Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

bodziu000000

Sosnkowski, generał największych nadziei

Recommended Posts

http://wyborcza.pl/1,97737,7154574,Sosnkowski__general_najwiekszych_nadziei.html

Sosnkowski, generał największych nadziei

W marcu 1919 r. odrzucił propozycję Piłsudskiego, by zostać ministrem spraw wojskowych - nie chciał tracić czasu na obowiązki reprezentacyjne, zgodził się zostać wiceministrem. Miał 33 lata - portret Kazimierza Sosnkowskiego

Czerwiec 1908 r., kawiarnia Amerykańska we Lwowie. Dwaj mężczyźni siadają przy stoliku w głębi sali. Starszy, po czterdziestce, Józef Piłsudski jest mentorem 23-letniego Kazimierza Sosnkowskiego. Poznali się dwa lata wcześniej i Piłsudski już po pierwszej rozmowie przyjął go w szeregi Organizacji Bojowej PPS, a wkrótce potem Sosnkowski jako komendant OB PPS okręgu warszawskiego przygotowywał zamachy "krwawej środy 15 sierpnia 1906 r.: w całym kraju zabito 80 carskich urzędników i żandarmów.

Ale teraz po entuzjazmie tamtego czasu nie ma śladu. Aresztowania ochrany rozbiły struktury OB, mnożą się policyjne prowokacje, narasta zniechęcenie. Zniechęcony jest też Piłsudski. Przyznaje, że rewolucja przegrała, że OB jest zamkniętą kartą historii. Opowiada tajemniczo, że zdecydował się na ostatnią grę, w której albo zginie, albo zwycięży, by rozpocząć nowy etap walki.

Szef

Sosnkowski wstał od stolika w Amerykańskiej przekonany, że czas stworzyć organizację niepodległościową o charakterze konspiracji wojskowej. Dwa tygodnie później w jego lwowskim mieszkaniu ukonstytuował się Związek Walki Czynnej, a on został szefem. Trzy miesiące później Piłsudski dokonał czynu, który mgliście zapowiedział w kawiarni: z carskiego pociągu zrabował ponad 200 tys. rubli. Część zdobyczy wniósł w wianie do ZWC.

"Był osobowością barwną, wyróżniającą się wśród otoczenia (...). Wyposażyła go natura umysłem łączącym bystrość i ścisłość zarówno, a w dodatku - rzecz to niemałej wagi - z fenomenalną pamięcią. Miał rzadki dar w obcowaniu z ludźmi: świetnie formułował myśli własne, a jednocześnie w lot chwytał myśl swego rozmówcy. Tym się tłumaczy, że już pierwsze z nim zetknięcie pozostawiało trwałe wrażenie i wpływ, nawet - u ludzi tej miary co Piłsudski - stało się podstawą do powierzenia mu zadań odpowiedzialnych, trudnych, przodowniczych - wspominał sanacyjny polityk i publicysta Bugusław Miedziński.

Jednym z tych zadań "odpowiedzialnych, przodowniczych było założenie, wespół z Piłsudskim, legalnego Związku Strzeleckiego. Piłsudski został jego komendantem, szefem sztabu zaś - Sosnkowski. Od tego czasu dla legionistów pozostaną oni Komendantem i Szefem. W czasie wojny i w pierwszych latach powojennych są nierozłączną parą, uzupełniają się charakterami i stylem pracy. Porywczy, emocjonalny Piłsudski lubi wysłuchiwać opinii logicznego, spokojnego Sosnkowskiego. O stosunku do Piłsudskiego wiele mówi konspiracyjny pseudonim Sosnkowskiego - "Józef.

Sosnkowski odpowiada za logistykę i wyposażenie strzelców, a przy tym wznawia studia na Politechnice Lwowskiej (Politechnikę Warszawską, gdzie studiował wcześniej, władze carskie zamknęły w odwecie za strajki szkolne). Ukończy je tuż przed wybuchem wojny. Na zdanie ostatnich egzaminów zabraknie już czasu.

