Jump to content

pathfindersi


Recommended Posts

Witam

szukam informacji na temat pathfindersów

w szczególności zaś na temat oporządzenia i umundurowania /podobno malowali je w plamy/

jakie były różnice pomiędzy pathfindersami 82 i 101 DPD

pozdrawiam
Link to comment
Share on other sites

www.normandia44.com

na naszym forum proszę zadać ptanie Grzegorzowi ;-) . Poszperaj też po polskich forach , było kilka tematów .
chyba na tym również , a fora anglojęzyczne to bogactwo informacji , choc nie zawsze poprawnej.

popytaj tez chłopaków ze 101
Link to comment
Share on other sites

Dzięki, kiedyś tam zaglądałem ale kompletnie nic się nie działo, widze że zmian jest sporo - na lepsze

Grzegorz bije wszystkich wiedzą na głowę

no i wydaje mi się że w końcu znalazłem legendarnego Cattaraugusa ;-)

ps.
żeby nie było że z nieba spadłem na forum WWII jestem zalogowany pod Camillus

pozdrawiam
Link to comment
Share on other sites

Kamilu

Zanim zaczniesz o cokolwiek pytać to najpierw musisz przede wszystkim obgadać sprawę sam ze sobą, jakim chcesz być „pathfinderem”? Samo słowo „pathfinder” jeszcze niewiele znaczy. To tylko pojęcie-worek, do którego pakuje się osoby dopuszczone do większej liczby tajemnic większej rangi, osoby może o nieco większym IQ, osoby szkolone dłużej, inaczej, intensywniej, ale to wszystko ciągle jeszcze niewiele znaczy, bo przecież „pathfinder” „pathfinderowi” nierówny.

1. Czy chcesz być „pathfinderem”-elitą elit, czyli żołnierzem z zespołu obsługi naziemnego transpondera „Eureka”? To Ci najmocniej „zlustrowani” przez FBI, z najwyższym IQ i dopuszczeni do najtajniejszego urządzenia każdej inwazji spadochronowo-szybowcowej, gdzie transpondery Eureka/Rebecca zastosowano.

2. Czy chcesz być „pathfinderem”-ochroniarzem zespołu obsługi „Eureki”? Takim terminatorem obwieszonym magazynkami do pm-u?

3. Czy chcesz być „pathfinderem” rozkładającym fosforyzujące płachty w formie litery „T” oznaczającej lądowisko lub zrzutowisko? Zajęcie ówcześnie śmiertelnie niebezpieczne, gdyż barwniki fosforyzujące były w tamtych latach (i zresztą dekady po wojnie) radioaktywne i ludzie po kontakcie z takim materiałem umierali na białaczkę. Osobiście znam dwa takie przypadki ludzi zmarłych po kontakcie z fosforyzującymi tarczami lotniczych przyrządów pokładowych.

4. Czy chcesz być „pathfinderem” z sekcji ochrony lądowisk i zrzutowisk oraz sabotażu, czyli takim, który ochraniając lądowisko lub zrzutowisko, a widząc jakieś przewody telefoniczne lub energetyczne miał obowiązek je uszkodzić?


Gdy już dojdziesz do tego, co tak naprawdę chcesz odtwarzać, to wówczas gdzieś możesz dopytać o szczegóły. Wydaje mi się, że nikt odpowiedzialny za słowo nie odpowie Ci tak po prostu „jak wyglądał pathfinder”, bo to zależy od wielu czynników.

Pozdrowienia :-)

G. Cz.


PS.
O ile się nie mylę na forum „Normandia 44” z przyczyn technicznych chwilowo jest blokada rejestracji. Jeśli chcesz tam być to napisz do administratora całej witryny, żeby Ci założył konto w trybie „sterowania ręcznego”.
Link to comment
Share on other sites

Grzegorzu dzięki za odpowiedź, niestety tudzież stety wiem że to temat rzeka, zatem staram sie zbierać skrzętnie każdą informacje.

Sam osobiście chyba pozostane przy zwykłym" spadochroniarzu, ale dwie osoby w grupie chciałyby odtwarzać właśnie pathfindersów stąd ten temat.

