Skocz do zawartości

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

brodaamor

Porucznik Witkacy

Rekomendowane odpowiedzi

Gdy w 1920 roku doszło do starcia z bolszewikami, Stanisław Ignacy Witkiewicz włożył mundur porucznika Wojska Polskiego.

Pierwsze dwa powojenne lata Witkacy spędził na intensywnej pracy twórczej. W curriculum vitae przeznaczonym dla polskich władz wojskowych napisał: „W styczniu miałem z Zamoyskim i Niesiołowskim wystawę w Krakowie, poczem, aby starać się o wydanie mojej książki i urządzić wystawę Formistów, pojechałem do Warszawy, gdzie z powodu konieczności robienia korekty na miejscu zostałem do końca kwietnia 1919 roku. Następnie wróciłem do Zakopanego, gdzie pozostawałem całe lato, zajmując się malarstwem i literaturą. W tym czasie zacząłem pisać sztuki sceniczne, których od 1918 roku do obecnej chwili napisałem 13”.

OJCZYZNA W POTRZEBIE

Ale nawet pochłonięty sprawami artystycznymi dostrzegać musiał dramatyczną dla kraju sytuację polityczno-militarną. W czerwcu 1920 roku było jasne, że wyprawa kijowska marszałka Józefa Piłsudskiego zakończyła się niepowodzeniem, a wojna przybiera niekorzystny obrót. Komunikaty prasowe donosiły o cofaniu się wojsk polskich i o zbliżaniu Armii Czerwonej do etnicznych granic Rzeczypospolitej. 4 lipca 1920 roku bolszewicy uderzyli na polską linię frontu litewsko-białoruskiego. W przeddzień nowo powstała Rada Obrony Państwa wydała odezwę „Do Obywateli Rzeczypospolitej” podpisaną przez Piłsudskiego, wzywającą wszystkich zdolnych do noszenia broni, by wstępowali do wojska.

Następnego dnia wiceminister spraw wojskowych generał Kazimierz Sosnkowski podpisał rozporządzenie „w sprawie powołania do służby wojskowej byłych oficerów narodowości polskiej wszystkich rodzajów broni urodzonych w latach 1888–1899”. Rezerwiści objęci poborem mieli zgłosić się 15 lipca „do oficera ewidencyjnego swego powiatu, który wskaże im, którego dnia i w którym miejscu mają stawić się na Komisję Przeglądową”.

Witkacy przybył do Powiatowej Komendy Uzupełnień w Nowym Targu w wyznaczonym terminie, ale nie od razu trafił przed komisję. „Dostałem pozwolenie stawienia później, ponieważ matka moja przechodziła ciężką operację”, pisał. Ponownie zameldował się w Powiatowej Komendzie Uzupełnień, tym razem w Krakowie, 31 lipca. Wraz z całą grupą podobnych mu weteranów wielkiej wojny stanął przed komisją lekarską, która ocenić miała jego fizyczną kondycję i przydatność do służby.

Ocena ta nie wypadła jednoznacznie. Medycy wojskowi badali go dwukrotnie. „Zaliczony byłem wtedy na podstawie czyraków hemoroidalnych do grupy C1. Komisja ta została powtórzona 4 VIII, przyczem wielu z grupy C1 dostało grupę A. Na podstawie stanu płuc zostałem również zaliczony do grupy C1”, wspominał. Stan zdrowia określany jako grupa C1 praktycznie dyskwalifikował go jako potencjalnego oficera frontowego. Ale czas był wyjątkowy, więc orzecznicy z PKU w Krakowie uznali, że wprawdzie do walki ekslejbgwardzista się nie nadaje, ale jako reaktywowany do służby w stopniu porucznika Wojska Polskiego może być przydatny na tyłach.

„W dwa dni posłano kilkunastu z nas do Warszawy, skąd trzech z nas odesłano na powrót do Krakowa. Potem znowu odesłano nas do Szkoły D.O.G. [Dowództwo Okręgu Generalnego – przyp. red.], gdzie odbyłem przeszkolenie, a następnie zostałem tłumaczem wykładów oficerów francuskich do 15 XI 1920”, pisał później Witkacy.

OFICEROWIE BEZ PRAKTYKI

Wspomniane przeszkolenie miało charakter unifikacyjny i doraźny, przeznaczone było dla dużej grupy oficerów, którzy w armiach zaborczych w latach I wojny światowej ukończyli – jak Witkacy – tylko krótkie kursy typu wojennego i nie mieli prawie żadnej praktyki zawodowej. Co istotniejsze, w armiach zaborczych szkoleni byli według rozmaitych doktryn wojennych i na podstawie różnych regulaminów, co stało się źródłem wielu nieporozumień utrudniających funkcjonowanie wojska i dowodzenie nim.

Na początku 1920 roku utworzono zatem przy dowództwach okręgów generalnych i dowództwach frontów centra wyszkolenia, których zadaniem było szybkie podniesienie kwalifikacji korpusu oficerskiego. Trafiali tam oficerowie młodsi, by na czterotygodniowych kursach zapoznawać się z nowymi regulaminami oraz z ograniczoną do niezbędnego minimum wiedzą o uzbrojeniu, sprzęcie i dowodzeniu. Rezultaty tego szkolenia były dość mizerne, z czego doskonale zdawali sobie sprawę sami organizatorzy szkolenia. „Przysyłani na kursa oficerowie to materiał w większości małowartościowy, który zasadniczo nie powinien znajdować się w armii. Krótkie dokształcenie daje minimalne rezultaty, gdyż oficerów tych trzeba by uczyć najelementarniejszych zasad służby wojskowej, której zupełnie nie znają”, informował szef Oddziału III Sztabu Generalnego w piśmie z 13 sierpnia 1920 roku skierowanym do Departamentu Piechoty Ministerstwa Spraw Wojskowych.

Można bez większych zastrzeżeń przyjąć, że ocena ta dobrze oddaje także wojskowe kompetencje porucznika Witkiewicza, który szkolenie odbył w Centralnej Szkole Instrukcyjnej dla Dowództwa Okręgu Generalnego Kraków, co zaświadczają karty kwalifikacyjne zachowane w jego teczce akt personalnych w Centralnym Archiwum Wojskowym.

Z karty kwalifikacyjnej wystawionej 20 października 1920 roku wynika, że opanowanie przez Witkacego znajomości musztry, regulaminów i przepisów wojskowych oceniono jako „dostateczną”, natomiast znajomość taktyki jako „niewystarczającą”. Jeśli chodzi o „zdolności wojskowe i wychowawcze” uznano, że wprawdzie „nie nadaje się do wychowania i kształcenia korpusu oficerskiego”, ale „po nabyciu praktyki będzie zdolnym kierownikiem wyszkolenia i dobrym wychowawcą szeregowych”. Umiejętności „zachowania się przed frontem i komenderowania” oceniono jako „dobre”, ale z dopisaną uwagą: „brakuje praktyki i pewności”. Przy rubryce „zdolności organizacyjne i administracyjno-gospodarcze” widnieje wpis: „posiada pewne zdolności bez szczególnego wyszkolenia”. Zdolność do służby sztabowej skwitowano zwięzłym i jednoznacznym wpisem: „nie”. Opinia ogólna o szkolonym brzmiała następująco: „Będzie po rozszerzeniu praktyki i wiedzy wojskowej dobrym oficerem, zdolnym dowódcą kompanii”.

KANDYDAT NA REFERENTA

W pięć dni później opiniowanemu wystawiono kolejną kartę kwalifikacyjną, której zapisy dość znacząco się różnią od poprzedniej i wskazują na inne podejście do szkolonych, dostrzegające w nich coś więcej niż tylko „materiał wojskowo małowartościowy”. Już w rubryce „funkcja” w miejsce ulubionego przez wojskowych biurokratów określenia „frekwentant” wpisana została deklarowana profesja kursanta: „artysta-malarz i literat”. Również treść opinii ogólnej sygnalizuje niesztampową, psychologiczną spostrzegawczość, ale także najwyraźniej sympatię, z jaką opiniujący potraktował kursanta. Czytamy w niej o poruczniku Witkiewiczu: „Bardzo sumienny, pracowity i gorliwy oficer, brak energii utrudnia mu pracę, zanadto wielka wrażliwość i przesadna subtelność czyni go nieśmiałym i niezdecydowanym. Oficer mógłby być użyty jako wybitny referent oświatowy”.

Tę wcale trafną opinię o Witkacym wystawił zastępca szefa szkoły instrukcyjnej kapitan Jakub Kuska, który sam zresztą był postacią nietuzinkową. Z wykształcenia matematyk i pedagog przed wojną był dyrektorem renomowanego gimnazjum w Jaśle, które ukończył między innymi wybitny matematyk Hugo Steinhaus. Kiedy wybuchła wojna polsko-bolszewicka, wraz ze szkolnym kolegą Romanem Saphierem i grupą uczniów wstąpił do wojska i wyruszył na front. Jasielscy ochotnicy dowodzeni przez kapitana zdali krwawy bojowy egzamin w bitwie pod Firlejówką na Ukrainie, w której zginęli podporucznik Saphier i kilku uczniów-ochotników.

Doświadczenie pedagogiczne i frontowe kapitana Kuski znakomicie przydało się w organizacji szkolenia wojskowego. Świadczy o tym rozkaz Dowództwa Okręgu Generalnego numer 218 z 12 grudnia 1920 roku: „Zastępcy dowódcy Generalnej Szkoły Instrukcyjnej, kapitanowi Kusce Jakubowi, który samodzielnie prowadził rozległe agendy tej szkoły, wywiązał się ze swego zadania bardzo dobrze, wyrażam słowa uznania”.

To zapewne za sprawą kapitana Kuski obecność Witkacego w Centralnej Szkole Instrukcyjnej stała się dla wojska pożyteczna na tyle, że po zakończeniu czterotygodniowego „kursu przeszkolenia” pozostał w tej placówce do 15 listopada 1920 roku. Jeszcze podczas trwania kursu okazał się on znakomitym tłumaczem wykładów prowadzonych przez oficerów z Francuskiej Misji Wojskowej, którzy stanowili większość kadry dydaktycznej rodzącego się polskiego szkolnictwa wojskowego. Postanowiono więc zatrzymać go w szkole jako stałego tłumacza.

KASZEL I HEMOROIDY

Sam Witkacy miał już jednak dosyć służby wojskowej. Równocześnie też bardzo pogorszył się stan jego zdrowia. Skarżył się na „kaszel, osłabienie wskutek codziennych krwotoków hemoroidalnych i stan nerwów zbliżony chwilami do lekkiej niepoczytalności”. Napisał raport o urlop oraz zwrócił się o skierowanie na „superrewizję”, czyli odwoławczą komisję lekarską.

Grudzień 1920 roku spędził już w Zakopanem jako urlopowany oficer, niecierpliwie oczekując na wezwanie przed lekarską komisję odwoławczą. Tymczasem tuż przed Bożym Narodzeniem goniec dostarczył mu rozkaz stawienia się w sztabie 5 Zapasowego Batalionu Wojsk Wartowniczych i Etapowych w Krakowie-Podgórzu. Nie miał wyboru i przybył do jednostki.

Ale w tym właśnie czasie w poważne sprawy militarne wtrąciła się Maria Witkiewiczowa, niespokojna o zdrowie i dalszy los syna. W aktach Oddziału V (personalnego) Sztabu Generalnego znajduje się złamana na pół kartka kratkowanego papieru, zapisanego lekko pochyłym, odręcznym pismem. To list matki Witkacego, datowany na 28 grudnia 1920 roku, w przeddzień wyjazdu artysty do jednostki w Krakowie:

„Wielce Szanowny Panie Generale, ośmielam się prosić Pana Generała o uwolnienie mego Syna ze służby wojskowej, a mianowicie o przeniesienie go do rezerwy. Uznany przez trzy komisje za niezdolnego do służby frontowej pełnił, jak Panu Generałowi wiadomo, służbę tłumacza w szkole instrukcyjnej w Krakowie. Obecnie szkoła ta nie istnieje, więc i posada jego zostanie zmieniona. Ostatnia komisja znalazła bardzo rozwiniętą neurastenię, artretyzm w nogach, chroniczny katar organów oddechowych i hemoroidy. Częsta utrata krwi robi go bezsilnym i nie zdolnym do pracy. (…) Dowiaduję się, że Szanowny Pan Generał ma być jutro w Zakopanem. Nie chcąc Mu przeszkadzać osobiście, korzystam z grzeczności Szanownej Matki Pana Generała i Jej powierzam to pismo. Syn mój dziś skończył trzytygodniowy urlop i odjechał nocnym pociągiem. Służy on w 5-tym Zapasowym Baonie wojsk etapowych i wartowniczych Kraków, ul. Warszawska. Nieskończenie byłabym wdzięczna Szanownemu Panu Generałowi, żeby chciał uwolnienie go załatwić telefonicznie bezzwłocznie”.

Adresatem tego listu był najbliższy współpracownik marszałka Józefa Piłsudskiego, generał Kazimierz Sosnkowski, który w sierpniu 1920 roku objął tekę ministra spraw wojskowych.

SPISEK DWÓCH MATEK

Prywatny spisek dwóch matek, mający na celu wyreklamowanie Witkacego z wojska, okazał się wyjątkowo skuteczny. Generał Sosnkowski list otrzymał – zapewne z dodatkowymi rekomendacjami swojej matki. A że sam miał naturę artystyczną i intelekt wielkiej klasy, sprawa była przesądzona. Na liście Witkiewiczowej w nagłówku znajduje się uczyniona czerwonym ołówkiem dekretacja generała: „Zwolnić w liczbie ulegających demobilizacji. 14.I.21. Sosnkowski”.

W ślad za tym z Biura Prezydialnego Ministerstwa Spraw Wojskowych szybko, bo już 16 stycznia, wyszły dwa pisma. Pierwsze do Oddziału V Sztabu Generalnego: „Pan Minister polecił zwolnić w liczbie ulegających demobilizacji oficera Witkiewicza, przydz. do 5-go Zapasowego Baonu wojsk etapowych i wartowniczych w Krakowie, ul. Warszawska”. Drugie, zawierające odpis tej decyzji, skierowane było do Marii Witkiewiczowej: „Na podanie W. Pani z dn. 28 grudnia 1920 przesyła się na odwrocie do wiadomości”. Oba pisma podpisał szef Biura Prezydialnego generała Sosnkowskiego, pułkownik Edward Szpakowski.

W takich to okolicznościach porucznik Stanisław Ignacy Witkiewicz zakończył czynną służbę w Wojsku Polskim, chociaż jego wojskowa biografia miała mieć jeszcze swoje kolejne odsłony.

De Gaulle w Polsce

Jeden z kursów prowadzonych w Polsce przez francuskich oficerów nadzorował Charles de Gaulle, późniejszy prezydent Republiki.

W marcu 1919 roku na podstawie rządowej umowy przybyła do Polski Francuska Misja Wojskowa, której zadaniem było udzielenie pomocy w szkoleniu armii i utworzeniu właściwych władz wojskowych oraz ukształtowania struktury sił zbrojnych. W skład sztabu misji wchodziło 429 oficerów. Przejściowo grupa specjalistów liczyła nawet ponad tysiąc doradców reprezentujących wszystkie rodzaje broni. Na ich czele stał generał Paul Prosper Henrys, którego w październiku 1920 roku zastąpił generał Henri Niessel.

Odrębnym biurem misji do spraw szkolnictwa wojskowego kierował generał Claude Spire. Podlegała mu między innymi Grupa Szkół Piechoty w Rembertowie. Było to siedem szkoleniowych kursów specjalistycznych, w tym Kurs Wyższych Oficerów Piechoty w Rembertowie (w nomenklaturze francuskiej – Cours des Officieres Superieurs), który nadzorował przybyły do Polski w maju 1919 roku kapitan Charles de Gaulle. Centralną Szkołę Instrukcyjną dla Dowództwa Okręgu Generalnego Kraków oraz wszystkie specjalistyczne kursy wojskowe w tym okręgu nadzorował delegat misji na Kraków podpułkownik d’Orne d’Alincourt.

Działalność Francuskiej Misji Wojskowej, która istniała do 1932 roku, znacząco przyczyniła się do osiągnięcia przez Wojsko Polskie gotowości bojowej. W szkolnictwie wyższym, na przykład w Wyższej Szkole Wojennej, Wyższej Szkole Intendentury i w utworzonym w 1923 roku Centrum Wyższych Studiów Wojskowych, wykładowcami byli wybitni oficerowie francuscy. Także w oficerskich szkołach piechoty, artylerii, kawalerii, lotnictwa, wojsk inżynieryjnych i łączności najważniejsze przedmioty wykładali Francuzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Link do artykułu http://www.polska-zbrojna.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=11659:porucznik-witkacy&catid=116:historia&Itemid=145

Lejtnant Witkacy
Jeden z najwybitniejszych polskich twórców Stanisław Ignacy Witkiewicz służył jako oficer w carskiej armii i został odznaczony za męstwo.




Wieści o wybuchu I wojny światowej dotarły do Witkacego w Australii, dokąd zabrał go Bronisław Malinowski, by pomóc mu otrząsnąć się po samobójstwie narzeczonej. Wyruszył w drogę powrotną, by w październiku 1914 roku dotrzeć do Petersburga i wstąpić do wojska. Urodzony w Warszawie Witkacy był poddanym rosyjskim. Ale w tle decyzji o wyborze carskiej służby był skrywany konflikt z ojcem, przyjacielem Józefa Piłsudskiego, zwolennikiem orientacji antyrosyjskiej. Tymczasem Witkacy działania Piłsudskiego oceniał krytycznie: „Garstka strzelców, walcząca o kawałek Galicji razem z Niemcami, którzy spustoszyli w najokropniejszy sposób większą część Królestwa i pastwią się nad tutejszymi Polakami jak zwierzęta, jest rzeczą tragiczną i potworną. Honor żołnierski, który trzyma ich przy Austrii i każe walczyć razem z Niemcami, tak piękny w innych warunkach, jest w tym wypadku czymś okropnym”.




„Robię starania o przyjęcie mnie do wojska, co przy moim braku dokumentów jest rzeczą wściekle trudną. Ale może się uda”, pisał w listach. Dzięki protekcji służącego w carskiej armii generała Jana Jacyny, Witkacy trafił do Pawłowskiego Pułku Lejb-Gwardii. 29 listopada został „przyjęty do pawłowskiej szkoły jako elew w stopniu szeregowca na prawach ochotnika I kategorii” w zapasowym batalionie stacjonującym w Koszarach Pawłowskich w Petersburgu.




Pułk był elitarny. Przy nim istniało „Pawłowskoje Wojennoje Ucziliszcze” dla młodzieży szlacheckiej. Uzyskanie tu szlifów oficerskich było kiedyś znacznym honorem i rekomendacją do kariery wojskowej. Ale wybuch wojny zmienił wszystko. Potrzeba pilnego uzupełniania szybko rosnących strat w ludziach sprawiła, że kryteria naboru i poziom szkolenia znacznie się obniżyły. „Nauczano byle jak, aby szybko, a wymagany do przyjęcia cenzus naukowy szybko zredukowano do minimum”, pisał generał Jacyna. Taki właśnie przyspieszony kurs przeszedł Witkacy i nie sposób uznać – jak chciałoby wielu jego biografów – że ukończył elitarną kuźnię carskich kadr oficerskich.




Pod koniec kwietnia 1915 roku złożył egzaminy i, „promowany do stopnia chorążego w korpusie osobowym piechoty”, dostał przydział do samodzielnego 172 Zapasowego Batalionu Piechoty, gdzie powierzono mu funkcję młodszego oficera kompanii, po czym szybko przeniesiono, „w celu praktyki i późniejszej nominacji”, do macierzystego pułku pawłowskiego. „Przybył do zapasowego batalionu lejbgwardii pawłowskiego pułku 11 czerwca 1915 roku”, podawał rozkaz dzienny. Praktyka w Koszarach Pawłowskich trwała trzy miesiące. We wrześniu Witkacy wyruszył na front.




„Chorąży Witkiewicz przybył do pułku 24 września 1915 roku, gdy pułk po dużych stratach w operacji wileńskiej został zreorganizowany do pięciu kompanii. Objął od razu stanowisko dowódcy kompanii i swoją energią, znajomością rzemiosła wojskowego i miłością do żołnierzy sprzyjał odtworzeniu zdolności bojowej powierzonej mu jednostki”, odnotowano w dokumentacji pułkowej. Jesień, zimę i wiosnę pawłowski pułk spędził na pozycjach w rejonie Mołodeczna, nie biorąc udziału w poważniejszych działaniach bojowych. Witkacy objął dowodzenie czwartą kompanią, a w styczniu dostał awans na podporucznika.




BITWA POD WITONIEŻEM
Pawłowski pułk, przerzucony koleją z Mołodeczna w rejon Kiwerc i Różyszcza, 6 lipca 1916 roku zajął pozycje w okolicy wsi Swóz nad rzeką Stochod. Na jej przeciwległym brzegu Austriacy gorączkowo organizowali nową linię obrony. Pułk dostał zadanie sforsowania rzeki i zdobycia dworu oraz wsi Witonież. Atak nastąpił 17 lipca. Po kilkugodzinnym przygotowaniu artyleryjskim, jak odnotowano w kronice pułkowej, „kompanie jak jeden mąż ruszyły do ataku i zagrzewane przykładem oficerów rzuciły się przez rzekę Stochod i na zasieki z drutu kolczastego, umacniające obronę zabudowań dworu Witonież. O godzinie 18 dwór był już zdobyty, przy czym nasi zdobyli trzy karabiny maszynowe, moździerze, wiele trofeów oraz jeńców. Powodzenie to zostało okupione wielkimi stratami w ludziach, ponieważ trzeba było zdobywać zasieki z drutu kolczastego pod ogniem karabinów i broni maszynowej. Nocą Niemcy przeprowadzili kontratak odparty przez nasze wojska z dużymi stratami”.




To była jedyna bitwa, w której Witkacy wziął udział. Podczas ataku trafił pod ogień artyleryjski nieprzyjaciela. Nie mają żadnego pokrycia opowieści biografów o tym, że przeleżał wiele godzin na polu bitwy ciężko poraniony odłamkami, nim go ewakuowano do polowego szpitala. W dokumentach pułkowych wyraźnie zapisano, że „został kontuzjowany i pozostał w szeregu”. Nie opuścił swoich żołnierzy, za co został „na podstawie rozkazu dowództwa 11 Armii z 20 lipca 1916 roku nr 489 za waleczność, męstwo i odwagę odznaczony Orderem Świętej Anny IV stopnia” oraz „10 sierpnia 1916 roku awansowany do stopnia porucznika”.




Dwa dni po ataku został jednak ewakuowany na tyły. 22 lipca cały pułk wycofano z pierwszej linii, a Witkacego wraz z innymi kontuzjowanymi i rannymi odesłano do pułkowego lazaretu w stolicy. W dokumentacji lekarskiej nie ma żadnej wzmianki o ranach i urazach fizycznych. Mowa jest o objawach „nerwicy, wskutek czego potrzebuje leczenia pozaszpitalnego hydroterapią, masażem i elektryzacją” oraz o tym, że „cierpi na zmienność nastroju, popada w depresję i podniecenie”. Jedna z komisji lekarskich orzekła 9 września, że „powrócił on do zdrowia i jest w stanie pełnić służbę wojskową na froncie”.