Pierwsze godziny wojny światowej obaj spędzają w krakowskiej kawiarni Esplanada zamienionej na siedzibę sztabu formującej się polskiej armii. W Legionach Sosnkowski został zastępcą dowódcy 1. pułku piechoty, a potem I Brygady (czyli Piłsudskiego). Kiedy Komendant prowadził rozmowy w gabinetach polityków, sztabach, urzędach, dowodzenie I Brygadą przejmował Szef. Sosnkowski okazał się jednym z wielkich, samorodnych talentów wojskowych, które objawiły się w legionowych szeregach. Przedwojennych strzeleckich szkoleń oficerskich, mimo zapału ich uczestników, nie można wszak traktować jako profesjonalnej kuźni zawodowych oficerów.

W czasie wojny zacieśniła się więź między Komendantem a Szefem. Sosnkowski był bodaj jedynym z liniowych oficerów, któremu Piłsudski zwierzał się z politycznych planów i rozterek, którego opinii lubił wysłuchiwać. Gdy narastający kryzys polityczny między Piłsudskim i Naczelną Komendą Legionów (z austriackimi władzami w jej tle) zakończyła latem 1916 r. dymisja Komendanta, dowodzenie I Brygadą przejął Szef. Oczywiście - za zgodą Piłsudskiego. Dwa miesiące później dymisję Piłsudskiego przyjęto i wtedy dymisję złożył lojalnie także Sosnkowski. Legiony przestały istnieć. Piłsudski próbował doprowadzić do powstania narodowej armii, pod polskimi znakami i zwierzchnictwem polskiego rządu. Po ukazaniu się Aktu 5 Listopada cesarzy Niemiec i Austro-Węgier o utworzeniu samodzielnego państwa polskiego, wstąpił do powołanej przez władze okupacyjne Tymczasowej Rady Stanu.

W lipcu okazało się, że powstające siły zbrojne, Polski Korpus Posiłkowy, mają składać przysięgę na wierność braterstwa broni z żołnierzami niemieckimi i austrowęgierskimi. Po odmowie jej złożenia Sosnkowski został aresztowany. Razem z Piłsudskim wywieziono go do więzienia w Gdańsku. Po tułaczce po różnych więzieniach trafili w końcu do twierdzy w Magdeburgu. Niepowodzenia Niemiec na frontach sprawiły, że więzienny rygor zelżał. Komendant i Szef zostali osadzeni w pawiloniku na terenie twierdzy, mogli kupować lokalną gazetę i sprowadzać skromne posiłki z restauracji.

Minister

Wolność przyniosła im rewolucja w Niemczech. Berliński rząd, chcąc uchronić się przed wybuchem rewolucji na polskich ziemiach, z honorami wyekspediował ich do Warszawy, gdzie zamieszkali w pensjonacie peowiaczek panien Romanówien. Wspólnie przymierzali kupione z funduszy POW nowe koszule (w starych, zniszczonych w więzieniach, wstyd było wyjść na miasto). Piłsudski objął władzę w odradzającej się Polsce, Sosnkowski awansowany na stopień generała, z marszu objął dowództwo Okręgu Warszawa. W marcu 1919 r. odrzucił propozycję Komendanta, by zostać ministrem spraw wojskowych - nie chciał tracić czasu na obowiązki reprezentacyjne, zgodził się zostać wiceministrem. Miał 33 lata.

Szef przestał być cieniem Komendanta. Ale nie przestał być jego oficerem największych nadziei. Minister, gen. Józef Leśniewski, były generał armii rosyjskiej, to nominat polityczny, mający symbolizować jedność korpusu oficerskiego wywodzącego się z trzech armii zaborczych, legionów, Błękitnej Armii etc. Realną władzę sprawował Sosnkowski. I na niego osobiście spadły najtrudniejsze obowiązki - pobór do wojska, zasypanie wśród rekrutów międzyzaborowych różnic i animozji, wyszkolenie nowego żołnierza, uzbrojenie go, utrzymywanie przyjaznych stosunków z francuską misją wojskową kierowaną przez gen. Paula Henrysa, która poczynała sobie w Polsce jak bez mała w afrykańskiej kolonii.

Znaczenie Ministerstwa Spraw Wojskowych i gen. Sosnkowskiego osobiście bardzo wzrosło po rozpoczęciu przez Piłsudskiego ofensywy na bolszewików. Teraz Piłsudski nie miał czasu na uczestniczenie w posiedzeniach rządu i Sejmu. To Sosnkowski musiał odpierać ataki prawicowych polityków, które - zwłaszcza po początkowych niepowodzeniach militarnych - stały się brutalne, wręcz ordynarne. Nieoczekiwanie okazało się, że legionowy Szef jest sprawnym ministrem, kompetentnym urzędnikiem i zręcznym politykiem.