Żeby bardziej uściślić, po prawie dwuletnim molestowaniu z mojej strony w końcu zapadła ostateczna i nieodwracalna decyzja o odtwarzaniu 82 AD, co za tym idzie będą to pathfindersi 82 AD /po tak długim okresie sam już nie wiem czy to siła moich argumentów czy też moja cierpliwość przeważyły szale spychając wcześniejsze założenia i wrażenia po BoB na plan drugi, tak czy inaczej udało się/.

Przy obecnym poziomie zasobów finansowych oraz umundurowania i oporządzenia już posiadanego wchodzą w gre jedynie dwie propozycje opisane pod pozycjami nr 2 i 4.

Mam nadzieje że obecne sprecyzowanie wnosi pewien porządek do tematu.

Z góry dziękuję za kolejne informacje.

Pozdrawiam ciesząc się ponownie z możliwości korespondowania :-)

Ps
Do admina napisze zgodnie z radą
Link to comment
Share on other sites

Niestety adresu admina forum Normandii nie znalazłem, zamiast niego jest przekierowanie na samą strone.

Ani webmaster, ani d-ca sekcji informacyjnej jak na razie nie dopowiedzieli, czekam dalej a tymczasem pytam dalej w tym temacie.

Jak to było z magazynkami i ładownicami do Thompsona, na zdjęciu widać spadochroniarza z 82 AD który do pm-u podpięty ma 20-to nabojowy magazynek, jak często używano magazynków 30-to nabojowych tak często widocznych na filmach SPR i BoB. Czy były już w powszechnym użyciu czy wbrew temu co pokazano dopiero wchodziły na wyposażenie. Jakich używano do nich ładownic?

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

KamilM,
żołnierz na na zdjęciu to Sgt.Joseph Goseme 506th PIR , 1st Bn , 101 st A/B.
Magazynki 20-sto i 30-sto nabojowe były w użyciu w tym czasie ,prwdopodobnie chodzi o to,że magazynek 30-sto nabojowy jest mniej poręczny przy skoku ,a 30-sto nabojowe Sgt. ze zdjęcia pewnie też ma ,bo posiada na wyposażeniu dwie torby amunicyjne na długie" magazynki do PM.
Pathfinders często używali ładownic do Thompsona,na 20-sto nabojowe magazynki, mocowanych pionowo na szelkach z przodu.Ładownice te często były modyfikowane przez iggerów"-miały doszywane paski i klamerki tak,aby można było je spiąć ze sobą,żeby się ie rozjeżdżały".
Link to comment
Share on other sites

_________________________________________________________
Pathfinders często używali ładownic do Thompsona,na 20-sto nabojowe magazynki, mocowanych pionowo na szelkach z przodu.Ładownice te często były modyfikowane przez iggerów"-miały doszywane paski i klamerki tak,aby można było je spiąć ze sobą,żeby się ie rozjeżdżały"
_________________________________________________________
Ale to Pathfinders ze 101st,a Tobie chodzi o 82nd , więc potrzebujesz raczej ładownicę Thompson ammo bag".

Link to comment
Share on other sites

Witaj

Dzięki za sprostowanie, zdjęcie jest jednym z wielu jakie posiadam, niestety wiele z nich jest bez podpisów. Niewidoczne oznaczenie na chełmie spowodowało mylną jego interpretacje.

Na stronie At the Front znalazłem taką ładownice,
dodatkowo znalazłem jeszcze coś takiego:
http://www.atthefront.com/us_gear_smg_main.jpg
wydaje mi się że to wersja brytyjska /produkcji brytyjskiej/, czy była w użyciu i od kiedy

Jak wygląda sprawa z ładownicami 3 komorowymi na magazynki 30-sto nabojowe /niegdzie nie trafiłem na ich zdjęcie z okresu walk w Normandii/

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Kamilu

Robert porucznik Horne bardzo ładnie i fachowo prowadzi Ci wykład :-)

Brytyjskich ładownic „pathfinderzy” nie używali – to jest tylko mylące podobieństwo do brytyjskiej ładownicy z rodziny oporządzenia P37. To, co rekonstruuje firma „At The Front” jest tylko jedną z wielu nieregulaminowych ładownic wykonywanych przez amerykańskich techników spadochronowych – to ten legendarny produkt „rigger-made”.

