwania i ratownictwa. Postępowanie trwa już ponad rok, ale wciąż nie udało się nawet zebrać ofert ostatecznych na te pierwsze. Te drugie są na jeszcze wcześniejszym etapie. Dlatego trudno się dziwić, że po dymisji ministra Macierewicza i zastąpieniu jego ekipy przez ludzi ściągniętych z MSWiA przez Mariusza Błaszczaka śmigłowce były jednym z obszarów testowych, mających pokazać, do jakiego stopnia nowi ludzie będą gotowi naprawić sytuację i czy wreszcie zakupią potrzebne wojsku maszyny. Jeśli ocenę tę oprzeć na deklaracjach Wojciecha Skurkiewicza, to test wypada negatywnie: ekipa Błaszczaka sytuacji ze śmigłowcami nie naprawia, a wręcz dramatycznie ją pogarsza. Usłyszeliśmy bowiem, że plany zakupów uległy drastycznej redukcji, a w zamian wojsku oferuje się renowację sprzętu iście muzealnego. Skurkiewicz obcina śmigła Wojciech Skurkiewicz, do niedawna szeregowy, choć aktywny poseł PiS z Radomia, członek komisji obrony, awansował do MON po dymisji Macierewicza i od razu został rzucony na głęboką wodę. Nazajutrz po powołaniu, w lutym, musiał na posiedzeniu komisji przedstawiać plany modernizacji armii. Już wtedy sygnalizował, że nie na wszystkie duże programy zbrojeniowe są pieniądze, a resort musi na nowo przeliczyć, na co go stać. Po trzech miesiącach Skurkiewicz, bogatszy o wiedzę, ile kosztuje program obrony powietrznej w pierwszej fazie, sygnalizuje, jakie decyzje nastąpią odnośnie do śmigłowców i nie są to słowa optymistyczne. – W stosunku do najbardziej wyeksploatowanych śmigłowców rozpoczęte zostały prace w zakresie określenia możliwości przedłużenia ich docelowej normy eksploatacji, która pozwoli na dalsze użytkowanie tych śmigłowców przez siły zbrojne. Nie będzie więc zakupów, będą remonty, by – na papierze – wszystko było OK. Nie można tego nazwać inaczej niż lekceważeniem potrzeb operacyjnych wojska i igraniem z bezpieczeństwem załóg. Pokładowa zagadka Program śmigłowcowy w obecnej wersji został według Skurkiewicza ograniczony do zakupu czterech nowych maszyn – zwalczania okrętów podwodnych z funkcją morskiego poszukiwania i ratownictwa. Dziś te funkcje pełnią cztery kamany super seasprite, które Polska dokupiła z USA po otrzymaniu dwóch fregat rakietowych klasy OHP (ORP Kazimierz Pułaski i ORP Tadeusz Kościuszko). Śmigłowce nie były stare, ledwie dziesięcioletnie, w Polsce trzy z nich zmodernizowano i dozbrojono, czwarty był magazynem części zamiennych. Według MON osiągnęły zaledwie połowę swojej normy eksploatacji, ale muszą zostać wycofane, bo producent nie oferuje już wsparcia technicznego. Firma Kaman rzeczywiście pozbywa się obciążenia, jakim jest dla niej SH-2G, który nie zdobył dużego rynku i jest wypierany przez pokładowe black hawki SH-60. Ale nie znaczy to, że wsparcie dla super seasprite′ów nie będzie oferowane. Marynarka wojena Peru podpisała niedawno kontrakt na utrzymanie tych śmigłowców z General Dynamics Canada, któremu Kaman przekazał odpowiednie kompetencje. Tak więc relatywnie młodych śmigłowców wcale nie trzeba wycofywać, wystarczy poszukać innego dostawcy usług. Rozmiar ma znaczenie Minister zaznaczył wyraźnie: – Obecnie najpilniejszym zadaniem jest pozyskanie nowych śmigłowców zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) w wersji podkładowej celem zastąpienia nimi planowanych do wycofania już w najbliższych latach śmigłowców SH-2G. Zdanie to, jeśli rzeczywiście odzwierciedla kierunek myślenia MON, może oznaczać nowy zwrot w programie śmigłowcowym. Pytanie bowiem, jak pogodzić relatywnie niewielkie wymiary pokładowego SH-2G z obecnymi wymaganiami? Trwające w Inspektoracie Uzbrojenia postępowanie dotyczy czterech (do ośmiu w opcji) śmigłowców łączących role zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) i morskiego poszukiwania i ratownictwa (SAR). Gdy ponad rok temu wysyłano zaproszenia do oferentów, mówiło się o zastąpieniu przez nie ciężkich, bazujących na lądzie Mi-14. Jeśli minister Skurkiewicz mówi teraz o pokładowej roli śmigłowców ZOP, to zmienia zasadniczo założenia tego zakupu. Po pierwsze, sam wymóg łączenia ról wymusza duży rozmiar maszyn. Po drugie, perspektywa zastąpienia Mi-14 – z jego wielkością, zasięgiem i udźwigiem – również premiuje duże maszyny. Po trzecie, nasze fregaty OHP są nieperspektywiczne i nie ma sensu „pod nie” kupować śmigłowców. Owszem, kiedyś mówiło się o śmigłowcach mogących lądować na korwetach Miecznik czy patrolowcach Czapla, ale oba programy okrętów nawodnych skasowano de facto za Macierewicza. Lądowisko ma też patrolowiec Ślązak, ale na jego pokładzie można co najwyżej przysiąść w celu dotankowania, zabrania lub zostawienia rozbitka czy załadunku amunicji. Oferty na śmigłowce ZOP są dwie: 11-tonowy H225M Caracal i 14-tonowy AW101. SH-2G jest dużo mniejszy, to maszyna klasy 6 ton. Różnica jest zbyt duża, by dało się to łatwo pogodzić, a może nawet w ogóle się nie da. Powietrzne muzeum polata dłużej – Planowane są remonty śmigłowców transportowych Mi-17, Mi-8, W-3. Pozwoli to na dalszą ich eksploatację i zapewni realizację zadań transportowych sił zbrojnych w najbliższych dziesięciu latach – to zdanie ministra Skurkiewicza powinno budzić największy niepokój u pilotów. Mi-8 to konstrukcja z początku lat 60., powszechnie uznawana za wzorzec niezawodności i odporności na niekorzystne warunki, bodaj najbardziej ceniony wyrób radzieckiego przemysłu helikopterowego, latający pomnik wybitnego konstruktora Michaiła Milla. Ale te pomniki mają swoje lata. Najmłodsze maszyny Mi-8 służące dziś w wojsku wyprodukowano na początku lat 80., większość to czterdziestolatki. Jest szansa, że po kolejnym wydłużeniu służby przekroczą pięćdziesiątkę. Samo w sobie to jeszcze nie jest dramatem, bo wszak i odrzutowe szkolne iskry dawno już przekroczyły ten wiek i ciągle latają, a i na świecie konstrukcji w podobnym wieku w użyciu jest sporo. Katastrofą jest jednak kompletne fiasko planów unowocześnienia tej floty. Na tle Mi-8 ich późniejsze eksportowe wersje Mi-17 to młodzież. W Polsce pojawiły się najpierw pod koniec komuny, a w większej liczbie dopiero w XXI wieku, kiedy MON musiał łatać luki we flocie powietrznej afgańskiego kontyngentu. Od 2006 roku kupiliśmy 12 sztuk Mi-17, które polatają pewnie do połowy stulecia. Na ich tle polski W-3 Sokół, produkowany od końca lat 80., to może nie młodzieniaszek, ale maszyny, zwłaszcza wyprodukowane w XXI wieku, można jeszcze długo użytkować. Kruk odleciał na dekadę Znacznie gorzej wygląda sytuacja ze śmigłowcami bojowymi Mi-24. Większość pozostających w służbie maszyn tego typu pochodzi z lat 80., zdarzają się o dekadę młodsze, więc nie wiek jest tu zasadniczym problemem. Więc te słowa Wojciecha Skurkiewicza nie powinny jeszcze budzić grozy: – W przypadku śmigłowców bojowych planowana jest ograniczona modernizacja śmigłowców Mi-24 oraz pozyskanie nowych śmigłowców uderzeniowych po roku 2022. Jeśli jednak zbije się je z zapowiadanym od czterech lat zakupem nowoczesnych śmigłowców bojowych i przypomni, że temat modernizacji Mi-24 był dyskutowany w MON na początku lat 2000., widzimy, jak bardzo cofnęliśmy się wobec ambicji i potrzeb. W planach sprzed prawie 20 lat były wielonarodowy projekt Grupy Wyszehradzkiej i modernizacja w Polsce ponad setki maszyn. Nic z tego nie wyszło. Później zarówno przemysł krajowy, jak i