Piłsudski miał do niego wielkie zaufanie. I najwyraźniej słabość. Gdy Sosnkowski zaczął mu wiercić dziurę w brzuchu, że chciałby ruszyć na front, Piłsudski powierzył mu organizowanie z ochotników tzw. Armii Rezerwowej. W rekordowym czasie kilkunastu dni Sosnkowski stworzył armię złożoną z trzech dywizji piechoty, brygady rezerwowej i brygady jazdy.

Rozpoczęta w połowie maja 1920 r. kontrofensywa Tuchaczewskiego na froncie północnym mogła zachwiać sytuacją całości polskich wojsk. Piłsudski zaplanował wielkie uderzenie obustronnie oskrzydlające siły sowieckie - kocioł miał być domknięty w rejonie Dokszyc - i osobiście dowodził całością operacji. Z wielkiego kotła wyszły nici - mimo zaciekłych walk ani Armia Rezerwowa gen. Sosnkowskiego, ani grupa uderzeniowa gen. Leonarda Skierskiego nie rozbiły sowieckiego kontrataku i bolszewickie dywizje zdołały ujść. Mimo wszystko bitwa nad Autą była sukcesem - sytuacja na froncie północnym została opanowana na przeciąg miesiąca. Po latach niektórzy wojskowi specjaliści na temat tej bitwy wyrażali się krytycznie, ale Piłsudski ocenił dowodzenie Sosnkowskiego wysoko (na jego wniosek odznaczono go orderem Virtuti Militari II klasy). Kiedy w sierpniu dywizje Tuchaczewskiego pojawiły się pod Radzyminem, to gen. Sosnkowski w praktyce dowodził obroną stolicy.

W kwietniu 1921 r. Sosnkowski wziął ślub z poznaną dwa lata wcześniej Jadwigą Żukowską, daleką krewną Piłsudskiego. Komendant zwracał się do niej: "kuzynko i w zastępstwie jej nieżyjącego ojca, poprowadził do ołtarza.

Po wycofaniu się Marszałka do Sulejówka, za jego wiedzą i zgodą nieraz, jako minister spraw wojskowych, wchodził w skład rządów, nawet tych politycznie niezbyt Piłsudskiemu miłych. Powód był oczywisty - miał dbać o interesy armii, a przy tym być okiem i uchem Marszałka. Jeszcze raz Sosnkowski okazał się mistrzem ministerialnej pracy w warunkach skrajnie niekorzystnych. Wirując w karuzeli szybko po sobie zmieniających się rządów, potrafił konsekwentnie prowadzić reformy w armii i unowocześniać ją.

Samobójca

Jak wielu ludzi z tego pokolenia gen. Sosnkowski uważał odzyskaną niepodległość za wartość najwyższą. Interes państwowy stawiał ponad każdym innym, a Józefa Piłsudskiego uważał za wzór państwowca. Nie potrafił dostrzec, że Piłsudski jest państwowcem, ale pod warunkiem, że interes państwa zdefiniuje on sam.

Pod koniec 1923 r. Sosnkowski zgodził się objąć tekę wojskowości w prawicowym rządzie Władysława Grabskiego. Postawił jeden warunek: premier Grabski i prezydent Wojciechowski mieli najpierw zgodzić się na tezy Piłsudskiego w sprawie organizacji najwyższych władz wojskowych. Z ich podpisem pod tą zgodą triumfalnie zjawił się u Marszałka.

„Piłsudski przywitał mnie słowami: »Co, udało się! To nadzwyczajnie, to świetnie, panie Kazimierzu! «. Wydawało mi się, że wszystko załatwiłem po myśli Komendanta. Zdziwiony usłyszałem: »To niech mnie pan teraz mianuje szefem sztabu «. Unosząc się, dodał: »Bo z tymi panami, to po mordzie! Po mordzie! «. Byłem tą reakcją zaskoczony i przybity, poszedłem jednak do prezydenta z dezyderatem Komendanta” - wspominał Sosnkowski. Prezydent, jak się należało spodziewać, odmówił. Powiedział, że prędzej mu włosy na dłoni wyrosną, niż mianuje Piłsudskiego szefem sztabu.