Jeśli masz być „pathfinderem” takim natury bardziej ogólnej, zobowiązanym także do małego sabotażu, to na pewno powinieneś mieć na liście wyposażenia:

1. Cęgi M1938 do cięcia drutu kolczastego i linii energetycznych do 30 kV. Nie wiem wprawdzie, jak to można było zmierzyć, bo woltomierzy żołnierze przecież nie dostawali, ale teoretycznie tak to było. Podejrzewam, że w trosce o życie cięli najwyżej kable telefoniczne, żeby sobie nie niszczyć delikatnych obcążek TL-13-A i nie rozkalibrować w nich dwóch małych otworków do ściągania izolacji z przewodów.

2. Kompas – ale nie plastikowa naręczna tandeta, tylko kompas wojsk inżynieryjnych noszony w małym pokrowcu na pasie głównym.

3. Futerał CS-34 wraz z wyposażeniem, czyli z obcążkami TL-13 lub TL-13-A oraz śrubokręt i nóż elektrotechniczny TL-29. Przy okazji nauczę Cię kiedyś, jak kupić prawdziwy przedwojenny TL-29 albo z II wojny i nie dać się nabrać na całe tabuny e-bayowych oszustów sprzedających powojenne noże TL-29 ze sloganami „WWII-era”, „genuine WWII”, „original WWII” itp. kłamstwami przy nożach mocno powojennych, albo nie dość, że powojennych to jeszcze cywilnych.


Pozdrowienia :-)

G. Cz.
Link to comment
Share on other sites

Pathfindersi czy pathfinderzy?
Pathfindersów czy pathfinderów?
Ja głosuję na wersje drugie.

Jako zupełny iemota" w sprawach amerykańskiego spadochroniarstwa zapytam tylko, czy w dywizjach 101. i 82. oddziały pathfinderów posiadały taką autonomię jak np. brytyjska 21. Samodzielna Kompania Spadochronowa?

P.
Link to comment
Share on other sites

PAWEŁŁO NAPISAŁ:
Pathfindersi czy pathfinderzy?
Pathfindersów czy pathfinderów?
Ja głosuję na wersje drugie.
----------------------------------------------------------------

Nie ma dobrej odpowiedzi, bo jesteśmy na poletku przestępstw z punktu widzenia Rady Języka Polskiego. :-) :-) :-)

Jako śmiertelny wróg anglicyzmów w języku polskim byłbym za całkowitym pozbyciem się tego słowa z naszego języka, ale na co je zamienić? Przecież nie na zwykłego „zwiadowcę”, ani nie na coś tak „praktycznego” w użyciu jak „żołnierz naprowadzania samolotów desantujących i formacji holowników szybowców transportowych, rozpoznania i małego sabotażu”. :-)



PAWEŁŁO NAPISAŁ:
Jako zupełny iemota" w sprawach amerykańskiego spadochroniarstwa zapytam tylko, czy w dywizjach 101. i 82. oddziały pathfinderów posiadały taką autonomię jak np. brytyjska 21. Samodzielna Kompania Spadochronowa?
---------------------------------------------------------------

Tutaj to jest grubsza dyskusja, bo przecież najsłynniejszy brytyjski „pathfinder” por. Robert De La Tour zginął walcząc jako zwykły piechociarz spadochronowy objęty normalną dywizyjną dyscypliną bez najmniejszego cienia autonomii i respektu dla jego „pathfinderowego” fachu. Elitarność elitarnością, ale nadchodził moment, że autonomia „pathfinderów” szła do kąta i trzeba było walczyć na równi z dywizyjnymi szarakami. Identycznie było u Amerykanów. Oczywiście, „pathfinderzy” czy to brytyjscy, czy to amerykańscy do pewnego czasu mieli większy luz na polu walki, bo przecież desant to nie tylko jego pierwszy rzut, ale także rzuty z zaopatrzeniem. Komu jakimś cudem nie roztrzaskała się przy lądowaniu „Eureka” ten musiał nadal pracować na rzecz prawidłowych zrzutów zaopatrzenia lub lądowań szybowców z zaopatrzeniem, gdy inni ginęli już w normalnych walkach. Litery „T” na lądowiskach/zrzutowiskach też ktoś musiał wykładać, a zwykły spadochroniarz tego nie zrobi, bo przecież litery „T” nie wykłada się byle jak, ale trzeba sprawdzić kierunek wiatru, aby ją prawidłowo ułożyć. Właśnie dlatego komendant szkoły „pathfinderów” 101. DPD kpt. Frank L. Lillyman toczył takie boje z zupactwem i betonem US Army o to, aby „pathfinderzy” i lotnicy transportowi szkolili się razem, aby jak najlepiej nawzajem poznawali swoje potrzeby do prawidłowych zrzutów.

