Jump to content

Przerwana misja RWD.8 pod Zduńską Wolą


Recommended Posts

26 listopada, o g. 14.30 w m. Zmyślona nastąpi odsłonięcie tablicy upamiętniającej miejsce zestrzelenia, we wrześniu 1939 roku, polskiego samolotu łącznikowego RWD.8. Następnie o 15.00 w Zapolicach (pow. Zduńska Wola), w budynku GOKiS przy ul. Głównej 14 odbędzie się spotkanie z Łukaszem Orlickim (ODKRYWCA/GEMO) oraz ekspertami lotnictwa i regionalistami Markiem Roguszem, Robertem Kielkiem i Maciejem Milakiem.
W kwietniu 2014 roku dzięki wspólnej akcji udało się nam ustalić okoliczności tego zestrzelenia. Polska załoga dostała się do niewoli. Wydarzenie to zapoczątkowało karierę jednego z najlepiej zakonspirowanych agentów polskiego wywiadu kapitana Władysława Boczonia.

Zapraszamy na spotkanie!

Link to comment
Share on other sites

Misja RWD-8 z 6 Plutonu Łącznikowego

W dniu 5 IX 39 r. przed północą.
W Mchówku pod Izbicą Kujawską, gdzie stacjonował sztab gen. Tadeusza Kutrzeby d-cy Armii Poznań, u płk. Stanisława Lityńskiego Szefa Sztabu armii zameldował się oficer kontrwywiadu II oddziału WP. por. Władysław Boczoń.
- A jest pan panie poruczniku, a właściwie kapitanie!
Z dniem 1 września otrzymał pan nominację do stopnia kapitana, czego serdecznie panu gratuluję, ale do rzeczy. Dowódca postanowił powierzyć panu bardzo ważną,a zarazem niebezpieczną misję. Jest pan gotów?
- Tak, czekam na rozkazy panie pułkowniku.
- Otóż zadanie postawione przed panem, ma na celu odnalezienie sztabu gen. Julisza Rummla d-cy Armii Łódź i przekazanie naszym południowym sąsiadom dokumentacji, która umożliwi współdziałanie obu naszych armii na centralnym odcinku frontu. Będzie miał pan do dyspozycji nasz sztabowy samolot z pilotem podoficerem z naszego 3 pułku. Wylot skoro świt około godziny 5.40. Maszyna czeka na polowym lotnisku tuż za dworskim parkiem. Proszę, oto korespondencja, którą w razie niebezpieczeństwa zniszczyć! Są pytania?
- Nie ma panie pułkowniku.
- A więc życzę powodzenia.

6 IX 39 r. o świcie.
Powietrze był spokojne, nad dworskim parkiem dawał się zauważyć brzask. Prawie w zupełnych ciemnościach kpt. Boczoń, odnalazł stojący na rżysku samolot. Był to RWD.8 z 6 Plutonu Łącznikowego.
Przy samolocie stał pilot kpr. Stanisław Malisz. Po krótkiej rozmowie, w której omówiono fazy lotu kapitan dał rozkaz do startu. Szybko znaleźli się w powietrzu. Pilot skierował
maszynę na wschód. Po kilkunastu minutach lotu w dali zauważyli dymy zbombardowanego miasta Koła. Pilot wyminął je od zachodniej strony biorąc „pod pachę” rzekę Wartę jako pewny kierunek południowy. Po dotarciu w rejon Sieradza, pilot zmienił kurs na wschodni. Tutaj maszyna dostała się pod ostrzał piechoty npla.
Znaleźliśmy się w pobliżu frontu – wspominał w swoich zapiskach niecały rok później kpt. Boczoń - dokładnie widać było wycofujące się nasze oddziały, setki kolumn, samochodów, wozów, to znów z dala szosy napchane uciekająca ludnością cywilną, a na pd.-zach. - czołgi, jakieś kolumny... to byli Niemcy. Wreszcie spod toru z jakichś tankietek zaczęło się kurzyć i okazało się, że piorą do nas z karabinów maszynowych. Pilot wziął to za pomyłkę swoich, zniżył jeszcze lot i nagle dostaliśmy w kabinę między mnie a pilota: coś zastukało – a potem naliczyłem 34 dziury. (...) Lecieliśmy nad lasem w kierunku Zduńskiej Woli.(...) Wznieśliśmy się na wysokość ponad 400 m, pilot chciał widzieć co się dzieje. Wpadliśmy w straszny ogień. Bito do nas ze wszystkich stron. Minąwszy las okazało się, że jesteśmy daleko za linią frontu nad oddziałami niemieckimi. (...) Teraz wszystko rozegrało się w sekundach. Zawrotna szybkość samolotu. Wreszcie las się kończy. Pilot podnosi maszynę. Robi wszystko co może.
Olbrzymia polana. W dali tartak. Duży komin. Nagle lecimy w dół. Dostaliśmy w motor. Ja wcale nie czuję, że ciało mam zryte odłamkami. W piersiach coś piecze, lecz nie ma czasu
nawet myśleć. Lecimy z zawrotną szybkością do ziemi. Linki skowyczą. Pilot chce ratować, by nie spalić się. Wali ostatnim wysiłkiem lewym skrzydłem w komin. Ja twarzą uderzam
w armaturę. Straciłem przytomność (…)...