Bitwa pod Witonieżem uświadomiła Witkacemu – o czym później opowiadał pisarzowi Jerzemu Mieczysławowi Rytardowi – że „oficerem bojowym nie był, jak się sam do tego przyznawał bez najmniejszej krępacji, wstydu i skrupułów. Opisywał mi straszliwe, wprost niesamowite paroksyzmy strachu, które przeżywał nieraz pod ogniem w pierwszej linii okopów, albo gdy na pół przytomny ze zdenerwowania, roztrzęsiony jak galareta, prowadził swoich ludzi do ataku na niemieckie pozycje. Twierdził, że opanowanie przerażenia, które ogarnia człowieka w bitwie i zwala z nóg, uważa za najtrudniejszy wysiłek psychiczny, wyczyn najwyższej rangi i klasy”.



Na front wracać nie chciał. Przez wiele tygodni unikał tego, odwiedzając kolejnych medyków, odwołując się od orzeczeń lekarskiej komisji, dostarczając kolejne zwolnienia i korzystając ze zdrowotnych urlopów. Od września 1916 roku do połowy 1917 roku porucznik Witkiewicz, formalnie ponownie będący w składzie zapasowego batalionu pawłowskiego pułku, w koszarowym gmachu nad Fontanką bywał rzadko.


BUNT CZWARTEJ ROTY
Tymczasem w Rosji wrzało. Sytuacja na froncie pogarszała się, brakowało chleba, szerzyły się strajki. „Pułk mój, Leib-Gwardii Pawłowski Połk, zaczął pierwszy Wielką Rewolucję Rosyjską”, odnotował Witkacy w „Niemytych duszach” (mając na myśli rewolucję lutową, bo dopiero później określenie „wielka” zaczęto stosować odnośnie do bolszewickiego przewrotu z października 1917 roku). Rzeczywiście, pułk, a właściwie jego zapasowy batalion stacjonujący w Piotrogrodzie, a jeszcze konkretniej – czwarta kompania, do której przydzielono Witkacego po opuszczeniu lazaretu, odegrała w rewolucji lutowej rolę pierwszoplanową.




25 lutego 1917 roku stolicę Rosji ogarnął strajk powszechny. Na ulice przeciwko demonstrantom wyprowadzono wojsko, w tym kompanię szkoleniową z Koszar Pawłowskich. To wzburzyło pawłowców z czwartej kompanii. Czwarta rota bez zezwolenia opuściła koszarowe baraki i pomaszerowała na Newski Prospekt, by odwołać swoich kolegów z oddziału szkoleniowego.




Tego wieczoru bunt nie zdążył się jeszcze rozszerzyć poza zapasowy batalion. Zaalarmowane dowództwo stołecznego okręgu wojskowego wysłało tam pułk preobrażeński, który nocą otoczył Koszary Pawłowskie. „Trzystu ludzi zamkniętych w ogromnej, okrągłej pułkowej stajni przez kilka dni walczyło przeciw całej carskiej Rosji”, pisał Witkacy o tym, co nastąpiło po niedzielnym buncie. W nocy z 26 na 27 lutego w koszarach otoczonych przez preobrażeńców i żołnierzy innych pułków przygotowywano rozprawę z buntownikami. „Kompanię zamknięto w barakach na trzy spusty, odebrano ostatnie karabiny, uzbrojone oddziały innych pułków odcięły ją od reszty świata, otaczając kołem niby żelaznym łańcuchem”, pisał rosyjski historyk Edward Burdżałow. Rozpoczęło się brutalne śledztwo, którym osobiście kierował generał Siergiej Chabałow, dowódca stołecznego okręgu wojskowego. Zdecydowany był postawić przed sądem wojennym całą czwartą rotę, a 19 żołnierzy uznanych za prowodyrów rozstrzelać.




Tymczasem w poniedziałek wybuchła prawdziwa Wielka Rewolucja Rosyjska. Wieczorem liczba zbuntowanych żołnierzy wynosiła już ponad 66 tysięcy. Stolica znalazła się w ich rękach. Rozpoczęto uwalnianie więźniów. W gmachu Dumy zaczęła powstała nowa władza – Rząd Tymczasowy, a tekę ministra do spraw wojskowych objął Aleksander Kiereński.




Czy Witkacy brał udział w buncie czwartej roty? Takiej hipotezy, chętnie akceptowanej przez niektórych witkacologów, obronić się nie da. Dokumenty zachowane w Archiwum Wojskowo-Historycznego w Moskwie dowodzą, że Witkacego w dniu buntu w koszarach nie było. Od 24 lutego do 10 marca przebywał na zwolnieniu. Warto też wyjaśnić, że zbuntowana rota to nie ta sama, którą dowodził on na froncie. Zbuntowana kompania wchodziła w skład zapasowego batalionu, frontowa była natomiast częścią jednego z bojowych batalionów pułku liniowego.




REWOLUCJA Z BLISKA
Wśród buntowników byli też ewakuowani podkomendni Witkacego z frontu. To oni spowodowali ostatni już awans porucznika. „Do czwartej roty zapasowego batalionu tego pułku, która rewolucje naprawdę zaczęła, miałem zaszczyt być później wybranym przez moich rannych żołnierzy z frontu. Zawdzięczam ten zaszczyt słabym zasługom negatywnym: nie biłem w mordę, nie kląłem po «matuszkie», karałem słabo i byłem względnie grzeczny – nic ponadto”. Ten zapis z „Niemytych dusz” stał się źródłem spekulacji, że Witkacy brał udział w rewolucji jako „wybrany przez żołnierzy” komisarz polityczny. To oczywiste nieporozumienie. 1 marca 1917 roku Kiereński wydał słynny rozkaz nr 1, który stał się ostatecznym impulsem rozkładu carskiej armii. Znosił on dyscyplinę wojskową, zasady oddawania honorów, rangi i szarże. Żołnierze mieli sami wybierać sobie dowódców, których darzyli uznaniem i szacunkiem. Tak właśnie postąpiła czwarta rota, wybierając pod koniec marca na swego dowódcę porucznika Witkiewicza.




Witkacy stanął więc na czele roty, która rozpoczęła rewolucję lutową, i której żołnierzy okrzyknięto jej bohaterami. „Rota ta miała przywilej, że na paradach szła przed pierwszą, a za nią pierwsza, druga, trzecia”, pisał. Zdarzyło się tak tylko raz. Rząd ogłosił 1 maja dniem ogólnonarodowej zgody i pojednania oraz zarządził z tej okazji wielką paradę wojskową. To podczas niej czwarta rota „szła przed pierwszą”, a najprawdopodobniej prowadził ją porucznik Witkiewicz, bo z akt pułkowych wynika, że nie przebywał wówczas ani na zwolnieniu, ani na urlopie. Musiał zatem być ze swoimi żołnierzami.




To ostatni pawłowski epizod Witkacego. „Na życie od pewnego czasu zarabiałem rysowaniem portretów, a następnie sprzedawałem różne kompozycje. Zdrowie moje było coraz gorsze i podałem się na komisję do Suworowskiego szpitala. Tam z powodu artretyzmu, neurastenii i kataru płuc dostałem urlop półroczny”, relacjonował. Do koszar już nie wrócił. Pawłowski Pułk Lejb-Gwardii latem natomiast opowiedział się po stronie partii bolszewickiej, a podczas rewolucji październikowej jego żołnierze szturmowali Pałac Zimowy.




29 marca 1917 roku Rząd Tymczasowy ogłosił odezwę o uznaniu prawa narodu polskiego do niepodległego państwa. Tysiące Polaków w armii carskiej zareagowało na to dążeniem do organizowania odrębnych polskich oddziałów. W rejonie Kijowa zaczęła formować się Dywizja Strzelców Polskich. W całej Rosji tworzono organizacje Związku Wojskowych Polaków. W czerwcu w Piotrogrodzie odbył się zjazd delegatów związków z całej Rosji. Wybrano Naczelny Polski Komitet Wojskowy – Naczpol. Witkacy nie był na zjeździe, ale informacje miał z pierwszej ręki, delegatem był bowiem jego przyjaciel Tadeusz Miciński. W centrum wydarzeń byli także generał Jacyna i generał Aleksander Babiański, z którymi pozostawał w bliskich relacjach. Witkacy – jak większość Polaków – szukał sposobu wydostania się z szeregów rosyjskich. W maju wyruszył z Petersburga z zamiarem wstąpienia do polskiej dywizji. Ale już pod koniec marca liczyła ona 18 tysięcy żołnierzy i około 12 tysięcy w pułku rezerwowym. Dla reszty miejsca nie było.




W relacji złożonej polskim władzom wojskowym w 1921 roku Witkacy wyjaśniał: „Pojechałem do Kijowa, gdzie formowały się Wojska Polskie, ale nie byłem przyjęty, ponieważ wszystkie miejsca były obsadzone i był nadmiar oficerów. Wróciłem do Petersburga. Mieszkałem wtedy u gen. Babiańskiego. W październiku wyprowadziłem się od niego i mieszkałem u pp. Gruberskich. Pod koniec października wybuchła druga bolszewicka rewolucja. Wszyscy Polacy zostali wtedy masowo przyjęci przez Komitet Wojenny Polski (Naczpol) i wydzieleni z armii rosyjskiej. Nie czekając końca urlopu, udałem się do Komitetu Woj. Polskiego, gdzie zostałem na podstawie moich dokumentów przyjęty. Następnie, kiedy meldowałem się w Naczpolu po raz drugi, jako porucznikowi gwardii wydano mi dokument na sztabskapitana, według przyjętej w armii rosyjskiej zasady, że przechodzący z gwardii do armii dostawali stopień o jeden wyższy. Zaliczony zostałem do oddzielnej roty polskiej w Petersburgu. Byłem chory wtedy na zapalenie pęcherza i nie zameldowałem się dowódcy roty, wskutek czego, jak się potem okazało, do roty zaliczony nie byłem, mimo iż na dokumencie to figurowało. Nie dostałem też z tego powodu poborów”.




W końcu postanowił starać się o wyjazd do kraju. Generał Babiański poradził mu, aby poprosił w Naczpolu o kartę zwolnienia ze służby ze względu na stan zdrowia. 18 lutego 1918 roku w petersburskiej kwaterze sztabu wojskowych Polaków komendant oddziału budowlanego Naczelnego Polskiego Komitetu Wojskowo-Wykonawczego wystawił mu dokument adresowany do Piotrogrodzkiego Obwodowego Naczelnika Wojskowego: „Przesyła się do waszej dyspozycji Stanisława Witkiewicza jako podlegającego zwolnieniu od służby wojskowej”.




W połowie lat trzydziestych w „Niemytych duszach” Witkacy napisał: „W ostatnich czasach wiele dał mi do myślenia widok (inaczej nie mogę powiedzieć, bo niestety patrzyłem na to jak z loży, nie będąc w stanie przyjąć żadnego udziału z powodu schizoidalnych zahamowań) Rewolucji Rosyjskiej, od lutego 1917 do czerwca 1918. Obserwowałem to niebywałe zdarzenie zupełnie z bliska, będąc oficerem Pawłowskiego Pułku Gwardii, który je rozpoczął. Uważam wprost za nieszczęsnego kalekę tego, który tego ewenementu z bliska nie przeżył. Bliższe opisy i wyjaśnienia znajdą swe miejsce w pismach pośmiertnych”. Nigdy jednak żadnych bliższych opisów i wyjaśnień dotyczących pobytu w Rosji Witkacy nie sporządził.





Z ziemi ruskiej do polskiej

Pisarz relacjonował: „Wyjechaliśmy oficjalnie jako oficerowie polscy. Szczegóły, których sam dobrze nie pamiętam, może podać w tej sprawie por. Prądzyński, który ten wyjazd organizował. Wyjechaliśmy przez Toroszyn – Psków – Wilno do Warszawy”. Za tę akcję porucznik Stefan Prądzyński, sprawujący w Petersburgu funkcję przewodniczącego Komisji Likwidacyjnej Formowań Polskich, dostał w 1922 roku Krzyż Walecznych. W uzasadnieniu
wniosku znajduje się opis ewakuacyjnej eskapady: „Wreszcie w połowie czerwca 1918 roku, wyczerpawszy już wszystkie możliwe środki i sposoby ratunku ostatecznie już rozproszonych i zdemoralizowanych formacji polskich, wymógł na bolszewikach jedyny, zdaje się, w swoim rodzaju i w tej epoce układ honorowy, w myśl którego wraz z małym pozostałym przy życiu składem Komisji Likwidacyjnej, której przewodniczył, w ilości 45 osób, na prawach misji cudzoziemskiej, z bagażami, archiwum i całym skromnym dobytkiem konfederackim i osobistym członków Komisji, z posiadaną bronią, w polskich mundurach i w odznakach rangowych opuścił Bolszewię i 1 lipca 1918 roku dowiózł szczęśliwie wspomnianą Komisję do Warszawy, meldując niezwłocznie jej przybycie rządzącej wówczas Radzie Regencyjnej i Polskiej Komisji Wojskowej”. Cichym bohaterem ewakuacji był Leon Reynel, kupiec i przyjaciel Witkacego. Za jego pieniądze zakupiono wagon kolejowy, wyfasowano oficerskie mundury, opłacono konieczne łapówki i podróż. W skromnym dobytku osobistym, który Witkacy zdołał przewieźć w wagonie Reynela, dotarły do Warszawy obrazy, rysunki, rękopisy i słynna fotografia – portret wielokrotny w carskim mundurze.
http://www.polska-zbrojna.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=8835&Itemid=145

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach



×

Powiadomienie o plikach cookie