Ale to wszystko w końcu miało swój kres i o nadmiernej autonomii „pathfinderów” brytyjskich lub amerykańskich nie można mówić. Nikt elitarności nie kultywował na poziomie okopu. Skoro (na przekór bzdurnym mitom) za broń musieli chwytać piloci szybowcowi USAAF (bo brytyjscy z GPR to wiadomo) to „nie było zmiłuj” i trzeba było normalnie walczyć bez puszenia się na „pathfinderów”.


Pozdrowienia :-)

G.
Link to comment
Share on other sites

W okopie nie masz równiejszych - to fakt.

Chodziło mi tylko, czy Amerykanie mieli coś takiego jak rzeczona 21. Samodzielna KS, czy były to po prostu kompanie Able, Fox czy last but not least Easy ;), tylko ieco" inaczej szkolone.
Czy np. w dywizji 82. podpadały one pod szczebel dywizyjny, czy pułkowy jako regularne kompanie liniowe.

Dzięki za poważne potraktowanie pytań :)
P.
Link to comment
Share on other sites

Grzegorz Czwartosz napisał:
Brytyjskich ładownic „pathfinderzy” nie używali – to jest tylko mylące podobieństwo do brytyjskiej ładownicy z rodziny oporządzenia P37.
..........................................

Czy to samo dotyczy wszelkiego oporządzenia z nadrukiem US" produkcji brytyjskiej.


Grzegorz Czwartosz napisał:
Skoro (na przekór bzdurnym mitom) za broń musieli chwytać piloci szybowcowi USAAF (bo brytyjscy z GPR to wiadomo) to „nie było zmiłuj” i trzeba było normalnie walczyć bez puszenia się na „pathfinderów”.
..........................................

Rozumiem że piloci USAAF jak wskazuje nazwa nie wchodzili w skład oddziałów piechoty szybowcowej, czy też byli wraz z nimi szkoleni, mając za wczasu okazję poznać chłopaków z którymi w przyszłości przychodziło im lecieć?
Link to comment
Share on other sites

Pawełło :-)

Już dopowiadam do tego...



PAWEŁŁO NAPISAŁ:
Chodziło mi tylko, czy Amerykanie mieli coś takiego jak rzeczona 21. Samodzielna KS, czy były to po prostu kompanie Able, Fox czy last but not least Easy ;), tylko ieco" inaczej szkolone.
Czy np. w dywizji 82. podpadały one pod szczebel dywizyjny, czy pułkowy jako regularne kompanie liniowe.
-----------------------------------------------------------


Nie, u nich było trochę inaczej. Było na miarę systemu pułkowego i batalionowego, w ramach którego „komponowało” się dywizję spadochronowo-szybowcową do każdej operacji desantowej, bo rotacja pułków i batalionów w ramach amerykańskiej dywizji tego typu była dość duża. To nie jest tak, że jak w USA w 1943 r. ktoś zdecydował, że jakiś pułk spadochronowy jest przynależny do 82. DPD to już tak zostało do końca wojny. Przeciwnie, pułki i bataliony przepływały między dywizjami 17., 82. i 101.

I na miarę tego systemu było jedynie określone, że dywizja spadochronowo-szybowcowa ma mieć ok. 140-160 pathfinderów w zależności od tego, ile liczyła jednostek w danej operacji, bo tu też nie było reguł i raz dywizja była mniejsza, innym razem większa.

Amerykańscy „pathfinderzy” byli podzieleni na grupy zwane „stick”. Jedna „stick” liczyła ok. 16-18 „pathfinderów” (choć bywały odstępstwa od tych liczb), natomiast jeden pułk miał zazwyczaj trzy „sticks”.