Link to comment
Share on other sites

...6 września tuż po katastrofie.
Była godzina w pół do siódmej, gdy ze strasznego, nie do opisania bólu otworzyłem oczy znowu i już przytomności nie straciłem, nie umarłem - mimo, że tak śmierci w tej chwili pragnąłem. Nie mogąc wytrzymać strasznych boleści ryknąłem i usłyszałem czystą polszczyzną z ust mojego wroga te słowa:
- teraz kwiczysz jak świnia. Gdzie masz karabin maszynowy?
Wyciągnięto mnie spod kupy gruzów. Stopa prawej nogi wkręcona była gdzieś w spoidła. Byłem przywiązany do siedzenia. Zdawało mi się, że zostanę rozdarty, że nogi żywcem mi wyciągną z tułowia bo gdy łamali siekierami, gdy mnie ciągnęli, to noga nie pozwalała. Ból ten jest nie do opisania. Wyciągnięto mnie wreszcie. Byłem już rozbrojony. Mój mały „F.N.” i duży nasz 9-milimetrowy „VIS” trzymał jakiś żołnierz, a drugi oglądał mój paszport. Był to paszport wystawiony przez Starostwo Ostrowskie na fałszywe nazwisko, z cywilną fotografią, którą wygotowałem sobie w lecie 1938 roku dla celów służbowych.
Żołnierz dopadł do mnie i pytał się:
- Gdzie masz karabin maszynowy?
Pokręciłem głową na znak zaprzeczenia, bo trudno mi było mówić, mając w ustach pełno krwi. On na to rozzłościł się i wrzeszczał:
- Co kłamiesz? Strzelałeś przecież do nas i pewnie go wyrzuciłeś nad lasem.
Znowu zaprzeczyłem ruchem głowy. Dziwne nastawienie. Więc oni mają prawo strzelać, a my nie. On ma prawo mnie zastrzelić, a ja nie mam prawa się bronić, mimo że on jest napastnikiem, napadł cudzą ziemię i cudzy kraj. Niestety bolesną było prawdą: naprawdę nie miałem karabinu maszynowego. Nie miałem karabinu i nie miałem spadochronu, tak jak i pilot (...) Niemiec nie mógł uwierzyć, że nie miałem karabinu (...) i krzyknął, że mnie zastrzeli. Po tych słowach wyjął duże parabellum, odbezpieczył i zbliżył się do mnie by przypadkiem nie zranić swego kolegi, który mnie podtrzymywał pod prawe ramię (...) Odrzuciłem prawą dłonią kurtkę skórzaną i wysepleniłem
-„Bitte”- proszę.
W tym właśnie momencie wyskoczył z auta niemiecki oficer i widząc tę scenę powiedział: daj spokój, przecież to polski oficer bowiem gdym odrzucił połę kurtki ukazały się na ramieniu gwiazdki.(...) Niemieckim oficerem, który ocalił Bocznia od niechybnej śmierci był kapitan Schmidt. (takim nazwiskiem przedstawił się Boczoniowi - RK) Zauważywszy, że po podaniu ręki miał ją całą we krwi nakazał przenieść ciężko rannego Boczonia do samochodu celem odwiezienia do najbliższego szpitala. Żołnierz - ten co mówił po polsku - wlał mi z manierki kawy, a raczej wlewał do ust i mówił - takiej kawy toś pewnie w Polsce nie widział – Dziwne mieli o nas pojęcie. Nawiasem mówiąc to istotnie takiej lury, takiej zupy, nigdy, nawet w koszarach nie piłem. Przywieźli mnie do jakiejś dużej wilii. Jak przez mgłę widziałem wejście, jakieś schody i dużo oficerów. Wreszcie usiadł koło mnie jakiś starszy, siwy dobrze oficer, u którego szparą prawego okaz zobaczyłem czerwone lampasy na spodniach. Jechałem więc obok generała, na stopniach stał żołnierz. Z tyłu siedział oficer, oraz mój pilot – który dziwnym cudem wyszedł z katastrofy tylko z potłuczonym prawym kolanem”(...)
Żołnierze niemieccy, którzy zestrzelili RWD.8 nad rejonem Beleń-Zmyślona, należeli do 55 Pułku Piechoty. Wchodził on w skład 17 Dywizji Piechoty z Norymbergii. W dniu 6 IX 39 r. był w odwodzie i nie brał udziału w walce z polską 10 DP. Dowódcą tego pułku był gen. mjr. Fridrich Siebert, chyba jedyny w armii niemieckiej oficer w randze generała, który dowodził tak małą jednostką jaką był pułk. Kpt. Boczoń oraz pilot Malisz zostali odwiezieni do szpitala
generalskim łazikiem. Siedziałem po lewej ręce generała, wspominał polski oficer - a chcąc coś nie coś widzieć, musiałem głowę przechylić na bok, w dół, by tak z pod oka zerkać na świat. Mimo woli głowa opadła na lewą rękę, a potem pierś generała. On myślał, żem zemdlał. Czuję jak dziś. Siedział wyprostowany, ze wzrokiem ponad moją głową.
Nie odepchnął mnie jednak, a nawet potrzymał bez jednego słowa(...)

6 września szpital w Zduńskiej Woli.
Po przewiezieniu lotników do szpitala okazało się, że Boczoń oprócz kilkunastu odłamków w ciele, obrażeń wewnętrznych, wstrząsu mózgu, miał zmasakrowaną twarz i liczne złamania.
Maliszowi doskwierała tylko kontuzja kolana. Ulokowani zostali w małym pokoju, a do ich pilnowania pojawili się dwaj uzbrojeni żołnierze Wermachtu. W takich warunkach rozgorączkowanemu Boczoniowi udało się jednak przekazać dokumenty oraz przewożoną korespondencję siostrze zakonnej Antoninie Świerczyńskiej, która podjęła się zadania zniszczenia tak aby nie wpadły w ręce wroga. W rękach niemieckich pozostał jedynie jego fałszywy paszport na węgierskie nazwisko Toni Barclay. W nocy w szpitalnym pokoiku miała miejsce nerwowa scena. Zasnęli obaj żołnierze (pilnujący obydwu jeńców, przyp. autor), których nie zmieniono i którzy nie dostali w ogóle żadnego pożywienia, a posilili się tym, co mieli przy sobie. Hełmy ich leżały na ziemi, a jeden karabin był oparty o łóżko, drugi trzymał jeden z nich nogami. Było już dobrze po północy, gdy Stasiu (pilot S. Malisz przyp. autor) wziął ten karabin i mierząc w otwarte usta śpiącego i chrapiącego żołnierza zapytał mnie, czy ma wystrzelić.(...) Ucieczka przeprowadzona w tych okolicznościach miała duże szanse powodzenia. Ostatecznie pilot zaniechał chęci zastrzelenia strażników, co w konsekwencji mogło kosztować życie wielu Polaków i to prawdopodobnie przesądziło. Nazajutrz lekarze
niemieccy zdecydowali aby przewieźć obu Polaków do większego szpitala w Sieradzu, w którym można by leczyć uszkodzone płuco kpt. Boczonia...

Link to comment
Share on other sites

...Moje śledztwo 2011 – 2014.
Na ślad tej historii trafiłem cztery lata temu, czytając wspomnienia wojenne Stanisława Kałuziaka z Chojnego. Była tam mowa o strąconym polskim jednopłatowcu w osadzie Zmyślona pod Zd. Wolą: W pobliżu przed tą wsią dostrzegłem dwóch poległych polskich
żołnierzy leżących w kilkumetrowym oddaleniu od drogi, a nieco dalej przy kępie olch, w pozie zawieszonej, opartej jednym skrzydłem o drzewa, znajdował się jednopłatowiec ze znakiem polskiej szachownicy(...) Inny mieszkaniec wsi Chojne Franciszek Karkola wspomina, że 8 IX mijał wrak samolotu
– Za miastem skręciliśmy do miejscowości Zmyślona i dalej prosto drogą do Belenia. Przed wioską na polach, leżał roztrzaskany polski samolot. Skrzydła miał urwane i leżały obok niego, ale kadłub stał na kołach. Był dwuosobowy. Oczywiście nie mogliśmy nie skorzystać z takiej okazji. Wspólnie z chłopakami, po dwóch, wchodziliśmy do niego i wyobrażaliśmy sobie jak się taką maszyną lata(...) Dotarłem również do raportu Juliusza Molskiego, który
w latach 90 prowadził w Zmyślonej swoje śledztwo w tej sprawie. Nie wniosło ono jednak żadnych konkretów, które pozwoliłyby cokolwiek ustalić, oprócz miejsca upadku maszyny. Według zebranych tam (w Zmyślonej - RK) relacji spadł w tych okolicach lub wylądował przymusowo samolot polski, jednopłat z dwoma lotnikami na pokładzie. Maszyna pokryta była płótnem malowanym na kolor jednolity, bez łat kamuflażowych.(…) Molski skłaniał się w nim do wersji jakoby pilot i jego pasażer w wyniku odniesionych ran po odwiezieniu do szpitala w Zduńskiej Woli zmarli i zostali pochowani na tamtejszym cmentarzu. Mogiła o charakterze lotniczym istnieje tam do dzisiaj. Obecnie jest uznawana jako bezimienna, choć na płycie wyryte są nazwiska dwóch lotników (Kaczorowski, Menczyk). Ci, ponad wszelką wątpliwość, spoczywają na cmentarzu wojskowym w Szubienicach k. Szczercowa. Wspólnie z Andrzejem Ruszkowskim, Maciejem Milakiem i Markiem Garbarczykiem ze Strońska pod koniec września 2011 r. dokonaliśmy rekonesansu w Zmyślonej. Zamieszkująca tam rodzina państwa Wilków przypomniała sobie jak rodzice wspominali, że niewielki polski samolot tuż
przed upadkiem zahaczył o komin domu rodzinnego… Moje zainteresowanie sprawą doprowadziły do dwóch kolejnych świadków wydarzenia: Jana Wojciechowskiego ze Zmyślonej i Antoniego Królikowskiego mieszkańca wsi Chojne. Zagadka pozostawała jednak nadal nie rozwiązana, z powodu nie ustalenia nazwisk lotników, czy też formacji, w ramach której wykonywali ten tajemniczy lot. Zamieściłem wpis na portalu dla entuzjastów lotnictwa
wojskowego „Myśliwcy pl”. Niestety, bez odzewu. W styczniu br. zadzwonił do mnie Łukasz Orlicki, kierownik grupy eksploracyjnej miesięcznika „Odkrywca” i oznajmił, że jest w posiadaniu dokumentów z IPN, które stworzyło UB w latach powojennych w trakcie przesłuchań więzionego mjr. Władysława Boczonia. Aresztowany opisuje lot samolotu łącznikowego, którego był pasażerem oraz jego zestrzelenie na pd. od Zduńskiej Woli. Wiele naszych informacji pokrywało się: np. fakt strącenia przez samolot komina. Rozpoczęliśmy współpracę. Udało się dotrzeć do raportu płk. Mościckiego d-cy 6 Plutonu Łącznikowego
z kampanii wrześniowej, w którym opisuje, że rzeczywiście jedna z maszyn wysłana do lotu kurierskiego w dniu 6 lub 7 września 39 r. spod Gniezna nigdy z niego nie powróciła, a pilot kpr. Maleszewski zginął w rejonie rozwijającej się bitwy nad Bzurą: (…) jedna z moich załóg po przymusowym lądowaniu w pobliżu Bzury pod miejscowością Czwartek, (być może chodziło o miejscowość Piątek lub Sobotę) została dosłownie zmasakrowana i zamordowana przez nieznanych sprawców (…). Tak zginął wspomniany już przeze mnie kapral Maleszewski. Nazwisko drugiego członka załogi uszło już z mojej pamięci. Samolot został całkowicie spalony(...)
Była to jednak informacja nie potwierdzona przez walczące w tym rejonie oddziały WP. Płk Mościcki przekręcił nazwisko podwładnego. Jest niemal pewne, że Mościckiemu chodziło o kpr. pil. S. Malisza i samolot RWD-8 ponieważ była to jedyna maszyna utracona w dowodzonym przez niego plutonie w pierwszych dwóch tygodniach wojny.
Kolejne potwierdzenie zestrzelenia polskiego samolotu 5 km na południe od Zduńskiej Woli 6 IX 39 r., do którego dotarliśmy była kronika 55 pp. (55 Infanteria Regiment). Wczesnym rankiem 6. września pułk dotarł nad Wartę. Czołówkę stanowił I./IR 55, który otrzymał zadanie dotarcia na wschodni skraj wsi Beleń. Gdy batalion dotarł na miejsce, dostał rozkaz dalszego ataku w kierunku wschodnim. Gen. major Siebert wydał polecenie, aby II./IR 55 przeszedł Wartę dwoma mostami zbudowanymi przez saperów. III batalion dalej jeszcze pokonywał mokradła na dojściu do Warty. Nasz pułk odpoczywał na południowo-zachodnim
wylocie drogi prowadzącej w kierunku Zduńskiej Woli, gdziezostał strącony polski samolot.(...)
Na pytanie skierowane do Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach – Opolu w sprawie pilota Malisza otrzymaliśmy ciekawą odpowiedz. Według niemieckiej dokumentacji w aktach WASt, o sygnaturach: 3489, 3491, 3595, 4819 znajduje się następujący zapis: Podoficer pilot 3 Pułku Lotniczego Stanisław Malisz został wzięty do niewoli 6 IX 1939 r. pod Zduńską Wolą. I co najważniejsze nie został rozstrzelany, lecz skierowany do Stalagu nr XI B. Rok później 31 X 1940 został zwolniony z obozu jako niezdolny do służby do miejscowości Sanok. Od tego momentu dalsze losy pilota pozostają nie znane. Czy przeżył wojnę? Tego do tej pory nie udało się ustalić.(...)
Po uzyskaniu stosownych zezwoleń ze strony służb konserwatorskich przez grupę eksploracyjną miesięcznika „Odkrywca”, w dniu 7 IV 2014 r., podjęte zostały terenowe poszukiwania miejsca upadku samolotu RWD.8 w osadzie Zmyślona. Po kilku godzinach udało się odnaleźć kilka małych fragmentów pochodzenia lotniczego, które w 100%
potwierdzają miejsce upadku samolotu polskiej konstrukcji.
Akcję patronatem objął między innymi kwartalnik „Na Sieradzkich Szlakach” Dzięki zaangażowaniu w przedsięwzięcie Muzeum w Zduńskiej Woli oraz władz miasta, zostanie stworzona mała ekspozycja destruktów zestrzelonej maszyny wraz ze stosownym opisem w muzeum. Urząd Gminy Zapolice, w miejscu upadku samolotu, ufunduje tablicę informującą o wydarzeniu.

Pragnę podziękować Łukaszowi Orlickiemu z Wrocławia za udostępnienie materiałów IPN.
Robert Kielek

Źródło: kwartalnik „Na Sieradzkich Szlakach”

Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

×
×
  • Create New...

Important Information