zagraniczni oferenci przedstawiali od czasu do czasu swoje propozycje unowocześnienia maszyny nadal mającej wiele unikalnych cech, jak udźwig, prędkość, możliwość przenoszenia desantu w kabinie. Ale przynajmniej od 2012 roku Polska na horyzoncie miała zakup nowych śmigłowców uderzeniowych, a minister Macierewicz jeszcze w zeszłym roku osobiście wskazywał swojego faworyta – Apacza. Dzisiaj dowiadujemy się, że program Kruk odleciał na okres po 2022 roku, a Mi-24 czeka „ograniczona modernizacja”. Jaka? Tego pewnie nieprędko się dowiemy, bo nawet przygotowanie takich zamówień zabiera lata. Jeśli oferta zostanie określona, a określony model wybrany do 2020 roku, minimum kolejne dwa lata zajmie jego wdrożenie. Czyli Mi-24 mają szansę zostać zmodernizowane najwcześniej wtedy, kiedy MON ma się przymierzyć do programu Kruk. Ale skoro będą już zmodernizowane, to po co wtedy kupować nowe? Przecież unowocześnione maszyny będą miały przed sobą minimum dziesięć lat służby. Specjalne zaginęły w boju Co ciekawe, minister Skurkiewicz nie zająknął się ani słowem na temat śmigłowców dla sił specjalnych, i to mimo trwającej w Inspektoracie Uzbrojenia procedury ich zakupu. To właśnie śmigłowce dla specjalsów wskazywał Antoni Macierewicz jako najpilniejszą sprawę, co dziwiło wojskowych ekspertów. Ale minister od razu wymieniał konkretną nazwę, więc było jasne, o co chodzi. Black hawki miały zaspokoić nie tyle potrzeby wojska, ile polityki. Produkowane na Podkarpaciu, ale noszące markę amerykańskiej firmy, śmigłowce te byłyby dla Macierewicza idealnym połączeniem inwestycji w strategiczny sojusz ze „wstawaniem z kolan” największej polskiej wytwórni lotniczej. Bo przecież w zależności od doraźnych potrzeb fabryki w Mielcu i Świdniku (ta druga w rękach włoskiego Leonardo) mogą być rdzennie polskie albo wrednie obce. Po niespełnionych obietnicach ekspresowego zakupu black hawków pod koniec 2016 roku Inspektorat Uzbrojenia na życzenie Macierewicza i na podstawie dokumentu zwanego „pilną potrzebą operacyjną” rozpisał w lutym 2017 roku przetarg na osiem śmigłowców dla specjalsów. Tyle że poza Mielcem z Black Hawkiem zgłosiły się Świdnik-Leonardo z dużym AW-101, a nawet nielubiany w PiS Airbus z Caracalem. Postępowanie jest pilne tylko z pozoru, faktycznie zaś wygląda na zawieszone. Do dziś nie udało się doprowadzić do złożenia przez producentów ofert ostatecznych, tzn. zawierających cenę. Nie ma raczej mowy o spełnieniu wymogu terminu dostaw w połowie przyszłego roku. A teraz wiceminister obrony nawet o śmigłowcach tych nie wspomina. Czy to przeoczenie? MON będzie musiał zapewne na te pytania jeszcze odpowiedzieć. Na razie sytuacja jest taka, że śmigłowce dla sił specjalnych zaginęły w akcji. Na ratunek po remoncie – W odniesieniu do śmigłowców SAR realizowana jest modernizacja śmigłowców W-3 do wersji W-3ARM Anakonda. Ponadto zadania SAR realizowane są przez zmodernizowane śmigłowce Mi-14 – w tym akapicie minister Skurkiewicz zawarł kolejny znak zapytania, tym razem dla systemu morskiego poszukiwania i ratownictwa, prowadzonego z lądowych baz nad Bałtykiem. Aby zrozumieć sprawę, trzeba sobie uświadomić, że wynikająca z międzynarodowych zobowiązań polska strefa odpowiedzialności za działania ratownicze na morzu rozciąga się daleko poza granice wód terytorialnych i sięga od Świnoujścia prawie po Bornholm i od granicy Obwodu Kaliningradzkiego prawie po środek mapy Bałtyku. Aby je realizować należycie, trzeba mieć nie tylko szybkie i pojemne kutry, ale i duże, odpowiednio wyposażone śmigłowce, zdolne do długotrwałego wykonywania misji z dala od brzegu. Tymczasem minister Skurkiewicz stwierdził, że zadania alarmowe z baz lądowych w Gdyni i Darłowie będą wykonywać polskie śmigłowce W3-ARM Anakonda (pięć w służbie, MON ma plan dokupienia trzech) oraz dwa odremontowane Mi-14. Te ostatnie miały być wycofane w przyszłym roku, ale decyzją MON skierowano je w 2017 roku na kolejny remont i wydłużenie okresu eksploatacji. We wcześniejszych planach Mi-14 miały być zastąpione przez nowe śmigłowce, kupione w ramach dużego przetargu, a po jego anulowaniu – przez cztery maszyny kupione w trwającym obecnie zamówieniu MON. Anakondy mają dwukrotnie mniejszy zasięg od Mi-14, mniejszą prędkość dolotu, dwa razy krócej mogą prowadzić akcję i zabierają na pokład dwukrotnie mniej rozbitków. Jeśli zgodnie ze słowami wiceministra teraz priorytetem jest kupno pokładowych, a więc mniejszych śmigłowców ZOP/SAR, trzeba zadać pytanie, jak długo pociągną dwa Mi-14, czy będą czymś zastąpione, no i czy same anakondy wystarczą, nawet jeśli będzie ich więcej. Wygląda jednak na to, że Polsce grozi redukcja zdolności poszukiwawczo-ratowniczych. Znikające miliardy Poza szczegółowymi kwestiami technicznymi największe zaskoczenie tkwi w funduszach. Wojciech Skurkiewicz na koniec swej wypowiedzi tak podsumował wydatki MON na śmigłowce: – Na powyższe zamierzenia w planie modernizacji technicznej do roku 2022, co warto zaznaczyć, przeznacza się łączne nakłady w wysokości 4700 mln zł. Dla mniej zorientowanych odbiorców to duża kwota, ale wystarczy sięgnąć do wypowiedzi minister finansów Teresy Czerwińskiej sprzed kwartału, by przekonać się, że jest znacznie zaniżona w stosunku do wcześniej zapowiadanych. W styczniu Czerwińska mówiła bowiem tak: – Jeśli chodzi o plan modernizacji technicznej w latach 2018–2022, to mamy zabezpieczone łącznie 7,2 mld zł na program śmigłowcowy. I tutaj postępowanie jest w toku, jeśli chodzi o śmigłowce w wersji bojowego poszukiwania i ratownictwa, osiem sztuk dla pododdziałów wojsk specjalnych, natomiast jeśli chodzi o kwestię śmigłowców do zwalczania okrętów podwodnych, opracowane są warunki zamówienia publicznego uwzględniające wyniki negocjacji i opracowane jest zaproszenie do składania ofert ostatecznych. Czyli jeszcze w styczniu rząd planował wydać tylko na dwa zakupy nowych typów maszyn prawie dwa razy więcej, niż teraz zamierza wydać na całość działań dotyczących śmigłowców. Jeśli z budżetu wyparowały niemal trzy miliardy, nie może dziwić, że osiem maszyn dla specjalsów wypadło z planu. Tylko dlaczego nikt nam o tym do tej pory nie powiedział? Obniżka ambicji i wiarygodności Niezależnie od tego, czy wystąpienie ministra Skurkiewicza w stu procentach odzwierciedla nowe priorytety i kierunek decyzji MON co do śmigłowców, można stwierdzić, że stanowi ono pożegnanie z ambicjami polskiego programu ich szerokiej modernizacji. W ciągu dwóch lat odeszliśmy od planu zakupu 50 maszyn wielozadaniowych do zapowiedzi kupna zaledwie czterech (o ile rzeczywiście nie będzie ośmiu dla wojsk specjalnych). Zrezygnowaliśmy też z priorytetu dla śmigłowców bojowych z prawdziwego zdarzenia na rzecz modernizacji typu już kiedyś uznanego za mało perspektywiczny. Stanowi to dowód dramatycznej wręcz niestabilności polskich planów zbrojeniowych i wysokiej labilności decyzyjnej MON. Dla wojska to cios wymierzony w stabilność planowania, obniżający w perspektywie kolejnej dekady zdolności sił zbrojnych. Dla naszych sojuszników, partnerów czy dostawców jest to potwierdzenie spadającej wiarygodności. Dla naszych nieprzyjaciół – braku determinacji i siły. Dla podatników – potwierdzenie niejasności w wydatkowaniu funduszy publicznych. Dla wyborców – kolejną niespełnioną zapowiedzią rządzących."