:-)
Link to comment
Share on other sites

Mianem stick" (to dopiero zabawka do tłumaczenia - bo przecież nie laska":) określano grupę żołnierzy, która mieściła się do lub przemieszczała się danym środkiem transportu. Mogła to być Dakota - i tu do 18 ludzi, łódź desantowa itd.
Czy spotkałeś się z używaniem określenia stick" w linii, jako odpowiednika drużyny/plutonu?

Jaki był odstęp czasowy miedzy lądowaniem znajdowaczy ścieżek" a I-szym rzutem? Domyślam się, że różny, w różnych operacjach?
Czy skakali oni w jakichś szczególnych okolicznościach przyrody" typu niski pułap?

I jeszcze ostatnie pytanie: oni naprowadzali resztę oddziałów, ale kto naprowadzał ich? Czy wykorzystywano systemy nawigacyjne takie jak w wyprawach bombowych?
Pozdrawiam,
P.
Link to comment
Share on other sites

Czy to samo dotyczy wszelkiego oporządzenia z nadrukiem US" produkcji brytyjskiej?
-----------------------------------------------------------

Tutaj niestety nie ma prostych odpowiedzi. Nikt odpowiedzialny za słowo nie podjąłby się autorytatywnych odpowiedzi włącznie z badaczami tych spraw. Po prostu dystrybucja oporządzenia brytyjskiego szytego dla US Army jest kompletnie nie zbadana. Nie jest zbadana głównie na skutek niemożności dotarcia do dokumentów na ten temat, jeśli te dokumenty kiedykolwiek istniały, bo jak dotąd nikt ich nie znalazł poza niektórymi danymi produkcyjnymi na temat liczby wyprodukowanych brytyjskich elementów oporządzenia. Tylko i wyłącznie fotografie coś mogą na ten temat powiedzieć. Widoczne są na spadochroniarzach amerykańskich m.in. brytyjskie pokrowce na manierki i pokrowce na pakiety pierwszej pomocy, przy czym widać to raczej od operacji „Market-Garden”, raczej jeszcze nie od Normandii. Jeśli ktoś chce to skorygować to korekta mile widziana.




KAMIL NAPISAŁ:
Rozumiem że piloci USAAF jak wskazuje nazwa nie wchodzili w skład oddziałów piechoty szybowcowej, czy też byli wraz z nimi szkoleni, mając zawczasu okazję poznać chłopaków z którymi w przyszłości przychodziło im lecieć?
-----------------------------------------------------------

Tak jest – nie wchodzili w skład piechoty szybowcowej z jednym wyjątkiem operacji „Varsity”. W normalnej praktyce na skutek kompletnej niewydolności systemu kształcenia pilotów szybowcowych USAAF, długiego, mozolnego, bezsensownego szkolenia ich jako inżynierów-pilotów do stopnia podporucznika mieli oni mówione, że są drogocennym skarbem US Army (bo tak było w istocie) i natychmiast po lądowaniu mieli jak najszybciej wracać na swoje lotniska, aby siadać za sterami kolejnych szybowców, tym razem głównie z zaopatrzeniem lub artylerią i innym zapleczem niemożliwym do zrzutu na spadochronach. Był to system zupełnie inny, niż u Brytyjczyków, ale bywały od tego wyjątki i jedyne w historii US Army oficerskie kompanie piechoty w dwóch operacjach na froncie ETO tworzyli właśnie ochotnicy-piloci szybowcowi USAAF.




KAMIL NAPISAŁ:
Czyli można przez to rozumieć że taki pathfinder/patchwinderzy nie wchodził w skład danej kompanii, lecz był do niej przydzielany przed operacją i tylko na jej czas?
-----------------------------------------------------------

„Pathfinderzy” byli przyporządkowani wyłącznie do lądowisk lub zrzutowisk, jakie mieli obowiązek zorganizować. Na ten okres byli wyłączeni ze struktur kompanijnych, batalionowych itp. Pracowali w systemie zadaniowym, który był ponad strukturami pułkowymi. Wracali do tych struktur po skończonej przez nich pracy typowej dla „pathfinderów”.




