Jump to content

tadzik

Forum members
  • Content Count

    22
  • Joined

  • Last visited

    Never

Community Reputation

0 Neutral
  1. Parę lat temu jak sprzątałem strych nad szopą to znalazłem takie cudo znalazłem, między belką a ścianą zaklinowane było.
  2. U podnóża Dylewskiej Góry znajduje się stara wieś Pietrzwałd. Rozciągnięta wzdłuż głównego traktu południkowego tylko bardziej spostrzegawczym wędrowcom udostępnia źródło powstania i sens swego istnienia – skrzyżowanie dróg. I skrzyżowanie ludzkich losów. W 1807 roku okolice Pietrzwałdu były scenerią dramatycznych wydarzeń związanych z pobytem na tym terenie wojsk francuskich. W nocy 8/9 maja z pobliskiego grząskiego jeziorka leśnego zwiadowcy francuscy wydobyli najpierw pięć zwłok odzianych „na modłę francuską”, w tym jedną kobietę, a po szczegółowszym przeszukaniu kolejnych trzynastu francuskich nieboszczyków – związanych razem, z ciężkim kamieniem u szyi każdej ofiary. Postępowanie – jak w takich razach – było rutynowe. Wzięcie zakładników, groźba spalenia wsi i rozstrzelania znaczniejszych mieszkańców. W efekcie znaleziono prawdopodobnych prowodyrów mordu na francuskich żołnierzach; okazali się nimi dwaj synowie wdowy Barbary Pastewki z Pietrzwałdu, 27-letni Adam i 20-letni Johann. Po krótkim sądzie wojennym obu rozstrzelano w Durągu tuż przed Zielonymi Świątkami, które tego roku przypadały 17 maja. Historia dramatyczna, ale dość powszechna w czasach kampanii napoleońskiej w Prusach. Za jej to przyczyną sielskie jeziorko Sałk zaczęto nazywać Francuskim. Przedtem przez całe wieki ten leśny zbiornik wodny okoliczni mieszkańcy wykorzystywali do celów gospodarczych, przede wszystkim do moczenia lnu. Pietrzwałdzianie wędrowali do jeziora dwoma drogami leśnymi. Jedna wiodła bezpośrednio z południowego krańca wsi na zachodni brzeg – tam, gdzie przebiega dziś ścieżka dydaktyczna. Druga zaczynała się przy pradawnym kurhanie na wschód od wsi i docierała do jeziora na jego północno-wschodnim, dość niedostępnym krańcu – zapewne tu mieszkańcy Pietrzwałdu utopili zamordowanych Francuzów. Francuska historia przylgnęła do jeziora dość skutecznie i dała znać o sobie po wojnie francusko-pruskiej w latach 1870–71. Tuż nad wodą posadzono dąb, który miał być świadectwem porozumienia i symbolem wiecznego już pokoju między narodami francuskim i niemieckim. Lokalizacja oczywiście nie była przypadkowa: okolica śmierci osiemnastu napoleońskich żołnierzy. I w ten oto sposób urokliwe leśne jeziorko nabrało cech pomnikowych. Dziś wprawdzie jest przede wszystkim rezerwatem przyrody, ale aura wojennego dramatu wciąż krąży nad tym miejscem, głównie w postaci atrakcyjnej turystycznie krwawej anegdoty o pochodzeniu nazwy jeziora. Skąd się wzięła nazwa? [„W lesie należącym do majątku Dreissighufen, na granicy Bednarek z Pietrzwałdem, jest ciche jezioro, w którym mieszkańcy Pietrzwałdu wedle starej tradycji moczyli dotąd len. Jednakże prawo to zostało im teraz odebrane, a jezioro oddano w całkowite posiadanie majoratu Dylewo. Z nazwą „Jezioro Francuskie” wiąże się pewne ponure wspomnienie z czasów przemarszów wojsk francuskich. Z wydarzeniem tym możemy się bliżej zaznajomić dzięki badaniom profesora Emila Schnippela z Ostródy. Od stycznia roku 1807 okolice Ostródy przez długie miesiące zalewała fala wojsk francuskich, które tu, w kraju wroga, zbierały swe smutne żniwo. Ludność, gorzko doświadczona biedą i wszelkim utrapieniem, zdobywała się gdzieniegdzie na potajemny opór. Trwała nieustanna wojna partyzancka ciemiężonych z ciemiężcą. Pewien epizod z tamtych wydarzeń możemy poznać dzięki raportowi francuskiego generała dywizji Frianta z wojskowego obozu przy Durągu, przedłożonemu marszałkowi Davout i meldunkowi Davouta, złożonemu szefowi sztabu generalnego cesarza Napoleona, marszałkowi Berthier. Poniżej znajdują się oba dokumenty przetłumaczone przez profesora Schnippela:1. Generał Friant do marszałka Davout. Durąg, 10 maja 1807 roku Dowódca 108 regimentu doniósł mi właśnie, że w nocy 8/9 maja dotarła do niego informacja, że żołnierze kwaterujący we wsi Pietrzwałd znaleźli pięć ciał francuskich wojskowych, wśród nich ciało ubranej na modłę francuską kobiety. Ciała zostały wrzucone do pobliskiego bagniska (franc.: čtang; mowa o naszym jeziorze). Pułkownik Rothenburg natychmiast rozkazał oficerowi dowodzącemu w rejonie Pietrzwałdu ująć sołtysa wsi i dwóch najbardziej poważanych mieszkańców. W dniu wczorajszym, wspomniany oficer, po ujęciu wymienionych trzech osób, udał się z oddziałem żołnierzy nad jezioro w celu jego ponownego przeszukania. Efektem tych poszukiwań było odkrycie kolejnych trzynastu ciał Francuzów, związanych razem i z przywiązanymi u szyi ciężkimi kamieniami. Prawie wszystkie ofiary, których liczba wynosi teraz osiemnaście, zdawały się zostać zabite uderzeniem siekiery. Oficer mówi, że zbliżanie się do wody może być niebezpieczne, a jezioro kryć może w sobie jeszcze więcej ciał.Pomimo gróźb spalenia wsi i rozstrzelania chłopów w przypadku niewydania sprawców, dopiero wczorajszej nocy pewna kobieta wskazała dwóch mężczyzn. W mgnieniu oka jednak zbiegli oni wraz ze swymi końmi w las. Ujęto kobietę i pewnego chłopa, właściciela gospodarstwa leżącego nieopodal jeziora. Pułkownik Rothenburg doprowadził mi łącznie pięć osób. Dopiero co do niego napisałem, by ujął we wsi wszystkich, którzy mają więcej niż 16 lat i doprowadził ich do Durąga. Proszę pana, panie generale, dla najbardziej dobitnego przykładu, o pozwolenie na całkowite zniszczenie wsi. 2. Marszałek Davout do szefa sztabu generalnego, marszałka Berthier. Ostróda, 10 maja 1807 roku Wasza Wysokość, mam zaszczyt przekazać odpis raportu, w którym generał Friant melduje mi o znalezieniu w stawie nieopodal wsi Pietrzwałd osiemnastu ciał zamordowanych francuskich żołnierzy. Generał Friant rozkazał ująć wszystkich mieszkańców wsi, którzy mają więcej niż 16 lat i doprowadzić ich do jego kwatery głównej. Jako że pięć najpierw pojmanych osób wzbrania się przed wydaniem sprawców zbrodni, rozkazałem generałowi spalić całą wieś Pietrzwałd i za każdego zamordowanego Francuza, którego znaleziono, zastrzelić trzech mieszkańców wsi, jeśli chłopi nie wskażą winnych i nie umożliwią ich ujęcia. Ci, którzy unikną pierwszej egzekucji, zostaną tak samo rozstrzelani w przeciągu ośmiu dni, jeśli nadal wzbraniać się będą przed wydaniem sprawców. Mam zaszczyt przypomnieć Waszej Wysokości, że niedawno podobny rozkaz wydałem generałowi Gudinowi, (który dowodził trzecią dywizją korpusu Davouta), aby postąpił tak z dwunastoma najbardziej poważanymi mieszkańcami dwóch wsi nad brzegiem Lac Royal („Königssees” – zniekształcona nazwa jeziora położonego prawdopodobnie niedaleko Olsztynka; – dotyczący zdarzenia raport nie zachował się). – Żadnym sposobem nie można ich było nakłonić do wydania morderców kilku francuskich żołnierzy z 17 regimentu piechoty, których ciała znaleziono we wspomnianym jeziorze. Dopiero w chwili, gdy już ich miano zastrzelić, wydali winnych i umożliwili doprowadzenie ich przed oblicze sprawiedliwości (czyli rozstrzelanie). Mam powody, by wierzyć, że w tym przypadku będzie podobnie. Wszystko wyraźnie wskazuje, że w okolicy tej morderstwa na żołnierzach armii francuskiej mają charakter zorganizowany. Jak profesor Schnippel wywiódł z kronik kościelnych, „przed Zielonymi Świątkami 1807 r.”, (które w tym roku wypadły 17 maja), w kwaterze głównej w Durągu, po rozprawie sądu wojskowego, za „domniemane” morderstwo popełnione na francuskich żołnierzach, rozstrzelano dwóch jedynych synów owdowiałej Kölmerin (mieszkanka wsi lokowanej na prawie chełmińskim – przyp. tłum.) Barbary Pastewki: Adama Pastewkę, 27 lat, który niedawno wziął ślub, właściciela gruntu nr 18 w Pietrzwałdzie i Johanna Pastewkę, 20 lat, kawalera. Oni zatem byli rzeczywistymi sprawcami, owymi chłopami, którzy według raportu Frianta, zbiegli w las. Jako że zostali ujęci, wieś oszczędzono”.] (Źródło: Walter Möllenberg, Das Majorat Döhlau. Geschichte der Begüterung, Königsberg 1912, s. 82–84; tłum.: Jędrzej Skrobot).
  3. http://gp24.pl/miasteccy-poszukiwacze-skarbow-skazani/ar/13667376 Dzisiaj (czwartek, 15.11) Sąd Rejonowy w Miastku ogłosił wyrok w sprawie miasteckich poszukiwaczy skarbów. Wszyscy zostali skazani. Piotr K. i Krystian P., których oskarżono o wykopanie, uszkodzenie i przywłaszczenie skarbu (m.in. bransolety, naszyjniki) z epoki brązu, muszą zapłacić po 3000 zł grzywny. Natomiast Krzysztof S., który miał zarzut paserstwa został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres jednego roku. Musi też zapłacić grzywnę w wysokości 1000 zł. Kary są zgodne z tym, o co wnioskował prokurator, ale niższe od tego, o co wnioskował konserwator zabytków. Przypomnijmy, że dla Piotra K. i Krystiana P. konserwator chciał jednego roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres trzech lat oraz grzywny po 10 000 zł. A dla Krzysztofa S. kary 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 3 lat oraz o grzywnę wysokości 20 000 zł. Czytaj także: Będzie proces miasteckich poszukiwaczy skarbów Wyrok nie jest prawomocny i konserwator zabytków najprawdopodobniej się od niego odwoła. W piątkowym papierowym Głosie Pomorza" uzasadnienie sądu do wyroku.
  4. Byłem tam dzisiaj, i szerszeni jakby nie było, chodź trauma pozostała, dołek częściowo zasypany i o zgrozo ktoś zabezpieczył studnie(o której nie wiedziałem) sznurkiem i kijami, a ja obok uciekałem przed szerszeniami. Nie kopałem bo ostatnio lewe kolano rozwaliłem i boli. Bjar_1 z tą zimą to się udałeś, rano wstaję a tu biało. Pozdrawiam
  5. Witam Mieszkam w byłych Prusach wsch. w poniemieckiej piekarni gdzie dziadek znalazł skrzynie z porcelaną podczas odgruzowywania piwnicy (budynek częściowo spalony) zakopaną w węglu. Sąsiad podczas kopania dołu na kopiec do ziemniaków trafił 2 skrzynie porcelany. Koledze pękła belka stropowa w domu, podczas wymiany okazało się że jest wyżłobiona, a ze środka wypadł karabin i amunicja. Teście znajomego w trakcie kapitalnego remontu natrafili na kilka skrytek. W belce stropowej karabin, za futryną szable, kordziki i coś tam jeszcze. Kuzyn podczas adaptacji strychu na mieszkanie pod podłogą znalazł 5 pasów WH i inne klamoty(nie wiem co bo sprzedał nim się dowiedziałem)...itd A z miesiąc temu byłem na takiej swojej miejscówce tzn. nieistniejąca miejscowość spalona przez Rosjan. I jest tam pozostałość po dworku, albo jakiś bogatszy gospodarz, a w ogrodzie dwie jabłonki takie po ponad 100 lat. Własnie to one były celem mojej wizyty. No więc zachodzę po te jabłka patrze, a tam jama wykopana(dwa miesiące wcześniej jej nie było) a w dole odcisk po metalowej skrzyni. Więc myślę sobie jest jeszcze jedna jabłonka, symetryczna, czemu tam nie szukali, a ja mam szpadel, wykrywkę, czas. Dochodzę do tej drugiej jabłonki, a tam szwadron szerszeni szarżą bez ostrzeżenia na Mnie.
  6. Dziękuje za pomoc. Znalazłem podobną ale bez info. https://archiwum.allegro.pl/oferta/plomba-gmerk-herb-i7256488860.html.
  7. Plomba firmowa GG albo GC 99. Proszę o pomoc w identyfikacji. Znaleziona w Prusach Wsch.
  8. Pocisk 14mm śr. 33mm dł. z otworem, pusty w środku, lekki bo zaledwie 12g. wagi. Próbowałem wygoglować ale bez skutku, stąd moja prośba o pomoc w identyfikacji
  9. Witam. Dzisiaj dotarła do Mnie ciecz chromowa i okazało się, że to nie srebro. Przepraszam więc za bałamutę i pozdrawiam.
×
×
  • Create New...

Important Information