  3. http://wyborcza.pl/7,75398,23399409,polska-armia-remontuje-zlom-z-zapowiadanej-przez-pis-modernizacji.html http://wiadomosci.onet.pl/kraj/zamiast-kupic-nowy-sprzet-beda-remontowac-stary/15rfsgm amiast kupić nowy sprzęt, będą remontować stary Wyższe niż planowano koszty programu "Wisła, wzrost kursu dolara i wysokie koszty tworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej, spowodowały, że MON musi ciąć wydatki. Jak informuje dzisiejsza "Gazeta Wyborcza w efekcie zamiast kupować nowy sprzęt Polska będzie remontować przestarzałe maszyny. Budżet MON wynosi 41 mld złotych, z czego 10 mld ma zostać przeznaczone na modernizację techniczną. Jednak rosnące wydatki sprawiły, że nie będzie wielu nowych i potrzebnych zakupów. Wiceminister obrony Wojciech Skurkiewicz zapowiedział już, że nie będzie nowych śmigłowców wielozadaniowych. W zamian będą przeprowadzone prace "w zakresie przedłużenia możliwości działania o 10 lat wyeksploatowanych maszyn, czyli poradzieckich Mi-17 i Mi-8. Budżet na modernizację floty śmigłowcowej został ograniczony z 7,2 mld zł do 4,7 mld zł. MON wycofuje ze służby śmigłowce zwalczające okręty podwodne SH-2G. Powód? Brak wsparcia producenta, czyli brak części. Wojsko będzie za to próbować remontować stare Mi-14 oraz Mi-24, które służyły jeszcze 30 lat temu w Afganistanie. MON rezygnuje również z zakupu nowych okrętów podwodnych. Niepewna jest również przyszłość programu zakupu systemów rakietowych Homar, bo rozmowy z USA zostały zerwane w 2017 roku. Pojawiły się jednak informacje, że jest nowy kontrahent z Izraela. Jak informuje "GW rząd będzie remontował poradzieckie czołgi T-72 i PT-91. Wojsko chce je wyposażyć w słowacką lub ukraińską armatę, termowizję i nowocześniejsze pancerze."
  4. Szwedzka makieta
  5. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/574123,miesiecznice-smolensk-kaczynski-ochrona-bor.html Snajperzy zamiast chronić prezydenta byli wysyłani na miesięcznice Podczas miesięcznic ochroniarze prezesa PiS wydawali dyspozycje borowcom, a marsze bez udziału Andrzeja Dudy i Beaty Szydło były objęte ochroną BOR w stopniu przysługującym jedynie prezydentowi i premierowi – donosi Wirtualna Polska. Byli funkcjonariusze BOR i obecni SOP w rozmowie z "WP zwracają uwagę, że 10. każdego miesiąca na Krakowskim Przedmieściu o względach bezpieczeństwa nie decydował tylko BOR, chroniący najważniejszych polityków, ale również Grom Group, prywatna firma chroniąca Jarosława Kaczyńskiego. - Są uznawani za bóstwa, bo są blisko prezesa PiS i sami taki mit wytwarzają. Nawet politycy PiS się ich boją, choć sam prezes nie ma z ochroną jakiś bliskich relacji - mówi portalowi były oficer BOR. - Podczas miesięcznic rządzili ludzie z Grom Group. Kierownictwo BOR dało nam do zrozumienia, że mamy ich słuchać. Potrafili nakazać, byśmy wpuszczali za barierki ludzi bez sprawdzenia pirotechnicznego. Co mieliśmy robić? Wykonałem polecenie i odsunąłem się na bezpieczną odległość, jak by ktoś wniósł bombę - twierdzi z kolei oficer SOP. - Wszyscy w BOR wiedzieli, że mamy działać tak, by nie było spięć z ochroną prezesa. Pawlikowski też o to dbał, by nie było problemów - dodaje były funkcjonariusz BOR. Gen. Andrzej Pawlikowski, który był szefem BOR w latach 2006-2007 i 2015-2017, w rozmowie z Wirtualną Polską przyznaje, że ochrona Jarosława Kaczyńskiego chciała mieć dużo do powiedzenia, ale zaprzecza, by wydał borowcom polecenie słuchania dyspozycji ochroniarzy prezesa PiS. - Realizując ustawowe zadania formacji ochronnej i czując ciężar odpowiedzialności za ich realizację, nie pozwalałem, by firma prywatna ingerowała w zadania służby państwowej, co niejednokrotnie było przedmiotem sporu z niektórymi politykami – wyjaśnia. Natomiast pytany, czy dotarło do niego, że funkcjonariusze BOR wykonywali polecania Grom Group, w tym dotyczące wstrzymania sprawdzeń pirotechnicznych, odpowiada: - Niejednokrotnie po tego rodzaju incydentach w rozmowach z właścicielami Grom Group wyrażałem oburzenie zaistniałymi sytuacjami, wyjaśniając im, że nie mają prawa ustawiać funkcjonariuszy BOR. Był o to duży bój, bo niestety próbowali mocno ingerować w działania ochronne służb państwowych. - Miesięcznice to był priorytet. Grupy przygotowujące wizyty premier i prezydenta w okolicach 10. były często poszkodowane, bo musiały oddawać ludzi - zauważa oficer SOP. - Podczas jednej z wizyt krajowych Andrzeja Dudy snajperzy BOR, rozmieszczani zwykle na dachach, zamiast chronić prezydenta byli wysłani na miesięcznice. Dostaliśmy snajperów z policji, ale było ich mniej – przyznaje informator "WP. - Miesięcznice miały ochronę BOR na poziomie prezydenta, premiera i koronowanych głów, choć Szydło pojawiała się rzadko. Krakowskie Przedmieście było sprawdzane jak tzw. miejsce czasowego pobytu jednej z najważniejszych osób. Decyzję o tak wysokim stopniu ochrony może podjąć tylko minister spraw wewnętrznych – podsumowuje były funkcjonariusz BOR."