Generał nie rozumiał politycznej gry Marszałka polegającej na stawianiu rządom prawicy warunków nie do przyjęcia i obciążaniu jej odpowiedzialnością za ich odrzucenie. Z takim igraniem powagą najwyższych urzędów państwowych nie chciał się pogodzić. Piłsudski oczekiwał, że po odmowie prezydenta Sosnkowski poda się do dymisji, generał pozostał jednak w rządzie jeszcze półtora miesiąca. Co więcej, przedstawił w tym czasie własny, nieuzgodniony z Piłsudskim projekt organizacji naczelnych władz wojskowych. W oczach Marszałka to już nie była pomyłka, ale gorzej: nielojalność.

Generał rozsmakował się w polityce.

W 1924 r., po odwołaniu ze stanowiska ministra, gen. Sosnkowski wyznaczony został na dowódcę Okręgu Korpusu w Poznaniu. Rząd powierzał mu także odpowiedzialne funkcje dyplomatyczne. W 1925 r. był przedstawicielem Polski przy Lidze Narodów na konferencji rozbrojeniowej w Genewie. Doprowadził tam do uchwalenia konwencji o zakazie użycia broni bakteriologicznej oraz konwencji w sprawie kontroli międzynarodowego handlu bronią.

W tym czasie Sosnkowski rzadko widywał Marszałka. Już ani razu Piłsudski nie poinformował go o swoich sekretnych planach.

12 maja 1926 r. gen. Sosnkowski przejeżdżał przez Warszawę w drodze na posiedzenie komisji rozbrojeniowej w Genewie. Jeden z kolegów legionowych poradził mu, by wracał do Poznania. Dotarł tam 13 maja rano, gdy w Warszawie trwały już walki. Zastępujący Sosnkowskiego gen. Edmund Hauser poinformował go, że wysłał koleją na pomoc rządowi dwa pułki do walki z rebelianckimi wojskami wiernymi Piłsudskiemu, a załadunek kolejnych trwa. Pożegnawszy się z Hauserem, powiedział oficerom dyżurnym: "Teraz każdy postępować musi według własnego sumienia, i strzelił sobie w pierś. Kula przeszyła prawe płuco. Odratowano go z trudem, a leczenie trwało wiele miesięcy. Nieżyczliwi Sosnkowskiemu rozpuszczali plotki, że generał symulował samobójstwo, że umyślnie tylko się zranił, by w chwili, gdy losy przewrotu ważyły się, nie musieć opowiadać się po żadnej ze stron. Dowodem miał być dziwny postrzał w prawy bok. Ale Sosnkowski nie symulował. Był mańkutem. Strzelał w serce, minimalnie chybił.

Dopiero rok po zamachu majowym Piłsudski spotkał się z Sosnkowskim. Z przyjaźni Komendanta z Szefem nie zostało nic. Pozostał szacunek Marszałka do kompetentnego generała. Powołał go do Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych. Nie wiadomo, czy gen. Sosnkowski liczył na stanowisko głównego inspektora sił zbrojnych po śmierci Piłsudskiego (główny inspektor w czasie wojny automatycznie stawał się naczelnym wodzem). Mianowanie gen. Rydza-Śmigłego na to stanowisko przyjął spokojnie.

Ale ambicji politycznych się nie wyzbył. W maju 1936 r., po dymisji rządu Mariana Zyndrama-Kościałkowskiego, zaproponował, że obejmie stanowisko premiera. Planował dopuszczenie do rządu opozycji i reformy ekonomiczne. Rydz zbył go byle czym. Wiosną 1939 r. spotkał się z prezydentem Mościckim, by zaprotestować przeciw polityce Józefa Becka wobec Czechosłowacji, a zwłaszcza w sprawie Zaolzia. Nie miał złudzeń co do kolejnych posunięć Hitlera.

