Skocz do zawartości
  • 0

Sygnet US Army - II Wojna Światowa? Prośba o identyfikację i weryfikację.


Pytanie

Napisano

Sygnet z godłem USA (Wielka Pieczęć).

Detale wzoru: Na tarczy 8 pionowych pasów, nad orłem 5 kropek (gwiazdek).

Wnętrze: Sygnet jest pusty w środku (wybrany materiał), brak jakichkolwiek bić, punc czy napisów (brak "Sterling").

Waga/Materiał: Sygnet jest wyczuwalnie ciężki, masywny. Kolor sugeruje mosiądz lub brąz (miejscami widoczne przetarcia).

Pytanie: Czy to autentyczna pamiątka frontowa (tzw. theater made) z okresu II wojny światowej, czy może powojenna pamiątka? Będę wdzięczny za wszelkie informacje o tym konkretnym wariancie wykonania.

20260214_123045.jpg

20260214_123032.jpg

20260214_122908.jpg

1 odpowiedź na to pytanie

Rekomendowane odpowiedzi

  • 0
Napisano (edytowane)

Takich patriotycznych przedmiotów podczas II wojny powstały w USA miliony, bo 12,2 mln ludzi było wtedy w amerykańskim wojsku, a przy tym w rodzinach żołnierzy panowała lifestyle'owa moda, aby nosić coś takiego. Do dziś jest zalew takich rzeczy na aukcjach. Są to właśnie sygnety, znaczki, bransoletki, breloki, wisiorki, kolczyki, inne trudno definiowalne rzeczy nie całkiem użytkowe, a wyginane np. z oryginalnych odznak wojskowych, korpusówek itp. Nazywało się to potocznie sweetheart jewelry.

Tego wszystkiego nie wolno było ani robić, ani nosić, jeśli a) naruszało to oficjalną heraldykę sił zbrojnych; b) co gorsza było wykonane z jakichś oryginalnych odznak, oznak stopnia itp.

Na tym sygnecie jest zgrabne obejście prawa (a prasa pisała wtedy wręcz prawne pogróżki, że nie wolno bawić się wojskową galanterią mundurową), gdzie amerykański orzeł jest „tyle o ile”. Nie ma przepisowych 13 gwiazdek, tylko ma 5 kropek; nie ma w szponach przepisowych 13 strzał tylko ma coś, co wygląd jak jedna łyżka; nie ma wstęgi z sentencją „E pluribus unum”, zatem od strony prawnej producent sygnetu broni się. A jednocześnie przekaz z sygnetu jest jasny, że jego nosiciel jest dumny, że ma członka rodziny na wojnie.

Widać przetarcia od barwy złotej do srebrnej. Sugerowałoby to produkcję rzeczywiście z II wojny, gdy dla sektora cywilnego było ścisłe embargo na metale kolorowe. To przypomina „bieda orły” na czapki oficerskie z tamtych czasów, które tłoczono z tandetnej blachy i mosiądzowano, podczas gdy w normalnych czasach orły robiono zupełnie inaczej.

Pytasz, czy to theater made? Raczej nie. Na 99,9 proc. to wyrób amerykański. Brytyjczycy spośród falerystyki robili Amerykanom podczas II wojny inne rzeczy i z ołowiu, bo też tam było embargo na metale dla rynku komercyjnego. W Niemczech, w amerykańskiej strefie okupacyjnej wprawdzie niemieccy grawerzy/medalierzy robili dla US Army różne rzeczy, ale te przepisowe typu odznaki specjalności wojskowych, odznaki DUI, oznaki stopni itp. Skala tej niemieckiej produkcji nie była wielka. Z kolei w wyzwolonym Beneluksie nie są znane takie sweetheart jewelry. Spośród rzeczy metalowych tylko Belgia natychmiast po wyzwoleniu zaczęła produkować dla US Army aluminiowe kubki/menażki M1910 do manierek.

Gdyby to był oficjalny wyrób amerykańskiego państwa dla jego sił zbrojnych to orzeł byłby inaczej cyzelowany, a sygnet zwyczajowo byłby z 10-karatowego złota.

Edytowane przez Jedburgh_Ops

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie