Jump to content

wojska napoleonskie-pogaduchy


longwood

Recommended Posts

ups...wywalilo mnie:-)
No wiec moze ktos wie jak wygladaly odzialy saperskie budujace mosty??
Tak sobie czytam i widze dziwne rzeczy: a to przez noc zbudowano 3 mosty na nysie, a to znowu w ciagu GODZINY na Bobrze....
No i jak wygladaly mosty pontonowe cos sobie nie moge zwizualizowac...konne amfibie...?
Link to comment
Share on other sites

Budowa mostu na palach. Takie mosty wznoszono na dużych przeszkodach wodnych, tam gdzie grunt był twardy. Mosty takie były stosunkowo trwałe i zdarzyło się, że istniały jeszcze kilka lat po wybudowaniu ich przez saperów Wielkiej Armii. Na pierwszym planie widoczne belki przygotowane do wbicia w dno rzeki. Używano do tego kafaru.

Link to comment
Share on other sites

Przeprawa przez Ren w Moguncji w 1806 roku na początku wojny z Prusami. W tym wypadku pontonierzy zbudowali most z dużych barek, które połączyli belkami, ułożyli na nie podłogę z grubych desek. Dla zabezpieczenia przechodzącej piechoty zbudowali nawet barierki. Przez most przejeżdża Napoleon ze sztabem i kawalerią gwardii.

Link to comment
Share on other sites

Francuscy pontonierzy w czasie kampanii 1812 roku. Artysta musiał ich spotkać jeszcze na długo przed dotarciem do Moskwy. W oddziale panuje bowiem wzorowy porządek, żołnierze są na miejscach przepisanych regulaminem. Na wozie położony ponton element przyszłego mostu. W drodze powrotnej spod Moskwy wszystkie pontony zostały spalone, a konie zabrane do ciągnięcia dział, których zresztą także nie zdołano uratować.

Link to comment
Share on other sites

Budowa kozłów mostowych nad Berezyną wieczorem 26 listopada 1812 roku pod wsią Studzianka. Za materiał posłużyły belki z rozebranych chłopskich chat. Kozły te - różnej wielkości - ustawiono szeregiem na dnie rzeki, a potem połączono podłogą z desek. Widać wyraźnie skłębiony tłum, panuje nieporządek. Rysunek grenadiera Pilsa, ordynansa marszałka Oudinota, naocznego świadka tej sceny.

Link to comment
Share on other sites

Przeprawa rozbitków Wielkiej Armii przez Berezynę 28 listopada 1812 roku. Widoczne dwa mosty zbudowane przez polskich i francuskich saperów. Ten bliższy przeznaczony jest dla taborów, artylerii i kawalerii, ten dalszy dla piechoty. Na pierwszym planie rozbite i zrabowane wozy taborowe. Przed mostami kłębi się tłum maruderów, nie słuchających już niczyich rozkazów. Rzeka jest pokryta krą, niektórzy próbują pokonać ją konno albo wpław.

Link to comment
Share on other sites

Mosty budowali pontonierzy, a nie saperzy :P

Polecam Ci obszerne fragmenty artykułu Andrzeja Mileckiego z mojego serwisu:

Klasycznym środkiem pokonywania rzek były mosty pontonowe, skonstruowane z płaskodennych czółen o szerokości 2,15 metra i długości od 6 do 10 metrów. Czółna, umocowane kotwicami, umieszczano jedne za drugimi, łącząc je belkami o długości 9,25 metra w odstępach, które były dwa razy większe od szerokości belki. Na belki układano w poprzek deski, tworząc w ten sposób podłogę, po której mogła przejść piechota oraz przejechać kawaleria i artyleria.
Regulamin przewidywał, że 60-100 pontonierów powinno w ciągu siedmiu godzin zbudować most o 24 czółnach. Jeśli budowa mostu odbywała się w dogodnych warunkach, a więc nie pod ogniem nieprzyjaciela, most zaś winien mieć charakter stały, uzupełniano go barierami z belek, które chroniły żołnierzy przed upadkiem do wody.
Łodzie pontonowe były ciężkie, a największe z nich - prawdziwe barki - ważyły blisko 2 tony. Przewożono je na specjalnych wozach, które ciągnęło 6 koni. Ponieważ długie czółna stwarzały szczególne trudności w transportowaniu i manewrowaniu, gen. Chasseloup-Laubat wpadł na pomysł budowy mostów z tzw. półpontonów. Takie dwa półpontony przewożono - jeden na drugim - na tym samym wozie i łączono ze sobą już w czasie budowy mostu.
Na dużych rzekach, takich jak Ren, Pad czy Dunaj, budowano czasem mosty pontonowe wykorzystując miejscowe barki. Zamiast kotwic stosowano o wiele pewniejsze bloki kamienne. Jeśli mosty miały istnieć przez kilka tygodni, a rzeka była żeglowna, środkową część budowano z mniejszych pontonów, które można było szybko rozebrać w celu przepuszczenia statków.
Francuscy pontonierzy budowali także mosty na tratwach. Wznoszono je na rzekach o średniej szerokości, tam, gdzie prąd nie był zbyt szybki. Tratwy o szerokości 16-17 metrów budowano z okrągłych bali, na które wbijano podłogę z desek. Tratwy, traktowane jako elementy mostu, łączono ze sobą, a jeśli pozwalały na to warunki, umocowywano nie tylko kotwicami, ale również systemem lin, przywiązanych do nadbrzeżnych drzew. Taki właśnie most powstał 9 maja 1813 roku na Łabie pod Dreznem.
Wprawdzie armia francuska niemal w każdej kampanii korzystała z usług pontonierów przy przekraczaniu rzek, to jednak znaczenie tej formacji ujawniło się po raz pierwszy z całą ostrością dopiero w maju 1809 roku podczas walk pod Aspern i Essling.
Po zajęciu Wiednia Napoleon zdecydował się przejść ze swą armią na lewy brzeg Dunaju, gdzie skoncentrowane były główne siły austriackie. Wybrał wprawdzie miejsce, w którym rzeka miała aż 4 kilometry szerokości, ale pośrodku jej koryta znajdowała się spora wyspa Lobau, mogąca stanowić podstawę wyjściową do ataku na lewy brzeg. Od prawego brzegu oddzielały ją dwie odnogi Dunaju, pierwsza o szerokości 480 metrów, a druga 240 metrów. Między wyspą a lewym brzegiem, gdzie byli już Austriacy, znajdowała się mała odnoga Dunaju o szerokości 120 metrów.
20 maja pontonierzy pod kierunkiem generała artylerii Pernety'ego wybudowali najpierw wielki most pontonowy o długości 800 metrów, obejmujący obie odnogi między prawym brzegiem a wyspą. Następnie przygotowali most 150-metrowy, który 21 maja we wczesnych godzinach rannych został ułożony na małej odnodze, między wyspą a lewym brzegiem. Kiedy już toczyła się walka z Austriakami, załamał się niespodziewanie wielki most pontonowy.
Wprawdzie naprawiono go bardzo szybko, ale Napoleon zmuszony był wycofać nad brzeg Dunaju część swoich wojsk. Wnet zresztą uszkodzony został mały most pontonowy, bo kilkakrotnie rwały się liny mocujące czółna. Najgroźniejsze w skutkach okazało się jednak to, że po jednym wąskim moście między wyspą a lewym brzegiem przeprawa odbywała się tak wolno, iż cesarz nie był w stanie wprowadzić na czas do walki wystarczających sił własnych. Między innymi w efekcie źle przygotowanej przeprawy bitwa pod Aspern i Essling zakończyła się klęską Francuzów.
Wyciągając wnioski z tej operacji Napoleon polecił szefowi saperów Wielkiej Armii gen. Bertrandowi, aby zbudował po kilka mostów na każdej odnodze Dunaju, zabezpieczając się w ten sposób przed fatalnymi następstwami załamania się któregoś z nich i umożliwiając znacznie szybszą przeprawę. Przed bitwą pod Wagram, która rozegrała się 5 lipca, Francuzi dysponowali więc aż trzema mostami między prawym brzegiem a Lobau. Pierwszy z mostów, zbudowany na palach, był tak szeroki, że mogły po nim przejeżdżać trzy wozy obok siebie. Drugi - także na palach, nieco węższy - był przeznaczony dla piechoty. Wreszcie trzecim był wzmocniony most pontonowy, który zbudowano już przed bitwą pod Aspern i Essling. Na małej odnodze, tej między Lobau a lewym brzegiem, były aż cztery mosty - stary, sprzed kilku miesięcy, i trzy nowe, także z pontonów. Tym razem operacja przejścia armii francuskiej z prawego na lewy brzeg Dunaju odbyła się bez komplikacji. Również w czasie samej bitwy nie było kłopotów z dostawą amunicji.
Kliknij aby powiększyć Po raz drugi pontonierzy odegrali decydującą rolę podczas przeprawy przez Berezynę w listopadzie 1812 roku. Wielka Armia, cofająca się spod Moskwy, wpadła się niejako w pułapkę, kiedy okazało się, że rosyjska armia admirała Cziczagowa zniszczyła most w Borysowie i obsadziła prawy brzeg Berezyny, uniemożliwiając przeprawę w tym punkcie. Dzięki zręcznemu manewrowi Napoleon zdołał wprowadzić w błąd przeciwnika i zyskać nieco czasu na w miarę spokojną przeprawę pod wioską Studzianka na północ od Borysowa.
Pontonierzy jako odrębny rodzaj wojsk technicznych pojawili się w 1794 roku, kiedy to przy Armii Sambry i Mozy utworzono l kompanię pontonierów. Sformowano ją z flisaków znad Renu oraz robotników artylerii. Wnet potem utworzono 2 kompanię, do której skierowano flisaków znad Padu. Obie te kompanie uważane były za integralną część artylerii. Liczba kompanii pontonierów w armii francuskiej stopniowo rosła. W 1809 roku, przed nową wojną z Austrią, było już dziewięć takich kompanii, które na rozkaz Napoleona rozdzielono następująco: trzy przydzielono do korpusów Wielkiej Armii, jedną do kawalerii, jedną do gwardii (która miała też własną kompanię pontonierów), a trzy do wielkiego parku artylerii jako rezerwę przeznaczoną do wykonywania szczególnie ważnych prac. W tym czasie pontonierzy uzyskali już autonomię i w pewnych wypadkach podlegali rozkazom oficerów korpusu inżynierii.
Kliknij aby powiększyć W początkach kampanii 1812 roku Wielka Armia miała trzynaście kompanii pontonierów, dysponujących 500 wozami ze sprzętem. Część tych kompanii rozdzielono między poszczególne korpusy, ale siedem zatrzymał .pod swymi rozkazami gen. Eblé.
Chociaż większość pontonierów uczestniczących w wyprawie na Moskwę nie wróciła z tej kampanii i wiosną 1813 roku trzeba było odbudowywać niemal od podstaw ten rodzaj wojsk technicznych, to przecież Napoleonowi udało się stworzyć aż szesnaście kompanii pontonierów, co prawda złożonych z żołnierzy o wiele mniej doświadczonych.
Kliknij aby powiększyć Klasycznym środkiem pokonywania rzek były mosty pontonowe, skonstruowane z płaskodennych czółen o szerokości 2,15 metra i długości od 6 do 10 metrów. Czółna, umocowane kotwicami, umieszczano jedne za drugimi, łącząc je belkami o długości 9,25 metra w odstępach, które były dwa razy większe od szerokości belki. Na belki układano w poprzek deski, tworząc w ten sposób podłogę, po której mogła przejść piechota oraz przejechać kawaleria i artyleria.
Regulamin przewidywał, że 60-100 pontonierów powinno w ciągu siedmiu godzin zbudować most o 24 czółnach. Jeśli budowa mostu odbywała się w dogodnych warunkach, a więc nie pod ogniem nieprzyjaciela, most zaś winien mieć charakter stały, uzupełniano go barierami z belek, które chroniły żołnierzy przed upadkiem do wody.
Łodzie pontonowe były ciężkie, a największe z nich - prawdziwe barki - ważyły blisko 2 tony. Przewożono je na specjalnych wozach, które ciągnęło 6 koni. Ponieważ długie czółna stwarzały szczególne trudności w transportowaniu i manewrowaniu, gen. Chasseloup-Laubat wpadł na pomysł budowy mostów z tzw. półpontonów. Takie dwa półpontony przewożono - jeden na drugim - na tym samym wozie i łączono ze sobą już w czasie budowy mostu.
Na dużych rzekach, takich jak Ren, Pad czy Dunaj, budowano czasem mosty pontonowe wykorzystując miejscowe barki. Zamiast kotwic stosowano o wiele pewniejsze bloki kamienne. Jeśli mosty miały istnieć przez kilka tygodni, a rzeka była żeglowna, środkową część budowano z mniejszych pontonów, które można było szybko rozebrać w celu przepuszczenia statków.
Francuscy pontonierzy budowali także mosty na tratwach. Wznoszono je na rzekach o średniej szerokości, tam, gdzie prąd nie był zbyt szybki. Tratwy o szerokości 16-17 metrów budowano z okrągłych bali, na które wbijano podłogę z desek. Tratwy, traktowane jako elementy mostu, łączono ze sobą, a jeśli pozwalały na to warunki, umocowywano nie tylko kotwicami, ale również systemem lin, przywiązanych do nadbrzeżnych drzew. Taki właśnie most powstał 9 maja 1813 roku na Łabie pod Dreznem.
Kliknij aby powiększyć Wprawdzie armia francuska niemal w każdej kampanii korzystała z usług pontonierów przy przekraczaniu rzek, to jednak znaczenie tej formacji ujawniło się po raz pierwszy z całą ostrością dopiero w maju 1809 roku podczas walk pod Aspern i Essling.
Po zajęciu Wiednia Napoleon zdecydował się przejść ze swą armią na lewy brzeg Dunaju, gdzie skoncentrowane były główne siły austriackie. Wybrał wprawdzie miejsce, w którym rzeka miała aż 4 kilometry szerokości, ale pośrodku jej koryta znajdowała się spora wyspa Lobau, mogąca stanowić podstawę wyjściową do ataku na lewy brzeg. Od prawego brzegu oddzielały ją dwie odnogi Dunaju, pierwsza o szerokości 480 metrów, a druga 240 metrów. Między wyspą a lewym brzegiem, gdzie byli już Austriacy, znajdowała się mała odnoga Dunaju o szerokości 120 metrów.
Kliknij aby powiększyć 20 maja pontonierzy pod kierunkiem generała artylerii Pernety'ego wybudowali najpierw wielki most pontonowy o długości 800 metrów, obejmujący obie odnogi między prawym brzegiem a wyspą. Następnie przygotowali most 150-metrowy, który 21 maja we wczesnych godzinach rannych został ułożony na małej odnodze, między wyspą a lewym brzegiem. Kiedy już toczyła się walka z Austriakami, załamał się niespodziewanie wielki most pontonowy.
Wprawdzie naprawiono go bardzo szybko, ale Napoleon zmuszony był wycofać nad brzeg Dunaju część swoich wojsk. Wnet zresztą uszkodzony został mały most pontonowy, bo kilkakrotnie rwały się liny mocujące czółna. Najgroźniejsze w skutkach okazało się jednak to, że po jednym wąskim moście między wyspą a lewym brzegiem przeprawa odbywała się tak wolno, iż cesarz nie był w stanie wprowadzić na czas do walki wystarczających sił własnych. Między innymi w efekcie źle przygotowanej przeprawy bitwa pod Aspern i Essling zakończyła się klęską Francuzów.
Kliknij aby powiększyć Wyciągając wnioski z tej operacji Napoleon polecił szefowi saperów Wielkiej Armii gen. Bertrandowi, aby zbudował po kilka mostów na każdej odnodze Dunaju, zabezpieczając się w ten sposób przed fatalnymi następstwami załamania się któregoś z nich i umożliwiając znacznie szybszą przeprawę. Przed bitwą pod Wagram, która rozegrała się 5 lipca, Francuzi dysponowali więc aż trzema mostami między prawym brzegiem a Lobau. Pierwszy z mostów, zbudowany na palach, był tak szeroki, że mogły po nim przejeżdżać trzy wozy obok siebie. Drugi - także na palach, nieco węższy - był przeznaczony dla piechoty. Wreszcie trzecim był wzmocniony most pontonowy, który zbudowano już przed bitwą pod Aspern i Essling. Na małej odnodze, tej między Lobau a lewym brzegiem, były aż cztery mosty - stary, sprzed kilku miesięcy, i trzy nowe, także z pontonów. Tym razem operacja przejścia armii francuskiej z prawego na lewy brzeg Dunaju odbyła się bez komplikacji. Również w czasie samej bitwy nie było kłopotów z dostawą amunicji.
Kliknij aby powiększyć Po raz drugi pontonierzy odegrali decydującą rolę podczas przeprawy przez Berezynę w listopadzie 1812 roku. Wielka Armia, cofająca się spod Moskwy, wpadła się niejako w pułapkę, kiedy okazało się, że rosyjska armia admirała Cziczagowa zniszczyła most w Borysowie i obsadziła prawy brzeg Berezyny, uniemożliwiając przeprawę w tym punkcie. Dzięki zręcznemu manewrowi Napoleon zdołał wprowadzić w błąd przeciwnika i zyskać nieco czasu na w miarę spokojną przeprawę pod wioską Studzianka na północ od Borysowa.
Kliknij aby powiększyć W tym miejscu Berezyna nie miała nawet 25 metrów szerokości, ale jej dno było bagniste. W normalnych warunkach istniała możliwość przekroczenia rzeki w bród. Niestety, po trwającej już od trzech dni odwilży, oba brzegi pokryły się niemal 100-metrowej szerokości pasem mułu, jej głębokość dochodziła do 1,8 metra, a ponadto brzeg prawy, na który Wielka Armia chciała się przedostać, był także podmokły, co zmuszało do wydłużenia mostu o dalsze kilkanaście metrów. Ostatecznie więc saperzy musieli postawić most prawie trzy razy dłuższy, niż wynosiła szerokość rzeki. W dodatku gen. Claude Aubry, dowódca artylerii w korpusie Oudinota, niedokładnie zmierzył szerokość rozlewiska, przez co elementy mostu okazały się potem zbyt krótkie. Konieczność ich dosztukowania opóźniły całą przeprawę.
Oudinot, pozorując aktywność pod Borysowem, wysłał 15 kilometrów na północ od miasta, do wioski Studzianka, brygadę jazdy lekkokonnej gen. Jean Corbineau, w tym 8. regiment lansjerów płk Tomasza Łubieńskiego, regiment piechoty oraz dwie kompanie saperów, w tym jedną z dywizji Dąbrowskiego. Ta mała dywizja po dotarciu do wioski wieczorem natychmiast przystąpiła do energicznej pracy. To tutaj miała powstać główna przeprawa przez Berezynę dla nadciągającej już armii Napoleona.
25 listopada rozpoczęły się tu przygotowania do budowy dwu mostów na kozłach prowadzone przez resztki siedmiu kompanii pontonierów gen. Eblé oraz saperów, marynarzy gwardii i robotników artylerii pod rozkazami gen. Chasseloup-Laubata. Kilka dni wcześniej (20 listopada) w Orszy Napoleon wydał rozkaz spalenia 63 pontonów, jakie prowadził jeszcze Eblé, bowiem konie potrzebne były do ciągnięcia dział. Na szczęście pontonierzy - na rozkaz swego dowódcy - zabrali po jednym narzędziu i po kilka dużych gwoździ każdy".
Brak pontonów spowodował, że w Studziance można było zbudować jedynie most na kozłach, nie bardzo nadający się do miejscowych warunków terenowych. Według regulaminu na postawienie mostu na 80 czółnach przewidywano tylko 7 godzin, jeśli oczywiście wszystko było pod ręką. Ponieważ teraz brakowało dosłownie wszystkiego przygotowanie przeprawy w Studziance zajęło aż 48 godzin!
25 listopada o godz. 17 nad Berezyną stawiło się ok. 0,5 tys. francuskich i polskich saperów i pontonierów. Ponieważ nie było jasności kto jest głównodowodzącym w tej operacji, Eblé i jego pontonierzy postanowili zbudować oddzielny most, zaś saperzy Chasseloupa drugi most. Z braku materiałów budowlanych niemal wszystkie domy w Studziance zostały rozebrane, zaś kozły do postawienia mostu zbijano za wzgórzem, poza wzrokiem rosyjskich wart. Ostatecznie polskie i francuskie kompanie saperskie w pocie czoła, stojąc po pas w lodowatej wodzie, pośród płynącej kry, zbudowały dwa mosty, każdy z 23 kozłów o szerokości 4,5 metra i wysokości od l do 3 metrów. Most lewy, solidniejszy, przeznaczony był dla artylerii, kawalerii i taborów, most prawy natomiast dla piechoty.
Mosty załamywały się parokrotnie i przeprawa była wówczas wstrzymywana. Niemniej jednak, mimo wyjątkowo trudnych warunków, udało się przeprawić około 47 tysięcy ludzi od popołudnia 26 listopada do wczesnych godzin rannych 29 listopada.
W budowie mostów na Berezynie wielką rolę odegrali saperzy i pontonierzy polscy. Należeli oni do 3 kompanii saperów kpt. Jana Fiedorowicza, 5 kompanii saperów kpt. Salwatora Rakowieckiego oraz kompanii pontonierów kpt. Jana Bujalskiego, które znajdowały się przy dywizji gen. Jana Henryka Dąbrowskiego bądź też wycofywały się z Moskwy z 5 Korpusem. Łącznie w pracach przy budowie mostu i ich reperacji wzięło udział około 100 polskich saperów i pontonierów.
Ze wszystkich generałów dowodzących pontonierami największą sławę zyskał sobie bez wątpienia Jean Baptiste Eblé (1758-1812).

Link to comment
Share on other sites

no zaimponowales mi!

To z podobnej beczki:
czy wojsko kierowalo sie jakimis ustalonymi kryteriami wybierajac miejsce na dluzszy /kilkutygodniowy/ postoj-oboz?
Jakies 'nad strumieniem po poludniowej stronie lasu' lub cos w tym guscie??

I czy te slomiane szalasobaraki mialy okreslone regulaminowo rozmiary?
Link to comment
Share on other sites

Na ilustracji obóz pod Gdańskiem w 1807.

Na interesujący Cię temat znajdziesz informacje np. w Regulamencie służby obozowey dla woysk Francuskich w roku 1809 wydanym a dla użytku woysk Xsięstwa Warszawskiego przetłumaczonym"

Rozdział V tegoż mówi właśnie o Ustanowieniu Obozu"

@Szwajcar
Głowy nie dam, ale postaram się to sprawdzić.

Link to comment
Share on other sites

Po prostu w książce Wielcy dowódcy i ich bitwy" ten obraz jest podpisany jako przeprawa przez Dunaj przed bitwą pod Wagram:-) A co do obozów - w książeczce (a właściwie broszurce) Bossowskiego Bitwa nad Kaczawą" jest z tego co pamiętam całkiem ładna ilustracja obozu pod Mirskiem.
Inna sprawa... znajdujecie jakieś ciekawe rzeczy na miejscach po takich obozowiskach? Zdarzyło mi się łazić parę razy na terenie poobozowym i... nie trafiłem kompletnie nic poza paroma posiekanymi łuskami nie mającymi nic wspólnego z interesującym mnie okresem. Nie było tam nawet kulek muszkietowych. A przez 2 miesiące obozowała tam cała dywizja.
Co do tego jak wyglądał teren (może to zainteresuje Longwooda) - Obóz stał na równinie nieco górującej nad Kaczawą - rzeką stanowiącą przez 2 miesiące linię demarkacyjną podczas zawieszenia broni w Pielaszkowicach. Skrzydłami opierał sie o dwie spore wsie, w centrum była jedna mniejsza a obok obozu wznosiła się dość wysoka góra, będąca dobrym punktem obserwacyjnym. Poza tym jakiś kilometr od obozu stał wiatrak więc i mąkę mieli skąd rekwirować.
Link to comment
Share on other sites

to Ty chyba Szwajcar nie chodziles po terenie poobozowym;-))
w takim sobie wilczym lesie to guziki sie kosi jak krowie goowna na pastwisku:-)

Apropo obozowisk, mnie zaintrygowalo ze czesto, przynajmniej wg madrych ksiazek obozy byly zdala od wody.
I to mi nie pasi...
Link to comment
Share on other sites

Chodzi o jeden z obozów pod Legnicą:-) Co do lokalizacji to jestem pewien, jedyna możliwość poza tą jest taka że stał po drugiej stronie drogi czyli paręnaście metrów od pól na których szukałem. Zakładam oczywiście że skoro obóz opierał się skrzydłami o dwie wsie to zapewne ciągnął się wzdłuż drogi między tymi dwoma wsiami. Drugiej strony drogi nie przeszukałem bo po pierwsze jest to głównie las i ja ze swoim ACE150 pewnie dużo tam nie wyciągnę - pewnie zalega wszystko dość głęboko. Dwa - Teren jak dla mnie nie sprzyjający stawianiu obozu - pagórki, doliny, stawy (kiedyś były) i mokradła. Kopałem jeszcze na drugim z obozów pod Legnicą. Trochę kulek muszkietowych i ani jednego guziczka. Za to jakieś 2 km od obozu wyskoczył guzik francuskiej gwardii narodowej - zapewne żołnierza jednej ze świeżo przekształconych w pułki kohort GN.
Do pierwszego obozu zniechęciłem się zupełnie i prawie tam już nie bywam mimo że mam do niego z domu 40 minut na piechotę... No ale może niedokładnie szukałem:)
Link to comment
Share on other sites

castiglione...skad Ty to wiesz:-)??"...

Po prostu niektóre wyższe uczelnie dają człowiekowi umiejętność korzystania ze źródeł ;)

Po prostu w książce "Wielcy dowódcy i ich bitwy ten obraz jest podpisany jako przeprawa przez Dunaj przed bitwą pod Wagram:-)"

Prawdę mówiąc nie znalazłem w tej książce (mimo usilnych poszukiwań!), ale racja... obraz został rzeczywiście błędnie podpisany. Po sprawdzeniu okazało się, że jest to jest to obraz Jacquesa Francoise'a Josepha Swebacha przedstawiający przejście Wielkiej Armii przez Dunaj przed bitwą pod Wagram. Niestety zostałem wprowadzony w błąd przez autora artykułu. W każdym razie dziękuję za czujność :)
Link to comment
Share on other sites

Odnośnie mostów
np na Berezynie zbudowano mosty na kozłach.W Inżynierii i budownictwie był kiedyś artykuł na ten temat.
Polecam też lekturę regulaminu IIRP pt mosty polowe lub regulaminów niemieckich z początków XXw.. Akurat w dziedzinie przepraw budowanych z materiałów podręcznych niewiele się zmieniło.
Czyli mosty na palach, kozłach, łodziach, wozach, beczkach, snopkach,linach, wieszarach itp, tratwy, kładki itd,a wszystko zbijane klamrami lub wiązane wiązadłami (sznury o długości ok. 3,8m), sporo rysunków i np normy czasu, skład zespołów saperskich, harmonogramy.
Link to comment
Share on other sites

No mieli chlopaki talent:-)

jeszcze z innej beki:czy wyszla w polsce ksiazka :
'NAPOLEON BONAPARTE, ENGLAD'S PRISONER', autor Frank Giles??
bo tak sie sklada ze niedawno tlumaczylem spore kawalki z niej bo mi byly potrzebne i w zasadzie moglbym 'dotlumaczyc' reszte jak ktos hcialby to wydac u nas:-)

aha po naszemu to by zapewne brzmialo:'wiezien anglii'
Link to comment
Share on other sites

Giziki mi wyszly w jednym z obozów kolo bytomia odrzanskiego. Bylem w wilczym lesie ale ktrotko - kulki i pociski olowiane. Kol. Longwood - chodziles moze po lesie naprzeciw Okmian? I gdzie w okmianch znajdowala sie stara cegielnia?
Link to comment
Share on other sites

kolego maras, cegielnia gdzies w okolicy palacu prawdopodobnie, ale to nie na 100 proc.
nie chodzilem z przyczyn ktore juz kiedys opisalem:w zwiazku z nasadzaniem lasu teren byl tam orany z pomoca radzieckich przyjaciol z lotniska - za pomoca urzadzen ogrodniczych marki DT:-)
lazenie po tym z moja x30 to strata czasu.Nawet jesli cos bylo to jest zbyt gleboko.
I jeszcze jedno: raczej nie chodze w promieniu 20 km od boleslawca - autor ksiazki na ktorej sie opierasz pochodzi z tej miejscowosci i zdaje sie ze sam sporo chodzil wczesniej:-))
Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

×
×
  • Create New...

Important Information