Generał

Przed wrześniem 1939 r. gen. Sosnkowski trafił na boczny tor. Mimo ujawnionych w czasie wojny bolszewickiej wielkich talentów i kompetencji w organizowaniu wysiłku wojennego marszałek Rydz-Śmigły nie powierzył mu żadnych obowiązków. Po wybuchu wojny na próżno oczekiwał jakiegokolwiek przydziału. W końcu 3 września zjawił się w Kwaterze Głównej. Marszałek Rydz-Śmigły przywitał go słowami: "Jest źle, jest bardzo źle, jest gorzej aniżeli źle. Legionowi towarzysze broni, których drogi rozeszły się na lata, znów wspólnie pochylali się nad sztabowymi mapami. Dwa dni później Rydz-Śmigły zaproponował mu objęcie stanowiska wicepremiera odpowiedzialnego za wojenną gospodarkę państwa. Sosnkowski uznał to za próbę obarczenia go odpowiedzialnością za brak przygotowania Polski do wojny. Odmówił zręcznie i elegancko - zażądał wpierw włączenia do rządu partii opozycyjnych wobec obozu sanacyjnego. Marszałek powierzył mu więc mało istotne funkcje oficera łącznikowego Naczelnego Wodza. Dopiero w nocy z 10 na 11 września otrzymał dowództwo tzw. Frontu Południowego, w rzeczywistości istniejącego tylko na papierze. Samolotem łącznikowym dotarł do odciętych pod Przemyślem trzech dywizji piechoty. Sformował z nich grupę uderzeniową i zaczął przebijać się do broniącego się ciągle Lwowa. W nocy z 15 na 16 września dowodził w bitwie pod Sądową Wisznią, w której został rozbity elitarny pułk zmotoryzowany SS-Standarte Germania.

Rankiem 18 września polski samolot łącznikowy przeleciał nad sztabem gen. Sosnkowskiego i zrzucił obciążony ołowiem meldunek. Tekst był niemal nieczytelny - ostrzelany i ranny w trakcie misji pilot, nie wierząc, że dotrze do celu, usiłował meldunek zjeść. Udało się odczytać tylko pierwsze słowa: "...Sowiety wkroczyły....

W ciągu czterech dni grupa Sosnkowskiego w ciągłych walkach dotarła pod Lwów. Generał wiele razy bił się z karabinem w ręku. W ostatniej chwili drogę do miasta zamknęły mu oddziały sowieckie. Wydał podwładnym rozkaz rozproszenia się, a sam w cywilnym ubraniu przeszedł przez Karpaty na Węgry. Tydzień później był już w Paryżu.

Z racji wojskowych i politycznych kompetencji, także z powodu dystansu do rządów przedwrześniowych, był naturalnym kandydatem do objęcia formalnego przywództwa na emigracji. Ale walcząc do końca pod Lwowem, spóźnił się. Prezydent Mościcki, nie mając pewności, czy Sosnkowski żyje i czy nie jest w niewoli, desygnował na swego następcę Władysława Raczkiewicza. Funkcję dowódcy polskiego wojska we Francji i emigracyjnego premiera objął prący do władzy gen. Władysław Sikorski.

Gdy Sosnkowski dotarł do Paryża, prezydent Raczkiewicz chciał ustąpić i przekazać mu urząd, a gdy ten odmówił, mianował go swoim zastępcą. Jako komendant główny walczącego pod okupacją Związku Walki Zbrojnej Sosnkowski chronił wojskową konspirację przed próbami podporządkowania jej przez emigracyjnych polityków. Jako stary konspirator rozumiał potrzeby walki podziemnej i skutecznie, często wchodząc w konflikty z Sikorskim, wspierał ZWZ-AK. Zabiegał, wbrew opinii Sikorskiego, o przeniesienie Komendy Głównej ZWZ z Francji do okupowanej Warszawy. Nawet gdy kierownictwo podziemia podejmowało decyzje sprzeczne z jego sugestiami i rozkazami, po fakcie akceptował je. W emigracyjnych władzach był głosem rozsądku i umiarkowania. Sprzeciwiał się usuwaniu oficerów piłsudczyków z armii. Jego pozycja jednak systematycznie słabła.

Sosnkowski uchodził za umysł wybitny, potrafiący dokonać błyskotliwych analiz, ale zarazem osobowość spętaną wątpliwościami, niezdolną do podjęcia radykalnych decyzji. Potwierdziło się to na emigracji. W 1940 r. w Londynie prezydent Raczkiewicz zdymisjonował Sikorskiego i zaproponował premierostwo Sosnkowskiemu, ten jednak odmówił, więcej, zabiegał o przywrócenie Sikorskiemu premierostwa.