  6. http://wyborcza.pl/7,75398,23377658,fabryka-oficerow-wot.html#Z_MT2
  7. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,23368280,katastrofa-rosyjskiego-smiglowca-ka-52-aligator-w-syrii-zgineli.html#Z_BoxNewsImg&a=66&c=96#Z_Czolka3Img Katastrofa rosyjskiego śmigłowca Ka-52 "Aligator w Syrii. Zginęli obaj piloci maszyny W Syrii rozbił się rosyjski śmigłowiec szturmowy Ka-52 "Aligator. Zginęli obaj piloci obecni na pokładzie - poinformowało Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej. Maszyną odbywano planowy lot we wschodniej części kraju. Na miejsce wypadku wysłano ekipę poszukiwawczo-ratowniczą, która wydobyła z wraku ciała pilotów. Przetransportowano je już do bazy. Według wstępnych ustaleń przyczyną katastrofy była usterka techniczna. Śmigłowce Ka-52 są produkowane od 2010 roku. Są przeznaczone do niszczenia pojazdów wojskowych i maszyn latających. Rosyjscy dowódcy oceniali, że "Aligatory dobrze sprawdzają się w syryjskich warunkach bojowych. To już drugi w maju wypadek lotniczy rosyjskich sił w Syrii. 3 maja do Morza Śródziemnego spadł myśliwiec Su-30SM. Także w tej katastrofie zginęli dwaj piloci. Podczas operacji w Syrii, według oficjalnych danych, Rosja straciła 7 samolotów i 6 helikopterów."
  8. http://wiadomosci.wp.pl/beata-szydlo-latala-casa-mon-podalo-liczbe-wszystkich-lotow-6249361173378689a Beata Szydło latała Casą. MON podało liczbę wszystkich lotów Beata Szydło, kiedy była szefową rządu, skorzystała z wojskowych samolotów transportowych 77 razy. Takiej informacji udzieliło ministerstwo obrony w odpowiedzi na interpelację poselską. Na początku 2017 r. ujawniliśmy, że premier Beata Szydło lata wojskowymi samolotami do Krakowa. Informator Wirtualnej Polski twierdził, że premier i prezydent latają do Krakowa "praktycznie co tydzień. Do tych podróży wykorzystywano Embraery oraz wojskowe Casy. Wcześniej tych drugich maszyn politycy mieli nie wykorzystywać oprócz wyjątkowych sytuacji. Poseł Nowoczesnej Krzysztof Truskolaski zapytał MON, ile razy Beata Szydło skorzystała z wojskowych samolotów transportowych, kiedy była szefową rządu. W odpowiedzi wiceminister Wojciech Skurkiewicz poinformował, że odbyło się 77 takich lotów. MON milczy na temat kosztów lotów, o które też pytał Krzysztof Truskolaski w swojej interpelacji. Poseł przypomina, że według wcześniejszych doniesień jeden lot Casą mógł kosztować 34 tys. zł. Jeśli te informacje są zgodne z prawdą, jak wylicza poseł, loty Szydło mogły kosztować podatników ponad 2,6 mln złotych. Rok temu o loty Beaty Szydło wojskowymi samolotami zapytali posłowie PO. W kwietniu 2017 r. wiceminister Bartosz Kownacki informował o 31 lotach o statusie HEAD z premier na pokładzie."
  9. http://wiadomosci.onet.pl/kraj/afera-korupcyjna-w-pgz-w-tle-misiewicz-i-jego-kolega-z-apteki/0p7lhss Afera korupcyjna w PGZ. W tle Misiewicz i jego kolega z apteki Polską Grupę Zbrojeniową oplotła sieć niejasnych powiązań między stowarzyszeniami, firmami i osobami związanymi z Bartłomiejem Misiewiczem. Sprawę afer niewygodnych dla PiS opisują Marek Pyza i Marcin Wikło w dzisiejszym wydaniu tygodnika "Sieci. Sam Misiewicz nazwał artykuł "paszkwilem i zapowiedział podjęcie kroków prawych przeciwko autorom tekstu. * CBA prowadzi liczne postępowania związane z ludźmi obecnej władzy, dotyczące m.in. Zakładów Chemicznych Police, spółki PIT-RADWAR, PKP, BOR, Spółki Tauron Ciepło, Lotosu, Orlenu, KGHM-u i Azotów * Dziennikarze tygodnika "Sieci dotarli do zawiadomień, jakie CBA skierowało do prokuratury, dotyczących nieprawidłowości z 2016 roku w Polskiej Grupie Zbrojeniowej (PGZ) * Niejasne wydatki na szkolenia, PR i reklamę w PGZ są związane z działalnością Bartłomieja Misiewicza i jego znajomych - wynika z analizy dokumentów CBA * Centralne Biuro Antykorupcyjne potwierdziło informację o prowadzeniu śledztwa ws. nieprawidłowości w PGZ, postępowanie jest w fazie wstępnej Dlaczego o podobnych aferach nie jest głośno w mediach? Autorzy "Sieci stawiają tezę, że Zjednoczona Prawica unika pokazywania swoich ludzi, którzy mają problemy z prawem. Z kolei PO zapowiada likwidację CBA i twierdzi, że służba jest "policją polityczną. Aresztowania ludzi obecnej władzy nie wpisują się w tę narrację opozycji. Cena szkolenia: 1800 zł za godzinę Tymczasem CBA prowadzi liczne postępowania w sprawach, które mają bezpośredni związek z PiS. "Sieci ujawniają zawiadomienie do prokuratury, które dotyczy szkoleń z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu i koncertu "Głos Wolności w czerwcu 2016 roku. Najpierw PGZ zamówiło szkolenia u Stowarzyszenia dla Dobra Rzeczpospolitej - Propter Bonum Republicae. Choć organizacja nie miała żadnego doświadczenia w branży, na jej konto trafiły 491 964, 33 złote. Co ważne, faktura została wystawiona za szkolenia. Stowarzyszenie niemal natychmiast przelało 391 tys. złotych firmie PR Ten Team. Dlaczego? Bartłomiej Misiewicz wskazał Ten Team jako organizatora koncertu "Głos Wolności oraz wystawy z okazji 40-lecia KOR. Zaproponował również, by PGZ przejęła finansowanie obu wydarzeń. Co ciekawe, koszty organizacji koncertu wskazane przez Misiewicza wynoszą dokładnie 491 964, 33 złote. Okazuje się więc, że Stowarzyszenie dla Dobra Rzeczpospolitej stało się pośrednikiem. Osoby decyzyjne w PGZ wiedziały, że niemal pół miliona złotych przelanych na konto stowarzyszenia nie miało zostać przeznaczone na szkolenia, za które wystawiono fakturę. Sprawa szkoleń wróciła, gdy CBA zaczęło domagać się wyjaśnień. PGZ i Stowarzyszenie dla Dobra Rzeczpospolitej stworzyły dokumenty, z których wynika, że koszt godzinnego szkolenia jednego pracownika to niemal 1800 złotych. To absurdalne stawki, w które nikt nie wierzy. Przeniesiony koncert i znikająca wystawa Koncert "Głos Wolności, upamiętniający zryw robotników z 1976 roku, odbył się 26 czerwca 2016 roku. Jednak wbrew zapisom zawartym w umowie nie koncertowano na pl. Piłsudskiego w Warszawie, ale w hotelu Victoria. Zarząd PGZ zatwierdził właściwy wniosek o finansowanie wydarzenia dwa tygodnie po dacie koncertu (7 lipca). Z kolei Rada Nadzorcza potwierdziła wszystkie wydatki na imprezę (516 tys. złotych) dopiero 5 września. Co ciekawe, pięć dni wcześniej do składu Rady Nadzorczej PGZ dołączył Bartłomiej Misiewicz. Umowa dotycząca organizacji koncertu zostaje podpisana 26 września. W jej ramach stowarzyszenie miało również zorganizować wystawę multimedialną w Kielcach. Protokół należytego wykonania wystawy podpisano na dziesięć dni przed zawarciem samej umowy (16 września). Jednak wystawa wcale się nie odbyła -ustaliło CBA. Mąż właścicielki apteki, w której pracował Misiewicz Ostatecznie na konto stowarzyszenia trafiają 737 947,74 złote. Z tej kwoty 705 tys. złotych otrzymuje Ten Team. W sprawę zamieszanych jest kilka osób, jednak kluczową rolę odgrywa wiceprezes PGZ Radosław Obolewski. Prywatnie jest on mężem Anny Obolewskiej, właścicielki apteki w Łomiankach, w której przed wejściem do polityki pracował... Bartłomiej Misiewicz. CBA uzyskało