Witam,
jestem mieszkańcem bogatej gminy, w której pałace niszczeją, zabytki nie są oznaczone na mapach, muzea ograniczają się do tematów nie związanych z narodowościami a jedyne atrakcje są w rękach prywatnych (piniondz rządzi). Nauczyłem się, że w miejscach gdzie czegoś nie ma najprzyjemniej myśli się właśnie o czymś nieobecnym, stąd też lubię wymyślać ciekawe, interesujące projekty z zakresu "nierealnych z powodu uczuć". No bo niech ktoś mi powie, że inwestycje publicznie nie napędzają wzrostu gospodarki a turystyka nie jest stabilnym źródłem dochodu w tych czasach (w popularnej okolicy).
Sprawy mają się tak, że gdzieś w okolicy pięciu kilometrów ode mnie w trakcie budowy drogi odkopano wiele grobów z p.n.e.. Nie dowiedziałem się o tym w szkole (a było to w okresie nauki) ani w mediach, ani w wydarzeniach lokalnych, ani z map, ani z tablic informacyjnych tylko zainteresowałem się polami obok mojej wsi, które są "zjadane" przez deweloperów. Na wspomnianych polach zawsze rośnie kukurydza, nie wyglądają ambitnie. I tak sobie myślę, że groby są tam a tutaj za tym polem jest najbliższa rzeka w promieniu 20 kilometrów. Bieg rzeki może się zmieniać ale chyba nie aż tak i nie jest to duża rzeka a przy rzekach toczy się życie.
Mój dylemat polega na rozstrzygnięciu wewnętrznego sporu. Ziemia rolna w bogatej gminie jest droga, georadary raczej nie są priorytetem zakupowym władz terytorialnych a ich rozwój też chyba zawdzięcza więcej start-upom niż uniwersytetom. Więc wszystko wydaje się nierealne w tym projekcie lub "pod górę" ale wyrosłem na Kilerze i innych polskich komediach, wszystko jest możliwe. Widzę trzy możliwości na spenetrowanie tych użytków:
1. Namówić eksperta od historii żeby przekonał właściciela do udziału w projekcie dofinansowanym z UE (jakiś szwindel) w zakresie ochrony europejskiego dziedzictwa kulturowego (sprawę się nagłośni i powinno być z górki). Myślę, że pieniądze z UE przeorają kilometr kwadratowy kukurydzianego matecznika w tydzień rączką od georadaru.
2. Stworzyć Start-up budujący latające georadary (myślę o dużym dronie z bardzo szerokim ładunkiem) i w burzliwe noce wylatywać nad pole niczym UFO. Z kopaniem będzie gorzej ale jak otrzymam "info z D" to właściciel się zgodzi.
3. Zarobić miliony, kłócić się z właścicielem o cenę, walczyć z robactwem odrodzonym bez oprysków i polem rolnym bez żadnej wiedzy rolniczej, kupić jakieś standardowe guanoradary i wynająć obcokrajowców z dziarami do szukania skarbów bez ubezpieczenia, kontrolować ich postępy i egzekwować zasady wierząc w ich kompetencje, korespondować z uniwerkami oczekując wartościowych porad bez łapówek, być znienawidzonym przez a)rolników, b)obcokrajowców, c)lokalnych deweloperów, d)ludzi których nie znam bo zachowuję się jak przegryw. Żart, chodzi mi o rozwiązanie pieniężne i aspołeczne.
Nie no, dzięki za przeczytanie, jak macie jakieś realistyczne rady to piszcie jak odkryć nasze pradzieje w sposób "kompletny", "rzetelny" i "korzystny", w mojej okolicy galeria jest budowana jako "zabudowa zagrodowa". Pozdro, nie wiem czy odbiorę.