W zasadniczy konflikt z premierem i jego otoczeniem wszedł po ataku III Rzeszy na ZSRR. Domagał się wykorzystania sytuacji i wymuszenia na Stalinie deklaracji o utrzymaniu przedwojennych granic i unormowaniu sytuacji ludności polskiej w ZSRR. Gdy naciskany przez Churchilla Sikorski zdecydował się lecieć do Moskwy, przestrzegał go przed ustępstwami. Po podpisaniu układu Sikorski-Majski ustąpił z rządu. Gen. Sikorski represyjnie pozbawił go jeszcze funkcji zwierzchnika ZWZ. W naturalny sposób gen. Sosnkowski stał się nieformalnym przywódcą opozycji przeciw polityce kompromisu ze Stalinem. Atakował go za to Kreml, ale i rząd brytyjski. Generał pozostał jednak nieprzejednany.

Choć przestrzegał przed zawierzaniem Churchillowi i odwoływaniem się w polityce do wdzięczności aliantów, nie rozumiał strategicznych kalkulacji Churchilla i Roosevelta, nie wyczuł generalnej zmiany układu sił w Europie i na świecie. Nie pojął, że po wojnie nic nie będzie tak jak dawniej, a zwłaszcza dotyczy to polskich granic. I że w tej sytuacji liczą się tylko ludzie - wyglądający ratunku Polacy uwięzieni w ZSRR. Sikorski, niezależnie od jego rzeczywistych kalkulacji, tych ludzi uratował. Po jego śmierci Sosnkowski został naczelnym wodzem. Tak naprawdę - na papierze. Nie miał prawa wydawania rozkazów operacyjnych Polskim Siłom Zbrojnym na Zachodzie. O użyciu polskiego wojska decydowali dowódcy brytyjscy. Coraz silniej atakowany przez Stalina, ignorowany przez Churchilla (który obiecał Stalinowi usunięcie go ze stanowiska wodza naczelnego) i brytyjską generalicję, musiał zmierzyć się z problemem najważniejszym - jak zachować się wobec Armii Czerwonej wkraczającej na terytorium państwa polskiego? Nie wierzył w porozumienie ze Stalinem, zalecał AK pozostanie w konspiracji.

W sprawie Powstania w Warszawie długo nie zajmował klarownego stanowiska. Dopiero w lipcu 1944 r. napisał pięć depesz nakazujących wstrzymanie Powstania. Powstaniowe lobby w Londynie sprawiło, że dwóch z nich nie wysłano, dwie posłano zniekształcone, a jedną przetrzymano kilka dni. Wiele wątpliwości i zarzutów wzbudził jego wyjazd w połowie 1944 r. z wrogiego mu Londynu (brytyjskiego i polskiego) do Włoch. Wrócił dopiero 6 sierpnia 1944 r. Ani inspekcja polskich oddziałów pod Ankoną, ani audiencja u papieża, ani rozmowy z lokalnymi dowódcami brytyjskimi nie usprawiedliwiały nieobecności Naczelnego Wodza w tym czasie w Londynie.

W czasie powstania zabiegał u wysokich brytyjskich wojskowych o wydatniejszą pomoc dla Warszawy. Odmówili. 30 września 1944 r. wydał rozkaz do żołnierzy AK: "...Lud Warszawy, pozostawiony samym sobie i opuszczony na froncie wspólnego boju z Niemcami - oto tragiczna i potworna zagadka, której my, Polacy, odcyfrować nie umiemy na tle technicznej potęgi Sprzymierzonych u schyłku piątego roku wojny.... Jaśniej nie było można. Ogromny, międzynarodowy skandal skończył się zdymisjonowaniem Sosnkowskiego na żądanie Churchilla. Prezydent Raczkiewicz, wręczając mu akt dymisji, powiedział: "Mam pełną świadomość, że popełniam akt niegodny.

Kazimierza Sosnkowskiego czekały jeszcze lata emerytury na kanadyjskiej farmie i szlachetne, acz bezskuteczne zabiegi o zjednoczenie emigracji. Zmarł w Arundel w 1969 r.

Włodzimierz Kalicki"

Share this post


Link to post
Share on other sites



×
×
  • Create New...

Important Information