PAWEŁŁO NAPISAŁ:
Mianem stick" (to dopiero zabawka do tłumaczenia - bo przecież nie laska":) określano grupę żołnierzy, która mieściła się do lub przemieszczała się danym środkiem transportu. Mogła to być Dakota - i tu do 18 ludzi, łódź desantowa itd.
-----------------------------------------------------------

To takie radosne słowotwórstwo – coś na wzór SAS-owskich „insertów”.




PAWEŁŁO NAPISAŁ:
Czy spotkałeś się z używaniem określenia stick" w linii, jako odpowiednika drużyny/plutonu?
-----------------------------------------------------------

Nie. „Stick” znikało po wchłonięciu „pathfinderów” przez macierzysty pułk i nie funkcjonowało w normalnej terminologii piechoty, bo po prostu „pathfinderzy” wtapiali się w swoje jednostki i dalej już normalnie walczyli. Ten „stick” to jest tylko takie coś na bardzo ograniczony czas skoku oraz organizacji lądowisk/zrzutowisk.




PAWEŁŁO NAPISAŁ:
Jaki był odstęp czasowy miedzy lądowaniem znajdowaczy ścieżek" a I-szym rzutem?
-----------------------------------------------------------

45-90 minut.




PAWEŁŁO NAPISAŁ:
Domyślam się, że różny, w różnych operacjach?
-----------------------------------------------------------

Skrajnie różny do tego stopnia, że była nawet operacja, w której pracujących „pathfinderów” w ogóle nie było. Skakali jako zwykli żołnierze. Ta operacja to „Varsity”.




PAWEŁŁO NAPISAŁ:
Czy skakali oni w jakichś szczególnych okolicznościach przyrody" typu niski pułap?
-----------------------------------------------------------

Skakali normalnie, jak reszta spadochroniarzy, czyli z typowego w USAAF pułapu 450-600 stóp (137-183 m). Jest to oczywiście pułap ekstremalnie niski, bo prawidłowe otwarcie spadochronu następuje na dystansie 90-100 m.




PAWEŁŁO NAPISAŁ:
I jeszcze ostatnie pytanie: oni naprowadzali resztę oddziałów, ale kto naprowadzał ich?
-----------------------------------------------------------

Genialne pytanie! Takie pytanie, jak ja zawsze się śmieję – kto wyprodukował pierwszą na świecie frezarkę? Bo fakt istnienia na świecie frezarek jest dowodem na istnienie Boga. Przecież pierwszą na świecie frezarkę trzeba jakoś było wyfrezować – tylko jak, czym i na czym? :-) A kto, czym i na czym wytoczył do pierwszej frezarki osprzęt mocowany na stożkach Morse’a? Istnienie na świecie tokarek jest drugim dowodem na istnienie Boga, bo przecież to tokarka produkuje tokarkę, więc jak powstała światowa tokarka nr 1? :-) :-) :-)

Piękne pytanie z gatunku logiki: Skoro „pathfinderzy” naprowadzali to kto najpierw naprowadził pathfinderów? :-) Odpowiedź już nie jest „boska”, jak powyżej żartowałem, jest raczej przyziemna dosłownie i w przenośni. Tu jest link do mojego artykułu z „Polski Zbrojnej”, który odrobinkę coś wyjaśnia:
http://www.polska-zbrojna.pl/artykul.html?id_artykul=1222

W tym beznadziejnie idealistycznym, nierozsądnym i kompletnie nie przystającym do wojny systemie kształcenia pilotów transportowych USAAF słusznie zauważono, że nie ma dobrych pilotów do desantowania „pathfinderów” i mogą to zrobić wyłącznie mistrzowie nawigacji i latania i że tylko oni gwarantują to, że „pathfinderzy” wylądują w dobrych miejscach, aby sami mogli dobrze naprowadzić formacje samolotowe i szybowcowe. Innej metody nie było. Nie było „pathfinderów” do naprowadzania „pathfinderów” i żadnych innych wynalazków. Jak widzisz w moim artykule system się nie sprawdził. Komendant szkoły „pathfinderów” 101. DPD kpt. Frank L. Lillyman poleciał nad Normandię z jednym z najwybitniejszych amerykańskich lotników transportowych ppłk. Joelem Crouchem bądącym kimś w rodzaju odpowiednika Lillymana, tyle że w USAAF, bo był szefem IX Troop Carrier Command Pathfinder Group wyposażonej w moduły „Rebecca”. Czyli jeden szef „pathfinderów” wraz ze swoją „stick” poleciał z innym szefem „pathfinderów” (obaj wcześniej razem szkolili się i ćwiczyli), a jednak nawet Crouch zawiódł i źle wyrzucił „stick” Lillymana.