informacje o relacjach osobistych między Obolewskim a Misiewiczem. To tylko wierzchołek niejasnych powiązań, które wytworzyły się wokół PGZ. CBA ma wiele dowodów na istnienie swoistej sieci firm, które oplotły Polską Grupę Zbrojeniową. Więcej o sprawie przeczytasz w artykule "Pilnowanie dobrej zmiany, autorstwa Marka Pyzy i Marcina Wikły, który ukazał się w dzisiejszym wydaniu tygodnika "Sieci. Misiewicz komentuje doniesienia tygodnika "Sieci Do artykułu odniósł się Bartłomiej Misiewicz, który stwierdził, że artykuł mija się z prawdą i zapowiedział, że podejmie kroki prawne w sprawie. "W związku ze szkalującymi mnie treściami zawartymi w artykule »Tak CBA łapie swoich« w Tygodniku Sieci informuję, że przedstawiony opis ma się nijak do rzeczywistości, a więc autorzy tego paszkwilu muszą się liczyć z konsekwencjami prawnymi - napisał Misiewicz na Twitterze. CBA potwierdza informacje o prowadzeniu postępowania Piotr Kaczorek z CBA pytany o doniesienia ws. rzekomych nieprawidłowości w PGZ poinformował, że CBA złożyło zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury pod koniec 2017 r. - Po kontroli w Polskiej Grupie Zbrojeniowej CBA złożyło w połowie listopada 2017 r. zawiadomienie do Prokuratury Generalnej. Śledztwo zostało wszczęte pod koniec ub.r. przez Prokuraturę Okręgową w Tarnobrzegu i zostało w całości powierzone delegaturze CBA w Warszawie - powiedział Kaczorek. Dodał, że CBA prowadzi obecnie czynności w tej sprawie, a śledztwo jest w fazie wstępnej. Biuro nie przekazało więcej szczegółów dotyczących prowadzonego postępowania."
  10. a tak wyglądało działko które walczyło z tą tankietką
  11. http://wiadomosci.onet.pl/kraj/70-tys-dolarow-miesiecznie-za-promocje-macierewicza/dqeylkk 70 tys. dolarów miesięcznie za "promocję Macierewicza? Od października Polska Grupa Zbrojeniowa co miesiąc płaciła 70 tys. dolarów za usługi lobbingowe w sprawie kontraktów "Homar i "Wisła. Tomasz Siemoniak podejrzewa jednak, że wynajęta firma BGR zajmowała się tak naprawdę promocją samego Antoniego Macierewicza. O sprawie pisze dzisiejsza "Gazeta Wyborcza. Usługi lobbingowe kosztowały łącznie ok. 840 tys. dolarów, czyli blisko 3 miliony złotych. "Sprawa jest tym bardziej dziwna, że kontrakt »Wisła« - na obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową w oparciu o system Patriot - był podpisany w relacjach: rząd-rząd. Zaś negocjacje w sprawie »Homara« zostały zerwane zaraz po podpisaniu kontraktu z BGR - czytamy w gazecie. Wiceprzewodniczący PO uważa, że zupełnie niezrozumiałe jest wynajmowanie firmy lobbingowej przez firmę zbrojeniową, gdy to rząd prowadzi negocjacje. Według Siemoniaka, prawdziwym celem umowy była promocja samego Antoniego Macierewicza, który miał mieć trudności z dotarciem do prominentnych polityków amerykańskich. - Paradoksalnie działalność firmy BGD mogła się okazać skuteczna, bo na koniec kadencji »załatwiono« szefowi MON spotkanie z doradcą ds. bezpieczeństwa prezydenta USA - mówi Siemoniak w rozmowie z dziennikiem."
  12. Szczęściarze
  13. http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,23288911,nawrocki-chce-kupic-westerplatte-i-daje-dwa-miliony-ale-prezydent.html Dyrektor Muzeum II Wojny chce kupić Westerplatte za dwa miliony. Ale prezydent Gdańska odmawia Bez umówienia na spotkanie, lecz w towarzystwie dziennikarzy TVP. Tak Karol Nawrocki, dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku próbował w środę kupić od prezydenta Gdańska teren na Westerplatte za dwa miliony złotych. Westerplatte staje się elementem przedwyborczego sporu. W środę Karol Nawrocki przyszedł do Urzędu Miasta w Gdańsku i szukał prezydenta Pawła Adamowicza, żeby złożyć mu ofertę odkupienia przez muzeum od gminy terenu na Westerplatte. Nie był umówiony na spotkanie, ale zabrał ze sobą ekipę Telewizji Polskiej. Spotkał prezydenta na schodach. Adamowicz nie chciał rozmawiać, odparł, że nie będzie brał udziału w „ustawce”, bo tak ocenił niezapowiedzianą wizytę Nawrockiego z pracownikami TVP. Westerplatte służy wszystkim Polakom Paweł Adamowicz napisał później na Facebooku: „Karol Nawrocki złożył ofertę handlową, w której proponuje, że kierowane przez niego Muzeum II Wojny Światowej kupi od Miasta Gdańska teren Westerplatte......"
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie