bodziu000000
Użytkownik forum-
Zawartość
64 069 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
507
Zawartość dodana przez bodziu000000
-
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział bodziu000000 → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018-01-03/rosyjski-smiglowiec-bojowy-rozbil-sie-w-syrii-nie-zyje-dwoch-pilotow/?ref=aside_najnowsze Rosyjski śmigłowiec bojowy rozbił się w Syrii. Nie żyje dwóch pilotów "Rosyjski śmigłowiec bojowy Mi-24 rozbił się w niedzielę w Syrii wskutek usterki technicznej, a dwaj z członków jego załogi zginęli - poinformowało ministerstwo obrony Rosji. Według niego katastrofa nastąpiła w trakcie przelotu na lotnisko w mieście Hama na zachodzie Syrii. "W trakcie twardego lądowania 15 kilometrów od docelowego lotniska obaj piloci zginęli. Technik pokładowy śmigłowca doznał urazów i został ewakuowany przez grupę poszukiwawczo-ratowniczą na lotnisko Hmejmim, gdzie udzielono mu niezbędnej pomocy medycznej - głosi komunikat ministerstwa dodając, że "wobec Mi-24 nie było żadnego oddziaływania ogniowego. Baza Hmejmim w prowincji Latakia na zachodzie Syrii jest głównym punktem oparcia kontyngentu rosyjskiego lotnictwa bojowego, interweniującego w konflikcie syryjskim po stronie rządowej." -
Pociągi Pancerne cz.8
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
Pociąg pancerny Nr 6. GROMOBÓJ" -
Zdjęcia C7P - cz.II
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Pociągi Pancerne cz.8
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział bodziu000000 → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
http://www.defence24.pl/721159,bangladesz-stracil-dwa-jaki-130 Bangladesz stracił dwa Jaki-130 W wyniku kolizji w powietrzu lotnictwo Bangladeszu utraciło dwa samoloty szkolno-bojowe Jak-130. Na pokładach obu maszyn było w sumie 4 członków załogi, wszyscy katapultowali się i nie odnieśli poważniejszych obrażeń. Samoloty wystartowały z bazy lotniczej Zahurul Haque w pobliżu 2,5 milionowego miasta Ćottogram (dawniej Chittagong) położonego nad zatoką Bengalską, około godziny 17:56. Ok. godziny 18:30 czasu lokalnego w obszarze Koks Badźar doszło do kolizji dwóch maszyn. Załogi podjęły decyzję o opuszczeniu samolotów, które następnie rozbiły się o ziemię. Wedle doniesień szczątki maszyn rozsypały się na obszarze ponad 1 km i zapaliły się jeszcze w powietrzu. Płonące szczątki spowodowały pożar na ziemi, nie podano informacji o ewentualnych poszkodowanych. Jest to już drugi incydent z samolotami Jak-130 lotnictwa Bangladeszu. 11 lipca rozbiła się maszyna wykonująca lot szkolny, również wtedy samolot operował z Zahurul Haque. Główną siłą lotnictwa Bangladeszu jest około 50 samolotów J-7 (chińskie klony MiG-21), ich eksportowa wersja określana jest, jako F-7. Uzupełnia je kilka sztuk rosyjskich MiG-29. Pierwsze samoloty Jak-130 trafiły do tego kraju w 2015 roku, by zastąpić uderzeniowe maszyny Nanchang Q-5 (rozwinięcie MiG-19) wypełniając zadania lekkich samolotów uderzeniowych. Zamówiono 16 samolotów, z czego dostarczonych zostało 12 maszyn. Lekkie, dwusilnikowe, szkolno-bojowe samoloty Jak-130 budowane są przez korporację Irkut, odpowiedzialną również za samoloty Su-30MKI i Su-30SM. Na bazie projektu Jak-130 powstały również włoski Alenia Aermacchi M-346 Master oraz chiński Hongdu L-15. Samolot wyposażony jest w nowoczesną cyfrową awionikę, może używać uzbrojenia bojowego oraz symulować charakterystyki lotne innych maszyn. Głównym użytkownikiem Jak-130 są Rosyjskie Siły Powietrzne używające ok. 100 płatowców. Samolot wypełnia zadania szkolne i zastąpił maszyny L-39 Albatros. Inni użytkownicy to Algieria, Białoruś, Mjanma (dawniej Birma) i Syria." -
Nowe zdjęcia 7TP - cz.VIII
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Nowe zdjęcia 7TP - cz.VIII
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział bodziu000000 → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,tutaj-spadl-mig-29-brnagranie-z-miejsca-wypadku,249517.html -
Zdjęcia TKS - część V
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Zdjęcia TKS - część V
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
http://www.defence24.pl/719577,mon-ponad-670-mln-zl-na-uzbrojenie-dla-wot MON: ponad 670 mln zł na uzbrojenie dla WOT Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, w odpowiedzi na interpelację posłanki Henryki Krzywonos-Strycharskiej (PO), że od momentu powstania Wojsk Obrony Terytorialnej do 2 sierpnia br. wydano na ich uzbrojenie ponad 670 mln zł. "Wartość opłaconych faktur za zakup sprzętu wojskowego pozyskiwanego przez Inspektorat Uzbrojenia na rzecz WOT – na dzień 2 sierpnia 2017 r. – wynosi 670.204.944,72 zł brutto, w tym 428.676.989,85 zł – za 2016 r. oraz 241.527.954,87 zł – za 2017 r. Michał Dworczyk Warto jednak zauważyć, iż przytoczona przez byłego sekretarza stanu w MON Michała Dworczyka kwota dotyczy stanu na dzień 2 sierpnia 2017 roku. Od tamtego momentu MON podpisał kilka dużych kontraktów na pozyskanie kolejnego sprzętu wojskowego, w tym 53 tys. karabinków MSBS GROT (wartość 500 mln zł), a także amunicję krążącą Warmate (ponad 100 mln zł). Michał Dworczyk podkreślił w interpelacji, że proces pozyskiwania uzbrojenia dla różnych rodzajów sił zbrojnych jest zgodny z Planem Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP w latach 2017-2022. Natomiast sprzęt wojskowy dla jednostek WOT jest pozyskiwany odpowiednio do terminów i stopnia ich rozwinięcia w poszczególnych województwach oraz poziomu wyszkolenia żołnierzy. "Jednostki wojskowe, również innych niż WOT rodzajów sił zbrojnych, są sukcesywnie wyposażane w nowoczesny sprzęt wojskowy, stosownie do potrzeb operacyjnych i priorytetów określonych przez właściwe komórki Sztabu Generalnego Wojska Polskiego oraz możliwości finansowych resortu obrony narodowej - zaznaczył. W listopadzie br. minister obrony narodowej Antoni Macierewicz poinformował, że budżet MON przeznaczony na Wojska Obrony Terytorialnej na 2017 rok miał wynieść 900 mln zł. Natomiast na przyszły rok planuje się wydatkowanie na ten cel ok. 1,344 mld zł, przy czym 567,9 mln zł na finansowanie Dowództwa WOT oraz jednostek organizacyjnych, a 775,8 mln zł "na realizację zadań w ramach centralnych planów rzeczowych na rzecz jednostek WOT. W treści odpowiedzi na zapytanie posłanki Henryki Krzywonos-Strycharskiej (PO) Michał Dworczyk wskazuje, że "poprzez unowocześnienie w odniesieniu do Wojsk Obrony Terytorialnej, o czym jest mowa w interpelacji, należy rozumieć nie tylko wykorzystanie nowoczesnego sprzętu (który jest używany również przez wojska operacyjne), ale także innowacyjność struktur brygad tych wojsk (w kontekście specyfiki ich działania), jak też dobór metod i form szkoleniowych, mających na celu przygotowanie młodych żołnierzy do realizacji działań na rzecz społeczności lokalnych oraz budowanie wśród żołnierzy wysokiego poziomu morale."
-
Zdjęcia Renault FT-17 - cz.III
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Pociągi Pancerne cz.8
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Pociągi Pancerne cz.8
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Pociągi Pancerne cz.8
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Pociągi Pancerne cz.8
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Pociągi Pancerne cz.8
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Nowe zdjęcia 7TP - cz.VIII
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
. -
Nowe zdjęcia 7TP - cz.VIII
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
ze świątecznymi życzeniami -
Zdjęcia TKS - część V
temat odpowiedział bodziu000000 → na bodziu000000 → IIRP - Wojsko Polskie 1918-1939
ze świątecznymi życzeniami -
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/czolgi-leopard-2-w-warszawie-kolejne-deklaracje-macierewicza,800471.html Jeszcze więcej czołgów w Warszawie. Kluczowa pancerna dywizja "rozbijana W podwarszawskim garnizonie Wesoła Antoni Macierewicz oznajmił, że przeniesiony tam z zachodu kraju batalion czołgów Leopard 2 jest "w pełni sprawny i w pełni zdolny do walki. Eksperci mówią jednak tvn24.pl, że nie wiedzą jak można było to osiągnąć w mniej niż rok, podczas gdy procedury mówią jasno, że batalion wymaga trzech lat szkolenia. Dodają, że w Wesołej nie ma miejsca i infrastruktury dla leopardów. Minister zapowiedział jednak, że w przyszłym roku trafi ich tam jeszcze więcej. - To rozpoczyna realizację zmiany strategii obrony Polski. Polega ona na tym, żeby nie dopuścić do zajęcia terenu Polski przez przeciwnika. Nie bazuje na hipotetycznej możliwości kontrataku - mówił w środę