Jedburgh_Ops Napisano 22 godziny temu Napisano 22 godziny temu (edytowane) Coś z moich papierów i warto to wspomnieć, bo ta historia nie istnieje, tak w USA, jak i w Polsce. Mam wykaz wszystkich amerykańskich pilotów szybowcowych, którzy przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do II wojny światowej zdobyli srebrne odznaki szybowcowe. W II RP to osiągnięcie sportowe nazywało się właśnie „srebrną odznaką szybowcową” i było niejako dodatkiem do kategorii C pilota szybowcowego. To samo osiągnięcie w Stanach Zjednoczonych nazywało się „Silver C” i swoją nazwą symbolizowało z grubsza to samo, co w Polsce. Mówimy o czasach, gdy FAI jeszcze nie zdążyła standaryzować na całym świecie nazewnictwa tych uprawnień pilotażowych. Kategoria C pilota szybowcowego przed II wojną oznaczała wyszkolenie w: • lotach na termikę • lotach żaglowych • lotach zboczowych Amerykański pilot kategorii C, aby zdobyć w tamtych czasach srebrną odznakę szybowcową musiał mieć urzędowo zarejestrowane i potwierdzone: • przelot na odległość minimum 32 mil (51,5 km) • przewyższenie 3280 stóp (1000 m bez paru centymetrów) • utrzymanie się w powietrzu w czasie minimum 5 godzin Identyczne warunki obowiązują na całym świecie do dziś. Przed japońskim atakiem na Pearl Harbor srebrną odznakę szybowcową zdobyło 379 amerykańskich pilotów. W liczbie tej było 10 przedstawicieli Polonii: Charles J. Csizmansky Stanley G. Hruslinski Leon Kubinsky John Nowak (w czasie wojny został wojskowym pilotem szybowcowym) Henry Orzechowski George F. Placek William Placek Harold J. Pollacek Thaddeus G. Spychala Ladislaw Srogi Dlaczego wspominać tych polonijnych lotników? Amerykańskie wojskowe szybownictwo transportowe do wybuchu wojny nie istniało, ponieważ w tym państwie w ogóle nie istniało jakiekolwiek szybownictwo paramilitarne, już nie mówiąc o wojskowym. Opis tej patologii nie mieści się w ramach tego podforum, więc nie będę tego relacjonował. Kto z tym zjawiskiem walczył? Między innymi profesor wydziału lotniczego Uniwersytetu Michigan o „typowo amerykańskich” personaliach Felix Wladyslaw Pawlowski chociaż odrobinę pamiętany w Michigan. Oprócz pracy naukowej był miłośnikiem szybownictwa i od roku 1929 piastował stanowisko Director of the National Glider Association. Gdzie i kiedy mógł tłumaczył Amerykanom, że szybownictwo w Europie się rozwija i jest tanim sposobem kształcenia pilotów. Wszystko na nic. Przez cały okres międzywojenny oficerowie amerykańskich wojsk lądowych, lotnictwa i marynarki wojennej, trzech kongresmenów i dziesiątki działaczy szybownictwa walczyło o utworzenie w USA takich narodowych paramilitarnych programów szybowcowych, jakie miały Niemcy, Polska i ZSRR. Wszystko na nic, ponieważ wojsko miało wobec szybownictwa stosunek agresywny. Było przywiązane wyłącznie do koncepcji zwanej „air landing”, czyli do przerzutu piechoty na tyły wroga samolotami transportowymi lądującymi gdzieś, gdzie wroga by nie było. Zawzięcie ćwiczono to nad Kanałem Panamskim, w Forcie DuPont, w Camp Bullis, w Forcie Kobbe i w Rio Hato. O szybowcach transportowych nikt nie chciał słyszeć, ponieważ ortodoksyjnie, fanatycznie trzymano się koncepcji „air landing”. Do upadłego - w przenośni i dosłownie. Po przystąpieniu USA do II wojny oczywiście był dramat z szybownictwem wojskowym, w tym transportowym. W dniu japońskiego ataku 7 grudnia 1941 roku, po 27 miesiącach II wojny światowej, Stany Zjednoczone miały dopiero w toku zamówienia jeden doświadczalny wojskowy szybowiec transportowy – 8-miejscowy Waco XCG-3. Miały też jedynie 24 wojskowych pilotów szybowcowych i zaledwie pięć doświadczalnych dwumiejscowych szybowców szkolno-treningowych – jednego typu Frankfort XTG-1, trzy Schweizer XTG-2 i jednego Laister-Kauffmann XTG-4. Ostatni z wymienionych dotarł do USAAF zaledwie pięć dni przed atakiem na Pearl Harbor. Żaden z tych szybowców nie zdążył posłużyć do jakiegokolwiek programowego szkolenia pilotów szybowcowych USAAF, ponieważ traktowano je jako część procesu badawczo-rozwojowego. Chyba więc wiadomo już, po co wspominać dziesiątkę polonijnych pilotów szybowcowych ze srebrnymi odznakami szybowcowymi. Natychmiast po Pearl Harbor ludzie tacy dla USAAF stali się na wagę złota. Ruszyły dziesiątki wojskowych oraz cywilnych opłacanych przez wojsko szkół szybowcowych a żaden ze wspomnianych 24 pilotów szybowcowych USAAF nie miał kwalifikacji do szkolenia szybowników, ponieważ sami raczkowali w lotnictwie tego rodzaju. Całe szkolnictwo szybowcowe musieli wziąć na siebie doświadczeni cywile. Archiwum szybownictwa USAAF po wojnie zlikwidowano, zniszczono, rozkradziono, jak zwał, tak zwał i dziś czasami na aukcjach wypływają jakieś z niego szczątkowe papiery. Nie ma więc twardych dowodów, że ww. dziesiątka Polaków z amerykańskimi obywatelstwami szkoliła tych, których określano mianem „combat glider pilots” USAAF, ale wykluczyć tego nie można, bo były to postaci bardzo cenne dla wojska. Edytowane 20 godzin temu przez Jedburgh_Ops
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się