Jump to content

Moskiewski Katyń


Recommended Posts

Moskiewski Katyń
Wacław Radziwinowicz, Butowo
2009-09-14,

Zaledwie 4 tys. przybyszów odwiedziło w zeszłym roku poligon na moskiewskim Butowie. Mało kto wie, że leżą tu tysiące ludzi zabitych strzałem w tył głowy w długich na kilometr, a głębokich na cztery i szerokich na pięć metrów dołach śmierci

To nie Katyń, lecz Butowo na peryferiach Moskwy. Polaków leży tu około tysiąca, przeważająca część zabitych to zwykli Rosjanie.

Przeciążone więźniarki pojawiały się około drugiej nad ranem. Początkowo po dwie, po trzy, zapełniały dymem spalin dębową aleję. Jechały na zamienioną w poligon strzelecki NKWD łąkę dawnej hodowli koni. Ogrodzony szczelnym płotem z desek zwieńczonym drutem kolczastym teren byłej stadniny był stale strzeżony. Z czasem ciężarówek pojawiało się tu nocami coraz więcej - po 10, 11. Ale te samochody, zanim zatrzasnęła się za nimi brama w zielonym płocie, nie zostawiały już za sobą smugi śmierdzących spalin.

Wysypisko na cmentarzu

Pamięć o tych ciężarówkach, o koparce warczącej co wieczór za wysokim płotem, dochodzących stamtąd po nocach wystrzałach zatarła się. Rodzice nie opowiadali dzieciom. Wiedzieli, że lepiej tego nie robić. Lepiej nie wiedzieć, nie domyślać się, co się tam działo.

Na przełomie lat 80. i 90. Rosja miała coś, co dziś nazywa się ygodniem sumienia". Kraj na krótko odważył się spojrzeć w koszmar przeszłości, gazety pisały o zbrodniach stalinowskich, historycy zaczęli przekopywać archiwa.

Na Łubiance natrafili na 11 opasłych teczek z wyrokami śmierci wydanymi na 20 761 osób w czasie Wielkiej Czystki od sierpnia 1937 do września 1938. Były tam też raporty dowódców plutonów egzekucyjnych potwierdzających rozstrzelanie skazanych. Czasem było to 50, czasem 100 zabitych. Rekord padł 28 lutego 1938 r., kiedy kaci rozstrzelali 561 skazańców ze stołecznych więzień na Butyrkach i na Tagance. Nigdzie nie było wzmianki o tym, gdzie wykonywano wyroki.

I nikt nie mógł albo nie chciał wyjaśnić tej zagadki.

Starzy pracownicy KGB jeden po drugim zapewniali, że nic im o tym nie wiadomo.

W mieście zamordowano nie tak w końcu dawno temu tysiące ludzi. Zostały tu setki tysięcy krewnych i znajomych zabitych. I w pamięci tego miasta nie zachowało się nawet wspomnienie, choćby domysły, choćby pogłoski o miejscu kaźni...

Wreszcie na Łubiance znalazł się ktoś, którego nazwisko w obawie przed zemstą dawnych kolegów do dziś jest tajemnicą. Po nazwiskach dowódców katowskich komand domyślił się, że to Isaj Berg i Aleksiej Błochin strzelali w Butowie. Tam gdzie za Chruszczowa generałowie KGB pobudowali sobie dacze...

Wtedy ludzie ze stowarzyszenia Memoriał, co odważniejsi krewni zamordowanych zaczęli jeździć do Butowa. Wypytywali starych sąsiadów poligonu. Ludzie niechętnie potwierdzali, że po nocach przejeżdżały tu przeładowane więźniarki, że słychać było strzały, a potem warkot ciężkiej koparki.

W sąsiedztwie znalazł się jeszcze jeden świadek. Całkiem jeszcze młody kierowca wywrotki. Opowiedział, że pod koniec lat 70. woził za płot, na teren wciąż dzień i noc pilnowanego przez wartowników - jak to się wtedy nazywało - obiektu specjalnego" gruz, śmieci, połamane meble. Bo wtedy, jak się okazało, ciężka, gliniasta ziemia na zbiorowych mogiłach zaczęła osiadać. Z góry byłoby można zobaczyć wyraźne kontury wielu długich na dziesiątki metrów dołów śmierci. Satelity mogłyby je sfotografować z kosmosu. Dlatego szefowie KGB kazali dla zatarcia śladów zbrodni zasypywać zapadliska śmieciami i zmienić miejsce straceń w wysypisko.

328 świętych

Na ojca Kiriła Kaledę czekałem długo. Ten proboszcz parafii Świętych Nowomęczenników i Cierpiących za Wiarę co kilka dni odprawia w drewnianej cerkiewce na butowskim poligonie nabożeństwo żałobne za tych, którzy zostali tu rozstrzelani akurat tego dnia w 1937 czy 1938 r. Lista tych, których rocznica śmierci przypada 8 września, jest długa - 126 nazwisk. Każdego, w tym i Polaków, Łotyszy czy Żydów, trzeba wspomnieć, dla każdego poprosić Boga o zmiłowanie i zbawienie duszy.

Także dla Natalii Skopieckiej z guberni riazańskiej, chociaż ona zbawienie na pewno uzyskała. Jest jedną z 328 rozstrzelanych w Butowie, których Rosyjska Cerkiew Prawosławna uznała za męczenników i wyniosła na ołtarze. Matka pięciorga dzieci owdowiała, kiedy NKWD rozstrzelało jej męża, bo nie zgodził się wstąpić do kołchozu. A ona z kolei jako starościna parafii w swojej wiosce wstawiła się za wtrąconym do więzienia miejscowym proboszczem. Została skazana na śmierć za działalność antyradziecką". Kapitan NKWD Borys Rodos prowadził śledztwo" w jej sprawie, czyli torturami zmuszał ją do składania zeznań, a potem sporządził notatkę charakteryzującą ją jako wroga ludu". Oznaczało to najwyższy wymiar kary.

51-letni dziś proboszcz butowskiej parafii Kaleda z wykształcenia jest geologiem. A duchownym został właśnie przez Butowo. - Wśród straconych i pochowanych tu jest i mój dziad Władimir Ambarcumow, prawosławny mnich zamordowany za wiarę. Dowiedziałem się o tym w 1994 r., zacząłem tu przyjeżdżać, zostałem starostą parafii, a w końcu i popem - tłumaczy.

W połowie lat 90. służby specjalne po długich kłótniach z Patriarchatem zgodziły się oddać butowski obiekt specjalny" cerkwi.

Ciągle się jednak upierały, że nie było tu żadnych egzekucji. Prokuratura za nic nie chciała się zgodzić na otwarcie i zbadanie mogił, bo, jak tłumaczyła, nie ma żadnych powodów, by uważać, że w tym miejscu kogokolwiek rozstrzelano.

Przydało się więc geologiczne doświadczenie proboszcza Keledy. - W 1997 r. odsłoniliśmy 12 m kw. jednej ze zbiorowych mogił. Tam pod 2-metrową warstwą gliny znaleźliśmy najpierw resztki ubrań, butów, rzeczy osobistych. A niżej były szkielety - około 150. Wszystkie czaszki z otworami po kulach w potylicach. Tylko przy niektórych szkieletach były resztki odzieży czy obuwia - przypomina proboszcz.

Do Butowa więźniarki przywoziły skazańców tylko z moskiewskich Butyrek i nieistniejącego dziś więzienia na stołecznej Tagance. Ofiary z więzienia w Lefortowie trafiały do Komunarki, oddalonej o kilka kilometrów od Butowa daczy Gienricha Jagody, szefa NKWD w latach 1934-36. Tam rozstrzelano tylko w latach 1937-38 ponad 14 tys. ludzi. A ciała tych, których zabito w więzieniu na Łubiance, palono niedaleko Kremla - w krematorium na Cmentarzu Dońskim, które w czasie Wielkiej Czystki pracowało pełną parą.

Na Łubiance rozstrzeliwał i kierował ruchem tysięcy skazańców między więzieniami stolicy a miejscami straceń kapitan NKWD Aleksiej Błochin. Własnoręcznie wykonywał on też wyroki śmierci także w Butowie.

- Aleksander Sołżenicyn pisał, że kierujący egzekucjami na naszym poligonie kapitan Berg wynalazł ruchome komory gazowe, zwane u nas duszegubkami" - przypomina ojciec Kaleda. - To pomysłem Berga było wprowadzenie rur wydechowych specjalnych ciężarówek przewożących skazańców do wewnątrz samochodów. Enkawudziści stłaczali w nich po 50 nagich więźniów. Kiedy transport przyjeżdżał na miejsce, zatruci spalinami ludzie byli oszołomieni i prowadzeni na skraj dołów śmierci nie stawiali oporu. A potem na ciała leżące na dnie zrzucano przywiezione oddzielnie odzież i rzeczy osobiste zabitych - tłumaczy butowski proboszcz.

Był tu Putin

Na butowski poligon zagląda niewielu ludzi. W zeszłym roku w grupach zorganizowanych odwiedziło miejsce straceń wszystkiego 4 tys. przybyszów. A przecież to miejsce leży dziś w granicach wielkiej, 12-milionowej Moskwy.

Dwa lata temu w przypadającym 31 października Dniu Pamięci Ofiar Represji Politycznych był to Władimir Putin. Ojciec Kaleda, który oprowadzał ówczesnego prezydenta po poligonie, pokazywał mu prowizoryczną drewnianą cerkiewkę na miejscu straceń i niedawno poświęconą stałą kamienną świątynię, mówi, że prezydent był poruszony, powtarzał, że tu niewinnie zamordowano ajlepszych Rosjan".

Z ojcem Kaledą zastanawiamy się, jak wiele łączy Butowo ze zbrodnią katyńską. Miejsce straceń pod Moskwą było rzeczywiście poligonem, na którym nabierali wprawy ci sami oprawcy, którzy kilka lat później rozprawili się z Polakami. W Miednoje doły śmierci ryła taka sama, a może nawet ta sama sprowadzona z Moskwy spycharko-koparka Komsomolec, która pracowała w Butowie.

Na tym poligonie w sztuce strzelania w tył głowy wprawiał się ten sam Błochin, który wiosną 1940 r. własnoręcznie rozstrzeliwał i kierował egzekucją 6300 Polaków pogrzebanych potem w Miednoje. A kapitan Rodos również w 1940 r. w zajętym przez Armię Czerwoną obwodzie lwowskim sporządzał listy polskich urzędników, których należy zlikwidować. Władze ZSRR starannie zacierały ślady zbrodni popełnionej w Butowie na swoich tak samo jak ślady zamordowania Polaków.

- Tu NKWD rozstrzeliwało przede wszystkim nie przestępców, lecz zwykłych obywateli ZSRR. Rosjan, Polaków, Łotyszy, Żydów - wszystkich narodowości zamieszkujących Związek Radziecki. Chłopów, robotników, duchownych. Zginęli niewinnie tylko dlatego, że władza uznała ich za przeciwników czy potencjalnych przeciwników ustroju bolszewickiego. Tak jak w Katyniu czy w Miednoje - zwykłych, przeważnie młodych polskich oficerów, policjantów. To miejsce przypomina, że stalinowskie represje to nasz wspólny ból, wspólna tragedia - mówi duchowny.

Źródło: Gazeta Wyborcza

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7033471,Moskiewski_Katyn.html
Link to post
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.



×
×
  • Create New...

Important Information