Podobnie było z każdą inną „stick”. Każda dostawała najwybitniejszych lotników i nawigatorów, ale w praktyce celny zrzut „pathfinderów” był loterią.




PAWEŁŁO NAPISAŁ:
Czy wykorzystywano systemy nawigacyjne takie jak w wyprawach bombowych?
-----------------------------------------------------------

Nawigacja w desantach „pathfinderów” to najprostsza z możliwych nawigacja VFR bez żadnych szczególnych „systemów”. Klasyczne obliczenia z tzw. nawigacyjnego trójkąta prędkości plus latanie „po meblach”, jak to się mawia, czyli na charakterystyczne punkty terenu. Wystarczyło zachmurzenie plus intensywny „flak” i ten system się nie sprawdzał, stąd zawsze fatalny rozrzut „pathfinderów”. Lotników transportowych USAAF wprost katastrofalnie nie przygotowano do takich zadań. To jest to, o czym napomknąłem powyżej – bezsensownie kształcono ich jako inżynierów-pilotów do stopnia podporucznika i tak stworzono kompletnie niewydolny system szkolnictwa lotniczego dobry może na czas pokoju, ale nie na wojnę. Wystarczyłoby mieć pilotów transportowych szybko i w dużych ilościach kształconych do stopnia podoficerskiego, jak w innych światowych siłach zbrojnych, za to więcej czasu poświęcić im na szkoleniową praktykę pola walki, jak w przypadku szkolenia pilotów szybowcowych USAAF. Ich szkolenie to wprawdzie inna patologia (znowu inżynierowie-piloci), ale przynajmniej lotniczki z WASP uprzykrzały szybownikom życie jak mogły. W trakcie szkolenia szybowników wojskowych kobitki latały wokół lądowisk i waliły z samolotów sportowych komplety środków pozoracji pola walki. Miały agregaty dymotwórcze, a ponadto petardy, więc piloci szybowcowi USAAF mieli ciężki żywot podczas szkolenia, bo panie z WASP robiły wszystko, aby ich zdekoncentrować i przeszkodzić w lataniu oraz wyborze lądowisk, natomiast system szkolenia pilotów samolotów transportowych wypuszczał lalusiów, którzy myśleli, że na dalekich tyłach będą wozić fracht kwatermistrzowski. A tu nagle trzeba było stanąć oko w oko z „flakiem” wszystkich kalibrów i ludzie spanikowali. Częścią tego zjawiska są właśnie niecelne zrzuty „pathfinderów”.
Link to comment
Share on other sites

Właśnie
Nic na ten temat nie wiadomo kto naprowadzał polski rzut spadochronowy 21 września 1944 roku na zrzutowisko w Driel.
Wiadomo tylko że zrzutowisko zostało zmienione ...dosłownie w ostatnie chwili.
Z relacji weteranów wiem że.....w Łodzi żyje jeszcze jeden weteran który był szkolony jako pathfinder.
Nazywa sie Stanisław Kowalczyk jest weteranem walk we wrześniu 1939, walk w narwiku 1940 oraz w M-G w 1944 i tam dopiero ranny dwukrotnie.
Ale w M-G nie skakał jako pathfinder.
Pozdro
Sosab
Link to comment
Share on other sites

Pawełło napisał:
Znalazłem Anglików odtwarzających pathfinderów:
http://www.aapathfinders.co.uk/
........................................

Śliczna stronka :-)
do tego masa orginalnych zdjęć, co prawda bez opisów ale i tak są świetne

........................................

Sosab

czy jest szansa na kontakt,
pisałem na twojego maila w sprawie badań i skoków, ale chyba nie doszło :-/

Pozdrawiam
Kamil M
Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

×
×
  • Create New...

Important Information