Macierewicz. - Jest to częścią całościowego planu, który ma zagwarantować Polsce i Polakom pełne bezpieczeństwo, który ma sprawić, że nigdy więcej już Polacy nie będą się obawiali o całość swojego państwa i bezpieczeństwo swoich rodzin - dodał. Według MON przeniesienie najnowocześniejszych czołgów z położonego blisko granicy Niemiec Żagania pod Warszawę jest elementem wzmacniania obrony wschodniej Polski, która miała zostać zaniedbana przez poprzednie rządy. Ma to być realizacja zaleceń Strategicznego Przeglądu Obronnego przeprowadzonego przez wiceministra Szatkowskiego. Konieczność przeniesienia czołgów pod Warszawę miała zostać potwierdzona w symulacjach i grach sztabowych. Gen. Skrzypczak: "to decyzja polityczna O tym jak bardzo kontrowersyjne jest przesunięcie najnowocześniejszych polskich czołgów pod Warszawę, pisaliśmy już wiosną w Magazynie TVN24. Wówczas zaczynał się ten proces. Generał Waldemar Skrzypczak, były dowódca 11. Dywizji Kawalerii Pancernej, która traci nowoczesne Leopardy 2 oraz były dowódca Wojsk Lądowych, nazywał to wówczas "decyzją polityczną. Dzisiaj podtrzymuje to zdanie. - To jest decyzja polityczna, a nie wojskowa. Wszystko można zrobić, ale takie decyzje zawsze oznaczają duże koszty dla wojska - twierdzi generał w rozmowie z tvn24.pl. Dodaje, że "nie rozumie, dlaczego "rozbijana jest 11. Dywizja, która miała być do niedawna najsilniejszym odwodem polskiego wojska. Czyli trzymaną w tyle siłą, którą w kluczowym momencie wysyła się do kontrataku. Ze słów ministra wynika jednak, że obecnie w MON dominuje inny pogląd. Mianowicie, że nie można trzymać czołgów pod zachodnią granicą w odwodzie, bo w wypadku zagrożenia nie zdążą dotrzeć w rejon walk na wschodzie. Spór na szczytach wojska Jak tłumaczy w rozmowie z tvn24.pl Jarosław Wolski, analityk miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa i "Wozy Bojowe Świata, taki spór ciągnie się w wojsku już od wielu lat. Już kiedy udało się kupić od Niemców setkę leopardów 2A5, dyskutowano nad tym, gdzie je umieścić. - Wówczas Warszawa też była rywalem Żagania. Ostatecznie maszyny trafiły do tego drugiego, przy akceptacji dowództwa Wojsk Lądowych, Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych i MON. Sprzeciwiał się Sztab Generalny RP, który wskazywał na Warszawę - mówi Wolski. Po kilku latach zmienił się jednak rząd, dowództwo Wojsk Lądowych zniknęło w trakcie reformy systemu dowodzenia, a nowe kierownictwo MON znalazło się w sporze z generałem Mirosławem Różańskim, Dowódcą Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych. Z drugiej strony zbliżyło się do Sztabu Generalnego. W takim klimacie zapadła decyzja o odwróceniu tej z 2013 roku. Sztab Generalny wygrał z kilkuletnim opóźnieniem, po zmianie rozkładu wpływów w MON. Przed przesunięciem leopardów 2 do Warszawy generał Różański ostrzegał niedługo przed swoja dymisją w liście wysłanym do Macierewicza. Twierdził, że taki ruch spowoduje "drastyczne ograniczenie zdolności obronnych kraju. Został zignorowany. Z drugiej strony szef Sztabu Generalnego generał Leszek Surawski wypowiadał się o przesunięciu czołgów do Warszawy pozytywnie. Zrobił to między innymi wiosną tego roku w wywiadzie dla "Polski Zbrojnej. Bardzo ważne tło. Jak mówi Wolski, w 2013 roku Żagań wygrał z Warszawą głównie z powodów logistycznych. Obok w Świętoszowie stacjonowała już pierwsza brygada przezbrojona dekadę wcześniej w starsze Leopardy 2A4. Przy pomocy Niemców powstało całe zaplecze w postaci centrum szkoleniowego i warsztatów. Pomiędzy Żaganiem i Świętoszowem znajduje się też największy polski poligon, pozwalający prowadzić intensywne ćwiczenia. W Warszawie niczego takiego nie ma. W Wesołej za czasów PRL stacjonował batalion czołgów Pułku Praskiego, liczący 40 maszyn i jak mówi Wolski, już wówczas garnizon był za ciasny. - To była jednostka na defilady i pokazy - mówi ekspert i jak dodaje, do dzisiaj niewiele się zmieniło. - Duża część przywiezionych z Żagania leopardów stoi pod chmurką, bo nie ma dla nich garaży - mówi. Minister Macierewicz zadeklarował, że w 2018 roku mają ruszyć prace przy budowie odpowiedniej infrastruktury w Wesołej. Rok po tym, jak przewieziono pierwsze czołgi. - To oznacza niestety więcej pieniędzy - przyznał. Generał Skrzypczak podkreśla, że w Wesołej nie ma prawdziwego poligonu, gdzie mogliby ćwiczyć czołgiści. Jest tylko ogryzek w postaci jednego "pasa taktycznego, gdzie pluton czołgów (cztery maszyny), może przejechać kilkaset metrów. - W sam raz na pokazy dla oficjeli - mówi Wolski. - Najbliższy prawdziwy poligon jest w Orzyszu na Mazurach. Trzeba będzie przewozić czołgi, a Leopardy 2 są duże i ciężkie. Wymagają specjalnych wagonów. To są ogromne koszty - mówi generał. Minister Macierewicz deklaruje, że poligon w Wesołej zostanie rozbudowany, jednak Wolski powątpiewa w to, na ile można to zrobić. - Wystarczy spojrzeć na mapę geodezyjną. Owszem, trochę można by go zwiększyć, ale może do poziomu odpowiedniego dla kompanii (14 czołgów - red.). W żadnym wypadku dla całego batalionu (58 maszyn - red.) - mówi. Wszystkie leopardy w szkoleniu albo w fabrykach. Poligon ma natomiast kluczowe znaczenie dla szkolenia czołgistów. Pojedyncze czteroosobowe załogi można jeszcze trenować na symulatorach (których i tak w Warszawie nie ma, mają być kiedyś), ale nie sposób ich tak nauczyć współdziałania w większych grupach (plutonach, kompaniach, batalionach). Przeniesiony do Warszawy batalion wymaga natomiast szkolenia od podstaw, bo z Żagania przetransportowano tylko czołgi i część obsługujących je żołnierzy, bo i tak była tam ich tylko garstka. Jednostka była "skadrowana i miała około 30-40 procent obsady (konkretna wartość jest tajna). - Tutaj MON stosuje mylącą retorykę. "Przeniesienie w tym wypadku nie oznacza czegoś w stylu przeparkowania samochodu. To rozformowanie jednostki w Żaganiu i sformowanie jej na nowo w Warszawie - mówi Wolski. Zgodnie z procedurami wymaga to przejścia całego procesu szkolenia od początku, aby batalion był formalnie przeszkolony. - Tu nie ma skrótów. To trzy lata permanentnego szkolenia - mówi generał Skrzypczak. Nie wiadomo więc, co miał na myśli minister mówiąc o tym, że batalion jest już gotowy do działania, choć zaczęto go formować niecały rok temu. Ukoronowaniem trzyletniego szkolenia powinno być przejście certyfikacji NATO (choć MON może zdecydować, że nie będzie się o nią starał dla tej jednostki), która dopuszcza do współdziałania w ramach struktur Sojuszu. Bez odpowiedniego zaplecza może to być trudnym zdaniem. Co więcej, minister zapowiedział przeniesienie kolejnego batalionu Leopardów 2A5 z Żagania. - Tamten już tą certyfikację NATO ma. Teraz się go rozformuje i trzeba będzie się szkolić od nowa - mówi Wolski. Jak podkreśla ekspert, w ten sposób dwa bataliony najnowocześniejszych polskich czołgów Leopard 2A5 przez kilka najbliższych lat będą się szkolić i zgrywać na nowo. W tym samym czasie drugie na liście najnowocześniejszych maszyn, Leopardy 2A4, będą przechodzić modernizację do wariantu 2PL i większość będzie stała rozmontowana w fabrykach. Porządek zostanie przywrócony gdzieś po 2021 roku. - Wszystko można zrobić. Tylko nie rozumiem po co - mówi generał Skrzypczak."
-
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-awaria-wojskowego-samolotu-start-z-30-godzinnym-opoznieniem-,nId,2480090 Awaria wojskowego samolotu: Start z 30-godzinnym opóźnieniem. Znamy kulisy sprawy 30 godzin później niż planowano wystartował wojskowy samolot przewożący urzędników Kancelarii Prezydenta i funkcjonariuszy BOR szykujących zagraniczną wizytę Andrzeja Dudy.Wojskowy Hercules miał wystartować wczoraj. Od tego czasu lot kilka razy przesuwano. Prezydencka ekipa miała wylecieć wczoraj o godz. 8:00 rano. Start był kilka raz przesuwany. W końcu, po ponad 10 godzinach oczekiwania, samolot wzbił się w powietrze. Po ponad godzinie lotu, maszyna z prezydenckim urzędnikami i BOR jednak zawróciła. Załoga nie podała przyczyny powrotu do bazy. Pytani o powód rzecznicy dowództw - operacyjnego i generalnego - odsyłają do Ministerstwa Obrony Narodowej. Rzecznik resortu nie odbiera telefonu, ani nie odpowiada na e-maile. Jak dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM, Kancelaria Prezydenta kilka razy bezskutecznie prosiła o zorganizowanie innego samolotu, który mógłby przewieźć urzędników i BOR. Jedną z przyczyn utrudnień w podstawieniu innej maszyny mogła być zakończona wizyta Antoniego Macierewicza w Afganistanie, w której wykorzystywano kilka samolotów dalekiego zasięgu i ekip lotniczych, zdolnych do wykonania takiego lotu."
-
http://promilitaria21.home.pl/autoinstalator/joomla/aktualnosci-i-prawo/item/6302-20-xii-katastrofa-samolotu-mig-29-powaznym-znakiem-zapytania-o-stan-naszego-lotnictwa Katastrofa samolotu MiG 29 poważnym znakiem zapytania o stan naszego lotnictwa? Katastrofa samolotu Mig 29 jest poważnym znakiem zapytania o stan naszego lotnictwa. Eksploatujemy trzy typy samolotów bojowych – F16, Su-22 i MiG 29. Egzemplarze radzieckie są starsze od amerykańskich, dużą część samolotów MiG 29 pozyskaliśmy z Republiki Czeskiej i Republiki Federalnej Niemiec jako konstrukcje używane. Do tej pory – dzięki pracy całych zespołów doskonałych fachowców, nie było żadnego wypadku. Ten, który się wydarzył – to dowód na to, jak doskonałą konstrukcją jest ten radziecki samolot, pilot przeżył, chociaż samolot uderzył w ziemię… Ponieważ nastąpiło to w ostatniej fazie lotu – przyziemienia, było to wyjątkowo niebezpieczne. Na szczęście pilot przeżył, chociaż wiadomo że ma obrażenia. Zanim będzie zbadana przyczyna katastrofy minie trochę czasu, jednak trzeba sobie zadać pytanie generalne o stan naszego lotnictwa – ponieważ od jego możliwości bojowych w naszych warunkach zależy bardzo wiele, żeby nie powiedzieć, że prawie wszystko. Dzisiaj – to nie będzie przesadą – jedyną siłą uderzeniową naszych sił zbrojnych, którą możemy skutecznie zaatakować przeciwnika na dystansie powyżej 30-40 km są samoloty F-16. Samoloty Su-22 to piękne, wspaniałe i w swoim czasie bardzo groźne maszyny – miały służyć jako samoloty wsparcia w rejonach przełamania frontu, niszcząc mosty, przeprawy itp. Ubogo wyposażone elektronicznie (nawet jak na czasy swojej świetności) miały i mają nadal jedną wielką zaletę – potężny udźwig. Dzisiaj to zdaje się jedyne samoloty zdolne do przenoszenia krajowych bomb kasetowych, to bardzo groźna i skuteczna broń. Jednak nie można mieć żadnych złudzeń, ten samolot nie nadaje się dzisiaj na konflikt pełnoskalowy. Może wykonywać ograniczone misje, najlepiej ze wsparciem maszyn myśliwskich – jednak to nie jest samolot, który przetrwa na współczesnym polu walki jakąkolwiek misję. Jego największą zaletą jest dzisiaj to, że utrzymuje stany etatowe w lotnictwie oraz jest fenomenem na pokazach lotniczych państw NATO. To piękna maszyn, ze zmienną geometrią skrzydeł – bardzo, ale to naprawdę bardzo głośna, bardziej głośna, niż można to sobie wyobrazić. Jest to bardzo efektowne i podoba się widzom. Im szybciej te maszyny będą zastąpione np. przez używane F-16, którymi można jeszcze chwilę polatać, tym lepiej. MiG-29 to wybitna konstrukcja, bazująca na centropłacie spawanym ze specjalnych stopów z wykorzystaniem tytanu – ze skrzydłami pasmowymi (charakterystyki aerodynamiczne). Mocne silniki RD-33 (РД-33 – konstrukcji ОАО «Климов»), niestety „dymiące” dają samolotowi odpowiednią ilość mocy. Uzbrojenie myśliwskie było wystarczające. Dzisiaj te rakiety, nawet w partii kupionej niedawno na Ukrainie, to dużo poniżej standardu w NATO, mówimy o poprzedniej epoce. Można tym walczyć, ale nie na pierwszej linii. Modernizować się tego łatwo nie da, ponieważ to bardzo kosztowne, a te samoloty nie są przyszłościowe w naszych realiach politycznych. Głównie ze względu na brak dostępu do części zamiennych i wsparcia technicznego producenta. Kluczem są wspomniane silniki, te w naszych samolotach są z początku rozwoju linii konstrukcyjnej – to doskonała konstrukcja, okupiona ograniczoną żywotnością. Wymagają remontów i wymiany po stosunkowo krótkim czasie nalotu. Jedyny producent takich silników jest w Rosji. Niestety z powodów politycznych nie mamy dostępu do ich oferty, a nawet jak była przedstawiana w ostatnich latach, to koszty zakupu były niebotyczne. To znaczy, coś takiego jak silnik do odrzutowca w ogóle nie jest tanie, ale w tym przypadku miało ceny praktycznie zaporowe. Takie jest prawo monopolisty. Jeszcze kilka lat temu, w polskiej prasie fachowej, można było zobaczyć reklamy – nawet całostronicowe rosyjskich przedsiębiorstw oferujących kompleksową modernizację tych maszyn, dostawę najnowszej awioniki, oczywiście silników – w nowych doskonałych wersjach pieczołowicie rozwijanych przez długie lata. Niestety dzisiaj to jest poza naszym zasięgiem, a kupowanie uzbrojenia do głównego oręża polskiego lotnictwa – bo, to te samoloty mają służyć do obrony powietrznej kraju – u potencjalnego przeciwnika, jest najdelikatniej mówiąc trudne politycznie i wątpliwe intelektualnie. Z powyższych powodów, w Polsce rozwinięto zaplecze techniczne, umożliwiające stałe utrzymanie tych maszyn w gotowości bojowej, potrafimy sami dokonywać przeglądów i napraw silników, płatowca, nawet oferowaliśmy Bułgarii możliwość skorzystania z naszego wsparcia i technologii. Ta oferta była przyczyną kryzysu politycznego w tym kraju. W konsekwencji mamy maszyny, których wartość bojowa jest minimalna przez przestarzałe uzbrojenie – technologicznie sprzed 30 lat. Ich resursy są ograniczone, co więcej starzeją się z każdym rokiem, a do tego jest kilka zakładów i uczelni, które żyją z podtrzymywania ich jako takich zdolności do działania. Utrzymywanie tych maszyn konstrukcji i produkcji ZSRR, bez wsparcia technicznego, części zamiennych i innej pomocy ze strony producentów samolotów i podzespołów, to dowód na to że mamy bardzo zdolnych inżynierów i mechaników magików, którzy potrafią zdziałać cuda. To pierwsze zdarzenie tak poważne z samolotem MiG-29, przez prawie 30 lat eksploatacji nie było żadnego wypadku. Jednak ta formuła już się wyczerpała. Dzisiaj samolot się kupuje, wraz z pakietem wsparcia i modernizacji oferowanym przez producenta, który rozwijając konstrukcję – oferuje swoim klientom możliwość wyposażania ich w coraz nowsze i doskonalsze uzbrojenie. Jak i głębsze modernizacje np. poprzez wymianę silnika na inny typ – innego producenta. W przypadku samolotów F-16 okazało się, że ma to bardzo duże znaczenie, bo silniki jednego z dwóch dominujących amerykańskich producentów są zdecydowanie wygodniejsze w eksploatacji. Posiadanie około 30 samolotów, które mają niską zdolność bojową, po prostu się starzeją – i są ryzykiem dla pilotów, nie jest odpowiedzią na problem zapewnienia środków obrony powietrznej dla naszego kraju. Nie jesteśmy bogaci, ale kupienie drugiej 50-tki nowych samolotów zachodnich, nie wykracza poza nasze możliwości, a odejście od konstrukcji radzieckich byłoby rewolucją, której nasze Siły Powietrzne potrzebują. Należy sobie uświadomić, że tu nie chodzi o etaty, miejsca pracy w przemyśle i klepanie młotkami starych „migów”, czy „suczek”, tylko o zapewnienie maksimum efektywności w zadaniach obronnych. Dlatego lotnictwo MUSIMY MIEĆ NAJLEPSZE JAK SIĘ TYLKO DA I JAK TO TYLKO JEST MOŻLIWE. Zakup nowych maszyn to konieczność, również trzeba szkolić więcej pilotów i szkolić ich lepiej – bardziej intensywnie. Generalnie, co może zdziwić wielu czytelników, coś takiego jak wypadek samolotu myśliwskiego, po prostu jest wliczony w ryzyko tej branży. Wiadomo, że robione jest wszystko dla zapewnienia bezpieczeństwa, jednak specyfika walki myśliwskiej, to dobrowolne, celowe i zamierzone wchodzenie w ekstrema. Piloci myśliwców są szkoleni – z zasady – takie są cele – do podejmowania wręcz niemożliwego ryzyka. Walka manewrowa na nowoczesnym myśliwcu, a akurat MiG 29 się do tego DOSKONALE nadaje, to wielkie obciążenie dla płatowca i pilota. Przeciętny człowiek, nawet jeżeli miałby stosowny kombinezon, prawie na pewno by zemdlał przy średnio intensywnych i klasycznych figurach akrobatycznych. Przeciążenia jakim poddawany jest organizm pilota są ekstremalne. Wymagania stawiane tym dzielnym ludziom są olbrzymie, ryzyko jakie ponoszą – w trakcie ćwiczeń jest GIGANTYCZNE. Jeżeli w wyniku ćwiczeń, które są realizowane na krawędzi możliwości technicznych maszyny i przy skrajnym wyczerpaniu pilota – dojdzie do wypadku, to po prostu jest wliczone w ryzyko tej profesji. Myśliwce mogą ulegać wypadkom, ponieważ służą do zadań ekstremalnych, jeżeli w trakcie ćwiczenia coś się zdarzy, a nie łatwo o tragedię przy locie nisko lub po prostu w wyniku błędu człowieka. Nie ma co z tego robić zagadnienia. Inaczej jest oczywiście w lotnictwie transportowym. Z powyższych względów – ci wspaniali ludzie, kwiat naszego lotnictwa – zasługują na najlepsze maszyny, jakie tylko możemy im zapewnić. W całej sprawie, tego smutnego zdarzenia wielkie zdziwienie budzi fakt, że pilota znaleziono dopiero po około 3 godzinach, a był ok. 10 km od bazy! Mówimy o sytuacji podejścia do lotniska, gdzie w pobliżu są specjalistyczne śmigłowce ratunkowe, mające teoretycznie służyć do działań ratowniczych w dowolnych warunkach atmosferycznych i w strefie działań wojennych. Dlaczego więc pilota znaleźli leśnicy, czy strażacy? Kiedyś w bazach lotniczych, to dowódca bazy decydował o lotach maszyn ratowniczych, co więcej były specjalne naziemne grupy poszukiwawcze – wyszkolone do poszukiwania ofiar wypadków powietrznych i wstępnego zabezpieczania miejsca katastrofy. Oczywiście bardzo dobrze, że strażacy i leśnicy byli i pomogli – wielka chwała tym wspaniałym ludziom, którzy swoim poświęceniem i wysiłkiem już nie jeden raz zasłużyli na szacunek i wdzięczność Narodu. Jednak to jest wojsko, ono musi mieć możliwość ratowania własnych pilotów ze strąconych maszyn – ZA LINIĄ FRONTU! Jak ta sytuacja działa na morale pilotów, jeżeli 15 minut lotu śmigłowcem od bazy – nie są w stanie podjąć lotnika? Każdy fotel wyrzucany ma odpowiednią sygnalizację radiową swojego położenia. KILKA LAT TEMU UWOLNIONO SPECJALNE CZĘSTOTLIWOŚCI WYKORZYSTYWANE PRZEZ APARATURĘ ALARMOWĄ- ŁĄCZĄCĄ SIĘ PRZEZ SATELITY. Właśnie dlatego to tak wiele kosztuje, że ma ratować życie człowieka, którego szkolenie kosztowało kilkadziesiąt milionów Złotych. Piloci myśliwców są bezcenni, właśnie przez procesy szkoleń, które trwają długo, poza tym do tego trzeba mieć talent, w tym po prostu się nie bać ryzykować życia. Jeżeli więc nie potrafimy, czy nie mamy zdolności do działania w rejonie własnej bazy, w czasach pokoju – bo był niski pułap chmur, to co w przypadku konfliktu? Jak spadnie samolot nad naszym terytorium to może ludzie pomogą? Jakoś tam będzie? Swoją drogą, to dobrze że nie było zimno, bo pilot mógłby nie przeżyć. Mamy bogatą historię wypadków lotniczych, które przez ostatnie lata bardzo wiele zmieniły w naszych Siłach Powietrznych, coś takiego jak wypadek samolotu z kadrą dowódczą prawie wszystkich jednostek lotniczych – to fenomen, a u nas się wydarzył. Coś takiego jak wpadek samolotu Prezydenta państwa z nim na pokładzie, to również zdarzenie prawie niemożliwe, ale u nas się wydarzył… No, a śmigłowce jak mówił zdaje się pan wiceminister od obrony, nie są priorytetem? Jeżeli tak źle jest na lądzie, to lepiej nie myśleć, co jest na morzu, gdzie – do odpowiednich działań zobowiązują nas stosowne konwencje i umowy. Poza tym to wstyd, że 38 mln kraj, nie ma kilku śmigłowców ratowniczych, zdolnych do działania na terenie całego kraju, o każdej porze dnia i nocy, bez względu na warunki atmosferyczne. Takie maszyny można kupić, wdrożyć procedury – przeszczepiając najlepsze zachodnie wzorce. Dlaczego się tego nie robi? Dlaczego ryzykuje się życiem polskich Żołnierzy? Jak pilot idący w bój – na śmierć i życie, ma się czuć jeżeli wie, że nie ma szans na żadną realną pomoc w razie negatywnego wyniku walki lub wypadku? Co z morale Żołnierzy? Co z emocjami ich rodzin? O tym na ile nam wystarczy lotnictwa w przypadku konfliktu z Federacją Rosyjską mówił niedawno jeden z generałów. Jakieś wnioski? Wiadomo, że to co lata – może spadać. Tylko, że my nie mamy ani silnego lotnictwa, ani wcale obrony przeciwlotniczej, nie mówiąc już o przeciwrakietowej. Jeżeli do tego nie mamy możliwości ratowania pilotów… Bezpieczeństwo naszych Żołnierzy ZAWSZE musi być najwyższym priorytetem i bez kompromisów. Uzbrojenie to narzędzie pracy Żołnierzy, nie może zagrażać ich życiu, nie może tworzyć dodatkowego ryzyka! Poza tym jest jeszcze kwestia ubezpieczenia Żołnierzy od wypadków i ich następstw. Jeżeli po takim wypadku człowiek ma uszkodzony kręgosłup, albo np. pośliźnie się wychodząc z Rosomaka i upadając wybije sobie zęby – to kto mu zapłaci rekonwalescencję, leczenie i jak trzeba rentę? Ze względu na generalnie porażająco stary stan sprzętu wojskowego w Wojsku Polskim, Żołnierze powinni mieć dodatkowe, specjalne ubezpieczenie, właśnie od skutków wad uzbrojenia i innych urządzeń, którymi się posługują – wynikających z ich stanu technicznego. Ten samolot, który się rozbił, chyba był starszy od pilota, który nim leciał… Co mają powiedzieć Marynarze na muzealnych okrętach podwodnych? To jest dopiero praca w warunkach wysokiego ryzyka! Jeżeli wymagamy od tych wszystkich wspaniałych ludzi i ich rodzin, żeby codziennie liczyli się z ryzykiem śmierci lub kalectwa, to należy przynajmniej ich zabezpieczyć finansowo. Należy postulować wykupienie polis na życie, jak również stworzenie specjalnego podsystemu dodatkowych ubezpieczeń dla Żołnierzy, pokrywających koszty wynikające z wypadków spowodowanych złym stanem technicznym sprzętu wojskowego."
-
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział bodziu000000 → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
http://wiadomosci.wp.pl/dwoch-pilotow-rannych-maszyna-w-kawalkach-zobaczcie-co-mon-nazwal-zdarzeniem-lotniczym-6200010880759425a Dwóch pilotów rannych, maszyna w kawałkach. Zobaczcie, co MON nazwał "zdarzeniem lotniczym Temu zdarzeniu przypisano tak zdawkowy komunikat, że niemal nikt nie zwrócił na nie uwagi. Tymczasem zaledwie kilka dni przed katastrofą samolotu MiG-29, na lotnisku w Dęblinie roztrzaskał się wojskowy śmigłowiec SW-4. Dwójka pilotów wciąż jest jeszcze w szpitalu, ich maszyna została rozbita podczas lądowania. Jako pierwsi publikujemy zdjęcia. "Do zdarzenia doszło w godzinach wieczornych, w trakcie wykonywania lotu szkolnego. Podczas lądowania śmigłowca poszkodowani zostali dwaj znajdujący się na pokładzie piloci - tak zdawkowy, trzyzdaniowy komunikat opublikowało MON. Wypadek nazwano "zdarzeniem lotniczym. Trudno się dziwić, że nie przykuł on uwagi mediów. Dopiero teraz udało nam się uzyskać zdjęcia wraku maszyny. Piloci mieli wiele szczęścia, że skończyło się na niegroźnych obrażeniach. Śmigłowiec SW-4 "Puszczyk ma poważne uszkodzenia m.in. urwany ogon i połamane łopaty wirnika. Do wypadku doszło 13 grudnia, około godziny 16.30, podczas lądowania już przy zapadających ciemnościach. Maszyna miała twardo uderzyć w ziemię i obalić się na bok. - Podczas lądowania śmigłowca poszkodowani zostali dwaj, znajdujący się na pokładzie, piloci. To instruktorzy 41. Bazy Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - mówi WP kpt. Magdalena Busz, oficer prasowy 4. Skrzydła Lotnictwa Szkolnego. Dodaje, że sprawę wyjaśnia i komisja badania wypadków lotniczych. Rannym udzielało pomocy ratownicy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Wiadomo, że piloci są jeszcze w szpitalu. O tej sprawie zrobiło się głośno dopiero po ostatniej katastrofie samolotu MiG-29. Na internetowych forach lotniczych zaczęto snuć teorie i domysły o utajnionym przez MON wypadku. To dlatego, że początkowo pojawiały się tylko zdawkowe informacje. Wciąż nie wiadomo co było przyczyną wypadku. Wyrażenie "zdarzenie lotnicze zgodnie z fachową terminologią obejmuje: "wszystko co zdarzyło się podczas użytkowania statku powietrznego,m.in. uszkodzenia sprzętu lotniczego, incydenty lotnicze oraz wypadki lotnicze. Trudno nie zgodzić się jednak , że "zdarzenie brzmi znacznie lepiej niż "wypadek i dwie osoby ranne. 41 Baza Lotnictwa Szkolnego zajmuje się przygotowaniem do służby podchorążych Wyższej Oficerskiej Szkoły Sił Powietrznych w Dęblinie. Trenują oni na przede wszystkim samolotach TS-11 Iskra, a także śmigłowcach SW-4 Puszczyk. Siły Powietrzne dysponują 24 takimi maszynami w wersji szkoleniowej." -
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/gw-bron-maszynowa-dla-obrony-terytorialnej-nie-ma-certyfikatu/vw7jsfk \"GW: broń maszynowa dla obrony terytorialnej nie ma certyfikatu Resort obrony narodowej ominął kluczową procedurę, która powinna poprzedzać decyzję o wypuszczeniu broni do produkcji. Broń maszynowa, którą przekazano wojskom obrony terytorialnej, ma m.in. niedopracowany przełącznik - ustaliła "Gazeta Wyborcza. Usterki mogą zakończyć się tragicznie. Chodzi o karabinki MSBS GROT, których pierwszą partię (2 tys. sztuk) karabinków MSBS GROT szef MON Antoni Macierewicz przekazał pod koniec listopada przedstawicielom dowództwa wojsk obrony terytorialnej. Jakakolwiek broń przeznaczona do masowego użytku powinna przejść badania celem uzyskania certyfikatu Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia. Ocena Instytutu zwyczajowo poprzedza decyzję o wprowadzeniu sprzętu do produkcji. W przypadku MSBS GROT sytuacja wyglądała jednak inaczej. Zgodnie z informacją, do jakiej dotarła "Gazeta Wyborcza dzięki kontaktom z Ośrodkiem Certyfikacji Instytutu: "Karabinki GROT nie były certyfikowane (...) na zgodność z zatwierdzonymi wymaganiami MON. Jak podkreślono, to sam resort obrony w przypadku organizowania przetargu podejmuje decyzję "czy certyfikat będzie wymagany, czy nie. Zgodnie z decyzją Antoniego Macierewicza ocena radomskich karabinków "zakończyła się na wydaniu świadectwa z badań przez laboratorium akredytowane. Dziennikarzom "Wyborczej nie udało się uzyskać informacji, czy laboratorium zaakceptowało GROT-y oraz czy przeprowadzono odpowiednie testy. Szef wojsk obrony terytorialnej gen. Wiesław Kukuła w rozmowie z portalem Defense24.pl przyznał: "Przyjęliśmy jako dogmat założenie o potrzebie ciągłego doskonalenia broni, podobnie jak realizują to siły zbrojne innych państw. Z tych słów można wnioskować, że karabiny będą poprawiane w trakcie użytkowania. Największym problemem w przypadku GROT-ów jest niedopracowany przełącznik broni z ognia pojedynczego na ogień ciągły. Karabin przełącza się na serię w trakcie oddawania strzału pojedynczego. Tego typu usterki mogą mieć tragiczne konsekwencje. "Gazeta Wyborcza przypomina, że wojska obrony terytorialnej mają być używane w bezpośrednim kontakcie nie tylko z obcą inwazją, ale też np. do tłumienia zamieszek."
